andrzej585858
24.12.16, 12:35
"Niech będzie uwielbiony Pan, Bóg Izraela, że nawiedził lud swój i
wyzwolił go" (Łk 1,68)
Zachariasz dziękuje Bogu, że wypełnił swoją obietnicę, że oczekiwanie
ludzkości na przyjście Zbawiciela dobiegło końca. Słowa z dzisiejszej Ewangelii przypominają nam o tym, że wraz z darem wiary otrzymaliśmy dar wybrania i tlyko od nas zależy co z nim zrobimy.
Warto dzisiaj,zastanowić się nad naszym miejscem w wspólnocie i nad tym, jak nalezy postępować. Pozwole sobie zamiast rozważania zamieści w tym miejscu fragment artykułu o. Nieściora:
" W nazwaniu przez Jezusa tego Apostoła jego macierzystym imieniem – „Szymon, syn Jony” (Mt 16, 17) – dostrzega aluzję do naturalnej szlachetności i sprawiedliwości Piotra , w jakiś sposób stoi ona u podstaw wybrania go przez Mistrza. Na ogół nie ma nic szczególnego w tym, aby nazwać kogoś jego własnym imieniem czy imieniem ojca. Tym bardziej, że Bóg zachowuje imiona swoich świętych w niebie, a Piotr jest jednym ze świętych. W tym wypadku nazwanie nosi jednak charakter symbolu. Zanim nadał Apostołowi imię o wyższej randze, czyniąc go zwierzchnikiem całego Kościoła, chciał najpierw pokazać, że i imię otrzymane od rodziców było wyrazem jego prawości. Ponieważ „Szymon” oznacza „posłuszny”, a „Jona” oznacza „łaskę Bożą”, więc Jezus nazywając Szymona „synem Jony” zobaczył w nim syna posłusznego łasce Bożej. Zanim Jezus powołał Piotra do wyjątkowej misji, odwołał się do pewnych moralnych zasług Szymona, do wcześniej okazywanej przez niego postawy względem Boga. Jeśli Bóg zapisuje imiona świętych w niebie, to podobnie Jezus za ziemskiego życia dostrzegał i respektował osobistą drogę życia każdego, kogo powołał.
Wiara wymaga miłości
Sama wiara przenosząca góry (1Kor 13, 2), nawet trwała, podobnie jak moc czynienia cudów, nie kwalifikuje do Królestwa Bożego. W sporze z donatystami Augustyn przypomina o
potrzebie miłości i jedności. Zarówno katolicy, jak i donatyści, mogą czynić cuda, jednak są
one bezwartościowe, jeśli nie mają odniesienia do wspólnoty. Wielu nie czyni cudów, a
posiądzie królestwo Boże, tymczasem wielu czyni je, a nie posiądzie go. Chrystus przestrzega w Łk 10, 20 przed upatrywaniem podstawy swego zbawienia w samym czynie wiary. Wiara wymaga koniecznie miłości
Podobnie Chryzostom stwierdza, że nie wystarcza samo wypędzanie złych duchów, aby wejść do królestwa Boga. Tym, co rozstrzygające, jest miłość. Mówiąc o wymogu miłości, wiąże Łk 10, 20 z obrazem sądu ostatecznego w Mt 7, 22. Nie należy zresztą przeciwstawiać cudów i
miłości. Apostołowie wielu pociągali do wiary przez cuda dlatego, że wynikały one z
miłości. „Gdyby nie było miłości, nie byłoby i cudów”. W tym świetle miłość jawi się jako racja, która sprawia, że nasze imiona „zapisane są w niebie”.
Ważniejsza jedność niż cuda
Wyższość miłości od cudotwórstwa Augustyn uzasadnia, odwołując się do tajemnicy Kościoła jako Mistycznego Ciała Chrystusa. Gdy Apostołowie wrócili „po głoszeniu wiary narodom”,
Chrystus w Łk 10, 17 odwraca ich uwagę od samych siebie i zachęca do myślenia w kategoriach wspólnoty: „bo poza jednością i ten, który czyni cuda, jest niczym”. Ważniejsza jest jedność niż cuda. W jedności bowiem pozostawał lud Izraela i cudów nie działał. Poza jednością byli czarnoksiężnicy faraona i czynili znaki podobne do Mojżeszowych (Wj 7, 12). I ci, którzy czynią cuda, i ci, którzy ich nie czynią, należą do jednego Kościoła. Augustyn wykłada tę prawdę po kaznodziejsku:
"Nie wiem, czy jakaś staruszka wdowa, nie wiem, czy jakiś świecki człowiek, mający miłość i
silną wiarę, nie mógł tego [tj. cudów] czynić. Piotr w ciele Kościoła jest okiem, ów zaś tylko palcem, a jednak jest w tymże ciele, w którym jest Piotr”
Leon NIEŚCIOR OMI - "Radość zapisanych w niebie. Łk 10,20 w interpretacji patrystycznej" w
Vox Patrum 32 (2012) t. 58, s. 240-241
Konieczność zachowania jedności, myślenia w kategoriach wspólnoty jest własnie tym co jest nam najbardziej potrzebne w nadchodzącym roku. Pamiętajmy o tym w tym radosnym dniu, gdy ciemność została zwyciężona.