Wiosna w pełni, a właściwie już niedługo lato. Mam to szczęście że mieszkam praktycznie nad jeziorem, wokół pełno zieleni i kukułek które budzą mnie rano

)) Z okna widzę łabędzie z piskletami a obok nich kaczki troskliwie opiekujące się swoimi pociechami. I tak sobie myślę wtedy że rację mieli średniowieczni mnisi którzy budowali swoje pustelnie a potem klasztory tam gdzie jest po prostu pięknie. Tam, gdzie przyroda śpiewa hymn na cześć swojego Stwórcy.
Nic więc dziwnego że św. Patryk na pytanie córek króla Loeguire: "Kim jest ów bóg, gdzie przebywa i czym jest bogiem? Gdzie jest jego siedziba?' odpowiada w ten sposób:
Nasz Bóg jest Bogiem wszystkich ludzi, Bogiem nieba i ziemi, morza i rzek, Bogiem slońca i księżyca oraz wszystkich gwiazd... Napełnia i ożywia świat swoim tchnieniem, jest ponad wszystkim i wszystko utrzymuje". - Tirechan, "Żywot św. Patryka" 26 w: Żródła Monastyczne t. 29, Tyniec 2003, s. 171
To tylko fragment z dłuzszej wypowiedzi apostoła Irlandii. Irlandia, wyspa mnichów ktorzy "uratowali Europę". Stworzyli niezwykły w swoim ascetyzmie a jednocześnie tak pełny milości do otaczających ich przyrody, model życia monastycznego. Może dlatego że krajobraz Irlandii pełny łagodnych barw urzekał ich polifonią barw? Ci szukający oderwania od świata, niezwykle surowi w swoim ascetyzmie mnisi zywili jednocześnie głęboki podziw dla świata materialnego, podziwiali jego naturalne piękno, widząc w nim manifestację Bożej potegi i miłości. Przyroda była dla nich swoistą teofanią.
Można powiedzieć że ten podziw irlandzkich eremitów dla przyrody może się wręcz wydawać bliski panteizmowi. W końcu byli oni potomkami celtyckich druidów żywiących dla sił przyrody stosunek wręcz religijny. To dziedzictwo było w nich żywe, nawet Chrystusa pierwsi irlandzcy chrzescijanie nazywali - "Panem żywiołów".
Ale ten nacechowany szacunkiem i milością związek eremitów z przyrodą, zwłaszcza tą ożywioną, miał w sobie coś z poczucia braterstwa. Dzięki temu zachowały się w żywotach irlandzkich świętych niezwykłe opisy przyjaznych relacji między mnichami a naszymi "braćmi mniejszymi".
Przyjaciółmi św. Maedoca były wilki, które niegdyś święty ocalił od śmierci głodowej. Pierwszymi uczniami eremity św. Kierana z Saighir były: odyniec, lis i borsuk, które przychodziły do jego celi i niczym mnisi słuchały jego poleceń. Święty Kolman, ktory przez kilka lat mieszkał w rozpadlinie skalnej na Burren, zaprzyjaźnił się z polną myszą, która budziła go, gdy nastawała pora śpiewania jutrzni. Do celi św. Kevina przychodziły z lasu zwierzęta, by jeść i pić z jego dłoni. Na piersi św. Kolumby, przeczuwającego swą rychłą śmierć, swój łeb zlożył stary koń juczny, ktory ronił lży. Także gdy umierał Molua mac Ocha, płakały ptaki.
Te wszystkie niezwykłe przyjażnie, zachwyt mnichów nad pięknem natury połączony z kontemplacją Boga objawiającego się w ten sposób człowiekowi znalazły swój niepowtarzalny wyraz w tworzonej przez nich poezji. Jest ona czymś niespotykanym w Europie. Ta poezja wychwalająca naturalne piękno świata, ciszę i radość płynącą z pustelniczego zycia, oczyma wiary odnajduje piękno Absolutu w przemijającym świecie.
Najczęściej nie znamy imion mnichów będących twórcami chociażby tego pieknego wiersza, powstałego w VIII wieku:
"Pod leszczyną żylastą przychodzą czasami
Białe czaple i mewy z morza, co jest blisko
Tak, morze dla nas trąbi swoimi falami,
Kiedy pstre kuropatwy tańczą po wrzosowisku
Piękny jest wiatr, co w drzewach tak szumnie zagościł
Piękne niesie wodospad łabędzie wołanie
I żywiczna pieśń sosny o Bożej Wolności
I modlitwa, do której idę na spotkanie".
Dla tych mnichów, samo istnienie natury jest piesnią pochwalną, w której czlowiek uczestniczy przez życie w harmonii z przyrodą. Coś, czego zagubieni w swoim nieustannym pospiechu, w ciągłym zamęcie myśli, nie potrafimy już dostrzec? A czyż gdy znajdziemy chwilę, to nie lepiej zamiast oddawać się celebracji hałasu, zanurzyć się w ciszę i spróbować tak jak ci dawni pustelnicy usiąść w cieniu drzewa, z otwartą księgą i zasluchać się w śpiew ptaków?
Wtedy nie będzie nam trudno powtórzyć za tym nieznanym mnichem:
"Ziemia pełna jest naraz majestatu i harców,
zarazem dostojna jest i radosna;
we wszystkim odzwierciedla Tego,
ktory ją uczynił".
Mnisi irlandzcy, stworzyli piękno o ktorym warto pamiętać i warto choć odrobinę spróbować ich naśladować. Tam gdzie zyjemy z harmonią z przyrodą, tam nasze "tak" dla życia jest czymś oczywistym, wystarczy czasem wsłuchać się w szum drzew.
Może więc warto skorzystać z pogody i ciepła, aby choć na chwilę odnaleźć siebie wśród drzew i ptaków?