Dodaj do ulubionych

Dobra smierc

23.03.05, 12:09
Dobra smierc jest dla mnie przeciwienstwem tzw. potocznie "smierci
tragicznej".

Dobra smierc, to smierc swiadoma, w tym sensie, ze smierc, na ktora jestesmy
przygotowani. Niekoniecznie przez dluga chorobe, ale takze przez wczesniejsze
osiagniecie takiej duchowej dyspozycji, gotowosci, cos na
ksztalt "sporzadzenia testamentu".
I jesli zle mowie o rugowaniu myslenia o smierci z naszego zycia, to mam na
mysli to, ze dzisiaj, umierajac nagle, zazwyczaj nie mamy wczesniej okazji
sie na nia tak "bez powodu" przygotowac. Nie jest taka okazja nawet smierc
biskich, wygnana z domu do szpitali i wyspecjalizowanych instytucji.

Ale - i z tym sie borykam - czy dobra smierc moga miec dzieci? Czy zawsze
jest to "smierc tragiczna"?
Obserwuj wątek
    • stokrocja Re: Dobra smierc 23.03.05, 12:41
      smile Umierasz jak grzeszysz smile A jak odchodzisz z tego świata to po prostu
      zasypiasz smile To słowa znajomego księdza smile
    • mader1 Re: Dobra smierc 23.03.05, 16:06
      o ja mysle, ze my wszyscy w Bozej perspektywie jestesmy dziecmi.
      Wybraz sobie nieskonczonosc. Mysle, ze dla Boga to czy Jego dziecko
      ma 2 lata czy 50 , to taka roznica jak dla nas miedzy dzieckiem
      miesiecznym a rocznym.
      Ale nas boli... tak bardzo.
      Tylko tak to sobie potrafie wytlumaczyc.
      Modle sie o taka smierc, o jakiej piszesz.
      A raczej... staram sie byc gotowa. W moim zyciu smierc bywala o
      wyciagniecie reki.
      Wydawaloby sie, ze starajac sie, majac te swiadomoosc powinnam byc
      lepsza. Przeraza mnie, ile ciagle mam ze soba do zrobienia
      • mamaadama4 Re: Dobra smierc 24.03.05, 00:02
        Dzieci mogą mieć "dobrą smierć". Po smierci mojej córki sporo rozmawiałam ze
        szpitalnym kapelanem i opowiadał mi o tym jak odchodziły inne dzieci.
        Pogodzone, ufne, bez lęku.
        Co w żaden sposób nie zmienia faktu, że smierć dziecka jest odwróceniem
        naturalnego porządku.
        • jol5.po Re: Dobra smierc 24.03.05, 10:09
          Myslę,że wiadomość o bliskiej śmierci jest smutna, dla każdego. Nawet tego przygotowanego - bo jednak to podróz w nieznane, byc może trzeba będzie przejść przez cierpienie (ból umierania). Nawet taka przygotowana, w Bogu jest bolesna i dla bliskich i najpierw dla samego umierającego.
          Dorosły ma dorosłą świadomość - wiele doświadczeń mówi mu, że trzeba się bać, albo rozumowo przygotowuje sie na śmierć, ale odruchowo zadaje pytania, dlaczego ja, dlaczego teraz. Wiara pomaga, ale proces chyba jest zawsze podobny - przecież to ogromna zmiana.
          Dziecko nie ma jeszcze bagażu doświadczeń, mysli prościej, więc nie skazuje się na wiele dylematów człowieka dorosłego.
          I myślę, że ono właśnie paradoksalnie może mieć dobrą śmierć. Ono może być szybciej pogodzone z tym, że odchodzi.
          Ale dorosły, który jest obok będzie cierpiał ogromnie, bo dla niego to >odwrócenie porządku<, jak napisała Mamaadama. I ból, bo z dzieckiem umiera kawałek jego.
          Moze to tak urządzone, że dziecko szybciej zrozumie naturalność śmierci, jak dorosły, i że właśnie w taki sposób jest chronione. Mamaadama napisała, że widziała "dobrą śmierć" u córeczki - dziękuję Ci za te słowa.
          pozdrawiam wiekanocnie Jola
          • mharrison Re: Dobra smierc 24.03.05, 10:16
            Na razie podaję link do podobnej dyskusji:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16556&w=14681989&v=2&s=0
    • samboraga Re: Dobra smierc 24.03.05, 17:54
      Powazny temat.

      Ja mysle o smierci. I takie myslenie o smierci jako o klamrze spinajacej zycie
      jest mi bardzo bliskie. Ale to racja-gdybym nie musiała to bym pewnie nie
      myślała.
      Wiem gdzie bede chciala lezec 'po', zachodze tam czasem, niedaleko jest las do
      ktorego chodzimy na spacery. To nie jest moj rtodzinny cmentarz. Tam gdzie lezy
      moja rodziana juz nie chowaja bo stary i zabytkowy. Tam gdzie rodzian meza nie
      chce. Chce tu gdzie mieszkam, drzewa beda mi szumialy nad glowa.
      Nie, nie 'wykupilam' miejsca, nie mam odlozonego stroju-jak niejedna babcia.
      Po prostu powiedzailam mezowi ze jak ja pierwasza to chce tu.
      Wiem to co pisze w dzisiejszych czasachg to jak wynurzenia swira, 'ty mysl o
      zyciu, masz za duzo czasu na myslenie'...

      Jako dziecko tez nie mialam oporow przed mysleniem o smierci, mysle ze dzieci
      nie maja. Po powrocie ze szpitala wyrazilam kiedys na glos, na spotkaniu
      rodzinnym, że ze smiercia jesrt jak z wejsciem do ciemnego pokoju, kazdy sie
      boi ale jak sie juz jest w srodku to juz sie nie boi-bo wlasnie jest w srodku.
      Miałam 12 lat. Popatrzyli na mnie przerażeni 'o czym ty myslisz dziecko'.
      Właśnie byłam po poważnej operacji.

      Zreszta inne dzieci w szpitalu tez przyjmowaly smierc jako cos normalnego, na
      tamtym oddziale smierc sie czasami zdarzała i z tego co pamietam to dorosli
      robili problem, jak kogos reanimowali wyganiano nas do jednej sali. Nie tylko
      po to zebysmy sie nie platali pod nogami....
      A jak przyszłam do szpitala na jedna z operacji przyszly dzieci (na oddziale to
      zawsze radosc ze jeszcze jedna osoba do zabawy) i spytaly na jaki zabieg-ich
      reakcja: 'a, wczoraj zmarł Tomek, w trzeciej dobie (sic!-okreslenia fachowe),
      tez to mial'....po czym wyciagneli karty i gralismy w makao. Choc tez nie jest
      tak ze sie nie balismy, ale za dlugo by pisac o wssystkim....Pamietam np
      dziewczynke z ktora mialam wyjsc tego samego dnia do domu, strasznie jej nie
      lubilam, bylam dla niej złośliwa a ona zmarala niespodziewanie dwa dni przed
      wyjsciem. Żaluje ze bylam dla niej niemila a jej juz nie ma...

      Mysle o przygotowaniu o smierci. Z kazdego powrotu ze szpitala przynosze takie
      umieranie w sobie. Nie jestem gotowa. Nnie chce umierac. Przeraza mnie mysl ze
      zostawie male jeszcze dziecko. Ale widze wlasna smierc przed soba. Wyznacza moj
      horyzont dzialan w zyciu.
      Juz tyle razy bylam tak blisko granicy, juz w mojej obecnosci lekarze
      wskazywakli moj 'przypadek' jako wydarzenie medyczne 'powrotu'. Staram sie
      tylko, choc nie zawsze mi sie udaje by ten strach mnie nie paralizowal.

      Dla mojej schorowanej babci jestem jedyna osoba w rodzinie, ktora z nia
      rozmawia o jej smierci, nie o tym 'w co mnie ubierzcie do pogrzebu', ale jak
      bedziemy nadal blisko siebie, tyle ze babacia juz tam 'wyzej', śmiejemy sie
      jakie to chody babcia bedzie miala u Matki Boskiej i wytupta dla nas te
      wszystkie zanoszone do Boga prośby, bedzie blizej...
      Cala rodzina chce ulzyc babci wysylajac ja do szpitala. A babcia wie ze lepiej
      nie bedzie. Modli sie tylko o to by mniej bolalo. I to rzeczywiscie smutne ze
      tylko ja ja rozumiem, ze obecnie nie mozna na spokojnie porozmawiac o smierci,
      nawet z wlasna rodzina!??!!! Z kim ja bede rozmawiac jak jej zabraknie?

      To trudny i BARDZO wazny dla mnie temat. Dziekuje Ismo za watek bo juz myslalam
      ze tylko ja taka 'dziwna' jestemwink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka