berek_76
03.06.05, 18:57
Mąż ode mnie odszedł do innej kobiety. Niecałe trzy miesiące temu urodziła
się nasza druga córeczka. Romans zaczął się pod koniec mojej ciąży. Wykryłam
go trzy tygodnie temu. Od tego czasu mąż kłamał, kręcił, zwodził mnie, aż
parę dni temu oznajmił, że nie może i nie chce zerwać z tą panią, wobec czego
odchodzi.
Nie wiem, co robić. Problemy bytowe to pikuś w porównaniu z tym, jak pozostać
w tym wszystkim sobą, przyzwoitym człowiekiem i nie zwariować. Wiem, że nie
powinnam się rozwodzić. Ale dla mnie "rozwód" cwyilny i tak nie oznacza
pozbycia się męża z życiorysu. Miałby tylko znaczenie praktyczne, i to duże,
bo nie mam mieszkania. Na razie mieszkam w mieszkaniu mojego męża, z dziećmi,
a on u mamy, ale wiem, że on nie ma widoków na inne mieszkanie, jego pani też
nie, więc wiem z całą pewnością że prędzej czy później upomną się o to
mieszkanie. Co wtedy ze mną i dziewczynkami? Tak naprawdę tylko rozwód z
orzekaniem o winie daje mi szansę na zmuszenie męża do zapewnienia nam
jakiegoś dachu nad głową. Ale rozwód...
A jeśli wróci? Co mam zrobić, jeśli wróci? Jak uwierzyć, że coś zrozumiał, że
rzeczywiście żałuje, a nie że po prostu znudził się tej pani albo dotarło do
niego, że każdy ma wady? jak mam mu uwierzyć, skoro kłamał przez jeden z
najważniejszych - wydawało mi się - okresów w moim życiu? Skoro oszukiwał
mnie, aby zostawić mnie nie mogącą chodzić w ostatnim miesiącu ciąży, żeby
spotkać się z tą kobietą? Dzwonił do niej tuż po wyjściu z porodówki, o
północy w rocznicę naszego ślubu, spotykał się z nią, kiedy ja siedziałam w
domu z dwójką chorych dzieci... Jak mam wybaczyć? Jak nie czuć tego
strasznego żalu, urazy?
Módlcie się za nas.