darcia73
22.10.04, 13:59
Dzisiaj toczyłam walkę z wiatrakami i powiem Wam – ten świat zaczyna mnie
przerażać. Czytam watek o wpływie rówieśników na nasze dzieci i zastanawiam
się, jak to będzie z moim synem, czy te wartości, które mu przekażę staną się
również jego wartościami.
Okazuje się, ze jestem bardzo nietolerancyjna, niekonsekwentna, bo się
rozwiodłam a nadal wierze w trwałość małżeństwa oraz to, ze jak jedna osoba
nie odeszła i nie porzuciła drugie, to takie małżeństwo ma szansę i można je
uratować, przy dobrej woli obydwu stron (nie mówię o sytuacjach przemocy,
picia alkoholu, narkotyków itp. ale tutaj tez są wyjątki i nawrócenia.)
Pisze czasem i walczę na forum „macoch”. Bo nie rozumiem jak kobieta (lub
mężczyzna) może świadomie rozwalać cudze małżeństwo w imię „miłości”.
Wszystko staje do góry nogami a ja tak bardzo chciałabym mieć jeszcze co
najmniej jedno dziecko. I boję się wydawać je na taki świat. Na świat, gdzie
fajnie jest jak dziecko tłumaczy rówieśnikom, ze ich mama i tato nie mieszkaj
razem bo tatuś zakochał się w innej pani. Przecież to takie naturalne... Bo
się zakochał. I trzeba bić brawo dziecku, ze tak ładnie potrafiło wydobyć
sedno tego wszystkiego. I jak to dobrze, ze ojciec porzucił matkę, bo teraz
jest z macocha, fajna babką, jest z nią 15 lat i są szczęśliwi.
W ogole wszystko jest takie naturalne i homoseksualizm, prostytucja (przecież
to najstarszy zawód świata)i rozwody, a ja jestem zacofana.