Pewna rzecz nie daje mi spokoju. Mowi się, że wiara jest łaską daną od Boga,
że jest to dar dany wszystkim, ale nie wszyscy go przyjmują (poprawcie mnie
jeśli się mylę). Z drugiej strony wiara jest definiowana (wielokrotnie w
Biblii) jako akt wolnej woli człowieka. Bardzo ważny, bo determinujący jego
dalsze życie, to tutaj i to przyszłe.
Nie bardzo więc rozumiem gdzie tu jest ten element wspólny. Gdzie kończy się
łaska, a gdzie zaczyna się ten wolny wybór, albo raczej gdzie one się
zahaczają wzajemnie?
No i co z tymi, którzy podczas swojego całego życia dryfują między wiarą a
wątpliwościami? Szczerze chcą wierzyć, ale nie potrafią? Czy łaska nie jest
im dana wystarczająco?
A co z tymi, którzy stoją na skale, ale mimo tego miewają chwile zwątpienia i
oddalenia się od Boga? Co ich oddala, a co ich pociąga z powrotem?
Co z tymi, co uwierzyli, ale zwątpili i odeszli zbyt daleko by powrócić? I
wreszcie, co z tymi, którym nigdy nie było dane uwierzyć? Czy Bóg może komuś
odebrać łaskę wiary?
Chyba trochę namieszałam, ale może mnie choć trochę zrozumiecie

Będę
wdzięczna za Wasze wypowiedzi i refleksje.