Dodaj do ulubionych

O NPR i zapobieganiu - chcecie, to macie :)

30.07.06, 12:02
Nie wiem, czy nie spowodujemy następnej kłótni sad, zwłaszcza, że wszyscy
rozdrażnieni upałami wink))
Przeczytałam u Małgosi

"skoro zadałaś pytanie OGÓLNIE, to może się wywiązać ogólna dyskusja o
antykoncepcji. Czy tu była już jakaś? Może załozymy wątek? Siostry
protestantki
na pewno mogłyby wiele wnieść do katolickiej dyskusji"

Proszę jednak o spokój i rozwagę smile
Obserwuj wątek
    • mader1 Re: pomocny wątek :) 30.07.06, 12:07
      A ... już kiedyś rozmawialiśmy o tym :
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=10173569&a=10173569
      • marzek2 Re: pomocny wątek :) 30.07.06, 12:57
        Ojoj, ja mam dużo pytań do Was w związku ze stosunkiem KK do NPR i planowania
        rodziny w ogóle, mam pewne przymyślenia, ale w tym tygodniu nie mam czasu na
        dyskusje sad Ale pamiętam i wrócę do tego wątku.
        • zuzanna56 Re: pomocny wątek :) 01.08.06, 09:23
          Bardzo ciekawy temat.
          Mnie zastanawia jedno. Kościół Katolicki nie akceptuje używania prezerwatyw,
          globulek ani tym bardziej antykoncepcji hormonalnej.
          Znam bardzo wielu katolików stosujących którąś z tych metod. Szczególnie w
          innych krajach ale w Polsce też. I nieważne jest że, jak wiadomo, nie wszystkie
          z tych metod są tak samo szkodliwe. Chodzi o to, że Kościół ich nie akceptuje.
          A spora część katolików po prostu wybiera sobie to co im się z tej nauki podoba.
          • mama_kasia Re: pomocny wątek :) 01.08.06, 10:20
            Chodzi o to, że Kościół ich nie akceptuje.
            > A spora część katolików po prostu wybiera sobie to co im się z tej nauki podoba

            Zuzanno, ale uważasz to za właściwie, to że sobie wybierają, jak im
            się podoba, czy tylko stwierdziłaś fakt? Zresztą stwierdzenie słuszne.
            • zuzanna56 Re: pomocny wątek :) 01.08.06, 10:29
              Stwierdziłam fakt. Tak wynika z moich obserwacji i rozmów.
              Uważam że nie jest to właściwe.
              • mamalgosia Re: pomocny wątek :) 01.08.06, 10:49
                tak to już jest. Idziesz do supermarketu i wkładasz do koszyka co Ci się
                podoba. I tak coraz częściej ludzie traktują religię. tylko wtedy to już nie
                jest katolicyzm lecz New Age. Pan Jezus - owszem, ale z barankiem w ramionach.
                Do tego figurka Buddy obok telewizora.
                • direta Re: pomocny wątek :) 01.08.06, 12:03
                  Problem polega na tym, ze wielu katolikow po prostu nie zna nauki Kościoła. A
                  wielu opiera sie na jakichs przedziwnych mitach, które odrzuca w całosci jako
                  idiotyczne (bo są idiotyczne) a do tego worka z odrzuconymi idiotyzmami dokleja
                  nieco podobne ale juz mniej idiotyczne jak naukę o antykoncepcji.

                  Moja kolezanka spotkała takich katolikow ktorzy twierdzili, ze kościół jest
                  głupi, bo kaze współżyć wyłacznie w celu prokreacyjnym i tylko jeden raz w
                  ciagu nocy, wiec on wprawdzie do koscioła chodzi, ale całą jego naukę zwiazaną
                  z tą sfera odrzuca jako głupią i przestarzałą.
                  Kiedy mu wyłożyła jaka jest nauka KK w tej kwestii to spojrzał na nią dziwnie
                  i... chyba nie uwierzył. Ale podejrzewam, ze on był z tych katolików, ktory za
                  czesto do kościoła woli nie chodzić, bo ile razy tam wejdzie, to popiołem
                  sypią, a on ma zapalenie spojówek.

                  A ja kiedys w sanatorium siedziałam przy jednym stoliku z bardzo sympatycznymi
                  i wydawałoby się inteligentnymi panami. A jednak w pewnym momencie gdzies pod
                  koniec turnusu ten ponoc z wyzszym wyksztalceniem pan zaczal sie nagle zżymac,
                  bo w gazecie przeczytał, ze w rzadzie znowu zwariowali i w sejmie dyskutuja o
                  oborcji a o czym tu dyskutowac, skoro to jakis zlepek komorek, taka galaretka.
                  I nie dało się z nim na ten temat porozmawiac a ja jeszcze nei byłam zaprawiona
                  w dyskusjach na tyle, by podjąc ją na ostro i pozwoliłam się zakrzyczeć. W
                  kazdym razie moje argumenty jako biologa puszczał zupełnie mimo uszu w kółko
                  powtarzajac swoje jak mantrę. Pokusił sie nawet o twierdzenie,z e chyba cos
                  mnie zle na tym uniwersytecie uczyli, albo nie uwazałam na zajeciach skoro
                  wierzę w takie bajki.

                  Tak, tak...
                  • mamalgosia Re: pomocny wątek :) 01.08.06, 13:03
                    direta napisała:

                    >
                    > Moja kolezanka spotkała takich katolikow ktorzy twierdzili, ze kościół jest
                    > głupi, bo kaze współżyć wyłacznie w celu prokreacyjnym

                    To jest bardzo powszechne myslenie
                • samboraga może... 01.08.06, 12:04
                  nie jest w porządku, to się zgadzam, ale żeby zaraz supermarket...hmmm....po
                  latach 'nie zauważania' problemu rozwodów powstało duszpasterstwo związków
                  niesakramentalnych...może jest to jakiś sposób wybrnięcia z tego rozdwojenia
                  jaźni?...

                  ps. Mamałgosiu, moją figurkę Buddy trzymam pomiędzy bibelotami, na półce, na
                  którejś kolędzie, był sam proboszczsmile) na moment zawiesił na niej wzrok...i
                  zaśmiał się pod nosem kpiąco, a dobrodusznie, nic nie powiedział...wink)
                  • leluchow1 Re: może... 01.08.06, 13:01
                    A ja mam z NPR -em problem. Stosuje od początku małżenstwa lae pewniej bym sie
                    czul;a gdybym jednak cos łykneła. Boje sie nie tyle poczecia kolejnego dziecka
                    co jego poczecia w zbyt krotkich okresach czasu. I choc czasem mi sie wydaje ze
                    to co mowi KK jest bez sensu to przyjmuje to , przyjmuje choc nie rozumiem. Ks
                    Twardowski powiedział kiedys ze to co zrozumiałe przestaje byc wiarą.
                    Ania
                    • mamalgosia Re: może... 01.08.06, 13:06
                      Oczywiście, że to co zrozumiane, przestaje być wiarą, ale wierzę w Boga, nie w
                      metody regulacji poczęć, jakiekolwiek by one byłysmile Tak więc nie mam nic
                      przeciwko zrozumieniu ideologii NPRu
                      • leluchow1 Re: może... 04.08.06, 07:44
                        Wiesz ja ją rozumiem ale ona tak do konca do mnie nie trafia. Nie przyjmuje je
                        w 100 % i dlategfo choc nie rozumiem do konca potrzeby stosowania npr - stosuje
                        bo tak mowi KK. ja rowniez nie mam nic przeciw rozumieniu smile tyle ze u mnie z
                        przyjmowaniem argumentów jak dla mnie nie zawsze na 100 % slusznych troszke
                        jest na bakier
                        ania
                  • mamalgosia Re: może... 01.08.06, 13:05
                    Samborago, pewnie, że religia to coś więcej niż supermarket, jednak bardzo
                    wiele osób traktuje ją tak, jakby było wręcz przeciwnie.
                    Oczywiście zgadzam się co do duszpasterstwa, o którym piszesz.
                    Natomiast co do Buddy to jestem straszny ortodoks i uważam, ż etaka figurka nie
                    ma prawa być u chrześcijanina. Przepraszam, jeśli poczujesz się tym urażona
                    • direta Budda (było Re: może... 01.08.06, 16:31
                      mamalgosia napisała:

                      > Natomiast co do Buddy to jestem straszny ortodoks i uważam, ż etaka figurka
                      nie
                      >
                      > ma prawa być u chrześcijanina. Przepraszam, jeśli poczujesz się tym urażona

                      A ja chociaż jestem ortodoks jestem tu odmiennego zdania wink To znaczy sama
                      figurki Buddy nie mam, ale jeśli stoi u kogoś na zasadzie porcelanowej
                      figurynki, albo pamiątki, to może niech sobie stoi?
                      Czy jeśli buddysta albo ateista będzie miał w domu ikonę albo rzeźbę
                      przedstawiającą jakiegoś świętego czy krzyż z pasyjką to automatycznie uznacie,
                      że się modli? Że wyznaje chrzescijańską wiarę?
                      Czasem takie figurki trafiają jako pamiątki lub prezenty, są z nimi związane
                      jakieś wspomnienia. Albo na przykład we wspomnianej przez Pysię roześmianej
                      facjacie jest coś takeigo, ze nei sposób sie nei uśmiechnąć. Oczywiście - można
                      sobie zamiast tego postawić obrazek kota z tak pocieszną minką, że każdy
                      przechodzący się uśmiechnie, ale nie każdy taki obrazek ma. Budda jest łatwiej
                      dostępny smile
                      Natomiast jestem przeciwna kupowaniu czy to buddy, czy słonia czy innych
                      bibelotów "bo przynoszą szczęście" Jesli taka jest motywacja posiadania
                      figurki, to rzeczywiście lepiej się jej pozbyć.
                      Nie wylewajmy jednak dziecka z kąpielą, bo staniemy się podobni afgańskim
                      talibom, którzy zniszczyli prastare posągi właśnie buddy, bo islam zabrania
                      czynienia sobie obrazów.
                      Coś ten biedny budda ma pecha, nie?
                      • mamalgosia Budda (było Re: może... 01.08.06, 17:31
                        direta napisała:

                        > > A ja chociaż jestem ortodoks jestem tu odmiennego zdania wink To znaczy sama
                        > figurki Buddy nie mam, ale jeśli stoi u kogoś na zasadzie porcelanowej
                        > figurynki, albo pamiątki, to może niech sobie stoi?
                        Ależ direto, chyba nie przypuszczasz, że ja komuś to z półki zdejmę?
                        Oczywiście, że "niech sobie stoi". Ale uważam, że to nie jest figurka
                        kotka/jelonka na rykowisku/Kubusia Puchatka. I dlatego uważam tak jak napisałam
                        wcześniej
                        • direta Budda (było Re: może... 01.08.06, 18:44
                          Nie, no jasne, że CIę nie podejrzewam o wpadanie do czyjegoś domu w celu
                          natychmiastowego usunięcia stamtąd buddy, ale chodzi mi raczej o to, że o ile
                          sam stawiający fugurkę nie traktuje jej inaczej niż jako elementu estetycznego
                          to niech sobie stawia(m). Ja w ogóle nie przepadam za bibelotami, bo to
                          zbieracze kurzu, ale jak juz coś dostanę to stawiam na półce (chyba, że to tak
                          straszny potworek, że patrzeć nie mogę. Sama nie nabywam raczej. Choć na
                          przykład miałąm swego czasu straszne pokusy by zakupić tzw "drzewko szczęścia"
                          tyle, że za drogie to było, ale nie tyle jako drzewko szczęścia, co raczej
                          dlatego, ze w ogóle uwielbiam wszelkie mniej lub bardziej szlachetne kamienie,
                          zwłaszcza łądnie oszlifowane i dla ucieszenia oka takie drzewko byłoby ze
                          wszech miar pożądane.
                          A jak już jestesmy w temacie "innowierczych bibelotów" to jak się zapatrujecie
                          na dzwoneczki Feng Shui? Niektóre mają naprawdę przyjemny dźwięk.
                          • mamalgosia Budda (było Re: może... 01.08.06, 21:07
                            No więc jeśli chodzi o mnie to zapatruję się negatywnie. Choć przyznaję, że z
                            urody bywa to całkiem ładne i na słuch też przyjemne. Ale dla mnie jest to
                            element jakiegoś wierzenia, właśnie jak posążek Buddy (choć ciut mniejszy
                            kaliber). Dla mnie więc nie do przyjęcia
                          • pysio8 Budda (było Re: może... 02.08.06, 00:47
                            Nie wypada szarogęsić się u teściowej (nawet, jeśli miałoby się wielką
                            ochotęsmile, a tym bardziej u sąsiadów, więc pragnę Was zapewnić, że też niczego u
                            ludzi ze ściansmilenie zrywam. Co innego u siebie...
                            I tak... do przełknięcia są dzwoneczki, a nawet wspomniana mordka Buddy, z tego
                            powodu, że wiszą już nie u mnie. Dużo bardziej martwią mnie tajemnicze amulety
                            i pierścienie, którymi poobwieszali się moi sąsiedzi oraz ich oczekiwania, że
                            teraz to wszystkie kłopoty się skończą, problemy rozwiążą, bo ..."złe energie
                            nie mają już do nich dostępu"...
                      • magdalaena1977 Budda (było Re: może... 03.08.06, 00:32

                        mamalgosia napisała:
                        > Natomiast co do Buddy to jestem straszny ortodoks i uważam, że
                        > taka figurka nie ma prawa być u chrześcijanina.
                        Dla mnie taka figurka jest w zasadzie tylko dziełko sztuki czy pamiątka z
                        egzotycznych wakacji. Nie jest to w moim stylu, ale nie miałabym religijnie nic
                        przeciwko temu.
                        Dzwonki Feng Shui są dla mnie tylko dzwonkami. Może dlatego, że dla mnie FS to
                        raczej coś takiego jak homeopatia - nie działa, ale ludzie z nieznanych przyczyn
                        w to wierzą - niż jakieś pogaństwo czy satanizm.
                        W zeszłym roku w Turcji kupiłam sobie breloczek z "okiem proroka" (bardzo fajnym
                        tureckim cackiem), ale chyba zastanowiłabym się przed noszeniem go na szyi. Z
                        drugiej strony mam wisiorek lwa (mój znak zodiaku) i też noszę jako ozdobę.

                        Z drugiej strony zerknijcie sobie na temat "Dewocjonalia (we wnętrzach
                        ofkorswink)" na forum Wnętrza mieszkań
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=35&w=45435432
                        Weszłam tam, bo IMHO wcale nie jest prosto przy urządzaniu mieszkania przedmioty
                        religijne umieścić tak, żeby można było się do nich modlić i żeby stanowiły
                        świadectwo wiatry, a żeby nie wyglądało jak w wiejskiej chałupie babci dewotki.
                        Ale okazało się, że większość osób wpisująca się i wklejająca zdjęcia (bo forum
                        jest ze zdjęciami) traktuje figurki świętych czy Jezusa całkowicie estetycznie,
                        wręcz zbiera je, kupuje na allegro i to w dodatku celuje raczej w najbardziej
                        kiczowate. W najlepszym razie są to pamiątki po kimś z rodziny, mające tylko
                        wartość sentymentalną. Zrobiło mi się jakoś niewyraźnie.
                    • samboraga Re: może... 02.08.06, 09:59
                      Nie, nie czuję się urażona, naprawdęsmile - ta figurka nie kojarzy się mi z
                      bałwochwastwem, bo aż tak głęboko nie weszłam w buddyzm, ale gdyby tak było to
                      pewnie bym ją wyrzuciła, w tej chwili jest dla mnie tylko łądną figurką i już.
                      Podobnie dzwoneczki wiszące na mojej werandzie - mają ładny dzwięk i zupełnie
                      nie kojarzą mi się new-age'owo, kupując pierwszy nawet nie byłam świadoma, że to
                      'dzowneczek feng shui'.
                    • addria Re: może... 03.08.06, 11:01

                      > Natomiast co do Buddy to jestem straszny ortodoks i uważam, ż etaka figurka
                      nie
                      >
                      > ma prawa być u chrześcijanina.

                      Ja już sama nie wiem. Całkiem niedawno też byłam taki ortodoks, ale trochę
                      zmiękłam wink Może faktycznie taka figurka, jako pamiątka, bibelot, bez
                      przypisywania mu jakiś mocy, czy znaczeń, to nic groźnego? Jednak, momo
                      wszystko, zastanowiałabym się mocno nad kupnem czegoś takiego. I nie wiem jaka
                      byłaby moja ostateczna decyzja wink
                      A dzwoneczki są fajne smile I czy rzeczywiście każde mają związek z FS????? A może
                      da się gdzieś kupić jakieś dzwoneczki neutralne światopoglądowo? wink))
                    • minerwamcg Re: może... 04.08.06, 13:33
                      Gdybym uważała, że w moim domu nie ma miejsca na posążek Buddy, znaczyłoby to,
                      że ów Budda coś dla mnie znaczy, w sensie negatywnym, ale znaczy. Podczas gdy
                      nie znaczy literalnie nic. Posążek, gdyby był ładny, mógłby sobie być - taki
                      uśmiechnięty grubas to zawsze jakiś wesoły akcent w mieszkaniu smile)) Nigdzie nie
                      jest powiedziane, że jedyną w domu osobą mającą pogodne usposobienie i nadwagę
                      muszę być ja smile))))
                      Podobnie feng shui'owe dzwonki. Jeżeli mają miły dźwięk, to niech sobie wiszą,
                      zawsze dobrze jest posłuchać czegoś miłego.
                      Zaś co do obdarowywania na szczęście różnymi drobiazgami, to i owszem. Rzeczy
                      podarowane przez kogoś miłego przynoszą szczęście same z siebie, niezależnie od
                      tego, czy jest to porcelanowy słoń, pluszowy miś czy słomiany jeżyk.
                      --
                      Nie chciałabym natomiast mieć w domu swastyki ani pentagramu. Ponieważ owszem,
                      te symbole nie są mi obojętne. O ile do buddyzmu nie mam kompletnie nic, o tyle
                      do ideologii reprezentowanych przez swastykę i pentagram owszem, dużo.
                      • mamalgosia Re: może... 07.08.06, 09:43
                        minerwamcg napisała:

                        > Gdybym uważała, że w moim domu nie ma miejsca na posążek Buddy, znaczyłoby
                        to,
                        > że ów Budda coś dla mnie znaczy, w sensie negatywnym, ale znaczy.

                        No więc własnie ja uważam, ze Budda w sensie obiektywnym coś znaczy i dlatego
                        właśnie nie ma miejsca na moje subiektywne odczucia.
                • pysio8 roześmiana facjata Buddy 01.08.06, 15:27
                  Przyszło mi na myśl, że zawracanie z rejonów New Age w stronę katolicyzmu u
                  niektórychsmile odbywa się małymi etapami, niewielkimi kroczkami. Może polegać na
                  chowaniu kadzidełek i ulubionej niegdyś figurki Buddy najpierw do szuflady. Ja
                  chowałam, a mąż wyjmował i zawieszał na tym samym miejscu. W końcu uśmiechnięta
                  i drażniąca mnie coraz bardziej gęba wylądowała za moją sprawą w koszu na
                  śmiecie. Zgadnijcie, gdzie ją potem odnalazłam? Wisi sobie w mieszkaniu u
                  teściowej. Zmiany, które się dokonują wymagają czasu, i tak może być z
                  zastosowaniem metody NPR.
                  To, że jedno z małżonków jest gotowe, niestety nie oznacza automatycznie
                  gotowości drugiej połówkisad
    • izzunia1 Re: O NPR i zapobieganiu - chcecie, to macie :) 01.08.06, 14:03
      Nie wiem czy to bedzie duze faux pas, podawac link do innego forum smile, ale
      jakis czas temu na forum warszawskiego Radia Jozef toczyla sie arcyciekawa
      dyskusja na ten temat (poparta co najwazniejsze osobistymi doswiadczeniami,
      wiec tym bardziej cenna)...

      forum.sielskiefale.pl/viewtopic.php?t=464
      • mamalgosia Re: O NPR i zapobieganiu - chcecie, to macie :) 01.08.06, 21:10
        Przeczytałam kawałek, ale już przy Adze Osik mam spore wątpliwości. A własciwie
        pewność, że racji owa Aga nie ma - bo zgłębiałam kiedyś kwestię badania
        nasienia od strony etycznej i moralnej.
        • mamalgosia i jeszcze 01.08.06, 21:11
          wyrazenie, że antykoncepcja prowadzi do aborcji zawsze mnie mocno denerwowało
          • mamalgosia Re: i jeszcze 01.08.06, 21:15
            znowu ja.
            Argument Agi Osik znowu mnie powalił. Toż nawet Benedetto mówi, że i przy NPRze
            można reprezentować postawę antykoncepcyjną, ale Aga Osik wysuwa koronny
            argument - nie jest to antykoncepcja, bo nie decyduje się o tym, co się dzieje
            z nasieniem w pochwie kobiety. No nie mogę. Strasznie to faryzejskie
            • gosza26 Re: i jeszcze 06.08.06, 13:51
              Zgadzam się z twierdzeniem, które padło wcześniej,że laicyzm może się wkradać do życia małymi kroczkami i trzeba uważać, bo jak się "wpadnie" to trudno jest się potem z tego wyrwać.
              I zaraz po wczytwaniu się w wątek zaczęłam się zastanawiać jak to jest u mnie. Myślę nie mam przecież takich rzeczy, więc nie ma problemu.
              Po czym przypamniało mi się,że jakiś czas temu przyjęłam żółówia -breloczek-przywiezionego specjalnie dla mnie z Chin przez kolezanke, która dając mi go powiedziała ,ze to sybol zdrowia(z którym w ciągu ostaniego roku było bardzo u mnie źlesadPrzyjełam go, bo trudno byłoby mni zrobić jakąś uwagę.
              A poza tym
              teraz tak myslę,że przyjęłam go bo kocham pamiątki, zwłaszcza że mnie nie dane było jeździć w takie miejsca, ale nawet przez sekundę nie potraktowałam go jak talizman.A że kocham również historię(marzyła mi się archelogia), więc nie darowałbym sobie gdybym go zgubiła.
              Włożyć go do pudełka z pamiątkami, z Lichenia, Częstochowy, Kałkowa czy Leśniowa- bez- sensu.
              I tak noszę sobie żółwia przy kluczach i traktuję, go tak jak mniaturkę wieży Eifla.
              Przy tych samych kluczach mam słonia, który mając parę cm, powoduje,ze nie GUBIĘ WRESZCIE kluczysmileI to nie z uwagi na jakieś zabobony, tylko dlatego,ze tej wielkości maskotkę zawsze znajdę i w torebce i w mieszkaniusmile
              No iw związku z tym zgadzam się z wypowiedziami,że jeśli nie ma jakiś ukrywych cel związanyc z "niechrześjańskimi" symolami to trudno sie chyab ich pozbywać.
              • direta Re: i jeszcze 06.08.06, 14:25
                Poza tym, TEN żółw jest ewidentnym znakiem, tego, ze kolezanka Ci dobrze życzy,
                ze myślała o Tobie i Twoim zdrowiu nawet bedac w Chinach. I juz samo to
                sprawia, ze zółta (Tego konkretnego) warto traktować jak najcennieszy talizman.
                I nie ma to nic wspolnego z zabobonami czy bałwochwalstwem IMHO.
    • mader1 Re: O NPR i zapobieganiu oraz różnych zabobonach 06.08.06, 16:49
      smile))))
      Kochani,
      po namyśle postanowiłam dodać parę słów, bo mam wrażenie, że na TYM wątku
      zajmują Was zupełnie inne problemy niż NPR...smile)))) Związane są one z wiarą,
      jak najbardziej, więc postanowiłam dać się rozwijać Waszej wobraźni.
      Poza tym pomyslałam, że jak założę wątek o Buddach i żółwikach na szczęście,
      zaczniecie na nim pisać... ja wiem ?... o segregacji rasowej ? smile)))))
      • mamalgosia Re: O NPR i zapobieganiu oraz różnych zabobonach 07.08.06, 09:43
        mader, o segregacji rasowej możemy nawet w tym wątku - żeby Ci już całkiem
        pomieszać szyki.
        A dopiero przedwczoraj glupiakazia uświadomiła mi, że jesteś Moderatorką. Rany,
        gdybym to wiedziała wcześniej, to bym jakiś respekt dla Ciebie miałasmile
        Oczywiście napisane jest jak wół (kolejne "subtelne" określenie gk), ale kto by
        tam nagłówki czytał...
        • mader1 Re: O NPR i zapobieganiu oraz różnych zabobonach 07.08.06, 17:54
          smile)))
    • nordynka1 Re: w temacie :) 08.08.06, 11:27
      www.goscniedzielny.wiara.pl/?grupa=6&art=1154647523&dzi=1104781054&idnumeru=1154644543

      Imponują mi
      nie ilością dzieci, nie..to jest wtórne
      Imponują mi zaufaniem Bogu.
      Po tej lekturze stwierdziłam , że z moją wiarą cieniutko.

      Ale tekst jest jak najbardziej w temacie NPR, przynajmniej jego początek smile
      • kulinka3 Re: w temacie :) 08.08.06, 11:47
        Nordynko, bardzo dziekuję za ten link.
        Piękna postawa.
        Co może sprawić Pan kiedy człowiek przełamie swój lęk i brak ufności!

        • gosza26 Re: w temacie :) 09.08.06, 07:42
          Padło już raz pytanie w poprzednim wątku o NPR, ale odnisoałam wrażenie,ze przeszło bez echa.
          Co w wypadku kiedy kobieta nie możę urodzić dziecka ze względów zdrowotnych przez ok 2 lat?
          No zrezygnować ze współzycia przez taki okres nie możliwe(napiszę bardzo małoprawdopododbne) zwłszcza w przypadku małżeństwa młodego??

          Błagam tylko niech ktos nie pomyśli,ze to prowaokacja. Czytając podobny wątek na innym forum, któś stwierdził,ze to właśnie prowokacja, bo kobieta ginekologicznie chora powinna sie powstrzymać, a okres 2 lat i przesadzony.
          Tak jakby tylko ginekologiczne problemy stanowiły o mozliwości współżycia, lub jego braku??!!
          • mamalgosia Re: w temacie :) 09.08.06, 10:55
            No to poruszyłaś problem, który ja miałąm kiedyś. Ze względów zdrowotnych
            właśnie 9z tym, że nie ginekologicznych, tylko byłam po radioterapii) miałąm
            zakaz zajścia w ciążę przez rok. Wyobraź sobie moje rozterki, wahania i troskę.
            Bardzo trudny czassad
            • gosza26 Re: w temacie :) 09.08.06, 19:14
              mamalgosia napisała:

              > No to poruszyłaś problem, który ja miałąm kiedyś. Ze względów zdrowotnych
              > właśnie 9z tym, że nie ginekologicznych, tylko byłam po radioterapii) miałąm
              > zakaz zajścia w ciążę przez rok. Wyobraź sobie moje rozterki, wahania i troskę.
              >
              > Bardzo trudny czassad

              -----------------------------------
              jestem dokładnie w takiej samej sytuacji. Mam"zakaz" na 1,5 roku.
              Szukam wyjscia i ządne nie mieści się w tym o czym piszecie.
              ------------

              I jeszce jedno w sprawie okreslenie,że "ludzie traktują wiarę jak supermarket".Skąinąd bardzo trafne określenie, bo często tak jest. Ale trzeba bardzo uważać,żeby nie wylać dziecka z kąpielą...
              I nie jest łatwo kiedy człowiek jest "zmuszony" do tego supermarketu....

              Kiedyś bardzo łatwo wygłaszałam tyrrady na temat zasad i ich przestrzegania. Dostałam w -tam gdzie światło nie dochodzi. Jednocześnie żyję z poczuciem,że jednak w życiu stać mnie było na wiele wyrzeczeń, i poszło ku dobremu.
              Słowa uznania usłyszłam już od obcych ludzi, księży i znajomych.
              Co z tego kiedy nie potrafię zrozumieć czemu mojej życie czasem przypomina odbywanie kary za cięzkie przestępstwo....
              • mamalgosia do goszy26 11.08.06, 13:17
                Dopiero teraz zobaczyłam Twój post, przepraszam, że nie odpowiedziałam
                wcześniej, a chcę odpowiedzieć.
                Ten akapit, który zaczęłaś od wyrazu "kiedyś" to trochę tak jakbyś mi go
                wyjęła z ust. Doszłam do drugiej skrajności: już naprawdę nie wiem, co mówić, a
                czego nie, skoro w ostatnim czasie tylko z II przykazaniem nie mam problemu
                (wczoraj właśnie przeanalizowałam się pod kątem Dekalogu, no i szok - jak w
                numer, wszystko potrafię złamać). Oczywiście uczy to pokory i każe wierzyć w
                miłosierdzie Boże. Ale nie jest dobrze, jeśli tak zupełnie nie mozna oprzeć się
                na sobie.

                Co do tego zakazu zajścia w ciążę. Gdy mnie on dotyczył, trochę bardziej pewnie
                stałąm na nogach, jeśli chodzi o tę całą teorię NPRu - bardziej widziałam jej
                słuszność. I właściwie nie widziałam dla siebie innego wyjścia. Skończyło się
                dobrze, bo jednak - czego by nie mówić o otwartości na życie - przy ostrożności
                NPR jest bardzo niezawodny. Ale tak sobie myślę - gdybym jednak zaszła w ciążę
                i gdyby dziecko urodziło sie chore - właśnie z powodu tej przebytej przeze mnie
                radioterapii. jak bym sie czuła? Zaufanie Bogu czy lekkomyślność? Skazałabym
                dziecko na życie w chorobie a siebie na wieczny wyrzut sumienia. Święta czy
                idiotka?
                Napisz proszę o sobie coś więcej - jeśli chcesz, to na priva
                • gosza26 Re: do goszy26 13.08.06, 22:30
                  mamalgosia napisała:

                  >

                  >
                  > czego nie, skoro w ostatnim czasie tylko z II przykazaniem nie mam problemu
                  >
                  >
                  >
                  > Napisz proszę o sobie coś więcej - jeśli chcesz, to na priva
                  >
                  -------------------------
                  Pozbieram myśli i napiszęsmile
                • gosza26 Re: do goszy26 14.08.06, 10:49
                  O jedynm aspekcie stosowania NPR mogę napisać tylko tyle,że nie stosując go wcześniej- brak zainteresownia długo wynikał z braku potrzeby- w TEJ CHWILI nie mogę sobie pozwolić na jego naukę praktyczną w tym temacie.
                  Nikt nie uznałby tego za mądre postępowanie gdybym zaczeła eksperymentować na życiu swoim i dziecka. Żywię nadzieję,że będzie ok, ale jestem teraz w takim okresie,że moga pojawić się kolejne przerzuty.
          • nordynka1 Re: w temacie :) 14.08.06, 12:08
            Gosza - odpowiedź padła, ale może nie wprost na to pytanie, tylko pojawiła się
            gdzie indziej - nie nam zaglądać w czyjeś (tu Twoje) sumienie. Nie
            rozstrzygniemy na forum spraw, które rozgrywają się w konfesjonale.
            bedę się za Ciebie - za Was modlić
            • gosza26 Re: w temacie :) 15.08.06, 17:56
              nordynka1 napisała:

              > Gosza - odpowiedź padła, ale może nie wprost na to pytanie, tylko pojawiła się
              > gdzie indziej - nie nam zaglądać w czyjeś (tu Twoje) sumienie. Nie
              > rozstrzygniemy na forum spraw, które rozgrywają się w konfesjonale.
              > bedę się za Ciebie - za Was modlić
              --------------------------------------------------------
              No często się dzieje tak,że zasady stają "w poprzek" człowieka, a wydaje mi sie,że rozmowy często toczą się tylko wokół tego, jakby to człowiek był zawsze winny.
              A ostatnio mam tendencję do ukazawania moich osobistych dylematów, bo z "teorytezowania": musiałam wyrosnąć. Co oczywiście nie odbiera innym, nie będących w praktyce " w temacie", możliwości wypowiedzenia się. Tylko w takich sytuacjach często zapomina się o pokorze i że za tym wszystkim stoją ludzkie dramaty.
              • nordynka1 Re: w temacie :) 17.08.06, 16:46
                Mam wrażenie, że jednak oczekujesz tu odpowiedzi na Twoją konkretną sytuację,

                Gosza, nie znamy się - tylko tyle co kilku postów, nie wiem o Tobie i o Twoim
                życiu nic więcej ponad to. Nie znam smaku Twoich wątpliwości i rozterek. Nie
                mogę więc Ci w jakikolwiek sposób cokolwiek "radzić". No nie mam żadnego prawa.
                Najmniejszego.

                Mogę Ci tylko napisać co ja zrobiłabym będąc na Twoim miejscu - szukałabym
                odpowiedzi na modlitwie, prosiłabym tez na niej o ludzi którzy mogliby mi
                pomóc - o właściwego spowiednika, o ludzi którzy mieli podobne sytuacje w
                życiu. Bliższych szczegółów nie jestem w stanie nakreślić.

                Jedyne co mogę zrobić, to modlić się za Ciebie. Więc to robię.
                • gosza26 Re: w temacie :) 17.08.06, 21:05
                  nordynka1 napisała:

                  > Mam wrażenie, że jednak oczekujesz tu odpowiedzi na Twoją konkretną sytuację,
                  --------------------------
                  Być może to tak wyszło, ale napewno nie szukam rozgrzeszenia (co jak słusznie zauważyłaś nie będzie tu miało miejsca bo nikt władny nie jest). I jak wyniknęło z postu mamy małogosi bywaja ludzie z podobnymi rozterkami, więc post był na zasadzie:Co w takiej sytuacji? w konekście wczesniejszych wypowiedzi.


                  > Gosza, nie znamy się - tylko tyle co kilku postów, nie wiem o Tobie i o Twoim
                  >
                  > życiu nic więcej ponad to. Nie znam smaku Twoich wątpliwości i rozterek. Nie
                  > mogę więc Ci w jakikolwiek sposób cokolwiek "radzić". No nie mam żadnego prawa.
                  >
                  > Najmniejszego.
                  >-----------------------------------------
                  Powtórze raz jeszcze oceniac nikt nie chce, ale radzić czemu nie?!
                  Może ktoś był w podobnej sytuacji??


                  > Mogę Ci tylko napisać co ja zrobiłabym będąc na Twoim miejscu - szukałabym
                  > odpowiedzi na modlitwie, prosiłabym tez na niej o ludzi którzy mogliby mi
                  > pomóc - o właściwego spowiednika, o ludzi którzy mieli podobne sytuacje w
                  > życiu. Bliższych szczegółów nie jestem w stanie nakreślić.
                  ------------------------------------------
                  I problem polega na tym,że Ci "właściwi" też rokłądają czasami ręcesad

                  > Jedyne co mogę zrobić, to modlić się za Ciebie. Więc to robię.
                  > ------------------------------
                  To zawsze pomaga
                  dziękuję!
                  • jol5.po Re: w temacie :) 18.08.06, 01:36
                    Gosza
                    >Powtórze raz jeszcze oceniac nikt nie chce, ale radzić czemu nie?!
                    nie mnie oczywiscie oceniać, ale w tej dluuugiej dyskusji o antykoncepcji
                    została wywołana strona zw wskazówkami dla spowiedników, tam między innymi były
                    takie sformuowania:

                    >Jeżeli chce się oceniać sprawiedliwie człowieka, to trzeba też wziąć pod uwagę
                    >codzienne życie. Jest wielu ludzi, którzy mają jakieś swoje problemy seksualne,
                    >ale są znani jako bardzo dobrzy małżonkowie, troszczący się o współmałżonka,
                    >dzieci, mający słuszną opinię ludzi dobrych i szlachetnych. Starają się oni żyć
                    >uczciwie, wkładają wysiłek w uporządkowanie swojego życia seksualnego, dążą do
                    >poprawy. Widać, ze zależy im na zachowaniu czystości. „W posłudze
                    >duszpasterskiej, celem wydania w poszczególnych przypadkach słusznego osądu,
                    >powinno ocenić się cały normalny sposób działania konkretnej osoby, nie tylko
                    >co do praktykowania miłości i sprawiedliwości, lecz także co do wysiłku, z
                    >jakim zachowuje ona przykazanie czystości”.

                    (jakbyś chciała znaleźć na watku fragment, gdzie jest rozmowa o tym to szukaj
                    postów moich i rycerzowej, tam bedzie też link do strony)
                    Wydaje mi się, że to jest własnie o tym, że nie chodzi o szczegóły (w jeszcze
                    do tego w takiej sytuacji jak Twoja), a o całokształt. Myslę, że jest dla Ciebie
                    rozwiązaanie i na spowiedzi powinnaś chyba o tym usłyszeć. Twoja sytuacja jest
                    bardzo specyficzna, ale czy właśnie to nie o takie specyficzne stuacje chodzi w
                    ostatnich dyskusjach biskupów, gdzie zastanawiają się oni nad używaniem
                    prezertwatyw, gdy jedna z osób jest chora na AIDS. Sytuacja tych chorychj jest
                    specyficzna i Twoja też. Tak mi się wydaje. Najefektywniej wydaje mi się, jakby
                    popatrzeć się z tylko praktycznego punktu widzenia, byłoby zabezpieczyć się
                    dwoma metodami, NPR jako faktycznie polegający na obserwacji cyklu daje dużą
                    wiedzę, bezcenną w Twojej sytuacji, a druga metoda pozwoliłaby dojść do
                    "nawiązania" kontaktu ze swoim ciałem.

                    >Może ktoś był w podobnej sytuacji??<
                    na dłuuugim wątku pisały dziewczyny, które karmiły piersią i miały problem z
                    cyklami, dla nich też okazywało się, że sa rozwiązania i słyszały o tym na spowiedzi
                    • gosza26 Re: w temacie :) 18.08.06, 10:44
                      dziekuję.
                      • nordynka1 Re: w temacie :) 18.08.06, 12:50
                        Gosza - wczoraj przyszła do mnie jeszcze jedna myśl dla Ciebie, nie miałąm
                        jednak szansy siąść przed komp, więc piszę teraz.
                        Myśl jest czysto praktyczna: Pisałaś że wcześniej nie zapoznałaś się z npr bo
                        nie było takiej potrzeby, a teraz jesteś w sytuacji kiedy trudno uczyć się gdy
                        nie można popełnić błędu. W prawidłowym cyklu kobiety jest okres w którym
                        zajście w ciążę jest niemożliwe i w tym czasie procent skuteczności uniknięcia
                        poczęcia wynosi 100 (spirytus nie ma a ten czas ma wink). Ten okres nazywa
                        się "niepłodnością poowulacyjną bezwzględną" - bo bezwzględnie nie ma szans na
                        poczęcie. Trwa od 3 lub 4 dni po owulacji do miesiączki. Jeśli Twoje cykle są
                        prawidłowe to na naukę interpretacji obserwacji wystarczą dwa-trzy cykle. No
                        może trzy- cztery - żeby uzyskać pewność i biegłość w obserwacjach.
                        Może więc warto zastanowić się nad takim rozwiązaniem?
    • rycerzowa Traktat o Metodzie 11.08.06, 13:44
      Co do samej istoty Metody, pewien niuans jest bardzo istotny:
      nie istnieje płodność kobiety (ani mężczyzny) - tylko płodność p a r y
      ludzkiej.
      Doświadczeni wiedzą, w czym rzecz.

      Wiedzę, jaka jest płodność konkretnej pary, zdobywa się wyłącznie w
      doświadczeniu. Niektórzy małżonkowie zdobywają te informację już po kilku
      miesiącach, inni - po urodzeniu 3-4 dzieci.
      • gosza26 Re: mamalgosia odbierz pocztę n/txt 24.08.06, 10:05

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka