12.06.07, 12:08
Tak mi się zatęskniło po wpisie Otryta z wątku "Dzień dobry" smile
Wiem, że trochę nas po górach chodzi albo chodziło, albo nie chodzi,
ale w górach było. Mam ogromną potrzebę wysłuchania wspomnień górskich.
Czy możecie się podzielić, bardzo proszę smile ...Tak, żeby już wakacjami
zapachniało smile)) A jak góry to pewnie i o Bogu będzie wink

Obserwuj wątek
    • justyna.ada Re: góry :-) 12.06.07, 13:10
      ja, ja, ja!

      W zeszłym roku po iluśtam latach pzerwy pojechaliśmy z duszpasterstwem w Beskid
      do Krzyżowej.
      Ale fajnie jest się znaleźć po przerwie w górach... to jakby
      wrażenie "powrotu" smile))))))))))

      Zdanie z "MIstyki gór", z kogoś cytowane: Człowiek musi chodzić po górach,
      ponieważ one są.

      Wejście na Babią tylko "samoczwart" oprócz mnie, syn, mąż i przyjaciel. Ale
      fajnie.
      I na Babiej obśmialiśmy się setnie, bo jest tablica ku czci JPII, z inskrypcją
      bez znaków diakrytycznych:
      "POGLEBIAJMY JEGO PRZESŁANIE"

      No, schodząc zdarzyło nam się parę razy poglebić big_grin

      buziaki żałosne, w tym roku ino morze/jezioro czyli płasko jak stół.
      • isma Re: góry :-) 12.06.07, 16:21
        Ja tez chce na Diablak! Byl okres, ze co weekend jezdzilam i pchalam sie na
        szczyt sama, za kazdym razem innym podejsciem (a jest ich chyba z piec). Wole
        wchodzic od strony Krowiarek, przez Sokolice, czerwonym szlakiem, a schodzic do
        Zawoi Lajkonik. Bo ze slubnym mamy baaaardzo mle wspomnienia ze schodzenia
        czarnym szlakiem ;-O.
        Mielismy w tym roku nawet chytry plan wyjazdu z M. i dotarcia z Krowiarek
        Gornym Plajem do schroniska w Markowych Szczawinach, gdzie bysmy pod opieka
        personelu dziecie zostawili i poszli na szczyt, ale schronisko poszlo sie
        burzyc ;-(((.

        A symboliczna dla naszego zwiazku byla wyprawa ze Skawicy na Police przez Hale
        Krupowa. Po czesci szlakiem papieskim, nawiasem mowiac. No wiec poszlismy - ja
        z rodzinnym obciazeniem w postaci wuja zawodowego ratownika Grupy
        Bieszczadzkiej GOPR, przygotowana teoretycznie i praktycznie (buty, wiatrowka,
        zapasik energetyczny) i P. - intuicjonista, wloczega Bozy wink)). Dotarlismy do
        schroniska na Krupowej, ktora jest piekna, kto nie widzial, niech zobaczy:
        www.krupowa.gory.pl/home.htm
        krupowa.pttk.pl/galeria/index.htm
        Wypilismy herbatke goralska, P. sie rozleniwil (a tymczasem pogoda sie zrobila
        jaks taka...), odbilismy od szlaku pod Okraglice zobaczyc kaplice Matki Bozej
        Opiekunki Turystow , no i (mimo protestow P., ktory zadal jeszcze jednej
        herabtki goralskiej) poszlismy na te Police. Burza zlapala nas, oczywiscie, na
        samiuskim szczycie. Jak kto zna okolice, to wie, ze schodzi sie praktycznie
        caly czas w lesie - a mysmy juz po kilkunastu minutach nawet nie schodzili,
        tylko splywali wraz z blotem. P. sie rezolutnie ofiarowywal, ze mnie poniesie,
        i opowiadal cos o litewskim przesadzie, ze jak sie kobiete przeniesie przez 7
        (9?) mostow, to juz "moja ci ona", a moze cos innego, deszcz tak bil w liscie,
        ze nie doslyszalam wink)). Milismy zejsc zoltym szlakiem przez Hale Smietanowa
        do Lajkonika (mieszkalismy w Widlach), ale sie nam cos pokickalo i zlezlismy,
        przemoczeni do bielizny, w Podpolicznem. Bo to, wiecie, najdluzsza wies w
        Polsce jest wink)). Czyli czekalo nas jeszcze dobre trzy kwadranse marszu w
        deszczu po asfalcie. I ten odcinek byl zdecydowanie najgorszy ;-(((.
        Aha - juz u konca szlaku P. zobaczyl na kamieniu salamandre i sie rozczulil
        (deszcz lal ze zdwojona sila), ze sliczna. Ogladalismy ja chyba z dziesiec
        minut. Gdybym ja wiedziala, ze do smierci juz bede w jego towarzystwie zmuszona
        roznste cuda swiata w okolicznosciach kontemplacji zgola niesprzyjajacych,
        podziwiac...

        Aha - pierwszy raz w zyciu przemokly mi na wylot moje ukochane skorupki na
        nogi. Nawet one wink)).
        • mama_kasia Re: góry :-) 12.06.07, 16:25
          Beskid Żywiecki wywołuje u mnie tylko dobre wspomnienia.
          To góry, w których poznałam męża smile)))
          • mama_kasia Re: góry :-) 12.06.07, 16:31
            Zaryzykuję wink))
            Napisałam kiedyś opowiadanie, ...oparte na faktach. Ale jednak jest
            to opowiadanie, żeby nie było wątpliwości wink))
            www.budysie.republika.pl/gorskie_opowiadanie.htm
            • otryt Re: góry :-) 14.06.07, 01:09
              Piękne opowiadanie, Kasiu. Najpiękniejsze jest to, że ja też w górach Mała
              Fatra we Vratnej Dolinie usłyszałem: "Czemu tak za mną łazisz?" . No i finał
              był taki samsmile Sam był chciał coś podobnego napisać, niestety kurz niepamięci
              przykrył już sporo. Twoje opowiadanie przypomniało mi co nieco z moich wypraw.
              Dobranocsmile
              • marzek2 Re: góry :-) 14.06.07, 18:25
                Właśnie przeczytałam - piękne - a najpiękniejsze w nim to, że prawdziwe!
                Pozdrowienia dla Tej Z Pęcherzem Na Plecach i Tego We Flaneli -
                Żebyście jak najpiękniej ciągle za sobą łazilismile
                • mama_kasia Re: góry :-) 14.06.07, 21:39
                  Ależ ono nie jest prawdziwe wink), ...choć na faktach oparte.
            • babie_lato1 Re: góry :-) 14.06.07, 22:05
              Wspaniałe, bardzo mnie zachwyciło, lubię taki ciężar prozy, do złudzenia
              przypomina Czapskiego - trochę porowata, powolna, bardzo malownicza. Uwielbiam
              czytać takie rzeczy, bardzo przy nich odpoczywam smile
              Bardzo też podobały mi się zdjęcia, nie wiem, czy ta dziewczyna to Ty, ale budzi
              niekłamaną sympatię i zaufanie, lubię takich ludzi (na pierwszy rzut oka).
              Stara jakoś bardzo nie jestem, ale się rozrzewniłam - ta nasza młodość... wink
              • mama_kasia Re: góry :-) 14.06.07, 22:08
                No ja... z czasów studenckich smile
      • minerwamcg Mallory 14.06.07, 22:30
        > Zdanie z "MIstyki gór", z kogoś cytowane: Człowiek musi chodzić po górach,
        > ponieważ one są.

        George Leigh Mallory. Zginął pod Everestem w 1924, kilka lat temu odnaleziono
        jego ciało.
        • mamalgosia Re: Mallory 15.06.07, 11:47
          tak, tak, zdecydowanie Mallory
    • basia313 Re: góry :-) 12.06.07, 13:40
      jeden z moich przyjaciol kiedys powiedzialm, ze w gorach nie ma szatana,
      dlatego wszyscy sa tam sobie przyjazni i pozdrawiaja sie.
    • mamalgosia oj 12.06.07, 13:58
      U mnie w tym temacie lawina wspomnień... Niestety tylko wspomnień, a nie
      przeżyć obecnych. Bardzo chciałabym w tym roku choć zobaczyć góry, nie wiem,
      czy uda się w wakacjesad
      Rozpiszę się ajk znajdę więcej czasu.
      A Ty - dlaczego nie napisałaś żadnej górskiej opowieści?
      No i dlaczego nie grasz w Grę Biblijną?
      • mama_kasia Re: oj 12.06.07, 14:01
        Górskie opowieści mam na swojej stronie. Już przeczytane wink
        Gry Biblijnej to ja się boję, bo jak zgadnę, muszę wymyślić pytanie,
        a jestem na to za leniwa.
    • my-cha Re: góry :-) 12.06.07, 14:07
      > Tak mi się zatęskniło po wpisie Otryta z wątku "Dzień dobry" smile

      Po wpisie Otryta to mi się młoooodość przypomniała, wszystkie wyjazdy, ogniska
      i wieczorne granie-gadanie
      A w góry, po ponad 10 latach przerwy jedziemy w te wakacje smile))
      Chociaż sobe popatrzę, bo z małą nie wdrapię się nigdzie wyżej
      • mama_kasia Re: góry :-) 12.06.07, 14:19
        U nas najmłodszym dzieckiem, które razem z nami zdobyło szczyt
        (Bukowe Berdo) była Gabrysia - miała wtedy 5 miesięcy smile

        To może jakieś dokładniejsze wspomnienia - górskie opowieści ?
        • my-cha Re: góry :-) 13.06.07, 11:17
          U nas najmłodsze w górach - na Śnieżkę się wybraliśmy - był Jasiek minus 5
          miesięcy. Nie było kłopotu też ze starszą córką - nosiliśmy gdzie się dało i
          przed i po urodzeniu. Ale teraz czterolatki nie ponoszę, a sama daleko nie
          dojdzie.
          • mama_kasia Re: góry :-) 13.06.07, 20:32
            Nasza czterolatka w maju prawie sama weszła na Trzy Korony (zabrakło
            jej paru metrów - tata musiał jednak wziąć na ręce), ale miała do
            towarzystwa drugą czterolatkę. I tak się napędzały smile))
            Starsze dzieci zdobyły samodzielnie swoje szczyty w wieku 3,5.
            W obu przypadkach była to Połonina Wetlińska.
    • minerwamcg I nic, i bezbrzeż traw 12.06.07, 14:52
      Jaśliska. I schronisko na Polanach Surowicznych, do którego szliśmy przez
      wznoszącą się aż do nieba zdziczałą łąkę. Trawy były wyższe ode mnie (160), a
      osty od mojego wówczas jeszcze narzeczonego (193). Szliśmy nie widząc nic przed
      sobą, starając się tylko iść cały czas naprzód i do góry. Nad nami niebo lało
      żywy ogień, miało się wrażenie, że ten step za chwilę spłonie, a my z nim.
      Zgęstniała, zapieczona cisza, przerywana czasem moim żałosnym
      miauczeniem "Aaaartur!" kiedy zostawałam w tyle i traciłam go z oczu.
      Najśmieszniejsze, że na końcu tej zaschniętej na śmierć łąki było bagno, takie
      że krowę by można utopić smile))
    • maadzik3 Re: góry :-) 12.06.07, 18:45
      No to najsmieszniejsza (IMHO) tatrzanska opowiesc o niedzwiedziu. Do Roztoki
      poznym wieczorem przyszedl turysta. Byl to lipiec lub sierpien - nie pamietam -
      szczyt sezonu i schronisko pelniutkie. Turysta orzekl ze tloczyc sie i spac na
      schodach nie bedzie (bo "przyzwoite" gleby jako to miejsca w jadalni juz byly
      zajete), ze ma puchowy spiwor i spi na werandzie. Jak powiedzial tak zrobil. O 5
      nad ranem zza krzaka wyszedl niedzwiedz. Obudzony turysta zaczal dobijac sie do
      drzwi schroniska, ale ze tuz za nimi spali ludzie a drzwi otwieraja sie do
      srodka wiec nie mogl sie dostac. Przestraszony krzyczal "niedzwiedz, niedzwiedz"
      na co turysta spiacy tuz przy drzwiach odwrocil sie na drugi bok mruczac "widzialem"
      "Werandowiczowi" nic sie nie stalo
      • minerwamcg Re: góry :-) 12.06.07, 23:49
        Kolega mojego brata ma zdjęcie tatrzańskiego misia zaglądającego przez okno.
        Niedźwiedź podszedł pod bacówkę gdzie towarzystwo siedziało przy kolacji i
        otworzył okiennicę...
    • mamalgosia miałam napisać 13.06.07, 18:09
      A jakieś ogólne niechciejstwo i przydeptanie mnie opanowało. Fatalnie. Umawiam
      się sama ze sobą, że to przez pogodę
      • mama_kasia Re: miałam napisać 13.06.07, 20:33
        A ja czekam...
        • warszawianka51 Re: miałam napisać 14.06.07, 21:22
          Mamo KAsiu, opowiem... jak wrócimy smile Wybieramy się w sierpniu, w Tatry smile W
          tym roku już raz tam byliśmy - to było niezłe szaleńśtwo, bo przy okazji pobytu
          w Gliwicach wyskoczyliśmy sobie w trójkę do Zakopanego (za którym ja nie
          przepadam). Wjechaliśmy z Jerzyczkiem na Gubałówkę, zakupiliśmy mu ciupagę i
          wróciliśmy do domu smile Zachciało nam się choćby przez chwilę popatrzeć na góry -
          to działa lepiej niż terapia smile Zresztą pojechaliśmy tam przez Wadowice i
          Zawoję, więc okolice przepiękne smile
          Latem jedziemy połazić trochę po szczytach smile Nie wiem jak to się uda z
          dwulatkiem, ale jesteśmy dobrej myśli smile Wszystko opowiem i zdjęcia pokażę -
          obiecuję
          • mama_kasia Re: miałam napisać 14.06.07, 21:38
            Wątek będzie czekać smile
    • babie_lato1 Re: góry :-) 14.06.07, 22:16
      Bardzo mi się Wasze historie podobają, bezsprzecznie wszystkie mnie zachwyciły.
      Mają w sobie coś, co nazywam "tajemnicą", a większość ludzi chyba "klimatem" czy
      jakoś tak, choć to niezupełnie to samo - "klimat" można stworzyć, wymyslić, a
      "tajemnica" po prostu jest, trzeba ją tylko odkryć albo przynajmniej namierzyć,
      wskazać.
      Sama nie dysponuję niestety żadną ciekawą gawędą na temat, ale chętnie jeszcze
      "posłucham" Waszych... Bardzo przyjemne, wspomnienia odżywają...
    • mamalgosia Pieniny 15.06.07, 10:04
      Wąwóz Homole - przepiękna kręta dróżka, tysiąc razy przekraczamy strumyk.
      Gorąco i duszno, ale wśród skał panuje przyjemny chłód. Po omszałych szarych
      kamieniach spływa stale woda cieniutką warstewką. Stajemy na jednym z mostków
      i ustawiamy się do zdjęcia, teraz już jednej z tych osób nie ma wśród nas.
      Wreszcie polanka. Zaśmiecona niestety, na środku olbrzymia skała, na którą się
      oczywiście wdrapuję (nie wiem po co). Idziemy dalej

      Małe Pieniny. Najłagodniejsza trasa jaką znam, ukojenie dla każdej komórki
      ciała i duszy. Bezkresna łąka, pełna pierwiosnków, wszędzie cisza i spokój.
      Nogi same niosą, myśli same niosą. W oddali całkiem wyraźnie majaczy widok
      ośnieżonych Tatr. Spokój, spokój, spokój.
      voila.pl/bv7s2/?1
      Spacer po Krościenku. Nogi mam całe w pęcherzach, w dodatku krwawiących. Lubię
      most łączący dwa brzegi Dunajca - jego widok towarzyszył mi na cudownych
      obozach pod namiotami w czasach licealnych. To pod nim przepłynął zdechły
      baransmile W jego cieniu kąpałyśmy się w nocy z koleżanką, przy jego przęśle
      polewałyśmy sobie namydlone głowy wodą tak zimną, że drętwiałyśmy.

      Droga na Trzy Korony. Najpierw kocimi łbami z Krościenka, ale stromo i w pełnym
      słońcu. Ostre podejście aż na tzw. "patelnię" - nazwa bardzo odpowiada temu, co
      tam się czuje. Za to widok przecudny: z jednej strony przycupnięte Krościenko z
      czerwonym dachem nowego kościoła, z drugiej - całkiem wyraźne szczyty Tatr.
      Idziemy dalej, choć łąka kusi żeby się wybyczyć za wszystkie czasy. Z Trzech
      Koron obserwujemy, jak kręty Dunajec to oddala się, to przybliża, jak mieni się
      w słońcu jakby ktoś na jego powierzchnię rozsypał złote monety. W dole Czerwony
      Klasztor i łąka, na której koleżanka z klasy przerwóciła się pod ciężarem
      własnego plecaka i nie mogła wstać - leżała bezradnie jak żuk na pancerzyku i
      przebierała nogamismile

      Sokolica - dla mnie najpiękniejszy szczyt Pienin. Dzika, ze słynną sosną, która
      rozdziera mnie na pół. I znowu tyle piekna pod nami i wokół. Skały
      prześwitujące przez soczystą zieleń drzew.

