Dodaj do ulubionych

jak skłonic męża do większej religijności

19.12.05, 13:49
Jesteśmy małżeństewm od prawie 7 lat mamy 2 letnie dziecko i w kwietniu
będziemy miec drugie. uwazam że jed\steśmy dobrym małżeństwem przeszlismy
kilki kryzsów ale przetrwalismy, Kocham mojego męza bardzo ale są sprawy
które mnie bardzo denerwują a naj wazniejszą jest podejscie do spraw wiary.
podam kilka przkładów a wy powiedzcie co o tym myslicie.wieczorna modlitwa on
sie nie modli wieczorem ani rano ja postanowiłam ze jeżeli jest dziecko i
chcemy je dobrze wychowac tzn w wierze to powinnismy codziennie przynajmniej
wieczorem razem sie modlic i gdy bym ja nie zainicjowała wieczorem modlitwy
to on nie zaproponuje tego, następna jest spowiedz muszę nalegac długo aby
poszedł przed swię tami to jeszcze nic ale ostatnio była taka sytłacja ze
zmarł mój ukochany dziadzius i chciałam żeby w mszu pogrzebowej w pełni
uczestniczł i wiedział ze to dlamnie bardzo ważne to po długich namowach
poszedł, bardzo mnie to bolało.Czasami niedzielna msza tez jes dla niego
trudem nie mówiąc o np rekolekcjach. Kocham bardzo mojego męza jest dobrym
człowiekiem i chciała bym aby był dobrym katolikiem, chodzwiem że nie miał
przkładu w domu tak jak ja. Wychowała mnie babcia i dziadzius oni mnie
nauczli modlitwy i jak kochac Boga chce też to przekazac swoim dziecią ale
chce aby mój mąz w tym mi pomógł.
Obserwuj wątek
    • alex05012000 Re: jak skłonic męża do większej religijności 19.12.05, 15:14
      nie jestem najlepszym przykładem w tej materii, bo sama nie zachowuję wielu
      praktyk, a i jestem bardzo tolerancyjna dla współmałżonka, tzn robi co uważa za
      stosowne... według mnie nie można wymuszać na kimkolwiek (z mężem czy żoną
      włącznie) wspólnej czy niewspólnej modlitwy, spowiedzi, chadzania na niedzielne
      msze, udziału w rekolwekcjach, itd.; dla mnie sprawy wiary są bardzo
      personalne, intymne rzec można, sa sprawa indywidualnego sumienia każdego i
      nikt nie powinien się wtrącac jeśli zainteresowana osoba sama wyraźnie nie
      poprosi.... ; mogę zrozumieć, iż chciałabyś aby mąż był przykładnym katolikiem
      i wykonywał wiele praktyk, które ty uważasz za niezbędne, dobre, konieczne w
      życiu, ale skłanianie, czy raczej zmuszanie męża do tychże uważam już za wielce
      niestosowne i mogące prowadzić do wręcz odwrotnego skutku... zamiast się nimi
      zainteresować znienawidzi je (ciągle mówię o praktykach religijnych). Czy
      spowiedź z przymuszenia żony, dla świętego spokoju, ma jakikolwiek sens???
      chyba niebardzo...
      Mój mąż jest osobą wierzącą, nie praktykuje zewnętrznie swej wiary w postaci
      uczestnictwa we mszy, spowiedzi itd, i ja to szanuję, nie nakłaniam go do
      niczego, wychodząc za niego za mąż doskonale wiedziałam jaki jest kształt jego
      wiary, owszem przyjął bierzmowanie i wziął ze mną ślub kościelny, ale nie
      wyobrażam sobie abym zmuszała go do towarzyszenia mi na mszę albo spowiedzi...
      jeśli chodzi o wychowanie dziecka w wierze staram się zapewnić naszej córce w
      tej materii co mogę i potrafię, czytamy Pismo święte, religijne książki i
      czasopisma, czasami bywamy na mszy... robię to sama, aczkolwiek mąż córce o
      Bogu umiałby opowiedzieć...
      tak więc, moim skromnym zdaniem, nic na siłę, wiara z przymusu nie będzie miała
      wartości a jeszcze może doprowadzić z czasem do jakiegoś konfliktu między tobą
      a małżonkiem...
    • samboraga Re: jak skłonic męża do większej religijności 19.12.05, 15:24
      Nie skłaniałabym męża na Twoim miejscu. Zwłaszcza do 'większej religijności'wink
      To tak półżartemwink)
      Na pewno warto, żebyście porozmawiali czy mąż w ogóle wierzy, bo możliwe, że to
      o co Ty go prosisz (codzienna modlitwa, spowiedź, uczestnictwo we mszy) to dla
      niego męczące rytuały, nie mające nic wspólnego z wiarą. W takim wypadku
      'zmuszanie', nawet łagodne, nie ma sensu (moim zdaniem).
      Natomiast na pewno powinnaś powiedziec, że dla Ciebie wiara jest ważna. I ważne
      jest dla Ciebie wychowanie dziecka w wierze. I, że Ty chcesz chodzic z
      dzieckiem do kościoła, modlić się.
      Wiem, że to trudniej, gdy tylko jedno z rodziców żyje wiarą, ale (na razie
      przynajmniej) chyba nie ma wyjścia. A dziecko i tak by spostrzegło, że tatuś
      'udaje'. Moim zdaniem ważniejsza jest autentycznośc (może możesz powiedziec
      dziecku, że tatuś szuka Boga?) w wychowywaniu dziecka. Kiedyś rozmawialiśmy na
      forum czy można wychowac w wierze dziecko przy 'niesprzyjajacych'
      okolicznościach. Możnasmile))
      A jak można otworzyć człowieka na Boga? Można próbować, można pokazywać swoją
      wiarą, można się modlić - ale to tylko sprawa tego człowieka i Bogasmile
      • yamadam2 Re: jak skłonic męża do większej religijności 19.12.05, 15:48
        samboraga napisała:
        > A jak można otworzyć człowieka na Boga? Można próbować, można pokazywać swoją
        > wiarą, można się modlić - to bardzo dobra rada!!!
        Człowiek uczy się żyć od dziecka przez NAŚLADOWNICTWO a nie przez nakazy,
        dlatego ważna jest TWOJA postawa.
        Dostałaś gotową recepte jak na dłoni a teraz żyj wiarą w pełni tego słowa
        znaczeniu, na niektóre cuda trzeba troszkę poczekać.
        Rób swoje a Pan Bóg zrobi swoje.

        • samboraga Re: jak skłonic męża do większej religijności 19.12.05, 15:56
          tak tylko dodam, że z tym 'prowadzeniem' i dziecka, i dorosłego to skomplikowana
          sprawa i czasami drogi do Boga są bardzo kręte, sama wyrosłam w domu 'religijnym
          od święta'wink
        • yamadam2 Re: jak skłonic męża do większej religijności 19.12.05, 16:45
          Nie myśl,że my wszyscy tu na ciebie krzyczymy to wszystko z miłosć hi hi.
          Znam małżeństwo, gdzie moja znajoma miała ten sam problem, nie zmuszała męża do
          niczego żyła swoją wiarą na codzień ale codziennie się za niego modliła i ten
          dobry człowiek (jej maż)teraz jeździ z nami na rekolekcje hi hi ale trwało to
          dobrych killllka lat.
    • minerwamcg Re: jak skłonic męża do większej religijności 19.12.05, 16:04
      Mnie się też wydaje, że nie tędy droga. Nawrócenia nie zaczyna się od praktyk
      religijnych, w dodatku wyproszonych i wybłaganych. Trudno liczyć, że ktoś
      stanie się lepszym chrześcijaninem od tego, że zacznie częściej chodzić do
      kościoła - to jest zaczynanie sprawy od końca.
      Wydaje mi się, że te sprawy nie powinny Cię "bardzo denerwować". Przyjmij je
      spokojnie, jak wady ukochanej przecież osoby, i nie rób niczego na siłę. Dla
      Ciebie to proste: iść do kościoła, iść na rekolekcje, iść do spowiedzi. A dla
      niego prawdopodobnie nie. Może stracił przekonanie do tych praktyk? Wiarę w ich
      sens? To naprawdę może być głębsza sprawa. Poza tym: co z tego, że mąż pójdzie
      do kościoła czy do spowiedzi dla Ciebie? Celem jednak powinien być Ktoś Inny...
      Myślę, że powinnaś w dalszym ciągu być animatorką domowego życia religijnego.
      Proponuj modlitwę. Proponuj rekolekcje, nabożeństwa. Niech dziecko wie, że w
      domu są to sprawy ważne, nawet jeśli tata nie bierze w nich szczególnie
      aktywnego udziału.
    • katriel Re: jak skłonic męża do większej religijności 19.12.05, 16:17
      > podam kilka przkładów a wy powiedzcie co o tym myslicie.
      OK.

      > on sie nie modli wieczorem ani rano
      Skąd wiesz, że się nie modli? Powiedział Ci? Pytałaś, dlaczego?

      > ja postanowiłam ze jeżeli jest dziecko i chcemy je dobrze wychowac
      > to powinnismy codziennie przynajmniej wieczorem razem sie modlic
      Ty postanowiłaś? A co o tym myśli Twój mąż (a ojciec dziecka)?

      > następna jest spowiedz muszę nalegac długo aby poszedł przed swiętami
      Dlaczego "musisz"? Czy próbowałaś kiedyś nie nalegać? Co się wtedy takiego
      strasznego stało?

      > zmarł mój ukochany dziadzius i chciałam żeby w mszu pogrzebowej w pełni
      > uczestniczł
      A bez wcześniejszej spowiedzi nie mógł tego zrobić? Podobno jest dobrym
      człowiekiem. Dobrzy ludzie nie popełniają grzechów śmiertelnych na każdym
      kroku.

      > i wiedział ze to dlamnie bardzo ważne to po długich namowach
      > poszedł, bardzo mnie to bolało.
      Zapewne wyraziłaś się niezbyt precyzyjnie. Podejrzewam, że to wcześniejszy
      opór męża cię bolał, a nie to, że w końcu jednak poszedł do spowiedzi. Z tego,
      że poszedł, może się nawet ucieszyłaś. Pytanie: powiedziałaś mu, jak bardzo
      się ucieszyłaś?

      > niedzielna msza tez jes dla niego trudem
      Tym większa jego zasługa, gdy jednak na nią idzie. (I zapewne wieksza niż
      Twoja, jesli dla Ciebie masza to przyjemność.)

      > nie mówiąc o np rekolekcjach.
      O, bo rekolekcjoniści często plotą jak Piekarski na mękach.

      > Kocham bardzo mojego męza jest dobrym człowiekiem i chciałabym aby był
      > dobrym katolikiem
      A czy ON chce być dobrym katolikiem? I co każde z Was rozumie przez "bycie
      dobrym katolikiem"?

      > Wychowała mnie babcia i dziadzius oni mnie nauczli modlitwy i jak kochac
      > Boga chce też to przekazac swoim dzieciom ale chce aby mój mąz w tym
      > mi pomógł.
      A co o tym myśli Twój mąż?

      • mabrulki Re: jak skłonic męża do większej religijności 19.12.05, 18:57
        Ma podobną sytuację.Nawróciłam się już jako mężatka, ślub brałam z miłości, nie
        zwracałam uwagi na przekonania religijne przyszłego małżonka.
        Podobnie jak Tobie, po nawróceniu zaczęło mi zależeć na wprowadzaniu do naszego
        domowego życia zwyczajów i akcentów chrześcijańskich, zwłaszcza że mamy dziecko,
        a bardzo chcę mu przekazać swoją wiarę.Podobnie jak Ty, tęsknię do tego byśmy w
        niedzielę we trójkę szli na nabożeństwo, do rozmów o Bogu, do małej rodzinnej
        wspólnoty.
        Dziewczyny wyżej napisały moim zdaniem już wszystko,jeśli chodzi o rady.
        Ja mogę Ci tylko zaświadczyć co działa modlitwa (moja) do Pana o łaskę dla
        mojego męża,taką, jaką ja otrzymałam (nawrócenie),o nieustawanie w ,jak ja to
        sobie nazwałam, zachęcaniu przez Ducha żeby wszedł na Jego drogę.Widzę że mój
        mąż podpytuje mnie o różne sprawy wiary,mojego Kościoła,interesuje się.Poszedł
        ze mną na spotkanie wigilijne w kościele.zaczyna coś przebąkiwać że może pójdzie
        (kiedyś) ze mną na spotkanie Słowa (spotykam się regularnie z grupą młodych
        ludzi na czytaniu Pisma i rozmowie o nim).Przede wszystkim jednak ja widzę
        działanie Ducha, o które się modlę, w jego (męża znaczy) codziennym zachowaniu,w
        stosunku do mnie i mojej wiary (zmieniło się to wszystko na dużo lepsze).
        Pozdrawiam
        • mama_domika Re: jak skłonic męża do większej religijności 28.12.05, 14:44
          dziękuję z te słowa otuchy
      • mama_domika Re: jak skłonic męża do większej religijności 28.12.05, 14:41
        katriel napisała:

        > > podam kilka przkładów a wy powiedzcie co o tym myslicie.
        > OK.
        >
        > > on sie nie modli wieczorem ani rano
        > Skąd wiesz, że się nie modli? Powiedział Ci? Pytałaś, dlaczego?
        > wiem bo pytam i rozmawiam z nim o tym

