Życie na chwilę

17.03.07, 12:01
Niby świadomość śmierci i życia wiecznego powinna towarzyszyć nam w każdej
chwili życia. Jesteśmy tu przecież niejako na chwilę.Chwilę, z której potem
mamy zdać relację.
W praktyce chyba jednak jest tak, że dopiero niebezpieczeństwo, poważna
choroba, śmierć bliskich sprawia, że reflektujemy - " a może te dni są
ostatnie ?"
Co się wtedy dzieje ? Pamiętam moją ukochaną zaprzyjaźnioną lekarz -
kardiolog. Był to pracowity, dobry człowiek czystego serca - zupełnie
niepasujacy do realiów PRL-u. Umierała na raka. Między kolejnymi zabiegami
pracowała, leczyła, przemęczała się jak zwykle, starała się przekazać córkom
swoją wiedzę, bo wiedziała, że Jej czas się kończy. Chyba wydawało jej się,
że poważne rozmowy są dla wszystkich bolesne, więc... rozmawiała z nami
jeszcze intensywniej przez swoje działanie.
Pamiętam , jak odchodził moj teść. Starał się pokończyć, pozałatwiać
wszystkie sprawy. Uparł się i do końca szył - był krawcem - żeby wywiazać się
ze wszystkich zobowiązań.Nie rozmawiał z najbliższymi o swojej śmierci.
Ostatnie słowa, ostatnie chwile. Wiem po sobie, że często chce się chronić
najbliższych i trudno rozmawiać z nimi o najważniejszych sprawach.Są
przerażeni. To chyba trzeba powiedzieć wcześniej.
Wiem, że choć człowiek obiecuje sobie, że ta być może ostatnia spowiedź
będzie najpełniejsza, wcale nie jest to takie łatwe. Brakuje słów.
Przepraszam za taki smutny temat...

Żeby nie było tak poważnie, może opowiem wam o jednej z zabawniejszych chwil
mojego życia smile))

Mam iść na operację. Przychodzą pielęgniarki z wózkiem, odkładam książkę,
chcę przenieśc się na ten wózek... Wtedy moja współlokatorka z sali rzuca się
na mnie " Kochana moja, nie idź, ty już nie wrócisz ( ale pocieszające,
nie ?smile))). Oni Cię tam wykończą. Słyszałam jak rozmawiali..." I płacze.
Pielęgniarki pobladły i zupełnie nie miały na taką ewentualność procedury smile))
" Pani Basiu, spokojnie, wrócę" - staram się uwolnić od jej rąk - " Będzie
dobrze, za dwa, trzy dni będę już z panią". Pani Basia w płacz. " Nie wróci
Pani, wiem , że nie wróci.Oni tam Panią uśmiercą, zabiją... Oszpecą Panią ...
na całe życie." Uspokoiłam Panią Basię, zapłakaną zostawiłam za sobą...
Pielęgniarki w końcowej fazie tej sceny zaczęły czynnie mi pomagać i chyłkiem
wyprowadzać z sali." Pierwszy raz coś takiego nam się zdarza"- wyszeptała
usprawiedliwiając się jedna z nich. " Niech się pani nie przejmuje, moje całe
życie tak wygląda. Nawet się rozżalić nie mogę nad sobą smile)))"
    • mamalgosia Re: Życie na chwilę 17.03.07, 12:59
      Mader, ja mam problem odwrotny. Ciągle myślę o sprawach ostatecznych, o
      śmierci, o odejściu - swoim czy Bliskich. Zawsze bardzo mnie dziwiło, gdy np. 1
      listopada w Wiadomościach mówili: "To dzień by zatrzymać się na chwilę". Ja
      niestety jestem ciągle zatrzymana, chyba wręcz paranoidalnie. Życie ziemskie
      jest tylko na chwilę, choć w większości żyjemy dłużej niż motyle. Ale trzeba
      się zadomowić na Ziemi, trzeba to miejsce uczynić swoim i ukochać je. Trzeba
      kochać wszystkie inne Owady - które też tu tylko na chwilę. Trudno mi nie
      traktować tego życia jak poczekalni, myślę, że to przegięcie w drugą stronę.
      • mamalgosia P.S. 17.03.07, 13:00
        No i co powiedziała pani Basia jak jednak przeżyłaś?
        • mader1 Re: P.S. 17.03.07, 14:13
          " A ja myślałam, że już pani nie zobaczę, kochana " smile))))
          Bardzo miło mi się z Nią " mieszkało". Razem zdrowiałyśmy smile
      • mama_kasia Re: Życie na chwilę 17.03.07, 14:15
        To może ja jestem chociaż trochę po środku...
        Choć bliżej mi i częściej do postawy Mamalgosi.
        Choćby wczoraj. Mój mąż jechał w delegację, a ja już
        czarne wizje o wypadku (i tak za każdym razem). Uruchamiam
        wtedy wyobraźnię, której mi nie brakuje (aż do łez niestety).
        I zaraz modlę się, aby nie zwarwiować, aby zachować rozsądek,
        aby nie wymyślać!

        Ale trzeba
        > się zadomowić na Ziemi, trzeba to miejsce uczynić swoim i ukochać je. Trzeba
        > kochać wszystkie inne Owady - które też tu tylko na chwilę.

        A to rzeczywiście jest bardzo ważne i ... pięknie to ujęłaś smile
        • mamalgosia Re: Życie na chwilę 17.03.07, 15:20
          mama_kasia napisała:


          > I zaraz modlę się, aby nie zwarwiować, aby zachować rozsądek,
          > aby nie wymyślać!
          no tak, Kasiu, w tym problem: żeby zachować rozsądek, trzeba go najpierw miećsmile

          A co do wizji w czasie wyjazdów Męża, to niestety też je mam. A jak już jedzie
          z dziećmi, to w ogóle. Ciekawe, dlaczego wydaje mi się, że jak ja z nimi jadę,
          to jest bezpieczniej?
        • dorotkak Re: Życie na chwilę 17.03.07, 15:45
          ciesze sie, ze nie ja jedna mam takie myślismile
          jak czekam na kogos, a spoznia sie powiedzmy dluzej niz 30 minut to dostaje
          obsesji, ze to na pewno wypadek, nie chce dzwonic na komorke, bo z kolei jak
          ktos prowadzi i odbierze, to dopiero moze spowodowac wypadek - bledne kolosmileay
          sie uspokoic w myślach powtarzam jak mantrę "Jezu przyprowac go/ją bezpiecznie"...
    • dorotkak Re: Życie na chwilę 17.03.07, 15:52
      > Pamiętam , jak odchodził moj teść. Starał się pokończyć, pozałatwiać
      > wszystkie sprawy. Uparł się i do końca szył - był krawcem - żeby wywiazać się
      > ze wszystkich zobowiązań.

      w naszej rodzinie mielismy z kolei kilka nieoczekiwanych śmierci -jeden z
      przykładów: mąż naszej cioci rano wyszedl do pracy,a potem telefon ze szpitala:
      Pani mąż miał zawał, przywiezla go karetka z pracy, nie udało nam się go
      uratować, nie żyje... Nie mieli czasu, by sie pożegnac, przeprosić, podziekowac,
      więc może jest w coś w tym, że powinniśmy żyć jakby każdy dzień miałby być ostatni
    • alex05012000 Re: Życie na chwilę 19.03.07, 15:34
      Niby świadomość śmierci i życia wiecznego powinna towarzyszyć nam w każdej
      > chwili życia. Jesteśmy tu przecież niejako na chwilę.Chwilę, z której potem
      > mamy zdać relację.
      No, niby tak, ale jakbym miała żyć myśląc stale, ze za 5 minut moge umrzeć, to
      prosta droga do "położenia sie na tapczanie i czekania na śmierć", co ma byc
      będzie... nie umiałabym tak "żyć na chwilę"...
      > W praktyce chyba jednak jest tak, że dopiero niebezpieczeństwo, poważna
      > choroba, śmierć bliskich sprawia, że reflektujemy - " a może te dni są
      > ostatnie ?" ale czyje? nasze?
      jakoś nie myślałam nigfdy o śmierci własnej, ewentualnie w kategoriach: nie
      powinnam teraz odchodzić bo moi najbliźsi sobie nie poradzą, czyli nie o sobie
      a o innych...
      mnatomiast zgadzam sie z tym , ze " więc może jest w coś w tym, że powinniśmy
      żyć jakby każdy dzień miałby być ostatni" w tym sensie, żeby nie ranić nikogo,
      nie żegnać sie obrażonym, nie wyjść z domu pokłóconym, obrażonym, złym ... bo
      rzeczywiście można sie widzieć ostatni raz...
      a co do powiedzenia, przeproszenia i domowienia różnych rzeczy do końca, to
      żebyśmy nie wiem jak sie przygotowywali na odejscie kogoś bliskiego, nie wiem
      ile czasu mieli i tak zostanie przeświadczenie, ze sie czegoś nie powiedziało,
      a mogło...że można było to czy owo... trochę haotycznie, ale zaziebiona jestem
      i głowe mam jak "donica"...
Pełna wersja