      Czertezik. Mam słabszy dzień. Choć widoki znowu piękne, a podejście nawet jak
      na moje niewydolne serce dość łagodne - mam zawroty głowy i nie mam odwagi
      wychylić się poza brzeg skały. Może innym razem...

      Spływ Dunajcem. Słońce praży, flisak gada. Próbuję wyłączyć głowę z tego jego
      gadania, ale jest to niemożliwe, bo siedzę z przodu i pan sobie wyraźnie mnie
      upodobał. Próbuje nawet mi wmówić, że tratwa jest mokra, bo to ja ją posikałam.
      Mijamy wszystko co w Pieninach najpięknieszje - tym razem od dołu - inne
      spojrzenie, inne kształty. A Tu Sokolica, a tu znowu Sokolica, o : i jeszcze
      raz Sokolica. A tu Głowa Cukru (jak w Rio), a tu Janosik przeskoczył Dunajec i
      możemy zobaczyć jego stopę odciśniętą w kamieniu, a tu Trzy Korony, pomachajmy
      turystom znajdującym się na ich szczycie.

      Wracałam tam wiele razy, ach, jaka tęsknota...
      • mama_kasia Re: Pieniny 15.06.07, 13:02
        Małe Pieniny to była najpiękniejsza wycieczka tegorocznego maja smile

        Mamalgosiu domagam się kolejnych opowiadań! smile
        • mamalgosia Re: Pieniny 15.06.07, 14:06
          Kasiu, marzę o tym, żebym mogła pod koniec wakacji napisać tegoroczne
          opowiadanie. Ale patrząc realnie, to wątpię. Pozostają mi więc tylko wspomnienia
      • isma Tam i z powrotem, czyli Zielone Swiatki 18.06.07, 15:10
        mamalgosia napisała:

        >> Droga na Trzy Korony. Najpierw kocimi łbami z Krościenka, ale stromo i w
        pełnym
        >
        > słońcu. Ostre podejście aż na tzw. "patelnię" - nazwa bardzo odpowiada temu,
        co
        >
        > tam się czuje. Za to widok przecudny: z jednej strony przycupnięte Krościenko
        z
        >
        > czerwonym dachem nowego kościoła, z drugiej - całkiem wyraźne szczyty Tatr.
        > Idziemy dalej, choć łąka kusi żeby się wybyczyć za wszystkie czasy. Z Trzech
        > Koron obserwujemy, jak kręty Dunajec to oddala się, to przybliża, jak mieni
        się
        >
        > w słońcu jakby ktoś na jego powierzchnię rozsypał złote monety. W dole
        Czerwony
        >
        > Klasztor i łąka, na której koleżanka z klasy przerwóciła się pod ciężarem
        > własnego plecaka i nie mogła wstać - leżała bezradnie jak żuk na pancerzyku i
        > przebierała nogamismile

        Trzy Korony - moja pierwsza wycieczka gorska ze slubnym in spe. Dlugosmy to
        odkladali, jakos rozne losy byly nam przeciwne, a to slubny in spe wybral sie
        na wycieczke rowerowa, zmokl w wiosennej ulewie i sie koncertowo rozchorowal, a
        to ja jakas zajeta bylam ("JAK TO: NIE MASZ DLA MNIE CZASU??????"). I wreszcie
        w Zielone Swiatki poszlismy. Przy czym ja, skonczona poganka, domyslilam sie
        tego dopiero schodzac, z racji zielonych galezi zatknietych za okiennice...

        Sciezki w gorach sa waskie. Da sie albo isc w gore, albo schodzic. Nie da sie
        przycupnac i udawac, ze my wlasciwie raz w te, raz z powrotem.

        Bardzo podstawowe doswiadczenie wink)).
    • mamalgosia tysiąc wspomnień 15.06.07, 10:11
      W poprzednim poście wróciłam do tych miejsc, z którymi łączy mnie w zasadzie
      najmniej wspomnień. Nie jestem w stanie pisać o Beskidzie Śląskim i Żywieckim,
      w którym swego czasu znałam każdy kamień. O Tatrach, które pokochałam do bólu
      serca.
      O Karkonoszach, które nie chciały dać się pokochać, o letnich Sudetach i
      jesiennych Gorcach...
      A tu gulasz się robi na przybycie teściowejsmile
      • marzek2 Re: tysiąc wspomnień 15.06.07, 10:44
        Ha - Mamalgosiu - wąwóz Homole i droga do schroniska na Durbaszce w Jaworkach
        mają poczytne miejsce w moich wspomnieniach podstawówkowych. To w tym wąwozie
        pewien chłopak nosił mój ciężki plecak do góry, w na moście w Szczawnicy
        dostałam pierwsze w życiu kwiatki od chłopaka, jakieś cudo polne, nigdy potem
        już takich nie widziałam. Dostałam wręczone ze spuszczonym spojrzeniem,
        ukradkiem, żeby koledzy nie zobaczyli i nie wyśmiali, bez jednego słowa -
        spuchłam z dumy i uniosłam się do góry z miłości smile

        A teraz (choć nie z tym chłopakiem) jeżdżę do Szczawnicy z dziećmi, ostatnio
        oszalały na punkcie kierpc i dostały wymarzone w końcu... W te wakacje zamierzmy
        po raz pierwszy popędzić dziewczyny po górach, Samcio w nosidełku, ciekawe jak
        się nam uda...
        • my-cha Re: tysiąc wspomnień 15.06.07, 13:19
          > A teraz (choć nie z tym chłopakiem) jeżdżę do Szczawnicy z dziećmi,

          Do Szczawnicy? Kiedy?
          My będziemy lipiec/sierpień
          Uda się?? spotkać?
          • marzek2 Re: tysiąc wspomnień 15.06.07, 13:28
            My-cha nie wiem dokładnie kiedy jedziemy, zależy od męża i układów w jego pracy.
            Wiem, że gdzieś w lipcu, ale nie wiem kiedy konkretnie - a kiedy wy jedziecie -
            przełom lipca-sierpnia, tak?
            • kulinka3 Re: tysiąc wspomnień 15.06.07, 18:38
              My z miłości do gór wzięliśmy nawet w nich ślub.
              Zdjęcia ślubne mamy z Doliny Białego, do której bez biletu wpuściła nas
              osłupiała bileterka.
              A równie piękne chwile przeżyłam śpiąc z grupą przyjaciół w kosodrzewinie w
              Dolinie Pięciu.Tylu gwiazd na niebie nie widziałam nigdy w życiu.
    • mamalgosia a książki? 15.06.07, 11:52
      Czytacie jakieś książki o górach? Kukuczka, Pawłowski, Krakauer? Żuławski,
      Witkiewicz?
    • isma Re: góry :-) 15.06.07, 13:32
      Sluchajcie...
      Jak glupio gadam, to niech mnie aktualnie dyzurujaca moderatorka wytnie wink))

      A jak by tak, eeeeee, zorganizowac jakis sped gorsko-duchowy?
      Zeby tak np. na jakis przedluzony weekend, z dziecmi (albo bez)?

      Teraz, jako filojezuitka, zapodam rzecz heretycka - znakomite miejsce jest w
      Korbielowie, u dominikanow ;-O.

      www.rekolekcje.dominikanie.pl/index.php?option=com_expose&Itemid=79
      • mamalgosia Re: góry :-) 15.06.07, 14:11
        Jestem za. Co prawda jestem nieśmiała, ale gdybym była z dziećmi, to udawałabym
        odważnąsmile. W ośrodku korbielowskim nie byłam, chętnie bym spróbowała. Ze swojej
        strony polecam ośrodek w Brennej
        www.osrodekbrenna.archidiecezja.katowice.pl/
        • isma Re: góry :-) 15.06.07, 14:38
          A do tej Brennej moga pojechac, ze sie tak wyraze, niezorganizowani? Tzn.
          zorganizowani spontanicznie?

          Jak by trzeba bylo ksiedza wink)), to moge sie za kims sensownym (nie jezuita)
          rozejrzec.
          • mamalgosia Re: góry :-) 15.06.07, 15:16
            Mogą niezorganizowani. Ale nie robię sobie zbyt wielkich nadziei na to
            spotkanie - myślisz, że uda się umówić choć kilka osób i zgrać termin? Jakoś
            bardzo sceptycznie ejstem nastawiona. Ale może to tylko mój wrodzony pesymizm?
            • isma Re: góry :-) 15.06.07, 15:44
              No, jak Isma sie za cos zabiera, zwlaszcza w dluzszej perspektywie, to istotnie
              jest dosc duze prawdopodobienstwo, ze sie nie uda wink)).
              Ale Isma na razie pilnie nadstawia ucha, czy byliby chetni. A potem sie
              zobaczy.
              • mama_kasia Re: góry :-) 15.06.07, 15:55
                Chętni to by byli, ale z północy to taki kawał drogi.... sad
              • warszawianka51 Re: góry :-) 15.06.07, 18:09
                Są chętni, są.
      • mama_kasia Re: góry :-) 15.06.07, 15:51
        Do tego ośrodka to ja się już wybieram nie wiem ile razy.
        Nasza zaprzyjaźniona wspólnota jest "od dominikanów" smile
      • mader1 spotkanie górzyste :)))) 16.06.07, 15:15
        Ismo wink)) Ty, kobieta czynu ? i ma się nie udać ? Zobaczmy... Może napierw
        zastanówmy się czy to w czasie można jakoś ulokować ? Pamiętajmy, że góry
        jesienią też są piękne...
        Wakacje. Jeżeli nie będziecie ode mnie zbyt dużo wymagali , to jasne, że
        chcę smile))
        Ja osobiście zmieściłabym takie spotkanie jeszcze w czasie od 15-16 lipiec -
        ok 22 lipiec lub w sierpniu między 6,7 a 12. Piszę jeszcze, bo mamy miejsca, w
        które obiecaliśmy przyjechać i gości, których mamy przyjąć, ale do tej pory nie
        umówiliśmy się na termin. Pewnie trudno byłoby mi techniczno-
        organizacyjnie smile,bo mąż nie lubi takich spotkań - on jest samotnik, który ma
        mnóstwo osób codziennie w pracy wink.
        • isma Gory i urlopy 18.06.07, 11:38
          Ja bym optowala za wczesna jesienia. Bo planow urlopowych nam sie w zyciu nie
          uda pozgrywac. Czy ostatni lub przedostatni weekend wrzesnia bylby ok.? Z
          opcja, ze kto moze, i chce wiecej pochodzic, wyjedzie pozniej?
          Caly dom jest w tym czasie wolny, wiec nawet BARDZO BARDZO duzy zlot www sie
          zmiesci wink)).

          Ale:
          pytanie jest takie, czy ewentualni chetni wszyscy sa zmotoryzowani? Bo
          najblizsza stacja PKP jest w Jelesni, ew. w Zywcu, a z dzieciakami sie z
          przesiadkami telepac, to nie bardzo.

          No, chyba ze do jeuzitow do Zakopanego na Gorke sie pojedzie...

          Co zas do urlopow: moze bylby ktos chetny do spedzenia kilkunastu dni w Rabce
          od polowy sierpnia do polowy wrzesnia w moim oraz mojej rodziny upiornym
          towarzystwie?

          www.pdwr.pl/zdjencia_domek.html
          www.pdwr.pl/zdjencia_pokoje.html
          • mamalgosia Re: Gory i urlopy 18.06.07, 15:01
            Weekend wrześniowy dla mnie jest jak na razie ok
          • warszawianka51 Re: Gory i urlopy 19.06.07, 13:14
            Pasuje mi wrześniowy weekend, tylko też nie wiem, czy mąż będzie chciał jechać,
            bo on jakoś tak mało serio traktuje "to moje forum" smile
            • mamalgosia Re: Gory i urlopy 20.06.07, 10:12
              Ja na pewno bez Męża, on nie jest forumowiczemsmile Natomiast na pewno będę
              musiała i chciała zabrać co najmniej jedno dziecko
              • warszawianka51 Re: Gory i urlopy 20.06.07, 13:40
                Im więcej dzieci tym lepiej smile Ja mam tylko jednego synka, ale na pewno go
                zabiorę - musicie się poznać smile No i pewnie fajnie będzie z dzieciakami -
                trochę się razem pobawią, powymieniamy się w opiece (bo ja czasem mam więcej
                cierpliwości i uśmiechu do cudzych dziecismile Oby wypaliło, bardzo chciałabym Was
                poznać i porozmawiać bez pośredników w postaci komputera, Internetu itd. smile
          • mama_kasia Re: Gory i urlopy 20.06.07, 14:47
            Wczesna jesień to całkiem dobry pomysł smile
            Ostatni weekend września może mógł by być.
            O ile mąż będzie miał urlop smile
          • mamamonika Re: Gory i urlopy 01.07.07, 15:57
            U mnie niestety wrzesień już odpada - najstarszy synek idzie do szkoły...
            Ale to "od połowy sierpnia" - hmm smile) To jest jakiś pensjonat?
            • isma Re: Gory i urlopy 01.07.07, 16:41
              Monika! Z nieba bys mi spadla! Pensjonat to za duzo powiedziane. Dom z pokojami
              do wynajecia, na zyczenie moze byc wyzywienie (ja akurat gotuje sama, z racji
              Miniaturowej diety). Duzy teren z wlasnym placem zabaw dla dzieci, grill, cisz,
              spokoj - a jednoczesnie blisko do centrum uzdrowiska.

              Standard - hm, no wiecej niz turystyczny, ale jednak nie hotelowy. Pokoje z
              lazienkami. Moze byc tez osobny domek (kominek wink)) na tym samym tereie, ale
              mam wrazenie, ze w nim glownie palacy pomieszkuja, a ja tego specyficznego
              aromatu nie lubie ;-(((.

              Napisz na priv, co?
      • isma Re: góry :-) 21.06.07, 07:45
        Taaaa. No wiec Isma zacznie chodzic kolo ostatniego weekendu wrzesnia, albowiem
        przedostatni weekend wlasnie zupelnie nieoczekiwanie Ismie SIE ZAJAL.

        Obsmialibyscie Isme, gdybyscie wiedzieli na co sie zajal, wiec Wam nie napisze.
        Ale w kazdym razie Isma sama siebie nie poznaje. Do tego Korbielowa to chyba
        bede musiala z nowym dowodem osobistym przyjechac wink)).
        • mader1 Re: góry :-) 21.06.07, 07:50
          nowym dowodem osobistym ??? toś mnie zadziwiła .... smile
        • lucasa Re: góry :-) 21.06.07, 15:32
          isma napisała:

          > Obsmialibyscie Isme, gdybyscie wiedzieli na co sie zajal (...),

          ales nam radosci pozalowala dzisiaj!!! smile))
          A
    • barbie-torun nie lubię gór! 18.06.07, 12:52
      nie lubie gór, nie zachwycają mnie tak jak Was,
      kilka razy byłam
      nawet 2 lata temu w sanatorium w Muszynie z mężem i dziećmi,
      jazda z domu cały dzień, oczywiście korki przeokropne,
      o 21 spaliśmy snem sprawiedliwym (w domu najwcześniej przed północą idę spać)
      bo ciśnienie bardzo obniża się i człowiek senny cały dzień, taki klimat,

      do tego los nam płata figla
      i w tym roku prawdopodobnie znowu w góry pojedziemy
      za sprawą nieodpowiedzialnych ludzi co wycofali się z rekolekcji
      zaplanowanych jeszcze w zimie i dla 4 par nie odbędą się na nizinach,
      i tylko w terminie naszych urlopów są miejsca
      w Tylmanowej koło Krościenka nad Dunajcem
      wrrr
      do tego wszędzie daleko
      nocleg w kwaterze i codzienne kilkakrotne dojścia do ośrodka i na posiłki,
      konferencje, nabożeństwa,
      jak o tym rozmawiamy z mężem to być może zrezygnujemy z tegorocznej oazy
      Domowego Kościoła
      do wtorku 19.06 wieczorem musimy podjąć decyzję bo wyjazd i urlop od 26.06

      może jakś dobra dusza czytająca te słowa westchnie do Pana za nasz wyjazd?

      i ktoś zrezygnuje z wyjazdu na oazę na Kaszubach 60 km od morza i my wskoczymy
      na jego miejsce?

      Basia
      • bogusia1231 Re:a ja lubię 27.06.07, 21:51
        i za 3 tygodnie będę w Bieszczadachsmile
    • otryt Bieszczadzki deszcz 05.07.07, 10:42
      Dziś mamy piękną rocznicę. 5 lipca 1979 po raz pierwszy ujrzałem i spotkałem
      moją żonę. Szliśmy w deszczu na górę Walter. (jaka jest dziś jej nazwa?)Potem
      był nocleg w bacówce, która była kurną chatą. Na środku chaty paliliśmy
      ognisko, dym ulatywał przez dziurę w dachu. Następny dzień znów w nieprzerwanym
      deszczu, kolejny także. Musieliśmy rozbijać i zwijać namioty w deszczu, suszyć
      ubrania nad ogniskiem palonym pod drzewem. Byliśmy mokrzy az do bielizny pomimo
      peleryn i płaszczy. Gdy przyszło przechodzić rzekę w której wody było po pas
      szliśmy w butach i ubraniu. Nie było większej różnicy, bo i tak było wszystko
      mokre. Potem tylko kieliszek koniaku i dalej w drogę. Na szczęście po tygodniu
      przestało padać. 4 lata później oświadczałem się mojej wybrance - także w
      ulewnym deszczu pod parasolem.
      • mader1 Re: Bieszczadzki deszcz 05.07.07, 11:42
        piękne wspomnienie. Może wtedy nie wyglądało to romantycznie wink, ale teraz gdy
        już wiemy, ze dobrze się skończyło i było wstępem do czegoś Wielkiego w Twoim
        życiu ta historia jest piękna smile
        Pozdrów serdecznie żonę.
        • otryt Re: Bieszczadzki deszcz 06.07.07, 12:17
          >Pozdrów serdecznie żonę.

          Dziękuję! Pozdrawiamy Cię równieżsmile Ten wyjazd to był egzamin praktyczny dla
          uczestników kursu przewodnickiego. Każdy z uczestników miał jeden dzień, w
          którym był przewodnikiem i kierownikiem. Odpowiadał za trasę, za aprowizację,
          nocleg, za ciekawe omówienie mijanych gór, miejscowości, zabytków. Przełom
          czerwca i lipca był tradycyjnym terminem na taki egzamin, bo wtedy niezawodnie
          zawsze pada w Bieszczadach, a najlepiej ludzi sprawdzać w ciężkich warunkach.
          Najwięcej się wtedy również nauczą. Nasz nauczyciel, doświadczony przewodnik
          szedł z tyłu, dawał się prowadzić. Nawet drgnięciem powieki nie reagował na
          nasze błędy podczas prowadzenia. Czasem droga się rozwidlała (nie chodziliśmy
          po oznakowanych trasach) i nie było wiadomo, gdzie dalej. Z miny przewodnika
          staraliśmy się odgadnąć tę właściwą. To jednak na nic. Każdego dnia byliśmy
          gdzie indziej. Nocowaliśmy we własnych namiotach, nosiliśmy cały sprzęt obozowy
          ze sobą. Aby się zbytnio nie obciążać nie mieliśmy zbyt dużo jedzenia ze sobą.
          Na śniadanie musiały wystarczyć dwie kromki na głowę i kubek herbaty. W
          południe 5 ogórków albo 10 jabłek dla całej 10-osobowej grupy. Wieczorem
          obiadokolacja, trochę obfitsza, ale niewiele. Wszyscy stracili po parę
          kilogramów.

          Dołączyłem do grupy później niż inni. Problemem mogło być odnalezienie grupy.
          Była znana mniej więcej trasa i terminy. Wysiadłem w Baligrodzie z autobusu z
          Warszawy i zastanawiałem się, gdzie ich szukać? W tym momencie doleciał do mnie
          charakterystyczny zapach ogniska i wędzonej odzieży oraz butów. Zapach ten
          dochodził z innego autobusu, który miał akurat odjeżdżać. Ten zapach
          towarzyszył nam aż do końca. Autobusem podjechaliśmy niedaleko do miejsca gdzie
          w zasadzce zginął Świerczewski (Miejscowi kilka razy opowiadali mi jednak całką
          inną wersję tego wydarzenia niż oficjalnie było wiadomo.)

          W tym dniu prowadziła dziewczyna, późniejsza nauczycielka matematyki. Doskonale
          jej szło. Załatwienie noclegu w kurnej bacówce to był duży punkt dla niej.
          Odpadało rozbijanie i zwijanie namiotów, następnego dnia mogliśmy wyruszyć
          wcześniej, załapaliśmy się na świetną żentycę.
          Następnego dnia prowadziła inna dziewczyna, która została później moją i mojej
          żony przyjaciółką. Nasz nauczyciel przewodnik też był w nią jakoś zapatrzony.
          Jednak szło jej fatalnie. Prowadziła nas strumieniami w wąskich i wysokich
          wąwozach. Buty i tak były mokre, więc nie miało to większego znaczenia, czy
          idziemy po wodzie, czy po normalnym gruncie. Na domiar złego nad tymi
          strumieniami leżało mnóstwo zwalonych drzew, które trzeba było pokonywać górą
          lub dołem. Z ciężkim i obszernym plecakiem nie zawsze to było proste.
          Dziewczyna miała łzy w oczach, choć grupa ani przewodnik specjalnie nie
          narzekali. Bała się, ze nie zaliczy kursu, a przewodnik bardzo długo trzymał ją
          w niepewności.

          Noclegi przeważnie były na szczytach. Aby znaleźć wodę do picia lub do umycia
          trzeba było schodzić sporo w dół. W ten sposób szukaliśmy wody z moją
          dzisiejszą żoną. Trzeba było na podstawie mapy znaleźć najbliższe miejsce. W
          końcu znaleźliśmy małe źródełko. 15 minut nakapał cały kubek. Okazało się, ze w
          takiej ilości wody można umyć całe ciało, włącznie z zębami. Oczywiście każdy
          mył się w swoim kubku.

          Stałym punktem programu były manewry nocne, łażenie i szukanie punktów
          charakterystycznych zaznaczonych na mapie. Liczył się czas i znalezienie
          wszystkich punktów. Koleżanka z którą byłem w parze bardzo bała się
          niedźwiedzi, wilków, rysiów, dzików i innego stworzenia z kłami i pazurami. Aby
          dodać sobie odwagi i przepłoszyć ewentualnego intruza śpiewaliśmy po nocach, aż
          w końcu gardła nam wysiadły.

          Mój dzień do prowadzenia był na samym końcu. Na początku szło bardzo dobrze.
          Dobrze wiesz jaki kierunek jest prawidłowy a tu dwa grzbiety idą w dwóch
          kierunkach, które nie pasują. Nie pójdziesz przecież w wąwóz, na przełaj.
          Musisz wybrać. Niestety wybrałem źle, na nic zdało się wpatrywanie w kamienną
          twarz przewodnika. Oznaczało to dodatkowe 10 kilometrów do przejścia dla grupy,
          gdy już znaleźliśmy się na dole. Na szczęście złapałem na stopa furę z
          sianem. Wieczorem było uroczyste zakończenie z szampanem i ciastkami z
          wytwórni „San” w Jarosławiu. Za komuny był to rarytas. Na dodatek dziewczyna,
          która miała w przyszłości zostać moją żoną w tym moim dniu obchodziła swoje 21
          urodziny. Ale wtedy nikt jeszcze tego nie wiedział i nie podejrzewał, że może
          się tak stać. Po drodze było jeszcze wiele równie wspaniałych wypraw.

          Ta wyprawa łączyła się bardzo z poznaniem kultury łemkowskiej. Byliśmy w izbie
          pamięci łemkowskiej w Zyndranowej, którą samotnie i społecznie od lat prowadził
          w swojej zagrodzie Teodor Gocz. Władzom nie podobała się ta inicjatywa, ale z
          trudem to tolerowali. Przy ogniskach śpiewaliśmy łemkowskie pieśni, np.

          Czorna ja se czorna jak ta ja czornica
          Czorna ja se czorna jak ta ja czornica
          Najmi sia ostupyt heja
          Najmi sia ostupyt heja
          Najmi sia ostupyt jak w niebi zirnica

          Czorna ja se czorna jak se ne maluju
          Czorna ja se czorna jak se ne maluju
          Ja na swoje łyczko heja
          Ja na swoje łyczko heja
          Ja na swoje łyczko farby ne kupuju.

          Do dziś nie wiem, co to jest ta czornica albo zirnica. Ismo, może Twój mąż wie?
          • isma Czornica 06.07.07, 12:27
            Zapytam.
            Ale on jest Wolyniak, z ojca Rosjanina i matki Polki, wiec, eee, kultura
            ukrainska jako i jezyk stanowia dla niego puszcze raczej dziewicza wink)).
            A czornica to nie jest borowka, po warszawsku czarna jagoda znaczy sie?
            • otryt Re: Czornica 06.07.07, 12:47
              Czarna jagoda - na pewno trafiłaś w dziesiątkęsmile A co za ptak ta zirnica?
          • mama_kasia Re: Bieszczadzki deszcz 06.07.07, 12:50
            Ale wspomnienia smile

            Mój pierwszy wyjazd w góry to był obóz kursowy w Bieszczadach
            właśnie, ale nie na przewodnika, a na OT - organizatora turystyki smile
            Nie wymagano od nas aż takich wyczynów, ale trasy do prowadzenia
            też mieliśmy i wyznaczanie azymutu; takie ogólne poprowadzenie wycieczki.
            Szliśmy od Komańczy do Ustrzyk. Nocowaliśmy w schroniskach, bacówkach.
            Jedzenie się niosło, ale namiotów już nie.

            Z namiotami i nieschodzeniem w doliny przez parę dni, z deszczem i upałem,
            z szałasami turystycznymi kojarzy mi się wyjazd na Słowację i przejście
            Tatr Niskich - niesamowity wyjazd ... smile

            A teraz... no cóż... wypoczynkowo, z dziećmi... Ale lada dzień zobaczymy
            góry. Może jeszcze raz wejdziemy na Wielką Sowę smile Szrenica, Góry Izerskie, nowe widoki i nowe (inne) wspomnienia... Już się pakujemy smile
            • otryt Re: Bieszczadzki deszcz 06.07.07, 13:57
              Nie prowokuj mnie Kasiu do opisywania wypraw w słowackie góry. Niesamowite jest
              to, że czytając Wasze wspomnienia przypominają mi się moje własne. OT robiłem
              rok wcześniej, wtedy na zaliczenie kursu prowadziliśmy trasę na rajdzie po
              Kaszubach. Myślę, że musieliśmy robić OT w tym samym klubiesmile A może nawet
              mamy wspólnych znajomych? Ostatnio rzadziej bywamy w górach. Z dziećmi bardziej
              wypoczynkowo, jak Wy. Nasz ostatni wyjazd był do Zakopanego, wojskowy ośrodek
              wypoczynkowy Gronik, telewizory w pokojach, że trudno było dzieciaki wyciągnąć
              w góry. Niedaleko było sanktuarium na Krzeptówkach, gdzie proboszczem był
              ksiądz Mirosław Drozdek. Niestety niedawno zmarły. On zaraził moją żonę, gdy
              jeszcze chodziła do szkoły, solidnym chodzeniem po Tatrach. On wyjezdżał z
              grupą młodzieży z Gdańska. Potem przeniósł się do Zakopanego i zbudował
              wspaniałą świątynię. Gdy główne drzwi tego kościoła się otworzy widać wspaniały
              widok na Giewont ze środka kościoła. I stojąc przy ołtarzu chyba także widać
              ten szczyt.smile

              Mój pierwszy wyjazd w góry był w Sudety na obóz młodzieżowy (koniec
              podstawówki) organizowany przez zakład pracy mojej Mamy. Przez prawie miesiąc
              ani razu nie byliśmy w górach. Wychowawcami byli studenci, którzy w ramach
              praktyk musieli zaliczyć pracę wychowawcy. Grupę włącznie z wychowawcami
              terroryzowała grupka kilku prawie pełnoletnich wyrostków, którzy nie wiadomo
              jakim cudem zakwalifikowali się na ten obóz. Wiadomo było, że niedawno opuścili
              poprawczak. Słyszałem tylko szum strumienia, który przecinał asfaltową szosę
              nieopodal miejsca gdzie mieszkaliśmy.
              • mama_kasia Re: Bieszczadzki deszcz 06.07.07, 16:17
                Napisałam na priv o moi klubie smile

                A na wspomnienia ze Słowacji czekam. Bardzo się dobrze czyta
                o Twoich górach smile

                Nam udało się z jednym dzieckiem powędrować po szczytach w Beskidzie
                Żywieckim. Ale mieliśmy wolnego kolegę do pomocy przy tobołach.
                Nocowaliśmy wtedy na Raczy, na Liptowskiej, na Krawców Wierchu,
                na Rycerzowej.
                Myślę, że jeszcze kiedyś tak się uda smile
                • otryt Czas urlopu 07.07.07, 10:41
                  Miło wspominać. Ale to już chyba po urlopie. Teraz mam urwanie głowy z
                  przygotowaniami do wyjazdu. A więc żegnam się z Wami do sierpnia...
                • otryt Re: Bieszczadzki deszcz 03.07.08, 22:04
                  mama_kasia napisała:

                  >A na wspomnienia ze Słowacji czekam. Bardzo się dobrze czyta
                  >o Twoich górach smile

                  Nie wiem, czy o Słowacji, ale o innych górach chciałbym jeszcze
                  napisać. Szkoda, aby przepadł ten wątek. Przecież nie tylko Ty Kasiu
                  i nie tylko ja chodzimy po górach. Pozdrawiam i życzę wszystkim
                  miłych i szczęśliwych wakacji.smile))))

                  • mama_kasia Re: Bieszczadzki deszcz 04.07.08, 08:50
                    > Nie wiem, czy o Słowacji, ale o innych górach chciałbym jeszcze
                    > napisać.

                    To pisz smile
                    W tym roku góry już były?
    • mama_kasia Re: góry :-) 16.07.07, 10:52
      Podzielę się z Wami tak na szybko wspomnieniami z gór smile
      Większa relacja będzie później na stronie, ze zdjęciami.

      Gór nie było zbyt wiele, bo padał deszcz niestety, z czego
      dzieci były zadowolone, bo poobjeżdżaliśmy okolicę. Trafiliśmy
      nawet za czeską granicę - do Jicina.

      O górach tak ogólnie... Było wyczerpująco. Średnia jęczała i pytała
      przy podejściu, czemu lubię się tak męczyć. I że jak będzie dorosła
      to w ogóle(!) nie będzie chodzić po górach. A potem na górze brykała
      i była szczęśliwa. A na dole - że to była najpiękniejsza wycieczka smile

      Góry były ...zielone, intensywnie zielone, a lasy ...fioletowe od jagód.

      Odwiedziliśmy po raz pierwszy Izerskie pasmo. Mało tam gór, ale i taki
      skrawek nas ucieszył, szczególnie, że spojrzeliśmy na Karkonosze
      z zupełnie innej strony. To było odkrywcze...

      Góry były ...straszne, kiedy zagrzmiało, a my staliśmy na Skalnym
      Stole nad Sowią przełęczą. ...W pośpiechu zaczęliśmy gnać na dół.
      Ania tak bardzo się bała sad Modliła się, trzęsła się, a ja nie
      mogłam jej powiedzieć: nic się nie stanie... Tylko, że mam nadzieję, że
      zejdziemy bezpiecznie.

      Karkonosze ukazały nam siebie z innej strony. Pamiętaliśmy je jako
      płaskie pasmo (z reguły wędrowaliśmy tam głównym szlakiem).

      Ach, i jeszcze... rewelacyjne pierogi ruskie w schronisku pod Łabskim
      Szczytem smile)) - rewelacyjne!!! Pan nas przepraszał, że ...mają wszystko
      świeże, więc trzeba niestety wink czekać.

      A po deszczowej wycieczce z burzą buty suszyliśmy 3 dni smile

      Także wiedzicie - wypoczęłam smile)))
      • mamalgosia Re: góry :-) 16.07.07, 14:57
        W Karkonoszach byłam dwa razy, ale nie widziałam ich ani razu. Zawsze padało,
        mgła jak mleko. Ale podobno piękne.

        Też kiedyś zadawałam sobie pytanie takie jak Twoja Córka: po co się męczyć?
        Chodzenie po górach wiąże się z wyrzeczeniami, z trudem, a przy jakichś
        ułomnościach to naprawdę wielkie poświęcenie. Dla czego? Dla Piękna, prawda?
        Dla zachwytu.
    • isma Re: góry :-) 03.07.08, 22:26
      Trzeba uratowac watek przed spadnieciem, bo ladny!
    • maika7 Re: góry :-) 19.08.08, 13:26
      Hm... nizinno-dolinna i leśno-bagienna z zamiłowania, mająca na koncie jedynie
      jakieś pojedyncze wypady wycieczkowe w góry w mlodości, wplątalam sie w
      piecioletnie hasanie po jakis pofaldowanych terenach. Tereny pofaldowane we
      wszystkie możliwe strony, od serpentyn mam mdłości smile))) Pojechałam wiosną -
      było zimno, popadywało, widokowo ładnie, każdy rów wypelniały wstęgi kaczeńców.
      M. popędził ogladać widoki z góry, mi wystarczyło oglądanie szczytow z dołu. W
      lipcu pojechałam po raz drugi - górki rozświetliły sie zielonością, łąki górskie
      rozkwieciły, raz nawet wylazłam (chyba przez pomyłkę) na jakieś tereny wysokie i
      przestrzeń otwierające. M. latal fotografować wschody i zachody słońca w
      "wysoka" i mókł w jakiś burzach, po których radośnie suszył wszystko. Teraz
      wrześniowo jade oglądać rudziejące szczyty. Mam jeszcze 4 lata na polubienie
      serpentyn, zadyszki i zakwasów w łydkach. Trzymajcie kciuki wink

      Na "prawdziwy urlop" pojechaliśmy jednak w krainę płaską, leśną i mokrą - ufff.
      M.
      • ruda_kasia Re: góry :-) 19.08.08, 15:07
        Miałm podobnie lata całe, jak Twoja córka, Kasiu. Gdzieś w okolicach
        liceum złapała bkcyla, ale że nie lubiłam się męczyć, to chodziłam
        tylko bez plecaków.
        Moje dziwczyny przeżyły chrzest bojowy tej wiosny wchodząc na
        leskowiec (bardzo dzielnie mimo 2 upadków zuzy, raz na widelec pod
        stołem przy obiedzie - rozcięta warga - raz już przy zejściu z trasy
        na skutek potknięcia wywołanego skrajnym zmęczeniem, dziura w głowie
        opatrywana wkładkami higienicznymi, bo całość innych możliwych
        środków wyczerpaliśmy przy pierwszym razie).
        Drugi chrzest dla nas wszystkich - z namiotami nie chodziłam dotąd
        nigdy. I dla dzieci wejście nocne na Potrójmą. Ale że późno
        wyjechaliśmy z krakowa, zamarudziliśmy przy kolacji, to poszliśmy w
        góry o 23, niby tylko półtorej godziny, ale działo się, oj działo.
        Starsza płakała, że się boi, młodsza marudziła ze zmęczenia. Kolega,
        który nam przewodził mówił o każdym podejściu, że już ostatnie. W
        końcu chcieliśmy go udusić gołymi rękami. Na ostatnim podejściu
        niesliśmy obie, Norbert Baśkę lat 8 a ja Zuze lat 3,5. No nie
        powiem, było hardcore`owo. A każde z nad po ciężkim plecaku na
        placach z prowiantem na 2 dni namiotami świworami etc, aha i wodą do
        mycia big_grin. Ale takich gwiazd nie widziałam dawno. Niemniej wiem, że
        z moich dzieci na razie turystów nie będzie. A sama chętnie
        powtórzyłabym to bez nich.
        • aka21 Re: góry :-) 19.08.08, 19:37
          To nieźle poszaleliściesmile Chyba już bym tyle nie wytaszczyła, choć jak potrzeba
          przypili to sił jakoś dziwnie przybywawink
          Ja tak ciągle myślę o tych dzieciakachsmile Jak postępować by ich do gór nie
          zniechęcić? Początkowo taszczyliśmy je na własnych grzbietach, wtedy góry
          kochaływink)! Potem fragmentami chodziły same i też były z siebie baaaardzo dumne,
          bo wyszły, bo zeszły...., ale teraz chcemy, żeby chodziły same (lub z minimalnym
          wspomaganiem) i zapowiadało się super. Zdobyta Śnieżnica, Ćwilin, tęsknota za
          Tatrami...
          i 15.08 pojechaliśmy na pielgrzymkę na Wiktorówki. Wyszły wspaniale! Była Msza
          Św, potem Rusinowa Polana i widoki z niejsmile, a potem, jak chcieliśmy już
          schodzić, bo już było dobrze po południu, usłyszeliśmy: chodźmy na Gęsią Szyję!
          obiecaliście! jak rodzice obiecują to słowa dotrzymują!...i poszliśmy. Dzieci
          były bardzo dzielne, wyszły z radością, choć schody wielokrotnie sięgały ponad
          ich kolana. Byliśmy z nich bardzo dumni, ale przy schodzeniu sił zaczęło
          brakować. Marudziły, Jaś się wściekał (trochę pomagało zagadywanie), Madzia
          popłakiwała. Zeszli, ale póki co w góry się nie rwąsad Choć dziadkom zdjęcia z
          dumą pokazywali. Mam nadzieję, że to chwilowe zniechęceniesmile, że zatęsknią... że
          jeszcze razem pochodzimysmile
      • aka21 Re: góry :-) 19.08.08, 18:08
        Maikasmile czy Ty przypadkiem nie masz tematu badawczego na moim tereniewink?
        • maika7 Re: góry :-) 19.08.08, 18:13
          A Twój teren to wschodnia czy zachodnia Polska???

          smile))
          M.
          • aka21 Re: góry :-) 19.08.08, 18:22
            Wschodnio-południowasmile Dwie RDLPsmile
            Pzdrsmile
            • maika7 Re: góry :-) 19.08.08, 18:27
              ooo, to bardzo, bardzo prawdopodobne smile))
              zaniosło mnie w Bieszczady, konkretnie w Bieszczadzki Park Narodowy

              Jakbyś kiedyś zobaczyła osobnika płci ładniejszej bez sprzętu wędkarskiego, ale
              z wędkarskimi pudełkami na przynęty - to ja smile)

              Ojojoj, to Ty cały czas w takim "powykręcanym w poziomie i pionie" terenie???

              smile
              M.
              • aka21 Re: góry :-) 19.08.08, 18:40
                Tak, taksmile), ale sporo też stacjonarnie. W PN bywamy gościnniesmile, na
                zaproszenie... jak się coś dziejesmile
                Oj, jest coś w tych górkach, pagórkachsmile ta ich różnorodność, ale i swoista
                stabilność (wyłączając nieszczęsne świerczynysad)
                Właśnie przed chwilą wróciłam z lasusmile, a jutro dalszy ciągsmile
                Na wschód trafiam rzadko (panowie mnie oszczędzająsmile), ale jak pudełko zobaczę,
                to z pewnością zaczepięsmile)
                • maika7 Re: góry :-) 19.08.08, 18:52
                  No to Ci się plączę po terenie od czasu do czasu wink)
                  Za dwa tygodnie poplączę się znowu - ufff, dobrze, ze zimą nie muszę smile))
                  Trafiłam tam z powodu kilku zakochanych w Bieszczadach osob, na doczepkę ("może
                  byś wylazła trochę wyżej niż na piętro po schodach..."wink)
                  No to łażę i patrzę. Ładnie. "Klimatycznie". Bez zasięgu - spokój wink

                  Ze świerkami macie niezły orzech do zgryzienia.

                  W planach odleglejszych mamy też plątanie się poza Parkiem, ale życia chyba na
                  to nie wystarczy wink))
                  Fajny masz zawód smile
                  M.
                  • aka21 Re: góry :-) 19.08.08, 19:19
                    Fajnysmile i cieszę się że mogę w nim pracować! nie od razu mi się udało.
                    Twój równie fajnysmile siostrzanysmile też mnie fascynowałsmile, a jeszcze z takim
                    ukierunkowaniem!
                    A życia i sil to czasem starcza na wiele, wiele więcej niż nam się początkowo
                    wydajesmile i mam nadzieje, że pudełko zaciągniesz jeszcze w wiele ciekawych miejsc!
                    • maika7 Re: góry :-) 19.08.08, 20:06
                      dzieki smile

                      aj, bo ja to bym chciała byc z tym pudełkiem wszędzie smile) mam plany na
                      kilkanaście (a pewnie i kilkadziesiąt) żyć ziemskich smile)

                      a ja kiedyś chcialam byc lesnikiem smile)) ale cieszę sie że mi się nie udało - bo
                      chyba lepiej się nadaję do tego obecnego smile

                      pozostal sentyment
                      • aka21 Re: góry :-) 19.08.08, 20:15
                        Sentyment i współpracasmile)
                        A może możesz zdradzić czym konkretniej się zajmujesz? Ciekawość mnie zjadasmile,
                        bo jak pudełko, to może runo, a może coś innegosmile (grzyby czy owady to chyba
                        byłyby pudełeczka, fioleczki - chyba, ze to wędkarskie jest zbiorczesmile)
                        Fajnie mieć perspektywy i pomysły na wiekismile Życie nabiera kolorówsmile
                        • maika7 Re: góry :-) 19.08.08, 20:26
                          oj, tak współpracuje z checia i radościa, bo fajne rzeczy można wspólnie robic.

                          Konkretniej napisałam na priv smile pochronię jeszcze resztek prywatności na forum wink

                          smile
                          M.
                          • aka21 Re: góry :-) 21.08.08, 10:37
                            Dziękujęsmile
                            Tak, tu tylko reszteczki prywatności mozna chronić, bo jakoś tak
                            dziwnie, powoli wiele wypływasmile
                            • maika7 Re: góry :-) 21.08.08, 11:12
                              smile) no właśnie smile)
    • mader1 Re: góry :-) 24.08.08, 00:30
      Nie jestem "górzysta" i o żadnych osiągnięciach w tej dziedzinie nie
      moze być mowy, choć jak już się na coś wdrapałam ( w fatalnym stylu
      zresztą) to od razu czułam szczęście takie, jakbym była prawdziwym
      zdobywcą wink)))))))
      Ale..... chciałabym pojechać w Góry Stołowe, a znowu się nie
      udaje.... crying
    • mama_kasia Re: góry :-) 27.08.08, 10:33
      Moja najpiękniejsza tegoroczna "wyprawa" w góry trwała krótko.
      Byłam u przyjaciół na południu i stamtąd pojechałam z dwiema
      koleżankami w Bieszczady. Siłą prawie wyciągnęłam syna, który
      lubi "nicnierobienie" wink))
      Najkrótsze wejście jest do chatki na Połoninie Wetlińskiej.
      Pognałyśmy sprawnie, aby na końcu pobyczyć się na trawie.

      ...Ale mnie ciągnęło dalej. ...Widziałam pasmo, idące ku
      Przełęczy Orłowicza. ...Na drzwiach wc w domu (od wenętrznej strony,
      na wprost muszli) mam jesienne zdjęcie (wycięte z kaledarza)
      połoniny w stronę chatki, i dalej caryńskiej, Tarnicy,
      robione gdzieś na drodze do Orłowicza.
      I przez cały rok myślałam - zobaczyć to na żywo smile ...Tak
      daaaawno tam nie byłam. Zawsze kończyło się na chatce, no bo
      z dziećmi... Sił nie starczało.

      Zerwałam się więc z trawki i wyciągnęłam syna dalej, na połoninę.
      Ale czasu było mało. Koleżanki musiały wracać. Umówiłam się, że
      pójdę pół godziny w jedną stronę i będę wracała.
      Gnaliśmy z synem, aby w te pół godziny dojść jak najdalej,
      aby nacieszyć się, aby poczuć smak wędrowania. ...Po drodze jest
      wzniesienie i tam ten mój "kibelkowy" widok smile)) ...Zadzwoniłam,
      że jeśli możemy, poszlibyśmy dalej (tempo mieliśmy zastraszające).
      Dziewczyny zgodziły się smile
      Właśnie tak we dwojkę, z dorastającym synem, szło się niezwykle.
      Gdy już zwolniliśmy na zejściu, rozmawialiśmy. To on zaczął smile
      Na bardzo poważne tematy - o mojej niepracy, o naszej, jego,
      rodziny przyszłości smile

      Boże, wiem, tyle było planów (góry Ukrainy dla męża, a tymczasem
      powódź; tygodniowy wyjazd w Bieszczady, a tymczasem tylko
      trzy dni, bo Ania się pochorowała; wejście na Tarnicę i zejście
      do Ustrzyk, a tymczasem grzmoty, ktore pogoniły nas na dół),
      ale bardzo Ci dziękuję za tę jedną wycieczkę z synem smile
      To wystarczy na kolejny bezgórowy rok smile
    • mader1 Z Piekiełka do Nieba :))))) 17.11.08, 12:36
      z przyjemnością czytałam Wasze wspomnienia... My nie poznalismy się
      w górach, a w Warszawie po prostu... w gorach to owszem byłam, ale
      słowo BYŁAM lepiej oddaje ten stan niż " chodziłam po"...
      Zachwycały mnie zawsze swoją niedostępnością... a jednocześnie
      trochę denerwowały dokładnie tym samym... Jako para, nie chodziliśmy
      po górach, po prostu nie mogliśmy...
      I tak się jakoś porobiło, że kiedy już trochę mogłabym sobie
      połazić, powłóczyć się, kiedy wymysliłam sobie, jaki to Górski Cud
      chciałabym zobaczyć, nikt tego nie brał na poważnie.
      Trzeba było aż niepokojów, drobnych tąpnięć, ogromnego zmęczenia...
      żeby... żeby spróbować. Spróbowac siegnąc po to, co dla Was było
      oczywiste od początku....
      Wróciliśmy właśnie z Gór Stołowych. Były tam już moje wszystkie
      dzieci, więc.... tongue_out
      Tym razem, pierwszy raz od kilku lat, wyruszyliśmy sami. Bez
      komputera, bez tysiąca zbędnych rzeczy ... za to z opaskami na
      nadwyręzone kończyny... tak... tak to jest, gdy nie przeżyje się
      czegoś za młodu... smile))))
      Nocleg znalazłam chyba w tym serwisie
      e-wczasowicz.pl/noclegi/pokaz.php?l=raj&lng=
      Napisałm w kilka miejsc... PRZYPADEK zdecydował, że najszybciej
      odpowiedziano mi z Radkowa... O północy przywitało nas małe
      miasteczko, a pięknie oświetlone stare kamienice wydawały się być
      zdziwione na nasz widok...
      Na ryneczku figura wotywna Matki Boskiej Szkaplerznej...taaa...
      przypadek. A hotel w kamienicy przyjazny , ładny,a nawet bardzo
      ładny... smile
      A na drugi dzień... Przywitało nas słońce... Niebo nam sprzyjało...
      nie padało, nie było zbyt zimno... jedynie mgła... ale taka, że
      pozbawiła nas pieknych widoków, ale pozwoliła iść... Już sama
      wyprawa na Szczeliniec Wielki była dla mnie trochę męcząca...
      No ale z Piekiełka do Nieba... to dopiero przeżycie smile)))) i piekne
      słowa mojego męża " Daj mi te kubeczki. ( plastikowe, niosłam
      wypatrujac kosza )- Dlaczego ? - Bo ja jestem BARDZIEJ
      sprawny" smile))))
      Ale potem chcieliśmy zobaczyć jeszcze Błędne Skały... Było po
      pierwszej, gdy wjechaliśmy na parking i dowiedzieliśmy się, że
      droga, na której jest wahadłowy ruch samochodów, jest już nieczynna
      z powodu zimy... To tylko godzina drogi na górę smile I poszliśmy...
      Na początku raźnym krokiem, trzymając się za ręce - bo przecież
      szybko zapada zmrok...Dobrze nam się szło... Ale potem... pod
      górę... po wilgotnych skałkach, kamieniach, liściach... Czułam, że
      coraz ciężej i cięzej... no... ale myślałam, że cel z każdą minutą
      coraz bliżej, jeszcze tylko chwilę, jeszcze tylko kawałek i... widać
      było następne podejście... Wreszcie stanęłam... Wilgoć, było mi
      gorąco, mgła i serce, które zamierzało wyskoczyć ...
      -Nie, nie... wracam.
      Mąż spojrzał na zegarek
      - Jeszcze 10 minut, to już blisko...
      -Nie, nie. Nie dam rady. I potem nie dam rady wrócić. Jest coraz
      później...
      - Spokojnie. Odpocznijmy chwilę, głęboko oddychaj... To już
      blisko... Nie zeszliśmy ze szlaku. Nie możesz poddać się teraz, gdy
      już prawie doszłaś
      - I KTO TO MÓWI ? I kto to mowi - powiedziałam rozczulona...
      Dopiero poźniej przyznał, że poczuł wtedy ulgę, pierwszą od...
      jakiegoś czasu. Podał mi rękę.
      Doszłam.
      One są piękne, te Błędne Skały. Dopiero jak schodziliśmy główną
      drogą, w coraz większej ciemności, uświadomiliśmy sobie, jak wysoko
      udało nam się zajść... Tylko przez tę mgłę...
      Może bez tego wątku, bez Waszych opowieści, nie przyszło by nam do
      głowy, ze góry to dobre miejsce dla nas smile
      • isma Re: Z Piekiełka do Nieba :))))) 17.11.08, 13:27
        Opaska elastyczna rulez.
        Ja tez juz sie bez takowej nie ruszam ;-/.
        • mader1 Re: Z Piekiełka do Nieba :))))) 17.11.08, 14:31
          > Opaska elastyczna rulez.
          > Ja tez juz sie bez takowej nie ruszam ;-/.

          No ale wiesz... że ja tych opasek nie zapomniałam, to już
          sukces wink))))) !
          • isma Re: Z Piekiełka do Nieba :))))) 17.11.08, 15:45
            To nie jest jeszcze z Toba tak zle, jak MOZESZ zapomniec ;-P.
            Mnie tam kolano skutecznie przypomina, nawet jak wchodze w pracy na trzecie
            pietro ;-(((.
            • mader1 Re: Z Piekiełka do Nieba :))))) 17.11.08, 16:07
              absolutnie o wszystkim mogę zapomnieć wink))))
              ale fakt, nie boli mnie jak wchodzę po schodach ( chyba, chyba ?),a
              jeżdżę windą.
      • mama_kasia Re: Z Piekiełka do Nieba :))))) 17.11.08, 14:11
        Wzruszyłam się smile
      • mamalgosia Re: Z Piekiełka do Nieba :))))) 18.11.08, 19:13
        W Błędnych byłam trzy razy, na Szczelincu dwa. Zawsze była
        przepiękna pogoda - mikroklimat mają?
        Fajn, fajnesmile Cieszę się, że mogłaś podreptaćsmile
        • mader1 Re: Z Piekiełka do Nieba :))))) 18.11.08, 20:50
          > W Błędnych byłam trzy razy, na Szczelincu dwa.

          Szczęściara smile
          Ale i ja już zadowolona.
          • mamalgosia Re: Z Piekiełka do Nieba :))))) 19.11.08, 09:15
            szczęściara... tak... gdy ja zdzieralam palce o granity Orlej Perci,
            Ty pielęgnowałaś Córeczkę... może nigdy nie przejdziesz Orlej, a ja
            nigdy nie ugłaszczę Córki
            szczęście bywa różne
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka