Wracam

i od razu pytam:
Moi do tej pory idealni gimnazjaliści pokazali swoje drugie oblicze.
Nauczycielka widziała grupkę, w tzw. knajpie, palących i pijących piwo, sporo
piwa. Fakt, nie wszyscy pili i palili. Również nie uważali za stosowne
pzywitać się z nauczycielem. Wyszli z założenia: pani jest po lekcjach i my
też - to czas prywatny.
Nauczycielka, młoda i niebardzo jeszcze doświadczona, nie zareagowała od razu.
Powiedziała mi przedwczoraj. Stwierdziałyśmy, że porozmawiamy z młodzieżą. Tak
sie też stało. Jako wychowawca poinformowałam rodziców, i co? Dowiedziałam
się, że to nie są juz dzieci, że do Mc Donaldsa na urodziny już nie pójdą, że
wielu uczniów chodzi do pubaów, że sa już prawie dorośli (16 lat)...Nie,
dobrze, że zadzwoniam, tak matki twierdziły. Ja też tak uważam. Też chciałabym
wiedzieć coś takiego o moim dziecku, żeby z nim rozmawiać. Jestem wściekła, że
w knajpach tego typu mogą przebywać tak młodzi ludzie, że może starszy kolega
kupić alkohol i taka fikcję prawną się toleruje. Smuci mnie, że tak chcą
obchodzić urodziny. A nauczycie czy inny dorosły koniecznie musi prawo do
prywatności sznować i lepiej,żeby do pubów nie chodził...
Moze to ja jestem nienormalna?