Dodaj do ulubionych

Mury milczenia

16.04.07, 11:33
Czytam akurat książkę Alice Miller "Gdy runą mury milczenia". Autorka porusza
w niej problem maltretowanego dziecka. Jej zdaniem dziecko, aby przeżyć, bo
jest całkowicie bezbronne w konfrontacji z dorosłym rodzicem, musi wyprzeć ze
swojej świadomości doznane urazy i uczucia, a więc ból związany z biciem,
obojętnością, odrzuceniem ze strony rodziców, ośmieszaniem, upokarzaniem,
oszukiwaniem, zaniedbywaniem, umniejszaniem, wykorzystywaniem seksualnym.
Musi wyprzeć także rodzące się w takich sytuacjach uczucia nienawiści do
rodziców oraz inne złe uczucia. Normy religijne i kulturowe pomagają dziecku
wmówić, że postępowanie rodziców jest właściwe, że wina leży po stronie
dziecka. Dziecko jest utwierdzane w tej winie, rodzice powołują się na
autorytet Boga i na bezwzględne posłuszeństwo. Te wyparte w dzieciństwie
uczucia w dorosłym człowieku nadal jednak są. Niszczą go i powodują, że
nieświadomie zaczyna traktować w taki sam sposób, jak sam był traktowany,
swoje bezbronne dzieci. Wyparcie to dla dziecka jedyny możliwy sposób
ocalenia. Dorosły ma jednak możliwości zmierzania się z prawdą swojego
dzieciństwa i powinien to zrobić, aby uratować siebie i swoje dzieci.
Konfrontacja z własną przeszłością jest trudna i bolesna. Dorosłego człowieka
jednak nie zabije, ale uleczy i duszę i ciało. Pomocą może służyć
psychoterapeuta. Autorka jednak wskazuje, że nie wszystkie metody
psychoterapii są właściwe. Niektóre z nich mogą wepchnąć jeszcze bardziej w
głąb podświadomości doznane urazy, uniemożliwiając już na zawsze ich pozbycie
się.

Mocno nie zgadzam się z autorką, gdy neguje wartość przebaczenia. Moim
zdaniem proces przebaczania komuś jest podobny jak przebaczanie nam w
spowiedzi (5 warunków spowiedzi). To druga strona tego samego medalu.
Rachunek sumienia (nazwanie po imieniu krzywd, wydobycie ich na światło
dzienne), żal za grzechy (opłakanie krzywd, modlitwa, oddanie tych spraw w
ręce Boga), mocne postanowienie poprawy (postanowienie nie wracania do tych
spraw), spowiedź (wypowiedzenie tego głośno, napisanie, niekoniecznie wobec
winowajcy, przebaczenie), zadośćuczynienie (wdzięczność Bogu za zdjęty z
ramion ciężar)

Wracając do książki autorka wskazuje na kluczowe znaczenie świadka
wspierającego i świadka wiedzącego. Świadek wspierający to osoba z otoczenia
maltretowanego i zaniedbanego dziecka: babcia, sąsiadka, nauczycielka, która
widzi w dziecku wartości i mu to komunikuje, która broni dziecko przed
rodzicami, uświadamiając mu tym samym, że nie jest ono winne, że jest
człowiekiem godnym szacunku, że istnieje inny świat niż świat domu
rodzinnego. Świadek wspierający pokazuje źródło światła, za którym się
tęskni, do którego się dąży, o którym się marzy. Świadek wspierający ocala
dziecko. Autorka powołuje się na biografie tyranów, którzy nie mieli takich
świadków w swoim otoczeniu: Hitlera, Stalina, Ceaucescu. Hitler ponoć był
dumny z tego, że potrafił od ojca dostać 32 baty i nie skrzywić się nawet
przy tym, nie odczuwać bólu. Przechwalał się tym publicznie. Autorka wskazuje
wiele dzieł literatury, najwięcej Franza Kafki, które w sposób zakodowany,
dzięki genialnemu intelektowi, piszą o wypartych uczuciach. Podobne znaczenie
nadaje księdze Jeremiasza. Wielu przedstawicieli świata nauki i mediów z
niechęcią odnosi się do teorii Alice Miller. Tym samym utwierdza ją w
przekonaniu, że wszyscy prześmiewcy i krytycy, sami wyparli swoje urazy z
dzieciństwa, dlatego tak reagują, bo konfrontacja z własną przeszłością jest
nieprzyjemna. Każdy sposób, aby tego uniknąć jest dobry. Autorka twierdzi, że
jest to powszechne doświadczenie. Inne znaczenie ma świadek wiedzący. To
osoba, która dorosłemu już dziecku potrafi przypomnieć jego historię, którą
wyparł, tym samym ułatwiając jego uzdrowienie.
Obserwuj wątek
    • otryt Re: Mury milczenia 16.04.07, 11:35
      Będąc studentem rozmawiałem z ojcem. Ojciec miał zwyczaj stawiać alkohol, abym
      stał się bardzie rozmowny i szczery. Jednak któregoś razu on sam stał się może
      zbyt szczery. Powiedział mi, że jako dziecko bardzo dużo chorowałem i płakałem
      po nocach, tym samym przyczyniałem się do rozdźwięku pomiędzy moimi rodzicami,
      a więc ponosiłem winę za nienajlepsze stosunki pomiędzy nimi! Nic wtedy nie
      powiedziałem, bo wydało mi się to tak absurdalne. Im bardziej absurdalny
      zarzut, tym mniej oburza. Później jednak zaczęło mnie to coraz bardziej boleć,
      gdy zaczynałem sobie uświadamiać, co te słowa tak naprawdę oznaczają.

      Wiele brutalnych zachowań dorosłych wobec dzieci wynika z tego, że dzieci
      płaczą lub krzyczą. Znamy z mediów przypadki zakatowania niemowlaków, bo nie
      chciały przestać płakać i przeszkadzały rodzicom. W tramwaju jechaliśmy kiedyś
      z malutkim dzieckiem w wózku. Dziecko zaczęło płakać, nie dawało się uspokoić.
      Nagle doskoczył jakiś starszy facet bardzo zdenerwowany i domagał się, aby
      dziecko szybko uciszyć. To było tak absurdalne, że ten facet raczej zbudził
      raczej naszą litość niż złość. Płacz dziecka wyzwala przedziwne reakcje. Tak
      mogą tylko reagować ludzie, którzy będąc dziećmi nie mogli płakać.

      Moja mama mieszka w innym mieście, jeżdżę kilka razy do roku albo sam albo z
      jednym dzieckiem na zmianę, aby nie robić tłoku u mamy. Kiedyś jednak
      pojechaliśmy wszyscy w piątkę. Nasza najmłodsza córeczka była jeszcze
      niemowlakiem. W którymś momencie zaczęła płakać. Dla nas to normalna rzecz,
      żona doskonale rozróżniała rodzaj płaczu i jego przyczynę, ja też co nieco
      potrafiłem. Jednak babcia doleciała wtedy do dziecka w sposób gwałtowny,
      zacisnęła pięści, nie wiedziała co zrobić, była bardzo zdenerwowana, coś tam
      niepochlebnego o dziecku powiedziała.. Na szczęście za chwilę podeszła żona i
      dziecko w mig uspokoiła. I żona i ja odebraliśmy tę scenę w sposób identyczny.
      Tak wyglądało moje dzieciństwo. Nie zostawialiśmy nigdy żadnego dziecka u
      babci, sami nie będąc obecni.

      Kiedyś któryś z wujków powiedział mi, że w naszym domu dzieci były tresowane,
      że wisiał jakiś regulamin, niczym kodeks karny, gdzie było zapisane, jaka kara
      należy się za jakie przewinienie. Mieliśmy wtedy 5,7,8 lat. Pamiętam swoją
      reakcję, byłem już wtedy nastolatkiem, gdy mi przypomniano zdarzenie sprzed
      lat. Chciałem o tym jak najszybciej zapomnieć, a wujka przestałem lubić, bo
      przypomniał ten element mojego dzieciństwa. Nie sposób mi określić motywów,
      które wujkiem wtedy powodowały, że to przypomniał. One również są istotne.

      Rok temu odwiedziłem swoją ciocię, matkę chrzestną. Na pytanie żony, jakim
      byłem dzieckiem odpowiedziała, że byłem bardzo czułym, że ta cecha mnie jakoś
      wyróżniała. Tak sobie myślę, że dziś potrafię się zmierzyć z własnym
      dzieciństwem, odszukam wiedzących świadków, niech powiedzą co wiedzą. Może
      dobry dyktafon by się przydał, aby pamięć znów nie wyparła po paru godzinach,
      tego, co usłyszę. Gdy będę wiedział co mam konkretnie przebaczać, co
      przepłakać, co oddać w ręce Chrystusa, wtedy przebaczę. Przebaczać można tylko
      konkretne krzywdy nazwane po imieniu, a nie jakieś ogólne nieokreślone.
      Podobnie jak w spowiedzi przebaczane zostają nam konkretne grzechy, a nie
      ogólne stwierdzenie, że grzeszyłem.

      Dla Jego Bolesnej Męki, Miej miłosierdzie dla nas i wszystkich bohaterów tych
      historii.
      • samboraga Re: Mury milczenia 16.04.07, 22:07
        czytałam tę książkę, kiedyś, nie mam jej świeżo w pamięci, wiec nie odniosę się
        do niej samej, ale to co piszesz o świadku nie jest i mi obce, mam tez takich
        'świadków', chociaż, jak mi się wydaje, sporo juz tej drogi przypomnienia i
        wybaczenia za mną
        ale mam też reflekcję, nei negując tego co piszesz Ty, czy co jest zawarte w
        książce od strony widzenia dziecka, że wiele rzeczy łatwieij mi wybaczyć i
        przebrnąć teraz, jako tez rodzicowi, ale też są sprawy, które napawają mnie
        niepokojem, gdy to moje dzieci będą już dorosłe...
        piszesz o reakcji na płacz dziecka...ja tez potrafiłam idealnie reagować na
        płacz starszego dziecka, rozumiałam, ale młodsze... - mam wielkie wyrzuty
        sumienia, ale wiele razy nie rozumiałam jego płaczu, jest zupełenie innym typem,
        płacze bardzo dużo, jest to reakcja na wszytsko, o dorosłym powiedziałabym, że
        to drażliwy histeryk, ale z dzieckiem, z niemowlakiem zwłaszcza, ciężko jest się
        porozumieć, wytłumaczyć, dojść o co chodzi, a jednocześnie dziecko na pewno
        wiele razy czuło moją narastająca irytację i gniew, bezsilność i zywczajne
        zmeczenie ...
        oczywiście - każda rodzina jest inna, każdy rodzić innym, straram się, pewnie,
        czy jednak nie okaże się, że dla mojego młodszego syna to będzie za mało aby
        mnie zrozumieć? gdy się dowie jak raz czy drugi zostawiałam go w łóżeczku, by
        ochłonąć? a on wył?
        to takie niewesołe myśli
        • barbie-torun moje dzieciństwo 17.04.07, 08:56
          wstrząsnęło mnie to co napisał otrytsad

          moje dzieciństwo to krzyk rodziców i nasz strach
          przeplatane radością i beztroską,

          i powielam to w swojej rodzinie
          moje dzieic płaczą a ja i mąż krzyczymy...

          ale w słoneczne dni bawimy sie z nimi, jeździmy do lasu, gramy w gry, zabieramy
          na spacery itp.

          oby tych wrzaskliwych dni było jak najmniej
          Proszę Cię Panie,

          szczęśliwym rodzicom rosną szczęśliwe dzieci,
          pozwól mi Panie być szczęśliwą.

          Barbie-mama czwórki od szkolniaka do niemowlaka
        • otryt Re: Mury milczenia 17.04.07, 10:01
          Dziękuję Samborago za Twoje słowa. Zakończenie książki Alice Miller bardzo mi
          się nie podoba, bo jest histeryczną krytyką działań antyaborcyjnych i pochwałą
          aborcji, jako sposobu na to, aby nie było na świecie niechcianych dzieci. W
          swojej książce opisuje dramat dzieci, z którymi dorośli zawsze źle się
          obchodzili, już od starożytności, kultów składających dzieci w ofierze,
          instytucji mamek - ponoć połowa dzieci oddawanych mamkom umierała. Potem jest
          długi wykład psychologii, aby na końcu ni z gruszki ni z pietruszki pochwalać
          aborcję. Jakby nie widziała, że zrzucanie dzieci ze skały w starożytnej Grecji
          (czym się oburza i przejmuje) niczym nie różni się od zabijania ich w łonie
          matki. Zastanawiam się, czy ten ostatni rozdział może być powodem zanegowania
          całej książki i całej twórczości tej autorki, jako osoby mającej znieprawione
          sumienie.

          >mam tez takich 'świadków', chociaż, jak mi się wydaje, sporo juz tej drogi
          >przypomnienia i wybaczenia za mną

          Ci świadkowie to bardzo ważne osoby w moim życiu. Zastanawiające jest, co
          konkretnie od każdego z nich uzyskałem. Jaki ludzki gest z ich strony był dla
          mnie jako dziecka mentalną rewolucją, która pokazywała dobitnie, że można
          inaczej, że jest gdzieś inny, lepszy świat, o który warto walczyć, do którego
          warto dążyć z całych swoich sił, że jest piękno, pełniejsza miłość, ciepło,
          bliskość. Świadkowie dawali nadzieję, że jest gdzieś naszyjnik z brylantów.

          >ale mam też refleksję, nie negując tego co piszesz Ty, czy co jest zawarte w
          >książce od strony widzenia dziecka, że wiele rzeczy łatwiej mi wybaczyć i
          >przebrnąć teraz, jako tez rodzicowi,

          Oczywiście, tak samo dziś to widzę. Historia zatoczyła koło. Własne dzieciństwo
          powraca jako częściowe deja vu w dzieciństwie własnych dzieci. Pewne sytuacje
          są dokładnie takie same, podobne choroby w dzieciństwie. Pojawia się większe
          zrozumienie dla trudności, przed jakimi stanęli moi rodzice, gdy samemu
          podobnych trudności i kłopotów się doświadczyło. Czasami odnoszę wrażenie, że
          Bóg stawia następnemu pokoleniu te same zadania, którym nie sprostało
          poprzednie pokolenie, tę samą lekcję do odrobienia lub jak w sztafecie, trzeba
          znaleźć zgubioną pałeczkę i przekazać ją dalej. Nie może to jednak być powodem
          wynoszenia się, że mnie się udało pałeczkę donieść a rodzice ją zgubili, bo sam
          mogę dać kompletną plamę na całkiem innym polu. W perspektywie metafizycznej
          nie ma chyba większej radości, gdy dzieci uporali się ze sprawami, z którymi
          nie dali sobie rady rodzice. I nie ma chyba większego smutku, niż oglądanie,
          jak następne pokolenia ponoszą konsekwencje naszych błędów, grzechów i
          zaniechań. Nawet spoglądając na to już zza grobu. To może być odbierane albo
          jako niebo albo jako piekło.

          Piszę czasami o strasznych sprawach, jakie miały miejsce. Nazywam po imieniu,
          podaję suche fakty, nazywam przeżywane emocje. Nie po to, aby kogoś szokować,
          ale po to, aby stanowiło to dla mnie memento, bym nie poszedł tą samą drogą, bo
          pójście tą samą drogą jest najłatwiejsze, odbywa się mimochodem, niezauważenie.
          Piszę o swoim bólu, strachu, upokorzeniu, lęku, samotności, bo to wszystko było
          i cholernie bolało. Nie chcę być naznaczony, nie chcę, aby moje dzieci miały
          kiedykolwiek przeżywać to samo. Dziękuję Bogu, że postawił na mojej drodze tak
          wielu świadków wspierających.

          >ja tez potrafiłam idealnie reagować na płacz starszego dziecka, rozumiałam,
          >ale młodsze... - mam wielkie wyrzuty sumienia,

          Dziękuję za te słowa. Pokazują one, jak trudne są to sprawy i bardzo
          indywidualne. Płacz dziecka trudno objąć intelektem. Płacz dziecka porusza
          najwrażliwsze nasze struny, odkrywa głębię, powraca nas do czasów naszego
          dzieciństwa. W książce tej padło zdanie: "czuć jak dziecko, myśleć jak
          dorosły". Zarówno czucie jak i myślenie to wielkie skarby. Pozdrawiam.


          • a_weasley Re: Mury milczenia 17.04.07, 13:38
            otryt napisał:

            > Dziękuję Samborago za Twoje słowa. Zakończenie książki Alice Miller bardzo mi
            > się nie podoba, bo jest histeryczną krytyką działań antyaborcyjnych i pochwałą
            > aborcji,

            Typowe.

            > Zastanawiam się, czy ten ostatni rozdział może być powodem zanegowania
            > całej książki i całej twórczości tej autorki, jako osoby mającej znieprawione
            > sumienie.

            Bardzo dobre pytanie.
            A to z Hitlerem - cóż, ostatnio nabieram osobliwej alergii - ilekroć słyszę o
            Hitlerze lub Stalinie, włącza mi się czerwona lampka. Uwaga, nadjeżdża demagog.
            Po pierwsze Hitler o swoim dzieciństwie i młodości opowiadał nieskończone
            androny i to nie tylko publicznie, ale i w zaciszu kancelarii.
            Po wtóre - no dobrze, bili go. Cóż stąd? Bito też Churchilla (także w szkole),
            bito Piłsudskiego, mocno bym się zdziwił, gdyby nie bito Jana Pawła II i założę
            się, że bito obecnego papieża. Więc może nie sprowadzajmy przyczyn całego zła
            świata do tego, że przytłaczająca większość ludzkości od czasu do czasu
            dostawała w dzieciństwie w rzyć.
            • otryt Re: Mury milczenia 17.04.07, 15:30
              a_weasley napisał:

              >ilekroć słyszę o Hitlerze lub Stalinie, włącza mi się czerwona lampka.
              >Uwaga, nadjeżdża demagog.

              Niestety, miałem podobne myśli. Słowo "faszyzm" jest tam najczęściej używanym.
              Demagogiczne wstawki starałem się odfiltrowywać. Chciałem z biografii autorki
              wyczytać skąd to się bierze? Niewiele znalazlem. Urodzona w Polsce - rocznik
              1923, potem przeniosła się do Szwajcarii, nie wiem, czy jeszcze żyje.

              >mocno bym się zdziwił, gdyby nie bito Jana Pawła II

              Ja jednak wierzę, że nie bito. Nic o tym nie słyszałem z licznych biografii
              Karola Wojtyły. Fakt, w tamtych czasach to była norma. I właśnie dlatego, że
              było to normą, powszechnie nie niezauważano szkód, jakie powstawały w psychice
              dzieci a potem dorosłych i zło było przekazywane z pokolenia na pokolenie. Jako
              przykład takiej powszechnej ślepoty autorka podaje okrutny zwyczaj wycinania
              afrykańskim dziewczynkom łechtaczek. Dla europejczyków szkody z tego wynikające
              są oczywiste, dla afrykańczyków - nie, bo dla nich taka praktyka jest normą.



              • a_weasley Re: Mury milczenia 17.04.07, 15:50
                otryt napisał:

                > >mocno bym się zdziwił, gdyby nie bito Jana Pawła II

                > Ja jednak wierzę, że nie bito.

                Ależ wolno Ci w to wierzyć. Równie jak w to, że nie bito Kolbego i Wyszyńskiego
                (ostatecznie mogła się trafić taka zielona sowa, jak wiejski organista sto lat
                temu nie bijący dzieci) i bł. Kingi.

                > Nic o tym nie słyszałem z licznych biografii Karola Wojtyły.

                Podobnie jak o tym, że bito go w szkole. Oczywiście hagiografia ma gotową
                odpowiedź: mały Lolek był bardzo grzecznym chłopcem i nigdy nie zasłużył w
                szkole na karę. Oczywiście był grzeczny nie ze strachu, lecz dlatego, że Karol
                Wojtyła już jako dziecko wiedział, że to jest miłe Panu.

                > powszechnie nie niezauważano szkód, jakie powstawały w psychice
                > dzieci a potem dorosłych i zło było przekazywane z pokolenia na pokolenie.

                I rośli ludzie źli i dobrzy. Szczerze mówiąc, nie jestem przekonany, że teraz
                proporcje się zmieniły na korzyść tych drugich.
                • otryt Z perspektywy dziecka 18.04.07, 08:30
                  Arturze, był na forum wątek o karach cielesnych. Bardzo burzliwy i gorący.
                  Przedstawiono tam argumenty za i przeciw z PERSPEKTYWY DOROSŁEGO. Nie chcę
                  powielać tamtej dyskusji:


                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=42178691&v=2&s=0

                  Zauważ, że z PERSPEKTYWY DZIECKA sprawa wygląda nieco inaczej. Piszę tutaj, co
                  widziały oczy dziecka, jakie emocje i myśli towarzyszyły biciu i innym formom
                  psychicznego okaleczania i manipulacji. Przypominam klimaty emocjonalne tamtych
                  lat, dźwięki, zapachy, strzępy faktów w dziwny sposób zachowane lub
                  przypomniane.

                  Wyobraź sobie dziecko 4-5 lat, 110 cm wzrostu, 20 kilogramów wagi. Jest bite
                  przez dorosłego mężczyznę 190 cm, 80 kilogramów. Jakie myśli lub uczucia
                  powstają w tym momencie w głowie dziecka? Podaj choć jedną emocję!


                  • barbie-torun jako dziecko 18.04.07, 09:37
                    jako dziecko bito mnie i rodzeństwo za duże przewinienia..
                    płacz i strach pozostał na długo

                    i czym to się skończyło:
                    ZEMŚCIŁAM SIĘ NA WŁASNYCH DZIECIACH

                    jak przerwać ten łańcuch
                    nie potrafię,
                    nawet synek daje klapy młodzszej siostrze
                    a to maleństwo daje klapsy i kopniaczki pieskowi...

                    cieżki los wielodzietnej sfrustrowanej matki-polki
                    • otryt Re: jako dziecko 19.04.07, 08:28
                      barbie-torun napisała:

                      >płacz i strach pozostał na długo

                      Napisałaś tylko kilka słów, ale jakże ważnych. Pozdrawiam serdeczniesmile
                  • a_weasley Re: Z perspektywy dziecka 18.04.07, 11:51
                    otryt napisał:

                    > Wyobraź sobie dziecko 4-5 lat, 110 cm wzrostu, 20 kilogramów wagi. Jest bite
                    > przez dorosłego mężczyznę 190 cm, 80 kilogramów. Jakie myśli lub uczucia
                    > powstają w tym momencie w głowie dziecka? Podaj choć jedną emocję!

                    Dysproporcja, którą opisujesz, wcale nie jest większa od dysproporcji między
                    obywatelem a osobą urzędową, nawet nie bijącą, między pracownikiem a pracodawcą.
                    Nie histeryzuj.
                    • otryt Re: Z perspektywy dziecka 18.04.07, 12:10
                      a_weasley napisał:

                      >Nie histeryzuj.

                      To typowa reakcja na poruszenie tego tematu. O tym pisze w książce.


                      • a_weasley Re: Z perspektywy dziecka 18.04.07, 14:56
                        otryt napisał:

                        > a_weasley napisał:

                        > >Nie histeryzuj.

                        > To typowa reakcja na poruszenie tego tematu.

                        Jeśli w dwucyfrowy mróz wyjdę na ulicę w szortach, reakcje też będą dość
                        powtarzalne. Fakt, że reakcja jest typowa, nie musi świadczyć źle o reakcji.
                        Równie dobrze może świadczyć o poruszaniu.
                        W podtekście Twojego wywodu każesz dorosłemu człowiekowi postawić się na miejscu
                        dziecka. Ja bym się również fatalnie czuł, gdyby ktoś mi kazał iść spać o
                        ustalonej godzinie, mówił, co mogę, a czego nie mogę oglądać w TV i z jakimi
                        kolegami mogę, a z jakimi nie mogę się spotykać itp. - a wszystko to, całe
                        zdominowanie przez dorosłego, jest udziałem wszystkich dzieci poza wychowywanymi
                        bezstresowo.
          • samboraga Re: Mury milczenia 18.04.07, 12:25
            > Bóg stawia następnemu pokoleniu te same zadania, którym nie sprostało
            > poprzednie pokolenie,
            W perspektywie metafizycznej
            > nie ma chyba większej radości, gdy dzieci uporali się ze sprawami, z którymi
            > nie dali sobie rady rodzice. I nie ma chyba większego smutku, niż oglądanie,
            > jak następne pokolenia ponoszą konsekwencje naszych błędów, grzechów i
            > zaniechań.

            też tak sądzę

            ale jednocześnie nie ma to kresu, tam gdzie kończy się naprawa poważnych
            zaburzeń w relacjach, dalej pozostaje czujnośc i wzajemne staranie we wzajemnych
            kontaktach, poza tym zawsze jesteśmy podatni na grzech, a także nie zawsze
            dajemy radę sprostać wszystkiemu co niesie życie rodzinne

            a co do sztafety pokoleń - w mojej rodzinie ja jestem drugim pokoleniem, które
            świadomie stara się poprawić relacje, a ciągle mam niedosyt, to trudny temat, co
            więcej, pamiętam rozmowę z moją mamą, gdy okazało się, że z mojej perspektywy,
            mojego dzieciństwa, ja widzę tyle braków i niedociągnięć, potknięć, a moja mama,
            porównując moje dzieciństwo ze swoim, pozostawała w przekonaniu, że włożyła
            wiele pracy by jej dzieci miały lepiej (piszę o stronie psychicznej) i zupełnie
            nie rozumiała o co mi chodzi, gdy mówiłam, że w takiej czy innej sytuacji źle
            się czułam jako dziecko
            i myślę, że to uznawanie, że mimo włożonej pracy, nadal mogą być rzeczy, które
            będa uwierać nasze dzieci jest ważne, takie uznawanie bez samousprawiedliwiania
            się, że przecież zrobiło się już tyle, że w porónaniu z dawnymi czasami to
            zapweniło się świetne warunki, tego błędu nie chciałąbym popełnić, to jest błąd,
            który pokazuje jak na dłoni, jak mimo chęci zmian nadal się jest na smyczy
            starych nawykówsad

            Zastanawiam się, czy ten ostatni rozdział może być powodem zanegowania
            > całej książki i całej twórczości tej autorki, jako osoby mającej znieprawione
            > sumienie.

            nie wiem, nie zastanawiałam się w ten sposób nad twórczością czy materiałąmi
            naukowymi, jest tyle prac naukowych i dzieł sztuki tworzonych przez osoby nie
            akceptujące światopoglądu religijnego, że wiele dzieł trzebaby odrzucić
            • otryt Re: Mury milczenia 19.04.07, 15:11
              Zgadzam się z tym, co napisałaś, Agnieszko. Ciekawe myśli przedstawiasz.

              >w mojej rodzinie ja jestem drugim pokoleniem, które
              >świadomie stara się poprawić relacje

              Nie znam takich rodzin, to jest coś niezwykłego o czym piszesz. Takie rozmowy
              międzypokoleniowe są niezwykle trudne, bardzo często niemożliwe, bo wielu nie
              widzi potrzeby zmian. Wielu mówi wprost: tak robił dziadek, tak robił ojciec,
              tak robili (wychowywali) wszyscy i było dobrze. Po co więc zmieniać, można
              tylko zepsuć. Wielu wypiera z pamięci przeszłość, wielu idealizuje, wielu
              manipuluje. Niewielu potrafi określić swoje własne uczucia, jakie przeżywa,
              niewielu stać na to, aby mówić prawdę albo przyznać się do prawdy, aby być
              szczerym. Nawet małżonkowie. Nie mówię, że się okłamują, ale nie potrafią mówić
              o swoich uczuciach, co przeżywają w głębi, co ich tak naprawdę boli i o czym w
              głębi serca marzą.

              >okazało się, że z mojej perspektywy,
              >mojego dzieciństwa, ja widzę tyle braków i niedociągnięć, potknięć, a moja
              >mama,porównując moje dzieciństwo ze swoim, pozostawała w przekonaniu, że
              >włożyła wiele pracy by jej dzieci miały lepiej (piszę o stronie psychicznej) i
              >zupełnie nie rozumiała o co mi chodzi, gdy mówiłam, że w takiej czy innej
              >sytuacji źle się czułam jako dziecko

              Dobrze jest więc przyjąć szerszą perspektywę, im szerszą tym lepiej. Dobrze
              wiedzieć, z jakiego punktu startowali rodzice, z jakiego dziadkowie, z jakiego
              się samemu startowało i jaki start mają nasze dzieci? Gdy będziemy mieli taką
              świadomość łatwiej unikniemy skrajnego i absurdalnego subiektywizmu.
              Pamiętajmy, że te odczucia są bardzo subiektywne. Może się okazać, że ojciec
              walczył o elementarne poczucie bezpieczeństwa w rodzinie, to był jego główny
              cel, jaki miał przed oczami a dziecko tymczasem mogło cierpieć przez całe
              dzieciństwo z powodu nie spełnienia jego potrzeb, np. posiadania konia na
              biegunach. I po latach ten brak konia mógł wypominać, jako okaleczenie, jako
              przyczynę niskiej samooceny, bo jego potrzeby były mało istotne dla ojca
              zdaniem dziecka.

              Powiem coś jeszcze. Zazwyczaj poprzednie pokolenia startowały z gorszej
              pozycji. Wielu z nich zostało naznaczonych przez wojnę. Ich psychika nosi
              jakieś wojenne piętno. To przenosi się w jakiejś części na następne pokolenia.
              Nie ma chyba zdarzenia przynoszącego większą traumę niż wojna: poniewierka,
              wdowy, sieroty, gwałty, zdrady, dzieci świadkami okropieństw, głód, bieda,
              choroby, zbrodnie, rozbite i pogubione w świecie rodziny, upokorzenia. Wielu
              starszych dziś ludzi to przeżyło, zazwyczaj w ogóle nie chcą o tym mówić. Mówią
              tylko chętnie o kartach chwalebnych i bohaterskich swoich biografii. Ale na
              wojnie działy się różne rzeczy.

              >jest tyle prac naukowych i dzieł sztuki tworzonych przez osoby nie
              >akceptujące światopoglądu religijnego, że wiele dzieł trzebaby odrzucić

              Wartość życia nienarodzonych może być zrozumiała i dla ateistów o prawych
              sumieniach. Nie sądzę, aby akurat do zrozumienia tej sprawy potrzebne były
              przesłanki religijne. Tradycyjnie przyjęło się, że Kościół broni życia od
              poczęcia.

              Gdy z radością stwierdziliśmy, że chyba poczęło się nasze pierwsze dziecko żona
              czym prędzej udała się do ginekologa, aby uzyskać potwierdzenie. Pani ginekolog
              od razu bez krępacji zapytała: "Usuwamy czy rodzimy?". Nawet nie starała się
              najpierw wybadać intencji pacjentki. Razem z żoną doszliśmy do wniosku, że
              osoba o tak znieprawionym sumieniu nie może dobrze opiekować się kobietą w
              ciąży. Nawet gdyby w swoim mniemaniu chciała dobrze i posiadała odpowiednią
              wiedzę lekarską. Dlatego żona zmieniła lekarza już po pierwszej wizycie.
              Doświadczyliśmy takich sytuacji, ze nawet chleba nie warto pożyczać od osoby
              znieprawionej, bo ten chleb nam zaszkodzi, podczas gdy taki sam chleb wzięty od
              innej osoby służy jak najlepiej. Podobnie jest z radami i innymi rzeczami
              branymi od ludzi. Bałbym się leczyć u Alice Miller, nawet gdyby miała dużą
              wiedzę medyczną.



              • samboraga Re: Mury milczenia 19.04.07, 22:05
                to nawet nie międzypokoleniowe rozmowy, kiedyś znalazłam wśród książek domowych
                sporą biblioteczkę o rozwoju dziecka, o wychowaniu dziecka, zdziwiło mnie to
                bardzo, pozytywnie mnie zdziwiło, w latach 70-tych poradniki psychologiczne
                jeszcze nie były w modzie...


                >Może się okazać, że ojciec
                >walczył o elementarne poczucie bezpieczeństwa w rodzinie, to był jego główny
                >cel, jaki miał przed oczami a dziecko tymczasem mogło cierpieć przez całe
                >dzieciństwo z powodu nie spełnienia jego potrzeb, np. posiadania konia na
                >biegunach.

                myślę, że ojciec albo matka mogą nie dać dziecku konia na biegunach, bo albo ich
                nie stać, albo nie uważają takiej zabawki za wartościową, a jednak dziecko
                traumy mieć nie musismile
                rzecz chyba w czym innym:
                dla mojej mamy klucz na szyi i obiady w szkolnej stołówce kojarzyły się z
                brakiem opieki, z brakiem miłości, oboje rodzice pracowali i daleko do tej pracy
                dojeżdżali, wyjeżdżali przed dziećmi, wracali wieczorem, mama i jej siostra
                musiały się czuć bardzo samotne, opuszczone...
                minęło parę lat, urodziłam się ja, poszłam do szkoły, nie miałam złych skojarzeń
                z pustym domem, akurat się urodził mój brat, mama była na wychowawczym, w domu,
                a ja - strasznie chciałam mieć taki klucz na szyi...był dla mnie oznaką
                dorosłości, inne dzieci miały...mama tego nie rozumiała, wyśmiewała, obiadków
                szkolnych tez nie jadłam, ale nie rozumiałam dlaczego mama tak mnie wyśmiewa (że
                przecież niedobre) gdy spytałam czy mogę kiedyś zjeść (miałam iść po szkole do
                koleżanki, ale mama uznała, że najpierw muszę wrócić do domu na obiad, nie
                rozumiałam tego, koleżanka jadła w szkole codziennie)
                i teraz puenta – mój syn ma klucz na szyi, na takiej modnej smyczywink – zabiera
                ze sobą nie do szkoły, ale jak idzie do kolegi zza płotu, żeby nie musiał
                dzwonić do furtki, ja teraz jestem w domu, z młodszym więc starszy ani w
                świetlicy nie zostaje, ani obiadków szkolnych codziennie nie je, ale w te dni
                gdy ma zajęcia popołudniowe wysyłam go na stołówkę bez zgryzoty, że ze mnie
                wyrodna matka...
                nie chodzi oczywiście o sam klucz i obiady, ale o zawłaszczenie pewnego modelu
                życia – z miłości i troski, ja tez miałam zajęcia popołudniowe, obiad, domowy
                obiad, jadałam w biegu, a brak klucza odbierałam jako zamach na moje dorastanie
                (bo to się przedłużyło, jakoś ciągle była na ten własny klucz za mała)
                to tylko jednen przykład takich międzypokoleniowych relacji, tu akurat uważam,
                że mi się wreszcie udało, ale nie zawsze jest tak różowo, chodziło mi tylko o
                pokazanie przykładowego zasklepienia się w dobrych chęciach bez otwarcia na życie

                (co do lekarza – w gabinecie mojego leżą ulotki o antykoncepcji, a nawet
                środkach wczesnoporonnych, i te środki są wypisywane, ale nie wpłynęło to na
                moją decyzję o zmianie lekarza)
                • otryt Re: Mury milczenia 23.04.07, 11:49
                  samboraga napisała:

                  >myślę, że ojciec albo matka mogą nie dać dziecku konia na biegunach, bo albo
                  >ich nie stać, albo nie uważają takiej zabawki za wartościową, a jednak dziecko
                  >traumy mieć nie musismile

                  Też tak uważam, że traumy być nie musi. Jednak moja żona uważa inaczej. Ja
                  mówię, nie porównywać się z innymi, nie dążyć do ślepego posiadania tego
                  samego, co mają inni. Lepiej mieć coś innego równie fajnego i się wymieniać.
                  Zawsze się znajdą tacy, co posiadają więcej, to wyścig, który nie ma końca i
                  nie daje nasycenia. Raczej dostrzeżenie tego, co się ma i zauważenie, że są
                  tacy, którzy mają mniej. Tu rodzice mogą bardzo kształtować postawę dziecka.
                  To sprzyja postawie wolności, bycia ponad różnymi, przemijającymi modami,
                  niweluje napięcie, które każe dorównywać innym, rodzi wrażliwość na tych którzy
                  mają mniej i w sensie materialnym i niematerialnym. Żona z kolei mówi: Dziecko
                  musi mieć, to co rówieśnicy, nie może się wyróżniać, aby nie być odrzuconym,
                  aby mieć wspólne tematy i sprawy, takie są czasy, takie standardy, trzeba na
                  głowie stanąć, aby to mieć. Czasem pojawiają się modne zabawki, lalki Barbie,
                  psy Poochi, Keny. Wiadomo z góry, że dziecko to po tygodniu rzuci w kąt,
                  jednak dopóki tego mu brakuje to spać po nocach nie może. Najczęściej ulegam, w
                  końcu to przecież drobiazg. Każda skrajna, zacietrzewiona postawa nie służy
                  niczemu dobremu. Bardziej niż o tę głupią rzecz chodzi mi o niewyrabianie w
                  dziecku postawy szczęścia uwarunkowanego posiadaniem. To do pewnego stopnia
                  nieuniknione, jednak można tę postawę podsycać albo ją łagodnie ograniczać.

                  Piszesz o dwóch naprzemiennych modelach: z kluczem na szyi i obiadem w domu i
                  zasklepianiu się w takich modelach, zamknięciu na przeciwne argumenty.
                  Przypomina mi to zdrową demokrację, gdzie naprzemiennie rządzi jedna lub druga
                  partia. Państwo funkcjonuje bez zakłóceń, jednak wyborcy potrzebują regularnych
                  zmian. Ważne, by nie ograniczać wolności słowa i słyszeć argumenty drugiej
                  strony. Oba modele mieszczą się moim zdaniem w granicach normy. Niewłaściwym
                  jest raczej narzucanie, wyśmiewanie. Nie uważam, że dzieci powinny powielać
                  rodzicielskie wzorce. Jest wiele różnych uwarunkowań, niech każdy sam podejmuje
                  decyzję. Ważne by nie robić zła w życiu, lecz dobro a to można realizować na
                  wiele różnych sposobów.

                  Są jednak ewidentnie złe modele, które nie mieszczą się w tej normie: toksyczne
                  rodziny z przemocą, emocjonalnym chłodem, umniejszaniem wartości dzieci i
                  współmałżonków, nadmierną kontrolą, wzajemną nieufnością i podejrzliwością
                  wszystkich do wszystkich.

                  Jest jeszcze problem skali i zachowanie zdrowego dystansu. Co już jest
                  problemem, a co nim nie jest? Bo rozdymanie drobiazgów do niebotycznych
                  rozmiarów jest również złe. Ten brak konia na biegunach pamiętany po latach
                  jest tego smutnym symbolem. Na co trzeba machnąć ręką i zachowując harcerską
                  postawę radzenia sobie z przeciwnościami iść do przodu, a z czym należy się
                  poważnie zmierzyć, aby wyprostować poplątane kiedyś drogi, by nie zatruwały
                  naszej teraźniejszości.



      • a_weasley Projekcja 17.04.07, 13:42
        otryt napisał:

        > chciały przestać płakać i przeszkadzały rodzicom. W tramwaju jechaliśmy kiedyś
        > z malutkim dzieckiem w wózku. Dziecko zaczęło płakać, nie dawało się uspokoić.
        > Nagle doskoczył jakiś starszy facet bardzo zdenerwowany i domagał się, aby
        > dziecko szybko uciszyć. To było tak absurdalne,

        Co było absurdalne? Że mu przeszkadza nagły przeraźliwy hałas?

        > że ten facet raczej zbudził
        > raczej naszą litość niż złość. Płacz dziecka wyzwala przedziwne reakcje. Tak
        > mogą tylko reagować ludzie, którzy będąc dziećmi nie mogli płakać.

        Nawet ze znachorstwem psychologicznym nie należy przesadzać.
        Dzieci dzielą się na nasze i nieznośne. Dla Ciebie to był płacz dziecka, które
        widodznie miało powody. Dla niego był to po prostu ostry hałas.
        Mógł po prostu nie lubić dzieci. Nie ma przepisu, że wszyscy muszą lubić dzieci.
        Mógł mieć za sobą noc nieprzespaną dzięki wnukowi. Albo tak zwyczajnie
        nieprzespaną. Cokolwiek.
        • isma Re: Projekcja 17.04.07, 14:34
          Ale, Arturze, to chyba nie w tym rzecz. Po prostu, no, eeee, dziecko nie
          posiada wylacznika, ktorym mozna je uciszyc. Absurdalne jest - w sytuacji
          dotkliwego ryku dzieciaka - żądanie osiagniecia przez rodzica pozadanego przez
          niechetnego sluchacza rezultatu. Mozna sie, owszem, domagac, zeby rodzic ow
          podjal wysilki na rzecz uciszania progenitury, jesli sam z siebie tego nie
          robi. Ale gwarancji skutku naprawde nie ma...
    • mader1 Re: Mury milczenia 19.04.07, 13:25
      Stało się tak, że książki Alice Miller czytałam już dawno. Moja coreczka była
      wtedy maleńka.Najstarsza córeczka.
      Bilans pożytku z tych lektur jest dla mnie nie do końca oczywisty. Trzeba
      powiedzieć, ze Alice Miller była w tym czasie wśród moich przyjaciół, znajomych
      modna. Wielu z nich miało trudne dzieciństwo, bo nie ma się co oszukiwać -
      rodzice żyli, działali w nieludzkim czasie, ich dzieciństwo niejednokrotnie
      miało swój początek w czasie wojny lub w czasach tuz powojennych, a
      rodzicielstwo... cóż... nie był to czas "dla ludzi".
      Coś zyskałam, zyskaliśmy dzięki tym pozycjom - prawdę pisząc głównie dzięki "
      Toksycznym rodzicom". Tam mozna się dowiedzieć, że te wszystkie dziwne rzeczy,
      które się z Tobą jako dorosłym , Tobą jako dorastającym dzieją czy działy, są
      typowe jako skutek pewnego rodzaju wychowania. To porządkuje świat wokół.
      Zdejmuje odium nienormalności czy nieuczacznictwa. Po prostu staje się normalne
      dla pewnej grupy.
      Książki te pomagają znaleźć źródło pewnych uczuć, emocji, które mogą być
      destrukcyjne, tym bardziej przeraząjące, że " nie wiadomo skąd". " Nie wiadomo,
      co się ze mną dzieje" , " Nie wiadomo, co ze mnie nagle wychodzi".
      Uświadomienie sobie, skąd ten nagły strach, irytacja, ranienie ludzi zanim
      zranią, nadmierny lęk przed odrzuceniem, który powoduje, że atakujemy
      pierwsi.Wybory przyjaciól czy partnerów. Jeżeli te uczucia jakoś poukładamy,
      zracjonalizujemy, łatwiej je trzymać na uwięzi, zapanować nad nimi.
      Z drugiej strony nam podobne przemyślenia do Samboragi.
      To broń obosieczna.
      Ponieważ mogłam obserwować na przestrzeni lat, jaki skutek wywołała ta książka,
      te książki.

      Niektórzy zdali sobie sprawę jakie potencjalne zło są w stanie przenieść na
      następne pokolenie - bo są obciążeni. Każdy krzyk, zdenerwowanie interpretowali
      jako swoją porażkę. Dołowało ich to, że nie są w stanie zapanować nad swoimi
      odruchami - choć wcale nie były patologiczne. Poczucie porażki jako rodzica,
      zanim się zaczęło na serio wychowywać spowodowało u paru matek " ucieczkę w
      pracę", rozliczne zajęcia i zostawienie dziecka z opiekunką.( Proszę mnie
      dobrze zrozumieć, nie mowię o pracowaniu, jako konseksencji racjonalnych
      decyzji, tylko znikaniu z domu pod każdym pretekstem, aby nie zostać z
      dzieckiem - ze strachu) Jedna z nich powiedziała " bo ja nie jestem taka
      cierpliwa i dobra ( ! to dopiero !), jak Ty. Nie mogę z nim być".Nie chcąc
      obciążać swojego dziecka, zabrały mu rodziców. Czuły się co chwilę nie w
      porządku i niekompetentne.

      Po drugie miałam obok siebie " świadka" - moją babcię. Rzeczywiscie uświadomiła
      mi przyczyny paru moich lęków. Nie pozostawiła " suchej nitki" na mojej mamie.
      Ale po pierwsze to ona ją wychowała, po drugie moja mama i tak była lepszą mamą
      i babcią od niej ( więc i tak było to odchodzenie od złych wzorców), babcia
      sama czuła się w porządku i zawsze usprawiedliwiona, po trzecie postanowiła
      mnie zawłaszczyć po prostu dla siebie - stać się znowu ważna. Nie była
      obiektywna." Świadkowie" często nie są obiektywni - nie widzą całości problemu.
      Człowiek zresztą zwraca się odruchowo do osób sprzyjających mu czy broniących
      go Czasem, jezeli widział dziecko, rodzinę sporadycznie wcale nie ma realnego
      spojrzenia na nią. Może jedynie dać światło.

      Szczere rozmowy z rodzicami - one są dobre, bo ustalają " dorosłe" relacje
      rodzic - dziecko. Problem polega na tym, że... z rodzicami, którzy nie są "
      toksyczni" lub są w znikomym stopniu i tak te zdrowe relacje się ustalają.
      Z rodzicami, którzy robili krzywdę dziecku , trudno się dogadać. Czasem i tak
      trzeba się z nimi spotykać, a takie " szczere rozmowy" spowodowały w rodzinach
      moich znajomych jeszcze wieksze zatargi, nieporozumienia i żale. Niewiele
      takich rozmów pomogło.
      Niestey , chodzi o to, ze częsć rodziców w momencie, gdy dostają szczerą
      informację, co najbardziej boli czy rani, wykorzystują ją jako broń. Dorosłego
      ciągle można zranić.

      Rodzic porządny, kochający dzieci i tak będzie miał poczucie winy, gdy coś
      złego z nimi się dzieje, będzie się starał i poprawiał relacje, pomagał. My też
      jesteśmy rodzicami. Nie jesteśmy doskonali. Ci, którzy czują się bardzo
      doskonali, na ogół są włąsnie tymi mniej reflektujacymi, a jedynie
      oceniającymi, tymi co to ciągle " nie ich wina".
      Dzieci także mają większą lub mniejszą wrażliwość. Ma na to wpływ wiele
      okoliczności - ich zdrowie, budowa, otoczenie. Dla dziecka wychowywanego w
      rodzinie, gdzie nie ma przemocy, już sam krzyk jest źródłem stresu.Gdy nie ma
      krzyku, powiedzenie czegoś bardziej zdenerwowanym tonem. A przecież
      zdenerwowanie nie musi mieć źródła w pretensji do dziecka. Człowiek nie jest
      zadowolony, gdy wyrzucają go z pracy.
      Gdy mama jest z dzieckiem cały dzień, wystarczy ,że zostawi na 4 godziny z
      ciocią, będzie się czuło odrzucone ( zwłaszcza gdy ciocia inteligentnie powie -
      "mama nie ma dziś dla ciebie czasu").

      Warto zdać sobie sprawę z własnych uczuć i ich źródła, ale nie warto grzebać
      się w nich zbyt długo. Trzeba te uczucia zaakceptować,dać sobie do nich prawo,
      nie obwiniać się za nie, zaakceptować siebie, ale potem iść dalej, to ma się
      stać źródłem siły, a nie niemocy.

      Przyjąć, ze niezależnie od naszych odczuć, PRAWDA może być inna. Nie pozwolić,
      by analizowanie historii unieruchomiło nas.

      Nie zgadzam się , by Kościół, społeczeństwo zakłamywało. Przeciwnie, w
      wychowaniu moich rodziców zetknęłam się z ich oceną dosyć bezlitosną.
      Wielokrotnie otrzymałam pomoc w sakramencie spowiedzi - kiedyś, jako dziecko.
      Jako rodzic, a spowiadam się ze swoich " przewinien " wobec dzieci,
      wielokrotnie usłyszałam, że temu małemu człowiekowi należy się szacunek
      niezależnie od okolicznosći - i to nie chodzi o przemoc fizyczną,a dobieranie
      słów, ton, uwaga, moja modlitwa, moja cierpliwość.
      Te czasy minęły.
      • otryt Re: Mury milczenia 23.04.07, 10:36
        Tak wiele interesujących wątków poruszyłaś, Marzeno. Chciałbym odnieść się do
        tego wszystkiego po kolei. Ale na samym początku na plan pierwszy wybiła się
        inna sprawa. Pisałaś o tym w innym wątku. Chodzi o niesmak, jaki wiąże się z
        mówieniem o innych, szczególnie o swoich najbliższych, o rodzicach. Takiego
        poczucia niesmaku czasem doznawałem. Jakiś głos wewnętrzny mnie hamował.
        Mówienie o swoim dzieciństwie, o ranach lub krzywdach wtedy doświadczonych musi
        się niestety wiązać z mówieniem o innych ludziach, aby być zrozumianym. Moją
        intencją jest zrozumienie tego wszystkiego, co się ze mną działo przez lata i
        nadal dzieje, a przez to poprawienie wzajemnych relacji. Staram się podawać
        tylko bezsporne fakty, unikam ocen lub niestosownych określeń. Czasem próbuję
        pewne sprawy zakodować, przejść na pewien poziom ogólności, zamazać szczegóły
        czasu, miejsca i osób. Gdy tak zrobię, niesmaku nie czuje. O tym kodowaniu w
        literaturze pisze Alice Miller w swojej książce. Potrzeba ekspresji tych ludzi
        jest tak silna, że musi znaleźć jakiejś ujście, czasem w tak pokrętny sposób
        powstają wybitne dzieła intelektu. Część czytelników zrozumie kod, a część nie.
        Niesmak jest uczuciem podobnym do wstydu. Tadeusz Żychiewicz w swojej książce o
        Starym Testamencie pisze o wstydzie, jako danej nam wrodzonej reakcji na
        sytuację zagrożenia, której sobie nie uświadamiamy. Takim zagrożeniem może być
        na przykład niezrozumienie przez inne osoby tego, o czym mówimy. Zagrożenie po
        raz pierwszy pojawiło się w raju po grzechu Adama i Ewy. Wtedy pojawił się
        wstyd i potrzeba zasłonięcia nie tylko ciała, ale i duszy przed drugim
        człowiekiem. Jest jeszcze inny aspekt. Do bliskości ciała, ale i duszy mają
        przede wszystkim prawo bliskie osoby: współmałżonek, rodzice, dzieci. Gdy ten
        porządek zostaje zakłócony pojawia się pewien dyskomfort w duszy. Włącza się
        sygnał alarmowy, że coś jest nie tak., że znaleźliśmy się blisko, albo
        przekroczyliśmy jakąś granicę, której nie wolno było przekraczać. Nie zawsze
        wiemy, jaka to granica?

        Karmimy się różnymi lekturami, niektóre z nich są sprzeczne ze sobą. Ja nie
        jestem kimś takim, kto rzuca się jak na objawienie na każdą nową ideę. Znam
        jednak takich ludzi, którzy z jednej skrajności nagle popadają w drugą
        urzeczeni jakąś lekturą. Ja wolę dziesięć razy coś nowego obejrzeć ze
        wszystkich stron, zanim to uznam za swoje. Weźmy np. takiego Hellingera. Wydaje
        mi się przeciwieństwem Alice Miller czy Susan Forward (Toksyczni rodzice) .
        Hellinger uważa, że w porządku ustanowionym przez Boga rodzic zawsze będzie
        ponad dzieckiem, niezależnie od tego, jak wiele by złego zrobił w życiu i jak
        bardzo krzywdził swoje dziecko. Dziecko zawsze pozostaje dłużnikiem swoich
        rodziców. Hellinger nawet kazirodztwo potrafi wytłumaczyć i usprawiedliwić. Nie
        jest on dla mnie jednak do końca wiarygodny, bo w swoich dywagacjach pomija
        znaczenie wojny, zajmując się wyłącznie mniejszymi traumami. Jako Niemiec nie
        chce chyba o tym pamiętać. Jednak w tym bezwzględnym nakazie "Czcij ojca swego
        i matkę swoją" coś jest. Dziś lubimy pod wpływem modnych trendów
        dodawać "jeśli na to zasłużą".

        Z drugiej jednak strony cóż nam pozostaje? Tłumienie dawnych przeżyć w sobie,
        trzymanie tego pod dywanem, bo nie wypada o tym mówić ani bliższym ani dalszym
        osobom. Skrzywdzone dziecko, które przytulone do mamy wypłacze się i opowie we
        łzach, co się stało, już po godzinie świeci słonecznym blaskiem. Niektórzy
        potrafią mówić w konfesjonale o krzywdach, które zaznali. Bardzo często krzywdy
        i własne grzechy są splecione ze sobą w sposób nierozłączny. Ale o jakiej winie
        dziecka możemy mówić, gdy jest wykorzystywane przez swoich rodziców a potem
        przez nich oskarżane? Uważam, że powinien w Kościele istnieć jeszcze jeden
        sakrament. Sakrament wyznawania krzywd, który ma pomóc w dojściu do
        przebaczenia. Bo przebaczanie to proces, długi i bolesny. Druga strona medalu
        sakramentu pokuty. Ci ludzie powinni mieć jakieś wsparcie. Grzechy trzeba
        wyznać Bogu za pośrednictwem drugiego człowieka. Może i podobnie należy
        postąpić z krzywdami? Jest tajemnica spowiedzi, może powinna być także
        tajemnica wyznanych krzywd? Nie każdy jest na takim stopniu rozwoju duchowego
        jak Jan Paweł II, który z mety przebaczył swojemu niedoszłemu zabójcy. Nie
        wiem, czy o doznanych krzywdach i ranach należy mówić na kolanach, podczas
        spowiedzi? Na pewno potrzebna jest Boża pomoc i miłosierdzie, a z Bogiem
        rozmawiamy na kolanach. Z człowiekiem - nie. Niedobre jest oskarżanie o złe
        uczucia ludzi, którzy nie potrafią od razu przebaczyć. Zaczyna się wtedy
        obłędne koło poczucia winy i poczucia krzywdy, które się wzajemnie napędzają.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka