Dodaj do ulubionych

amws-moja historia

26.04.05, 22:08
opisywałam kiedys moja historie zdradzonej żony,
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=19762452
potem wiele sie jeszcze wydarzyło,forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
f=16182&w=21009841 niestey niezbyt dobrego :o(, były proby ratowania
małżęństwa, ale nie udało sie.... maz mieszka z Tamta Kobieta, ja dzis była u
adwokata, złożyłam pozew o rozwod z winy meza...bede tez starała sie o
uniewaznienie śłubu kościelnego....
zobaczymy, poczekamy, ale to najlepsza decycja, jaka mogłam podjac w tej
sytacji, dla dobra mojego i cóeczki...
pozdrawaim
Anna
Obserwuj wątek
    • neogobbo Re: amws-moja historia 26.04.05, 23:04
      Ja wiem, że to jest czepianie się szczegółów, ale ze względu na dobro ogólne
      innych użytkowników tego forum: Kościół nie ma mocy unieważnienia ślubu
      kościelnego; może tylko stwierdzić, że małżeństwo od samego początku było
      nieważnie zawarte. Może to był z Twojej strony skrót myślowy, ale zawsze warto
      o tym pamiętać.
      Nie czytałem Twojej historii, ale sama zdrada nie jest powodem do owego
      stwierdzenia nieważności.
      • darcia73 Re: amws-moja historia 27.04.05, 06:22
        amws - wielka buźka! trzymaj się dziewczyno, uda Ci się! Popatrz na moj
        przykład - nie ma juz eksa a ja w skowronkach, dopiero po rozstaniu z nim
        mogłam zrozumiec, ze tkwiłam w zwiazku z niewłaściwym czlowiekiem - i wiem, ze
        Bog dał mi nową szansę.
        Neogobbo - to poczytaj sobie historie tej biednej dziewczyny. wiele przeszła i
        dobrze, ze juz to wszytko zmierza ku koncowi. Mężczyzna nieodpowiedzialny,
        cudzołoznik, oddajacy swe serce diabłu a nie Bogu, nie moze być "głową
        rodziny", w ten sposob jak ustanowił to Bog.
      • aga19772 Re: amws-moja historia 20.05.05, 15:51
        zgadzam się z neogobbo, to nie jest powód do stwierdzenia nieważności
        małżeństwa.
    • pysio8 Re: amws-moja historia 27.04.05, 09:09
      Przykro mi Aniu bardzo... nie dalej jak wczoraj pomyslałam sobie o Was, co tam
      z wami się dzieje?... Jeśli masz ochotę możesz pisać na mój adres gazetowy,
      pozdrawiam smile
    • rzasia Re: amws-moja historia 27.04.05, 10:12
      Aniu, myślę o Tobie i Małej niemal codziennie.
      Martwię sę i modlę.
      Asia
    • jancze Re: amws-moja historia 27.04.05, 11:14
      Czasami jedyne , co możemy zrobić dla drugiego człowieka, to modlić się za
      niego. Pamiętam, że chciałaś być uczciwa i w porządku wobec niego (męża). I na
      pewno tak jest. Modlitwa może zdziałać cuda i czasem więcej niż my sami możemy.
      Cieszę się, (choć sama sytuacja nie jest oczywiście szczęśliwa), że udało Ci
      się powziąć pewne decyzje i zacząć coś od nowa. niech Cię Bóg prowadzi.
      I mam nadzieję, że malutka już zdrowa?
      Pozdrawiam
    • sion2 Re: amws-moja historia 27.04.05, 11:18
      amws KONIECZNIE gdy będziesz się starała o stwierdzenie nieważnopści małżeństwa
      powiedz o tej chorobie psychicznej matki twojego męża i jego dziwnym zachowaniu,
      jego braku decyzji czy chce z wami, czy z tamtą - czytałam twoją historię i dla
      mnie wygląda jego zachowanie jak postępowanie czlowieka chorego, a ukrycie
      choroby psychicznej swojej lub matki w przypadku gdy facet dziwnie się zahcowuje
      może być przyczyną stwierdzenia nieważności małżeństwa
      • mary_ann Re:do sion 27.04.05, 18:23
        wahałam się bardzo, czy to napisac, słowa te adresuję zreszta do sion i
        współforumowiczów, w gruncie rzeczy nie do załozycielki wątku, ktorej żadną
        maira nie oceniam i nie mam ochoty ranić:

        Sion2 napisała:

        > amws KONIECZNIE gdy będziesz się starała o stwierdzenie nieważnopści
        małżeństwa
        > powiedz o tej chorobie psychicznej matki twojego męża i jego dziwnym
        zachowaniu
        > ,
        > jego braku decyzji czy chce z wami, czy z tamtą - czytałam twoją historię i
        dla
        > mnie wygląda jego zachowanie jak postępowanie czlowieka chorego, a ukrycie
        > choroby psychicznej swojej lub matki w przypadku gdy facet dziwnie się
        zahcowuj
        > e
        > może być przyczyną stwierdzenia nieważności małżeństwa


        Sion, ja się strasznie boję takiej argumentacji i jeżeli takie jest
        orzecznictwo koscielnej jurysdykcji w tej materii (a obawiam się - wiem
        właściwie - że rzeczywiście do takiego naciągania faktow nagminnie dochodzi),
        to... budzi to mój niesmak.
        90% zdradzających żony facetów nie może się zdecydować przez dłuższy czas, z
        która kobietą chce być (najchętniej żyliby w trójkącie za przyzwoleniem obu
        pań, zarazem zjedliby ciastko i mieli ciastko - ot, i całe wytłumaczenie). Przy
        odrobinie chęci każde odejście od żony i dziecka da się ująć w
        kategoriach "szaleństwa", " nagłego odchyłu" (a czemuż nie niedojrzałości
        emocjonalnej unieważniającej sakrament?) , a choroba psychiczna (czy po prostu
        trudny charakter?) matki też do rzadkości nie należą. Dla mnie to takie
        samospełniające się proroctwo: skoro zdradził to chory psychicznie, jak chory
        psychicznie, to związek od początku nieważny.
        Bądźmy poważni i nie bawmy sie w sofistykę. "W dobrym i złym, w zdrowiu i
        chorobie...". Albo uczciwie wyraźmy przyzwolenie dla istnienia rozwodow, ale
        bez takich kombinacji.
        • sion2 Re:do sion 27.04.05, 19:01
          mary_ann napisała:

          >
          >
          > Sion, ja się strasznie boję takiej argumentacji i jeżeli takie jest
          > orzecznictwo koscielnej jurysdykcji w tej materii (a obawiam się - wiem
          > właściwie - że rzeczywiście do takiego naciągania faktow nagminnie dochodzi),
          > to... budzi to mój niesmak.
          > 90% zdradzających żony facetów nie może się zdecydować przez dłuższy czas, z
          > która kobietą chce być (najchętniej żyliby w trójkącie za przyzwoleniem obu
          > pań, zarazem zjedliby ciastko i mieli ciastko - ot, i całe wytłumaczenie). Przy
          >
          > odrobinie chęci każde odejście od żony i dziecka da się ująć w
          > kategoriach "szaleństwa", " nagłego odchyłu" (a czemuż nie niedojrzałości
          > emocjonalnej unieważniającej sakrament?) , a choroba psychiczna (czy po prostu
          > trudny charakter?) matki też do rzadkości nie należą. Dla mnie to takie
          > samospełniające się proroctwo: skoro zdradził to chory psychicznie, jak chory
          > psychicznie, to związek od początku nieważny.
          > Bądźmy poważni i nie bawmy sie w sofistykę. "W dobrym i złym, w zdrowiu i
          > chorobie...". Albo uczciwie wyraźmy przyzwolenie dla istnienia rozwodow, ale
          > bez takich kombinacji.


          nie nie, źle zrozumiałaś
          czasem jest tak, że facet jest chory psychicznie, wie o tym ale nic nie mówi
          swojej przyszłej żonie i biorą slub
          w takim przypadku żona "nie wiedziała co bierze" czyli niejako nieświadomie
          zawarła małżeństwo z osobą chorą psychicznie nie wiedząc o tym
          nie ma tutaj spełnionego warunku do ważnego zawarcia małżeństwa sakramentalnego
          który brzmi "świadomie i dobrowolnie"
          podobnie jak np. facet jest alkoholikiem, zataja to przed narzeczoną i zawierają
          slub a on od wesela przez pół roku nietrzeźwy - zdarza się to naprawdę! można
          zataić, zakamuflować bycie uzaleznionym od alkoholu i nawet jesli zona okazała
          sie mało spostrzegawcza - "powinna zauważyć" jak mówią - jesli w dniu slubu nie
          była świadoma że bierze go z alkoholikiem - sakrament jest nieważny

          oczywiście jesli ktoś pare lat po slubie zachoruje psychicznie lub stanie się
          alkoholikiem to sakrament jest wazny, własnie przez owo "w chorobie i w zdrowiu"
          liczy się świadomość w momencie zawierania małżeństwa!

          ponieważ czytalam wątek amws dokładnie, opisywała że dopiero dowiedziała się że
          matka jej męża jest chora na schizofrenię i gdy się o tym dowiedziała inaczej
          zaczęła patrzeć na pewne zachowania męża
          mąż jednak nie ma stwierdznej choroby psychicznej tylko po prostu dziwnie się
          zachowywał, jednakże ponieważ choruje matka sa pewne podejrzenia (dziedziczy się
          skłonnosc do tej choroby)

          tak wiec uważam że amws powinna o tym wspomnieć w sądzie kościelnym ale niczego
          nie przesądzam!
          • mary_ann Re:do sion 27.04.05, 22:09
            Na wstępie chciałam Cie, sion, bardzo przeprosić, jesli wyraziłam się zbyt
            ostro. Może dlatego, że nie jest to temat mi całkiem obcysad

            Co do konkretów:

            - jesli w dniu slubu nie
            > była świadoma że bierze go z alkoholikiem - sakrament jest nieważny


            Niby tak, a jednak upieram się, że to ogromne pole do nadużyć. No, bo kazdy
            rozwiedziony Ci powie, że w dniu ślubu nie wiedział, że przyszly współmałzonek
            jest.. [tu wstaw cokolwiek - nieodpowiedzialny, niezrownoważony, rasista, itd]

            Schizofrenia to oczywiście poważna, podstępnie rozwijająca się choroba
            psychiczna, i jeśli zachodzi podejrzenie, że z nią właśnie mamy do czynienia,
            to oczywiście "insza inszość". Ja podskoczyłam tylko na argument, że o
            niepoczytalności miałby decydowac fakt, że mąż amws nie mogł się zdecydować, z
            kim własciwie woli być. Za dużo widziałam bliźniaczych historii wokół siebie i
            scenariusz był łudząco podobny.

            Do amws - nie było moim celem dowodzenie, że źle postapiłaś, wprost przeciwnie,
            pewnie masz rację, że może lepiej się stało. Po prostu irytuje mnie kościelna
            praktyka dotyczaca unieważnienia małżeństw (czytaj: narosła wokół tego
            zagadnienia sofistyka i "falandyzacja"smile Tobie zyczę z całego serca
            wszystkiego najlepszego, cokolwiek postanowisz.

            Pozdrawiam serdecznie Was obie, dziewczyny, raz jeszcze przepraszając za ostry
            ton
            mary_ann
            • jancze Re:do sion 28.04.05, 14:17
              I aby uniknąć "nadużyć" sprawy są dokładnie, a przez to długo analizowane (na
              co też niektórzy narzekają oczywiście). W przypadku choroby psychicznej opinię
              wydaje (a wcześniej prowadzi badania) specjalista - psychiatra czy psycholog.
              Więc może nie jest aż tak bardzo nieuczciwie.
              • mary_ann Re:do sion 28.04.05, 19:46
                I aby uniknąć "nadużyć" sprawy są dokładnie, a przez to długo analizowane (na
                > co też niektórzy narzekają oczywiście).


                Niestety, unieważnieniami się często po prostu handluje (tak trzeba to otwarcie
                nazwac) - dokładnie tak samo, jak niegdyś odpustami. Z tego co wiem, Jan Paweł
                II, świadomy tych praktyk, w ostatnich latach probował położyć tej praktyce
                tamę. Obyobecny papież wreszcie te sprawy uporządkował...
                • mader1 Re:do sion 28.04.05, 23:58
                  E tam, z tego co wiem, stwierdzeniami niewaznosci sie nie handluje....
                  Natomiast JPII nieraz dawal wyraz zaniepokojeniu, ze niewaznosc stwierdza sie
                  ostatnio zbyt szybko i moze zbyt pochopnie. Jak mowil i pisal " falszywe
                  wspolczucie" czy chec pomocy zle wg. Niego rozumiana, powoduje, ze sedziowie
                  staraja sie troche " nagiac" kanony, by "pomoc" malzonkom.
                  w Polsce chyba nie jest jeszcze tak zle. Natomiast psychologowie, zwlaszcza ci
                  dalsi od wiary chetniej niz kiedys przyznaja, ze narzeczony nie mial "
                  rozeznania oceniajacego" czy" nie byl w stanie podjac istotnych obowiazkow
                  malzenskich". Podobno mlodzi ludzie sa coraz mniej dojrzali i odpowiedzialni,
                  szczegolnie na Zachodzie.Nie jestem psychologiem, trudno mi orzec.
                  Papiez mial na ten temat m.in. przemowienie do Roty Rzymskiej, w ktorym
                  przypominal o cechach i przymiotach malzenstwa i o kierowaniu sie Prawda.
                  Dlatego ja jestem przeciwna udzielaniu porad przez internet. Malzonkowie
                  powinni udac sie do Sadu i powiedziec prawde.
                  Nie powinni sie sugerowac podpowiedziami czy instrukcjami, jak to zalatwic.
                  Jezeli wierzymy, ze malzenstwo jest sakramentem to wyrok Sadu wydany na
                  podstawie nieuczciwych, naciaganych wypowiedzi, nic nie daje. Boga nie da sie
                  oszukac.
    • glupiakazia Re: amws-moja historia 27.04.05, 11:30
      Pamietam o Was w modlitiwe.
      • amws Re: amws-moja historia 27.04.05, 20:43
        dziekuje za modlitwe i słowa wsparcia....
    • przyjaciela Re: sion 29.04.05, 11:52
      Jesli chodzi o stwierdzenie nieważności małżeństwa przez sady kościelne...
      Trudno mi powiedzieć jak szybko takowy sie otrzymuje. Wiem że jednak nie jest
      to kwestia jednej rozprawy, tylko jakieś dwa, trzy lata. Poza tym oprócz tego,
      co napisała Sion, w bardzo wielu kwestiach wzywa się świadków. I każdy zarzut
      jest wnikliwie badany. Nie moge teraz znaleźć karteczki z informacjami jakie
      nalezy umieścić w pozwie do sądu kościelnego, ale jak pamietam sa tam pytania
      mnie troche szokujące, ale jednak wazne do stwierdzenia jakiej wartości było to
      pożycie małżeńskie.
      Znalazłam takie informacje na serwisie Kościół.pl
      www.kosciol.pl/article.php?story=20040621070157468
      Może to cos pomoże w zrozumieniu tego w jaki sposób i na jakiej podstawie
      odbywaja się takie stwierdzenia nieważności. Jest kilkanaście przeszkód do
      zawarcia waznego małżeństwa i jedną z nich jest niewątpliwie zatajona choroba
      psychiczna męża lub zony lub osoby z bliskiej rodziny męża lub żony. To jest w
      prawie kanonicznym. Pozdrawiam i powodzenia życzę
      PS: taka droga przede mną...
      • jancze Re: sion 29.04.05, 12:01
        A ja już mam to za sobą. Więc jeśli masz pytania, to pisz - j.agata@op.pl
        • przyjaciela Re: sion 29.04.05, 12:06
          Jancze, a czy masz np. gg, albo tlen? O ile to do mnie propozycja też jest
          skierowana
          • jancze Re: sion 29.04.05, 12:50
            Mam tlen, ale tylko raz z niego korzystałam, i nawet nie wiem, jaki numer albo
            co, bo do mnie się zgłaszali, Ci co wiedzieli i jakoś odpowiadałam. A gg -
            5915353
          • jancze Re: sion 29.04.05, 12:59
            A możesz podać swoje gg, bo mi coś czasami blokuje dostęp innych, może ja sama,
            tylko nie wiem jak.
            Pozdr.
            • przyjaciela Re: sion 29.04.05, 13:00
              właśnie napisałam do Ciebie maila. Tam podany jest numer. smilesmilesmile
              • jancze Re: sion 29.04.05, 13:13
                Jestem na gg.
                • amws cd.... 04.05.05, 09:19
                  był przez ten długi weekned, Ona pojechała do rodzicow, kłócą sie ciągle, nie
                  jest mu dobrze, chce znów do nas się wprowadzić, prosił o szansę....
                  czekam, nie podjęłam żadnej decyzji, zobaczymy...
                  boję sie, ze chce wrócic tylko dlatego, ze tam nie wyszło, ze nie sa razem, że
                  okazalo się, ze sex to nie wszystko, ze na tym nie da sie nic trwałego
                  budowac....sama juz nie wiem, mam raczej pewnosc,ze ewentualny jego powrót jest
                  dyktowany tylko i wylacznie egoizmem i wygoda, bo teraz nie wie, co ma ze soba
                  zrobic, ale zarazem mam poczucie, ze to maz i ojciec (choc przez tych kilka
                  miesiecy raczej nim nie był), sama nie wiem, co robic, teraz dopiero to mam
                  zagwostke
                  zostawiam to, niech samo sie rozwiazuje, czas pokaze, pozwu na razie nie
                  wstrzymam i nie wycofam, bo przeciez na razie były tylk słowa, ja zaś tereaz
                  czekam na czyny i odpowieidzialnosc :o)

                  pozdrawim Ania z Małgosia
                  • darcia73 Re: cd.... 04.05.05, 09:57
                    bardzo dobrze - pozwu nie wstrzymuj. Musi facet NAPRAWDĘ sie postarac, zmienić,
                    wszystko przewartościowoać abyś mogla mu ponownie zaufać. Po co Ci za jakis
                    czas przezywac znowu to samo.Jestes bardzo rozsądna - zdajesz sobie sprawę, ze
                    powrot moze byc podyktowany jedynie trudnościami w nowym zwiazku, wiec bądź
                    czujna i nie daj się zwieśc. Ale jezeli twoj mąż rzeczywiscie się zmieni (jest
                    takie prawdobodobieństwo, ale z opisu męzowskiego charakteru, zasad i postaw -
                    wyglada na niewielkie) - to trzeba dac mu szanse. Ale jak sama napisałaś- nie
                    liczą się słowa ale czyny.
                  • jancze Re: cd.... 04.05.05, 13:09
                    Myślę sobie, ze musi Ci być ciężko. Kiedy ma być tak, jak powinno - miło i
                    szczęśliwie, a przeszłość wskazuje, że raczej tak nie będzie. Bądź dzielna, bo
                    czekanie jest trudne. Nie wiem, co mogę Ci napisać, poza tym, że pamietam o
                    Tobie w modlitwie, z nadzieją, że Bóg pokieruje Twoim i Twojego męża życiem
                    tak, byś była szczęśliwa.
    • maadzik3 Re: amws-moja historia 04.05.05, 14:44
      Pamietam Twoja historie, czesto o Tobie i Twojej coreczce mysle. Modle sie.
      Magda
    • rzasia Re: amws-moja historia 04.05.05, 15:45
      Cały czas wierzę, że to nikt inny jak Bóg kieruje Waszym (wszystkich) życiem.
      A z Nim wszystko na pewno dobrze się ułoży. Pozwól tylko Mu działać i bądź
      cierpliwa.
      • malgog Re: amws-moja historia 04.05.05, 16:01

        Aniu,
        tak bardzo mi przykro.

        Często myślę o Tobie i malutkiej ..
        Pamiętam i modlę się w Waszej intencji.

        Wiem jak strasznie jest Ci ciężko - ja przechodziłam podobną sytuację, może
        tylko nie było zdrady - ale brak porozumienia i rozkład pożycia ...

        Nam się udało (przynajmniej taką mam nadzieję), z Bożą pomocą jest lepiej.

        Wierzę, że Twoje problemy znajdą rozwiązanie -
        nie wiem niestety jakie byłoby najlepsze ???


        Myślę o Was i modlę się - jeśli będziesz miała ochotę i czas - dzwoń.

        M
        • amws Re: amws-moja historia 05.05.05, 16:46
          dzis był, zrobił zakupy, płakał, prosił o szanse.... nie wiem....
          boje sie bardzo, bardzo i rozwodu i powrotu.... tym bardziej, ze ma długi,
          okropnie wielkie, "spalone" mosty w wielu miejscach, .... i świadomosć tego, co
          sie stało, co było, ze wtedy nie umial wybrac, ze wtedy jak najbardziej go
          potrzebowałysmy, on był z nia ... a teraz ....
          moj tato jest przeciwny jego powrotowi...
          najgorsze, ze Mała ciagle nie jest ochrzczona, bo najpierw czas żałoby był po
          mojej najwspanilaszej babci, potem wyszła ta histroia, teraz w czerwcu chcemy
          razem z pierwszymi urodzinami Mała ochrzcic, ale jak? razem? a jesli nie
          bedziemy razem potem? oj, trudne to wszystko, bardzo, jedynie w Bogu nadzieja
          • przyjaciela Re: amws-moja historia 07.05.05, 10:38
            Aniu droga.
            Nie znam całej Twojej historii. Może dlatego nieadekwatne bedzie to, co
            napiszę. Ale pomysl. Moja znajoma miała problemy ze swoim meżem. Fakt, tam w
            gre nie wchodziła druga kobieta, tylko alkohol i narkotyki. Trwało to dość
            długo, meczyła się. Mają córeczkę. W końcu ona nie wytrzymała i wyprowadziła
            sie do własnych rodziców. I postawiła kilka warunków. Jesli on podejmie
            leczenie, jeśli zacznie przewartościowywać swoje życie, to ona zastanowi się
            nad powrotem. Postawiła ultimatum. I udało się. On stwierdził, że zalezy mu na
            niej a zwłaszcza na dziecku. i poddał się leczeniu. Podpisał w pewnym czasie
            KWC. Teraz nie pije tak po prostu. Może miedzy nimi wcale nie jest tak, jak
            kiedyś. Ale też nie jest źle. Mieszkają razem. Pracują, wychowują córkę. Może
            właśnie powiedz mu (jeśli oczywiscie bardziej chcesz jego powrotu niźli
            odejścia), że może wrócić, ale tylko i wyłącznie na Twoich warunkach. Że jeśli
            przekroczy chocby jeden z warunków, to może się z Wami pożegnać. I dobrze
            przemyśl każdy warunek. Piszę to też ze wzgledu na Waszą córeczkę. Ja
            wychowywałam się bez ojca i jest to niewątpliwe upośledzenie emocjonalne. W
            życiu dorosłym mam mnóstwo problemów-a źródło ich tkwi własnie w tym fakcie i w
            wielu innych też-ale to nie czas na pisanie. Zastanów się nad tym przez
            chwilkę. Ta moja znajoma postawiła m.in. warunek taki, że on ma chodzić do
            Koscioła. I przez jakis czas tak było. Teraz może mniej, ale jednak. Powodzenia
            Ci zyczę z całego serca. Ania
            • amws Re: amws-moja historia 16.05.05, 12:22
              hmmmmm...
              był przez weekend, wypral swoje rzeczy, skorzystal z netu (prez cała sobote),
              zjadł posiłki, ponosił mała, wczoraj pojechal bo musi sie wyspac, a mała
              goraczkuje bardzo.... (w nocy 39,4 st.)zadzwoniłam wieczorem, ze z małą
              niedobrze, poinformowałam, nie przyjechał, dzis rano z pretensja zadzwonił,ze
              nie bylysmy jeszcze u lekarza (a wisiałam na telefonie od 7 rano, mam wizyte na
              prawie 16, dzieci choruja, 1pediatra tylko)... i on mi mowi,ze Małgosia jest
              najwazniejsza? jak? gdzie? ze chce wrocic? skor przez cały weekend nie zrobił
              dla nas/dla Małgosi NIC, nie był w nocy, a wystarczyło byc, tak po prostu przy
              goraczkujacym, rozpalonym dziecku....
              przyszlo do niego zawaidomienie z sadu,ze został wniesiony pozew, nie
              zareagował; ona sie od niego wyprowadziła, mieszka teraz sam w wynajmowanej
              kawalerce... ich wielka miłosc skonczyla sie po 2 tyg wspolnego mieszkania....
              dziwne to wszystko, trudne, ale ciesze sie na mysl o rozwodzie....
              pozdrawaim Ania i MAłgosia
              • malgog Re: amws-moja historia 16.05.05, 13:04

                On jest niepoważny i miałaś okazję się tego przekonać.
                Traktuje wasz dom jak hotel,
                no i choroba małej.
                Czy to jest ojciec ???

                Wiem jak strasznie się rodzice denerwują kiedy maluszek gorączkuje,
                czasami trzeba naprawdę szybko działać, jechać do lekarza, podać leki,
                przechodziłam 40 stopniową gorączkę u synka i wiem ile to nerwów kosztuje...

                To on co - wyjechał bo musi się wyspać ???!!!!!

                Aniu wybacz, ale to jest chore,
                Twój M nie spełnia absolutnie roli ojca - wypisał się na chorobę córeczki, a
                kiedy Ona wyzdrowieje i będzie w miarę dobrze sypiać w nocy to
                co ....wróci ???!!!

                Zjadł obiad ???
                to znaczy gotujesz dla niego ????
                Ania zlituj się !!!!

                Tak bardzo Cię lubię, ale ręce opadają.

                Skoro nawet choroba dziecka nie jest w stanie zmienić jego zachowania, to nie
                wiem co musiałoby się wydarzyć, żeby zmądrzał.


                M
                • jancze Re: amws-moja historia 16.05.05, 13:12
                  CUD.
                  Musiałby się zdarzyć.
                  • amws Re: amws-moja historia 16.05.05, 13:49
                    w cuda w tej historii juz nie wierze :o(
                    Małgosiu, gotowałam na niedziele obiad, to zjadł, bo "głodnego nakarmic..."
                    jak mawia moj Tato "byc chamem (sorki) ale honorowym" i jak działam, chce jesc
                    przy niedzieli, niech je, głodnego nie puszcze, ale nie gotuje da niego, jak
                    nie mam to ne daje :o)
                    kazdego dnia utwierdzam sie, ze decyzja o rozwodzei była/jest jedna z
                    najlepszych rozwiazan dla nas, dla Małgosi.... mam nadzieje,ze do Bozego
                    NArodzienia bedzie po wszystkim :o)
                    pozdrawiam serdecznie
                    mam nadziej, ze ta goraczka to tzw, "trzydniowka", zobacymy co powie lekarz
                    • jancze Re: amws-moja historia 16.05.05, 14:23
                      Mam nadzieję, że minie szybko, i malutka będzie zdrowa.
                      Jeszcze sobie tak myślę, że może (teraz będę trochę przewrotna) nie zawiadamić
                      go o np. problemach z małą a dać mu szansę, żeby sam się zainteresował. A może
                      jest to szansa i dla Ciebie, żeby sprawdzić, czy go interesują sprawy, które
                      dla Ciebie są istotne (nie tylko w związku z małą). To może być, ale nie musi,
                      bolesne doświadczenie, ale prawdziwe.
                      A teraz bardziej praktycznie. Nie szkoda pieniędzy na telefon? Bo czy mogłabyś
                      liczyć na jakąś pomoc od Niego w sytuacji, gdy mała jest tak chora? Bo jeśli
                      tak, to nie szkoda pieniędzy na telefon. Chyba, że on za to płaci. (Za internet
                      też?) Może już źle pamiętam, że Twoja sytuacja finansowa nie jest bardzo
                      zadowalająca.
                      A w cuda wierzyć trzeba. Czasami obrót ziemskich spraw bywa mocno zaskakujący,
                      pojawiają się rozwiązania, o których nam się nie śniło.
                      Nie chciałam Cię urazić. Pamietam w modlitwie.
              • mader1 Re: amws-moja historia 16.05.05, 17:00
                najbardziej nie do uwierzenia jest, jak w ciągu tak krótkiego czasu po ślubie
                maż ( czy w innym wypadku żona) może się tak zmienić.....
                Dlaczego w takim bądź razie ludzie biorą śluby, zwłaszcza kościelne. Co się
                dzieje ? Jednego dnia przysięgają " że cię nie opuszczę aż do śmierci " a za
                dwa, trzy miesiące, rok czy nawet dwa lata nie mają żadnych problemów ze
                zdradą, odejściem.....
                Wychodzą z domu, bo dziecko płacze. Nie mogą wytrzymać w małżeństwie, bo żona
                zrzędzi, bo już jej nie kochają.
                Jak mozna być tak nieodpowiedzialnym ? Niedojrzałym ? Rozstawać się na zawsze
                po pierwszej kłótni, ranić się, zostawiać swoje własne dziecko ( gdzie ten
                samolubny gen ?). Co się dzieje z odpowiedzialnością, z honorem, ze zwyklą
                uczciwością.
                Pamiętam swój ślub. Pamiętam, że tuż przed nim byłam zdenerwowana. Byłam
                świadoma, że związuję się z drugą osobą na dobre i złe. I do końca nie byłam
                pewna, czy mogę sobie tak aż uwierzyć. Czy mogę aż tak bardzo oddać swój los,
                szczęście, siebie w ręce drugiego człowieka. Gapiłam się na niego i nawet nie
                myślałam ( o głupia młodości) za co będziemy żyć, jaką ma rodzinę. Myślałam -
                czy jest odpowiedzialny, czy naprawdę mnie kocha ? Bałam się, co tu dużo mówić.
                Dookoła widzę tylu zranionych ludzi, z ktorych maż, żona sobie zakpili. Nawet
                nie wiem czy zakpili. Jak to jest ? Dlaczego ?
                Co zrobić, żeby nasze dzieci takie nie były ? Zeby na kogos takiego nie
                trafiły ?
                • amws Re: amws-moja historia 16.05.05, 21:04
                  hmmmmmm
                  prawdopodobnie to trzydniowka, mala spi, ma goraczke pomimo zbijania...
                  R mial dzis byc, jak na razie go nie ma....mogłam sie tegospodziewac, a
                  właściwie byc pewna, ale łudziłam się, ze moze jednak przyjdzie, bo tak mówił w
                  południe jak zadzwonił z pracy....
                  czy to tak trudno byc, po prostu byc przy dziecku, z dzieckiem, jak ono tego
                  bardzo otrzebuje, bo choruje, gorączkuje.... to chyba za duzo jak dla niego,
                  ale boli, bo co jest winne malenkie dziecko?

                  dobrej nocy, ide spac, a wlasciwie czuwac, bo poprzednia noc mam cała bez
                  zmrużenia oka....
                  • amws Re: amws-moja historia 19.05.05, 17:57
                    Jancze,
                    zrobilam tak, jak radziłas, nie dzwonilam, nie pisałam, nic po prostu zero
                    informacji z mojej strony....
                    i jest tak, jak przypuszczałam, i Ty tez - zero zainteresowania z jego strony,
                    tzn moze nie zero, bo dzwonił z pracy w poniedziałek i wtorek by zapytac o
                    małą, goraczka była nadal. Od wtorku nie mam zadnych wiesci od niego, pomimo,ze
                    konczy prace przed 14, a dzis ma wolne (pracuje w szkole).... jest czwatrek po
                    poludniu....
                    ja tylko nie moge tego zrozumiec, ze moze byc mu obojetna córeczka, to ze byla
                    chora w goraczce prawie 40-stopniowej, ze nie chcial jej nawet
                    zobaczyc....smutne...
                    ale jest juz dobrze, kazdego dnia jest lepiej, wiem, ze nie chce i nie mogłabym
                    z nim byc, tak po prostu....jeszcze kiedys mi powiedział, gdy
                    zapytałam "dlaczego? co było nie tak? co mogłm zrobic zeby tego nie bylo?", to
                    wtedy mi poweidział,ze było ok, ze on tak po prostu ma, ze mam sie nie
                    zadreczac, ze wina była/jest we mnie, bo nawet gdybym "stawała na rzęsach", lub
                    gdyby zona byla inna kobieta, to pewnie wszystko wyglądałoby tak samo, czyli
                    zdrada tez by była, i obojetnosc wzgledem małej....to daje mi siły, by si enie
                    zadreczac ciagłym rozpamietywaniem, zadreczaniem, pytaniami....
                    ale boli, i pytania tez sa, ale raczej "dalczego tak wybrałam? tak si
                    ezakochałam? jaki cel w tym jest?" bo wierze, ze cel jest, sens jakis Góra
                    miała...Opatrzność tak to zaplanowała, i pewnie odpowiedź kiedyś, tam w górze
                    odnajdę...
                    • jancze Re: amws-moja historia 20.05.05, 11:55
                      O kurczę! Aż mi z jednej strony głupio, bo naraziłam Cię tym, co napisałam na
                      niemiłe i boelsne doświadczenia. I czuję, że to przeze mnie i
                      moje "wymądrzanie". Mam jednak nadzieję, że wszystko , co robisz , pomimo
                      spotykających Cię udręk zanjdzie szczęśliwy koniec. Mi osobiście się wydaje, że
                      najtrudniej jest przekonać siebie, że to czego pragniemy (np. by mąż przejmował
                      się chorym dzieckiem - to przykład) jest nie do osiągnęcia. Ale, żeby to
                      zrozumieć trzeba widzieć, że jednak nie ma na to szans, a to bardzo boli i nikt
                      nie chce tego dostrzegać.
                      Cieszę się, że malutka już zdrowieje i jest lepiej.
                      I też cieszę się, że sama próbujesz mniej się zadręczać. Mała na pewno
                      potrzebuje radosnej mamusi!
                      • amws Re: amws-moja historia 20.05.05, 14:30
                        jancze,
                        mi broń Boże nie chodziło, bys sie czuła głupio :o) po prostu dałaś mi
                        odwagę ;o), ze tak trzeba, pomimo tego, ze wiedziałam raczej,ze to tak bedzie
                        wygladac, i nie myliłam sie ;o), i juz si enie łudzę, zreszta od dawna
                        przestrzegam zasady, ze umiem liczyc, wiec licze na siebie... ten, nazwijmy
                        to "eksperyment" wiele mi dał, i otworzył, po raz kolejny zreszta, oczy na to
                        wszystko..... i tak bardzo nie było to bolesne dośwaidczenie, bo jakos tam sie
                        na nie nastawiłam :o)
                        dziekuję bardzo za dodanie odwagi,za słowa, za modlitwe WAM WSZYSTKIM
                        z Małgosia lepiej, to byla 3-dniowka, teraz juz jestem spokojna...
                        • jancze Re: amws-moja historia 20.05.05, 15:11
                          Kamień z serca!
                          Bo ja to myślałam, że jednak pozostało nieprzyjemne wrażenie.
                          Ale jeżeli już dobrze, to na prawdę - sama radość.
                          Jutro jadę z córką do Częstochowy, będę o Was pamiętać! I o Małgosi też
                          oczywiście.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka