Zapewne już wszyscy wiecie - dziś w Krakowie zmarł St. Lem.
Od Niego zaczęła się moja niegdysiejsza (po części trwająca do dziś)
fascynacja science-fiction. Był dla mnie kimś ważnym. Jego "Powrót z gwiazd"
zrobił na mnie - wówczas 15-letniej - ogromne wrażenie. Do dziś uważam Go za
pisarza wybitnego.
Jeśli piszę o tym na tym forum, to po to, żeby podzielić się z Wami pewną
refleksją: Jego wywiady z ostatnich lat bardzo mnie zasmucały. Nie byłam w
stanie pojąć, jak tak inteligentny człowiek może być do tego stopnia
zamknięty na wszelką metafizykę... Na Jego przykładzie widać było jak na
dłoni, że wiara jest Darem. Chciałabym wierzyć, że Lem miał dobrą, spokojną
śmierć.
Panie Boże, nie bądź zbytnim rygorystą i przyjmij Go mimo tego do Swojej
chwały!

)