Dodaj do ulubionych

wątek weekendowy...

19.04.05, 14:03
na prośbę Kazi robię osobny wątekz pytania o dni wolne: co robicie w
weekendy??? zajmujecie się dziećmi czy sobą? planujecie zawczasu czy na
żywioł? kiedy zakupy i sprzątanie i takie sprawy? czy msza obowiązkowa czy
czasami rezygnujecie z kultu religijnego? oczywiście ciekawi mnie przy
założeniu że matka pracuje i w tyg nie ma czasu na pewne rzeczy????
nie jestem przesadnie ciekawa, zastanawiam sie po prostu jak inni godzą różne
liczne obowiązki i czy to co robię ja - poświecanie weekendu dziecku, jego
zainteresowaniom, potrzebom, ukulturalnianiu ew. sportom i szeroko pojętym
rozrywkom, czy spotkaniom towarzyskim, wszystko dla dziecka - okazjonalnie
jakaś kawa z mamą innego dziecka czy sport dla mnie skapnie (jeżdżę na
łyzwach, nartach, pływam...) ... jest zwykłym zachowaniem czy raczej
wyjątkowa formą wychowania (też i w wierze poniekąd)
pozdrawiam maria
p.s. jak wytłumaczyć dziecku że biblia to nie bajka!!! ("fajowska" zresztą,
jak mawia Olesia moja)
Obserwuj wątek
    • darthx Re: wątek weekendowy... 19.04.05, 14:26
      Moja odpowiedź nie będzie pewnie miarodajna, gdyż syn jeszcze mały (2 lata za
      miesiąc), więc poświęcanie weekendu jego zainteresowaniom nie wchodzi w gre na
      razie.. ale: msza jest centrum i nie zdarza się, żebyśmy sobie "darowali"...
      czasami tylko jest dylemat czy młody z nami czy zostaje z babcią... Weekend to
      przede wszystkim czas dla nas jako małżeństwa, rodziny też, ale na drugim
      miejscu. Zakupy, sprzątanie kolektywnie w soboty, jak czegoś nie zdążymy kupić
      to przepadło, w niedzielę zakupów nie robimy, gdyż chcielibyśmy, żeby inni
      ludzie też mieli prawo do wolnej niedzieli. Niedziela to sport : młody do
      fotelika i rowerowe rodzinne wypady, basen itp., spotkania z przyjaciółmi, czas
      dla małżonka, wspólny spacer. I tak to wygląda, a jak będzie jak młody będzie
      starszy? Zobaczymysmile Z niedzielnej mszy nie zrezygnujemy na pewno, reszta
      pewnie się będzie modyfikowaćsmile Pozdrawiam!
    • mama_kasia Re: wątek weekendowy... 19.04.05, 14:55
      Wiem, że wątek zakłada wypowiedzi mam, które pracują, ale
      może pozwolicie się wypowiedzieć. Mogę?... Nie ma głosów
      sprzeciwu, więc piszę.

      Choć jestem w domu z dziećmi i na pewno mam mnóstwo czasu
      na różne zajęcia, to mimo wszystko jakoś schodzi mi na
      takich codziennych pracach cały pracujący tydzień.
      W sobotę u nas w domu jest w miarę generalne sprzątanie, zakupy wielkie
      i działka. W niedzielę obowiązkowo msza i wieczorem spotkanie
      we wspólnocie, u kogoś w domu, razem z dziećmi, które bawią się
      ze sobą. A pomiędzy tymi dwoma rzeczami obowiązkowo (mąż pilnuje
      i piłuje) spacer do lasu lub gdzieindziej, ale w pobliską okolicę.
      Z reguły wyjazdowy.
      Nie mamy wyjść do teatru, nie ma u nas filharmonii ani ciekwych wystaw.
      Życie kulturalne naszej rodziny mocno leży, ale nadrabiamy twórczością
      własną wink))
      Niedziela jest zawsze czasem spędzanym rodzinnie, a sobota niekoniecznie.
      Mój mąż ma w sobotę wczesnym rankiem, gdy dzieci jeszcze śpią ma czas tylko
      dla siebie. Łazi wtedy po lesie. Ja mam raz w miesiącu kurs, czasami
      jakieś spotkanko z koleżankami.
      Jeszcze odp. na ps. Naszym dzieciom po prostu mówimy, że to jest prawda,
      że to wydarzyło sie naprawdę, a bajka jest wymyślona. Tylko tyle, liczymy
      na to, że same z siebie rozpoznają różnicę. Może jeszcze pomaga temu
      osobne miejsce w domu na Słowo Boże, to "prawdziwe" i to dla dzieci,
      leżą na półce tylko dla nich przeznaczonej.
      • isma Re: wątek weekendowy... 19.04.05, 15:14
        Taak, tradycja wielkopolskiej czesci mojej rodziny kaze w sobote forsownie
        sprzatac wink)). A poniewaz na codzien, jako chorobliwi balaganiarze, nie
        sprzatamy wcale, wiec w sobote sie przynajmniej troche mobilizujemy. Sprzata
        jedno, drugie ewakuuje Miniature na spacer polaczony z aprowizacja (nie
        supermarket, osiedlowe sklepiki z obowiazkowa piekarnia oraz zieleniakim Pani
        Kazi). W sobote sprzatajacy gotuje na dwa dni (u nas nie ma, nad czym nieco
        boleje, uroczystych obiadow niedzielnych). Po poludniu zwykle sie odchamiamy ;-
        ))).
        W niedziele przed poludniem idziemy do moich Rodzicow, potem albo we trojke do
        kosciola, albo Miniature zostawiamy pod opieka dziadkow i idziemy we dwoje.
        Aha, w niedzielny poranek ja mam przywilej wielogodzinnego okupowania
        lazienki, w tym popijania w wannie kawki i sluchania "Sniadania w radiu ZET" z
        politykami, czy jak tam teraz ta audycja sie nazywa. Zdarza sie, ze wyjezdzamy
        w plener - skalki podkrakowskie, jakies wiejskie koscioly w promieniu 20-30 km.
        Po poludniu albo spacer, albo zabawy domowe. Duuzo czytania (Miniatura ma
        zwyczaj podczas sobotnich zakupow zaciagac dyzurnego rodziciela do sklepiku z
        tania ksiazka - zwanego przez rodzine "tania jatka" - ktory przycupnal przy
        naszym osiedlowym spozywczym, i wynosic stamtad triumfalnie jakies cuda
        wydawnicze).
        • mama_kasia Re: wątek weekendowy... 19.04.05, 15:20
          U nas też zakupy w pobliskich sklepikach i na rynku, który mamy
          pod nosem (a tam jesienią stragany tak kolorowe, pełne warzyw...)
          I nie ma niedzielnych obiadów, ale to nie tylko chodzi o brak
          uroczystych obiadów, czasami jest coś z poprzednigo dnia, a
          czasami nie ma wcale, bo brak czasu. Musimy(!) w plener, totalny terror wink))
    • glupiakazia Re: wątek weekendowy... 19.04.05, 15:43
      A u nas weekendy wygladaja na ogol tak:
      w sobote jakies sprzatanko, pranie, czasem zakupy (ale staram sie jak
      najrzadziej, wiec czasem biore pare godzin wolnego i robie w tygodniu - nigdy w
      niedziele!), potem jakies odchamianie (czasem kino, czasem teatr) albo
      rekreacja (zima basen albo lyzwy, latem bardzo duzo jezdzimy na rowerze, a w
      najblizsza sobote wlasnie zamierzam isc z dziewczynkami do stadniny, zeby im
      zaszczepic konskiego bakcyla). W sobote czasem idziemy na obiad do moich
      rodzicow, a jak nie to albo gotuje, albo jemy pizze, w zaleznosci od
      intensywnosci punktu poprzedniego.
      Czesto tez spotykamy sie ze znajomymi, wiec albo z geba po kwescie, albo sami
      robimy impreze.
      W niedziele idziemy do kosciola przewaznie na 12 - zima rzadko kiedy razem, a
      latem prawie zawsze (jezdzimy do kosciola na rowerach - moja tesciowa mowi, ze
      nie wypada, ale ja jakos tego nie czuje, gruboskorna jestem)
      Potem najczesciej jedziemy do tesciow na obiad i wracamy dopiero wieczorem, bo
      mieszkaja na drugim koncu miasta.
      Czasem, ale naprawde rzadko udaje nam sie (jak jest z kim dzieci zostawic)
      wyskoczyc razem na wieczorna msze do kosciola, w ktorym proboszczem jest moj
      byly katecheta - uwielbiam jego kazania. polecam warszawiakom smile

      p.s. czy wypada w niedziele do kosciola jechac na rowerach?
      • darthx Re: wątek weekendowy... 19.04.05, 15:58
        My zawsze na rowerach, chyba ze zimasmile U nas pół miasta do kościoła na rowerach
        przyjeżdza, więc chyba wypada. Rower jest przecież świetnym środkiem lokomocji
        i zdrowym!smile) Jak powiedział Karol Wojtyła na pytanie czy wypada kardynałowi
        jeżdzić na nartach: co nie uchodzi kardynałowi to źle jeżdzić na nartach.
        • glupiakazia Re: wątek weekendowy... 19.04.05, 16:02
          no, wlasnie. tez mi sie tak wydawalo. smile)
          • franula Re: wątek weekendowy... 19.04.05, 17:59
            polecasz warszawiakom - jaki kościoł?
            • glupiakazia Re: wątek weekendowy... 20.04.05, 09:31
              na Gwiazdzistej, przy trasie torunskiej smile
    • madalenka25 Re: wątek weekendowy... 19.04.05, 19:49
      u mnie dość spokojnie - czasem pracuje w sobote więc jest pęd ale gdy mam
      wolne, to w piatek staram się zrobic zakupy, w sobotę Młoda (9 lat)na spotkanie
      dziecięcego kółka różańcowego a ja mam czas dla domu, gotuje - czasem na cały
      tydzień, sprzątam, piore a czasem po prostu siadam w słońcu na balkonie i czytam

      w niedzielę msza a potem co nam przyjdzie do głowy - spacer, kino, wycieczka -
      nie planujemy

      a gdy jestem na moich kochanych Mazurach to uwielbiam raniutko iść na cmentarz,
      usiąść przy grobie Dziadków i podumać
    • pawlinka Re: wątek weekendowy... 19.04.05, 23:39
      Sobota to sprzątanie, zakupy, fajnie jak chociaż zupę na niedzielę ugotuję,
      coby następnego dnia dłużej poświętować. W jednej ze śląskich parafii jest
      lokalny zwyczaj, że o 14.00 w sobotę biją dzwony i przypominają: ludzie,
      kończcie robota! fajrant! Mnie się podoba, bo uwielbiam popołudnia i wieczory
      sobotnie!!!
      W niedzielę nieśpieszne śniadanie i przed południem Msza. Potem spacer i robimy
      obiad, lubię gotować, ale nieskomplikowanie, szybko i nietłusto. Eksperymenty i
      owszem. Staramy się raczej celebrować niedzielny posiłek: dzieci nakrywają do
      stołu, sprzątają po posiłku i gaszą świece, mąż zmywa - a ja CZYTAM!!!
      Kiedy jest naprawdę ładna pogoda często wybywamy: godzina i już jesteśmy w
      górach, w dowolnie wybranym miejscu. Tak spontanicznie. Jeśli wcześniej to
      planujemy, wybieramy też miejsce, gdzie pójdziemy na Eucharystie.
      Czasem obiady u mam, chociaż teraz coraz rzadziej, nie chcemy sprawiać
      kłopotów, w końcu to 4 gęby do wyżywienia, jeszcze 2 lata temu jedna niedziela
      tu, druga tu. Teraz wpadamy czesto na popołudniowe ciasto lub lody...
      Rzadko niestety rozrywki kulturalne, nie ma "zaplecza". Ale jak naprawdę chcemy
      to autostradą myk i już Kraków.
      • mama_kasia Re: wątek weekendowy... 19.04.05, 23:42
        Pawlinka, te góry w pobliżu, ech...
        • pawlinka Re: wątek weekendowy... 19.04.05, 23:49
          tak, mamy szczęście...zauważyłam na Waszej uroczej stronie, że Wy to ludzie
          gór smile A od Was to chyba blisko do morza? Uwielbiam...
          • nulleczka Re: wątek weekendowy... 20.04.05, 08:11
            Pawlinka, czyżbyśmy były sąsiadkami? Od nas też godzinka i jesteśmy w górach, a
            kochamy górskie wędrówki nad życie. W sobotę byliśmy na Szyndzielni - taka mało
            ambitna trasa, wybrana ze względu na Kubusia (niecałe 3 latka), który dopiero
            debiutował bez nosidełka i muszę przyznać, że bardzo dzielnie sobie radził,
            chociaż do samego szczytu nie doszliśmy ze wzgledu na nadciagającą burze. Magda
            (4,5) natomiast podobnie jak my jest pasjonatem gór (na razie), więc pewnie
            większość weekendów spędzimy na wędrówkach.
            W sobotę wybieramy się z trochę większą grupką do Kalwarii Zebrzydowskiej, choć
            nie wiem jeszcze, czy pogoda pozwoli.
            • mama_kasia góry 20.04.05, 09:08
              Dziewczyny, nie dręczcie tymi wyjazdami w góry wink))))
              Ostatni raz widziałam je zimą - i to z daleka sad, i nie zanosi się,
              żebym powędrowała przed wakacjami.
              • glupiakazia Re: góry 20.04.05, 09:33
                no, a my mamy i w gory, i nad morze za daleko. buuu
                i do krakowa tez sad
                kto wymyslil warszawe????????
            • pawlinka Re: wątek weekendowy... 20.04.05, 10:13
              Nulleczka!!!
              Chyba sąsiadki my są!!!
              My czasem też mało ambitnie na Szyndzielnię się wybieramy, ze względu na dzieci.
              Kalwaria - lubię to miejsce....
    • tarba Re: wątek weekendowy... 20.04.05, 08:43
      U nas zawsze na żywioł. W sobotę prawie zawsze pracujemy( ci biedni studenci
      zaoczni) często nawet oboje. Ale w sobotnie poranki udaje mi się zabrać maluchy
      na basen. Młody często ma jakies obowiązki pseudoszkolne- jakies zajęcia
      dodatkowe- trzeba go dostarczyć. Wieczorem na wiosnę odbywaja się rozgrywki
      Ligii Koszykówki na wózkach więc wieczorami zmieniamy się w kibiców,w niedzielę
      rano często też.Do koscioła staramy się razem ale nie zawsze wychodzi- a to
      trzeba podwieźć babcię a to jakies dziecię chore Aha i nasz mały niedzielny
      rytualik czyli poranna jajecznica robiona przez małżona i chłopaków. Wolnego
      czasu zostaje w sumie kilka godzin więc albo obiadek u rodziców albo rozgrywki
      rodzinne- szachy , ping-pong, labirynt itp... Jak raz na kwartał mamy wolny
      weekend to wyprawa do Kampinosu albo innego lasku pod Warszawą . Nasze z
      małżonem wspólne wyjscia to tak mniej więcej raz na tydzień jakies kino albo
      kawa na miescie( urwana z pracy)
    • jancze Re: wątek weekendowy... 20.04.05, 15:05
      Tak czytam i dochodzę do wniosku, że ja jakoś mało zorganizowana jestem czy co?
      Bo w sobotę mam pranie , sprzątanie, prasowanie, zakupy- wszystko, czego nie
      zdążam zrobić w tygodniu pracy. Do tego jeszcze dopilnować lekcje córki, coś
      pomóc, wytłumaczyć, nauczyć, przepytać. Zdarza się, że i w niedzielę robię
      zakupy ,bo w sobotę nie zdąże albo robię prace zlecone, na które w tygodniu nie
      mam czasu. Mąż pracuje na ostrym dyżurze, więc w wolne dni bywa w kratkę. A
      czasami odsypia 24-godzinne dyżury. W niedzielę śpię do oporu, śniadanie i na
      mszę dla dzieci. Po obiedzie, jak jest ciepło, krótki spacer do lasku lub do
      parku. Ale ostatnio jakaś ocieżała jestem (no ociężałąm trochę...) i coraz
      więcej leżę - właśnie w weeekend. A wtedy szczęśliwa reszta leży razem ze mną i
      gapią się w telewizor. Na kino czy basen po 1. nie ma pieniędzy, po 2. czasu,
      po 3. siły.
      Ale jakoś się toczę. To bycie w domu też jest szczęściem, zwłaszcza, że własne
      mieszkanie mamy dopiero od roku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka