Mader napisała w innym wątku coś bardzo ważnego:
"Tak się dzieje, że zawsze w okolicach Świąt
Narodzenia Pańskiego myślę o tym, co stało się potem.
Pasja."
W zeszłym tygodniu byłam na wspanialym wykładzie dominikanina, o. Tomasza
Kwietnia, z cyklu "Wiara i okolice", a poświęconym teologii Adwentu.
Tam właśnie padły bardzo mądre, jak sądzę, słowa o Wcieleniu, właściwie to
samo, co od siebie napisała mader.
Że Boże Narodzenie to nie tylko, ani nawet nie przede wszystkim bukoliczne,
słodkie święto dla dzieci - aniołki, pastuszki, sianko i łakocie. Boże
Narodzenie to poważna sprawa. To wprawdzie radość, której mamy prawo się
poddac, ale nie radość dziecinna, tylko radość podszyta powagą, zaprawiona
goryczą. Bo Boże Narodzenie, Wcielenie, było po to, żeby mógł być Krzyż. Od
początku było w tę historię wpisane, rzecz nie zadecydowała się potem.
Przyszedł na świat PO TO, by umrzeć.
Zauważcie, że na prawosławnych ikonach stajenka przeedstawiana jest jako grób
we skale. Ikona tak wiele potrafi powiedzieć...
Mimo wszystko - radujmy się

Dziękujmy za Miłość, gotową za nas oddać życie.
mary_ann