        > > ja postanowiłam ze jeżeli jest dziecko i chcemy je dobrze wychowac
        > > to powinnismy codziennie przynajmniej wieczorem razem sie modlic
        > Ty postanowiłaś? A co o tym myśli Twój mąż (a ojciec dziecka)?
        > jemu to jest obojętne ale gdy ja klękam on też
        > > następna jest spowiedz muszę nalegac długo aby poszedł przed swiętami
        > Dlaczego "musisz"? Czy próbowałaś kiedyś nie nalegać? Co się wtedy takiego
        > strasznego stało?
        nie muszę nalegac ale zależy mi aby się spowiadał może nic by się nie stało ale
        mi to by przeszkadzało
        >
        > > zmarł mój ukochany dziadzius i chciałam żeby w mszu pogrzebowej w pełni
        > > uczestniczł
        > A bez wcześniejszej spowiedzi nie mógł tego zrobić? Podobno jest dobrym
        > człowiekiem. Dobrzy ludzie nie popełniają grzechów śmiertelnych na każdym
        > kroku.
        nie chodzi o grzech śmiertelny nie wyolbrzymiaj katolicy nie chodzą do
        spowiedzi tylko po popełnieniu ciężkich grzechów rożne zaniedbania lenistwo czy
        zbytnie przeklinanie też obrażają Boga
        >
        > > i wiedział ze to dlamnie bardzo ważne to po długich namowach
        > > poszedł, bardzo mnie to bolało.
        > Zapewne wyraziłaś się niezbyt precyzyjnie. Podejrzewam, że to wcześniejszy
        > opór męża cię bolał, a nie to, że w końcu jednak poszedł do spowiedzi. Z tego,
        > że poszedł, może się nawet ucieszyłaś. Pytanie: powiedziałaś mu, jak bardzo
        > się ucieszyłaś?
        tak powiedziałam o swoich uczuciach i dobrych i złych rozmawiamy szczerze
        >
        > > niedzielna msza tez jes dla niego trudem
        > Tym większa jego zasługa, gdy jednak na nią idzie. (I zapewne wieksza niż
        > Twoja, jesli dla Ciebie masza to przyjemność.)
        dlamnie to nie tylko przyjemność ale tez obowiązkowe spotkanie z kimś dla mnie
        ważnym i kochanym.
        >
        > > nie mówiąc o np rekolekcjach.
        > O, bo rekolekcjoniści często plotą jak Piekarski na mękach.
        a często mozna się czegos ciekawego dowiedzie wystarczy wybrac odpowiednie
        rekolekcje
        >
        > > Kocham bardzo mojego męza jest dobrym człowiekiem i chciałabym aby był
        > > dobrym katolikiem
        > A czy ON chce być dobrym katolikiem? I co każde z Was rozumie przez "bycie
        > dobrym katolikiem"?
        >
        > > Wychowała mnie babcia i dziadzius oni mnie nauczli modlitwy i jak kochac
        > > Boga chce też to przekazac swoim dzieciom ale chce aby mój mąz w tym
        > > mi pomógł.
        > A co o tym myśli Twój mąż?
        >na te dwa ostatne pytania to chyba moze ci odpowiedziec tylko mój mąz.
        • isma O spowiedzi 28.12.05, 14:54
          Marginalnie: obowiazkowa jest spowiedz z grzechow ciezkich, i - poprawcie,
          jesli juz nie - spowiedz raz w roku. Owszem, mozna sie spowiadac z grzechow
          lekkich - jest to tzw. spowiedz z poboznosci (majaca raczej wymiar formacyjny,
          dla osob chcacych postepowac w rozwoju duchowym), ale, ekhem, jesli tej
          poboznosci w ogole brakuje, to wywieranie nacisku na latanie do konfesjonalu ze
          sprawami drobnymi moze miec skutek odwrotny od pozadanego.
          Grzechy powszednie gladzi Komunia sw. wink)) - takoz sakramentalne spotkanie z
          Jezusem wink)).
          • mama_domika Re: O spowiedzi 29.12.05, 21:13
            dzięki Ismo za tą wypowiedz.
        • katriel Re: jak skłonic męża do większej religijności 29.12.05, 10:46
          Kochana Mamo_domiko (a może Mamo_domika?).
          Przede wszystkim, nie chciałam na Ciebie naskoczyć, a chyba trochę tak
          zabrzmiałam. Przepraszam.
          Spróbuję jeszcze raz, staranniej tłumacząc o co mi chodzi.
          Wyjdzie długie, więc spróbuję w odcinkach.

          Odruchowo wszystko to, co napisałaś, zaczęłam porównywać z najlepiej znanymi mi
          rodzinami: własnym małżeństwem i małżeństwem moich Rodziców (oba uważam za
          niezwykle udane).
          Napisałaś
          > > > on sie nie modli wieczorem ani rano
          > > > ja postanowiłam ze jeżeli jest dziecko i chcemy je dobrze wychowac
          > > > to powinnismy codziennie przynajmniej wieczorem razem sie modlic

          No cóż. Moi Rodzice, z tego co wiem, nie modlili się razem - a na pewno nie
          modlili się ze mną (za mojej pamięci, być może któreś z nich modliło się ze mną
          zanim skończyłam 5 lat). Nie przypominam sobie, żebym widziała moich Rodziców
          modlących się (poza niedzielną Mszą); zresztą i to rzadko, bo najpierw
          chodziliśmy razem na Mszę dla dzieci, an której ja siadałam z przodu, między
          dziećmi, a Rodzice stali z tyłu, a potem zaczęłam chodzić sama na Mszę
          młódzieżową. Mimo to (a może właśnie dlatego) wyrosłam w przekonaniu, że modlić
          się trzeba; ale jednocześnie w przekonaniu, że modlitwa osobista to absolutnie
          prywatna sprawa, sprawa między mną a Bogiem, do której postronnym (w tym
          Rodzicom) nic.
          U mnie (i mojego męża) to poczucie prywatności nie jest aż tak nasilone, aby nie
          dopuszczało wspólnej modlitwy; z tym że nasza wspólna modlitwa to modlitwa
          Psalmami, a zatem poniekąd "gotowym tekstem". Nie wyobrażam sobie, abym mogła na
          tym poprzestać; pragnę i potrzebuję oprócz tego spontanicznej rozmowy z Bogiem,
          do której jednak już nikogo trzeciego (nawet męża) nie dopuszczam.
          Nie wiem, czy i jak często mój mąż modli się indywidualnie. Znam go na tyle
          dobrze, żeby wiedzieć, że czułby sie urażony, gdybym zapytała.

          Jestem gotowa zgodzić się, że traktowanie modlitwy i spraw wiary w ten sposób
          jest pewną słabością. Ale wszyscy mamy przecież jakieś słabości, prawda?
          Oczywiście, trzeba z nimi walczyć. Ale może niekoniecznie za wszystkimi naraz,
          może ta akurat nie jest najgroźniejsza?

          Wiem, że niektórzy mają inaczej. Znam małżeństwa, które modlą się wspólnie
          spontanicznie, własnymi słowami; które wspólnie rozważają Pismo św. Znam też
          takie, które odstają od nas w przeciwną stronę: modlą się wyłącznie pojedynczo.
          I jedni, i drudzy wychowują swoje dzieci w wierze. Zapewne wspólna modlitwa
          byłaby tu dużą pomocą, ale nie jest tak, że jeśli jej brakuje, to dziecko jest
          stracone.

          Trochę też dlatego, kiedy napisałaś
          > > > ja postanowiłam ze jeżeli jest dziecko i chcemy je dobrze wychowac
          > > > to powinnismy codziennie przynajmniej wieczorem razem sie modlic
          to ja zapytałam
          > > Ty postanowiłaś? A co o tym myśli Twój mąż (a ojciec dziecka)?
          na co Ty
          > jemu to jest obojętne.
          Ejże! Tu nie ma "obojętne". Pytanie brzmi: "czy wspólna modlitwa małżonków jest
          konieczna, aby dobrze wychować dziecko". Możliwe odpowiedzi są "tak", "nie",
          "nie wiem". Zapewne Twój Mąż, podobnie jak ja, uważa, że nie jest konieczna
          (choć być może wskazana). Jesli Ty uważasz inaczej, to spróbuj Go przekonać.
          Merytorycznymi argumentami, w końcu to mężczyzna.

          A jeśli wcale nie o to Ci chodzi, tylko po prostu wspólna modlitwa z Mężem daje
          Ci wiele radości i chcesz się z nim razem modlić - to powiedz Mu, że to o to
          chodzi. I poproś, nie wymagaj. Jeśli Ty chcesz się modlić razem, a On osobno, to
          dlaczego ma wyjść akurat na Twoje? (Jeśli Ty chcesz odmawiać Różaniec, a On
          Brewiarz, to dlaczego ma wyjść akurat na Twoje? Jeżeli Ty chcesz się modlić o
          21:00, a On o 18:00, to dlaczego ma wyjść akurat na Twoje? Jeżeli Ty chcesz mieć
          na ścianie Matkę Boską Częstochowską, a on Trójcę Rublowa, to dlaczego ma wyjść
          akurat na Twoje? Itd.)

          cdn.
          • isma Re: jak skłonic męża do większej religijności 29.12.05, 11:02
            Katriel, amen, amen, amen.
        • katriel Re: jak skłonic męża do większej religijności cd 29.12.05, 11:36
          Odbyłyśmy następującą wymianę zdań:
          > > > następna jest spowiedz muszę nalegac długo aby poszedł
          > > > przed swiętami
          > > Dlaczego "musisz"? Czy próbowałaś kiedyś nie nalegać? Co się wtedy
          > > takiego strasznego stało?
          > nie muszę nalegac ale zależy mi aby się spowiadał
          > może nic by się nie stało ale mi to by przeszkadzało

          To znaczy co by Ci przeszkadzało? Przeszkadzałoby Ci, gdybyś nie nalegała???
          Chyba nie. Podejrzewam, że masz na myśli, że przeszkadzałoby Ci, gdyby Twój Mąż
          nie wyspowiadał się przed Świetami. No więc ja się zupełnie serio pytam: czy
          próbowałaś nie nalegać? Nie wspomnieć ani słowem o spowiedzi? Albo np. napomknąć
          raz, parę tygodni przed Świętami (choćby nawet w formie "ech, poszedłbyś do
          spowiedzi, bo potem to takie kolejki będą, że szkoda gadać"), i na tym koniec?
          Albo odwrócić sytuację: poprosić Męża, aby dopilnował Ciebie, żebyś poszła do
          spowiedzi przed Świętami?
          I jakie były (byłyby) skutki takiego postępowania? Tzn. czy Twój Mąż niepoganiany:
          a) poszedłby do spowiedzi?
          b) zrobiłby rachunek sumienia i stwierdziwszy, że nie ciąży na nim grzech
          śmiertelny, przystapiłby w Święta do Komunii bez wcześniejszej spowiedzi?
          c) nie zrobiłby rachunku sumienia, a mimo to w Święta przystąpił do
          (potencjalnie Świętokradzkiej) Komunii?
          d) przeżył Święta bez Komunii Św.?

          Jeśli masz powody przypuszczać, że zaszłaby ewentualność c), to jesteś - moim
          zdaniem - w pełni usprawiedliwiona w swoim naleganiu na Męża. Z Twoich
          wypowiedzi wydaje mi się, że zakładasz, iż zaszłaby ewentualność d) - i nie
          jestem pewna, czy nie lepiej (dla zdrowia psychicznego i dojrzałości duchowej
          Twojego Męża) byłoby dopuścić do tego, aby zaszła. Nie znam Go, ale może to by
          Nim wstrząsnęło? Ponadto, co ważniejsze: jeśli faktycznie nigdy nie próbowałaś
          odpuścić, to skąd wiesz, że nie zaszłaby możliwość a) (lub b))?

          Znowu nasuwają mi się porównania z moją rodziną. Wiesz, że ja nie mam pojęcia,
          czy mój mąż poszedł do spowiedzi w Adwencie? (Wiem, że poszedł do Komunii na
          Pasterce, ale to w zasadzie żadna informacja, bo do Komunii przystępuje, z tego
          co wiem, co tydzień.) Przykazania kościelne (przynajmniej raz w roku spowiadać
          się, w czasie Wielkanocnym Komunię świętą przyjąć) wyznaczają minimum życia
          sakramentalnego obowiązującego katolika. Wszystko, co ponad to, jest sprawą
          indywidualnej pobożności, którą można zalecać, ale nie wydaje mi się, abyś miała
          prawo wymagać jej od Męża.

          Teraz dygresja: przypowieść o naleganiu.
          Jestem osobą przekorną, a byłam jeszcze bardziej przekorna jako nastolatka.
          Byłam też straszliwą bałaganiarą, a mój pokój wyglądał jak pobojowisko (zresztą
          bałaganiarą też dalej jestem). Od czasu do czasu moi Rodzice prosili, żebym
          posprzątała (np. "chociaż na Święta"). Jeżyłam się wtedy i tym bardziej nic nie
          robiłam. Od czasu do czasu zdarzało mi się jednak samej postanowić zrobić
          porządek (na ogół dlatego, że przy rachunku sumienia przed spowiedzią
          przekonałam samą siebie, że mam taki moralny obowiązek). Zdarzyło się jednak
          kiedyś, że wróciłam do domu z mocnym postanowieniem, że właśnie tego dnia będę
          sprzątać; i w progu natknęłam się na Mamę, która... przypomniała mi, żebym "w
          końcu posprzątała". Poszłam do swojego pokoju, rzuciłam się na łóżko i ryczałam.
          Miałam bardzo silne, choć kompletnie irracjonalne poczucie, że swoją uwagą Mama
          w zasadzie uniemożliwiła mi wypełnienie mego obowiązku; że, jesli teraz zabiorę
          się do sprzątania, to to będzie tylko ze względu na naleganie Mamy i w ten
          sposób nie tylko będzie to nic nie warte, ale w dodatku stracę twarz i poniosę
          uszczerbek na dumie i godności osobistej. (Głupie, nie?)
          Nie pamiętam, czy w końcu wtedy posprzątałam, czy nie. Ale jestem absolutnie
          pewna, że sprzątałabym częściej, gdyby mi nie przypominano (choć to "częściej" w
          dalszym ciągu byłoby za rzadko dla moich Rodziców i w ogóle jakiejkolwiek
          rozsądnie myślącej osoby).

          cdn.
        • katriel Re: jak skłonic męża do większej religijności 29.12.05, 12:27
          Jeszcze parę spraw.

          Powiadasz, że na rekolekcjach
          > często mozna się czegos ciekawego dowiedzie wystarczy wybrac odpowiednie
          > rekolekcje.
          Niby prawda, ale wcale nie zawsze to jest takie proste. Wiem, bo mój mąż na
          rekolekcje wprawdzie stara się chodzić (i świadomie wybierać: a to u
          Dominikanów, a to "rekolekcje dla inteligencji" w katedrze...), ale też na ogół
          przeprowadza (już w domu, po powrocie) miażdżącą krytykę, wytykając kaznodziejom
          błędy logiczne i doktrynalne. Całkiem po prostu, jest inteligentniejszy od
          większości rekolekcjonistów. (Ostatnim razem po namyśle uznał, że lepiej już
          rekolekcje zrobi sobie sam; i tak zrobił, przez kilka wieczorów czytając "Pełnię
          modlitwy" Woronieckiego.)

          I drugie. W odpowiedzi na moje pytania
          > > A czy ON chce być dobrym katolikiem? I co każde z Was rozumie przez
          > > "bycie dobrym katolikiem"?
          oraz
          > > A co o tym [o przekazywaniu wiary dzieciom] myśli Twój mąż?
          napisałaś
          > > na te dwa ostatne pytania to chyba moze ci odpowiedziec tylko mój mąz.

          Nie wiem. Zapewne Twój Mąż może mi odpowiedzieć, czy chce być dobrym katolikiem
          i co przez to rozumie; zapewne może mi też powiedzieć, co myśli o przekazywaniu
          wiary dzieciom. Nie znam Twojego Męża, więc nie mogę Go o to zapytać, pytam
          Ciebie, bo jako Jego Żona możesz to wiedzieć. Jeśli nie, to trudno.
          Ale z pewnością to Ty możesz powiedzieć, co rozumiesz przez "bycie dobrym
          katolikiem". Co jest najważniejsze w byciu dobrym katolikiem? Jakie kryteria
          rozstrzygają? Dla mnie to brzmi jak frazes, pod którym nie wiem co się kryje.

          A pytania moje zmierzały po trosze do rozróżnienia między dwiema możliwymi
          interpretacjami zachowania Twego Męża. Może być tak, że Mąż podziela Twój
          moralny ideał "dobrego katolika", ale z braku silnej woli bądź łaski Bożej nie
          realizuje go tak, jakby chciał (to samo w sobie jeszcze nie rozstrzyga, czy
          Twoje ponaglenia będą w Nim budziły wdzięczność, czy raczej irytację). Ale może
          też być tak, że Twój mąż nie zgadza się z Tobą na poziomie intelektualnym. Że ma
          po prostu inne priorytety. Np. uważa, że zamiast częstotliwości spowiedzi,
          powinnaś przedyskutować z Nim listę organizacji charytatywnych, które
          wspieracie. Albo, że zamiast klękać z Tobą do pacierza wolałby porozmawiać o
          znaczeniu encyklik papieskich.
          Bo na razie, to ja wiem (od Ciebie), co Twój Mąż robi. Ale nie wiem, co myśli. A
          to chyba ważne, nie?

          Z modlitwą,
          katriel


          • mama_domika Re: Do Katriel 30.12.05, 21:06
            Dziękuję za twoje wszystkie sugestie wypowiedzi i pytania przecztałam je
            dopiero raz i to może trochę pobieżnie ale postaram sie jeszcze raz to
            przanalizowac i ci dopisac szczegulnie na te dwa ostatnie pytania
            donosnie "bycia dobrym katolikiem" Chcę żebys wiedziała że zadnych z twoich
            wypowiedzi czy pytań nie odbieram jako nagonki.Zwróciłam się do forumowiczów z
            tym pytaniem z paru względów może dlatego że niemama w swoim otoczeniu osoby
            obiektwnej której bym ufała i była by dlamnie jakimś autorytetem moralnym i nie
            tylko moralnym. I czasami to czuję się bardzo zagubiona z tego powodu, a forum
            szczególnie to jest dla mnie jakimś ratunkiem.
            Pozdrawiam
        • mcmaxim Re: jak skłonic męża do większej religijności 04.01.06, 15:55
          mama_domika napisała:

          > > > niedzielna msza tez jes dla niego trudem
          > > Tym większa jego zasługa, gdy jednak na nią idzie. (I zapewne wieksza niż
          >
          > > Twoja, jesli dla Ciebie masza to przyjemność.)
          > dlamnie to nie tylko przyjemność ale tez obowiązkowe spotkanie z kimś dla mnie
          > ważnym i kochanym.
          Ehm... jakos po twoich wypowiedziach mam nieciekawy wizerunek Twojego podejscia do spraw wiary. Tym bardziej, iz pojscie na nabozenstwo traktujesz jako obowiazek - co prawda spotkanie z kims kochanym, ale obowiazkowe. Ehm, nie znam Cie, zeby autorytatywnie sie wypowiadac, ale obawiam sie, ze Ty sama powinnas pomyslec o zwiekszeniu swojej poboznosci. Ale nie tej zewnetrznej, lecz wewnetrznej.
    • elwinga Re: jak skłonic męża do większej religijności 19.12.05, 20:30
      A jak było wcześniej? Czy Ty zawsze byłaś bardziej religijna od męża, a on
      zachowywał się tak, jak teraz (tj. nie chodził sam z siebie do spowiedzi,
      itp.)? Czy Ty stałaś się bardziej religijna już po ślubie? Czy mąż był kiedyś
      bardziej religijny, tak, jak Ty, a potem się zmienił?
    • madziaq Re: jak skłonic męża do większej religijności 19.12.05, 22:07
      Ja co prawda jeszcze nie mam męża, więc może nie powinnam się wypowiadać. Ale na
      własnym przykładzie doświadczyłam, że nie ma "skłanianie do większej
      religijności" odnosi czasem (a wydaje mi się, że nawet często) skutek odwrotny
      do zamierzonego. Przecież chodzenie do kościoła, na rekolekcje czy do spowiedzi
      "dla świętego spokoju" nie ma chyba większego sensu. Nie piszesz, jak jest z
      wiarą (a nie religijnością) Twojego męża. Może on głęboko wierzy w Boga, ale np
      ma opory przed modlitwą z innymi osobami. Przyznam, że np dla mnie kontakt z
      Bogiem jest czymś tak prywatnym, że modlę się prawie wyłącznie w samotności.
    • pawlinka Re: jak skłonic męża do większej religijności 19.12.05, 23:16
      Hmmm. Też jestem zdania, żeby nie zmuszać...Opowiem Ci pewną historię. On
      pochodził z wierzacej rodziny, ona - zupełnie "zimnej". Pobrali się, urodziły
      się dzieci. Po pewnym czasie stwierdził, że właściwie to już nie wierzy. Nawet
      zaczął wrogo i wojowniczo odnosić się do tych wierzacych. Ona - pewnego dnia
      zapytana przez kogoś o coś na temat swojej wiary, której nie znałą, nie
      potrzebowała, stwierdziła, ze nic nie wie. Z ciekawości, potrzeby poznania,
      zaczęła szukać odpowiedzi. Znalazła...Boga. Zupełnie niespodziewnie dla samej
      siebie. Zaczął sie dla niaj nowy etap życia. On ? wściekł się. Jednak
      małżeństwo twało. Modliła się, delikatnie rozmawiała. Bez skutku. Cierpiała
      bardzo. Najmłodsze dziecko miało przystapić do Komunii. Zapytało: "A
      tata?" "Nie pójdę, nie wierzę". "To ja też nie". I...tak jak przed laty ona,
      tak teraz on zaczyna szukać. Może to banał, nie wiem. Wiem, tylko to, co
      wiedzę: razem modlącą sie rodzinę. Nie wiem, co Bóg przygotował. Czasem to
      będzie rozmowa, czasem pytanie, czasem - forum? (smile)Przebudzenie może
      nastąpić, ale to Duch działa, nikt inny!!!

      Po prostu bądź przy nim i módl się!
      • verdana Re: jak skłonic męża do większej religijności 28.12.05, 19:27
        A wyobraź sobie sytuacje odwrotną. Ty modlisz się, chodzisz do spowiedzi - to
        dla Ciebie bardzo wazne i istotne. A Twoj mąż zaczyna systematycznie prosić
        Cię, przekonywać, błagać, byś przestała to robić - bo dla dobra dzieci
        potrzebna jest jednomyślność wśród rodziców. Jesli on jest niezbyt
        praktykujacy, to lepiej dla dzieci będzie, abyś i Ty przestała praktykować - bo
        inaczej dzieci się pogubia.
        Czy uważałabyś, ze to w porzadku? Że u siebie w domu nie możesz być tym, kim
        jesteś naprawdę?
        I obawiam się, ze mozna zmusić męża do praktykowania - dla świętego spokoju. Do
        praktykowania, a nie do większej wiary. Tylko czy On tedy będzie jeszcze u
        siebie w domu? Czy nie zmusisz go przypadkiem do swoistego oszustwa? W domu
        także powinna panować wolność sumienia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka