Dodaj do ulubionych

Rozważania

22.02.12, 08:23
Powoli kończy się okres hucznych zabaw, śmiechu i karnawału, wielkimi krokami wchodzimy w czas refleksji i zadumy, Wielkiego Postu. To oczekiwanie na świętą Paschę, ale również czas, kiedy przyroda budzi się z zimowego snu, wszystko kwitnie, rozwija się, rośnie. Dla nas to również powinien być czas pracy nad sobą, nad naszym duchowym wzrostem, czas refleksji, zadumy, zamyślenia, ale także… czas na wartościową lekturę.
Święty Benedykt w swojej Regule, zachęcał mnichów, aby w Wielkim Poście nie tylko podjęli dodatkowe postanowienia, ćwiczyli się w ascezie, poświęcali więcej czasu modlitwie, ale również… więcej czytali. Pisze wyraźnie:

"W tych dniach Postu każdy otrzyma z biblioteki jedną książkę, którą powinien przeczytać od pierwszej do ostatniej strony w całości. Książki te trzeba rozdać na początku Wielkiego Postu. (RB 48)"

Tą księgą do której będziemy sięgać przez cały okres Wielkiego Postu będzie zarówno Pismo Święte jak i teksty Ojców Kościoła będące komentarzem do Pisma. Dzisiaj więc w Środę Popielcową niech przemówi do nas Św. Klemens który tymi słowami zwracał się do braci w Koryncie:


Z Listu św. Klemensa do Koryntian



"Uważnie się wpatrujmy w krew Chrystusa i pojmijmy, jak droga jest ona Bogu, Jego Ojcu, bo wylana dla naszego zbawienia, przyniosła łaskę nawrócenia całemu światu.

Przypatrzmy się minionym wiekom, a dowiemy się, że z pokolenia na pokolenie Pan „dawał miejsce nawrócenia” tym, którzy chcieli do Niego się nawrócić. Noe głosił nawrócenie i ci, którzy go posłuchali, zostali ocaleni. Jonasz przepowiadał zagładę Niniwitom, oni zaś czynili pokutę za swoje grzechy, przejednali Boga swym błaganiem i doznali wybawienia, choć nie należeli do narodu wybranego.

Mówili o nawróceniu słudzy łaski Bożej natchnieni przez Ducha Świętego. Także sam Pan wszechrzeczy przysiągł uroczyście mówiąc: „Na moje życie! Nie chcę śmierci występnego, lecz by się nawrócił”, i dodał jeszcze te znamienne słowa:


„Nawróćcie się, domu Izraela! Odstąpcie od wszystkich waszych grzechów. Choćby wasze grzechy sięgały od ziemi aż do nieba; choćby były bardziej płomieniste niż szkarłat i bardziej czarne niż wór pokutny; to jeśli nawrócicie się do Mnie z całego serca i powiecie: «Ojcze!», wysłucham was jak ludu świętego”.



Pragnąc więc Bóg, aby wszyscy Jego umiłowani stali się uczestnikami nawrócenia, umocnił tę wypowiedź swoją wolą wszechmocną.

Dlatego bądźmy posłuszni Jego potężnej i chwalebnej woli; pokornie błagajmy Jego miłosierdzie i dobroć; wspomnijmy na Jego litość i nawróćmy się; porzućmy nasze próżne postępki, zwady i zawiść wiodącą do śmierci.

Bądźmy pokornego ducha, wyzbądźmy się zarozumiałości, pychy, szalonych myśli i gniewu, a postępujmy, jak nam zaleca Pismo. Mówi bowiem Duch Święty:„Mędrzec niech się nie szczyci swą mądrością; siłacz niech się nie chełpi swą siłą, ani bogaty niech się nie przechwala swoim bogactwem. Ale niech się w Panu chlubi, kto się chlubi; niech Go szuka i czyni to, co jest sprawiedliwe i prawe”.A przede wszystkim pamiętajmy o słowach Pana Jezusa, które wypowiedział ucząc łagodności i cierpliwości. Tak bowiem powiedział:



„Bądźcie miłosierni, abyście doznali miłosierdzia; odpuszczajcie, aby i wam odpuszczono; tak jak czynicie, tak i wam będzie uczynione; tak jak dajecie, tak i wam będzie dane; jakim sądem wy sądzicie, i was sądzić będą; w miarę waszej dobroci i wy dobroci doznacie; taką miarą jaką wy mierzycie, i wam odmierzą”



Te przykazania i polecenia Pana mają nas wspierać na drodze pokornego poddania się Jego świętym słowom. Bo tak mówi jeszcze: „Ale Ja patrzę na tego, który jest pokorny i skruszony w duchu, i który ze drżeniem czci moje słowo”.

Niechże więc te wielkie i szlachetne czyny staną się naszym udziałem i znów podążajmy do tego celu wskazanego nam już od początku, a jest nim pokój. Niech nasze oczy będą zwrócone ku Ojcu i Stwórcy całego świata, a nasze serce niech przylgnie do Jego wspaniałych i bezcennych darów przynoszących pokój, i do Jego dobrodziejstw."
Obserwuj wątek
    • andrzej585858 Re: Rozważania 23.02.12, 09:04
      Homilia św. Leona Wielkiego, papieża
      Kazanie 6 na Wielki Post 1-2



      Umiłowani! Wciąż „ziemia jest pełna łaskawości Pana” i otaczający nas świat sam przez się skłania wierzącego człowieka do składania Bogu czci należnej. Bo niebo i ziemia, morze i wszystko, co się w nich zawiera, świadczą o dobroci i wszechmocy swego Stwórcy; a godne podziwu piękno służącej nam przyrody, wprost zniewala każdą myślącą istotę do wyrażenia Bogu należnej Mu wdzięczności.

      Ale teraz dni niosące w sobie tajemną moc danego ludziom Odkupienia, a bezpośrednio poprzedzające święto Zmartwychwstania, każą nam tym bardziej przygotować się do tej uroczystości, oczyścić się i uświęcić.

      Oto istotna cecha święta Paschy: radość Kościoła z odpuszczenia grzechów. Niechże się ono spełni nie tylko w mających się dopiero odrodzić we chrzcie świętym, ale i we wszystkich, którzy już się zaliczają do grona dzieci Bożych. Wody chrztu przynoszą człowiekowi odrodzenie i czynią go nowym stworzeniem, ale jego ludzka i tak znikoma natura wymaga, by ciągle się oczyszczał ze słabości, które niczym rdza wciąż w nim narastają. Z drugiej zaś strony w doskonaleniu siebie nie ma takiego stopnia, ponad który już wyżej sięgać by nie należało. Przeto obowiązkiem wszystkich i każdego z osobna jest tak usilnie teraz pracować, by dzień odkupienia nie zastał nas pogrążonych w przywarach przeszłości.

      Chrześcijanin powinien zawsze tak postępować, ale teraz niech to czyni nie tylko staranniej, ale niech całą duszą zachowa w pełni czterdziestodniowy post przekazany nam przez tradycję apostolską, nie tylko ujmując sobie pokarmów, lecz przede wszystkim wyzbywając się swoich wad.

      Dobrze pojęty święty post będzie owocny, kiedy towarzyszyć mu będą uczynki miłosierne. Objęte są one tą jedną wspólną nazwą, w istocie chodzi tu jednak o różne chwalebne i dobre czyny, a są one dostępne wszystkim wiernym, choć nie wszyscy w jednakowej mierze mogą je spełniać.

      Albowiem miłość, należna Bogu i ludziom, nie zna takich przeszkód, które by jej nie pozwalały czynić dobra. Kto z serca współczuje jakiejkolwiek nędzy, ten sam siebie uszczęśliwi cnotą życzliwości i dobrem pokoju. Tak przecież śpiewali aniołowie: „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli”.

      Szeroki jest zakres uczynków miłosiernych. Już sama ich rozmaitość sprawia, że prawdziwi wyznawcy Chrystusa, nie tylko bogaci i opływający we wszystko, ale i średnio zamożni, a nawet i biedni mogą je czynić; każdy według swoich możliwości, a ci, którzy w hojności nie mogą innym dorównać, mogą się do nich upodobnić współczującym sercem.



      • andrzej585858 Re: Rozważania 24.02.12, 08:16
        Kazanie św. Jana Złotoustego, biskupa, O modlitwie. - Homilia 6



        Modlitwa i rozmowa z Bogiem są najwyższym dobrem, bo są przestawaniem i jednoczeniem się z Nim. Nasze oczy są pełne światła, gdy patrzą na światło; tak i duch lgnący do Boga jest pełen Jego niewypowiedzianej światłości. Nie chodzi tu o nawyk modlitwy, ale o modlitwę płynącą z duszy; nie o te chwile, które jej poświęcamy, w określonych godzinach lub w pewnych okolicznościach, lecz o tę modlitwę, której się oddajemy w dzień i w nocy.

        Albowiem trzeba zwracać się do Boga nie tylko wtedy, kiedy oddajemy się jedynie modlitwie, ale także wtedy, gdy zajmujemy się różnymi obowiązkami, czy to zaprzątnięci innymi sprawami, czy też gdy, bez skąpstwa, przychodzimy innym z pomocą. Niech wtedy towarzyszy nam pragnienie Boga i pamięć o Nim. Wtedy nasze czyny będą zaprawione, niby solą, Jego miłością, i spodobają się Panu wszechświata. Jednakże dopiero wtedy i przez całe życie będziemy zbierali owoce takiej postawy ducha, gdy jak najwięcej czasu poświęcamy takiej modlitwie.

        Modlitwa jest światłem duszy. Daje prawdziwe poznanie Boga; przez nią z Nim się łączymy. Dzięki niej nasz duch ku niebu się wznosi; i tak jak dziecko obejmujące swą matkę i wśród łez wołające o mleko, tak i nasz duch lgnie do Boga i woła, aby go ożywił. Wyjawia Mu swe pragnienia i otrzymuje dary przewyższające wszelkie ziemskie skarby.

        Modlitwa pełna czci zanosi do Boga nasze życzenia, rozwesela serce, ucisza je i niesie mu pokój. Mówię o istocie modlitwy, abyś nie myślał, że wystarczą same tylko słowa. Jest ona bowiem pragnieniem Boga, niewymownym przywiązaniem do Niego; jest darem Jego łaski, a nie owocem ludzkich wysiłków. O takiej modlitwie mówi Apostoł:



        „Nie umiemy się modlić tak jak trzeba, ale sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami”.



        Gdy Pan udzieli komuś takiej modlitwy, jest ona darem nieodwracalnym i niebiańskim pokarmem nasycającym duszę. Kto go zakosztuje, ten rozpala się wiekuistym pragnieniem Boga, które jest w nim jak ogień gorejący i ogarniający płomieniem jego duszę.
        Oddawaj się modlitwie i upiększaj twój dom skromnością i pokorą, i niech promienieje on blaskiem sprawiedliwości. Niechże jego wnętrze lśni dobrymi czynami, niczym dom wyłożony płytami drogocennego złota, a miejsce ścian marmurowych niech zajmie wiara i wielkość ducha. Jako zaś zwieńczenie wszystkiego, nadające budowli jej doskonałość, masz dołożyć modlitwę. W ten sposób przygotujesz Panu dom królewski, wykończony i wspaniały, w którym będziesz mógł Go przyjąć. W świątyni jest obraz Bóstwa, ty zaś już teraz w przybytku swej duszy będziesz posiadał Pana dzięki Jego łasce.
        • andrzej585858 Re: Rozważania 25.02.12, 11:47
          Z Traktatu św. Ireneusza, biskupa, Przeciw herezjom. - 4,13



          Nasz Pan, Słowo Boże, najpierw uczynił ludzi sługami Boga, a następnie wyzwolił tych, którzy byli Mu poddani. Sam powiedział o tym swoim uczniom:



          „Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego”.



          Przyjaźń Boga obdarza bowiem nieśmiertelnością tych, którzy Mu są wierni.

          Na początku Bóg stworzył Adama nie dlatego, że go potrzebował, lecz aby mieć kogoś, kogo by mógł obsypać swoimi darami. Słowo bowiem wielbiło swego Ojca nie tylko przed stworzeniem Adama, ale jeszcze zanim zaistniało wszelkie stworzenie, Słowo było w Ojcu i wielbiło swego Ojca; Ojciec zaś otaczał Je chwałą, jak mówi o tym sam Zbawiciel: „Ojcze, otocz mnie u siebie tą chwałą, którą miałem u Ciebie pierwej, zanim świat powstał”.

          Bóg nie potrzebował naszej służby również wtedy, kiedy nam rozkazywał pójść za Synem, lecz uczynił to, by dać nam zbawienie. Pójść bowiem za Zbawcą znaczy mieć udział w zbawieniu, tak jak iść za światłem znaczy być w świetle. Ci, którzy są w świetle, nie dają mu jego światłości, lecz sami są oświeceni i skąpani w jego blasku. Niczego do tego światła nie dodają, ale z niego korzystają i pozostają w zasięgu jego promieni.

          Tak jest ze służeniem Bogu: niczego ono Bogu nie dodaje, gdyż On nie potrzebuje ludzkiej służby. Natomiast tym, którzy Mu służą i za Nim idą, Bóg daje życie, nieśmiertelność i wieczną chwałę właśnie ze względu na tę służbę i pójście za Nim. Ale oni niczego Mu od siebie nie dodają, gdyż On jest bogaty i zasobny, i niczego Mu nie brakuje.

          Jeżeli zaś Bóg wyczekuje tej służby od ludzi, to dlatego, że jest dobry i łaskawy, i dobrze czyni tym, którzy trwają w Jego służbie. Tak więc Bóg niczego nie potrzebuje, ale człowiek potrzebuje wspólnoty z Bogiem.

          Chwałą zaś człowieka jest trwać wiernie w służbie Boga. Dlatego Pan powiedział uczniom: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem”. Chce On przez to powiedzieć, że nie oni dodają Mu chwały przez to, że za Nim idą, ale wprost przeciwnie, to On ich otacza chwałą za to, że idą za Synem Bożym. I mówi Pan jeszcze: „Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli moją chwałę”.
          • andrzej585858 Re: Rozważania 27.02.12, 09:43
            Kazanie św. Grzegorza z Najzanzu, biskupa: „O miłości ubogich”*



            Pomyśl, skąd masz istnienie, życie, świadomość i rozum, i to, co najistotniejsze, to znaczy poznanie Boga, nadzieję królestwa niebieskiego i widzenie chwały Bożej, obecnie jakby w zwierciadle, niejasno, a w przyszłości pełniejsze i jaśniejsze. Zastanów się nad tym, że stałeś się synem Bożym i współdziedzicem Chrystusa, a odważę się powiedzieć – nawet bogiem. Skąd to wszystko masz i od kogo?

            Albo, by rzec o świecie nas otaczającym, mniejszego przecież znaczenia, kto ci dał możność podziwiania piękna nieba, biegu słońca, tarczy księżyca i rojów gwiazd, ładu i harmonii wszechświata tak zestrojonego jak struny liry? Kto ci daje deszcze, uprawę pól, wyżywienie, sztukę rzemieślniczą, posiadłości, społeczność ludzką i prawa nią rządzące, życie spokojne i pełne ogłady, i uczucia przyjaźni, i przywiązania do tych, z którymi cię łączą więzy pokrewieństwa? Jak to się dzieje, że spośród zwierząt jedne są obłaskawione i służą tobie, inne zaś stają się twoim łupem? I, żeby już wszystkiego nie wyliczać, któż to sprawia, że człowiek wyróżnia się spośród pozostałych stworzeń i nad nimi góruje? Kto cię ustanowił panem i królem wszystkiego, co jest na ziemi?

            Czyż nie uczynił tego Bóg, który w zamian za to żąda od ciebie przede wszystkim i ponad wszystko, abyś i ty okazywał twoją dobroć? Otrzymaliśmy od Niego tyle i tak wielkich dobrodziejstw i jeszcze się ich spodziewamy. Czy więc nie będzie nam wstyd, jeżeli nie damy Mu nawet tego jednego, a mianowicie okazywania dobroci? On jest naszym Bogiem i Panem, lecz nie uważa tego za ujmę, że nazywamy Go Ojcem; a my mielibyśmy zaprzeć się naszych bliskich?

            Żadną miarą, moi bracia i przyjaciele, żadną miarą nie dopuśćmy do tego, abyśmy nieuczciwie rozporządzali darami otrzymanymi od Boga i nic usłyszeli słów Piotra:



            „wstydźcie się wy, którzy zatrzymujecie dla siebie cudzą własność; naśladujcie sprawiedliwość Boga, równą dla wszystkich, a nie będzie wśród was ubogiego”



            Nie trudźmy się zbieraniem i przechowywaniem pieniędzy, gdy inni trudzą się w swym niedostatku, aby nas czasem nie skarcił i nie zgromił prorok Amos tymi słowami:



            „Słuchajcie wy, którzy mówicie: Kiedyż minie nów księżyca, byśmy mogli sprzedawać? Kiedyż skończy się szabat, byśmy mogli otworzyć spichlerze?”



            Wzorujmy się na owym najwyższym i pierwszym prawie Boga: On daje deszcz sprawiedliwym i grzesznym, i dla wszystkich jednakowo każe wschodzić słońcu. On także rozpostarł ziemię i uczynił ją dostępną razem ze źródłami, strumieniami i lasami dla wszystkich stworzeń. Powietrzne przestworza przeznaczył dla ptaków, a wody dla tych, co w nich żyją. Wszystkim też hojnie udzielił tego, co potrzebne jest do życia, nie ograniczając tego jakimiś nakazami, czy przepisami, czy wydzielając ściśle określone obszary, ale wszystko przeznaczył jako wspólne dobro wszystkich. Wszystkiego udzielił w obfitości i w ten sposób, by niczego nie brakowało. Przez tę równość daru chciał podkreślić równość stworzenia i ukazać ogrom swojej dobroci.
            • andrzej585858 Re: Rozważania 28.02.12, 13:02

              Z Traktatu Św. Cypriana, biskupa: „O Modlitwie Pańskiej” - rozdz. 1-3



              Przykazania Ewangelii są nauką Bożą. Z niej rodzi się i rozwija nadzieja. W oparciu o nią umacnia się wiara, ona rozpala serce i jest jego pokarmem; ukazuje nam drogę i kieruje naszymi krokami oraz dopomaga w osiągnięciu zbawienia. Tu na ziemi poucza ona tych, którzy ją przyjmują, i doprowadza ich do królestwa niebieskiego.

              Bóg zechciał powiedzieć nam wiele przez swoich proroków i chciał, aby to było usłyszane; lecz o ileż większą wartość ma to wszystko, co własnymi ustami wypowiada Syn Boży, Słowo Boga, pod którego tchnieniem przemawiali niegdyś prorocy. To już nie są wezwania, aby przygotować drogę mającemu przyjść, lecz On sam przychodzi i tę drogę nam otwiera. Błądziliśmy w cieniach śmierci, byliśmy zaślepieni i pełni niewiedzy, On zaś daje nam światło łaski i ukazuje, jak się trzymać drogi życia pod Jego kierownictwem.

              Drogą zbawienia, którą Pan prowadzi swój lud, są Jego boskie nauki i przykazania, a wśród nich także pouczenie, jak mamy się modlić i o co mamy prosić. Ten, który dał nam życie, nauczył nas też modlić się, powodowany tą samą łaskawością, dzięki której otrzymaliśmy tyle innych dobrodziejstw. Pragnął bowiem, abyśmy tym pewniej byli wysłuchani, gdy zwrócimy się do Ojca tą błagalną modlitwą, daną nam przez Jego Syna.

              Jezus już uprzednio zapowiedział, że nadchodzi godzina, kiedy prawdziwi czciciele będą czcili Ojca w Duchu i prawdzie. Spełnił też to, co obiecał, uświęcił nas bowiem w Duchu i prawdzie, i teraz, pouczeni przez Niego, możemy czcić Boga w Duchu i prawdzie.

              Czyż może istnieć inna modlitwa w duchu niż ta, której nas nauczył Chrystus, który także zesłał nam Ducha Świętego? Czyż może być bardziej prawdziwe wołanie do Ojca niż to, które zostało wypowiedziane ustami Syna, będącego prawdą? Modlić się inaczej, niż nas nauczył Zbawiciel, jest nie tylko rzeczą nierozumną, ale i przewinieniem, skoro On sam ustanowił słowa modlitwy i powiedział: „Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się waszej tradycji”.

              Módlmy się więc tak, jak nas nauczył Bóg, nasz Mistrz, albowiem Bogu bardzo jest miło, gdy Jego własnymi słowami odzywamy się do Niego i kiedy ku Niemu wznosi się modlitwa Chrystusa.

              Niechaj w naszej modlitwie Ojciec rozpoznaje głos swojego Syna; niech Ten, który przebywa w naszym sercu, przemawia również przez nasze usta. On jest naszym obrońcą u Ojca. Gdy jako grzeszni błagamy o darowanie nam winy, czynimy to tymi słowami, którymi On za nas przemawia. On nam powiedział:



              „O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje”.



              Tym więc pewniej osiągniemy to, o co prosimy w imię Chrystusa, gdy będziemy prosili Jego własnymi słowami.
              • andrzej585858 Re: Rozważania 29.02.12, 13:00
                Z Rozpraw Afraata, biskupa, „O obrzezaniu” - Rozpr. 11,11-12



                Prawo i przymierze były zmieniane w następującej kolejności: Najpierw Bóg zmienił prawo nadane Adamowi i nałożył inne Noemu; inne jeszcze przymierze zawarł z Abrahamem, a inne dał Mojżeszowi. A ponieważ nie przestrzegano tego prawa Mojżeszowego, więc w czasach ostatecznych nadał inne prawo, które miało już pozostać niezmienne. Adam dostał nakaz, by nie spożywał owocu z drzewa życia; łuk tęczy na obłokach został dany Noemu na znak przymierza; Abraham zaś, wybrany ze względu na swoją wiarę, otrzymał polecenie obrzezania jako znamię i przypieczętowanie przymierza z jego potomstwem. Mojżeszowi Pan kazał ofiarować baranka za grzechy ludu.

                Wszystkie te przymierza różniły się między sobą. Tak więc obrzezanie miłe Dawcy owych przymierzy jest tym, o którym mówi Jeremiasz: „Odrzućcie napletki serc waszych”. Niewzruszone było przymierze zawarte z Abrahamem, niewzruszone też i trwałe jest przymierze obecne i nie będzie już innego prawa wywodzącego się od tych, którzy są poza prawem, lub biorącego początek od poddanych prawu.

                Bóg nadał prawo Mojżeszowi łącznie z przykazaniami i przepisami, kiedy zaś tego prawa nie przestrzegano, Bóg je zniósł i obiecał dać nowe przymierze, różne od poprzedniego, chociaż On był dawcą obu. Obiecane zaś przymierze jest następujące:



                „Wszyscy, od najmniejszego do największego, poznają Mnie, wyrocznia Pana”.



                A w tym przymierzu już nie będzie obrzezania ciała jako znaku dla ludu.

                Wiemy z całą pewnością, że Bóg ustanowił prawa dla następujących po sobie pokoleń. Obowiązywały one tak długo, jak On tego chciał, a potem zostały przedawnione. Mówi o tym Apostoł: „Królestwo Boże istniało poprzez wieki na różne sposoby”.
                Otóż nasz Bóg jest Bogiem prawdy, a Jego przykazania są niezawodne. Każde z kolejnych przymierzy, które nadawał, było nienaruszalne dla pokolenia, które je otrzymywało i było dla niego rzeczywiste. A ci, którzy obrzezali swoje serca, ponownie dostępują obrzezania przy wodach prawdziwego Jordanu, którym jest chrzest na odpuszczenie grzechów.

                Jezus, syn Nuna, ponownie obrzezał swój lud kamiennym nożem, wtedy gdy z tym ludem przeprawił się przez Jordan. A Jezus, nasz Zbawca, po raz drugi obrzezał, obrzezaniem serca, ludy, które w Niego uwierzyły i zostały obmyte we chrzcie i obrzezane Jego słowem „ostrzejszym niż wszelki miecz obosieczny”.

                Jezus, syn Nuna, przywiódł lud do ziemi obiecanej, a Jezus nasz Zbawiciel, obiecał ziemią żyjących tym wszystkim, którzy przejdą przez prawdziwy Jordan, uwierzą i pozwolą obrzezać swoje serca.

                A więc błogosławieni są ci, którzy tak zostali obrzezani i odrodzili się z wody obrzezaniem powtórnym. Ci dostąpią dziedzictwa razem z Abrahamem, mężem wiernym i ojcem narodów, bo jego wiara została mu poczytana za sprawiedliwość.
                • andrzej585858 Re: Rozważania 01.03.12, 08:16
                  Share22
                  Kazanie św. Asteriusza, biskupa Amazji - kazanie 13



                  Jeżeli pragniecie wzorować się na Bogu, bo jesteście stworzeni na Jego obraz, to naśladujcie Jego przykład. Jesteście chrześcijanami, a już samo to imię jest wyznaniem dobroci; naśladujcie miłość Chrystusa.

                  Patrzcie, jak wielka jest Jego łaskawość: mając przyjść do ludzi przez człowieka, posłał najpierw Jana, zwiastuna i przykład pokuty, a jeszcze przedtem wszystkich proroków. Ich zadaniem było pouczać ludzi, aby się odwrócili od złego, powrócili na dobre drogi i poprawili się.A potem On sam przyszedł i wołał:



                  „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”.



                  A jak przyjął tych, którzy posłuchali Jego głosu? Natychmiast odpuścił im grzechy i bez chwili zwłoki zdjął z nich przytłaczające ich brzemię: uświęcił ich i umocnił Duchem Świętym, ich zepsucie zostało pogrzebane w wodach chrztu i powstał nowy człowiek zrodzony przez łaskę. Tak więc ten, który był wrogiem, stał się przyjacielem; obcy synem, nieświęty uświęconym i czystym.

                  Naśladujmy postępowanie Chrystusa, Dobrego Pasterza. Wpatrujmy się w Ewangelię. Tam, jak w zwierciadle, ujrzymy przykłady Jego łaskawości i daru z siebie; i tego się uczmy. Albowiem przypowieści i słowa kryjące w sobie tajemną głębię ukazują mi pasterza posiadającego sto owiec. Otóż jedna z nich oddaliła się od stada i błąkała się po manowcach. Pasterz zaś nie został z owcami, które spokojnie się pasły, lecz udał się na poszukiwanie owej zaginionej. Wiele zadał on sobie trudu przemierzając wąwozy i kotliny, wspinając się po stromych zboczach górskich, przeszukując pustkowia, i nie ustawał, dopóki jej nie odnalazł.

                  A znalezionej nie okładał kijami, nie ciągnął przemocą do stada, lecz wziął ją na ramiona i łagodnie się z nią obchodząc, poniósł do owczarni, a jego radość z odzyskania straconej owcy była większa niż z posiadania tak wielu pozostałych. Zastanówmy się nad głębokim i ukrytym znaczeniem tej przypowieści. Bo przecież nie chodzi tu tylko o zagubioną owcę, a ów pasterz nie jest zwykłym tylko pasterzem.

                  To pouczenie zawiera w sobie coś bardzo wielkiego. Upomina nas, abyśmy nikogo nie uważali za straconego nie do odzyskania, nikogo nie pozostawiali na łasce losu i nie ociągali się z niesieniem pomocy. Wprost przeciwnie: widząc źle postępujących i błądzących, mamy ich sprowadzić na dobre drogi i radować się z ich powrotu. Mamy też zadbać o to, by się połączyli z tymi wszystkimi, którzy prowadzą dobre i pobożne życie
                  • andrzej585858 Re: Rozważania 02.03.12, 12:50

                    Z Dzieła bł. Elreda, opata: „Zwierciadło miłości” - księga 3,5



                    Doskonała miłość braterska polega również na miłowaniu nieprzyjaciół. Nic nas bardziej do tego nie skłania niż pełne wdzięczności rozważanie godnej podziwu łagodności Chrystusa. On, „najpiękniejszy spośród synów ludzkich”, nie uchylił swego pięknego oblicza od zniewag bezbożników; dozwolił, by zasłonięto Mu oczy, których jedno spojrzenie kieruje wszechświatem; grzbiet swój wystawił na razy biczowania, a głowę, przed którą drży wszelka zwierzchność i władza, poddał kłującym cierniom. Wydał się na zniewagi i obelgi, a na koniec zniósł mękę krzyża, gwoździe, włócznię i gorycz kwaśnego octu. A w tych wszystkich zadanych Mu udrękach okazał się cierpliwy, łagodny i pełen pokoju; prawdziwie



                    „jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak On nie otworzył ust swoich”.



                    Któżby bez wahania nie objął swym uczuciem nawet wrogów, słysząc ów głos pełen słodyczy, miłości i niczym nie zamąconego pokoju, mówiący tak pięknie: „Ojcze, przebacz im!” Czyż może być modlitwa pełniejsza dobroci i miłości?

                    A jednak nie wystarczało Mu tak się modlić; zechciał jeszcze ich uniewinnić: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Są wprawdzie wielkimi grzesznikami, lecz nie mają rozeznania i dlatego te słowa „Ojcze, przebacz im”. Krzyżują, ale nie wiedzą, kogo krzyżują, bo „gdyby wiedzieli, nie ukrzyżowaliby Pana chwały”. I to jest powodem, dla którego mówi: „Ojcze, przebacz im”. Myślą, że mają do czynienia z przestępcą prawa, przywłaszczającym sobie godność Boską, zwodzącym lud. Ukryłem przed nimi moje oblicze, nie rozpoznali mojego majestatu, a więc: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”.

                    Żeby siebie prawdziwie miłować, nie można się kalać żadnym pożądaniem ciała. Aby zaś nie ulegać tym pożądaniom, trzeba całym swoim uczuciem przylgnąć do Chrystusa objawionego w ludzkim ciele. Co więcej, aby miłość bratnia była doskonała, miła, dająca nam pokój i radość, trzeba nią prawdziwie obejmować także wrogów. Lecz by ten płomień boskiej miłości nie wygasał wobec wyrządzonych nam krzywd, niech oczy naszej duszy zawsze pozostają zwrócone ku naszemu umiłowanemu Panu i Zbawcy, tak pełnemu pokoju i cierpliwości.życie
                    • andrzej585858 Re: Rozważania 04.03.12, 09:33

                      Kazanie św. Leona Wielkiego, papieża - kazanie 51,3-4





                      Wobec wybranych kilku świadków Pan odsłania swoją chwałę i ukazuje swoje człowieczeństwo, wspólne Mu z innymi ludźmi, w takim blasku, że Jego twarz jaśnieje jak słońce, a Jego szaty są białe jak śnieg. W tym przemienieniu chodziło głównie o to, żeby usunąć z serca uczniów zgorszenie krzyża, a także, by przez widok majestatu i dostojeństwa zapobiec zachwianiu się ich w wierze, które mogłoby nastąpić na widok poniżającej, choć dobrowolnie podjętej męki. Niemniej troszczył się Pan jeszcze i o to, by całemu świętemu Kościołowi dać silną podstawę do nadziei. Całe bowiem Ciało Chrystusa, to znaczy Kościół, miało się stąd dowiedzieć, jaka je oczekuje przemiana, i w jakiej chwale będą uczestniczyć Jego członki, jeśli jego Głowa takim blaskiem promienieje.

                      Zresztą już przedtem Pan to zapowiedział; nawiązując do swego przyjścia w majestacie: „Wtedy sprawiedliwi, mówił, jaśnieć będą jak słońce w królestwie swego Gjca”. Podobne świadectwo daje święty Paweł Apostoł: „Sądzę bowiem, mówi, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić”. A na innym miejscu:



                      „Umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu. Gdy się ukaże Chrystus, nasze życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale”.



                      Cud przemienienia zawiera inne jeszcze pouczenie, w tym celu, aby Apostołowie mogli się bardziej umocnić i wszystko zrozumieć. Oto ukazują się im Mojżesz i Eliasz, a więc przedstawiciele Prawa i proroków, i rozmawiają z Panem. W ten sposób w obecności pięciu razem mężów sprawdzają się słowa Pisma: „Zeznanie musi być potwierdzone przez dwóch lub trzech świadków”. Cóż bowiem pewniejszego niż Słowo donośnie rozlegające się po świecie głosem Starego i Nowego Przymierza, i Dobra Nowina, której zgodnie wtórują rzecznicy dawnych objawień? Zaświadczają tu nawzajem o sobie strony ksiąg obu Przymierzy.

                      Chwalebne przemienienie jawnie ukazuje Tego, który był zapowiedziany znakami pełnymi tajemnic. Albowiem, jak mówi święty Jan: „Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa”. W Nim i przez Niego stało się rzeczywistością i to, co obiecywały dane przedtem znaki, i to, do czego zmierzały przepisy Prawa. Chrystus stwierdza swoim przemienieniem prawdę danych niegdyś obietnic, a swoją łaską umożliwia zachowanie przykazań.

                      A więc niech i w nas umacnia się wiara w to, co głosi Ewangelia. Niechaj nikt nie wstydzi się tego krzyża Chrystusowego, przez który świat został odkupiony. Niechaj też nikt nie lęka się cierpieć w imię sprawiedliwości i nie zraża się trudnościami, mając zapowiedzianą dla siebie nagrodę. Przez trud bowiem idzie się do wytchnienia i przez śmierć do życia. Przecież Chrystus wziął na siebie całą słabość naszej ludzkiej natury. Jeśli więc wytrwamy w wyznawaniu Go i w Jego miłości, to w Nim zwyciężymy to, co On przezwyciężył, i otrzymamy to, co On obiecał. Kiedy zachowujemy przykazania i kiedy stawiamy czoła trudnościom, niechaj nigdy nie milknie w naszych uszach ów głos Ojca odzywający się z obłoku: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie”. On to żyje i króluje z Ojcem i Duchem Świętym przez wszystkie wieki wieków. Amen.
                      • andrzej585858 Re: Rozważania 06.03.12, 09:18

                        Z Komentarza św. Augustyna, biskupa, do psalmu sto czterdziestego pierwszego - Ps 141,4-6



                        „Panie, wołam do Ciebie, wysłuchaj mnie!” Wszyscy możemy tak wołać, nie tylko ja tak wołam, lecz cały Chrystus. A Chrystus wypowiada te słowa przede wszystkim w imieniu swego Ciała. Bo gdy był tu na ziemi jako jeden z nas, to jako człowiek modlił się i jako człowiek zanosił swe błagania do Ojca, a kiedy się modlił, to krople krwi spłynęły z Jego ciała. Ewangelia tak o tym mówi: „Jezus jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi”. Cóż oznacza ta krew spływająca po Jego ciele, jeśli nie udręki męczenników całego Kościoła?



                        „Panie, wołam do Ciebie, wysłuchaj mnie; usłysz głos mojego błagania, gdy będę wołać do Ciebie”.



                        Myślałeś, że wystarczy zawołać „Panie, wołam do Ciebie”. Wołałeś, ale nie myśl, że już nic ci nie zagraża. Gdy ustaje udręka, milknie i krzyk. Ale jeżeli udręka Kościoła i Ciała Chrystusowego trwa aż do skończenia świata, to masz krzyczeć nie tylko: „Wołam do Ciebie, wysłuchaj mnie”, lecz także: „usłysz głos mojego błagania, gdy będę wołać do Ciebie”.
                        Niech moja modlitwa jak kadzidło się wznosi przed Tobą, a podniesione me ręce jak ofiara wieczorna”.

                        Każdy chrześcijanin wie, że powyższe słowa zwykliśmy odnosić do Tego, który jest naszą Głową. Bo kiedy dzień miał się już ku wieczorowi, nasz Pan oddał życie na krzyżu; nikt Mu go nie zabrał, lecz oddał je dobrowolnie, aby je znów odzyskać. Ale przez te słowa także i my przemawiamy. Cóż bowiem w osobie Chrystusa było przybite do krzyża, jeśli nie ciało ludzkie od nas wzięte? A czy jest możliwe, aby Bóg Ojciec kiedykolwiek opuścił i porzucił swego Jedynego Syna, który przecież z Nim jest jednym Bogiem? A jednak to naszą niemoc Chrystus poniósł na krzyż, gdzie „dawny nasz człowiek został razem z Nim ukrzyżowany”, i tego to człowieka ustami zawołał Pan:



                        „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?”



                        Oto więc ofiarą wieczorną jest męka Pana, krzyż Pana, hostia zbawienna, całopalna ofiara miła Bogu. Tę ofiarę wieczorną Pan uczynił o świcie zmartwychwstania ofiarą poranną. A modlitwa czystego i wiernego serca jest jak dym kadzidła wznoszący się ze świętego ołtarza. Nie ma nic milszego niż ta wonna ofiara Pana i niech taką będzie woń wszystkich, którzy wierzą.



                        „Dawny w nas człowiek, pisze Apostoł, został razem z Nim ukrzyżowany po to, byśmy już więcej nie byli w niewoli grzechu. Kto bowiem umarł, stał się wolny od grzechu”.
                        • andrzej585858 Re: Rozważania 07.03.12, 09:59

                          Z Traktatu św. Ireneusza, biskupa: „Przeciw herezjom” - ks. 4,14,2-3





                          Tak więc Bóg na początku czasów stworzył człowieka, aby go ubogacić swoimi darami; wybrał patriarchów, by im dać zbawienie; pouczał lud, aby niewiedzącym pokazać, jak mają służyć Bogu; powołał proroków, aby tu na ziemi przysposobić człowieka do przyjęcia Ducha i wejścia we wspólnotę z Bogiem.

                          On, który nie potrzebuje niczego, zawierał przymierze z tymi, którzy Go potrzebowali. Jak budowniczy zarysował zręby zbawienia dla ludzi, w których miał upodobanie. Tym, którzy w Egipcie byli pozbawieni światła, sam służył za przewodnika. Niekarnym na pustyni dał odpowiednie dla nich prawo. Tym, którzy wchodzili do ziemi obietnicy, dał przygotowane im dziedzictwo. Na koniec zaś, dla powracających do Ojca zabił tucznego cielca i przyodział ich najlepszą szatą.

                          Rozmaitymi więc sposobami przygotowywał ludzi do właściwej odpowiedzi na zbawienie. Dlatego też mówi Jan w Księdze Objawienia: „A Jego głos był jak głos wód wielu”. Zaiste, różnorodne są wody Bożego Ducha, albowiem bogaty i zasobny jest Ojciec. A poprzez te wszystkie wody Słowo Boga hojnie udzielało swej pomocy wszystkim, którzy byli Mu oddani, dając każdemu stworzeniu prawo dla niego odpowiednie i do niego dostosowane. Tak więc dawał ludowi przepisy dotyczące budowy przybytku i wzniesienia świątyni, wyboru lewitów, porządku ofiar i darów, oczyszczenia, i wszystkiego, co miało służyć do zorganizowania kultu.

                          Tego wszystkiego Bóg nie potrzebował dla siebie, jest On bowiem zawsze pełen wszelkiego dobra, otoczony miłą wonnością i obłokiem najprzedniejszych zapachów. Miał to wszystko, zanim jeszcze Mojżesz zaistniał. Ale pouczał lud, który zawsze był skłonny do kłaniania się bożkom, przyzwyczajając go różnymi świadczeniami do wytrwania w służbie Bogu; prowadząc go przez rzeczy drugorzędne do zasadniczych, to znaczy poprzez zapowiedzi do prawdy, przez przemijające do wiecznych, przez cielesne do duchowych, przez przyziemne do niebiańskich. Dlatego zostało powiedziane Mojżeszowi:



                          „Wykonasz wszystko według wzoru, który zobaczyłeś na górze”.



                          Albowiem przez czterdzieści dni przyswajał sobie Mojżesz słowa Boże, i pismo z nieba, i obrazy rzeczy duchowych, i wyobrażenia spraw przyszłych. Podobnie mówi Paweł: „Pili zaś z towarzyszącej im skały, a tą skałą był Chrystus”. A następnie, wyliczywszy wydarzenia przytoczone w Prawie, dodaje:



                          „A to wszystko przydarzyło się im jako zapowiedź rzeczy przyszłych, spisane zaś zostało ku pouczeniu nas, których dosięga kres czasów”.



                          A więc przez znaki będące zapowiedzią rzeczy przyszłych, uczyli się oni bojaźni Boga i trwania w Jego służbie. W ten sposób Prawo było dla nich wychowawcą, a zarazem zapowiedzią tego, co miało nadejść.
                          • andrzej585858 Re: Rozważania 08.03.12, 14:47

                            Z Komentarza św. Hilarego, biskupa, do Księgi Psalmów - Ps 128,1-3





                            „Błogosławiony każdy, kto się boi Pana, który chodzi Jego drogami”.



                            Zauważmy, że ilekroć w Piśmie świętym jest mowa o bojaźni Pańskiej, zawsze podaje ono różne wyjaśnienia tłumaczące, na czym ona polega, jakie są jej źródła i jej doskonałość, aby w ten sposób doprowadzić nas do pełni wiary, i byśmy przez to zrozumieli to, co jest powiedziane w Księdze Przysłów:



                            „Jeśli nakłonisz ku mądrości swe ucho, nachylisz ku roztropności swe serce, jeśli poczniesz jej szukać jak dobra i pożądać jej będziesz jak skarbów, to zrozumiesz bojaźń Pana”



                            Rozważmy, jak stopniowo dochodzi się do tej bojaźni Pana. Trzeba więc najpierw wzywać mądrości i zgłębiać umysłem to, co powiedziano o niej w Piśmie. Trzeba poszukiwać mądrości i zastanawiać się nad nią, a wtedy zrozumie się, czym jest bojaźń Pańska. Różni się ona bowiem całkowicie od tego, co ludzie zazwyczaj łączą z pojęciem bojaźni.
                            Albowiem bojaźń w ludzkim zrozumieniu, to lęk człowieka obawiającego się w swej słabości, by go nie spotkało to, czego nie chce. Tego rodzaju lęk w nas powstaje i nas ogarnia, gdy mamy świadomość popełnionego zła, a także w obliczu silniejszego od nas i napaści przeciwnika, lub kiedy się obawiamy o nasze zdrowie, czy też gdy uciekamy przed dzikimi zwierzętami, i w ogóle przed wszystkim, co nam zagraża.

                            Tego rodzaju bojaźń jest nam wrodzona i nie ma potrzeby, aby nas o tym pouczano. Nie chodzi tu również o poznanie umysłowe, bo to wszystko, co nam zagraża, już samo przez się budzi w nas przestrach. Natomiast Pismo Święte tak mówi o bojaźni Pańskiej:



                            „Zbliżcie się, synowie, posłuchajcie, co mówię, będę was uczył bojaźni Pańskiej”.



                            A więc bojaźni Boga należy się uczyć, bo ta nauka jest nam podawana. Nie polega ona na przestrachu, lecz naukę o niej należy sobie przyswoić. Nie wypływa też ona z wrodzonego nam poczucia lęku, lecz rodzi się z zachowania przykazań, cnotliwego życia i poznania prawdy.

                            Nasza bojaźń Boga cała jest przepojona miłością, a lęk wtedy pierzcha, kiedy w pełni się miłuje. Miłość zaś ku Bogu polega na słuchaniu przykazań, przestrzeganiu praw i zawierzeniu obietnicom. Posłuchajmy raz jeszcze Pisma:



                            „A teraz, Izraelu, czego żąda od ciebie Pan, twój Bóg? Tylko tego, byś się bał swojego Boga, Pana; chodził wszystkimi Jego drogami; miłował Go; strzegł Jego poleceń i praw z całego swojego serca i z całej duszy swojej”.



                            Rozliczne są drogi Pana, jednakże On sam jest drogą. On sam tak mówi o sobie i podaje tego przyczynę:



                            „Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie”.



                            A więc należy szukać wielu dróg i wiele wytrwale rozważać, aby znaleźć tę jedną, która jest dobra. To znaczy, że przez różne pouczenia dochodzi się do tej jednej drogi, która prowadzi do życia wiecznego. Albowiem drogą jest i Prawo, i prorocy, i Ewangelia i pisma apostolskie, i postępowanie zgodne z przykazaniami. Błogosławieni są ci, którzy kroczą tymi drogami w bojaźni Boga.
                            • andrzej585858 Re: Rozważania 09.03.12, 13:08

                              Z Traktatu św. Ireneusza, biskupa: „Przeciw herezjom” - ks. 4,16,2-5


                              Księga Powtórzonego Prawa przytacza nam słowa Mojżesza wypowiedziane do ludu:



                              „Pan Bóg twój zawarł z wami przymierze na Horebie; Pan nie zawarł tego przymierza z waszymi ojcami, lecz z wami”..



                              Dlaczego więc nie zawarł przymierza z ich ojcami? Dlatego, że „Prawo nie jest przeznaczone dla sprawiedliwego”. Otóż ich ojcowie byli sprawiedliwi, i moc dekalogu była wypisana w ich sercach i duszach, albowiem miłowali Boga, który ich stworzył, i wstrzymywali się od wszelkiej niesprawiedliwości wobec bliźniego. Dlatego też nie trzeba było ich upominać dając im przykazania na piśmie, bo mieli sprawiedliwość Prawa w sobie. Ale ta sprawiedliwość i miłość ku Bogu poszły w zapomnienie i wygasły w Egipcie, więc trzeba było, aby Bóg, powodowany swoją wielką miłością do ludzi, dał im usłyszeć swój głos.

                              Wyprowadził więc swój lud z Egiptu wielką mocą, aby człowiek ponownie uczył się od Boga i szedł za Nim; i pokarał opornych, aby nie gardzili Tym, który ich stworzył. Nakarmił także lud manną i dał im ten pokarm duchowy zgodnie ze słowami Mojżesza:



                              „Żywił cię manną, której nie znałeś ani ty, ani twoi przodkowie, bo chciał ci dać poznać, że nie samym tylko chlebem żyje człowiek, ale wszystkim, co pochodzi z ust Pana”



                              Przykazał im również miłować Boga i zalecił sprawiedliwość wobec bliźniego, aby człowiek nie był niesprawiedliwy i niegodny Boga. W ten sposób Bóg, dając mu przykazania, przysposabiał człowieka do przyjaźni z Nim i do zgody z bliźnim. To wszystko przynosiło korzyść człowiekowi, Bóg zaś nie potrzebował korzyści z tego dla siebie. Czyniło to człowieka bogatym, bo dawało to, czego mu brakowało, to znaczy przyjaźń z Bogiem; Bogu zaś niczego nie przynosiło, gdyż Jemu nie brakowało miłości człowieka. Człowiekowi zaś brakowało chwały Bożej, a mógł ją osiągnąć tylko służąc Bogu. I dlatego znowu Mojżesz mówi:



                              Wybierajcie życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Boga, swego Pana, słuchając Jego głosu i lgnąc do Niego, bo w tym jest twoje życie i długie trwanie twego pobytu na ziemi”.



                              Aby przygotować człowieka do tego życia, sam Bóg wypowiedział do wszystkich słowa dekalogu. Także i dla nas są one trwałe, bo rozszerzone i wzmocnione przez przyjście Pana w ciele, ale nie uchylone. Ale przykazania dla poddanych Prawu były dane przez Mojżesza temu ludowi, gdyż były konieczne dla wychowania go, i dlatego Mojżesz rzekł do ludu:



                              „W tym czasie rozkazał mi Pan uczyć was praw i nakazów”.



                              Dlatego przykazania, które były im dane, aby służyli, zostały obalone jako znaki przez nowe przymierze wolności. Przykazania zaś oparte na naturze, wspólne dla wszystkich i odpowiadające ludziom wolnym, Bóg poszerzył i wzbogacił. Będąc hojny, dał ludziom poznać Boga jako Ojca i stać się Jego przybranymi dziećmi, miłować Go z całego serca i wiernie iść za Tym, który jest Jego Słowem.
                              • andrzej585858 Re: Rozważania 11.03.12, 08:36

                                Z Komentarza św. Augustyna, biskupa, do Ewangelii św. Jana - 15,10-12



                                „Nadeszła kobieta, by zaczerpnąć wody”. Ta kobieta jest obrazem Kościoła, który ma dostąpić usprawiedliwienia. Takie bowiem jest znaczenie wydarzenia opisanego w Ewangelii. Ta kobieta nie przeczuwa tego, co ją czeka; spotyka Jezusa, a On z nią rozmawia. Zastanówmy się nad tym opisem, rozważmy, czemu to „nadeszła kobieta z Samarii, by zaczerpnąć wody”. Otóż Samarytanie, jako cudzoziemcy, nie należeli do narodu żydowskiego. Samarytanka jest typem Kościoła powołanego spośród pogan, etnicznie obcych Żydom. Należy więc to do całości obrazu, że wywodzi się ona z plemienia, z którym Żydzi nie utrzymywali kontaktów.

                                Rozpoznajmy się więc i my w tej kobiecie z Samarii, usłyszmy w jej słowach nasz głos i przez jej usta składajmy Bogu dzięki za nas samych. Była ona tylko typem Kościoła, ale spełniła się w niej rzeczywistość Kościoła, bo uwierzyła w Jezusa i w ten sposób nasz Pan ukazał nam przez nią nasze własne powołanie. Samarytanka przyszła po prostu, by zaczerpnąć wody, tak jak jedna z wielu kobiet czy mężczyzn przychodzących w tym celu do studni.



                                „Jezus rzekł do niej: Daj Mi pić. Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta dla zakupienia żywności. Na to rzekła do Niego Samarytanka: Jakże Ty, będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym ci się dała napić? Żydzi bowiem nie utrzymują stosunków z Samarytanami



                                Oto co znaczyło być cudzoziemcem; Żydzi nie chcieli nawet posługiwać się ich naczyniami. Ta zaś kobieta przyniosła ze sobą naczynie na wodę, zdumiała się więc, że Żyd prosi ją o podanie mu wody, bo rzeczywiście ze strony Żyda było to czymś niesłychanym. Lecz Ten, który chciał się napić, był spragniony wiary tej kobiety.
                                Bo posłuchajmy tylko, co mówi Jezus:



                                „Odpowiedział jej na to: O, gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: Daj Mi pić, prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej”.



                                Jezus prosi o wodę i obiecuje wodę. Prosi jak ten, który chce ugasić pragnienie, a jest Tym, który zaspokaja pragnienie. „O, gdybyś znała dar Boży”, mówi. Dar Boży to Duch Święty. Ale o tym Jezus nie mówi jeszcze otwarcie, lecz stopniowo oświeca serce tej kobiety. Poucza ją łagodnie i z dobrocią:



                                „Gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: Daj Mi pić, prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej”.



                                O jakąż tu chodzi wodę, jeśli nie o tę, o której powiedziano: „W Tobie jest źródło życia”. Bo czyż mogą dłużej pragnąć ci, którzy „nasycą się obfitością domu Twojego?”

                                Duch Święty swoją mocą napełnia i syci człowieka, i to właśnie zapowiada Jezus owej kobiecie. Ta jednak niczego jeszcze nie pojmuje i mówi: „Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać”. Konieczność zmuszała ją do trudu czerpania wody, a jej słabe siły wzbraniały się przed tym wysiłkiem. O gdyby mogła pojąć te słowa Pana:



                                „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię!”



                                Bo Jezus to właśnie chciał jej powiedzieć, aby się już więcej nie trudziła. Ona jednak wciąż jeszcze nie pojmowała.
                                • andrzej585858 Re: Rozważania 12.03.12, 11:45

                                  Kazanie św. Bazylego Wielkiego, biskupa: „O pokorze” - homilia 20,3





                                  „Mędrzec niech się nie szczyci swą mądrością, siłacz niech się nie chełpi swoją siłą, ani bogaty niech się nie przechwala swym bogactwem”.



                                  Czym więc prawdziwie należy się szczycić i na czym polega wielkość człowieka?



                                  „Raczej kto chce się szczycić, niech się szczyci tym, że Mnie poznaje, iż jestem Panem”



                                  Wielkość człowieka, jego chwała i chluba, to poznać prawdziwą wielkość, do niej przylgnąć i szukać chwały u Pana chwały. Tak bowiem mówi Apostoł Paweł: „Ten, kto się chlubi, niech się chlubi w Panu”. I wyjaśnia: „Chrystus stał się dla nas mądrością od Boga, i sprawiedliwością i uświęceniem i odkupieniem, aby, jak to jest napisane, w Panu się chlubił ten, kto się chlubi”.
                                  A więc doskonałą i pełną chlubą w Bogu jest nie wynoszenie się z powodu swej sprawiedliwości, ale świadomość, że się nie posiada prawdziwej sprawiedliwości, jednakże jest się usprawiedliwionym dzięki wierze w Chrystusa. Paweł chlubi się właśnie tym, że gardzi swoją sprawiedliwością, a szuka tej sprawiedliwości, która pochodzi od Boga przez Jezusa Chrystusa i opiera się na wierze. Wierzy, aby poznać Jego i moc Jego zmartwychwstania, mieć udział w Jego cierpieniach, upodobnić się do Jego śmierci i ostatecznie dojść do pełnego powstania z martwych.

                                  Tu już musi ustąpić wszelka pyszna wyniosłość. Nie pozostawiono ci już niczego, z czego mógłbyś się szczycić, skoro twoją wielkością i nadzieją jest uśmiercenie wszystkiego, co twoje, i szukanie przyszłego życia w Chrystusie. Mając pierwociny tego życia, już w nim jesteśmy, żyjąc w łasce, która jest darem Boga. On jest w nas „sprawcą i chcenia i działania dla spełnienia Jego woli”. On też przeznaczył swoją mądrość ku naszej chwale J objawia ją przez swego Ducha. On również daje moc i siłę w trudach:



                                  „Pracowałem więcej od wszystkich, mówi Paweł, nie ja co prawda, lecz łaska Boża ze mną”.



                                  Bóg także wybawia z niebezpieczeństw wbrew wszelkiej ludzkiej nadziei:



                                  „W nas samych znaleźliśmy wyrok śmierci: aby nie ufać sobie samemu, lecz Bogu, który wskrzesza umarłych. On to ocalił nas tylekroć od śmierci i nadal ocali”.
                                  • andrzej585858 Re: Rozważania 13.03.12, 11:51

                                    Kazanie św. Piotra Chryzologa, biskupa - kazanie 43



                                    Modlitwa, post, miłosierdzie! Oto, bracia, dzięki tym trzem trwa wiara, sprawdza się pobożność, nie ginie cnota. To, o co prosi modlitwa, wyjedna post, a otrzyma miłosierdzie. Modlitwa, miłosierdzie i post tworzą jedno i wzajemnie się ożywiają.

                                    Post jest duszą modlitwy, a duszą postu jest miłosierdzie. Tych trzech rzeczy nikt nie rozłączy, bo są nieroz-dzielne. Jeżeli ktoś posiada tylko jedno z nich, albo nie posiada wszystkich trzech razem, nic nie posiada. A więc ten, kto się modli, niech pości; ten, kto pości, niech będzie miłosierny; niech otwiera swoje serce proszącemu ten, który prosząc pragnie być wysłuchany. Ten jest wysłuchany przez Boga, kto nie odrzuca proszącego.

                                    Poszczący niech zrozumie potrzebującego; niech wyczuje pragnącego ten, kto chce, aby Bóg wyczuł jego własne pragnienie; niech okaże miłosierdzie ten, kto wyczekuje miłosierdzia; poszukujący dobroci niech sam ją okazuje; niech wspiera ten, kto sam chce otrzymać wsparcie. Przewrotny jest ten, kto innym odmawia tego, o co sam prosi.

                                    O człowieku, bądź sam dla siebie miarą miłosierdzia, którego się spodziewasz! Tak jak chcesz otrzymać, i tyle, ile chcesz, i to jak najprędzej, w ten sam sposób i bez zwlekania, udzielaj innym miłosierdzia. A więc modlitwa, miłosierdzie i post wspólnie i razem orędują za nami u Boga; ich wstawiennictwo i prośba tworzą jedność, choć wyrażają się w trojaki sposób.

                                    Odzyskajmy więc postem to, co utraciliśmy przez zaniedbanie. Przez post składajmy nasze dusze Bogu w ofierze, dając Mu w ten sposób to, co jest najbardziej wartościowe. Świadczy o tym Psalmista, gdy mówi:



                                    „Moją ofiarą, Boże, jest duch skruszony; nie gardzisz, Boże, sercem skruszonym i pokornym”



                                    Ofiaruj więc Bogu twoją duszę i złóż Mu daninę postu, aby była czystą hostią, świętym darem, żywą ofiarą oddaną Bogu, a korzystną dla ciebie. I nie masz usprawiedliwienia, jeśli tego nie dasz Bogu, bo przecież zawsze możesz Mu dawać samego siebie. Aby jednak ten dar był przyjęty, musi mu towarzyszyć miłosierdzie, albowiem post nie owocuje, jeśli nie jest ożywiony miłosierdziem, gdyż zanika, gdy zanika miłosierdzie. Miłosierdzie jest dla postu tym, czym deszcz dla ziemi. Post jest uprawą dla serca i oczyszczeniem ciała; wykorzenia występki, a sieje cnoty. Jednakże bez użyźnienia miłosierdziem próżno będziesz szukać jego owoców.

                                    O ty, który pościsz! Twoje pole pozostaje jałowe, gdy nie owocuje miłosierdzie. Ale gdy zasiewasz miłosierdzie, twoje spichrze będą nim napełnione. Abyś więc nie utracił tego, co chcesz zachować dla siebie, dawaj, a będzie ci dane. Dając ubogiemu, dajesz samemu sobie; natomiast nie zachowasz dla siebie tego, czego nie chcesz udzielić drugiemu.
                                    • andrzej585858 Re: Rozważania 14.03.12, 09:38

                                      Z Księgi św. Teofila z Antiochii, biskupa: „Do Autolika” - ks. 1,2



                                      Jeżeli powiesz: „Pokaż mi twojego Boga”, odpowiem: Pokaż mi kim jesteś, a ja ci pokażę mego Boga. A więc pokaż, co widzi twój umysł i co słyszy twoje serce.

                                      Bo oczy ciała widzą to, co się dzieje w świecie nas otaczającym i rozróżniają rozmaite rzeczy, światło i ciemności, to, co białe, i to, co czarne, brzydotę i piękno, harmonię i nieład, to, co kształtne i niekształtne, nadmiary i braki. Również uszy chwytają tony wysokie, niskie i miłe. Otóż to samo da się powiedzieć o sercu i umyśle, aby mogły dosięgnąć Boga.

                                      Albowiem Bóg jest dostrzegalny dla tych, którzy są zdolni Go ujrzeć, to znaczy, których umysł jest na Niego otwarty. Wszyscy ludzie posiadają oczy, lecz u niektórych są one zaciemnione tak, że nie widzą światła Słonecznego. Stąd jednak, że niewidomi nie widzą, nie wynika bynajmniej, że słońce nie świeci, lecz tylko to, iż ich kalectwo nie dozwala im go ujrzeć. Tak też i spojrzenie umysłu może być zasnute ciemnością z powodu grzechów i złego postępowania. Otóż dusza człowieka powinna być tak czysta jak zwierciadło bez skazy. Gdy zwierciadło jest zamglone, człowiek nie obejrzy w nim swej twarzy; a gdy w kimś jest grzech, to nie będzie mógł ujrzeć Boga.

                                      Lecz jeśli chcesz, możesz być uzdrowiony. Pokaż się lekarzowi, a on przywróci tobie wzrok ducha i serca. Tym zaś lekarzem jest Bóg. On przez swoje Słowo i swoją mądrość stworzył wszystko, albowiem „przez słowo Pana powstały niebiosa, i wszystkie ich zastępy przez tchnienie ust Jego”. Jakże wielka jest Jego mądrość, bo



                                      „umocnił ziemię mądrością, niebiosa utwierdził rozumem, przez Jego wiedzę wytrysnęły odmęty, a rosę spuszczają obłoki”



                                      Jeśli to zrozumiesz, jeśli twoje życie jest czyste i święte, to możesz ujrzeć Boga. Lecz przede wszystkim niech w twoim sercu będzie wiara i bojaźń Boga, a wtedy zrozumiesz. Gdy złożysz to, co śmiertelne, i przyobleczesz się w nieśmiertelność, wtedy, ze względu na twe zasługi, ujrzysz Boga. Bóg wskrzesi cię do nieśmiertelności wraz z ciałem i duszą, a wtedy, stawszy się nieśmiertelnym, ujrzysz Nieśmiertelnego, jeżeli teraz Jemu uwierzysz.
                                      • andrzej585858 Re: Rozważania 15.03.12, 10:44
                                        Z Traktatu Tertuliana, kapłana: „O modlitwie” - rozdz. 28-29



                                        Modlitwa jest tą duchową daniną, która położyła kres dawnym ofiarom.



                                        „Co mi po mnóstwie waszych ofiar, mówi Pan. Syt jestem całopalenia kozłów i łoju i tłustych cielców, krew wołów i baranów Mi obrzydła. Kto tego żądał od was?”



                                        O tym, czego Bóg żądał, uczy nas Ewangelia.



                                        „Nadchodzi godzina, mówi Jezus, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie. Albowiem Bóg jest duchem”



                                        i żąda, aby w Duchu Go czczono. My więc jesteśmy prawdziwymi czcicielami i prawdziwymi kapłanami modlącymi się w duchu, i w duchu składającymi modlitwę w ofierze jako daninę właściwą Bogu i Jemu przyjemną, której poszukiwał i którą dla siebie przewidział.

                                        Taką ofiarę mamy przysposobić na ołtarz Boga, daną Mu z całego serca, karmioną wiarą, przygotowaną w prawdzie, bez skazy przez wyzbycie się grzechu, czystą dzięki naszej czystości, przyozdobioną w miłość. I mamy ją tam złożyć wśród bogactwa dobrych czynów, ze śpiewem psalmów i pieśni; ona zaś wszystko nam wyjedna u Boga. Bo czego może Bóg odmówić modlitwie płynącej z ducha i prawdy, skoro właśnie takiej wymaga? Czytamy i słyszymy, jak wielkie są dowody Jego mocy, i temu wierzymy.

                                        Modlitwa Starego Przymierza chroniła od ognia, dzikich zwierząt i głodu, a przecież nie była przekazana przez Chrystusa. O ileż więc potężniejsza jest modlitwa chrześcijanina! Nie zsyła ona anioła orzeźwienia w środek ognistych płomieni, nie zamyka paszczy srożących się lwów, nie przynosi głodnym pożywienia. Jej łaska nie uchyla odczuwania doznanych cierpień, ale cierpiących, zbolałych i smutnych uczy cierpliwości, i obdarza mocą, aby wiedziała wiara, co otrzyma od Boga, i zrozumiała, co musi wycierpieć dla Jego imienia. Ale modlitwa dawnych czasów sprowadzała także klęski, rozpraszała zastępy wrogów, wstrzymywała pożyteczne deszcze. Dzisiaj zaś modlitwa sprawiedliwego odwraca zagniewanie Boże, czuwa nad nieprzyjaciółmi, błaga za prześladowców. I cóż w tym dziwnego, że ta modlitwa potrafi wyjednać wody z nieba, skoro sprowadzała ogień na ziemię? Tylko modlitwa może zniewolić Boga. Ale Chrystus nie chce, by ją obracać ku złemu, lecz dał jej wszelką moc czynienia dobra.

                                        Niczego ona nie zna, jak tylko zawracanie dusz umarłych z dróg śmierci, obdarzanie siłą słabych, a chorych zdrowiem, wyzwalanie opętanych, otwieranie bramy więzień i przywracanie wolności niewinnym. Ona też obmywa winy, oddala pokusy, ucisza prześladowania, pociesza małodusznych, szlachetnych napełnia radością, prowadzi wędrowców, łagodzi wzburzone fale, zbójców napełnia grozą, żywi ubogich, kieruje bogatymi, podnosi upadłych, podtrzymuje padających i jest mocą dla stojących. Modlą się aniołowie, modli się wszelkie stworzenie, modli się bydło i dzikie zwierzęta, które zginają kolana, opuszczają swe obory i legowiska, i nie na próżno pysk swój wznoszą ku niebu i wołają tak, jak umieją. Także i ptaki wzlatują ze swych gniazd ku niebu i rozwijają skrzydła na kształt rąk rozkrzyżowanych, a ich śpiew jest czymś, co się zdaje modlitwą.

                                        Cóż jeszcze można powiedzieć o powinności modlitwy? Oto, że i sam Pan się modlił, któremu niech będzie chwała i moc po wszystkie wieki wieków.
                                        • andrzej585858 Re: Rozważania 16.03.12, 09:46
                                          Z Komentarza św. Grzegorza Wielkiego, papieża, do Księgi Hioba - ks. 13, 21.23



                                          Błogosławiony Hiob jest obrazem Kościoła. Jego głos jest czasem głosem Kościoła, czasem znów głosem Chrystusa. A gdy przemawia głosem członków Kościoła, to w jego słowach rozlega się z nagła głos Chrystusa. A mówi tak:



                                          „Rąk moich nie skalałem występkiem i moja modlitwa jest czysta”.



                                          Rąk swoich nie skalał występkiem Ten, który grzechu nie popełnił i w Jego ustach nie było podstępu, a jednak poniósł mękę krzyża dla naszego zbawienia. On jeden wzniósł ku Bogu modlitwę czystą, bo nawet wśród bólów męki modlił się za swoich prześladowców i prosił:



                                          „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”



                                          Jakaż modlitwa może być czystsza w słowie i myśli, gdy wzywa się miłosierdzia nawet dla tych, od których doznaje się cierpień? Toteż dzięki niej okrutni prześladowcy, którzy rozlali Krew Zbawiciela, pili ją później jako wierzący i wyznawali Go jako Syna Bożego. O tej Krwi słusznie powiedziano: „Ziemio, nie zakryj mej krwi, niech na tobie mój krzyk nie będzie zapomniany!” A człowiekowi grzesznemu powiedziano: „Ziemią jesteś i do ziemi powrócisz”.

                                          Ziemia zaś nie zakrywa Krwi naszego Zbawiciela, bo każdy grzesznik przyjmuje ją dla swego odkupienia, wyznaje i chwali Boga, i jak tylko może, mówi o tym swoim bliźnim. Nie zakrywa ziemia Krwi Zbawiciela, bo Kościół święty już we wszystkich częściach świata głosi tajemnicę naszego odkupienia.

                                          Dobrze zapamiętajmy te słowa: „Niech na ziemi mój krzyk nie będzie zapomniany!” Tym krzykiem naszego Odkupiciela jest Jego własna Krew. O tym mówi Paweł: „Pokropienie krwią, która przemawia mocniej niż krew Abla”. Otóż Pismo mówi o krwi Abla: „Krew twego brata głośno woła ku Mnie z ziemi”. Lecz Krew Jezusa przemawia mocniej niż krew Abla, albowiem ta krew wołała o śmierć bratobójcy, a Krew Pana wyjednała życie prześladowcom.

                                          Aby więc owocowała w nas tajemnica męki Pana, mamy naśladować to, co przyjmujemy i głosić innym to, co czcimy.

                                          Albowiem Jego krzyk będzie zapomniany na ziemi, jeśli język przemilczy to, w co wierzy umysł. Aby więc nie przebrzmiało w nas Jego wołanie, niech każdy, na ile go stać, głosi innym tajemnicę swojego odrodzenia.
                                          • andrzej585858 Re: Rozważania 17.03.12, 11:50

                                            Kazanie św. Grzegorza z Nazjanzu, biskupa, O miłości ubogich - kazanie 14,38,40





                                            "Błogosławieni miłosierni, mówi Chrystus, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”.



                                            Nie najmniejsze miejsce wśród błogosławieństw przypada miłosierdziu. Albowiem: „Błogosławiony ten, kto myśli o biednym nędzarzu”, oraz „Dobrze się wiedzie człowiekowi, który lituje się i pożycza”. Trzymajmy się tego błogosławieństwa, zasłużmy na miano ludzi wyrozumiałych, bądźmy współczujący.

                                            Niech nawet i noc nie będzie ci przeszkodą w okazywaniu miłosierdzia.



                                            „Nie mów bliźniemu: Przyjdź później, dam jutro”,



                                            lecz to, co zamierzasz, okaż od razu twoją dobroczynnością; albowiem tego jednego nie ścierpi miłosierdzie, a mianowicie odkładania na później.

                                            „Podziel się swym chlebem z głodnym, wprowadź do swego domu biednych i tułaczy”, a uczyń to chętnie i z radością. Bo „kto pełni uczynki miłosierdzia, niech to czyni ochoczo”, mówi Pismo Święte. W ten sposób, dzięki twojej gotowości, podwójny owoc przyniesie ci twoja dobroczynność. Albowiem to, co się czyni niechętnie i z przymusem, jest niewdzięczne i niepiękne.

                                            Należy się cieszyć, a nie smucić, gdy możemy komuś coś dobrego uczynić. Jeżeli „nie będziesz przebierał i wynajdywał przeszkody”, mówi Pismo święte, to znaczy jeśli nie okażesz się drobiazgowym sknerą, jeśli nie będziesz się zastanawiał i zrzędził, to zaistnieje coś wielkiego i godnego podziwu, a zapłata okaże się wielka i wspaniała.



                                            Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko zakwitnie twoje zdrowie”.



                                            A któż jest taki, kto by nie pragnął światłości i zdrowia? Jeżeli więc choć trochę zważacie na to, co mówię, wy, słudzy Chrystusa, Jego bracia i współdziedzice, to póki czas, Chrystusa odwiedzajmy, o Chrystusa miejmy staranie, Chrystusowi podajmy pokarm, Chrystusa odziewajmy, Chrystusa zapraszajmy, Chrystusa uczcijmy. I nie tylko stołem, jak niektórzy, ani wonnościami, jak Maria, czy też tylko grobowcem, jak Józef z Arymatei, ani tym, co potrzebne do pogrzebu, jak Nikodem, który jedynie połowicznie miłował Chrystusa, ani też złotem, kadzidłem i mirrą, jak to pierwsi uczynili Mędrcy ze Wschodu. Ale Pan wszechświata domaga się miłosierdzia raczej niż ofiary; ono zaś jest więcej warte niż krocie tłustych baranów. Okażmy Mu więc to miłosierdzie będąc miłosierni dla ubogich, którzy są dzisiaj wzgardzeni i odrzuceni; aby, kiedy stąd odejdziemy, przyjęli nas oni do wiecznych przybytków, w tymże Chrystusie, Panu naszym, któremu niech będzie chwała na wieki. Amen
                                            • andrzej585858 Re: Rozważania 18.03.12, 10:59

                                              Z Komentarza św. Augustyna, biskupa, do Ewangelii św. Jana - 34,8-9





                                              Nasz Pan mówi:



                                              „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia”



                                              Te słowa zawierają w sobie przykazanie i obietnice. Nie żądajmy bezwstydnie tego, co obiecuje, nie czyniąc tego, co nakazuje. Bo wtedy powie nam na sądzie: Czyś spełnił to, co przykazałem, skoro oczekujesz tego, co obiecałem? A cóż to nakazałeś, Panie, nasz Boże? To właśnie, com ci powiedział: abyś szedł za Mną. Pytałeś o życie. O jakie życie, jeśli nie o to, o którym powiedziano: ,,W Tobie jest źródło życia?”

                                              A więc uczyńmy to, co trzeba, pójdźmy za Panem, pozrywajmy więzy, które nas powstrzymują. Któż jednak zdoła je zerwać bez pomocy Tego, o którym napisano: „Tyś zerwał me kajdany?” Albowiem „Pan uwalnia jeńców, Pan podnosi pochylonych”. Ci zaś, którzy zostali oswobodzeni i podniesieni, idą za Tym, który jest światłością, bo słyszą Jego słowa:



                                              „Ja jestem światłością świata, kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności”



                                              Albowiem tylko Pan przywraca światło niewidzącym, darząc ich wiarą. Uzdrowił On niewidomego mieszając ziemię ze śliną i nakładając ją na jego oczy. A my, którzy wywodzimy się z Adama, też jesteśmy pozbawieni światła i potrzeba nam światłości, którą jest Chrystus. On zaś jest Tym, który zmieszał ślinę z ziemią, bo „Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas”. Czytamy również w Piśmie: „Prawda z ziemi wyrośnie”. Pan zaś mówi o sobie: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”.

                                              Prawdę posiądziemy wtedy, gdy będziemy oglądali Boga takim, jakim jest, bo i to zostało nam obiecane. Któż bowiem ośmieliłby się wyczekiwać czegoś, czego by sam Bóg w swej łaskawości nie zechciał obiecać i dać nam w nagrodę?

                                              W liście do Koryntian czytamy: „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz”. A w liście świętego Jana Apostoła:



                                              „Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy On się pojawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest”.



                                              Jakże wielka to obietnica! Jeśli więc miłujesz, pójdź. Miłuję, mówisz, ale którędy pójdę? Gdyby Pan, twój Bóg, powiedział ci: Ja jestem prawdą i życiem, to wtedy pragnąc tej prawdy i z całych sił pragnąc życia, na pewno szukałbyś drogi wiodącej do prawdy i do życia, i mówiłbyś sobie: Wielka to rzecz prawda, i wielka rzecz jest życie, obym tylko wiedział, jak je osiągnąć!

                                              Szukasz więc drogi? Posłuchaj przeto, co na pierwszym miejscu mówi ci Chrystus: „Ja jestem droga”. Zanim powie, dokąd masz iść, wskazuje, którędy iść trzeba: „Ja jestem droga”. Droga, ale dokąd? „Jestem i prawda i życie”. Najpierw więc mówi, którędy masz iść, potem zaś wskazuje, dokąd dojdziesz. „Ja jestem droga i prawda i życie”. Chrystus w łonie Ojca jest prawdą i życiem; stawszy się zaś ciałem, stał się i drogą.

                                              Nie zostało ci powiedziane: Trudź się szukając drogi wiodącej do prawdy i życia. Na pewno nie tak zostało ci powiedziane! Nie ociągaj się więc i powstań wreszcie! Ten, który jest drogą, sam przychodzi do ciebie i śpiącego budzi ze snu. Gdybyż tylko to! Rzekł ci przecież: Wstań i chodź.

                                              Może usiłowałeś już chodzić, a nie możesz, bo czujesz swój bezwład? Dlaczego czujesz się bezwładny? Czy może dlatego, że idąc za swoimi pożądaniami zaszedłeś na bezdroża? Ale Chrystus uzdrowił i tych, którzy nie chodzili.Mogę chodzić, lecz nie widzę drogi. Patrz: Chrystus oświecił i tych, którzy nie widzieli.
                                              • andrzej585858 Re: Rozważania 19.03.12, 09:51

                                                Kazanie świętego Bernardyna z Sieny O św. Józefie -



                                                Ogólna zasada szczególniejszych łask udzielanych człowiekowi jest następująca: gdy Boża Opatrzność chce kogoś obdarzyć jakąś wyjątkową łaską lub go wyróżnić wielką godnością, wtedy obsypuje go różnymi darami, które go zdobią i są potrzebne zarówno jemu samemu, jak i do spełnienia powierzonego mu zadania.

                                                Sprawdziło się to jak najbardziej na osobie świętego Józefa, przybranego ojca Pana Jezusa Chrystusa i rzeczywistego oblubieńca królowej świata i Pani Aniołów. Ojciec przedwieczny wybrał go na wiernego opiekuna i stróża najświętszych swoich skarbów, to znaczy swojego Syna oraz Matki-Dziewicy, które to zadanie św. Józef spełnił jak najwierniej. Dlatego też rzekł mu Pan:



                                                „Sługo dobry i wierny, wejdź do radości twego pana”



                                                Jeżeli przyrównać świętego Józefa do całego Kościoła Chrystusowego, to czyż nie jest on tym mężem szczególnie wybranym, przy którym i pod opieką którego spokojnie odbyły się narodziny Chrystusa dla świata? Jeśli więc cały Kościół święty Dziewicy Matce zawdzięcza Chrystusa, bo dzięki Niej Go otrzymał, to bez wątpienia zaraz po Niej świętemu Józefowi ma okazywać wdzięczność i szczególne nabożeństwo.

                                                Na nim kończy się stare Przymierze, w nim dostojeństwo patriarchów i proroków ogląda spełnienie obietnic. Albowiem jemu to zostało powierzone Dziecię, które za Bożą łaską oni zapowiadali. Tu na ziemi, Chrystus bez wątpienia okazywał mu synowskie przywiązanie, szacunek i wyróżnienie dla tak wielkiej jego godności; na pewno i w niebie tego mu nie odmówiła, a raczej dodał i dopełnił.

                                                A zatem nie bez powodu zostało powiedziane przez Pana: „wejdź do radości twego pana”. A chociaż radość wiekuistego szczęścia napełnia serce człowieka, jednakże Pan wolał powiedzieć: „wejdź do radości”. W ten sposób chciał niejako podkreślić to, że radość nie tylko jest w sercu człowieka, lecz zewsząd otacza go i przenika, pogrążając go jakby w niekończącym się bezmiarze wód.

                                                Pamiętaj więc o nas, błogosławiony Józefie, i prośbami twoich modlitw przyczyniaj się za nami u Twego przybranego Syna; zjednaj nam też błogosławioną Dziewicę, twoją Oblubienicę, a matkę Tego, który wraz z Ojcem i Duchem Świętym żyje i króluje przez nieskończone wieki. Amen.
                                                • andrzej585858 Re: Rozważania 20.03.12, 12:52
                                                  Kazanie św. Leona Wielkiego, papieża - Kazanie 10,3-5



                                                  W Ewangelii świętego Jana czytamy te słowa Jezusa:



                                                  „Po tym wszyscy poznają, że jesteście moimi uczniami, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”.



                                                  Ten sam Apostoł tak pisze w swoim liście:



                                                  „Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga, i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, gdyż Bóg jest miłością”



                                                  Niech przeto wierni badają swoje sumienie i poddają ścisłemu osądowi najtajniejsze dążenia serca; a gdy stwierdzą, że owocuje w nich miłość ku bliźnim, mogą być pewni, że Bóg przebywa w ich duszach. I niech jeszcze bardziej wytrwale oddają się dziełom miłosierdzia, aby Pan, który w nich przebywa, znalazł w nich tym godniej-sze dla siebie mieszkanie. Bóg jest miłością, a więc miłość nie może mieć granic, tak jak nie ma ich Bóstwo.

                                                  Nigdy nie należy zaniedbywać czynienia dobrze z miłości, lecz w szczególniejszy sposób skłaniają nas do tego dni bieżące. Jeśli więc pragniemy przeżyć Paschę Pana w uświęceniu duszy i ciała, to zabiegajmy usilnie o nabycie tej doskonałości, która zawiera w sobie wszystkie cnoty i zakrywa mnóstwo grzechów. Już wkrótce mamy uczcić tajemnicę największą ze wszystkich, dzięki której krew Jezusa Chrystusa zgładziła nasze występki. Niech więc przygotują nas do niej ofiary miłosierdzia. Doznaliśmy miłosierdzia od Boga pełnego dobroci, okażmy je przeto tym, którzy względem nas zawinili.

                                                  Bądźmy więc teraz bardziej niż zazwyczaj hojni wobec ubogich i wszelkiego rodzaju potrzebujących, bo wtedy z wielu ust popłyną podzięki składane Bogu, a wsparcie udzielone biednym uczyni bardziej skutecznymi nasze posty. Dobroć okazana Jego ubogim jest Panu milsza niż wszystko inne, bo w okazywanym przez nas miłosierdziu widzi On odbicie swojej własnej dobroci.

                                                  Nie obawiajmy się, że dając innym uszczuplimy nasze mienie. Dobroczynność jest już sama w sobie wielkim bogactwem i nie zbraknie nam środków do czynienia dobra tam, gdzie Chrystus przez nasze ręce żywi i sam jest żywiony w swoich ubogich. Działa tu ta sama ręka, która łamiąc chleb, podwaja go, a rozdając go, mnoży.

                                                  A więc niech każdy wspomaga potrzebujących bez żadnej obawy i z sercem radosnym, bo wtedy właśnie najwięcej otrzyma, gdy jak najmniej zachowa dla siebie. Stwierdza to Apostoł Paweł, kiedy mówi:



                                                  „Ten który daje nasienie siewcy, i chleba dostarczy ku pokrzepieniu, i ziarno rozmnoży, i zwiększy plon waszej sprawiedliwości”



                                                  w Chrystusie Jezusie, Panu naszym, który z Ojcem i Duchem Świętym żyje i króluje przez wszystkie wieki wieków. Amen.
                                                  • andrzej585858 Re: Rozważania 24.03.12, 12:00
                                                    Z Listów wielkanocnych św. Atanazego, biskupa - List 5,1-2



                                                    Jakże to piękne, moi bracia, gdy tak czcimy następujące po sobie święta i przechodząc od jednej do drugiej modlitwy, równocześnie przechodzimy od jednej do drugiej uroczystości. Oto nadeszły dni przynoszące nam odnowę, zwiastujące błogosławioną Paschę, podczas której Pan został złożony w ofierze. Daje nam ona pokarm życia, a Jego drogocenna krew jest źródłem naszej wciąż się odradzającej radości. A przecież wciąż jesteśmy spragnieni, wciąż łakniemy. On zaś jest przy tych, którzy pragną, i w swej łaskawości przybliża spragnionych do świątecznego dnia, bo sam powiedział: „Jeśli ktoś jest spragniony, niech przyjdzie do Mnie i pije”.

                                                    I nie tylko ten, który się zbliża, gasi pragnienie, lecz ilekroć ktoś prosi, jest mu natychmiast dane, by mógł dojść do Zbawiciela. Łaska tego święta nie jest ograniczona w czasie, a jego promienna jasność nie ma zmierzchu, lecz zawsze jest gotowa oświecać tych, którzy jej szukają. Dla tych zaś, którzy są już w światłości i dniem i nocą nie rozstają się z księgami Pisma, jest ona zawsze tajemną mocą. Dlatego psalm nazywa błogosławionym męża,



                                                    „który nie idzie za radą występnych, nie wchodzi na drogę grzeszników i nie zasiada w gronie szyderców, lecz w prawie Pańskim upodobał sobie i rozmyśla nad nim dniem i nocą”.



                                                    Bóg dał nam ten dzień święty i dozwolił, abyśmy co roku go obchodzili. On swojego Syna wydał na śmierć dla naszego zbawienia i dla tych samych powodów dozwala nam w swej łaskawości świętować rok po roku ten dzień uroczysty. Owo święto prowadzi nas przez przeciwności tego świata. Teraz Bóg nam daje radość zbawienia płynąca z tego dnia, gdy nas gromadzi w jedno, jednoczy w duchu i sprawia, że wspólnie się modlimy i wspólnie składamy dziękczynienie, jak to jest w zwyczaju czynić w dzień świąteczny. To właśnie jest cudem Jego dobroci: On sam gromadzi na obchód świąteczny tych, którzy byli daleko, i rozproszonych po świecie łączy w jedności wiary.
                                                  • andrzej585858 Re: Rozważania 26.03.12, 11:18

                                                    Z Listu świętego Leona Wielkiego, papieża, do Flawiana


                                                    Majestat się uniżył, moc oblekła się w słabość, odwieczny w śmiertelność; a dla uwolnienia nas z ciążącego na nas długu, natura niezmienna w sobie złączyła się z podległą cierpieniom, aby – wybierając najodpowiedniejszy dla nas środek zbawienia – „jeden i ten sam pośrednik między Bogiem a ludźmi” mógł umrzeć podług jednej, a nie mógł umrzeć podług drugiej z tych natur.

                                                    Więc Bóg narodził się w całkowitej i pełnej naturze prawdziwego człowieka, zachował bez uszczerbku całą Bożą naturę, a przyjął wszystkie przymioty naszej. Przymioty naszej natury są te, które Bóg jej nadał stwarzając człowieka u początku i które Chrystus przyjął, aby je nam przywrócić.

                                                    Albowiem w Zbawicielu nie było ani cienia z tego, co zwodziciel narzucił, a ku czemu człowiek zwiedziony się przychylił; podzielił z ludźmi wspólne im ograniczenia ludzkiej natury, ale nie uczestniczył w naszych przestępstwach. Przyjął postać sługi, ale nie brud grzechu, to co ludzkie uszlachetniając. Boskości nie umniejszając; zniżenie się do ludzi, ukazanie się niewidzialnego w ludzkiej postaci i to, że Stwórca i Pan wszechrzeczy raczył stać się jednym ze śmiertelnych, to wszystko było pochyleniem się ku nam miłosiernego Boga, nie zaś wyzbyciem się mocy. Ten, który będąc Bogiem uczynił człowieka, stawszy się sługą uczynił się człowiekiem.

                                                    Syn Boży zstępuje więc ze stolicy niebios, przychodzi na ziemskie padoły, nie opuszczając przy tym chwały Ojca, zrodzony w nowym stanie nowymi narodzinami. W nowym stanie, bo niewidzialny w swej naturze – staje się widzialnym w naszej; nieuchwytny pozwala się uchwycić; odwieczny – zaczyna istnieć w czasie, Pan wszechświata – przyjmuje postać sługi, przesłaniając bezmiar swego majestatu, Bóg, którego nic dosięgnąć nie może – nie wzbrania się być człowiekiem dosięgalnym, a nieśmiertelny – podlegać prawu śmierci.

                                                    Ten sam jest i prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem: a w tym zjednoczeniu nie ma żadnej złudy, gdy razem współistnieją znikomość człowiecza i wzniosłość Bóstwa. Bóg nic nie traci ze swego okazując zmiłowanie, a wszystko co człowiecze nie znika w tym wywyższeniu. Każda z przenikających się wzajemnie natur działa w swoim porządku: Słowo działa wedle swej natury, a natura ludzka wedle tego, co jej własne. Jedna jaśnieje cudami, druga podlega zniewagom. I jak Słowo nie traci chwały, którą posiada wraz z Ojcem, tak też i ciało pozostaje w porządku swej natury.

                                                    Albowiem zawsze należy to podkreślać, że jeden i ten sam jest prawdziwie Synem Bożym i prawdziwie synem człowieczym. Jest Bogiem, ponieważ „na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo”. Jest człowiekiem, ponieważ „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas”.
                                                  • andrzej585858 Re: Rozważania 27.03.12, 12:36

                                                    Kazanie św. Leona Wielkiego, papieża, „O Męce Pańskiej” - 8,6-8



                                                    Oświecony przez Ducha prawdy, niechaj nasz umysł przyjmie w czystości i wolności serca chwałę krzyża jaśniejącą w niebie i na ziemi. Niech nam będzie dane pojąć całą głębię słów wypowiedzianych przez Pana w obliczu Jego męki: „Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy”, oraz tego, co dodaje zaraz potem:



                                                    „Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Nie, właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, uwielbij imię Twoje”.



                                                    A kiedy rozległ się z nieba głos Ojca: „I uwielbiłem, i znowu uwielbię”, Jezus zwrócił się do otaczających Go i powiedział:



                                                    „Głos ten rozległ się nie ze względu na Mnie, ale ze względu na was. Teraz odbywa Slć! sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony. A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich ku sobie”.



                                                    O cudowna potęgo krzyża! O niewysłowiona chwało męki! w Tobie trybunał Pański, w tobie sąd nad światem, w tobie władcza moc Ukrzyżowanego! Wszystko bowiem, tanie, przyciągnąłeś ku sobie, i teraz wszystkie narody świata wielbią Cię i hołd Ci składają, bo zostało ujawnione i spełnione misterium, które przedtem dokonywało się w jednej tylko świątyni Judei i było zaledwie obrazem tego, co miało nadejść. A teraz i stan lewitów jest bardziej znamienity, i większa jest godność prezbiterów, i świętsze namaszczćnie kapłanów, bo Twój krzyż jest źródłem wszystkich błogosławieństw i przyczyną wszelkich łask. Przez krzyż doskonali się w słabości moc wierzących, wzgarda przemienia się w chwałę, a śmierć w życie. Teraz ustały przeróżne ofiary składane ze zwierząt, a ich miejsce zajęła jedna tylko ofiara Ciała i Krwi Twojej, bo Ty jeden jesteś prawdziwym barankiem Bożym, który gładzi grzech świata. W Tobie spełniają się wszystkie zapowiedzi i znaki, i w Tobie wszystkie narody mają się stać jednym królestwem, podobnie jak wszystkie ofiary ustąpiły przed jedną tylko ofiarą.

                                                    Z głębokim więc przekonaniem wyznawajmy to, czemu Apostoł Paweł, nauczyciel narodów, dał tak wspaniały wyraz w tych słowach:



                                                    „Nauka ta zasługująca na wiarę i godna całkowitego uznania, że Chrystus Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników”.



                                                    Miłosierdzie Boże wobec nas dlatego jest tak cudowne, że Chrystus oddał swe życie nie za sprawiedliwych, nie za świętych, lecz za występnych i grzesznych. Żądło śmierci nie mogło dosięgnąć Bóstwa, więc przez wcielenie Pan przyjął taką naturę, którą by mógł złożyć w ofierze. Przepowiedział to już niegdyś ustami proroka Ozea-sza, że potęga Jego śmierci stanie się zagrożeniem naszej śmierci: „O śmierci, stanę się twoją śmiercią; twoją zgubą będę, Otchłani!” Chrystus umierając poddał się prawom królestwa śmierci, lecz obalił je przez zmartwychwstanie. Odtąd śmierć, której panowanie było wieczne, pozostała tylko w doczesności.



                                                    „A jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni”.
                                                  • andrzej585858 Re: Rozważania 28.03.12, 10:15

                                                    Z Komentarza św. Augustyna, biskupa, do psalmu osiemdziesiątego szóstego



                                                    Słowo swoje, przez które Bóg wszystko uczynił, dał ludziom jako ich Głowę i dar najwyższy, oni zaś mieli stać się Jego członkami. Syn Boży jest więc zarazem i Synem Człowieczym; jednym Bogiem wraz z Ojcem, jednym człowiekiem wraz z ludźmi. Gdy wznosimy nasze błagalne modły do Boga, nie oddzielamy Syna od Ojca, a kiedy się modlimy jako Ciało Syna, niech się ono nie oddziela od swojej Głowy. Jeden jest tylko Zbawiciel swojego Ciała, nasz Pan, Jezus Chrystus, Syn Boży. On modli się za nas, modli się w nas, do Niego my się modlimy. Modli się za nas jako nasz kapłan; w nas się modli jako nasza Głowa; do Niego zanosimy modlitwy jako do naszego Boga.

                                                    Rozpoznajmy więc i nasze głosy w Jego wołaniu, a Jego głos w naszym wołaniu. Zwłaszcza, gdy w pismach proroków jest mowa o uniżeniu się Jezusa Chrystusa, które nam się wydaje niegodne Boga, nie wahajmy się odnieść je do Tego, który nie zawahał się stać jednym z nas. Wszystko jest Mu poddane, bo wszystko jest przez Niego stworzone.

                                                    Wpatrujmy się w majestat Jego Bóstwa, słuchajmy tego, co o Nim zostało powiedziane:



                                                    „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało”.



                                                    Widzimy Syna, którego Boży majestat przewyższa wszystko i wznosi się ponad całą chwałę stworzenia, a równocześnie Pismo święte ukazuje Go nam pogrążonego w udręce, modlącego się i sławiącego Ojca. Trudno nam w to uwierzyć, bo nasz umysł, jeszcze olśniony blaskiem Jego Bóstwa, wzdraga się dopuścić do siebie myśl o takim poniżeniu. Obawiamy się, jeśli tak można powiedzieć, przynieść ujmę Synowi Bożemu słysząc z Jego ust te same słowa, które my kierujemy do Niego, gdy się do Niego zwracamy jako do Boga. I dlatego wahamy się i nie wiemy, co o tym sądzić; a kiedy badamy Pismo, niczego tam innego nie znajdujemy, jak tylko to, że trzeba uciec się do Pana i nigdy się od Niego nie oddalać.

                                                    Obudźmy się, otrząśnijmy się ze snu i niech nasza wiara będzie czujna. Niechże ona dojrzy, że Pan, którego widzieliśmy jako Boga, przyjął postać sługi, stał się podobny do ludzi, i jako jeden z nich uniżył samego siebie i stał się posłuszny aż do śmierci, a wisząc na krzyżu żalił się słowami psalmu:



                                                    „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił”.



                                                    Modlimy się przeto do Chrystusa jako do Boga, On zaś modli się jako człowiek. W pierwszym wypadku chodzi o Boga, w drugim występuje On jako sługa. Albowiem przyjął On naturę ludzką, podlegającą zmianom, aczkolwiek przez to sam nie doznał żadnej zmiany. My wraz z Nim tworzymy jedno; On jest Głową, my Jego Ciałem. Modlimy się więc do Niego. Modlimy się przez Niego i w Nim. Zanosimy nasze prośby razem z Nim, a On modli się w nas.
                                                  • andrzej585858 Re: Rozważania 29.03.12, 09:01

                                                    Z Konstytucji dogmatycznej Drugiego Soboru Watykańskiego o Kościele „Światłość narodów”



                                                    „Oto dni nadchodzą, mówi Pan, a zawrę z domem izraelskim i z domem judzkim przymierze nowe… Umieszczę swe Prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu. Będę ich Bogiem, oni zaś będą Mi ludem… Wszyscy bowiem od najmniejszego do największego poznają Mnie”.



                                                    Chrystus ustanowił to nowe przymierze, a mianowicie nowy testament we krwi swojej, powołując spośród Żydów i pogan lud, który nie wedle ciała, lecz dzięki Duchowi zróść się miał w jedno i być nowym ludem Bożym. Albowiem wierzący w Chrystusa, odrodzeni nie z nasienia skazitelnego, lecz z nieskazitelnego przez słowo Boga żywego, nie z ciała, lecz z wody i Ducha Świętego, ustanawiani są w końcu



                                                    „rodzajem wybranym, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem nabytym… co niegdyś nie był ludem, teraz zaś jest ludem Bożym”



                                                    Lud ów mesjaniczny ma za głowę Chrystusa, „który został wydany za nasze grzechy i zmartwychwstał dla naszego usprawiedliwienia”, a teraz, posiadłszy imię, które jest ponad wszelkie imię, chwalebnie panuje w niebie. Udziałem tego ludu stała się godność i wolność synów Bożych, w których sercach Duch Święty mieszka jak w świątyni. Prawem jego stało się przykazanie nowe miłowania, jak Chrystus nas umiłował. Celem jego wreszcie – królestwo Boże, zapoczątkowane na ziemi przez samego Boga i mające się dalej rozszerzać, aż na końcu wieków dopełnione zostanie również przez Boga, gdy objawi się Chrystus, życie nasze, a



                                                    „samo stworzenie zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych”.



                                                    Toteż ów lud mesjaniczny, choć nie obejmuje aktualnie wszystkich ludzi, a nieraz nawet okazuje się małą trzódką, jest przecież potężnym zalążkiem jedności, nadziei i zbawienia dla całego rodzaju ludzkiego. Ustanowiony przez Chrystusa dla wspólnoty życia, miłości i prawdy, używany jest również przez Niego za narzędzie zbawienia wszystkich i posłany jest do całego świata jako światłość świata oraz sól ziemi.

                                                    A jak Izrael wedle ciała, wędrujący przez pustynię, nazwany już jest Kościołem Bożym, tak nowy Izrael, który żyjąc w doczesności, szuka przyszłego i trwałego miasta, również nazywa się Kościołem Chrystusowym, jako że Chrystus nabył go za cenę swojej krwi, napełnił go swoim Duchem i wyposażył w stosowne środki widzialnego i społecznego zjednoczenia. Bóg powołał zgromadzenie tych, co z wiarą spoglądają na Jezusa, sprawcę zbawienia i źródło pokoju oraz jedności, i ustanowił Kościołem, aby ten Kościół był dla wszystkich razem i dla każdego z osobna widzialnym sakramentem owej zbawczej jedności.
                                                  • andrzej585858 Re: Rozważania 31.03.12, 14:44
                                                    Kazanie św. Grzegorza z Nazjanzu, biskupa - 45,23-24



                                                    Będziemy więc uczestnikami Paschy, chociaż jeszcze w jej wyobrażeniu, to jednak bardziej wyraziście niż za dawnego Przymierza. Tamta Pascha, odważę się to powiedzieć, była tylko niewyraźnym obrazem naszej Paschy. Ale i w tej obecnej będziemy uczestniczyli w pełni i wyraziście wtedy, gdy Chrystus, Słowo Boże, będzie ją spożywał z nami w królestwie Ojca. Wtedy ukaże nam rzeczywistość, którą dzisiaj poznajemy tylko częściowo i o niej nas pouczy. A będzie to nowa Pascha, ponieważ zawsze pozostaje nowe to, co dzisiaj poznajemy. My więc starajmy się zrozumieć jej istotę. Poucza nas Chrystus, Słowo Boże, a jego nauka jest pokarmem, którym nas karmi.

                                                    Bądźmy więc już teraz uczestnikami Przymierza, według Ewangelii, a nie według litery słowa; w pełni, a nie na sposób niedoskonały; na wieczność, a nie tylko w czasie. Naszym życiem jest nie Jeruzalem tej ziemi, lecz ojczyzna niebios; nie to miasto deptane obecnie zastępami wojsk, lecz to, które wysławiają chóry anielskie.

                                                    Na ołtarzu niebiańskich wyżyn i pośród ich mieszkańców składamy Bogu w darze ofiarę chwały, a nie młode cielce czy baranki, które są daniną martwą i pozbawioną uczucia. Uchylmy pierwszą zasłonę, wejdźmy w drugą, spójrzmy na miejsce Świętego Świętych. Powiem i więcej: siebie złóżmy w ofierze Bogu, składajmy ją codziennie i bezustannie. Czyńmy, co powiedziano; swoimi cierpieniami bierzmy w siebie Jego cierpienia; krwią uczcijmy Jego krew; z radością dajmy się wynieść na krzyż.

                                                    Jeśli jesteś Szymonem z Cyreny, weź krzyż i nieś go za Nim. Jeśli jesteś jak ten łotr razem z Nim przybity do Krzyża, miej Jego rozeznanie i w Ukrzyżowanym uznaj Boga- On z powodu ciebie i twojego grzechu został zaliczony do przestępców; ty ze względu na Niego przyjmij Jego sprawiedliwość. Uczcij Tego, który dla ciebie zawisł na krzyżu, i razem z Nim do krzyża przybity, wyciągnij z tego korzyść dla siebie: śmiercią zdobądź zbawienie, z Jezusem wejdź do raju i przypatrz się temu, coś utracił.

                                                    Wpatruj się w jego piękno, a urągającemu łotrowi daj umrzeć na zewnątrz razem z jego urąganiem. Jak Józef z Arymatei zażądaj wydania ciała od tego, który ukrzyżował, i niech stanie się ono twoją własnością, ono, które przyniosło oczyszczenie świata. Jak Nikodem, w godzinach nocnych szukający Boga, przynieś do grobu wonności i nimi namaść Jego Ciało. A jeśli jesteś Marią, czy ową drugą Marią albo Salome lub Joanną, przyjdź płakać u grobu przed brzaskiem jutrzenki. Uczyń tak, aby dane ci było ujrzeć przed innymi odwalony kamień, a może też i aniołów, a nawet samego Jezusa.
                                                  • andrzej585858 Re: Rozważania 02.04.12, 08:11

                                                    Kazanie św. Augustyna, biskupa


                                                    Męka naszego Pana i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, jest zadatkiem chwały i pouczeniem w cierpieniu. Zaiste, wielkich rzeczy mogą oczekiwać serca wiernych od Boga łaski, skoro nie dość było, że Jego Syn Jednorodzony i współwieczny Ojcu narodził się jako człowiek i z Matki wziął poczęcie, ale i z ręki ludzi, których stworzył, zechciał śmierć ponieść.

                                                    Wielkie są obietnice, które Pan obiecał spełnić dla nas w przyszłości, lecz o wiele większe jest dzieło dla nas dokonane, którego pamiątkę czcimy obecnie. Gdzież byli, albo czym byli ludzie, gdy Chrystus umierał za nich, bezbożnych? Któż mógłby wątpić, że On da świętym swoje życie, gdy już dał za nich swoją śmierć? Czemuż to marność ludzka się ociąga i nie daje wiary temu, co ma się spełnić, czyli przyszłemu życiu ludzi z Bogiem? O wiele bardziej jest nieprawdopodobne to, co się już stało, a mianowicie, że Bóg umarł za ludzi.

                                                    Albowiem kim jest Chrystus, jeśli nie tym Słowem, które „byto na początku, i było u Boga, i Bogiem było?” To właśnie Słowo Boga „stało się ciałem i zamieszkało wśród nas”. On, który nie podlegał śmierci, przyjął od nas śmiertelne ciało, aby w nim mógł umrzeć za nas. Tak mógł umrzeć Nieśmiertelny, tak zechciał dać życie śmiertelnym, a w przyszłości uczynić swoimi uczestnikami tych, w których życiu sam najpierw uczestniczył. My nie mieliśmy w sobie źródła życia, w Nim zaś nie było zaczynu śmierci. Dokonał więc między sobą a nami przedziwnej wymiany: wziął od nas ciało noszące w sobie posiew śmierci, w nas zaś zaszczepił pierwiastek swojego życia.

                                                    Nie wypierajmy się więc śmierci Pana i Boga naszego, wręcz przeciwnie, niech ona się stanie dla nas ufnością i chwałą. Albowiem przyjął On śmierć, która była naszym udziałem, a w zamian, On, który jest wierny, obiecał nam dać udział w swoim życiu, którego nie moglibyśmy posiąść o własnych siłach.

                                                    On, bezgrzeszny, tak bardzo nas ukochał, że zechciał odcierpieć za grzeszników karę im należną. Jakże więc, Ten, który usprawiedliwia, nie dałby tego, co obiecał? Jakże nie obdarzy nagrodą świętych Ten, który obiecuje w prawdzie, i który niewinny poniósł karę występnych? Przeto, bracia, wyznawajmy odważnie Chrystusa za nas ukrzyżowanego i przyznawajmy się do Niego. Wyznajmy Go nie z lękiem, lecz z radością; nie z ociąganiem, lecz jako znajdujący w Nim swoją chwałę.

                                                    Ujrzał Go Apostoł Paweł i uważał to za tytuł do swej chwały. Wypowiedział on o Chrystusie wiele wielkich i Bożych prawd, ale tytułem chwały nie były dla niego cudowne czyny Chrystusa; nie to, że będąc u Ojca, jako Bóg stworzył świat, i nie to, że będąc wśród nas jako człowiek, rozkazywał żywiołom. Ale powiedział:



                                                    „Nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa”
                                                  • andrzej585858 Re: Rozważania 03.04.12, 16:49

                                                    Z Dzieła św. Bazylego, biskupa: „O Duchu Świętym” - rozdz. 15,35




                                                    Plan Boga i Zbawiciela naszego polega na podniesieniu ludzi z upadku i przywróceniu im przyjaźni z Bogiem, utraconej wtedy, gdy przez nieposłuszeństwo człowiek Mu się przeciwstawił. Dlatego Chrystus przyszedł na świat w ludzkiej postaci, pozostawił nam przykład swojego życia opisany w Ewangelii, poniósł mękę i krzyż, został złożony do grobu i zmartwychwstał. W ten sposób człowiek, zbawiony, może dzięki naśladowaniu Chrystusa odzyskać swój pierwotny stan dziecka Bożego. Doskonałość życia jest więc naśladowaniem Chrystusa; nie tylko przykładu łagodności, jaki nam pozostawił, a także pokory i cierpliwości, gdy przebywał z nami na tej ziemi; ale upodobnieniem się do Jego śmierci, jak mówi Paweł, naśladowca Chrystusa:



                                                    „w nadziei, że upodobniając się do Jego śmierci, dojdę do pełnego powstania z martwych”.



                                                    Ale w jaki sposób mamy przejść przez śmierć podobną do Jego śmierci? Przyjmując chrzest zanurzający nas w tę śmierć. Jakże jednak się w nią zanurzyć i jaki ma być owoc tego upodobnienia? Najpierw trzeba, byśmy zerwali z naszym dotychczasowym życiem. Nie jest to możliwe bez powtórnego narodzenia się, a stwierdzają to własne słowa Pana; albowiem odrodzenie, jak samo słowo na to wskazuje, jest początkiem innego życia. Dlatego, zanim się je rozpocznie, trzeba położyć kres poprzedniemu. W podwójnym okrążeniu stadionu biegacze zatrzymują się na chwilę, aby zaczerpnąć oddechu, zanim podobnie wystartują na bieżni. Tak też przy przejściu do nowego życia trzeba było, aby śmierć stanowiła przedział między życiem poprzednim i tym, które ma się rozpocząć.

                                                    Naszym więc zejściem do otchłani będzie zanurzenie się w wodach chrzcielnych upodobniających złożenie Chrystusa do grobu. Ciała chrzczonych są wtedy niejako pogrzebane w wodzie. A więc chrzest oznacza pogrzebanie uczynków ciała. Apostoł Paweł tak o tym mówi:



                                                    „Otrzymaliście obrzezanie nie z ręki ludzkiej, lecz Chrystusowe obrzezanie, polegające na zupełnym wyzuciu się ciała grzesznego, jako razem z Nim pogrzebani w chrzcie”.



                                                    Chrzest jest więc obmyciem duszy ze skazy pożądań ciała, stosownie do tego, co jest napisane: „Obmyjesz mnie, a nad śnieg wybieleję”. Dla nas przeto istnieje tylko jeden zbawienny chrzest, tak jak jedna jest tylko śmierć, która przyniosła odkupienie świata, i jak jedno tylko jest zmartwychwstanie, których chrzest jest obrazem.
                                                  • andrzej585858 Re: Rozważania 04.04.12, 12:30

                                                    Z Komentarza św. Augustyna, biskupa, do Ewangelii św. Jana - 84,1-2



                                                    Pełnię miłowania, jakim się mamy wzajemnie miłować, Pan określił słowami:



                                                    „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”



                                                    Wniosek, który z tych słów wypływa, podaje w swoim liście święty Jan ewangelista:



                                                    „Chrystus oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci”.



                                                    To znaczy miłować się wzajemnie tak, jak nas umiłował Pan, który oddał za nas swoje życie. Czytamy w Księdze Przysłów:



                                                    „Gdy z możnym zasiądziesz do stołu, pilnie uważaj, co masz przed sobą; podobnie uczyń i ty, wiedząc, że masz przygotować to samo”.



                                                    Jakiż to stół możnego? Czyż nie ten właśnie, przy którym pożywamy Ciało i Krew Tego, który oddał swe życie za nas? A co znaczy zasiąść przy tym stole, jeśli nie to, że należy się zbliżać do niego w pokorze? A zwracać pilną uwagę na to, co się ma przed sobą, oznacza rozważanie tak wielkiej łaski. Postąpić zaś podobnie i przygotować to samo, znaczy, jak już mówiłem, że tak jak Chrystus oddał za nas swe życie, tak i my mamy oddawać swoje życie za braci. Tak bowiem powiedział Piotr Apostoł: „Chrystus cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za nim Jego śladami”. Na tym właśnie polega przygotowanie tego samego. Tak postąpili męczennicy płonący miłością do Niego. Jeżeli mamy czcić ich pamięć i jeśli przystępujemy do stołu Pańskiego, aby tak jak oni nasycić się tym, co przed nami postawiono, trzeba nam przygotować to, co i oni przygotowali.

                                                    Przy stole Pańskim nie modlimy się za męczenników oraz innych spoczywających już w pokoju, lecz raczej błagamy, aby oni wyjednali nam siłę pójścia ich śladami. Oni dopełnili przykazania tej miłości, od której nie ma większej, wedle słów samego Pana. Albowiem okazali swoim braciom to świadectwo miłości, które przyjęli u stołu Pańskiego.

                                                    Nie wynika jednak z tego, byśmy mogli mniemać, że dorównamy Chrystusowi Panu, jeśli dla Jego istnienia posuniemy się aż do przelania naszej krwi męczeńskiej. On miał moc oddać swe życie i znów je odzyskać, lecz przedłużenie naszego życia nie leży w naszej mocy, a umrzeć musimy, choćbyśmy nawet nie chcieli tego. On, umierając, swoją śmiercią zniweczył śmierć naszą; my zaś w Jego śmierci zostajemy od niej uwolnieni. Jego ciało nie ulegnie skażeniu, a nasze rozpadnie się, lecz przy końcu świata, za Jego sprawą, powstanie nieskażone. On nas nie potrzebował, aby nas zbawić, ale my bez Niego nic uczynić nie możemy. On dla nas, latorośli, jest winnym krzewem, a my poza Nim nie możemy mieć życia.

                                                    Wreszcie, nawet jeśli bracia mogą umierać za braci, to jednak krew męczennika nie przynosi im odpuszczenia grzechów, a tego właśnie dokonał Pan. Nie możemy powtórzyć tego czynu, lecz za taką łaskę należy się nasze dziękczynienie. A męczennicy, którzy przelali swoją krew za braci, dali to, co sami otrzymali ze stołu Pańskiego. A więc miłujmy się wzajemnie, jak Chrystus nas umiłował i wydał za nas siebie samego
                                                  • andrzej585858 Re: Rozważania 05.04.12, 17:44
                                                    Homilia paschalna Melitona z Sardes, biskupa



                                                    Liczne były wypowiedzi proroków dotyczące misterium paschalnego, którym jest Chrystus.„Jemu niech będzie chwała na wieki wieków, amen”. On przyszedł z niebios na ziemię dla człowieka pogrążonego w niedoli. Wziął ludzką naturę w łonie Dziewicy i stał się człowiekiem. Dzięki ciału podlegającemu cierpieniom wziął na siebie wszystkie ludzkie słabości i zniweczył w sobie jego pożądliwość, a mocą ducha, do którego śmierć nie miała dostępu, zgładził śmierć ludobójczą.

                                                    Powiedli Go na zagładę jak baranka i jak owcę wydali na stracenie, ale On, tak jak niegdyś z Egiptu, wykupił nas z poddaństwa świata, i tak jak z ręki faraona, tak też wyzwolił nas z przemocy szatana; nasze dusze naznaczył swoim Duchem Świętym, a nasze ciała krwią swoją.

                                                    On to pozostawił śmierć bezradną i diabła napełnił żalem tak, jak niegdyś Mojżesz faraona. On obalił przewrotnych wrogów razem z ich nieprawością i obezwładnił ich tak, jak Mojżesz całą potęgę Egiptu.

                                                    On jest tym, który nas przeprowadził z niewoli do wolności, z mroków do światła, ze śmierci do życia, z ucisku tyrana do wiecznego królestwa, i uczynił nas nowymi kapłanami, ludem wybranym i wiecznym. On jest Paschą naszego zbawienia. To On w wielu wycierpiał wiele: zabity w Ablu, spętany w Izaaku, tułający się w Jakubie, sprzedany w Józefie, wystawiony na zgubę w Mojżeszu, zabity w baranku, prześladowany w Dawidzie i znieważony w prorokach.

                                                    To On przyjął ciało z Dziewicy, zawisł na krzyżu, złożony był w grobie, a powstawszy z martwych wstąpił na wysokości niebios. To On jest barankiem, który nie wydał głosu i został zabity. Przyszedł na świat z Maryi, owieczki bez zmazy; wybrany spośród owczarni i powiedziony na zagładę, ku wieczorowi został złożony w ofierze i pogrzebany wśród nocy. Ale na krzyżu nie połamano Jego kości, a Jego ciało złożone w ziemi nie doznało skażenia. On to powstał z martwych i wskrzesił człowieka z grobu, w którym pozostawał.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka