mamaemilii
15.03.05, 09:46
Chcialabym podzielic sie swoim bolem. Od lat jestem katoliczka. Od niedawna
mama. Od bardzo niedawna "feministka" - zaczelam patrzec na moje zycie i
zycie kobiet wokol przez inne okulary. Widze wokol te panujaca nierownosc,
brak szacunku do kobiet i generalnie - wykorzystywanie.
Od kiedy zaczelam to zauwazac, coraz bardziej denerwuje sie chodzac do
kosciola. Teksty ksiedza, niby to w zartach, ze baby sa gadatliwe, glupie
itp. Mowi to facet, ktory przebywa najczesciej wsrod innych facetow. Mowi to
facet, ktory to kazanie tak naprawde mowi do kobiet (5% sluchajacych to
mezczyzni). Kobiety siedza i potulnie sluchaja.
To gadanie w kosciele o roli kobiety... jakos tak malo przystajace do tego,
co juz wiadomo - ano to, ze jestesmy rownie inteligentne, nierzadko
madrzejsze od facetow, ktorzy wokol nas pracuja i nami niestety, rzadza -
przynajmniej w pracy. Ktorzy spokojnie moga nas zastepowac w domu - czyli nie
tylko my sie do tego nadajemy lepiej.
To dopuszczanie tylko mezczyzn do oltarza. Czyli utrwalanie stereotypow -
mezczyzna jest wazniejszy, lepszy. Ty, kobieto, mozesz byc co najwyzej
ministrantka - i tak w nielicznych jeszcze kosciolach.
Wiecie co, przykro mi jakos. I zle z tym. Ja pragne wychowywac moje dzieci w
przeswiadczeniu o tzw. rownosci plci, przynajmniej jesli chodzi o
wyksztalcenie, prace, dom. A w moim kosciele taka dyskryminacja. Chyba juz
czas na zmiany.
Powiedzcie, ze to sie zmieni, ze juz niedlugo. A moze powinnam poszukac
innego kosciola... Sama sie dziwie, ze takie mysli mi przychodza do glowy...