Dodaj do ulubionych

Odpowiedzialne rodzicielstwo

19.01.06, 11:22
Dziewczyny (chłopakismile z czym wam się kojarzy to sformułowanie? Co według was
dziś oznacza być odpowiedzialnym rodzicem?
Obserwuj wątek
    • mama_kasia Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 19.01.06, 12:57
      Dopiero co o tym myślałam smile
      Kołacze mi się zdanie koleżanki, która powiedziała, że ktoś tam
      ma 10-oro (chyba 10-oro, a w każdym razie dużo) dzieci i czy to jest
      odpowiedzialne rodzicielstwo? Pytanie było retoryczne, bo ona była
      takim faktem oburzona.
      Z kolei inna koleżanka odpowiedziała jej, że co innego w rodzinie
      inteligenckiej, wykształconej, bo tam są większe szanse rozwoju dla
      dziecka, bo tam o dzieci się zatroszczą. ... Też tak można.
      A jeszcze inny przykład z Waszego podwórka (mam na myśli neo smile.
      U nas wspólnotami neo zajmuje się o.Marek, który neguje stosowanie
      npr. Jest za całkowitym poddaniu się woli Boga. I to do ludzi
      trafia. Są przekonani, że tak powinni postępować. Ja rozumiem taką
      postawę cakowitego zaufania Bogu, ale nie podoba mi się, gdy tych
      inaczej postępujących uważa się za gorszych (?)
      Tak przy okazji, czy jest to powszechne w neo?
      Dla mnie odpowiedzialne rodzicielstwo to z jednej strony odwoływanie
      się do własnego rozumu przy podejmowaniu decyzji o powołaniu do życia
      człowieka, a z drugiej o wsłuchiwanie się w wolę Boga w tej sprawie, ale
      takie naprawdę szczere. Z jednoczesną postawą gotowości do przyjęcia
      każdego nowego członka rodziny smile
    • anndelumester Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 19.01.06, 13:43
      Temat rzeka. Ale tak w wielkim skrócie..
      Uważam, ze o ile człowiek żyjący sobie sam (chociaż tak naprawdę to nigdy sami
      sobie nie żyjemy, bo zawsze jest jakieś środowisko/otoczenie) bez zobowiązań
      typu rodzina może sobie robić co chce, bo odpowiada tylko za siebie, tak kiedy
      już są dzieci o to już inna sprawa.
      Osobiście uważam, ze rodzice decydując się na dzieci nakładają na siebie
      ogromny ciężar - bo to jest jak dożywocie wink - odpowiedzialności. Bo nie
      wychowywać czy wychowywać byle jak to żadna sztuka, natomiast ukształtować
      szczęśliwego, zdrowego , rozwiniętego, samodzielnego, mądrego, korzystającego z
      pełni swoich możliwości, następnego odpowiedzialnego człowieka, to już wyższa
      szkoła jazdy. Dziecko wymaga od nas nie tyle poświęceń (to strasznie modne
      ostatnio zarzuty czy usprawiedliwienia) czy ogromnych pieniedzy , ale
      nieustannej pracy, nieustannego zainteresowania, bycia mądrym przewodnikiem -
      czego my w miarę rozgarnięci dorośli musimy się cały czas uczyć. Oczywiście też
      posiadanie dziecka/dzieci wymaga tez naszej nieustannej gotowości na zmiany i
      pewnej elastyczności - bo imo bardzo łatwo narzucić sobie teoretyczne ramy i
      potem próbować wlepiać w nie dziecko, sztuką jest natomiast zmieniać troszkę
      siebie obserwując nasze dzieci..

      No i na koniec - dla mnie odpowiedzialni rodzice to tacy ludzie którzy się
      zastanawiają i nieustannie uczą życia z "nowym człowiekiem" – bo dziecko –
      abstrahując od rożnych teorii to taka biała karta. I to czy zrzucimy na nie
      nasze fiksacje, lęki, obawy itd. zależy tylko od nas i naszej samoświadomości.
      I chyba nieważne czy dzieci jest jedno dwoje czy osmioro – odpowiedzialni
      rodzice zdaja sobie sprawę z tego ile sami mogą i co mogą zapewnić swojemu
      dziecku.
      • jofin Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 19.01.06, 15:00
        W sumie ciekawy problem.
        Z tego co napisalaliscie dla mnie wynikaja dwie definicje odpowiedzialnego
        rodzicielstwa
        - odpowiedzialne, to takie, ktore planuje swiadomie swoja prokreacje i ilosc
        dzieci uzaleznia od mozliwosci zapewnienia im w miare godziwego zycia.
        - odpowiedzialne rodzicielstwo to takie, ktore dba o potrzeby dziecka i w miare
        mozliwosci je zaspokaja i wszytko to co napisane w poscie wyzej.

        A moje prywante zdanie jest takie,ze wskutek rozwoju nauk psychologicznych i
        pedagogicznych i zalewu rynku ksiegarskiego ogromem ksiazek na ten temat, w
        ostatnich czasach rola rodzica zostala otoczona pewnym mitem. Jak sie czyta
        takie posty jak powyzej, to , przepraszam, ale nie sposob temu wszystkiemu
        sprostac.

        Przede wszystkim rodzic ma byc kochajacym rodzicem, kochajacym zdrowa miloscia.
        A czy odpowiedzialnym rodzicem bedzie dla mnie dziewczyna 17letnia, czy 40
        letnia kobieta, bo czesto tego terminu uzywa sie rowniez w przypadku poczecia
        pierwszego dziecka w tych dwoch przypadkach, to chyba nie mi sadzic.

        Rowniez, jezeli rodzina z 10ciorgiem dzieci nalezaca do wspolnoty neo i
        sluchajaca wykladow o. Marka przytoczonych wyzej, bedzie stosowala sie do jego
        nauk, no to rowniez nazwe ich odpowiedzialnymi. Raczej nieodpowiedzilanym nazwe
        o. Marka, poniewaz to nie on bierze na siebie wychowanie tych dzieci i ich
        utrzymanie.

        A w ogole to jakos nie lubie tego sformulowania.
        • mama_kasia Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 19.01.06, 15:20
          > Przede wszystkim rodzic ma byc kochajacym rodzicem, kochajacym zdrowa miloscia.
          > A czy odpowiedzialnym rodzicem bedzie dla mnie dziewczyna 17letnia, czy 40
          > letnia kobieta, bo czesto tego terminu uzywa sie rowniez w przypadku poczecia
          > pierwszego dziecka w tych dwoch przypadkach, to chyba nie mi sadzic.
          >
          > Rowniez, jezeli rodzina z 10ciorgiem dzieci nalezaca do wspolnoty neo i
          > sluchajaca wykladow o. Marka przytoczonych wyzej, bedzie stosowala sie do jego
          > nauk, no to rowniez nazwe ich odpowiedzialnymi. Raczej nieodpowiedzilanym nazwe
          >
          > o. Marka, poniewaz to nie on bierze na siebie wychowanie tych dzieci i ich
          > utrzymanie.

          Ależ jak najbardziej zgadzam się smile
          • mama_kasia Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 19.01.06, 15:24
            I jeszcze - pisząc o odpowiedzialnym rodzicielstwie
            miałam na myśli siebie i mojego męża smile O tym jak to widzę w mojej
            rodzinie. Tylko tyle smile
        • anndelumester Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 19.01.06, 15:58
          jofin napisała:
          > A moje prywante zdanie jest takie,ze wskutek rozwoju nauk psychologicznych i
          > pedagogicznych i zalewu rynku ksiegarskiego ogromem ksiazek na ten temat, w
          > ostatnich czasach rola rodzica zostala otoczona pewnym mitem.
          Bez przesady, zdrowwy rozsądek nakazuje, przynajmniej w moim wypadku i czesci
          osób ktore znam, żeby owszem poznać to co niektorzy proponują na temat
          wychowwania, pielęgnacji itd. dzieci, ale nie wierzyć bezkrytycznie wręcz
          balwochwalczo. Osobiscie uwazam, że nie rodzimy sie ze zdolnosciami
          wychowawczymy czy takim samym podejsciem do drugiego czlowieka i przez cale
          życie możemy sie tego nauczyć. A nawet powinniśmy. Jezeli dla kogos jest
          to "mitologizacja", oki, jego sprawa.
          >>Jak sie czyta
          > takie posty jak powyzej, to , przepraszam, ale nie sposob temu wszystkiemu
          > sprostac.
          A dlaczego nie?
          Od tego mamy rozum, jezeli ktoś wierzy - dany przez Boga, żeby tego rozumu
          uzywać. Ja nie pisze z teorii tylko z praktyki, tak staram sie wychowywać swoje
          dziecko, co nie znaczy ze jest to jedynie sluszna droga i zawsze z samymi
          sukcesami. Chociaż wyniki są calkiem niezłe, nieskromnie mowiąc. Ale pewnie
          dlatego, że generalnie na temat naszego rodzicielstwa caly czas rozmawiamy z
          męzem, i pewne rzeczy przepracowywyjemy. I jezeli mamy jakies wątpliwości, a
          mamy , to po prostu nad nimi rozmyslamy.

          > Przede wszystkim rodzic ma byc kochajacym rodzicem, kochajacym zdrowa
          miloscia.
          Jasna sprawa.
          > A czy odpowiedzialnym rodzicem bedzie dla mnie dziewczyna 17letnia, czy 40
          > letnia kobieta, bo czesto tego terminu uzywa sie rowniez w przypadku poczecia
          > pierwszego dziecka w tych dwoch przypadkach, to chyba nie mi sadzic.
          Osobiście uwazam, i tak bede sugerowac swoim dzieciom, że jest odpowiedni czas
          na różne rzeczy, akurat w wieku 17 lat sugerowałabym zdobywanie wiedzy...
          ale oczywiscie , co kto lubi.

          > Raczej nieodpowiedzilanym nazwe
          >
          > o. Marka, poniewaz to nie on bierze na siebie wychowanie tych dzieci i ich
          > utrzymanie.
          Tak tu sie zgadzam, natomiast jego sluchacze nie są osobami o ograniczonych
          prawach, prawda? Ani totalnie bezwolnymi? Skoro to sa ich dzieci a nie
          o.Marka , to przede wszystkim oni mają obowiązek o nie dbac , nie ojciec
          Marek, sąsiedzi, rodzina, państwo itd.

          • jofin Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 19.01.06, 18:45
            Ja celowo napisalam to co napisalam przewidujac, ze moje slowa moga wywolac
            pewne kontrowersje.
            Dlaczego napisalam, ze wokol rodzicielstwa wyrosl takowy mit, bo wg mnie
            wyrosl. Ludzie zostaja rodzicami nie od dzisiaj, nie od poczatkow powstania
            cywilizacji, ale od zawsze. Dzieki temu gatunek ludzki sie rozwija.
            Zanim zadalabym pytanie o odpowiedzialne rodzicielstwo, wczesniej zapytalabym o
            odpowiedzialne zycie, czy podejscie do zycia. Dlaczego nikt lub niewielu o tym
            mowi, a o odpowiedzialnym rodzicielstwie dosc czesto.

            To fantastycznie, ze niektorym dane jest byc odpowiedzilanymi , wspanialymi
            rodzicami i spelniac wszystkie podpadajace pod te definicje warunki. Ale warto
            poczytac, co odpowiadaja mamy, na ten sam watek na innym forum
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=35243392

            Przyjrzyj sie, ile ograniczen tak naprawde rodzicom i rodzinom stawiaja.
            I przeciwko temu oponuje.

            Bo o ile z jednej strony jest tendencja do do tej jak to
            nazwalam "mitologizacji" rodzicielstwa, to z drugiej strony wsrod mlodych
            dziewczyn wskutek tez miedzy innymi takiego podejscia pojawia sie lek przed
            rodzicielstwem, przed byciem rodzicem. Mlode matki i ojcowie nie maja zaufania
            do swojej wlasnej intuicji, jak to przed wiekami bywalo, ale szukaja porad w
            ksiazkach w licznych poradnikach i przez caly czas sa niepewni, czy ich
            postepowanie jest wlasciwe.

            Z drugiej strony zastanawiam sie dlaczego skromne warunki mieszkniowe, czy tez
            skromne srodki do zycia maja swiadczyc o nieodpowiedzialnym rodzicielstwie.
            Kiedys rodziny byly duzo liczniejsze, nie mowiac o tym ,ze tez i o wiele
            biedniejszei duzo mniej wyksztalcone a dodatkowo duzo mniej widzy o
            odpowiedzilanym rodzicielstwie posiadajacy. Ba czasmi to oni sami nawet swoich
            dzieci nie wychowywali, tylko plodzili, a dzieci znajdowaly sie pod okiem
            guwernantki czy niani. To w tych lepszych rodzinach. A jednak nikt nie
            posadzal ich o nieodpowiedzialnosc. Czy fakt rozwoju medycyny i w tym srodkow
            antykoncepcyjnych uzurpuje nam prawo do roznicowania rodzicow na
            odpowiedzilanych i nieodpowiedzialnych wg tego, czy te srodki czy tez lepiej
            moze powiedziane kontrole urodzen sprawuja, czy nie.

            A co do o. Marka i sluchajacyh go ludzi, to masz racje, ze maja wolna wole i
            prawo decyzji, ale jezeli sa konsekwentni w swoim wyborze religii i drogi do
            Boga i wybrali o. Marka za swojego nauczyciela to ich nie potepiam. bo wiem, ze
            nauczyciele maja rozne sposoby sterowania i manipulowania ludzmi. Czy sie z tym
            zgadzam, to juz inny sprawa.

            Tak naprawde poruszony problem jest bardzo szeroki. I to sa moje takie bardzo
            luzne dywagacje na zadany temat.

            • anndelumester Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 19.01.06, 19:51
              Dosc czesto zaglądam na to forum, ale, piszac bardzo oględnie, mam sporo
              zastrzeżen co do poziomu przedstawianych tam refleksji.

              > Przyjrzyj sie, ile ograniczen tak naprawde rodzicom i rodzinom stawiaja.
              Ale ja nie rozumiem, kto stawia? Co stawia?
              Jeżeli ktoś ma minimum rozsadku i wyobraźni to wie mw. kiedy sie może rozmnożyć
              i z kim. Jezeli ktoś czegoś takiego nie posiada i nie posiada instynktu
              samozachowawczego, niestety może spowodować porażke swoją i swojej rodziny. Tak
              było przez tysiace lat i tak jest teraz. Tyle ze od jakiś 50 lat mamy
              antybiotyki , powszechna opiekę zdrowotną i pomoc spoleczną. No i śmiertelnośc
              wsród mały dzieci mniejszą.
              > , to z drugiej strony wsrod mlodych
              > dziewczyn wskutek tez miedzy innymi takiego podejscia pojawia sie lek przed
              > rodzicielstwem, przed byciem rodzicem.
              Moment, ale jakiego podejścia. Sprawa jest prosta - dziecku nalezy sie oprócz
              miłoości, zainteresowania i innych uczuc też pewna stałośc, mieszkanie, warunki
              do zycia, jedzenie, edukacja. Oczywiście wiekszość rozmnażających sie w naszym
              kraju nie bierze tego w ogole pod uwage - sadzac po statystykach dzieci
              niedożywionych, no ale to jest wlasnie spirala nieopowiedzialności. Ale ja
              akurat sie ciesze a nie smuce, ze sa osoby ktore mysla nie doraźnie , ale z
              wyprzedzeniem.
              >>Mlode matki i ojcowie nie maja zaufania
              > do swojej wlasnej intuicji, jak to przed wiekami bywalo,
              Bez przesady, instynkty zwierzece stracilismy bardzo dawno. A co do tego jak
              było dawniej to polecam m.in. Historie milosci macierzyńskiej, czy inne z
              zakresu zycia codziennego. Na tym tle naprawde metody wychowywania dzieci
              obecnie to luksus i złote czasy.

              >ale szukaja porad w
              > ksiazkach w licznych poradnikach i przez caly czas sa niepewni, czy ich
              > postepowanie jest wlasciwe.
              I bardzo dobrze ze szukaja, że czytają !!! Najgorszy typ rodzica to totalny
              ignorant przekonany o wyższości swoich metod (np. taki jeden poseł specjalista
              od bicia dzieci wink)
              > Z drugiej strony zastanawiam sie dlaczego skromne warunki mieszkniowe, czy
              tez
              > skromne srodki do zycia maja swiadczyc o nieodpowiedzialnym rodzicielstwie.
              To jest oczywiście generalizacja, ale nie jestesmy w czasach wojny xxx letniej
              i w xxi w naszym kregu cywilizacyjnym wieku liczy sie raczej jakosc(tez jakość
              zycia)nie ilość.
              > Kiedys rodziny byly duzo liczniejsze, nie mowiac o tym ,ze tez i o wiele
              > biedniejszei duzo mniej wyksztalcone a dodatkowo duzo mniej widzy o
              > odpowiedzilanym rodzicielstwie posiadajacy.
              Tak i 9-13 dzieci przeżywało troje, albo jedno. Albo na przednowku ginela cala
              rodzina. Takie przypadki oczywiście byly jakas strategią przekazania genów,
              ale czy teraz jest ona potrzebna? watpie.
              >>A jednak nikt nie
              > posadzal ich o nieodpowiedzialnosc.
              Niezupełnie. Maltuzjanizm to poczatek XIX wieku , a Malthus nie byl pierwszy (o
              ile pamietam).
              Reasumując - i tak nie mam wpływu, albo mam wpływ w sposob bardzo ograniczony
              na to kto, jak i kiedy i z kim bedzie chiał miec dzieci. I jak tymi dziecmi
              bedzie sie zajmował.
              Ale jest cała lista zachowan, ktore zawsze bede nazywać skrajną
              nieodpowiedzialnościa czy skrajnie nieracjonalnymi, z pelna swiadomością że po
              prostu tak bywa, albo ze ktoś inaczej po prostu nie potrafi.

              • maadzik3 Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 22.01.06, 16:02
                Popieram Anndelumester. Co do ilosci dzieci kiedys mozna dopisac ze ludzie
                zawsze eksperymentowali z antykoncepcja ale ta skuteczna to kwestia ostatnich
                70-80 lat. Wiec kiedys do pewnego stopnia nie bylo wyboru. Co do milosci
                rodzicielskiej - jeszcze jeden z wielkich oswieceniowych filozofow pisal w
                prywatnym liscie "zmarlo mi dwoje lub troje dzieci - nie pamietam" i postawa
                taka byla powszechna. Ale rozumiem ze pytanie Kramli dotyczy czasow
                wspolczesnych. Dla mnie odpowiedzialnosc za dziecko oznacza rowniez poddanie
                krytycznej obserwacji zwiazek w jakim sie znajduje (czy bedzie trwaly i
                szczesliwy? dziecko potrzebuje obojga kochajacych rodzicow) i jakkolwiek gdy
                dziecko juz jest jest to zagadnienie bezprzedmiotowesmile)) ale na etapie
                planowania go uwazam ze ma to znaczenie (dziecie nie maskotka ktora chce miec),
                oznacza (przede wszystkim ale o tym juz bylo) probe wychowania czlowieka
                szczesliwego, odpowiedzialnego i samodzielnego, a takze zgode na przyjecie
                odpowiedzialnosci bez zalu za "stracona mlodoscia" bo dziecko jest dla mnie
                prawdziwym skarbem wartym wyrzeczen, ale prawda jest np. ze pogodzilam sie ze
                jak Mlody jest to ja sie przestaje wspinac - stracilam w gorach troche znajomych
                a uwazam ze nieodpowiedzialne byloby narazanie go na utrate mamy bo ja lubie
                robic cos co nawet nie bedac bardzo ryzykowne jednak zwieksza szanse jego
                sieroctwa. Ale robie to bez meczenstwa (ktorego nie znosze i uwazam za szkodliwe
                dla dziecka - ono sie na swiat nie prosilo, to my chcielismy je miec, BARDZO,
                wiec czemu mam mowic "przez ciebie...") - wybralam i moge tylko, zgodnie z
                przwda, strajac sie sprostac obowiazkom rodzica tak jak je pojmuje, mowic"kocham
                cie i cieszy mnie kazdy dzien z toba" (no, praiwwink))))
                Pozdrawiam
                Magda
              • otryt Ekonomia 25.01.06, 10:33
                anndelumester napisała:

                >Oczywiście wiekszość rozmnażających sie w naszym
                >kraju nie bierze tego w ogole pod uwage - sadzac po statystykach dzieci
                >niedożywionych, no ale to jest wlasnie spirala nieopowiedzialności. Ale ja
                >akurat sie ciesze a nie smuce, ze sa osoby ktore mysla nie doraźnie , ale z
                >wyprzedzeniem.

                Mocne słowa, surowa ocena. Skoro myślisz z wyprzedzeniem odpowiedz jaka będzie
                skala bezrobocia w 2020-2030 roku? Czy Ty i Twój mąż będziecie mieli pracę za
                20 lat? Jaki będzie średni zarobek w danym zawodzie? Czy aby utrzymać rodzinę z
                jednym dzieckiem na godziwym poziomie wystarczą zarobki jednej osoby, dwóch a
                może będą musieli dokładać ze swoich emerytur starzy rodzice? Jaki będzie wiek
                emerytalny? Czy osoba decydująca się dziś na dziecko, które urodzi się pod
                koniec 2006 roku, maturę pisać będzie w 2025 roku, studia ukończy w 2030 roku,
                jest w stanie przewidzieć, czy studia w 2030 roku będą płatne? Czy
                nieodpowiedzialni byli ludzie, którzy mając dobry zawód i nadzieję na dobrą
                przyszłość w 1989 roku decydowali się na kolejne dziecko, wiedząc, że upada
                ustrój niewydolny ekonomicznie, że ten nowy przyniesie ludziom lepsze życie?
                Czy nieodpowiedzialni byli ci, którzy w porę nie przenieśli się z
                zachodniopomorskiej wsi do Warszawy, albo nie wyemigrowali? Czy
                nieodpowiedzialni byli ci, którzy decydowali się na dziecko w 1938 lub 1939
                roku? Jakie czekało ich dzieciństwo, jaka przyszłość?

                Tymczasem Bank Światowy podał, że w latach 1998-2005 tylko w Polsce i Gruzji
                wzrosła liczba biednych. W innym państwach europejskich ta liczba
                malała.Dziwisz się, że tych biednych najwięcej jest w rodzinach mających
                dzieci. Dlatego coraz więcej dzieci niedożywionych. Czy ci ludzie są
                odpowiedzialni za to, że Polska od lat jest źle rządzona?

                Gdyby odpowiedzialnie myśleć tylko kategoriami ekonomicznymi przynajmniej
                połowa młodych Polaków nie powinna decydować się na żadne dziecko, a ci mający
                lepsze perspektywy mogliby sobie na nie pozwolić. I taką tendencję dziś jednak
                mamy, ludzie w swojej większości są odpowiedzialni. Wynik 1,21 dziecka na
                kobietę.

                Pragnę zwrócić uwagę na groźne zjawisko, na tykającą bombę zegarową, która
                wybuchnie za 15-20 lat. Otóż w tej chwili bardzo duża liczba ludzi nie odkłada
                na swoją emeryturę, pracując w szarej lub czarnej strefie, albo ich oficjalne
                zarobki są na minimalnym poziomie, co odpowiada w przyszłości głodowej
                emeryturze. Myślę, że jest to połowa populacji albo i więcej. Nawet instytucje
                państwowe zobowiązane do przestrzegania prawa kombinują ze składkami
                emerytalnymi. Już w tej chwili bardzo duża grupa ludzi, z reguły ci słabiej
                wykształceni, żyje na garnuszku rodziców, którzy wypracowali swoje emerytury w
                czasach PRL. Ale to się skończy, gdy ci ludzie wymrą. Pojawią się nowi emeryci,
                ludzie dziś jeszcze pracujący, bez prawa do emerytury albo mający minimalną
                emeryturę. Gwałtownie wzrośnie liczba biednych, także bezrobotnych dzieci tych
                emerytów bez emerytur. Myślę, że w takich warunkach ekonomiczno-społecznych
                podatny grunt znajdzie idea eutanazji lub jeszcze gorsze koncepcje.

                Sądzę, że ekonomia nie powinna być w naszych rozważaniach o rodzinie na
                pierwszym miejscu. A co powinno być? Na tym forum odpowiedź chyba nie będzie
                trudna.

                Rozmnażający się Otryt

                • jofin Re: Ekonomia 25.01.06, 13:46
                  Czy ci ludzie są
                  odpowiedzialni za to, że Polska od lat jest źle rządzona?

                  Gdyby odpowiedzialnie myśleć tylko kategoriami ekonomicznymi przynajmniej
                  połowa młodych Polaków nie powinna decydować się na żadne dziecko, a ci mający
                  lepsze perspektywy mogliby sobie na nie pozwolić. I taką tendencję dziś jednak
                  mamy, ludzie w swojej większości są odpowiedzialni. Wynik 1,21 dziecka na
                  kobietę.

                  Tak samo mysle.

                • anndelumester Re: Ekonomia 25.01.06, 14:14
                  Nie jestem w stanie przewidzieć wojny, tsunami czy klęsk zywiolowych, i nie
                  wiem czy dozyję do 2020 roku, ale staramy sie myśleć z minimalnym
                  wyprzedzeniem, wlasnie o wyksztalceniu dziecka, czy o jako takim zabezpieczeniu
                  na przyszłośc wlasnie dla niego.
                  Bo tak jak chyba wczesniej napisałam - uwazam że za moje dziecko odpowiadam ja,
                  a nie oni - panstwo, sasiedzi, podatnicy itd.


                  A polityka rządzacych jest taka jaka jest, po raz kolejny zamiast wspierać
                  tych , ktorzy chcą jeszcze wypracowywac dla RP produkt narodowy brutto i placić
                  podatki , mami sie i zacheca żenującym becikowym własnie tych, ktorzy - jak
                  podają dane - juz pokoleniowo sa klientelą pomocy spolecznej... I to jest
                  dopiero "odpowiedzialnośc"'.. i temat w ogole na inny wątek.
                  • kulinka3 Re: Ekonomia 25.01.06, 14:25
                    Mój mąż na argumenty ekonomiczne zawsze odpowiada mi pytaniem, no dobrze, dobrze
                    to dlaczego bogaci mają ( w większości) mało dzieci?
                    • anndelumester Re: Ekonomia 25.01.06, 14:32
                      Niestety teraz Ci nie podam bibliografii, ale z tego co pamietam tlumaczenie
                      historykow spoleczno - gospodarczych , jak i socjologow i biologow jest takie,
                      że wraz ze wzrostem 'bogactwa' (rozumianego na sposob i specjaloizacyjny i na
                      sposob gromadzenia zasobow) zmienia sie strategia - z ilości na jakośc
                      tzn. ze "bogaty" ma wiekszą szanse mając jedno to jedno wychowac żywe i miec z
                      niego korzyśc biologiczna (kolejne pokolenie), i nie musi miec 10 z ktorych
                      przeżyje własnie chociaz jedno. (w przyrodzie jest tak samo - porownaj
                      strategie rozrodcza zaby i np. człekoksztaltnych).
                      • kulinka3 Re: Ekonomia 25.01.06, 14:42
                        anndelumester napisała:

                        > że wraz ze wzrostem 'bogactwa' (rozumianego na sposob i specjaloizacyjny i na
                        > sposob gromadzenia zasobow) zmienia sie strategia - z ilości na jakośc

                        No ok, tylko ja nie mówię żeby na miarę ich możliwości finansowych mieli 10
                        dzieci, niechże mają może z 5!
                        > tzn. ze "bogaty" ma wiekszą szanse mając jedno to jedno wychowac żywe i miec z
                        > niego korzyśc biologiczna (kolejne pokolenie), i nie musi miec 10 z ktorych
                        > przeżyje własnie chociaz jedno. (w przyrodzie jest tak samo - porownaj
                        > strategie rozrodcza zaby i np. człekoksztaltnych).
                        Sorki, ale nie rozumiem.Mówimy o cywilizowanym świcie.Gdzie dzisiaj na 10
                        przeżywa 1?
                  • otryt Re: Ekonomia 26.01.06, 00:01
                    anndelumester napisała:

                    >Nie jestem w stanie przewidzieć wojny, tsunami czy klęsk zywiolowych, i nie
                    >wiem czy dozyję do 2020 roku, ale staramy sie myśleć z minimalnym
                    >wyprzedzeniem, wlasnie o wyksztalceniu dziecka, czy o jako takim zabezpieczeniu

                    Chciałem tylko pokazać, że minimalne wyprzedzenie to za mało. Nie jesteś w
                    stanie przewidzieć i do końca zabezpieczyć się aż do roku 2027, kiedy Twoje
                    dziecko uzyska samodzielność. Transformacja ustrojowa jaka się dokonała
                    pokrzyżowała wszystkie rozsądne i odpowiedzialne plany rodziców. Często
                    niedożywione są dzieci tych rodziców, którzy mieli kiedyś niezłe dochody a
                    decyzja o ich poczęciu była rozsądna. Sytuacja zewnętrzna, której nikt nie był
                    w stanie wtedy przewidzieć zmieniła drastycznie ich sytucję materialną. Tak
                    może się stać również w przyszłości. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć jak
                    potoczą się procesy globalne, które wpłyną na życie każdego z nas.

                    >Bo tak jak chyba wczesniej napisałam - uwazam że za moje dziecko odpowiadam ja,
                    >a nie oni - panstwo, sasiedzi, podatnicy itd.

                    Tak mówią ludzie, którym dziś powodzi się dobrze. Sobie przypisują całą zasługę
                    a tych, którzy stracili pracę i popadli w biedę bardzo surowo oceniają,
                    uważając, że sami są sobie winni. Po co narobili tyle dzieci? Sama tych
                    rodziców określasz wiele mówiącym słowem "rozmnażający się". Poza tym Twoja
                    perspektywa czasowa jest minimalnie tylko wyprzedzona, a więc nie do końca
                    bezpieczna i pewna. A sprawy są jednak dużo bardziej skomplikowane.

                    Pozdrawiam

                    • anndelumester Re: Ekonomia 26.01.06, 11:00
                      Chciałem tylko pokazać, że minimalne wyprzedzenie to za mało. Nie jesteś w
                      > stanie przewidzieć i do końca zabezpieczyć się aż do roku 2027, kiedy Twoje
                      > dziecko uzyska samodzielność.
                      No nie dokońca sie chyba w ogole zgadzamy w oglądzie spolecznej i historycznej
                      rzeczywistosci.
                      Mimo wojen, zmian historycznych i politycznych moja rodzina w zasadzie od
                      1863/1864 r. (przynajmniej to widac w dokumentach, bo w zasadzie wtedy dotknela
                      ich najwieksza transformacja)w jakiś tam sposob zabezpieczala nastepne
                      pokolenia - nie jakoś wystawnie, ale po prostu tak, zeby urodzone dzieci mialy
                      wykształcenie i potrafily sie utrzymac. I mimo ogromnego zagrożenia jakim była
                      wojna II przeżyli. A w zasadzie najgorzej (materialnie)im sie wiodlo w czasach
                      komuny. Wiec, wiesz 150 lat to nie jest jakaś krotka perspektywa i doraźne
                      wrazenia. Dlatego zmian po 1989 r. ja z tej perspektywy nie moge oceniać
                      negatywnie. A z tego co wiem grupa społeczna/grupy spoleczne o ktorych
                      piszesz cięzko przezżyła transformacje raczej z tego powodu ze przestaly byc
                      przewodnią silą narodu, bo przez ponad 40 lat byla przez władze kreowana na
                      sól tej ziemi. A jak sam zauwazasz to za krótko, by wierzyc ze dobra
                      koniunktura bedzie zawsze. Poza tym to raczej równiez wina minionej wladzy, że
                      nie popierała w tych grupach spolecznych wartości takich jak wyksztalcenie czy
                      rozsadne gsopodarowanie. No i teraz sa tego efekty.
            • elwinga Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 19.01.06, 20:25

              > Z drugiej strony zastanawiam sie dlaczego skromne warunki mieszkniowe, czy
              tez
              > skromne srodki do zycia maja swiadczyc o nieodpowiedzialnym rodzicielstwie.

              Hmmm. Może dlatego, że młode małżeństwo z takimi skromnymi środkami będzie
              zmuszone korzystać z pomocy swoich rodziców? A to nie jest zdrowe. I nie mam tu
              na myśli sytuacji podbramkowej (np. młody mąż miał wypadek, nie może pracować,
              żona z noworodkiem do pracy nie pójdzie, więc rodzina pomaga finansowo), ani
              sytuacji, kiedy dobrze sytuowani rodzice mówią wprost: "jeśli chcecie mieć
              dzieci, my wam chętnie pomożemy".

              Moi znajomi zdecydowali się na dziecko mimo nienajlepszej sytuacji finansowej -
              mieli niby osobne mieszkanie, ale czynsz za to mieszkanie opłacali już rodzice,
              stołowali się też często u rodziców. Dziewczyna poroniła pierwszą ciążę, drugą
              miała zagrożoną, więc o pracy nie było mowy. O pójściu do prywatnego ginekologa
              (normalnie leczyła się "państwowo", ale tam najbliższy termin był za 3
              tygodnie, a tu ona w nerwach, czy znowu nie poroni) też nie było mowy, bo
              musiałaby w tym celu znowu poprosić o pieniądze własnych rodziców. Zaznaczam,
              że jej mąż pracował cały czas, ale jego pensji po prostu nie starczało. Kiedy
              jakiś czas temu podjęli decyzję o emigracji (mąż znalazł pracę za granicą),
              jednym z głównych argumentów "za" była chęć uniezależnienia się NARESZCIE od
              rodziców. Bo rodzice, owszem, wspierali, pomagali przy dziecku, ale też -
              korzystając z tego, że utrzymują córkę, zięcia i wnuka - dyktowali warunki...

              Dla mnie odpowiedzialne rodzicielstwo to przyjęcie na siebie pewnego
              zobowiązania: moje dziecko, więc ja wychowuję. A to też znaczy: ja płacę. Jeśli
              rodzice DOBROWOLNIE życzą sobie w tym uczestniczyć (np. sfinansować dziecku
              wakacje) - OK. Ale planując dziecko nie wolno mi zakładać, że będą chcieli.
              Mogą nie chcieć. Oni swoje już odchowali.
    • magdalaena1977 Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 19.01.06, 23:36
      z przedwojennym "Odpowiedzialnym macierzyństwem" bodajże Boya Żeleńskiego
      wink
    • kulinka3 Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 20.01.06, 00:31
      Dla mnie odpowiedzialne rodzicielstwo to przede wszystkim nasza ( moja i męża)
      odpowiedzialność przed Bogiem za decyzje o przyjściu na świat dziecka.To częste
      badanie sumienia czy mam ważne powody, by kolejnego dziecka na ten świat nie
      zapraszać.
      • alinaw1 Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 21.01.06, 13:35
        Bardzo prywatne wspomnienie; Gdy poczęło się nasze drugie dziecko, mój mąż nie
        był zachwycony bo... w nieodpowiednim czasie. Stwierdził, że to
        nieodpowiedzialne ponieważ on był chory (wcześniej przechodził zabieg narządów
        płciowych)i z tego może wyniknąć jakiś prpoblem, że nasze dziecko może być
        chore. Tak bardzo narzucil mi poczucie winy, że zamiast radości był smutek.
        Okazało się, że to ja byłam potem całe 7 mcy chora. Już zapomnieliśmy o
        przypadłości męża. To, co działo się ze mną miało mieć bezposredni wpływ na
        maleństwo. W czasie drugiego USG dowiedzielismy się, że będą kłopoty z układem
        moczowym dzidzi. Tak też się stało. Mała ma już pół roku ale na szczęście
        choroba nie jest aż tak poważna jak przypuszczano na początku. Podzieliłam się
        z lekarzem moimi uwagami co do naszej WINY za stan zdrowia córki. Na szczęście
        absolutnie wyprowadził mnie z tego typu myślenia. Powiedział, ze ówczesny stan
        zdrowia męża nie miał bezpośred. wpływu na nasze maleństwo, że dzieci z taką
        wadą rodzą się rodzicom zdrowym i młodym, że nie ma statystyki dotycz. tego
        typu wad. Kiedyś przy okazji jakiejś kłótni wypomniałam to mężowi, a on nadal
        chyba utrzymuje, ze trzeba było poczekać/zastanowić się itd. Boli mnie to.
        Oczekiwał i chciał drugiego dziecka ale w odpowiednim czasie. To właśnie chyba
        jest wg niego odpowiedzialne rodzicielstwo...W czasie pierwszego pobytu w
        szpitalu byłyśmy z mamą małej Karolinki- tak strasznie chorej, ze sprawa mojej
        Ani to pestka, ba!To prawdziwe szczęście... Oni dużo młodsi od nas,
        wysportowani, zdrowi, żadnych poważnych chorób od kilku pokoleń.
    • minerwamcg Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 21.01.06, 17:50
      To ja może podam na przykładzie.
      Byli sobie studenci na kierunku "pedagogika kulturalno-oświatowa", po którym,
      jak to w życiu bywa, jedno zostało aktorem, drugie przedszkolanką. Pobrali się,
      mieli mieszkanie na osiedlu, wychowywali dwóch synów. Żyli skromnie, aktor
      ciułał kasę, kupił czy odziedziczył (już nie pamiętam) działkę pod Krakowem,
      budował (prawie w całości własnymi rękami, trochę pomagali przyjaciele) domek.
      I wybudował: skromny, ale pojemny, sympatyczny od piwnicy po dym z komina. I
      jeszcze zanim się tam przeprowadzili (a już wiedzieli, że to lada dzień)
      postarali się o trzecie dziecko. I w nowym domu urodziła się córka. Mama-
      przedszkolanka nie poszła już do pracy, zajęła się wychowaniem całej trójki.
      Miała czas na czytanie dzieciom, na wspólną pracę w ogródku, na zabawę przed
      domem, na spacery. I niedługo potem pojawił się na świecie jeszcze jeden synek.
      Osiągnęli, moim zdaniem, maksimum możliwości i materialnych (tata pracuje gdzie
      i jak może, wszyscy przyjaciele cieszyli się, jak podłapał reklamę i w związku
      z nią jakiś konkretny grosz)i wychowawczych. Mają budżet napięty, ale nie
      chodzą głodni, w domu jest matka, która ma czas dla dzieci, szczególnie
      młodszych (najstarszy syn w tej chwili już studiuje), dom jest ciepły i
      gościnny (nie pamiętam ile razy zdarzyło mi się grzać przy ich ognisku), a
      dzieciaki dobrze wychowane, zadbane i co najważniejsze miłe i życzliwe światu.
      Moi przyjaciele zrobili w życiu tyle, ile mogli - kiedy pojawiła się w ich
      życiu materialna i duchowa "przestrzeń" na następne dziecko, to je mieli.
      • alex05012000 Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 23.01.06, 16:34
        myślę, że termin ten obejmuje:
        i odpowiedzialne rodzicielstwo jako poczęcie (chyba obecnie na ogół z tym
        kojarzony, w mediach i w dyskusjach, ...), coś na kształt stwierdzenia:
        odpowiedzialny rodzić nie powołuje na świat 4- 5- 6- potomka nie będac w stanie
        zapewnić tym co są minimum egzystencjalnego..., ba odpowiedzialny rodzic
        decyduje się na tę liczbę dzieci (czasami mamy ogrqaniczony wpływ na te
        decyzje, są tacy, którym nagle los/Bóg daje kolejne dziecko, są i tacy, którzy
        mają na 10-oro ale nie mogą mieć wcale...), którą będzie w stanie utrzymać na
        średnim? godnym? odpowiednim? poziomie (tu kłopot z definicją, bo jednemu
        wystarczy szkoła i boisko sportowe, a drugi bedzie uważał, że bez dodatkowego
        języka, rysunku, tańca czy czegoś tam innego ani rusz, i wakacje w zimie i w
        lecie i inne...)
        i odpowiedzialne rodzicielstwo jako wychowanie - cały proces wykarmienia,
        opieki, wychowania, edukacji, socjalizacji, ukulturalnienia itd, itp...
        odpowiedzialny rodzic nie zostawi małego dziecka na mrozie w cienkiej kurtce,
        zapewni nastolatkowi powrót z dyskoteki (to tylko przykłady), da możliwości
        nauki, rozwoju, wyboru drogi zawodowej i życiowej... niezależnie od liczby
        dzieci...
        minerwa podała przykład, bardzo sympatyczna rodzina, tylko, nie do końca
        rozumiem na czym polega ta ich odpowiedzialność.., "zrobili w życiu tyle, ile
        mogli - kiedy pojawiła się w ich życiu materialna i duchowa "przestrzeń" na
        następne dziecko, to je mieli" - tak, być może, ale ta materialna i duchowa
        przestrzeń jest bardzo subiektywna, wszak pisze autorka, żyli bardzo skromnie,
        a ojciec pracował bardzo ciężko..., dla niektórych być może nie byłoby to
        wystarczające; poza tym po raz kolejny zdumiewa mnie wasza łatwość powoływania
        tych dzieci na świat... euh, wiem, ja mam skrzywione spojrzenie na te sprawy...
        i mam kilka pytań, jakie mi sie tak nasunęły... czy gdyby ci państwo nie mieli
        4 dzieci a jedno nie byliby odpowiedzialnymi rodzicami??? minerwa
        pisze "Osiągnęli, moim zdaniem, maksimum możliwości i materialnych (??? a
        czemu?, zawsze można - hipotetycznie - mieć więcej pieniedzy...) i
        wychowawczych...", ??? z tego wynikałoby że rodzice jednego dziecka nie mogą
        osiągnąć pełni odpowiedzialności, maksimum możliwości wychowawczych ??? albo ja
        źle rozumuję,
        i czy właściwy jest tylko jeden model pt. ojciec pracuje, matka wychowuje
        gromadkę dzieci, skromnie a szczęśliwie???
        nie piszę zaczepnie, po prostu ten model, jaki uosabia ta przedstawiona rodzina
        jest wydaje mi się w mniejszości w obecnym świecie (99,5% moich znajomych-matek
        pracuje zawodowo, 70-80% mężów nie byłoby w stanie samemu podołać finansowo, a
        90% ma 0, 1 lub w porywach 2 dzieci..) a być odpowiedzialnym rodzicem można w
        innym modelu również...
        • maadzik3 Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 23.01.06, 19:08
          Coz, szerokie ujecie i moge sie pod nim tylko podpisac. A co do modelu rodzinny
          jak z wszystkim innym jestem za pluralizmem - ludziom z roznych przyczyn
          odpowiadaja rozne modele i byle sie ze soba dogadywali bedzie OK. Model "jedynie
          sluszny" - czegokolwiek - kojarzy mi sie fatalnie a w roznorodnosci zawsze
          upatrywalam wartosc smile))
          Magda
    • alinaw1 Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 24.01.06, 12:15
      Alex napisała, że większość jej znajomych pracuje zawodowo, bo praca facetów by
      nie starczyła. To samo mówią moje koleżanki i znajome. A ja widzę, że to
      nieprawda. Wypada tak mówić. Zauroczeni konsumcją, oblepieni miłością do
      rzeczy ,przepojeni hasłami z reklam i utwierdzeni w przekonaniu, że MIEĆC jest
      najważniejsze- wolimy skrywać się za schematycznymi odpowiedziami w stylu:
      musimy zarabić bo jedna pensja nie wystarcza. Moja koleżanka z bloku obok ma
      świetną sytuację materialną, bogatych rodziców, inwestuje na giełdzie, ma
      najlepszy samochód w okolicy. I co? Narzeka! narzeka, że kiepsko, że nie może
      pozwolić sobie na wychowawczy (mąż kieruje poważną firmą), ba! Na drugie
      dziecko też pozwolić sobie nie może, bo jest zbyt odpowiedzialna. Jak widać
      różne są odcienie odpowiedzialności. Ze 2 lata temu była podobna dyskusja na
      forum edziecka. Padały stwierdzenia o tym, że potomkowi trzeba zapewnić
      porządną edukację (aby zostało adwokatem lub inżynierem, broń Boże- kierowcą
      lub fryzjerką), świetne wakacje, markowe ciuchy i zabawki, co to by nie
      odstawało od reszty i nie było narażone na wyśmianie w srodowisku... Byłam
      załamana tymi "mądrosciami" odpowiedzialnych rodziców. Marzyłam o tym, by
      znaleźć takich rodziców, którzy patrzą czasem w górę. Znalazłam, bo dosłownie
      następnego dnia powstało to forum. Bogu dzięki!
      • alex05012000 Re: do alinaw1 ale nie tylko 24.01.06, 13:10
        alinaw1 pisze: "A ja widzę, że to nieprawda. Wypada tak mówić. Zauroczeni
        konsumcją, oblepieni miłością do rzeczy ,przepojeni hasłami z reklam i
        utwierdzeni w przekonaniu, że MIEĆ jest najważniejsze- wolimy skrywać się za
        schematycznymi odpowiedziami w stylu: musimy zarabić bo jedna pensja nie
        wystarcza."
        proszę nie uogólniać! pozwolę się nie zgodzić z tym, akurat moi znajomi nie są
        konsumpcjonalistami i mieć nie jest dla nich najważniejsze, ale w wielu
        rodzinach i dwie pensje ledwo starczają na zwyczajne życie bez ekscesów, nie
        mówiąc o graniu na giełdzie i jakichś bogactwach, rodzice czasami pomagają ale
        raczej nababami nie są, nie wiem w jakim środowisku widujesz alino tych
        oblepionych miłością do rzeczy, to co opisujesz to jakaś "reklamowa"
        rzeczywistość, której ja nie znam...
        a co do porządnej edukacji to wolałabym aby moja córka była inżynierem lub
        adwokatem niż fryzjerką, ale jak będzie miała wybitny talent do czesania fryzur
        to nie będę jej kołków na głowie ciosać...co najwyżej będę próbowac skłaniać do
        oddania się czesaniu po studiach prawniczych czy politechnicznych ...hi,hi...
        wakacje nie muszę być na Dominikanie, ale pobyt nad morzem polskim dla zdrowia,
        tak; markowe ubrania i zabawki niekoniecznie, ale zabawki, książki, gry,
        klocki, kultura, "wyjścia", tak, a to też kosztuje swoje... weźmy tylko 1
        zimowy miesiąc: matka + córka, 4 weekendy: sob. ślizgawka (+ pożyczenie łyżew
        dla dziecka, matka ma swoje)- 28zł, niedz. kino "Narnia"- 2 bilety 30zł, sob.
        ślizgawka (+ pożyczenie łyżew dla dziecka, matka ma swoje)- 28zł, niedz.
        filharmonia dzieciom 2 bilety- 40zł, sob. spotkanie mamay-dzieci -
        prezent "słodki" 20zł, niedz. kino Bambi2 - 30zł i sob/niedz. łyżwy lub basen -
        ok 30zł, wychodzi 206zł bez transportu i picia/jedzenia... moze dla niektórych
        to przerost konsumpcji, dla mnie to odpowiedzialne wychowanie rodzicielskie:
        edukacja kulturalna, sportowa, towarzyska ... to jest właśnie to odpowiedizalne
        rodzicielstwo, tylko te 206 zł trzeba zarobić, poza wydatkami na opłaty,
        jedzenie, ubrania, buty, telefon, benzynę i inne rzeczy.... cieżko pracując
        utrzymuję dom, żyjemy skromnie, nie interesuje mnie MIEĆ, nie kupuję markowych
        ubrań, nawet nie wiem jakie to są markowe... moja córka ubrania ma po znajomych
        lub z ciucharni, ale nie żałuję na jej wszechstronną edukację i wychowanie -
        BYĆ też bardzo kosztuje...
    • pawlinka Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 24.01.06, 13:12
      Mnie osobiście nie podoba się to sformułowanie. Dlaczego? Skoro jest
      odpowiedzialene czyjeść rodzicielstwo, to zakładamy, że gdzieś ktoś
      jest ...nieopowiedzialny, no przecież musi być definicja negatywna. I to mnie
      się nie podoba. Oceniamy czyjeś życie i czyjąś miłość. Czy mamy do tego prawo?
      Dla mnie bowiem rodzicielstwo to obdarowywanie miłością i z tego tylko kiedyś
      będziemy sądzeni. Ale chyba nie przez szefa w pracy, znajomych czy rodzinę? Nie
      chcę nikogo krzywdzić mówiąc, że ktoś nie dorósł do macierzyństwa, ojcostwa,
      nie nadaje się, jest nieodpowiedzialny.
      Odpowiedzialne rodzicielstwo... Bo co to jescze znaczy? wolę
      określenie "kochająca się rodzina", bo wtedy wiem, że mowa jest też o
      dzieciach, ich roli w rodzinie, a nie tylko o rodzicach.
      • alex05012000 Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 24.01.06, 13:49
        pawlinko, przeczytałam twoją wypowiedż i w chwilę potem znalazłam taki post na
        forum oddam/przyjmę:
        "jestem z trzecim dzieckiem w ciazy. nigdy nie bylam w tak krytycznej sytuacji
        materialnej,pomimo tego ze moj partner nigdy nie byl dla mnie wsparciem
        psychicznym i materialnym. dla niego rodzina sie nie liczy, licza sie znajomi i
        alkohol! z tego powodu odwazylam sie napisac o pomoc. bede wdzieczna za
        jakakolwiek pomoc...z gory dziekuje"
        nie lubię oceniać nikogo, nie lubię jak mnie oceniają, ale niestety chyba są
        jednak nieodpowiedzialni rodzice...
        • pawlinka Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 25.01.06, 00:43
          Tak Alex, takie historie mogą baaardzo dołować i mnie dołują. Tylko widzisz, ja
          mam dwoje dzieci zaproszonych na świat świadomie, jak to się mówi, o które
          troszczymy się najlepiej jak potrafimy, są kochane i zadbane. A jednak kilka
          osób powiedziało mi, że dwójka w dzisiejszych czasach do już szaleństwosmile)
          (strach pomyśleć, co powiedzieliby o trójce...no cóż...smile))
          Po prostu, wolę nie oceniać w tej kwestii decyzji innych ludzi. To bardzo
          delikatna materia.
          • alex05012000 Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 25.01.06, 09:24
            ja też nie oceniam, a przynajmniej staram się nie komentować, ale... takich
            postów tylko na tym forum jest kilka tygodniowo, ludzie proszą o pomoc i np.
            oboje bezrobotni, albo jedno zarabia 500zł, są bez środków do życia, często nie
            chwilowo tylko jest to raczej długotrwała bieda, no i mają 1, 2 a czasem więcej
            dzieci... nie mówię o sytuacji, kiedy ludziom nagle sie gwałtownie pogarsza
            sytuacja materialna, i po jakims czasie wraca do normy..., o sytuacji śmierci
            małżonka czy jakiejś takiej....
            no i ja niestety (ja osobiście...) nie mogę nazwać tego odpowiedzialnym
            rodzicielstwem...i tu nawet nie chodzi o nich, ale o te dzieci, które nie są
            niczemu winne, a chodzą głodne, nie mają na ciepłe ubrania i książki do szkoły,
            nie będą mieli równego startu...
            w pierwszym odruchu serca mam ochotę wysłąć każdemu zapomogę, tylko wszystkim i
            tak nie pomogę, ba, nawet niektórym nie jestem w stanie pomóc trwale...
            frustrujące to bardzo, i nasuwa sie refleksja, że moze warto było się lepiej
            zastawowić nad "zapraszaniem" na świat większej liczby dzieci....
            p.s. 2 dzieci w dzisiejszych czasach to NIE JEST szaleństwo! ja z różnych
            bardzo złożonych powodów mam 1 dziecko i raczej nietypową sytuację..., moim
            zdaniem gdybym "zaprosiła" na świat jeszcze jedno dziecko, byłoby to wielce
            nieodpowiedzialne z mojej strony (ale ocenić to można tylko poznając bardzo
            wnikliwie te sytuację), ale tak teoretycznie, w przeciętnej rodzinie ze
            średniejpółki to uważam, że 2-3 dzieci to powinien być standard... natomiast
            wśród moich znajomych tylko jedni mają 3 dzieci (i akurat w ich sytuacji
            materialnej i rodzinnej to i sześcioro by sie spokojnie wychowało...), aaa i
            moja jedna kuzynka ma 3... reszta 1, 2 lub 0... sporo par jest
            bezdzietnych...dlaczego? nie wiem, niektórzy na pewno nie mogą, tak na
            marginesie jeszcze jedno, właśnie sie dowiedziałam że moja znajoma, która
            wyszła za mąż za Francuza i tam mieszka od kilku lat adoptuje 2 dzieci z
            Etiopii (nie mogą mieć własnych)..
    • maadzik3 do Alinaw 24.01.06, 14:32
      Widzisz, pomijajac fakt ze ludzie maja rozna sytuacje materialna, roznie ja
      oceniaja i jest to ich sprawa, to dla mnie jest jeszcze moj aspekt psychiczny.
      Dobra matka to zadowolona matka (nie zawsze, sa kryzysy, ale nie taka ktora jej
      caly styl zycia odrzuca, taka nie bedzie dobra matka). A ja cieszac sie ze we
      wczesnym dziecinstwie mialam sporo czasu dla Macka nie moge sobie wyobrazic ze
      trwale poswiecam 21 lat edukacji, rezygnuje z zawodu, ze spotkan z ludzmi
      (innymi niz tylko przyjaciele i inne mamy w piaskownicy), z rozwoju
      intelektualnego i do smierci (emerytury) zajmuje sie praniem, prasowaniem,
      gotowaniem (ktore skadinad lubie) i podcieraniem nosow. Wiem, to bardzo
      uproszczona wersja, rodzicielstwo jest piekne i inspirujace, ale mnie po prostu
      nie wystarcza. Ja tez mam prawo do spelnienia gdzie indziej niz tylko w domu, do
      wlasnych marzen i osiagniec. Co wiecej, uwazam ze pokazujac dziecku ze nie tylko
      ono ma prawo do wielu rzeczy (nie materialnych, rzeczy w zyciu) ucze e szacunku
      do innych.
      Magda
      • fiamma75 Re: do Alinaw 24.01.06, 15:13
        Zgodzę się z maadzik3.
        Dodam tylko, że łatwo się ocenia z zewnątrz. U nas dwie pensje to onieczność
        życiowa, i po macierzyńskim wracam do pracy, nie tylko dlatego, że potrzebne sa
        pieniądze, ale też dlatego, że lubię swoją pracę i nie wyobrażam sobie
        pozostania w domu.
      • anndelumester Re :))))))))))))))) 24.01.06, 15:37
        Moje poglady dotyczące wychowywania i przebywania z dzieckiem sa "okropnie
        zacofane" ;0
        Otoż uwazam, że decydując sie na dziecko to ja jestem odpowiedzialna za jego
        wychowanie i po prostu sobie nie wyobrazam zostawiania
        malego dziecka na wiele godzin pod opieką obcych osób czy instytucji. Tak samo
        nie do przyjęcia jest dla mnie zrezygnowanie z wplywu na dziecko w tak waznym
        okresie rozwojowym. Model, gdzie obojga rodziców nie ma po 12 i wiecej godzin
        na dobe, zycie rodzinne organizują nianie i panie gosposie a rodzina sie
        spotyka ewentualnie w niedziele - o ile mamusia i tatuś mają to zapisane w
        organizerze , jest nie dla mnie(a panie z kolorowych gazetek co to radosnie
        szczebiocą o takich rozwiązaniach i spelnieniach no niestety wywołują u mnie
        ataki smiechu). Podobnie jest mi obcy model matki męczennicy rozdwajającej się
        na etatach pracowym i domowy...
        Ale rozumiem, że sa osoby ktorym te modele odpowiadaja.
        To bylo jasne dla nas jeszcze przed ciąża, dlatego teraz nie odczuwamy jakiegoś
        ciezkiego zdziwienia, a ja w jakis sposob 'przed" wypracowalam sobie możliwośc
        pracowania w domu na takich zasadach jakie odpowiadają mnie. I w sumie nie
        zaluję ze nie robie "jakiejś" wstrzasającej kariery , tak samo jak nie uwazam
        ze rezygnując z ilus tam mozliwosci zawodowych trace cos rozwijajacego, bo
        uwazam że wiekszośc tych prac jest raczej mocno zwijających.
        Fakt z kilku rzeczy zawodowych, ktore pojawily sie w ciagu ostatnich 3 lat
        zrezygnowalam, ale nie jest ostatecznie powiedziane że np. na emeryturzez do
        nich nie wróce big_grin
        Oczywiscie bylismy swiadomi, że nasze dochody bedą w takim wypadku mniejsze,
        że o kredyt na wieksze mieszkanie bedziemy sie straca poźniej itd. itd. Trudno,
        nie musze miec wszytkiego na raz - na to czego potrzebujemy wystarcza, i
        czasami jeszcze zostaje wink)
        • alex05012000 Re: Re :))))))))))))))) 24.01.06, 16:05
          witam,
          między modelem typu rodziców nie ma po 12 godzin, a modelem matka siedzi z
          dzieckiem 24/dobę w domu jest tak szeroka gama możliowści i konieczności jak
          rzekaaaaaa,
          "Podobnie jest mi obcy model matki męczennicy rozdwajającej się na etatach
          pracowym i domowy..." - a dlaczego ta matka musi niby być od razu męczennicą???
          ja pracuję na pełen etat, ba nawet czasami na dodatkowe 1/2 czy 3/4 etatu a
          resztę czasu poświęcam dziecku i domowi ale męczennicą sie absolutnie nie
          czuję!!!, nie mam zapędów masochistyczno-cierpiętniczych....rozumiem, zę taki
          model ci nie pasuje, ale nie należy uogólniać i wpychac pracujące matki w
          cierpiętnictwo, ja lubię swoją pracę, jest moją pasją, i nie wyobrażam sobie
          życia bez pracy zawodowej! nie wyobrażam sobie też życia bez dziecka! jakoś to
          musze połączyć, ale od razu męczeństwo?!
          "a ja w jakis sposob 'przed" wypracowalam sobie możliwość pracowania w domu na
          takich zasadach jakie odpowiadają mnie." - no, gratuluję, tylko taka opcja
          dostepna jest 1 osobie na 100000 ...; ja też nie robię kariery, po prostu
          pracuję i po prostu dorabiam a przy tym lubię to robić...
          "na to czego potrzebujemy wystarcza, i czasami jeszcze zostaje", no i fajnie,
          tylko w wielu rodzinach gdyby matka nie pracowała starczało by na przysłowiowe
          lokum "pod mostem", ja akurat nawet swój most mam ale nie mam ochoty tam
          mieszkać.... kończe tym humorystycznym akcentem...
          kobiety dzielą sie na te co chcą pracować zawodowo (pozostawiam na boku
          konieczność przeżycia) i te, które chcą być w domu i zawsze jedna strona będzie
          przekonywac drugą do swoich racji...
          ja na przykład siedzieć w domu bym zwariowała ... i nie chciałabym pracować w
          domu!!! ale uważam, że kobiety - matki powinny móc pracowac na 3/4 etatu, aby
          mogły wyjść o 15h00, odebrać spokojnie dziecko z przedszkola czy szkoły, po
          drodze pójsć na spacer czy gdzieś tam i nieśpiesznie wrócić do domu.... ale to
          utopia....po pierwsze pracodawcy się nie zgadzają a poza tym kto mi dopłaci te
          25% pensji ....
          • anndelumester Re: Re :))))))))))))))) 24.01.06, 16:42
            Alex,
            są takie modele , ktore pracujac podkreslaja za każdym razem, że sie urabiają,
            że sie poświecają itd. Bo musza byc najlepsze i w pracy i w domu. I generalnie
            wszystko musi byc na naj połysk wink albo co gorsza robią męczennikow jeszcze ze
            swoich dzieci - Mam taki przyklady no prawie z podworka:
            ' moj biedny xy (5 miesiecy) tak strasznie płacze w żłobku , no serce mi sie
            kraje, ale wiesz mamy 300 tysiecy kredytu..
            no i w takich przypadkach wlasnie przestaje wiedzieć...i rozumiec sad
            Ja akurat niegdy nie mialam takich ciagotek męczennikowskich. Stąd
            determinowana przez swoje lenistwo zawsze staralam sie zorganizować sobie tak
            pracę, by dyskomfortu bylo stosunkowo jak najmniej, co nie znaczy ze go w ogole
            nie ma.
            I, zauważ , nie uogólniam, ale pisze tylko o sobie. Rozumiem i szanuje osoby
            ktore kochaja swoja pracę i sie w niej realizują. Ale doba ma tylko 24 h.... i
            tu rodza sie moje watpliwosci.
            Oczywiście idealem byloby gdyby każdy mogl zarabiać/pracowac w takim wymiarze
            godzin w jakim mu to odpowiada, no ale min. dzieki kolejnej ekipie rządzącej
            dlugo tak nie bedzie.
            • alinaw1 Re: Re :))))))))))))))) 24.01.06, 17:44
              Ja nigdy nie byłam fanatykiem pracy (ładnie to nazywają "pasjonatką pracy").
              Ale moją pasją były podróże- zjeździłam całą Afrykę, Azję, Europę, byłam na
              końcu świata- kiepskie warunki, mapa, przygody niezwykłe. Po wyjściu za mąż
              było dla mnie jasne, że bardziej liczą się dzieci niż praca i że będę musiała
              zrezygnować ze swej pasji (co najwyżej zostają wczsowiska, których chorobliwie
              nie cierpiałam). Macierzyństwo stało się dla mnie wezwaniem, trudem na miarę
              zdobywania wulkanów w Indonezji, równie ciekawą przygodą, tylko że bardziej
              odpowiedzialną. Pytacie o środowisko, które opisywałam... Proszę bardzo: Saska
              Kępa+okolice. Miało być ODPOWIEDZIALNE RODZICIELSTWO, a zeszliśmy na dyskusję:
              Zostać z dzieckiem, czy gnać do roboty. Ja zostaję.
              • jofin Re: Re :))))))))))))))) 24.01.06, 18:37
                No wlasnie, odpowiedzialne rodziciestwo wcale nie jest uzaleznione od tego, czy
                matka pracuje czy nie. Kazda rodzina wybiera pewien model zycia w zaleznosci od
                swoich warunkow bytowych i materialnych. Jezeli kobieta majac 300 tys. kredytu
                decyduje sie na prace, to chyba to jednak wlasciwy i odpowiedzialny wybor. W
                kazdym razie wg mnie odpowiedzialniejszy od tego, gdyby miala ten kredyt i
                prosila o pomoc materialna forumowiczow, tak jak w wypowiedzi przytoczonej
                wczesniej, ktora zostala ostro skrytykowana.
                A ze sie uzala. Kobiety, ktore siedza w domu tez sie uzalaja. Wszystko zalezne
                od charakteru czlowieka.
                • alex05012000 Re: Re :))))))))))))))) 25.01.06, 09:40
                  jofin napisała: No wlasnie, odpowiedzialne rodziciestwo wcale nie jest
                  uzaleznione od tego, czy matka pracuje czy nie."
                  w pełni się zgadzam, a w każdym razie nie powinno być! wszystko zależy od
                  jednostkowej sytuacji rodziny i od predyspozycji kobiety...
                  ja sobie nie wyobrażam na przykład (pomijając kwestię finansową, załóżmy, że
                  jestem rentierem i mam wpływ gotówki co miesiąc na konto ...) co bym robiła w
                  domu cały dzień codziennie gdybym nie pracowała, bo zawożę dziecko rano do
                  przedszkola i co? do godziny 16h00 co robić??? sprzątać, gotować, ok, ale nie
                  codziennie cały dzień, kino, muzea, sport, lektury ... ? też nie codziennie 8
                  godzin, po 2 tygodniach chyba bym do reszty posiwiała! ... pozdrawiam znad
                  biurowej kawki - pracująca na conajmniej 3-4 etatach alex...
                  • pawlinka Re: Re :))))))))))))))) 25.01.06, 09:48

                    E tam Alex, jak byś była rentierem, to nie musiałabyś sprzątać i gotować smile))))
                    Pozdrowienia z nad porannej kawki domowej - angina paskudna przewlekłą się
                    stałasad
        • pawlinka Re: Re :))))))))))))))) 25.01.06, 00:58
          A wiesz, Anndelumster, to co napisałaś jest mi bardzo bliskiesmile) .
          • alinaw1 Re: Re :))))))))))))))) 25.01.06, 14:29
            Ale żeby wziąć kredyt na 300 tys. trzeba (też być odpowiedzialnym)stosować
            zasadę: "Biorę taki olbrzymi kredyt, bo jest szansa, że go spłacę, bo będziemy
            pracować we dwójkę", a nie: "Mam do spłacenia taki kredyt, więc musimy oboje
            pracować". Zresztą mój tok myślenia potwierdzą banki, inaczej raczej nie
            udzielą takiej pożyczki. Widać, że straszniem tu zacofana kobita, chyba jakiś
            moherowy beret, bo jestem przekonana, co do słuszności pozostania MATKI z
            dzieckiem. Aha, i nic nie miałabym przeciw temu, by moja córka została
            fryzjerką. Wszak pewnie zakocha się w niej (o ile za lat 20 będzie funkcjonować
            takie pojęcie) któryś z Waszych wyedukowanych za ciężkie pieniądze synów i mam
            nadzieję, że zgodzicie się na ten mezalians. Jestem tymczasową kurą domową i
            dziś jeszcze kawy nie wypiłam. Chyba jednak pójdę do roboty...jestem kawoszką.
            • anndelumester Re: Re :))))))))))))))) 25.01.06, 14:40
              uscislając, bo to sie robi watek wielowatkowy smile
              Dałam przykład własnie dużego kredytu bo - nie bardzo podoba mi sie
              zalożenie 'musimy miec wielkie mieskzanie a w niem marmury i wszytko na już -
              dlatego ja sie urabiamy na smierć , a nasze malutkie dziecko musi byc w
              zlobku".
              Moje załozenia sa takie ze to pieniadze sa dla ludzi a nie ludzie dla
              pieniedzy.
              Ale oczywiscie ze rodzice którzy zarabiaja na siebie i na swoja rodzine sa
              godni szacunku, pozostaje tylko kwestia - jak zwykle zlotego srodka smile
              A w kwestiach chodzenia do pracy - naprawde zazdroszcze pracy, gdzie jest czas
              na picie kawy, pogaduchy i inne mile czynności pozazawodowe smile
              Alino jakby co mam syna wink)))
            • pawlinka Re: Re :))))))))))))))) 25.01.06, 16:01
              Alina, trochę jesteś niesprawiedliwa...moheru nie stwierdziłam tutaj na forum,
              ale wiele mam forumowych jest z dziećmi, daje swój czas i siebie, niezależnie
              od tego czy pracują czy nie... Nie chcę nikogo oceniać, wg mnie słusznych czy
              nie decyzji. Nie mam takiego prawa.
              Jasne, że dzieci mamy potrzebują...Byłam z moimi dziećmi na dłuuugim
              wychowawczym (z synkiem - 5,5 roku, a z córeczką - ponad 2 i pół). A teraz
              pracuję na pół etatu, co drugi dzień, często w domu jestem już w południe.
              Zamieniam ubranie szkole na na domowe i jestem kurą. Do lekcji przygotowuję
              się, keidy małe śpią.
              Wiesz, wolałabym nie pracować może, mniej miałabym stresów, nie musiałabym
              myśleć nad logistyką; byłoby mi prosciej...ale...to pół etatu. Na własną prośbę
              tak będę pracować jeszcze kolejny rok...potem nie wiem. Może nie będę miała
              pracy, bo idzie niż, może będę miała dalej pół etatu. Zobaczę..
              Moje dzieci nie są edukowane za ciężkie pieniądze. Nie mamy kredytów, jeździmy
              starym samochodem, mamy małe mieszkanie...A przyszłość...Jestem optymistką i
              wierzę, że nie jestem sama...
              A kawę piję przy forum...
              Pozdrawiam- Pawlinka kawoszka
              • alex05012000 Re: Re :głównie do alinyw1 25.01.06, 16:18
                za wczesnie mi się wysłało,
                ja też jestem wielką amatorką kawy, pierwsza rano w domu, obowiązkowa, druga w
                pracy, taki kubełek (nie kubek)...
                a co do pracy, zostawania w domu, wszystko zależy od sytuacji, od liczby
                dzieci, od charkteru, od przyzwyczajeń, ja pracowałam juz na studiach, potem po
                studiach na etat i poza nim, długi czas, późno wyszłam za mąż, dziecko mamy
                dłuuuuugggoooo potem, zawsze pracowałam, zawsze byłam całkowicie niezależna
                finansowo, mieszkaniowo itd, po prostu nie umiem, nie chcę inaczej,
                zwariowałabym!!!
                siedzialam w domu całą ciążę, bo musiałam, i 11 miesiecy po urodzeniu dziecka,
                karmiłam piersią tyle czasu ile samo chciało, potem miało nianię, 3 babcie...
                no i tatę, potem poszło do przedszkola, jak jest chora jest z nią tata lub
                babcia (jedna tylko nam sie ostała na świecie), ja wracam późnym popołudniem,
                wtedy i cały weekend poświęcam dziecku... taki akurat układ. Nie sądzę, aby
                mojemu dziecku czegoś zabrakło, abym je unieszczęśliwiła tym, że pracuję, aby
                było "osierocone" w jakikolwiek sposób, jesteśmy bardzo ze sobą związane,
                naprawdę dużo sie razem bawimy, rysujemy, budujemy, sama szyję jej kostiumy na
                bale w przedszkolu, ma też dobry kontakt z tatą i babcią, z rówieśnikami...
                nie opływam w bogactwa, nie chodzimy do prywatnego przedszkola, auto ma 6
                lat... żyjemy na średnim poziomie... nie mogę nie pracować ale i nie chcę nie
                pracować, potrzebuję wyjść do ludzi, pojechać i wrócić, "zmęczyć się", nie wiem
                jak to wytłumaczyć, ale ja nawet w weekend to musze mieć 100 czynności,
                najlepiej poza domem.... pozdrawiam
            • alex05012000 Re: Re :))))))))))))))) 25.01.06, 16:01
              alinaw1 napisała "jestem przekonana, co do słuszności pozostania MATKI z
              dzieckiem"
              może to i słuszność, natomiast słuszność czy nie, ja PO PROSTU NIE CHCIAŁABYM
              SIEDZIEC W DOMU, ABSTRACHUJĄC OD SFERY FINANSOWEJ...
              • verdana Starsze dzieci to też dzieci 25.01.06, 16:49
                Pozostanie matki z malutkim dzieckiem - hm, niby to słuszne, dla matek
                jedynaków, albo dwojga planowanych dzieci z niewielką róznicą wieku, albo dla
                tych, które maja nieźle zarabiających mężów.
                Odpowiedzialne rodzicielstwo nie dotyczy tylko najmłodszego dziecka, ale także
                tych już urodzonych, wobec których matka (i ojciec też!) mają niemniejsze
                zobowiązania niż wobec noworodka. A przyjąwszy założenie - odpowiedzialnie jest
                zająć się niemowlęciem, kosztem pracy i kariery jakos traci się z oczu dzieci
                starsze, które nie powinny odpowiadać za wybory życiowe rodziców.
                Dla mnie rezygnacja z pracy i nie oddanie niemowlęcia do żłobka to wybór. Ja
                mogę ostatecznie zrezygnować z wypoczynku, ksiązek, ciepłego jedzenia. Dla
                moich starszych dzieci, to wymuszone wyrzeczenie. Czy byłoby odpowiedzialne,
                gdtbym zrezygnowała z pracy (bardzo dobrej) i zmusiła moje starsze dzieci do
                rezygnacji z wszystkich przyjemnosci, wakacji, zajęć dodatkowych, nowego
                ubrania, z ciepłych obiadów (na 5 osobową rodzinę w Warszawie mielibysmy 1000
                zł miesięcznie, z czego za mieszkanie płacimy 700). I to rezygnacji na zawsze,
                ponieważ w mojej pracy jest określony czas na awans - potem się wylatuje. A
                podobnej znaleźć już nie sposób.
                To nie byłaby odpowiedzialność, tylko lekkomyślność.
                • alinaw1 Re: Starsze dzieci to też dzieci 25.01.06, 19:28
                  No włąsnie, starsze dzieci to też dzieci ale one parę godzin spędzają w szkole,
                  mają przyjaciół, same czytają książki i mama w zasięgu wzroku nie jest im tak
                  bardzo potrzebna. Ja kiedyś też uważałam, że "siedzenie' w domuy zabiłoby mnie-
                  moją energię, zainteresowania, chęci poznawcze itd. Z niedowierzaniem patrzyłam
                  na moją siostrę. Ta już w wieku 18 lat wyszła za mąż. Mnie to dopadło dopiero w
                  34 roku życia. Może właśnie ów starczy wiek (i obserwacje) spowodowały, że w
                  tej kwestii stałam się taka konserwa? Teraz moja siostra zamienia się ubraniami
                  ze swymi córkami, jeździ z nimi na narty, przeżywa ich pierwsze miłostki. Ja
                  myślę, że powrócę do swych pasji na emeryturze (o ile w ogóle mi taką
                  przyznają) ale - mówiąc szczerze zawsze byłam luzaczką, takim włóczykijem, co
                  to wolał ostatni grosz wydać na bilet niż składać na telewizor (zresztą mam go
                  dzięki mężowi, który zadecydował o kupnie tego dobrodziejstwa z okazji
                  ostatniej wizyty papieża w Polsce). Bardzo wierzę obietnicy, że Bóg da mi
                  wszystko, czego potrzebuję, może dlatego nie zabiegam za bardzo. I wiecie, że
                  parę razy w moim życiu zdarzył się finansowy cud? Taki prawdziwy, namacalny,
                  coś jakby manna z nieba. Wszak "nie troszcie się o to, co będziecie jeść...".
                  Gdy mój pierworodny miał rok, otrzymałam intratną propozycję pracy w pewnym
                  babskim czasopiśmie. Przypadek sprawił, że znałam jego ostatnią zawartość
                  (promocja środków antykoncepcyjnych, zdrady, sex z nieznajomym itd). W
                  pierwszej chwili pomyślałam, że to niezwykłe, nie szukałam, a znaleziono mnie,
                  nie zabiegałam, a tu proponują taką kasę itd. Pokusa była, a jakże! Potem
                  uznałam, że to jednak pokuszenie i odmówiłam (mój mąż to już prawdziwy
                  odmieniec, twierdzi, że tylko poganki rzucają swe dzieci i biegną po
                  macierzyńskim do roboty). Mój mąż był wtedy na wylocie ze swej pracy. Kredyt
                  (60 tys.) niespłacony. Trochę drżeliśmy. I co? Ja ostatecznie zrezygnowałam, a
                  mąż następnego dnia porzeniósł się do innego działu, gdzie otrzymał awans i
                  podwyżkę. To nie przypadek. Podzieliłam się z Wami tymi historiami bo one po
                  raz kolejny pokazują mi ową słuszność wyboru, o której pisałam wcześniej.
                  Oczywiście, że jestem niesprawiedliwa. Patrzę bowiem na te sprawy z własnej
                  perspektywy (typowy brak obiektywizmu) i obsewrwuję moje sąsiadki/koleżanki
                  wiecznie marudzące na swój stan finansowy, choć tak naprawdę żyją w luksusie i
                  niejedna osoba mogłaby tylko pomarzyć o takich warunkach. Aha, jeszcze jedno;
                  Kredyt wzięliśmy na lat 15, a po 2 już spłaciliśmy- tylko dzięki niezwykłemu
                  zdarzeniu. Czy ja zresztą kiedyś o nim nie pisałam?
                  • verdana Re: Starsze dzieci to też dzieci 25.01.06, 20:03
                    Starszym dzieciom mama na widoku nie jest potrzebna, ale obiad tak.
                    Jesli bym zachowała się zgodnie z zasadami Twego męża, moje dzieci z
                    przyzwoitych warunków zyciowych stałyby się dziećmi niedojadajacymi, na
                    garnuszku opieki społecznej. 10 złotych dziennie na utrzymanie 5 osób to nie
                    jest już dopuszcalna bieda. To nędza.
                    Mogłam oczywiscie powiedziec dzieciom - niedojadajcie przez pare lat, az zdarzy
                    się cud. Wazniejsze jest, aby Wasz brat miał mamę na stałe, niż Wasze zdrowie.
                    A gdyby cud się nie zdarzył? Gdyby przez co najmniej trzy lata moje 8 i 11
                    letnie dzieci nie bardzo miały co jeść i w co się ubrać? czy wtedy zasłużyłabym
                    na miano "odpowiedzialnej" nie troszcząc się, co moje dzieci beda jeść? Czy
                    wtedy urosłabym w oczach Twego męża, skazując dzieci na nędzę, skoro miałam
                    możliwość zapewnić im przyzwoite, w miare dostatnie i spokojne życie?
                    Wybacz, ze tak ostro, ale naprawdę, ocenianie matek, ktore musza pracować, by
                    zapewnić dzieciom jedzenie jako "nieodpowiedzialnych" wyjątkowo mnie drazni.
                    Nie mówiac już o tym, że moja praca jest dla mnie niezwykle ważna. Byłabym
                    bardzo nieszczęśliwa bez niej. A jak wiadomo, matki, które "wszystko
                    poświęciły" dla dzieci i wychowanie stało się dla nich ciężkim obowiązkiem,
                    koncem marzeń i ambicji, nie są z reguły dobrymi matkami. Macierzyństwo nie
                    musi oznaczać przymusowego marnowania sobie życia...
                    • alex05012000 Re: Starsze dzieci to też dzieci 26.01.06, 09:36
                      witam, ja znów przy porannej biurowej kawie.... tak w pierwszym momencie to co
                      napisała alina (i jej mąż) mnie zezłościło, ale potem to się po prostu
                      uśmiałam. Jeśli odpowiedzialne życie i rodzicielstwo ma polegać na odrzucaniu
                      pracy w gazecie, której tematyka nam się nie podoba wtedy gdy praca ta jest
                      potrzebna do utrzymania rodziny i zapewnienia dziecku chleba, i na czekaniu na
                      cud, to JA JESTEM NAJBARDZIEJ NIEODPOWIEDZIALNYM RODZICEM NA ŚWIECIE!!! (aha, w
                      przeciwieństwie do verdany jestem osobą wierząca, przynajmniej tak uważam, choć
                      w oczach męża aliny jestem poganką...). Ja w cuda nie wierzę! wierzę w ciężką
                      pracę, w szukanie wszelkich źródeł zarobku na utrzymanie rodziny, w przypadku
                      widma głodu i niezapłaconych rachunków podjęłabym się każdej pracy! i choćby
                      sprzątania kibli w szpitalu....może niektórym cuda sie zdarzają, mnie nie....
                      nie wierzę w siedzenie z założonymi rekami i czekanie aż Bóg sie zlituje i
                      łaskawie spuści z góry nogę i załatwi sprawy; wierzę natomiast że w jakiś
                      sposób czuwa z daleka nade mną, nad moją rodziną, ale "czarną robotę" to ja
                      musze wykonać sama!!! akurat w moim przypadku gdybym po urodzeniu dziecka nie
                      poszła do pracy nasz rodzinny dochód wyniósł by "0", więc nie wyobrażam sobie
                      egzystencji...bez dochodów. Nie złośliwie, ale zapytam jak by to widział twój
                      małżonek? matka nie-poganka siedzi w domciu ale tylko jakieś dwa -trzy
                      tygodnie, chyba po takim czasie sie umiera z głodu.... no może opieka społeczna
                      by coś dała to starczyłoby na miesiąc-dwa....
                      jeśli kogoś uraziłam to przepraszam, ale tak jak verdanę: "ocenianie matek,
                      ktore musza pracować, by zapewnić dzieciom jedzenie jako "nieodpowiedzialnych"
                      wyjątkowo mnie drazni. Nie mówiac już o tym, że moja praca jest dla mnie
                      niezwykle ważna. Byłabym bardzo nieszczęśliwa bez niej. A jak wiadomo, matki,
                      które "wszystko poświęciły" dla dzieci i wychowanie stało się dla nich ciężkim
                      obowiązkiem, koncem marzeń i ambicji, nie są z reguły dobrymi matkami.... "
                      pozdrawiam wszystkich alex

                      • isma Re: Starsze dzieci to też dzieci 26.01.06, 10:58
                        Wiecie co, nie odzywalam sie, bo dla mnie temat jest... hmmm. no, jaby troche
                        nietrafiony. Otoz, moim skromnym zdaniem, co to jest odpowiedzialne zycie i
                        rodzicielstwo, to kazde malzenstwo, a scislej mowiac, kazda para rodzicow ;-
                        ))), powinna rozwazac na swoj uzytek, we wlasnym sumieniu i wedlug wyznawanych
                        przez siebie wartosci. Tego sie nie da usrednic, zapisac w schematach, chocby w
                        tak ogolnych, ze odpowiedzialnosc rodzicow polega na ufnosci w wole Boza. Bo
                        ostatecznie i tak jedno z nas odczyta te wole Boza jako zdecydowany prymat
                        obowiazku zapewnienia materialnego bytu rodzinie, nawet jesli wiaze sie to z
                        ewentualnoscia podjecia zawodowej wspolpracy z osobami podejrzanej konduity
                        (nadto wierzac np. ze, jesli jako wole Boza odczytac otrzymanie propozycji
                        pracy wlasnie z takiego miejsca, to byc moze jest to wezwanie do tego, aby w
                        takim wlasnie srodowisku mozna stac sie swiadectwem - w koncu Jezus wlasnie
                        wsrod celnikow i nierzadnic przebywal chetniej, niz wsrod faryzeuszy wink)), a
                        inne - wprost przeciwnie.

                        I teraz, w zwiazku z powyzszym, i z tym, co napisala Alex. Otoz, ja bym sie
                        takiej pracy nie podjela. Ale dlatego, ze nie potrafie rozmawiac z ludzmi,
                        ktorych zyciowa pasja sa trendy w modzie, nie dlatego, ze byloby to "grzeszne"
                        srodowisko wink)). Natomiast nie oznaczaloby to, ze oczekuje w zamian od Pana
                        Boga oferty pracy dla mojego meza, abym ja mogla zostac w domu z dzieckiem -
                        skoro jestem wystarczajco dobra, zeby otrzymac propozycje z jednej gazety, przy
                        odrobinie wysilku i Bozej pomocy dostane ja i z innej wink)).

                        Ale, podkreslam, dziecko ma dwoje rodzicow. I, moim skromnym zdaniem, to, ktore
                        z nich pracuje zawodowo, to juz jest naprawde ich sprawa wink)).
                  • otryt Piękne świadectwo 25.01.06, 23:37
                    alinaw1 napisała:

                    >Mój mąż był wtedy na wylocie ze swej pracy. Kredyt
                    >crying60 tys.) niespłacony. Trochę drżeliśmy. I co? Ja ostatecznie zrezygnowałam, a
                    >mąż następnego dnia porzeniósł się do innego działu, gdzie otrzymał awans i
                    >podwyżkę. To nie przypadek. Podzieliłam się z Wami tymi historiami bo one po
                    >raz kolejny pokazują mi ową słuszność wyboru, o której pisałam wcześniej.

                    Dziękuję Alino za piękne świadectwo, w jaki sposób Bóg działa w naszym życiu. I
                    piękne świadectwo Waszego zawierzenia, gdy w krytycznej sytuacji, odmawiasz
                    przyjęcia pracy, która moralnie jest nie do przyjęcia.

                    Mogę zrozumieć, że osobom niewierzącym taka postawa nie mieści się w głowie (bo
                    Boga nie ma) i często działa jak płachta na byka. Jednak tego typu świadectwa
                    irytują równiez ludzi podających się za wierzących. Przecież w tym poście
                    piszesz tylko o własnym życiu, nie krytykujesz innych. Więc skąd ta irytacja u
                    ludzi, podchodzących inaczej do tej sprawy?

                    Pozdrawiamsmile
                    • pawlinka Re: Piękne świadectwo 26.01.06, 00:11
                      Zaraz, zaraz Otrycie, jaka irytacja? Gorąca dyskusja, ścieranie się postaw. To
                      nie jest prosta sprawa, o której rozmawiamy. Ja niestety poczułam się zasmucona
                      bardzo takim stwierdzeniem wartościującym mamy-poganki idące do pracy po
                      macierzyńskim. W ich imieniu. Nie możemy osądzać, czy to nam pomaga? Czujemy
                      się lepsi, bo się porównujemy, gorsi, bo się porównujemy?
                      • otryt Re: Piękne świadectwo 26.01.06, 01:13
                        Zgoda, na tym forum kulturalnie ścierają się różne postawy. Ludzie wybierają
                        różne modele, radzą sobie jak potrafią. Jednak wiem, co opowiadają kobiety
                        pracujące o kobietach, które na dłużej zajęły się dziećmi. Ile w tym jest
                        emocji i ocen. Ile zarzucania nieodpowiedzialności, ile niechęci.

                        Mówisz o przeciwnym przypadku. W tym długim tekście znalazło się określenie
                        mamy-poganki, będące autorstwa męża Aliny, nie jej samej. I ono podciągnęło
                        emocje mocno w górę.

                        Chciałem tylko pokazać, że motywacje tych dwóch postaw są jakby z innych
                        światów. Jest mądrość świata, która każe o wszystko samemu dbać i na każdą
                        okoliczność się zabezpieczać, ale też jest mądrość nie z tego świata, która
                        każe zaufać Bogu, oczywiście nie rezygnując z własnej aktywności. Jak wiemy z
                        Bibli te dwie mądrości są we wzajemnej sprzeczności. Co dla jednej jest
                        mądrością dla drugiej jest głupotą i na odwrót.

                        Pozdrawiamsmile
                        • alex05012000 Re: Piękne świadectwo 26.01.06, 09:47
                          panie otrycie
                          piszesz aby nie wartościować, a sam napisałeś ze podobne świadectwa irytują
                          ludzi podających sieza wierzących! skąd wiesz czy sa wierzący czy nie??? może
                          są inaczej wierzący niż ty, ale jakie masz prawo do oceniania mojej wiary? a
                          mnie akurat to świadectwo, którego nie uważam za piękne (raczej bym
                          powiedziała, ze ludzie ci byli lekkomyślni, ale udało im sieuniknąć kłopotów i
                          wyszli cało z cieżkiej sytuacji...)właśnie drażni!
                          piszesz: "Jest mądrość świata, która każe o wszystko samemu dbać i na każdą
                          > okoliczność się zabezpieczać, ale też jest mądrość nie z tego świata, która
                          > każe zaufać Bogu, oczywiście nie rezygnując z własnej aktywności. Jak wiemy z
                          > Bibli te dwie mądrości są we wzajemnej sprzeczności. Co dla jednej jest
                          > mądrością dla drugiej jest głupotą i na odwrót."
                          ej, a nie można znaleźćskrzyżowania pośrodku? ja np ufam Bogu i wierze w jego
                          obecność w moim życiu, ale... właśnie ale biore też sprawy w swoje ręce i
                          działam aktywnie, i zabezpieczam sie jak mogę, jak umiem, poza tym mam
                          charakter zosi-samosi , nie na wszystko mamy wpły, nie wszystko możemy
                          przewidzieć, ale siedzenie i czekanie na cud i na Boskiego kopniaka mnie nie
                          przekonuje...
                          a, jeszcze, kobiety siedzące w domu, jak widać choćby na przykładzie aliny tez
                          zarzucają wiele matkom pracującym, że wyrodne, że wstrętne, że porzucają dzieci
                          nianiom, babciom, przedszkolom i żłobkom...., też jest z drugiej strony wiele
                          niechęci i oburzenia, jak mogła! problem w tym, ze te dwie grupy mają
                          diametralnie różne wizje życia i nie są w sranie się zgodzić, tylko please
                          więcej tolerancji, ja nie wyobrażam sobie życia bez pracy, ale rozumiem, że są
                          matki, które siedzą w doimu i są z tego zadowolone... na zdrowie, tylko nie
                          dorabiajmy do tego ideologii pod tytułem: prawdziwie wierzące (czytaj dobre)
                          matki zostają z dziećmi w domu a te pogańskie, wyrodne idą do pracy....
                          • otryt Wyjaśnienie 29.01.06, 12:32
                            Alex, rzeczywiście moje sformułowanie "podający się za wierzących" okazało się
                            dosyć niefortunne. Lepiej by było po prostu "wierzących". Moją intencją nie
                            było sugerowanie, że czyjas wiara jest nieprawdziwa lub gorsza. A tak to
                            niestety odczytałaś, za co przepraszam. Trudno mi dyskutować z Tobą, gdy
                            zarzucasz mi myśli i słowa, których ani nie wypowiedziałem ani nawet nie
                            pomyślałem. Cóż, dyskutowana materia jest niezwykle delikatna i bez lepszej
                            wzajemnej znajomości chyba niemożliwa do przeprowadzenia, bez narażenia się na
                            kosmiczne nieporozumienia.

                            Pozdrawiam serdecznie
                            • alex05012000 Re: Wyjaśnienie 30.01.06, 14:02
                              Trudno mi dyskutować z Tobą, gdy zarzucasz mi myśli i słowa, których ani nie
                              wypowiedziałem ani nawet nie pomyślałem. - "ale stojało napisane" ...
                              Cóż, dyskutowana materia jest niezwykle delikatna i bez lepszej wzajemnej
                              znajomości chyba niemożliwa do przeprowadzenia, bez narażenia się na
                              kosmiczne nieporozumienia. - pewnie i racja, ja mam bardzo specyficzną sytuację
                              rodzinną, nie przeczę, ale absolutnie się nie gniewam i jak chcesz dyskutowac
                              zapraszam na priva... pozdrawiam równie serdecznie alex
                              • isma Re: Wyjaśnienie 30.01.06, 14:59
                                Ooo, zaraz tam "bardzo specyficzna", chcialabys wink)).
                                Pozdrawia tez "dziewczyna do wszystkiego" wink)).
                              • otryt Re: Wyjaśnienie 01.02.06, 08:31
                                Alex, temat dyskusji mocno zboczył od tego, co przydarzyło się rodzinie Kramli
                                i Neogobbo. Cieszę się, że wyszli z tej przygody bez szwanku, dziękuję za to
                                Bogu. Wszystko inne w tej sytuacji przestaje być ważne. Do tego nastrój zadumy
                                i żałoby w kraju...

                                Pozdrawiam ciepłosmile
                                Mirek
                        • pawlinka Re: Piękne świadectwo 26.01.06, 10:00
                          otryt napisał:

                          "Jednak wiem, co opowiadają kobiety pracujące o kobietach, które na dłużej
                          zajęły się dziećmi. Ile w tym jest emocji i ocen. Ile zarzucania
                          nieodpowiedzialności, ile niechęci."

                          Ależ ja doskonale o tym też wiem, bo ta niechęć też mnie dotyczyła. Mówiono o
                          luksusie, o zarzucaniu kariery i tak dalej...i często kobiety...

                          > "Mówisz o przeciwnym przypadku. W tym długim tekście znalazło się określenie
                          > mamy-poganki, będące autorstwa męża Aliny, nie jej samej. I ono podciągnęło
                          > emocje mocno w górę."
                          TAk, nie musiało ono się pojawić, bo efekt jest: dużo emocji i mniej
                          życzliwości. Trzeba uważać na słowa, bo one mogą ranić.

                          Pozdraw
    • kulinka3 Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 25.01.06, 21:29
      Mam nadzieję,że dyskusja którą zapoczątkowała Kramla nie doprowadzi do podziału
      na matki dobre siedzące w domu i złe pracujące,lub spełnione i zadowolone z
      pracy zawodowej poza domem i nieszczęśliwe, bez ambicji, siedzące w domu.
      To nie jest cała prawda ani o jednej ani o drugiej grupie.
      Coraz bardziej po takich ekonomiczno-kredytowo-odpowiedzialnych dyskusjach marzy
      mi się,by dzieci mieli Ci, którzy chcą je mieć naprawdę.
      • verdana Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 25.01.06, 21:33
        A co to znaczy "chcieli mieć naprawdę"?
        • kulinka3 Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 25.01.06, 22:27
          Coraz bardziej po takich ekonomiczno-kredytowo-odpowiedzialnych dyskusjach marzy
          mi się,by dzieci mieli Ci, którzy chcą je mieć naprawdę czyli pomimo wszystko z
          gotowością do poświęcenia czegoś ważnego.

          PS.rzecz jasna powyższe zdanie nie odnosi się do sytuacji skrajnych lub
          patologicznych.
          • verdana Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 25.01.06, 22:46
            Ale czy posiadanie dzieci musi byc równoznaczne z poswieceniem? czasem (gdy
            dziecko jest np. chore) oczywiscie tak - ale uwazam, że wcale nie jest dobrze
            łączyć macierzyństwo z poświęceniem. Dla mnie macierzyństwo ma być radoscią -
            mam dziecko, bo chcę je mieć.
            A poświecenie - wcale nie zawsze jest potrzebne. Ani zdrowe.
            A poświęcenie starszych rzeczy na rzecz młodszego, to już patologia...
            • kulinka3 Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 25.01.06, 22:56
              Życie uczy,że wszystko co wartościowe wymaga wysiłku i oddania.
              Dzieci również.
              A wysiłek i oddanie mają wpisaną w siebie w rezygnację z rzeczy "mniej" ważnych.
              • verdana Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 25.01.06, 23:27
                Nie.
                Dla mnie rodzicielstwo, szcsególnie własnie to "odpowiedzialne", nie łączy się
                z rezygnacją, tylko z wyborem. Podobnie jak każda inna decyzja w życiu. Jeśli
                np decyduję się na przyjęcie dobrej pracy, to nie "rezygnuję" z wolnego czasu,
                tylko wybieram zajęcie, które chcę wykonywać.
                Posiadanie dziecka to dla mnie nie rezygnacja ze swobodnego dysponowania czasem
                czy np. podrózy, ale wybór tego, czego najbardziej chcę. Wybór to nie to samo
                co rezygnacja i zupełnie inaczej sie do niego podchodzi. Rezygnacja kojarzy mi
                się własnie bardziej z macierzyńswem nie w pełni chcianym wymuszonym.
                Ale nie zamierzam wybierać pomiędzy dziecmi a sprawami dla mnie bardzo ważnymi.
                Z bardzo ważnych - np. pracy - nie zrezygnuję(nawet jesli miałabym na to
                pieniądze), ponieważ a/ nie widzę takiej potrzeby, b/ nie widzę konieczności c/
                i tu mozesz się oburzyć - nie jest ona dla mnie "mniej" ważna. Dzieci dorosną i
                odejdą - a mnie pozostanie moja ulubiona praca. Nie chcę, aby moje życie i
                zadowolenie z niego skończyło się w chwli odejscia z domu najmłodszego dziecka.
                Podobnie nie zrezygnuję z czasu dla męża. I kilku innych rzeczy.
                • maadzik3 Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 26.01.06, 00:10
                  Zgadzam sie absolutnie, zreszta pisalam o tym wyzej. Roznorodnosc modeli rodziny
                  jest nie tylko (dla mnie) wartoscia, ale rowniez konsekwencja pozwolenia
                  doroslym ludziom na dokonanie wyboru - co jest wazne, co mniej, co teraz, co
                  wczesniej. Oczywiscie jak juz dawno stwierdzono nie mozna zjesc ciastka i miec
                  ciastka, ale w chwili gdy mam wybor, wiem jakie sa jego konsekwencje i dorosle i
                  odpowiedzialnie podejmuje decyzje (czytaj: nikt nie traktuje mnie jak
                  niedorozwiniete dziecko i znow nie mowi mi - jak czesto bywa - co jest lepsze
                  dla mnie) to nie ma to nic z meczenskiej postawy. Z pewnych rzeczy w zyciu
                  rezygnujemy - na rzecz innych, ale jesli jest to nasza decyzja nie wymuszona na
                  nas jest to po prostu nasza droga rozwoju, sposob na zycie, poszukiwanie
                  optymalnego spelnienia itp. W rozych okresach swego zycia uznaje priorytet
                  roznych rzeczy, ale dopoki pozwala mi sie podejmowac osobiste decyzje jest OK.
                  Jesli natomiast usiluje sie wymusic na mnie zachowania do ktorych wewnetrznie
                  nie jestem przekonana (wymusic, nie przekonac, dyskutowac zawsze jestem sklonna,
                  ale na argumenty a nie aksjomaty) reaguje fatalnie. Co do podzialu matek - oby
                  zawsze byl, przeciez kazda z nas jest innym, wyjatkowym i niepowtarzalnym
                  czlowiekiem z prawem do podejmowania decyzji i ponoszenia ich konsekwencji. Oby
                  kazda z nas mogla w jak najwiekszej liczbie spraw podjac decyzje a nie byc
                  zmuszona. I kazda decyzja podjeta po namysle z uwzglednieniem jej implikacji i
                  interesow wszystkich zaangazowanych stron zasluguje na szacunek.
                  Magda
                • kulinka3 Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 26.01.06, 10:45
                  verdana napisała:

                  > Dla mnie rodzicielstwo, szcsególnie własnie to "odpowiedzialne", nie łączy się
                  >
                  > z rezygnacją, tylko z wyborem.

                  To chyba kwestia semantyki.
                  Możesz mi wyjaśnić, jak wybór nie łączy się z rezygnacją?
                  Jeżeli wybieram między czymś a czymś, to coś wybieram, a z czegoś rezygnuję,
                  czegoś nie robię.

                  Podobnie jak każda inna decyzja w życiu. Jeśli
                  > np decyduję się na przyjęcie dobrej pracy, to nie "rezygnuję" z wolnego czasu,
                  > tylko wybieram zajęcie, które chcę wykonywać.

                  I rozumiem,że wybór dobrej pracy nie ma związku z wolnym czasem, czyli masz i
                  wolny czas w wymiarze jak przed pracą i wykonujesz pracę?




    • kramla Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 26.01.06, 00:40
      Dzięki dziewczyny, że podjęłyście tę dyskusję.Zapoczątkowałam ją bo ostatnio
      zastanawiam sie bardziej szczegółowo nad tą kwestią, co jest związane z moją
      pracą w pewnym sensie zawodową.

      Natomiast sama w temacie: cóż myślę , że z punktu widzenia wielu nie jesteśmy
      rodzicami zbyt odpowiedzialnymi.Żyjąc w zasadzie z jednej pensji (państwowej)
      zdecydowaliśmy się świadomie na trójkę naszych dzieci, ja odstawiłam swoje
      dyplomy i fakultety na "po godzinach" (trochę pracuję jak mąż wraca z pracy,
      wtedy możemy wymienić się w opiece nad dziećmi, chociaż jest to praca bardziej
      hobbistyczna niż źródło dochodu).Nie jesteśmy ludźmi super zaradnymi, ani super
      świętymi.Im dłużej się znamy tym bardziej to widzimywink.Czasami się sprzeczamy,
      mamy za sobą też jeden bardzo poważny kryzys małżeński.Ciągle rozglądamy się za
      dodatkową kasą, łatamy jakoś dziury w budżecie.Ale jakoś ciągle na powierzchni!
      Jakoś ciągle sie do siebie uśmiechamy!Pierw do siebie na wzajem (w
      małżeństwie), potem do dzieci.A one ten uśmiech odwzajemniają.Widzą rodziców,
      którzy się sprzeczają , jednają i przytulają.Gdy wstana wczesnym rankiem widza
      rodziców, którzy się modlą.Wiedzą, że ich kochamy bo im o tym mówimy, wiedzą ,
      że je mamy bo je pragnęliśmy bardzo bardzo i Pan Bóg nam je dał.Kilka razy
      dziennie kiedy patrzę na moje dzieci lub z nimi rozmawiam potrafię im mówić:
      jaki ten Pan Bóg jest dobry, że mi Was dał!

      Mam świadomość misji, którą mi powierzył Bóg: zrobić wszystko co w mojej mocy
      by otworzyć przed moimi dziećmi dobrą przyszłość.A więc inwestuję w niebosmile.Ja
      na prawdę już teraz o tym myślę.Bardziej niż o tym czy moje dzieci będą
      lekarzami, naukowcami czy sprzedawcami (co nie znaczy, że o tym w ogóle nie
      myślęwink.To co przede wszystkim chcę moim dzieciom przekazać to jest wiara.
      Wiara w Dobrego Boga.Tego Boga, który stwia na naszej drodze trudne i dobre
      chwile.Tego, który ratuje nas od śmierci- również fizycznej.

      Kiedy w niedziele wczesnym świtem obudziła się w szpitalu nasza średnia,
      czteroletnia córka (podłączona do tlenu i kroplówek, obok jej dwie siostry w
      tym Marta w najcięższym stanie- mieliśmy w domu w nocy poważne zatrucie
      tlenkiem węgla), pierwsze jej słowa to: tatusiu pomódl się.I wiecie tak sobie
      pomyślałam, że jesteśmy odpowiedzialni.Że do tego momentu jakos nam się ta
      nasza inwestycja udaje.Niczego nie pragnę tak bardzo jak to byśmy cała rodziną
      spotkali się kiedyś u Pana.By nikogo z nas tam nie zabrakło. Również tych
      dzieci (dziecka), które być może Bóg dla nas jeszcze przewidział.Tego jeszcze
      nie wiemy.Ale wsłuchujemy sie w Jego głos.Nie chcę czegoś przegapić , bo to na
      pewno nie byłoby roztropne ani odpowiedzialnesmile)).
      • marzek2 Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 26.01.06, 10:18
        A Tobie Kramla dzięki za tego posta. Normalnie łzy mi stanęły w oczach...
        Kramla kochana, jak zwykle mogłabym powiedzieć tylko "amen" do tego, co
        napisałaś. Chcę dokładnie tego samego dla moich dzieci. I dziękuję Bogu, bo Twój
        post pojawił się w odpowiednim momencie dla mnie, Bóg dziś mi coś ważnego
        przypomniał Twoimi słowami...
      • samboraga Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 26.01.06, 10:19
        przepraszam, ale nie wytrzymałam...
        macie troje dzieci i narażanie ich zdrowia i życia przez własne niedopatrzenie
        zabezpieczeniu instalacji grzewczej nie jest dla Was nieodpowiedzilnością?
        ja też chcę doprowadzić moje dziecko 'do nieba', ale nie w wieku 6 lat
        i nie mam zamiaru zasłaniać się w tym względzie własną wizją "woli Bożej"
        ('widac Bóg tak chciał i to nam było pisane')
        Bóg dał mi też rozum, aby dbała o moje dziecko, o siebie, o rodzinę
        • marzek2 Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 26.01.06, 10:34
          Oj Aga, rozumiem, że nie wytrzymałaś, ale chyba Kramla i Gobbo nie zrobili tego
          świadomie. NIe wierzę, że wiedząc o nieszczelnej instalacji czy czymś takim nic
          by z tym nie robili po prostu nie wierzę. Takie rzeczy czasem się zdarzają,
          przez nieświadomość. W mojej rodzinie było podobnie i nikt nie wiedział, że coś
          jest nie tak z instalacją w łazience. Dopiero gdy się podtruł w czasie kąpieli
          szwagier i jego żona było dokładnie sprawdzone i naprawione.
          Nam zostaje tylko dziękować Bogu za to, że ich uratował.

          Kramla nie pisała o swojej "wizji woli Bożej - widać Bóg tak chciał", myślę, że
          troszkę nadinterpretujesz jej post. Dla mnie było to zauważenie tego, co
          NAPRAWDĘ jest ważne, czyli nasze życie wieczne.

          Ja nigdy nie zapomnę rozmowy z moim mężem, kiedy w czasie ogromnych problemów z
          Samuelem stanęła przede mną wizja mukowiscydozy, choroby terminalnej
          (przeżywalność mnie więcej do 20-30 lat życia). I kiedy tak się z tym męczyłam,
          szarpałam mówiłam do męża "wiesz, muko... nawet nie chcę o tym myśleć, wiesz,
          jaka to jest perspektywa?". A mój mąż popatrzył się wtedy na mnie i powiedział:
          "wiesz Marzek, w perspektywie to jest .... niebo". Może dramatycznie uprościł
          sytuację, ale moim zdaniem miał rację. Tak, naszą najważniejszą perspektywą jako
          ludzi wierzących jest niebo. Dla nas i dla naszych dzieci.

          Jasne, że będę się troszczyć o rozwijanie zdolności moich dzieci, w miarę moich
          możliwości. Że będę się starać pomagać im w wyborach życiowych, żeby spełnione
          też tutaj na ziemi. Ale to najważniejsze co mi Bóg powierzył to przekazanie im
          wiary, to bycie takim przykładem, żeby zachęcać je do osobistego poznania Boga,
          a nie być zgorszeniem, które będzie ich od tego powstrzymywało.

          Nie pamiętam dobrze tego wersetu ale mniej więcej jest to tak:
          "Cóż by człowiekowi z tego przyszło, gdyby cały świat pozyskał, a na swojej
          duszy szkodę poniósł"...
          • samboraga Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 26.01.06, 10:58
            Dopiero gdy się podtruł w czasie kąpieli
            > szwagier i jego żona było dokładnie sprawdzone i naprawione.

            o tym właśnie myślałam pisząc post
            w domach, przed zimą, takie rzeczy trzeba sprawdzać, bo to jest...właśnie
            kwestia bezpieczeństwa (o ile pamiętam to pierwsza zima w nowowybudowanym domu,
            więc tym bardziej)
            ja to przyrównam do mojej ciąży - jest wiele niewiadomych, więcej 'ale' niż przy
            zwykłej, ale...zdecydowaliśmy się na dziecko
            tyle, że ten margines niepewności (czy się uda, czy to słuszna decyzja, bo w
            końcu jestem też mamą dla juz jednego) nie zwalnia mnie od wyjątkowego dbania o
            siebie, od robienie mnóstwa dodatkowych badań, by wyprzedzić ewentalne problemy
            ale oczywiście mogę wszystkiego nie ogarnąć, robię tylko to co w mojej,
            ludzkiej, mocy

            a że 'takie rzeczy' się zdarzają...mój mąż miał niedawno poważny wypadek, nic od
            niego nie zależało, po prostu, bez przyczyny, ktoś z naprzeciwka wjechał czołowo
            na jego pas... to naprawdę cud, że wyszedł cało...zobaczy naszego młodszego synka...
            tak, zdarzają się takie rzeczy, wiem...

            ps. Kramla, pomodlę się o Wasze zdrowie
        • kramla Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 26.01.06, 10:55
          Eno, nie sądź proszę.Czy ty wszystko przewidzisz? Kurcze nie jestem
          kominiarzem, żeby codziennie sprawdzać czy jest odpowiedni ciąg.Czy na prawdę
          sądzisz, że świadomie narażałam zycie moich dzieci i swoje również? Czy we
          wszyskim musi być czyjaś wina? Nie chcę się tłumaczyć ani tłumaczyć
          sytuacji.Przeżyłam sądną noc, nie życzę nikomu takiej.Świadomośc, że życie
          mojej Marty jest zagrożone, że na prawdę cudem udało nam się wywinąć śmierci
          (to ocena lekarza z pogotowia)dało nam wiele do myślenia.Po pirwsze, że na
          prawdę nie znasz dnia ani godziny.Po drugi jest za co dziękować Bogu kiedy daje
          nam kolejny dzień, kolejny ranek, kolejną szansę.Po trzecie śmierć jest
          najpewniejszą rzeczywistością, to znaczy, że czeka ona każdego (chyba, że Jezus
          szybciej nas zaskoczy i przyjdzie zastając nas przy życiu}.I nie jest moim
          marzeniem by moje dziecko szło do nieba w wieku kilku lat.Ale jeżeli żyjąc lat
          90 lub więcej miałoby umierać w dostatku, zrealizowaniu zawodowym, kulturalnym
          i społecznym, ale bez Boga- to dla mnie scenariusz prawdziwie tragiczny.Cóż
          przewde powiedziawszy marzeniem moim byłoby to wszystko plus Bóg, albo jeszcze
          inaczej: wierzę ,że jeżeli moje dzieci sprawy Boga i Jego królestwa będą miały
          na pierwszym miejscu wszystko pozostałe bedzie im dodane.Wszystko by były na
          prawdę szczęśliwe.Teraz na ziemi i kiedyś w niebie.Tego pragnę dla siebie,
          mojego męża imoich córeczek.
          • samboraga Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 26.01.06, 11:03
            > kominiarzem, żeby codziennie sprawdzać czy jest odpowiedni ciąg

            a wzywaliście go na jesieni (najlepszy czas na przygotowanie do zimywink? jest
            wobec tego osobą odpowiedzialną za Wasze bezpieczeństwo...
            • samboraga Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 26.01.06, 17:24
              dodam tylko wyjaśnienie, bo to wcześniej może być wzięte opacznie:
              w bloku to administracja 'odgórnie' przeprowadza regularne kontrole instalacji,
              to standardowe zachowanie, procedury
              w domu trzeba je sobie aplikować samemu 'oddolnie'
              (o mój dom też muszę 'dbać sama'wink)
              • neogobbo Re: do samboragi 30.01.06, 23:09
                Tak czytam co piszesz, i przypomina mi sie pierwsza część Dekalogu
                Kieślowskiego, ta o obliczeniach grubości lodu. Widzisz - naprawdę nie da się
                niczego przewidzieć. Piece mieliśmy sprawne (jeden nowy na gwarancji),
                wentylacja drożna. Gwałtowny wzrost ciśnienia na dworze (to była noc, kiedy w
                sobotę było jeszcze ciepło, a w niedzielę tęgi mróz) nałożył się na ewentualną
                pewną wadę konstrukcyjną domu, który nie jest nowy, a jedynie zmodernizowany.
                Nie będę pisał szczegółów, ale naprawdę - wszystkiego nie da się przewidzieć.
                • samboraga Re: do samboragi 31.01.06, 09:34
                  sumując - dobrze, że jesteście cali i zdrowismile
                • otryt Przewidywanie 01.02.06, 08:43
                  Dobrze, że wyszliście z tej historii cało. Przypominasz nam scenę obliczania
                  wytrzymałości lodu w filmie Kieślowskiego. Dla mnie to najlepsza scena z
                  całego "Dekalogu". Gdy pierwszy raz ją oglądałem przeczuwałem nieszczęście
                  wiszące w powietrzu z powodu ludzkiego zadufania w siłę swojego rozumu. Nawet
                  gdy będziemy mieli komputery tysiąc razy sprawniejsze a nauka pójdzie jeszcze
                  dalej i tak nie będziemy w stanie wszystkiego przewidzieć.

                  Pozdrawiam serdeczniesmile
      • kulinka3 Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 26.01.06, 10:39
        Kramlo,
        mam nadzieję,że z dziewczynkami jest już lepiej?
        Dzięki za fajny list.
        Przypomniała mi się nasza dyskusja październikowa smile)).
        • kramla Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 26.01.06, 11:06
          Pan Bóg szybko postawił nas na nogi dając szybką interwencję całego sztabu
          ludzi: lekarzy, strażaków.Piersze godziny w szpitalu były najpowazniejsze,
          wyniki Marty bardzo złe, Dominiki i Sary nieco lepsze.Ale teraz wszystko
          dobrzesmile)).Dziewczynki w domu a nawet od wczoraj w szkole i przedszkolusmile)).

          No i wymienilismy system grzewczy.Ponoć bardzo dobry bez możliwości powtórki
          takiej sytuacji.Mam nadzieję, że postapiliśmy odpowiedzialnie? wink)).
          • alinaw1 Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 26.01.06, 13:32
            Oj, chyba niepotrzebnie przytoczyłam te gorzkie słowa mojego męża. Podniosły
            emocje- niepotrzebnie. Ktoś zarzucił mi, że oceniam matki pracujące zawodowo
            jako "wyrodne, wstrętne". W którym to miejscu? Nie padły nawet podobne słowa!
            Ktoś tu też słusznie zauważył, że to kwestia sumienia, a podziałów. No właśnie.
            Jeśli miałabym skazać swoje dzieci na głodówkę albo życie na koszt pomocy
            społecznej- pewnie szybko oddałabym je do żłobka, a sama zabrałbym się do
            roboty- nawet odśnieżania ulic. Wszystko jest kwestią konkretnej sytuacji. I
            tyle. I jeszcze jeden drobny odnośnik; Ktoś pisze, że w takiej gazecie można
            dawać świadectwo. Pewnie, wszędzie można. Gdybym jednak zajmowała się np.
            działem "kwiaty", czy czymś takim- można by było mówić o świadectwie własnym.
            Ale tu w grę wchodził dział promocji. Miałabym promować i propagować coś, na co
            osobiście nie mam wpływu i co absolutnie nie zgadza się z moim systemem
            wartości! Zresztą takie postawy życiowe są obecnie bardzo powszechne (mnóstwo
            moich znajomych z dawnej pracy, dziennika ogólnopolskiego, którego już nie ma-
            zajmuje się tworzeniem znanego polskiego brukowca. Ich ideały upadły. Zarabiają
            sporo). Ale to już zupełnie inny temat.
            Za odpowiedzialne rodzicielstwo ODPOWIADAMY przed Bogiem. Amen. Właśnie moja
            mała ryczy, aja tu sobie przed komputerkiem siedzę i wystukuję. Toż to totalny
            brak odpowiedzialności!
    • mamalgosia Re: Odpowiedzialne rodzicielstwo 31.01.06, 10:53
      troszkę zachciało mi sie ustosunkować do offtopiców (które jednak wcale moim
      zdaniem takie bardzo off nie są)
      - KREDYT - rzeczywiście większość akurat mojej pensji idzie na spłatę kredytu
      (900 zł, a zarabiam około 1200). I dlatego musze pracować. W większości dlatego
      (teraz jestem na urlopie, ale to nie zmienia ogólnej postaci rzeczy). Owszem,
      można było nie wziąć kredytu, wtedy "mogłąbym siedzieć z dziećmi w domu",
      tylko, że po porostu wtedy nie byłoby tego domu, bo nie mielibyśmy gdzie
      mieszkać. Każdy podejmuje jakies decyzje, za które jest odpowiedzialny. A
      wsadzanie wszytskich kredytów do jednego worka "domów z marmurami" dla mnie
      jest krzywdzące
      2) Praca zawodowa. Matka jest potrzebna dziecku na wyłączność w pierwszych
      trzech latach życia. I staram sie to spełnić, jestem w domu, ale trzy lata
      jest to niemożliwe. Inna rzecz: możliwe, czy nie, zauważyłam, że gdy chodziłam
      do pracy (miałam wtedy tylko jedno dziecko, półtoraroczne), jakoś było lepiej. -
      - intensyfikowałam mój czas spędzany z dzieckiem, moim zdaniem zajmowałam się
      niem lepiej niż obecnie
      - jakoś spełniałam sie w swojej pracy zawodowej (niektórzy uczniowie nawet
      dziękowali osobiście czy listownie - czyli moja obecność tam nie była zupełnie
      niepotrzebna)
      Ale nie wiem, jak mi to wyjdzie przy dwójce dzieci - prawdopodobnie kiepsko.
      Ale to juz mój problem.
      reasumując: moim zdaniem odpowiedzialne rodzicielstwo jest tylko częścią
      odpowiedzialnego całego życia. Codziennie stajemy przed jakimiś decyzjami.
      Odpowiedzialnośc wymaga rozpatrzenia ich jak najdokładniej i ponoszenia
      wszystkich konsekwencji.
      Nie uważam, aby fakt bycia z dzieckiem w domu i nie posiadania żadnych długów
      był wyznacznikiem odpowiedzialności

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka