Dodaj do ulubionych

mąż ateista

19.05.04, 09:37
witajcie, mój mąż jest ateistą z krwi i kości. ja pochodze z rodziny
katolickiej i tak też chcę wychować naszego synka. nasze dziecko jest
ochrzczone (bez problemów, jestem po rozwodzie, w trakcie procedury
unieważniania pierwszego małżeństwa kościelnego) nasz synek uczestniczy w
zajęciach religii w przedszkolu. boje sie jednak, że jesli tylko ja bede
mówiła synowi o 'Bozi' a mąż będzie się lekko uśmiechał i wcale na ten temat
z synem nie rozmawiał, to w dziecku mogą zrodzić się wątpliwości. czy ktoś z
Was miał podobny problem?
Obserwuj wątek
    • mamalgosia Re: mąż ateista 19.05.04, 09:46
      MOja koleżanka ma podobny problem - tzn. na razie jeszcze nie ma męża, ale
      narzeczonego. jednak poważnie zastanawia się , czy powinni się pobrać - właśnie
      między innymi na te trudności, które opisujesz. Wiem, ze miłość przede
      wszystkim, ale jeśli się ma różną hierarchię wartości, to naprawdę trudno to
      pogodzić w życiu codziennym
      • luzer Re: mąż ateista (czasem też - żona) 19.05.04, 15:23
        mamalgosia napisała:

        > MOja koleżanka ma podobny problem - tzn. na razie jeszcze nie ma męża, ale
        > narzeczonego. jednak poważnie zastanawia się , czy powinni się pobrać -
        > właśnie między innymi na te trudności, które opisujesz.


        Małgosiu, jeśli Twoja koleżanka, jako narzeczona, jest w stanie zastanawiać się
        czy powinna wyjść za mąż za swego narzeczonego - to znaczy, że NIE POWINNA.
        To znaczy, że go po prostu nie kocha. Jeśli się kogoś kocha, to przesłania
        on/ona cały świat i nie ma się ŻADNYCH wątpliwości. Przynajmniej u nas tak było!
        Fakt, że moja Żona jest niewierząca nigdy nie powodował żadnych problemów.

        Pozdrawiam,

        Luzer





        --
        Dobrze wiedzieć, że gdzieś tam jest Koleś,
        wyluzowany za wszystkich nas, grzeszników.
        • a000000 Re: mąż ateista (czasem też - żona) 19.05.04, 17:59
          luzer napisał:

          >
          > Małgosiu, jeśli Twoja koleżanka, jako narzeczona, jest w stanie zastanawiać
          się
          > czy powinna wyjść za mąż za swego narzeczonego - to znaczy, że NIE POWINNA.
          > To znaczy, że go po prostu nie kocha. Jeśli się kogoś kocha, to przesłania
          > on/ona cały świat i nie ma się ŻADNYCH wątpliwości.

          W całej rozciągłości potwierdzam.
          • mamalgosia a0000 19.05.04, 21:50
            W takim razie moja odp. do luzera, jest również do Ciebie
        • anulina Re: mąż ateista (czasem też - żona) 19.05.04, 20:47
          >Luzer napisał:
          > Małgosiu, jeśli Twoja koleżanka, jako narzeczona, jest w stanie zastanawiać
          się
          > czy powinna wyjść za mąż za swego narzeczonego - to znaczy, że NIE POWINNA.
          > To znaczy, że go po prostu nie kocha. Jeśli się kogoś kocha, to przesłania
          > on/ona cały świat i nie ma się ŻADNYCH wątpliwości. Przynajmniej u nas tak
          było
          > !
          > Fakt, że moja Żona jest niewierząca nigdy nie powodował żadnych problemów.
          >


          Luzer, zgadzam sie, że jeśli kogoś naprawde kochasz, to nie masz żadnych
          wątpliwości. Ale w takim przypadku, kiedy jedna osoba wierzy w kompletnie co
          innego, albo nie wierzy w nic ten problem w końcu MUSI sie pojawić! to jest
          życie, a nie sielanka. miłość przesłania wszystko tylko na początku związku,
          potem trzeba stanąć z zyciem oko w oko. pojawiają się dzieci i nie wierze, że
          Ty i Twoja partnerka NIGDY nie mieliście problemu z tym, że ona jest ateistką
          • luzer Re: mąż ateista (czasem też - żona) 19.05.04, 22:55
            anulina napisała:


            > Luzer, zgadzam sie, że jeśli kogoś naprawde kochasz, to nie masz żadnych
            > wątpliwości. Ale w takim przypadku, kiedy jedna osoba wierzy w kompletnie co
            > innego, albo nie wierzy w nic ten problem w końcu MUSI sie pojawić!

            Droga Anulino, ja już w poście do Małgosi napisałem o swoich uczuciach w kwestii
            zakochania i miłości. Teraz mogę dodać jeszcze to, że problem różnicy wiar nie
            musi się pojawić pomiędzy dwojgiem kochających się ludzi, skoro między nami się
            nie pojawił. A niby zresztą dlaczego miałby się pojawić? Bóg dał wszystkim wolną
            wolę, jedni z niej korzystają - wierząc, inni - nie wierząc. Jeśli dwoje
            kochających się ludzi szanuje swoje światopoglądowe wybory, nigdy nie będzie
            żadnych problemów.


            > to jest życie, a nie sielanka.

            Nie rozumiem? A gdzie jest napisane, że życie ma być pasmem udręk albo, co
            najwyżej, koktajlem radości i udręk? Taki argument zupełnie do mnie nie
            przemawia. Tak mówią najcześciej o życiu ludzie, którzy się nie kochają.


            > miłość przesłania wszystko tylko na początku związku, potem trzeba stanąć z
            > zyciem oko w oko.

            Kolejny mit, Anulino. Ja wiem, że mnóstwo ludzi powtarza tę bzdurę i nawet wielu
            w nia wierzy, ale nasze małżeństwo jest dowodem na to, że miłość przez całe
            życie może być dla dwojga ludzi najważniejsza, niezależnie od stawania
            z czymkolwiek oko w oko. smile)

            > pojawiają się dzieci i nie wierze, że Ty i Twoja partnerka...

            Przepraszam, ale to jest moja ŻONA, a nie żadna partnerka. Nie lubię tego słowa,
            gdyż kojarzy mi się raczej ze światem byznesu niż ze sferą uczuć.

            > NIGDY nie mieliście problemu z tym, że ona jest ateistką

            A jaki z tym może być problem, bo nic nie przychodzi mi do głowy???
            Nadmieniam, że moja żona nie jest tzw. "wojującą ateistką" czy "ateistyczną
            misjonarką". Jest skromną, mądrą, cichą ateistka na własny, prywatny użytek.
            I wierzę, że Bóg ją bardzo kocha.


            Pozdrawiam serdecznie,

            Luzer





            --
            Dobrze wiedzieć, że gdzieś tam jest Koleś,
            wyluzowany za wszystkich nas, grzeszników.
        • mamalgosia luzer 19.05.04, 21:46
          Z jednym się zgodzę, a z drugim nie.
          Zgadzam się z tym, ze skoro ma wątpliwości, to nie powinna za niego wychodzić -
          co zresztą na razie czyni.
          Ale nie zgodzę się, ze kochana osoba ma przesłaniać cały świat. CZłowiek ma nie
          tylko uczuvcia, ale i rozum, z którego powinien korzystać, nawet w takim
          czasie, jak ztan zakochania
          • luzer Małgosia 19.05.04, 22:32
            mamalgosia napisała:


            > Ale nie zgodzę się, ze kochana osoba ma przesłaniać cały świat. CZłowiek ma
            > nie tylko uczuvcia, ale i rozum, z którego powinien korzystać, nawet w takim
            > czasie, jak ztan zakochania


            Ja nie wiem, Małgosiu, czy ma, czy nie ma przesłaniać. Ja tylko, z własnego
            doświadczenia, mogę powiedzieć, że przychodzi na faceta czas w którym jakaś
            kobieta staje się dla niego świetlista, idealna, doskonała. I tylko z nią chce
            się być i tylko jej chce się słuchać i dotykać. Tylko jej zapach chce się
            wchłaniać. Nie ma wówczas, po prostu, nie ma fizycznej przestrzeni na racjonalne
            rozważania typu: czy powinienem, czy nie powinienem?
            W całej jaźni wówczas pulsuje: MUSZĘ!! Muszę, bo nie zniosę bólu bycia bez NIEJ!

            U mnie trwa to już prawie 20 lat i ma się świetnie! Jestem szczęśliwym facetem!!
            Przypuszczam, że u pań rzecz, z reguły, odbywa się podobnie?


            Pozdrawiam,

            Luzer





            --
            Dobrze wiedzieć, że gdzieś tam jest Koleś,
            wyluzowany za wszystkich nas, grzeszników.
    • matizka Re: mąż ateista 19.05.04, 09:49
      Ja nie mam takiego problemu, bo
      a)to dopiero niedługo urodzę dziecko
      b) mój mąż jest wierzący,
      ale myslę, że to zależy czy on będzie poddawał w wątpliwość to co mówisz czy
      tylko będzie obojętny.

      Bo tak naprawdę to ta druga sytuacja jest chyba udziałem b. wielu polskich
      rodzin. tak to jakoś wygląda, że religijnym wychowaniem dzieci zajmują się w
      Polsce głównie matki; więc myslę, że nie będziesz miała większych problemów niz
      wiele innych kobiet.

      A tak swoją drogą to myślę, że taka nieobecność mężczyzn w wychowaniu
      religijnym powoduje, że:
      1) łatwiej przekazać wiarę dziewczynkom, bo jawi się ona taka właśnie bardziej
      kobieca
      2) chłopcy niestety w pewnym wieku dochodzą do przekonania, że wiara jest
      nieżyciowa, że samemu trzeba być twardym i radzić sobie.

      Ale z drugiej strony często jak oni uwierzą to juz tak b. osobiście i z dużym
      zaangażowaniem smile

      M.

      PS A może panowie z naszego forum opowiedzą trochę o tym jak postrzegają swoją
      rolę w tehj dziedzinie
      • anulina Re: mąż ateista 19.05.04, 20:57
        matizka napisała:

        > ale myslę, że to zależy czy on będzie poddawał w wątpliwość to co mówisz czy
        > tylko będzie obojętny.

        umawialiśmy się, że nie będzie mi przeszkadzał w religinym wychowaniu
        dziecka,czyli pozostanie obojetny, ale w praktyce to trudne, bo Micho czasem
        pyta: tatuś, a kochasz Bozie? a on zmienia temat, nie dopowiada itp


        >
        > A tak swoją drogą to myślę, że taka nieobecność mężczyzn w wychowaniu
        > religijnym powoduje, że:
        > 1) łatwiej przekazać wiarę dziewczynkom, bo jawi się ona taka właśnie
        bardziej
        > kobieca
        > 2) chłopcy niestety w pewnym wieku dochodzą do przekonania, że wiara jest
        > nieżyciowa, że samemu trzeba być twardym i radzić sobie.

        obawiam sie właśnie tego, co napisałaś w punkcie 2)


    • elwinga Re: mąż ateista 19.05.04, 15:11
      > boje sie jednak, że jesli tylko ja bede
      > mówiła synowi o 'Bozi' a mąż będzie się lekko uśmiechał i wcale na ten temat
      > z synem nie rozmawiał, to w dziecku mogą zrodzić się wątpliwości.

      Nie bardzo rozumiem, jakiej rozmowy między mężem a dzieckiem oczekujesz - czy
      takiej w rodzaju "mama wierzy w Pana Boga, a tata nie, i wzajemnie to u siebie
      szanują"? Bo nie oczekujesz chyba, że Twój mąż-ateista będzie przekazywał
      prawdy wiary, których sam nie uznaje?
      • anulina Re: mąż ateista 19.05.04, 21:13
        elwinga napisała:

        >>
        > Nie bardzo rozumiem, jakiej rozmowy między mężem a dzieckiem oczekujesz - czy
        > takiej w rodzaju "mama wierzy w Pana Boga, a tata nie, i wzajemnie to u
        siebie
        > szanują"? Bo nie oczekujesz chyba, że Twój mąż-ateista będzie przekazywał
        > prawdy wiary, których sam nie uznaje?

        chodzi o to, że łatwo jest sobie ustalać: Ty go sobie wychowuj w wierze, a ja
        sie nie bede wtrącał. moje dziecko zaczyna pytac: a dlaczego tatuś nie był w
        kościółku? poza tym taka rozmowa w stylu: tata wierzy a mama nie, byłaby dla
        dziecka nie do ogarnięcia, bo jeśli przekazujesz wiarę to ona ma być czymś
        pewnym.
        mam wrażenie, ze masz do mnie pretensję (wnoszę z Twojego tonu).
        czy kiedykolwiek byłaś w takiej sytuacji? jeśli nie, to zapewniam że sytuacja
        jest naprawdę trudna. ja nie oczekuję rzeczy niemozliwych, bo juz wiem że mąż
        pozostanie ateistą, ale chciałabym tylko aby moje dziecko miało jakiś pewny
        fundament, na którym będzie mogło się oprzeć
        • elwinga Re: mąż ateista 19.05.04, 23:04
          > mam wrażenie, ze masz do mnie pretensję (wnoszę z Twojego tonu).
          > czy kiedykolwiek byłaś w takiej sytuacji? jeśli nie, to zapewniam że sytuacja
          > jest naprawdę trudna. ja nie oczekuję rzeczy niemozliwych, bo juz wiem że mąż
          > pozostanie ateistą, ale chciałabym tylko aby moje dziecko miało jakiś pewny
          > fundament, na którym będzie mogło się oprzeć

          Anulino, nie mam do Ciebie żadnych pretensji smile, jeśli poczułaś się dotknięta
          moją wypowiedzią, to przepraszam. Że sytuacja jest trudna - rozumiem. Ale nadal
          nie rozumiem, czego właściwie oczekujesz od swego męża w tej sytuacji? Jakie
          stanowisko chciałabyś, żeby zajął?

          Notabene znam podobną sytuację z domu: moja mama jest wierząca, mój ojciec jest
          ateistą.
          • anulina Re: mąż ateista 20.05.04, 20:47
            no właśnie za bardzo nie wiedziałam, czego oczekiwać, ale chyba bedzie
            najlepiej jeśli otwarcie będziemy rozmawiać z synem o swoich różnych poglądach.
            co prawda mam obawy, że może mieć przez pewien czas 'rozdwojenie' ale w końcu
            mam nadzieję, że sobie poukłada smile

            a Ty Elwingo miałaś jakieś rozterki z tego powodu, że rodzice mają
            odmienne 'wierzenia'?
            • elwinga Re: mąż ateista 20.05.04, 22:52
              > a Ty Elwingo miałaś jakieś rozterki z tego powodu, że rodzice mają
              > odmienne 'wierzenia'?

              Nie, zupełnie nie. Może dlatego, że w mojej rodzinie wiara była najwyraźniej
              domeną kobiet. Tzn. nikt tak naprawdę nie praktykował, ale pierwszych modlitw
              nauczyła mnie babcia, a mama robiła krzyżyk na czole, kiedy wychodziłam do
              szkoły. Za to pamiętam swoje zdumienie, kiedy w wieku ok. 10 lat zobaczyłam w
              kościele faceta w wieku mojego ojca, pogrążonego w modlitwie. smile

              Podsumowując, myślę sobie, że małe dziecko przyjmuje takie różnice z
              dobrodziejstwem inwentarza. Wiesz, dla mnie to, że mój ojciec jest na boku
              wszystkich spraw religijnych - np. zawiezie mnie do kościoła czy odbierze z
              religii, ale nie pójdzie do spowiedzi, do komunii - było równie naturalne jak
              to, że nie on w domu gotuje obiady... smile
    • kubus_2004 Re: mąż ateista 19.05.04, 17:40
      Mąż ateista pokaże dziecku jeden światopogląd, a mama wierząca - drugi. Dziecko wybierze, co mu bardziej pasuje. I nikt potem nie będzie mógł powiedzieć, że dziecko było indoktrynowane i namieszano mu w głowie. Stanie przed wyborem i w swoim własnym rozumku zadecyduje. A jak dorośnie, to być może, zweryfikuje swój wybór. Chyba trzeba się z tego cieszyć, a nie martwić.
      • anulina Re: mąż ateista 19.05.04, 21:17
        kubus_2004 napisał:

        > Mąż ateista pokaże dziecku jeden światopogląd, a mama wierząca - drugi.
        Dziecko
        > wybierze, co mu bardziej pasuje. I nikt potem nie będzie mógł powiedzieć, że
        d
        > ziecko było indoktrynowane i namieszano mu w głowie. Stanie przed wyborem i w
        s
        > woim własnym rozumku zadecyduje. A jak dorośnie, to być może, zweryfikuje
        swój
        > wybór. Chyba trzeba się z tego cieszyć, a nie martwić.

        niby tak, ale nie sądzisz, że ludzie mają tendencje do wybierania tego co
        łatwiejsze? co nic nie wymaga? dziecko szybko skuma, ze tata to ma fajnie bo
        nie musi mowic paciorka, chodzic do kościółka itp. dla dziecka to są obowiązki
        i nie zawsze ma na nie ochote. a jeśli chodzi o mieszanie w głowie, to może
        mieć podwójnie namieszane smile))
        • kubus_2004 Re: mąż ateista 20.05.04, 23:12
          A żeby być dobrym człowiekiem trzeba mówić paciorek i chodzić do kościółka?
    • maika7 Re: mąż ateista 19.05.04, 22:25
      Anulina wybrałam z Twoich postów te zdania, do których chciałabym się odnieść:

      >boje sie jednak, że jesli tylko ja bede mówiła synowi o 'Bozi' a mąż będzie
      się lekko uśmiechał i wcale na ten temat z synem nie rozmawiał, to w dziecku
      mogą zrodzić się wątpliwości.

      Nie rozumiem dlaczego męża niewtrącanie się w wychowanie w wierze ma polegać na
      unikaniu rozmów. To rodzi nie tylko wątpliwości, ale chyba przede wszystkim
      dziecko czuje nieszczerość i dysonans pomiędzy Wami.

      >Micho czasem pyta: tatuś, a kochasz Bozie? a on zmienia temat, nie dopowiada
      itp

      Dlaczego nie może powiedzieć "nie kocham, bo według mnie Boga nie ma, Mama Go
      kocha, bo wierzy w Jego istnienie"


      >poza tym taka rozmowa w stylu: tata wierzy a mama nie, byłaby dla
      dziecka nie do ogarnięcia, bo jeśli przekazujesz wiarę to ona ma być czymś
      pewnym.

      U nas w rodzinie jest trochę inna sytuacja, bo oboje jesteśmy niewierzący, ale
      większość rodziny to osoby wierzące. Tłumaczyliśmy dzieciom wartość różnych
      wyborów. Uczyliśmy szanować wiarę bliskich i sposoby jej wyrażania. Syn -
      dorastający jest daleko od wiary, ale córka chce być ochrzczona (ma 13 lat).

      >ja nie oczekuję rzeczy niemozliwych, bo juz wiem że mąż pozostanie ateistą,
      ale chciałabym tylko aby moje dziecko miało jakiś pewny
      fundament, na którym będzie mogło się oprzeć

      Ten fundament może znaleźć w jasności Waszych komunikatów (a nie ukrywaniu
      niewiary męża), w Twojej postawie, Twoich czynach.


      >niby tak, ale nie sądzisz, że ludzie mają tendencje do wybierania tego co
      łatwiejsze? co nic nie wymaga? dziecko szybko skuma, ze tata to ma fajnie bo
      nie musi mowic paciorka, chodzic do kościółka itp. dla dziecka to są obowiązki
      i nie zawsze ma na nie ochote. a jeśli chodzi o mieszanie w głowie, to może
      mieć podwójnie namieszane smile))

      Na te problemy można spojrzeć bardzo różnie. Może łatwiejsze jest opieranie
      swojego życia o autorytet Boga? Może łatwiej jest żyć mając nadzieję to, że
      śmierć nie jest definitywnym końcem życia? Może łatwiej jest mieć poczucie
      opieki, miłości i wyjątkowości z faktu bycia dzieckiem bożym?? Może ateizm nie
      jest równoznaczny z totalną samowolą? Może wybrać dla dziecka takie formy
      wyrażania wiary, które kojarzą mu się dobrze ?

      smile
      M.
      • anulina Re: mąż ateista 20.05.04, 18:28
        maiko, duzo jest racji w tym co piszesz. ukrywanie niewiary męża nie ma sensu.
        czego najbardziej się obawiam to sprzeczność komunikatów jakie bedzie
        otrzymywac dziecko. Tobie jest o wiele łatwiej, bo przekazujecie dzieciom jeden
        komunikat. chociaż zaskoczył mnie fakt, że Twoja córka chce być ochrzczona.
        to prawda, że można wychować dziecko na dobrego człowieka bez względu na
        wyznanie. mimo wszystko jakoś boję się rozmów mojego syna z mężem. ja bym chyba
        chciała, żeby moje dziecko miało w pewnym sensie 'łatwiej' w zyciu (o czym też
        pisałaś) żeby wiedziało, że gdzieś jest dobry Bóg, który czuwa itp.
        dziekuje za to co napisalaś, bo czuje ze na pewno mi to pomoże smile
    • anek.anek Re: mąż ateista 20.05.04, 13:18
      Anulina, jako ateistka muszę wziąć w obronę Twojego męża.
      Uważam, że we właściwy sposób wywiązuje się ze zobowiążania "nieprzeszkadzania"
      w Twoim wychowywaniu w wierze.
      Nie możesz wymagać od niego tego, żeby kłamał i odpowidała dziecku : "tak,
      skarbie, kocham Bozię"! To, że zmienia temat i nie odpowiada w ogóle świadczy
      chyba o jego szacunku dla ciebie i Twojej wiary, ale te o strachu, żeby nie
      powiedzieć czegoś co mogłoby cię urazić.
      wychowywanie w wierze nie może polegać na tym, że wpajasz dziecku nieprawdziwe
      przekonanie, że wszyscy wierzą. To nie jest prawda. Możesz mówić dziecku, że są
      ludzie, którzy niewierzą i takim jest jego tata. A tata może nadal unikać
      bezpośredniej konfrontacji, ale jeśli dziecko zadaje mu pytanie, to powinien
      szczerze na nie odpowiedzieć: "JA nie wierzę, Twoja mama i wiele innych osób
      tak". To jest uczciwe. a co będzie za 3-5 lat? Przecież dziecko i tak się
      dowie, że tata bozi nie kocha, że w Boga nie wierzy. Dopiero wtedy możę się
      poczuć oszukane.
      Nie wprowadzisz tym mętlika w głowie dziecka - z różnorodnością i odmiennymi
      postawami spotyka się non-stop. i sobie z tym radzi, ważne żeby mu w trudnych
      chwilach pomagać: niegdy nie można okłamywać, udawać że jest inaczej niż w
      rzeczywistości. Przecież wyszłaś za mąż za niewierzącego, kochasz go i mam
      nadzieję tworzycie szczęśliwą rodzinę. To jest argument, który Twojemu dziecku
      pomoże zaakceptować fakt, że tata jest inny pod tym względem.
      • anulina Re: mąż ateista 20.05.04, 18:46
        anek.anek napisała:

        > Nie możesz wymagać od niego tego, żeby kłamał i odpowidała dziecku : "tak,
        > skarbie, kocham Bozię"!

        to prawda, tego wymagać nie mogę

        > wychowywanie w wierze nie może polegać na tym, że wpajasz dziecku
        nieprawdziwe
        > przekonanie, że wszyscy wierzą. To nie jest prawda. Możesz mówić dziecku, że

        >
        > ludzie, którzy niewierzą i takim jest jego tata. A tata może nadal unikać
        > bezpośredniej konfrontacji, ale jeśli dziecko zadaje mu pytanie, to powinien
        > szczerze na nie odpowiedzieć: "JA nie wierzę, Twoja mama i wiele innych osób
        > tak".

        tylko zastanawiam sie, kiedy bedzie na to najlepszy moment? czy teraz, kiedy
        moj syn ma 3,5 roku? czy moze troche pozniej, kiedy bedzie 'dojrzalszy'?
        >Przecież wyszłaś za mąż za niewierzącego, kochasz go i mam
        > nadzieję tworzycie szczęśliwą rodzinę. To jest argument, który Twojemu
        dziecku
        > pomoże zaakceptować fakt, że tata jest inny pod tym względem.

        tak, bardzo kocham męża i uważam że tworzymy szczęśliwą rodzinę. dlatego mam
        nadzieję, że będzie tak, jak napisałaś smile

        pozdrawiam serdecznie
    • anek.anek i jeszcze 20.05.04, 13:24
      A z ateistycznym spojrzeniem na świat dziecko prędzej czy później się spotka.
      Ba podwórku, w przedszkolu, w szkole, a nawet może w rodzinie.
      Nie unikniesz tego. I wtedy zada pytanie: dlaczego Małgosia ze starszaków nie
      wierzy w Boga?
      Nie można też pojmować wiary jako obowiązku narzuconego. To, że pozazdrości
      tacie, że on nie musi chodzić do kościoła, nie musi się modlić, powinno ciebie
      tylko zmobilizować do przekazania wiary w taki sposób, żeby maluch ją CZUŁ, i
      żeby sprawiała mu frajdę. Oczywiście nie mówię tutaj o drogich prezentach na I
      Komunięsmile! Ale są np.specjalne msze dla dzieci, o których już wiele słyszałam,
      i które niesą nudne ale pełne radości.
      • mader1 Re: i jeszcze 20.05.04, 13:56
        Tu sie z Toba, Anek zgadzam smile " Nie lekajcie sie !"
        Moj tata byl ateista ( choc zycie w czasie wojny uratowaly mu siostry
        zakonne smile)) i to wojujacym ateista i wcale mi to nie zaszkodzilo. Moze
        moja wiara byla zawsze bardziej swiadoma, niz rowiesnikow.
        Ze wszystkiego mozna wyciagnac dobro smile
        Mam znajomych z analogiczna sytuacja do mojej z dziecinstwa. 10 synek
        wierzy na razie.
    • olivka27 Re: mąż ateista 20.05.04, 14:34
      Ja mam ten sam problem,tylko żyje z mężem,nie jestem po rozwodzie-w tym
      przypadku to chyba jeszcze gorzej.Córcia ma 4 latka,zaczyna coraz wiecej
      rozumieć.Pyta się dlaczego tata się nie modli,dlaczego nie chodzi z nami do
      kościoła.Ja nie wiem co mam mówic,ile mozna kłamać?Gdy mówię jej o Jesusie,on
      milczy,albo co gorsza rzuci pod nosem jakiś "krzywy"tekst-to chyba jeszcze
      gorsza sytuacja niż u Was...
      • anek.anek Re: mąż ateista 20.05.04, 14:43
        Mów prawdę: Ty wierzysz, tata nie. Dzieci naprawdę nie są głupie i zorzumieją
        to szybciej niż nam się wydaje. Kłamstwo ma krótkie nogi i dodatkowo może
        spowodować jakieś chore podejrzenia (nie mówiąc o braku zaufania). Jeśli wiara
        jest tak ważna, to tym bardziej, nie powinno być miejsca na oszukiwanie (=
        greszenie?. To niemoralne nawet dla mnie ateistki. Dziecko zacznie sobie
        zadawać pytania dlaczego ktoś bliska osoba nie wierzy w to co ja? No i dobrze,
        bo tak jak Mader napisała może się okazać, że takie pytania spowodują, że wiara
        będzie poparta przemyśleniami, a nie ślepym posłuszeństwem wobec mamy...Nie
        bójcie się ateizmu! Przecież nie uchronicie dzicka przed zetknięciem się z nim!
        A jesli uważacie, że to najgorsze zło z jakim dziecko może się zetknąć, to coś
        tu jest nie tak - bo ską te dzieci z ateistycznymi tatusiami.... Teraz trzeba
        też ponieść konsekwencje własnych decyzji! Ale uwaga, trzeba stawić im czoła w
        sposób uczciwy, a nie chować głowę w piasek. i mimo wszystko trzeba też
        pamięac, żeby z niechęcią nie wypowiadać się o poglądach taty-ateisty! Kwestia
        wiary NIE MOŻE mieć wpływu na ocenę ojca przez dziecko! Trzeba się wykazać
        daleko idącą tolerancją. Pierwszy krok został poczyniony w chwili zawarcia
        małżeństwa, teraz nie pozostaje nic innego jak kontynuacja.
        • anulina Re: mąż ateista 20.05.04, 18:34
          anek.anek napisała:

          Nie
          > bójcie się ateizmu! Przecież nie uchronicie dzicka przed zetknięciem się z
          nim!
          >
          > A jesli uważacie, że to najgorsze zło z jakim dziecko może się zetknąć, to
          coś
          > tu jest nie tak - bo ską te dzieci z ateistycznymi tatusiami....

          ja sie ateizmu nie boję. szanuję poglądy mojego męża. chodzi tylko o to
          jak 'wprowadzić' dziecko w te nasz diametralnie różne 'wierzenia'? ten problem
          nie spędza mi snu z powiek, broń Boże nie żałuję że związałam się z ateistą.
          kocham go i tyle.


          i mimo wszystko trzeba też
          > pamięac, żeby z niechęcią nie wypowiadać się o poglądach taty-ateisty!
          Kwestia
          > wiary NIE MOŻE mieć wpływu na ocenę ojca przez dziecko!

          na pewno nie dążę, aby moje dziecko uważało poglądy ojca za gorsze. nie
          zamierzam również wypowiadać się z niechęcią, pogardą czy ironią o jego
          niewierze
      • anulina Re: mąż ateista 20.05.04, 18:38
        olivka27 napisała:

        > Ja mam ten sam problem,tylko żyje z mężem,nie jestem po rozwodzie-w tym
        > przypadku to chyba jeszcze gorzej.Córcia ma 4 latka,zaczyna coraz wiecej
        > rozumieć.Pyta się dlaczego tata się nie modli,dlaczego nie chodzi z nami do
        > kościoła.Ja nie wiem co mam mówic,ile mozna kłamać?Gdy mówię jej o Jesusie,on
        > milczy,albo co gorsza rzuci pod nosem jakiś "krzywy"tekst-to chyba jeszcze
        > gorsza sytuacja niż u Was...

        olivko, mój mąż tez próbuje czasem ironizować. dla niego jest na przykład nie
        do pojęcia jak ludzie wykształceni mogą wierzyć w Boga, chodzić na mszę, machać
        rękami (to jego słowa smile dla niego to dokładnie to samo co pogańskie wierzenia,
        modły do posążków itp
        • olivka27 Re: mąż ateista 21.05.04, 00:10
          Boże,Boże,jakie to przykre...Mój uważa dokładnie tak samo.Mówi,że jestem
          łakomym kąskiem dla sekty.Tyle razy mnie wyśmiał,że już prawie wcale się do
          niego nie odzywam na te tematy.Modlę sie,za jego nawrócenie,ale narazie jest
          jak jest.Zastanawiam się czy nie zrezygnować z głoszenia Ewangelii w jego
          obecności,skoro on jej nie przyjmuje...Po co jeszcze stwarzać sytuacje
          prowadzące do grzechu,bo potrafi wygadywać naprawdę straszne rzeczy.Mówi
          nawet,że jeżeli jest piekło,to on tam chce iść!!!Niedługo chrzcimy dziecko i
          boję się,czy nie wpadnie na pomysł przyjęcia komunii św.bez spowiedzi,wiem że
          miał taki zamiar tylko nie wiem po co?Chyba po to żeby mieć spokój w domu-cała
          rodzina jest bardzo religijna.A jak Ty postępowałaś ze swoim mężem-próbowałaś
          go nawracać,czy nie?Ja nie wiem jak dalej robić,niby to jego sprawa,ale
          przecież chrześcijanie powinni mówić o Bogu,a to mój mąż i martwię się co z nim
          dalej(znaczy po śmierci)będzie.
          • mader1 Re: mąż ateista 21.05.04, 10:18
            Niestety, z doswiadczenia mojej mamy i mojej przyjaciolki wynikaloby - nie
            nawracac. Wychodzic do kosciola, ale nic nie mowiac, modlic sie nie
            ostentacyjnie. To ich jeszcze rozdraznia i powoduje klotnie. Niewierzacy maz
            mojej znajomej - maja juz wnuki, zlapal ja ktoregos razu za gardlo i
            wysyczal " Bylbym dla ciebie dobry, jakbys przestala wierzyc!" Moj tato nigdy
            nie posunal sie do tego, ale moja mama w piatki gotowala dwa obiady, bo on
            chcial tylko mieso i jeszcze dla spokoju musiala mowic, ze ona je co innego, bo
            ma diete. Inaczej pol obiadu szydzilby sad
            Nawracajcie postawa.
            • olivka27 Re: mąż ateista 21.05.04, 11:29
              Zobacz,jacy oni wszyscy podobni...Mój tez w piatek koniecznie chce mięso,nie
              pości w Wielki Piątek,Środę popielcową,Wigilię...Ja już praktycznie
              zrezygnowałam z głoszenia,rzeczywiście to go rozwściecza,w najlepszym wypadku
              od razu ucina temat.Mąż Twojej znajomej to już przesadził.Nie sądzisz,że
              poprostu przemówił przez niego szatan?Przez mojego też czasem przemawia,potrafi
              tak blużnić przeciwko Bogu,że włosy stają na głowie...
              • mader1 Re: mąż ateista 21.05.04, 11:36
                Byla z lekka przerazona, jak to uslyszalam, bo poza tym wydaje sie
                normalny. Jest jeszcze jedna stala rzecz - smieszna az do bolu. W niedziele,
                gdy rodzina jest w kosciele, niewierzacy mezowie robia porzadki.Jak rodzina
                przychodzi, daja do zrozumienia, ze podczas, gdy zona marnowala czas,maz tyle
                sie napracowal. Marnowala czas ! Trzeba wtedy pochwalic, nie dyskutowacsad
                • mika74 Re: rodzinka ateistyczna 21.05.04, 11:51



                  Oj, skąd ja to znam. jestem z rodziny niewierzacej (która odeszła z Kościoła) i
                  niestety tyle sie nasłuchalam i na tyle zostawalam wysmiewana ,że zamknełam się
                  w sobie i tak psychicznie i duchowo jestem daleko od rodziców. Z moich
                  skromnych doswiadczen zyciowych niewielu jest ateistów ktorzy reaguja pokojowo
                  na chrześcijaństwo, nie mówiąc juz o katolicyźmie. Spotkałam sie z przyjaznymi
                  postawami(także tutaj na forum wink),ale sa niestety w zyciu one rzadkoscia.
                  Najczesciej kiedy bliska osoba jest ateista na Twoja wiare reaguje bardzo
                  agresywnie, uzywając różnych często perfidnych manipulacji.
                  Ale napisze cos na pocieszenie: tacy ludzie jak juz się nawróca są wielkim
                  skarbem w kościle, gorliwymi chrzescijanami, których niejedna burza nie złamie,
                  którzy sie nie gorsza grzechem w Kosciele i którzy sa bardzo,bardzo pokorni( a
                  pycha to chyba najgorsze zagrożenie dla chrzescijanina).
                  "Tam gdzie był grzech, tam obficie rozlala sie łaska"-nie pamietam dokładnie
                  tego cytatu z Biblii, niech ktos skorygujewink
                  • olivka27 Re: rodzinka ateistyczna 21.05.04, 12:18
                    Dlatego mimo,że zrezygnowałam z nawracania,nie zrezygnuję z modlitwy za męża i
                    innych niewierzących.Widzisz,tak to dzisiaj jest,że z chrześcijan robi się
                    wariatów,ale to tylko dowód na to,że żyjemy w czasach ostatecznych i jest już
                    bliskie powtórne przyjście Pana.Ja tez nie zliczyłabym ile razy zostałam
                    wyśmiana,właściwie to cały czas.Tylko tu moge się wygadac,bo w moim otoczeniu-
                    szkoda się odzywac...
                • mader1 Re: ale wiesz co... 21.05.04, 11:51
                  to wlasnie mama, choc jej wiara byla taka raczej "letnia"... mama
                  ustepujaca, modlaca sie po cichu, czasem z mokrymi oczami, ale w kuchni, po
                  kryjomu... Ta mama wychodzaca do kosciola nie wiadomo kiedy, milczaca, byla
                  dla mnie swiadectwem. Kultury i postepowania chrzescijanskiego. Tata
                  miotajacy sie, szydzacy, robiacy na zlosc - wydawal mi sie dziwny troche sad
                  I jeszcze cos. Tem zapal niewierzacych z czasem slabnie.
                  • mika74 Re: ale wiesz co... 21.05.04, 12:01
                    mader1 napisała:

                    > to wlasnie mama, choc jej wiara byla taka raczej "letnia"... mama
                    > ustepujaca, modlaca sie po cichu, czasem z mokrymi oczami, ale w kuchni, po
                    > kryjomu... Ta mama wychodzaca do kosciola nie wiadomo kiedy, milczaca, byla
                    > dla mnie swiadectwem. Kultury i postepowania chrzescijanskiego. Tata
                    > miotajacy sie, szydzacy, robiacy na zlosc - wydawal mi sie dziwny
                    troche :
                    > (
                    > I jeszcze cos. Tem zapal niewierzacych z czasem slabnie.

                    Ja czasami myśle ,ze dziecko jest na tyle wrazliwe ,że odróznia dobro od zła i
                    agresji, nawet tej zakamuflowanej. Jesli więc w dzieciństwie spotka sie z
                    ateizmem plu agresją do tego to raczej bedzie szukało chrzescijaństwa. A jesli
                    ktos będzie je bardzo "radykalnie" wychowywał tzn. naciskał psychicznie na
                    praktyki religijne, wymagal w tych sprawach duzo więcej niz od siebie, narzucal
                    rzeczy, których sam nie rozumie ,to dzecko zapewne odejdzie od Kościoła.
                    Inaczej na pewno jest w rodzinach gdzie panuje wzejmny szacunek w tych
                    sprawach.
                • olivka27 Re: mąż ateista 21.05.04, 12:12
                  Taaak!!!Mój pracuje w swojej drukarni,akurat jak jest msza o 12 on ma
                  najpilniejszą robotę...Ha,ha,ha!Kiedyś usłyszałam,że niektórzy mężczyżni
                  pozostają dziećmi do końca swoich dni-sprawdza się w 100 procentach!
                  • maika7 Re: mąż ateista 21.05.04, 14:01
                    Czytam uważnie ten wątek, bo jak wiecie sprawy dziejące się na styku
                    światopogladów interesują mnie bardzo. Mam kilka refleksji po przeczytaniu tych
                    ostatnich kilkunastu smutnych postów.

                    Oliwko, mam wrazenie, że oboje walczycie. Z Twoich postów wynika i troska o
                    męża, ale i nieakceptacja jego. Tak jakbyś brała odpowiedzialność za czyny tego
                    dorosłego, autonomicznego człowieka ("boję się,czy nie wpadnie na pomysł
                    przyjęcia komunii św.bez spowiedzi", "to mój mąż i martwię się co z nim dalej
                    (znaczy po śmierci)będzie").
                    Piszesz o tym, jak boli Ciebie nieakceptowanie Twojej wiary przez męża, a
                    jednoczesnie piszesz o nim z wyrzutami, pretensjami, złością. Mam wrażenie, że
                    oboje obdarzacie się podobną dawką nieakceptacji. I obojgu Wam w tej sytuacji
                    jest chyba bardzo źle.

                    Oliwko jeśli człowiek nie wierzy to sprzątanie w niedzielę nie ma dla niego
                    znaczenia, poszczenie w dni postu też, za to są to momenty zapalne jesli obie
                    strony walczą. Według mnie jedynym sensownym (najmniej raniącym obie strony)
                    wyjściem jest danie sobie wzajemnie przyzwolenia na odmienność myślenia. W moim
                    domu się nie pości, ale jak córka któregoś dnia stwierdziła, że ona w piątki
                    chce do szkoły chleb bez wędliny to dostaje chleb bez wędliny, jak przyjeżdża
                    moja mama, to zwracam uwagę, aby wśród dań w piątki znalazły się dania
                    bezmięsne, zeby mama miała wybór. Ona się nie dziwi, że jemy mięso, my
                    szanujemy jej niejedzenie mięsa itp...

                    Nie posadząłabym szatana o przemawianie przez męża, raczej zastanowiłabym się
                    co możemy oboje zmienić w sobie, żeby żyło nam się przyjaźniej. Bóg poradzi
                    sobie z bluźnierstwami Twojego męża, nie bierz winy na siebie smile

                    Oliwko napisałas też "Widzisz,tak to dzisiaj jest,że z chrześcijan robi się
                    wariatów,ale to tylko dowód na to,że żyjemy w czasach ostatecznych i jest już
                    bliskie powtórne przyjście Pana."
                    W historii bywało juz chyba gorzej - te areny i lwy wygłodniałe i śmiećc za
                    przyznanie się do wiary - dzisiaj stanowczo mamy wszyscy liberalniej smile) Ty
                    nie zostaniesz zjedzona, ja nie zostanę spalona smile)

                    M.
                    • mika74 Re: mąż ateista 21.05.04, 14:16
                      maika7 napisała:

                      > Czytam uważnie ten wątek, bo jak wiecie sprawy dziejące się na styku
                      > światopogladów interesują mnie bardzo. Mam kilka refleksji po przeczytaniu
                      tych
                      >
                      > ostatnich kilkunastu smutnych postów.
                      >
                      > Oliwko, mam wrazenie, że oboje walczycie. Z Twoich postów wynika i troska o
                      > męża, ale i nieakceptacja jego. Tak jakbyś brała odpowiedzialność za czyny
                      tego
                      >
                      > dorosłego, autonomicznego człowieka ("boję się,czy nie wpadnie na pomysł
                      > przyjęcia komunii św.bez spowiedzi", "to mój mąż i martwię się co z nim dalej
                      > (znaczy po śmierci)będzie").
                      > Piszesz o tym, jak boli Ciebie nieakceptowanie Twojej wiary przez męża, a
                      > jednoczesnie piszesz o nim z wyrzutami, pretensjami, złością. Mam wrażenie,
                      że
                      > oboje obdarzacie się podobną dawką nieakceptacji. I obojgu Wam w tej sytuacji
                      > jest chyba bardzo źle.
                      >
                      > Oliwko jeśli człowiek nie wierzy to sprzątanie w niedzielę nie ma dla niego
                      > znaczenia, poszczenie w dni postu też, za to są to momenty zapalne jesli obie
                      > strony walczą. Według mnie jedynym sensownym (najmniej raniącym obie strony)
                      > wyjściem jest danie sobie wzajemnie przyzwolenia na odmienność myślenia. W
                      moim
                      >
                      > domu się nie pości, ale jak córka któregoś dnia stwierdziła, że ona w piątki
                      > chce do szkoły chleb bez wędliny to dostaje chleb bez wędliny, jak przyjeżdża
                      > moja mama, to zwracam uwagę, aby wśród dań w piątki znalazły się dania
                      > bezmięsne, zeby mama miała wybór. Ona się nie dziwi, że jemy mięso, my
                      > szanujemy jej niejedzenie mięsa itp...
                      >
                      > Nie posadząłabym szatana o przemawianie przez męża, raczej zastanowiłabym się
                      > co możemy oboje zmienić w sobie, żeby żyło nam się przyjaźniej. Bóg poradzi
                      > sobie z bluźnierstwami Twojego męża, nie bierz winy na siebie smile
                      >
                      > Oliwko napisałas też "Widzisz,tak to dzisiaj jest,że z chrześcijan robi się
                      > wariatów,ale to tylko dowód na to,że żyjemy w czasach ostatecznych i jest już
                      > bliskie powtórne przyjście Pana."
                      > W historii bywało juz chyba gorzej - te areny i lwy wygłodniałe i śmiećc za
                      > przyznanie się do wiary - dzisiaj stanowczo mamy wszyscy liberalniej smile) Ty
                      > nie zostaniesz zjedzona, ja nie zostanę spalona smile)
                      >
                      > M.
                      Zgadza sie pod warunkiem,że dobra wola jest z obu stron. A często bywa ,ze z
                      tej drugiej strony nie ma mowy o porozumieniu w tej sprawie. po prostu wiara im
                      bardziej głeboko jest przezywana tym wieksza sola w oku jest dla najblizszych-
                      niewierzacych. I czesto w odpowiedzi na milośc człowiek spotyka w najlepszym
                      wypadku wysmianie lub posadzenie o naiwnośc, czy chorobe.
                      jesli jesteśmy faktycznie Ciałem Chrystusa to bedziemy w tej sprawie tak
                      cierpiec jak On i tego nie zmienimy ( tylko ciepliwa miłością i modlitwa)
                      Niestety...ja próbuje od 14 lat i nie jest ciekawie, choc przestalam sie juz w
                      ogóle wypowiadac na tematy wiary w domu. Niestety...
                      • maika7 Re: mąż ateista 21.05.04, 17:03
                        >Zgadza sie pod warunkiem,że dobra wola jest z obu stron. A często bywa, ze z
                        tej drugiej strony nie ma mowy o porozumieniu w tej sprawie. po prostu wiara
                        im bardziej głeboko jest przezywana tym wieksza sola w oku jest dla
                        najblizszych-niewierzacych. I czesto w odpowiedzi na milośc człowiek spotyka w
                        najlepszym wypadku wysmianie lub posadzenie o naiwnośc, czy chorobe.

                        Wiem Miko, że czasem jest ciężko. I wiem, że czasem jest to tak pozapętlane i
                        tak brak dobrej woli, że sie jest bezradnym. Ale myślę, że jesli tylko ma się w
                        sobie choć odrobinę nadziei to trzeba budowac relacje ponad podziałami. Chodzi
                        o to, żeby róznice miedzy nami nie przesłaniały nam całego człowieka. I jesli w
                        drugim jest coś co kochamy, co szanujemy to na podstawie tych rzeczy mozna
                        próbować rozplątywać zasupłane nitczki wzajemności i bliskości. Najboleśniejsze
                        jest chyba własnie niezrozumienie ze strony najblizszych, bo od nich oczekujemy
                        ciepła, miłości i akceptacji.

                        >jesli jesteśmy faktycznie Ciałem Chrystusa to bedziemy w tej sprawie tak
                        cierpiec jak On i tego nie zmienimy ( tylko ciepliwa miłością i modlitwa).
                        Niestety...ja próbuje od 14 lat i nie jest ciekawie, choc przestalam sie juz w
                        ogóle wypowiadac na tematy wiary w domu. Niestety...

                        Cierpliwą miłością - ta jest dostępna dla nas wszstkich smile
                        A zatem: cierpliwej miłości, bardzo cierpliwej.
                        M.
                    • olivka27 Re: mąż ateista 21.05.04, 14:36
                      Widzisz Maika,ta sytuacja jest ciężka dla nas obojga.Ja robie co chwila skrajne
                      rzeczy:to nawracam go zawziecie,to znowu próbuję zaakceptowac i rezygnuję.I tak
                      w kółko.Ostatnimi czasy trwam w tym drugim i tak chyba juz zostanie,chciałabym
                      przynajmniej.A że piszę o tym ze złością,to dlatego,że chciałabym,żebyśmy się
                      uspólnie modlili,chodzili na mszę,do spowiedzi,do komunii-wciąż niełatwo mi
                      jest się z tym pogodzić.Nie biorę jego winy na siebie,ale czasem sie boje,że
                      jak sobie odpuszcze te wszystkie działania,to będzie w tym troche mojej winy,że
                      on jest nienawrócony-takie głupie myśli mi czasem przychodza do głowy.Wasze
                      rady mi bardzo pomogły,wiem jak dalej postępować z tym problemem.Dziękuję!
                      • maika7 Re: mąż ateista 21.05.04, 17:41
                        To co opisujesz, Olivko, przypomina mi sytuację u mojej koleżanki. Ona
                        wierząca, on tez, ale "inaczej" (to znaczy nie zaprzecza istnieniu Boga, ale
                        progi kościoła przekracza wyjątkowo). Mieszkają z jej mamą - wierzącą i dość
                        rygorystycznie wymagającą tzw. "zewnętrznych oznak wiary". No i czasem myślę
                        słuchając wzajemnych żalów, że sami sobie zgotowali taki los. Że zamiast skupić
                        sie na tym co ich łączy (mają fajne dzieci, ciepłe relacje, są w sumie bliską
                        sobie parą) to skupiają się na wyrzutach "ty nigdy nie pójdziesz ze mną na
                        mszę" "bo ty nie rozumiesz, że ja tam czuję się jak osaczony" "bo jak ty nie
                        idziesz, to co ja mam mówić dzieciom" "bo ty nie rozumiesz, że ja chcę inaczej
                        układac swoje relacje z Bogiem nie jarmarcznie!!" itd....
                        Ona - ta koleżanka- też marzy o wspólnych modlitwach, mszy, on (mimo, że
                        wierzy) nie potrafi sie przełamać, to "nie jego bajka". Jeśli Twój mąż nie
                        wierzy to wydaje mi się, że Twoje marzenie o wspólnej modlitwie pozostanie
                        niezrealizowane. Ale pomyśl ile innych wspólnych rzeczy może Was łączyć. To
                        jest Wasza wspólna wartość. Może bardziej pomożesz sobie i jemu właśnie
                        rozwijaniem tego co Was łączy?
                        Nie mogę wypowiadać się w sprawie winy za nienawrócenie. Ja tego nie bardzo
                        rozumiem, ale wydaje mi się, że tak jak wyżej pisała Mika "nic na siłę - tylko
                        cierpliwą miłością". A i modlitwą - jeśli ufasz jej mocy. I dobrym słowem,
                        gestem czułym, uśmiechem, uważnością, wysłuchaniem, nie przeciąganiem na swoją
                        stronę... gdy to właśnie dajemy, często otrzymujemy to samo.
                        smile
                        M.
    • olivka27 Re: mąż ateista 03.06.04, 10:32
      Wiecie co zrobił?Tak jak przypuszczałam-przyjął komunię!Wszyscy szli do
      komunii,jemu było głupio więc też poszedł...I jeszcze póżniej uklęknął i udawał
      że się modli!!!Boże,jaka żenada...Przez całą mszę siedział i ostenatcyjnie się
      nudził żując gumę,myślałam że nie pójdzie do komunii,ale jak się zaczęła to
      wstał i przyjął!Myślę że to było pół na pół-żeby rodzina się nie czepiała i dla
      żartu,że on też może,że to nic takiego.Moja pierwszą reakcją było to,że
      zachciało mi się śmiać,potem modliłam się za niego,bo cóż innego mogłam?Godzine
      wcześniej biegałam po kościołach i szukałam spowiednika,mój mąż szydził
      okropnie i wyśmiewał się.Gdy wkońcu się wyspowiadałam i byłam z tego
      zadowolona,powiedział"No,teraz możesz iść na różaniec z moją babką".Obracałam
      wszystko w żart,nie dawałam się sprowokować.Wogóle teraz jest tylu ludzi dla
      których liczy się tylko "tu" i "teraz",że czasem zastanawiam się czy to ze mną
      wszystko ok.Nie mają żadnego życia duchowego.Spowiedż?Czystość przedmałżeńska?
      Modlitwa?Na co to komu,przecież to zabobony,obrządki...Tak jak już mówiłam
      rzadko już odzywam się na tematy wiary,szkoda gadać...
      • ruda_kasia Re: mąż ateista 03.06.04, 11:02
        Olivko, przepraszam, jeśli pytanie będzie zbyt osobiste, ale jak się
        pobraliście? Tzn czy macie ślub kościelny i jak do niego doszło przy niewierze
        Twojego męża? Czy był to slub jednostronny? Czy farsa podobna do chrztu i
        komunii w jego wykonaniu?
        JEśli macie ślub kościelny i wiedziałaś, że on nie wierzy, to myślę, że
        powinnaś się modlic, ale nie nawracac, bo na to był czas przed ślubem (jak z
        chrzestną przed chrztem, widzisz, działa); jeśli zaś macie ślub jednostronny,
        to myślę, że powinnaś wymagać nie przeszkadzania w katolickim wychowaniu, i
        tyle. I zbaronić przychodzenia na chrzest np, przecież to obraża Twoje uczucia
        jako osoby wierzącej.
        JA wydawało mi się zdobyłam mojego męża dla Boga, w którego wierzył tak sobie
        przed ślubem; czekałam rok od urodzin dziecka, dopóki nie będę miała pewności,
        że dla nas obojga to będzie sakrament. Był. Ale teraz znowu wiara mojego męża
        osłabła. Nie był u spowiedzi i komunii półtora roku. Był taki moment, kiedy
        mówił, że jednak pójdzie; namawiany przeze mnie ale nie naciskany; nie poszedł.
        Staram się rozmawiać, kiedy on się otwiera i modlić się poza tyn. Może za mało.
        Ale pomodlę się za Was, bo maz zdecydowanie gorzej.
        • olivka27 Re: mąż ateista 04.06.04, 11:29
          Kasiu,jak braliśmy slub 4 lata temu,to on jeszcze wierzył,ale słabo.Był u
          spowiedzi,ale potem powiedział że to było tylko żeby uzyskać karteczkę.W czasie
          tych czterech lat stopniowo odwracał się od Boga,a teraz jest fatalnie.Tak
          naprawdę to tylko on w głębi swojego serca wie na ile wierzy,czy jeszcze wogóle
          wierzy.Czasem mówi,że tak ale ja mam inne zdanie.Przecież świadczą nie słowa
          ale czyny,a o nich juz pisałam wyżej.Ja już przestałam go nawracać
          słowami,budziło to tylko agresję,powodowało kpiny,szyderstwa. Zrezygnowałam,bo
          po co prowokowac grzech?Czasem jednak nie da sie tego uniknąć,jak na przykład z
          chrztem.Muszę przyznać że na ogół nie przeszkadza mi w katolickim wychowaniu
          dzieci,ale czasem szydzi pod nosem.Bardzo chciałabym żeby się nawrócił,modlę
          się ale narazie jest jak jest.
      • kubus_2004 Re: mąż ateista 04.06.04, 11:49
        Popieram, popieram...

        Wszak to gusła. A mąż robił co nógł, by Ci to unaocznić.
        • olivka27 Re: mąż ateista 04.06.04, 13:19
          Popierasz jego,rozumiem?Widzę że ma w Tobie bratnią duszę,może kiedyś sobie
          pogadacie?Dla kogo gusła,to gusła,nie widzę jednak powodu żebyś sie tak
          sarkastycznie odzywał.
          • kubus_2004 Re: mąż ateista 04.06.04, 13:41
            Poproś męża żeby wpadł na to forum. Powiedz mu, że poza nawiedzonymi, istnieją jeszcze normalni ludzie. Powinien się ucieszyć.
            • ruda_kasia Re: mąż ateista 04.06.04, 14:05
              Znaczy się, Kubusiu, uważasz, że słusznie przekonuje mąż Olivkę, że to gusła? A
              ona jego, że to prawda o życiu niesłusznie? Lubię takich jak Ty, jak Kali komuś
              ukraść krowę, to dobrze, a jak ktoś kalemu, to baaardzo źle. Dojrzałe podejście.
              Mój mąż też uważał i co dow ielu rzeczy uważa, że to czary. Ale pewne rzeczy
              odczuł na swojej skórze lub sercu. I wie przede wszystkim, że to mnie jest
              łatwiej w życiu, nie jemu. JA zboieram owoce mojej głębokiej wiary. On zaś
              oweoce swojego sceptycyzmu. Agresywne zachowania zawsze świadcza o słabości
              ducha - mąż Olivki robiąc opisane przez nią demonstracje okazuje swoją słabośc
              ducha. Na tyle mało wierzy w swoją niewiarę, że aż musi iść do kościoła
              udowodnić to całemu światu. JA jak wierze w Boga w tym konkretnym kosciele i
              jego sakramentach to nie chodzę na bar micwy na ten przykład, żeby pokazać
              żydom, że się mylą ani na konfirmację, ani na spotkania New Age. Dlatego
              śmieszne są postawy ludzi takich jak Ty, bo z tego co pamiętam też polazłeś do
              kościoła jako niewierzący praktykujący, i mam nadzieję, że miejsce dla nich
              jest w tym kręgu, gdzie Dante usadził zdrajców i kłamców wink)))))) Taka jestem
              miłosierna.
              • kubus_2004 Re: mąż ateista 04.06.04, 14:16
                > Znaczy się, Kubusiu, uważasz, że słusznie przekonuje mąż Olivkę, że to gusła? A ona jego, że to prawda o życiu niesłusznie? Lubię takich jak Ty, jak Kali komuś ukraść krowę, to dobrze, a jak ktoś kalemu, to baaardzo źle.

                Absolutnie źle to interpretujesz.
                Każde z nich ma prawo przekonywac drugie do swojej racji. Tylko, że ja staję po stronie "antyguślarza". Mam chyba takie prawo? Skoro wierzący powinni nieść ewangelię, to niewierzący powinni nieść światło - tak dla równowagi.
                Ja nie mam nic przeciwko wierzącym (dopóki nie zaczną wpływać na moje życie, ale to odmienny temat, np. podatki). A mąż Olivki poszedł do kościła, żeby rodzina dała mu spokój. Mnie rodzina na każdym rodzinnym spotkaniu pyta kiedy ślub kościelny hihi. Tyle że dla mnie to tylko wesoła zabawa, a być może mąż Olivki miał już dość i poszedł żeby mu nie brzęczeli nad uchem. A to, że przyjął hostię? Cóż, może chciał pokazać, że bez spowiedzi też można i że nie robi to hostii żadnej różnicy, kto ją połknie.
                Ja kilka razy polazłem do kościoła - raz na pogrzeb babci, raz wujka. Tylko po to polazłem, żeby rodzinie nie było przykro. Ale nie przykro dlatego że nie macham rękami i nie jadam hostii, tylko dlatego że nie łączę sie z nimi w bólu. A łączyłem się. Ale generalnie staram się jak najmniej bywać na takich imprezach.
                • ruda_kasia Re: mąż ateista 04.06.04, 14:28
                  Pewnie, że można nieść światło, my z mężem przekonywaliśmy się każde do swoich
                  racji. Ale bez agresji.
                  A konformistów, którzy chodzą do kościoła, żeby rodzina nie brzęczała
                  organicznie nie znoszę.
                  Hostii nie robi różnicy - olivce tak - zranił ją. Bardzo światła postawa
                  • kubus_2004 Re: mąż ateista 04.06.04, 17:33
                    A konformistów, którzy chodzą do kościoła, żeby rodzina nie brzęczała
                    > organicznie nie znoszę.

                    No to powinnaś nieznościć kuuuupy ludzi. Baaardzo wielu Polaków (jeśli nie większość) bierze np. ślub kościelny nie dla sakramentu, a dla ładnej oprawy, białej sukni, nastroju, pamiątki na całe życie. A z sakramentem to nie ma nic wspólnego. Są, oczywiście, wyjątki. Np. bywalcy tego forum. Ale ilu ich?
                    • anulina Re: mąż ateista 05.06.04, 15:53
                      kubus ma niestety rację. ful ludzi chodzi do kościoła tylko dlatego,
                      żeby 'rodzina nie brzęczała'. ale w ogromnej większości są to ludzie młodzi.
                      taka jest chyba nasza natura, że dopiero na stare lata 'przypominamy' sobie na
                      dobre o Bogu wink
                      • kubus_2004 Re: mąż ateista 05.06.04, 19:26
                        Cieszę się, że nie jestem tu jedyną osobą mającą "nieprawidłowe" poglądy i spostrzeżenia.

                        A na starość, cóż, ludzie głupieją. To normalne.
                • audita Re: mąż ateista 04.06.04, 18:59
                  Oj, Wicia, a ty znowu z nami?
                  To nałóg jakiś.... smile))))))))))))))))))
              • olivka27 Re: mąż ateista 04.06.04, 18:35
                Mój mąż tez zbiera owoce swojej niewiary-mianowicie takie,że niedługo zostanie
                sam.Od czasu kiedy nie wierzy,zrobił się taki okropny że ja mam dosyć życia z
                takim człowiekiem.Wczesniej jedna dziewczyna pisała mi,ze niewiara w Boga nie
                ma nic wspólnego z byciem złym.U niego jednak te dwie rzeczy pojawiły się
                jednocześnie,więc jak mam ich nie wiązać?Od kiedy przestał się modlic i chodzić
                do kościoła stał się złym człowiekiem,ja to odczuwam na własnej skórze
                (dosłownie...).Znowu powiecie że to gusła,ale od kogo pochodzi takie
                zachowanie,chyba nie od Boga?
                • kubus_2004 Re: mąż ateista 04.06.04, 21:15
                  Znowu powiecie że to gusła,ale od kogo pochodzi takie
                  > zachowanie,chyba nie od Boga?

                  No jak nie od Boga, jak tak? Wszak to boski plan, którego Ty, maluczka, nie jesteś w stanie pojąć. To wszystko jest dziełem Boga. Trwaj i cierp ku jego chwale!

                  Bzdury? TAK. W Waszym języku.
                  • addria Do Kubusia prośba 04.06.04, 23:41
                    Easy, Kubus, easy!
                    Bo cały Twój misterny plan weźmie w łeb. Wytrzymasz?
                    • kubus_2004 Re: Do Kubusia prośba 04.06.04, 23:51
                      Jaki on tam misterny?
                  • olivka27 Re: mąż ateista 05.06.04, 01:15
                    Słuchaj Kubuś,Twoje wypowiedzi są łudząco podobne do postów człowieka,który
                    posługiwał sie tu kiedyś nickiem Ogolone jajka.Nie chcę się bawic w
                    detektywa,ale wydaje mi się(może sie mylę)że Kubus i Ogolone to ten sam
                    człowiek...
                    • kubus_2004 Re: mąż ateista 05.06.04, 08:37
                      Po wyrzucieniu stąd Ogolonych Jajek postanowiłem niejako przejąć pałeczkę, by szerzyć światłość wiekuistą.
                • anulina Re: mąż ateista 05.06.04, 15:49
                  olivka27 napisała 'od czasu, kiedy nie wierzy' a ja myślę, że wierzyć nie można
                  przestać. jeśli się było osobą wierzącą, to ta wiara zawsze pozostaje gdzieś
                  głęboko. niewierzący może byc dobrym człowiekiem, czego przykładem jest mój mąż.
                  a Twojego męża nie nazwałabym 'niewierzący' tylko osobą, która odeszła od wiary

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka