Dodaj do ulubionych

kiedy ślub ?

28.06.07, 16:53
Czy uważacie, że ślub powinien być późno, gdy sytuacja materialna młodych
jest już ustabilizowana, studia skończone ( dla tych zdolniejszych)i kariera
rozpoczęta. Czy to jest właśnie odpowiedzialne ?
Rozmawiałam ostatnio z rodzicami panny młodej. Ich dzieci " chodziły ze sobą"
5 lat. Dziewczyna zdała maturę, chłopak był na drugim roku studiów.
Postanowili się pobrać... Rodzice ucieszyli się, choć mieszkanie będzie
wynajęte. Chłopak trochę zarabia, swoją karierę już rozpoczął smile
Znajomi są oburzeni. Twierdzą, że tak młodej dziewczynie wybiliby ślub z
głowy - " no chyba, że ciąża".
Obserwuj wątek
    • kim5 Re: kiedy ślub ? 28.06.07, 16:57
      z własnego doświadczenia mogę powiedzieć tylko jedno - nie za wcześnie. Warto
      najpierw poznać samego siebie, wiedzieć, czego się chce, a dopiero potem
      podejmować tak poważne decyzje.
    • ese1 Re: kiedy ślub ? 28.06.07, 17:19
      mysle, ze to jest indywidualne podejscie do sprawy kazdej pary. Znam takich, co
      pobrali sie po pol roku znajomosci i takich, co po 7 latach. Oba przypadki to
      udane malzenstwa.
      Ale sytuacja materialna tez ma duze znaczenie. Wg mnie malzenstwo to taka juz
      niezalezna komorka, ktora zaczyna decydowac o sobie. Pobieranie sie na studiach,
      kiedy jeszcze sie jest na garnuszku rodzicow, jakos mnie nie przekonuje. Dobrze
      jest jednak skonczyc nauke i miec jakis konkretny zawod, najlepiej prace. A
      jezeli sie kochamy i traktujemy z szacunkiem nawzajem, to data slubu nie ma juz
      znaczenia.
      nie mowie oczywiscie o sytuacjach wyjatkowych typu ciaza.
      • malgosiader Re: kiedy ślub ? 28.06.07, 17:55
        a my po dwóch latach wielkiej miłości pobraliśmy się,
        i .... zaczeliśmy od końca wink
        tzn. pierwsze były dzieci, chociaż nie, przepraszm, pierwszy był samochód (dwa
        m-ce przed porodem), potem były studia, teraz kupujemy dom wink)
        i wcale tego nie żałuję,
        zgadzam się z twierdzeniem, że to jest każdego indywidualne podejście do tematu,
        i tyle ile będzie osób, tyle będzie opinii,
        mam koleżanki, które dzieci miały na końcu "łańcuszka" i zapewne też nie żałują,
        ale za to ja sobie teraz siedzę spokojnie przy komputerze i spijam kawkę, a one
        biegają za maluchami wink))
      • mader1 Re: kiedy ślub ? 28.06.07, 20:00
        ese1 napisała :

        Pobieranie sie na studiach
        > ,
        > kiedy jeszcze sie jest na garnuszku rodzicow, jakos mnie nie przekonuje.
        Dobrze
        > jest jednak skonczyc nauke i miec jakis konkretny zawod, najlepiej prace. A
        > jezeli sie kochamy i traktujemy z szacunkiem nawzajem, to data slubu nie ma
        juz
        > znaczenia.
        > nie mowie oczywiscie o sytuacjach wyjatkowych typu ciaza.

        No właśnie, może mnie zaraz rozmieciecie w proch smile, dlaczego jest tak, że w
        przypadku ciąży wszyscy się mobilizują i nieważne jest nawet, że młodzi i
        dziecko są na garnuszku rodziców.
        W przypadku zaś, gdy młodzi ludzie chcą po chrześcijańsku potraktować seks
        przedmałżeński, ale od wielu lat są w sobie zakochani, mogą pokryć sporą częśc
        swojego utrzymania, dziewczyna składa papiery na studia, ma dobrą maturę ( no
        niby wyniki jutro, ale już ustna część jest świetna, zaraz po zdaniu zaczęła
        pracę wakacyjną) i proszą o pomoc - nie wykraczającą a nawet mniejszą niż
        ewentualne utrzymanie córki ( to na starcie, są zdeterminowani, żeby utrzymywać
        się docelowo sami), gdyby pozostała panną, to nie pomóc ?
        19 i 22 lata. Od 5 lat ze sobą.
        Powiedzieć im, że mają czekać dopóki nie skończą studiów, bo są gówniarze ?
        • justyna.ada Re: kiedy ślub ? OT 28.06.07, 21:23
          m
          >
          > No właśnie, może mnie zaraz rozmieciecie w proch smile, dlaczego jest tak, że w
          > przypadku ciąży wszyscy się mobilizują

          No właśnie, i czy wówczas się człowiek zastanawia czy "kocha na śmierć i życie"?
          czy aby dziecko miało zaślubionych rodziców? a potem trauma bo np rozwód?
          Ja uważam że akurat zaciążenie jest jednym ze słabszych motywów dla podejmowania
          decyzji o ślubie (no chyba że i tak mieli się pobrać)

          Ale to na marginesie...
        • xim Re: kiedy ślub ? 28.06.07, 21:25
          wiesz mader doklasnie sobie o tym samym pomyslalam, dziecko w domu na studicah
          przeciez tez kosztuje, mam znajoma ktora wyszla za maz na studiach, urodzila
          blizniaki, dzieciami miały 3 latka jak skonczyla studia - odchowane, poszly do
          przedszkola, mama do pracy, teraz jest glowna ksiegowa, a ja prawie, ze dopiero
          wychodze z pieluchsmile
          u nas sytuacja byla nietypowa bardziej moze, bo to ja jestem starsza od moze o 2
          lata i po szkole pielegniarskiej poszlam zaraz do pracy, moj maz jednak
          zadecydowal, ze pobierzemy sie dopiero wtedy kiedy on jako glowa rodziny bedziew
          stanie utrzymac rodzine - obydwoje mamy starszych rodzicow i tu na pomoc akurat
          nie bylo co liczyc
          mozna z drugiej strony tak lepiej - zakladam rodzine, wiec biore
          odpowiedzialnosc za wspolmalzonka i przyszle dzieci, jednak ja znajac mojego
          meza od chwili urodzin, mialam chwilami dosc, ze czekam na slub z nim 27 latsmile
          • mader1 Re: kiedy ślub ? 28.06.07, 23:25
            jednak ja znajac mojego
            > meza od chwili urodzin, mialam chwilami dosc, ze czekam na slub z nim 27 lat

            niesamowite smile A kiedy zorientowałaś się, że to TEN ? Że chciałabyś, żeby był
            Twoim mężem ?
            • xim Re: kiedy ślub ? 29.06.07, 19:35
              sama nie wiem kiedy to sie stalosmile
              od zawsze bylo to dla mnie jasne, ze to kiedysz bedzie moj mazsmile
              ja pochodze z gorskiej miejscowosci, ktorej domek letniskowy maja rodzice mojego
              meza, od zawsze przyjezdzali tam na weekendy, wakacje , ferie itd.
              zawsze sie razem bawilismy jako dzieci, wraz z tym jak stawalismy sie starsi
              laczylo nas wiecej i wiecej, czego konsekwencja byl slubsmile
              • mader1 Re: kiedy ślub ? 29.06.07, 23:55
                historia jak z bajki smile
                aż chciałoby się, zeby moje dzieci to spotkało smile
    • maika7 Re: kiedy ślub ? 28.06.07, 17:51
      Nie ma recepty. Wtedy, kiedy para czuje, że chcą się pobrać. I nie ma gwarancji,
      ze małżeństwo będzie udane ani to wczesne i "od serca", ani to późne, przemyślne
      i bardziej "z głowy niz z serca".
      • matizka Re: kiedy ślub ? 28.06.07, 21:21
        A ja też myślę, że nie od parady jet tu kwestia seksu. Nie uwierzę, że da się kogoś b. kochac 10 lat, chodzić z nim tyle i nie współżyć. Dlatego myślę, że to nie tyle chodzi o to w jakim wieku wychodzi się za mąż/ żeni, ale na jakim etapie związku.

        M.
    • mamachlopca1 Re: kiedy ślub ? 28.06.07, 21:29
      dla mnie małżeństwo to samodzielność.takze finansowa.bo wiadomo-kto sponsoruje
      ten ma najwiecej do powiedzenia,nawet jesli sie zazeka ze sie nie bedzie
      wtracac.dla mnie to troche pomylka jesli dwoje ludzi slub bierze slub tylko po
      to by sobie beztrosko mieszkac u rodzicow i byc na ich utrzymaniu przez kolejne
      wiele lat.bo wtedy czym jest to malzenstwo?koscielnym przyzwoleniem na seks?co
      innego gdy chociaz probuja sie utrzymac,a rodzice tylko cos tam
      pomagaja.oczywiscie nie chodzi mi o to ze najpierw trzeba zostac dyrektorem
      banku,wybudowac wille z basenem i dopiero slub,ale troche poczucia
      odpowiedzialnosci za rodzine i pragnienia odrebnosci trzeba miec.
      no a ta sytuacja ze ona po maturze,on na 2 roku.to zalezy od indywidualnej
      dojrzalosci danej pary,od ich odpowiedzialnosci.to,ze ona chodzi z tym
      chlopakiem od 14 rz to nie wiem czy to ma takie znaczenie-ja jakos niezbyt
      wierze sile takiego uczucia i wlasciwie wszystkie znane mi zwiazki ktore
      wlasnie w wieku 14-15 rozpoczynaly swa milosc rozpadly sie.gdy weszli w
      prawdziwe zycie wszystko sie zmienilo i oczy sie otworzyly.
    • mama_kasia Re: kiedy ślub ? 28.06.07, 21:34
      Tylko z własnego doświadczenia mogę napisać smile
      Nie wyobrażaliśmy sobie, abyśmy mogli wziąć ślub
      przed ukończeniem studiów i podjęciem pracy. Nowe małżeństwo,
      nowa rodzina, opuszczenie ojca i matki, stanie się jednym -
      to wydawało nam się niemożliwe bez oderwania się finansowego smile
      • zuzanna56 Re: kiedy ślub ? 29.06.07, 10:00
        To zależy od konkretnej pary.

        Ja wyszłam za mąż bardzo młodo. Miałam 21 lat a mąż 23. Znaliśmy się od 4 lat.
        Mąż studiował zaocznie i pracował, ja studiwałam dziennie, pracowałam na kursie
        językowym i udzielałam korepetycji. Finansowo od początku do chwili obecnej
        radziliśmy sobie sami, nikt nam nie kupił mieszkania ani nie opłacał rachunków.
        Godziliśmy studia z pracą bo chcieliśmy być już razem. Łatwo nie było.
        Na dzieci zdecydowaliśmy się dość późno, pierwsze urodziło się 5,5 roku po
        ślubie a drugie po 4 kolejnych latach.

        W naszym przypadku to było dobre rozwiązanie.
    • ruda_kasia Re: kiedy ślub ? 29.06.07, 10:29
      Obojętne, natomiast z moich doświadczeń czasem żałuję, ze nie miałam dzieci na
      studiach właśnie, żeby w czasie gdy łączyłam pracę z dalszą kilkuletnią nauką
      zawodu mieć dzieci odchowane.
      No ale wtedy miałabym je z innym facetem smile Męża poznałam po studiach.
      I po miesiącu znajomości chyba już nie mieliśmy wątpliwości, że chcemy być
      razem. No moze jakoś dzieci nidgy nie chcieliśmy mieć. I pewnie dlatego mamy
      dwójkę smile))
    • rycerzowa Re: kiedy ślub ? 29.06.07, 22:18
      Na razie piszecie o sobie, o swoich ślubach.
      Prawdziwe poglądy poznaje się po tym, gdy odnoszą się do własnego dziecka.

      No przyznajcie się, która chciałaby, by jej córka wyszła za mąż od razu po
      maturze (praktycznie za rówieśnika)?
      Albo by jej syn ożenił się po pierwszym roku studiów?

      Kiedyś to było normą. Nasze babcie pamiętają czasy , gdy "żeniły się" nastolatki.
      Kiedyś wcześniej osiągało się tzw. dojrzałość społeczną, czyli możliwość
      zarobienia na siebie i rodzinę, usamodzielnienia się.
      Teraz młodzi czasem aż do 30-tki studiują, zdobywają kwalifikacje (studia
      podyplomowe, aplikacja, doktoraty).

      Teoretycznie mogą to robić będąc po ślubie, korzystając z pomocy rodziców,
      państwa, dorabiając.
      Praktycznie jest to bardzo trudne i ryzykowne.

      Młodzi małżonkowie to wyjątki wśród "wolnych ludzi".
      Tamci mogą poświęcić się całkowicie studiom, pracy, inwestują w siebie,
      wyjeżdżają za granicę, bawią się, bywają w klubach, imprezują, angażują się w
      działalność społeczną, polityczną, charytatywną.
      A małżeństwo to stabilizacja, to budowanie.

      Ustabilizowani czują się dobrze wśród ustabilizowanych, nie wśród wolnych
      ptaków. Poza tym narażeni są na ryzyko, bo środowisko wolnych ptaków to wciąż
      targowisko próżności. Najwięcej rozwodów jest wśród małżeństw zawartych
      najwcześniej - przez ludzi w wieku 18-24 lata. I nie ma znaczenia, czy
      "z konieczności", czy nie.

      Nie chciałabym, by moje dziecko "wydawało się" tak wcześnie.
      Szkoda by mi go było ,że może straci jakieś szanse,i że nie użyje młodości.
      A przede wszystkim bałabym się, że ten związek może okazać się nietrwały.
      Bo w naszym Kościele największe grzechy mogą być odpuszczone i można zacząć od
      nowa, ale niepowodzenie małżeńskie - nie.

      PS. Chyba,że młode by się uparło...
      • isma Re: kiedy ślub ? 30.06.07, 01:02
        Hm, co do wlasnej corki to ja nie mam nic do chcenia.

        Moja tesciowa najpierw chciala, zeby jej syn ozenil sie z Polka. Rozpaczala,
        jak wstapil do zakonu. Potem chciala, zeby zostal ksiedzem - i rozpaczala, jak
        sie ozenil z Polka wink)).
        Aktualnie moja tesciowa uwaza, ze jej syn jest najszczesliwszym czlowiekiem na
        swiecie wink)).

        Rycerzowo, nie dziw sie, ze piszemy o sobie. Bo to jest sprawdzalne.
        A nasze dzeci - kto wie, co je uszczesliwi...?
        • rycerzowa Re: kiedy ślub ? 30.06.07, 12:13
          No tak, ale Mader chyba pyta o obecne poglądy na dany temat - czyli raczej w
          odniesieniu do naszych dzieci.

          Niby mówimy,że nie mamy "nic do chcenia" na temat drogi życiowej naszych dzieci,
          ale tak naprawdę to przez całe dzieciństwo i wiek dorastania przekazujemy im
          pewną postawę, werbalnie i niewerbalnie, a najczęściej drogą nie wprost.

          Jak się "wybija z głowy" zamążpójście maturzystce? Poprzez stanowczy zakaz?
          Perswazję? Nie potrafię sobie tego wyobrazić.
          Ale do takiej sytuacji nie dojdzie, gdy dziewczyna jest wychowywana na osobę
          ambitną, samodzielną, z potrzebą zawodowych, naukowych osiągnięć. I wcale nie
          trzeba konkretnie mówić dziewczynie, co ona ma w życiu robić; wystarczy
          atmosfera domu, że się kogoś za coś podziwia, że się kogoś za coś szanuje.

          A najważniejsze są przykłady z życia.
          W naszym bloku zdarzyło się z konieczności małżeństwo szesnastolatki z
          chłopakiem po pierwszym roku studiów .
          Bardzo trudno było (i jest) tym młodym, mimo pomocy rodziców.
          Na całe towarzystwo kolegów i koleżanek padł blady strach. wink
          Nam, innym rodzicom, oszczędzona została konieczność umoralniania, marudzenia,
          ględzenia i pilnowania.
          I cała reszta towarzystwa z bloku (kilkanaście osób) pożeniła się przykładnie
          dopiero po dyplomie.
          • mader1 Re: kiedy ślub ? 30.06.07, 16:35
            rycerzowa napisała:

            > No tak, ale Mader chyba pyta o obecne poglądy na dany temat - czyli raczej w
            > odniesieniu do naszych dzieci.
            >
            > Niby mówimy,że nie mamy "nic do chcenia" na temat drogi życiowej naszych
            dzieci
            > ,
            > ale tak naprawdę to przez całe dzieciństwo i wiek dorastania przekazujemy im
            > pewną postawę, werbalnie i niewerbalnie, a najczęściej drogą nie wprost.

            No ja nie wiem, dziewczyny ( bo panowie się nie wypowiadali) jak Wy, ale ja
            teraz, gdy już najstarsza nastolatką, ale do ślubu jakiś czas to mam wizję jej
            przyszłości ( i na jej wzór - przyszłości reszty dzieci) taką :
            że ona piknie maturę zda, dostanie się na wymarzony kierunek studiów, chłopcy,
            koledzy, narzeczeni nie będą jej w nauce przeszkadzać, potem może wyjść za mąż
            za kogoś kochanego i wielce przyzwoitego wink)), swoje możliwości rozwinie,
            dzieci też będą w stosownym czasie.....
            Nie wiem, czy ja tę wizję jej sprzedaję, bo przecież wprost o tym nie
            rozmawiamy ( bo niby o czym ? wink i nie wiem, jak skutecznie. Chciałabym dla
            niej jak najlepiej po prostu. Nie widzę całości jej ewentualnego małżeństwa,
            drogi życiowej ( bo to teraz niemożliwe), widzę ją z jej uzdolnieniami,
            marzeniami, talentami i chciałabym, zeby mogła je realizować. Żeby była
            samodzielna, niezależna...

            > Jak się "wybija z głowy" zamążpójście maturzystce? Poprzez stanowczy zakaz?
            > Perswazję? Nie potrafię sobie tego wyobrazić.

            A potem przychodzi maturzystka... Czy ja wiem ? A może spojrzała na swoich
            rodziców, którzy pobrali się w czasie studiów, są spełnieni, szczęśliwi ? Może
            to był przekaz niewerbalny ?
            Za moich czasów rodzice byli bardziej " tolerancyjni" dla takich par. Mieszkały
            w wynajętych pokojach, przy rodzicach, kończyli studia... bogacili się, gdy
            inni zaczynali życie... Większość moich znajomych pobrała sie na studiach...
            Przychodzi taka 19 latka i co ? Właściwie, co by się nie powiedziało, może być
            użyte przeciw rodzicowi smile Nie wolno nie może powiedzieć, może porozmawiać na
            temat utrzymania, mieszkania, pokazać słabe punkty takiej decyzji - być może
            będzie mu to kiedyś wypomniane, ale " spełnił swoją powinność". A jezeli młodzi
            to sobie przemyśleli ?
            Jak się ma 19 i 22 lata nie potrzebuje się zgody rodziców, nie potrzebuje się
            hucznego wesela dla rodziny , któej się nie widuje na co dzień...
            Nawet rozmawiać trzeba " delikatnie", żeby ewntualny zięć ( teraz czy w
            przyszłości) nie pomyślał sobie, ze to jakaś przeciwko niemu krucjata...
            A " wybić z głowy " - też mi nic na myśl nie przychodzi.
            Mogą powiedzieć, ze nie bedą pomagać.
            Chcielibyśmy żeby nasze dzieci wchodząc w zwiazek małżeński miały jak
            najwięcej "instrumentów" w razie czego... Jako rodzice chcielibyśmy, żeby i
            małżonek i rodzina " nie przeszkadzali " smile)))
            A tu się rodzi " nowa rzeczywistość"... której nasze dziecko chce. Która może
            zmienić jego życie - na lepsze bądź... gorsze.
    • rycerzowa Re: kiedy ślub ? 02.07.07, 10:56
      Coś a propos:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=65166888
      Jeszcze pokolenie wstecz byłaby to normalna kolej rzeczy.
      Teraz współczujemy młodym. A przecież są całkiem dorośli!
      Pokomplikowało się...
      • maika7 Re: kiedy ślub ? 02.07.07, 11:29
        zacytuję wypowiedź z zalinkowanego przez Ciebie wątku:

        Re: Nic nowego.....
        monia145 01.07.07, 22:25 + odpowiedz

        Chyba większość z nas miała inne plany i wizje swojego życia...osobiście nie
        potrafię przypomnieć sobie ani jednej osoby, która może powiedzieć, że jej
        życie wygląda tak, jak sobie wymarzyła....że dziecko przyszło we właściwym
        momencie, że praca jest satysfakcjonująca i taka, którą zawsze chciała
        wykonywać, że facet jest tym, kim chciała, aby był- takie zadowolenie
        wieloczynnikowe jest rzadkie, częściej jestesmy zadowoleni z jakiegos jednego
        fragmentu naszego życia...

        Co prawda nie do końca zgadzam sie z tą wypowiedzią, ale .. cos w tym jest wink

        smile
        M.
        • rycerzowa Re: kiedy ślub ? 02.07.07, 12:29
          Wiesz, tu nie chodzi o egzystencjalne pytania o ogólne zadowolenie z życia, ale
          że ta dziewczyna ma problem z czymś, z czym jej matka, babka problemu raczej nie
          miała.
          Czas powyżej dwudziestki to był czas rodzenia, wychowywania dzieci, pracy,
          dorabiania się, budowania domu, dobrobytu rodziny.
          A teraz ci dwudziestoparoletni ludzie mają żal, że ich coś "omija", jakaś uroda
          życia niedotknięta, coś niezaliczone, nieprzeżyte.
          To co, poczucie nastoletniej beztroski, flirtów, zabawy,a także nauki,
          oczekiwania na dorosłe życie, przeniesione jest teraz na następną dekadę?

          Swoim córeczkom śpiewałam taką kołysankę:
          "Pocóżeś mnie matuleńko za mąż wydała
          Gdym ja jeszcze 18 latek nie miała...?"

          To jak, przyszłym wnusiom mam śpiewać "28 latek?"
          Nie ma rytmu!
          • maika7 Re: kiedy ślub ? 02.07.07, 12:45
            Zauważ, ze dwa posty niżej (w tamtym wątku) wypowiada się pani, która urodziła w
            wieku 27 lat - tez pisze o kryzysie, jaki dopadł ją w pierwszym roku matkowania.
            Myslę, ze każdy ma swoje dobre i gorsze dni i mysli "dlaczego teraz, dlaczego
            siedzę i mieszam kaszkę podczas, gdy X-ińska jedzie na wakacje na Malediwy bo
            doceniają ją w pracy".
            Moja mama wyszła za mąż w wieku 31 lat. Wczesniej "jej się nie chciało". No po
            prostu - kazdy z nas ma swój czas. I trudno powiedziec "za wczesnie" "za późno".
            Nigdy nie wiadomo kiedy jest "w sam raz" dla nas.

            A przy wyborach konkretnych zawsze cos nas omija - a to zabawa, a to kariera, a
            to.. macierzyństwo. Ważne chyba, zeby dokonywac tych róznych wyborów świadomie
            (na tyle na ile się da) wink

            smile
            M.

            P.S. no i nie matulenka wydaje za mąż wink))) same się wydajemy, co Ty tym swoim
            coreczkom spiewasz??? wink))
            32 sie chyba sylabowo zgadza z 18 wink
            • rycerzowa Re: kiedy ślub ? 02.07.07, 12:57
              maika7 napisała:

              > 32 się chyba sylabowo zgadza z 18 wink

              Czwarta dekada to już przesada!

              wink
      • mader1 Re: kiedy ślub ? 02.07.07, 16:12
        Dobrze Rycerzowo, że zapodałaś tego linka smile
        Myślę sobie, że prawdopodobnie dziewczyna ma następnego doła i stąd taki
        pesymistyczny post. Jest po sesji, uczyła się i opiekowała dzieckiem. 9
        miesięczne maluchy są bardzo zajmujące.Pewnie to jej pierwsza sesja letnia po
        urodzeniu dziecka - porównuje ją ze zwyczajami, które miała rok wcześniej. Może
        to był cały dzień snu po udanym egzaminie, może wspólna impreza, może kino,
        może natychmiastowy wyajazd do mamy, która dopieszczała po wysiłku ? Jeżeli nie
        zastąpiła poprzednich zwyczajów nowymi świętującymi " zwycięstwo " , kontrast
        może być duży.Potrzebuje trochę oddechu, trochę odpoczynku i będzie dobrze.

        Ale może jej post dotyczy czego innego. Po pierwsze jest w sytuacji, której
        sobie świadomie nie wybrała. Pisze, że nie tak sobie to planowali. Jest różnica
        między decyzją, nawet najgłupszą, którą się podejmuje, a taką która jest niby
        konsekwencją.
        Nie wiem, czy nie jest rozczarowana nie tylko małżeństwem, ale i swoim mężem...
        Bała się wyrażać swoje potrzeby ? - nawet gdy chodzili ze sobą, nie było tak,
        jak by chciała... Uczył się, a ona była obok, przytulała się... To może być
        najpiękniejszy moment bliskości, ale ona tego nie wspomina dobrze... Może ona
        chciałay innego chłopca, narzeczonego... Dlaczego nie przeżyli swojego
        chodzenia szczęśliwie - według niej ? Ona wolałay awić się, gdzieś wychodzić,
        on się uczył, wyjeżdżał na studia, pracował...
        A teraz, jest dziecko, ale 9 miesięczne, zdrowe... On już tylko pracuje...
        Ona nie pracuje - organizacyjnie możnay to tak załątwić, ze gdzieś wyjść,
        przegadać pół nocy przy świecach, zafundować soie wielogodzinny spacer z
        wózkiem do znajomych... Pamiętam, że my z mężem wychodziliśmy, gadaliśmy,
        spacerowaliśmy, umawialiśmy się z ludźmi... Za każdym razem mieliśmy nosidełko,
        z którym mój mąż wyglądał uroczo smile))) Mieliśmy pretekst, by jeździć do dawno
        nieodwiedzanych parków...
        Inni narali chęci i na małżeństwo i na dzieci ;P

        Ale doła to też czasem mam, dlatego mi " dzieciaka" żal.

        Ale masz rację, Rycerzowo. Teraz wzyscy chcą mieć jak najdłużej naście lat smile
        Zapatrzą się na filmy - 40-latka tam po raz kolejny spotyka swoją jedyną
        miłość, robi zakupy za tysiące złotych i razem z córką z pierwszego małżeństwa
        ma chłopaka wink)))
    • alex05012000 Re: kiedy ślub ? 02.07.07, 15:31
      to sprawa indywidualna, zależy od tylu czynników... choć ja skłaniałam i
      skłaniam sie do koncepcji: po studiach, jak sie ma pracę ewentualnie studia z
      pracą połączone, jakaś niezależnośćod rodziców, jakiś star, ugruntowane poglądy
      na życie, tak w granicach 25-30 lat, absolutnie nie 19! dla mnie 19 latka czy
      19 latek (jeszcze mniej) jest tylko dorosły z nazwy...
      jedno mnie zastanawia, dziewczyna skończyła szkołe, czyli ma 19 lat
      maximum, "chodziła" z tym chłopakiem 5 lat, czyli co ? zaczęła z nim być w
      wieku 14 lat? chyba nieco wcześnie jak na "chodzenie" cokolwiek by to miało
      znaczyć...poza tym jest bardzo młoda, nie zna zapewne innych chłopców,
      mężczyzn, bo skoro od 5 lat jest z tym jednym, czy w tak młodym wieku można
      powiedzieć że to ten jedyny, na całe zycie??? nie mam przekonania do tak
      wczesnych związków...
      córce mojej, gdyby w wieku 19 lat wpadła na pomysł ślubu wybijałabym z głowy
      wszelkimi dostęnymi metodami...ja ślub brałam w wieku lat 29 ... bardzo dobry
      wiek na śluby
      • lucasa Re: kiedy ślub ? 02.07.07, 16:23
        Alex, dlaczego powinno sie znac innych chlopcow zanim zdecyduje sie na meza? A
        co, jezeli okaze sie ,ze ten piewszy byl najlepszy pod kazdym wzgledem? Jak do
        niego wrocic???

        A w sprawie watku. Dlaczego 19 lat ma byc za malo aby sie decydowac? Moze byc.
        Ale tak samo mozna zle zadecydowac gdy sie ma 29.
        Ja nie lubie takich rozwazan, moze tez dlatego, ze "ogladalam" dwa malzenstwa
        od drugiej strony.
        Moj brat pobral sie z zona gdy byli na studiach (ale nie na koncowce) i tez
        rodzice panny mlodej byli pewni obaw - bo mlodzi oprocz pokoju w akademiku,
        komputera i pozyczki studenckiej nic nie mieli. No i za pewne zaraz bedzie
        ciaza, wiec nici i ze studiow i kariery czy "kariery". I co? Nic - teraz
        spodziewaja sie drugiego dziecka. Losy tak sie potoczyly, ze i dosyc duzo w
        krotkim czasie zarobili, odlozyli, "wyrobili" doswiadczenie. Brat ma fajna,
        dobrze platna prace, bratowa moze byc z maluszkiem w domu, a jak bedzie chciala
        wrocic do pracy, to nie bedzie zaczynac od nowa.

        Druga sytuacja, z bliskiej rodziny. Dziewczyna 18letnia w ciazy z chlopakiem ok
        30letnim. Panika rodzicow panny mlodej, bo w rodzinie chlopaka brat byl w
        wiezieniu, ojciec alkoholik. I co? Malzenstwem juz sa ponad 10 lat, milosc i
        szacunek, dwojka fajnych dzieci, dobre zawody, pieniedzy tez im nie brakuje.

        Nie ma gotowej recepty na szczescie, prawda?

        Ja mialam 25 lat i nie czekalam (ok, czekalam kilka miesiecy), i jakbym miala
        19 to tez bym nie czekala gdybym byla pewna.
        pozdrawiam,
        A
        • mader1 czy jeden jedyny ? 02.07.07, 16:51
          > Alex, dlaczego powinno sie znac innych chlopcow zanim zdecyduje sie na meza?
          A
          > co, jezeli okaze sie ,ze ten piewszy byl najlepszy pod kazdym wzgledem? Jak
          do
          > niego wrocic???

          No właśnie, jak to jest ?
          Ja znałam przed moim mężem chłopców. Myślę, że nie straciłabym nic, gdybym z
          nimi nie " chodziła".
          Mój mąż poznał mnie " jedną jedyną" i... jak dobrze trafił, co ? wink)))
          • isma Re: czy jeden jedyny ? 02.07.07, 21:07
            Nooooooo, ja na tym forum szczegolowo nie moge, bo, tego... kamien mlynski
            lepiej do szyi... wink)).

            Natomiast glosno sobie mysle, ze rzecz nie w tym, czy mialo sie jednego
            partnera, czy tuzin (abstrahuje na moment od kwestii grzechu), tylko w tym,
            zeby umiec spojrzec na swoje malzenstwo w prawdzie. Nie ogladac sie za
            utopiami. Czy to beda utopie "jednego jedynego", czy utopie "przed slubem
            trzeba sie wyszumiec". Dana jest nam ktoras z tych rzeczywistosci.

            Dana i zadana.

            I w niej sie trzeba odnajdowac.
            • isma Re: czy jeden jedyny ? 02.07.07, 21:13
              Aha - wazne! Nie chce roztrzasac, ile zawdzieczam mezczyznom, z
              ktorymi "chodzilam". Roznie to mozna oceniac.
              Natomiast z cala pewnoscia wiele z tego, kim jestem, darowali mi mezczyzni, z
              ktorymi sie po prostu - AZ - przyjaznilam. I to uwazam za bardzo wazne - zeby
              miec doswiadczenie w relacjach z osobami plci odmiennej, niekoniecznie z
              wymiarem uczuciowym w tle.
              • mader1 Re: czy jeden jedyny ? 02.07.07, 22:52
                "partnerzy" to to nie byli, chyba że niektórzy do rozmów. Takie tam...
                sympatie. ( wtedy wielkie miłości wink))
                Może... jeden z nich pożytek. Sporo dowiedziałam się ... o swoich reakcjach, o
                sobie. Poprzez te zauroczenia poznałam nie tyle lepiej facetów, co siebie smile))
                A poprzez moje przyjaźnie z mężczyznami, poważne rozmowy, dowiedziałam się
                wprawdzie co nieco o mężczyznach, ale...
                Okazało się to nie do zastosowania, o mój mąż jest inny... zapewne nie powiem
                nic odkrywczego, ale jest wyjątkowy smile
      • mader1 Re: kiedy ślub ? 02.07.07, 16:45
        Alex smile))
        ..ja ślub brałam w wieku lat 29 ... bardzo dobry
        > wiek na śluby

        Wyglądaliście ślicznie, rzeczywiscie... wink
        Ale... ja miałam 22 lata - bardzo dory wiek na śluby smile)))
        Choć aż mi wstyd przy Was wszystkich... wink rozsądnych.
        • maika7 Re: kiedy ślub ? 02.07.07, 17:05
          22 lata to wspaniały wiek na ślub smile)
          Nie tylko Ty, Mader, miałas 22 lata. Ja i mój M. też smile) Koledzy ze studiów,
          oboje po 3 roku, bez perspektyw na pracę i mieszkanie. Po roku mieliśmy pracę i
          służbowe mieszkanie. Po dwóch latach skończyliśmy razem studia i w tym samym
          roku przyszedł na świat nasz syn. Zdał własnie maturę. Gdyby mi wtedy wybijano
          M. z głowy - straciłabym miłośc życia.

          Siostra M. wyszła za mąż po maturze - za kolegę z klasy - dobijają do 30
          rocznicy ślubu. Oddani sobie do pozazdroszczenia smile
          Moja przyjaciólka tez wyszła za mąż po maturze (ku rozpaczy i przy buncie
          rodziców). Ciepłe, pełne miłości małżeństwo (starsze stażem od mojego).

          Nie ma recepty na "dobry wiek i dobry czas".

          smile
          M.

          • mader1 Re: kiedy ślub ? 02.07.07, 23:03
            pocieszyłaś mnie smile
            U podstaw naszego małżeństwa leżała oczywiście wielka miłość, ale też dwie
            porządkowe sprawy. Pierwsza to to, że już bardzo chcieliśmy być ze sobą na
            stałe, a nie chcieliśmy już być w swoich rodzinnych domach.Widzieliśmy w soie
            bratnie dusze, choć o innych losach... Druga, bardzo przyziemna, to to, że nie
            mieliśmy widoków na mieszkanie, a moja przyjaciółka akurat wyjeżdżała na tzw.
            zachód na dwa lata i zostawiała takowe do opieki. Dwa lata sami - to brzmiało
            rozsądnie. Razem z pracą męża w soboty- niedziele w klubie studenckim i moim
            dużym stypendium.
            Wszyscy starali mi się go wybić z głowy. A ja uważałam, że to jedyna osoba, za
            którą mogę wyjść za mąż...

            i w tym samym
            > roku przyszedł na świat nasz syn. Zdał własnie maturę.

            Jak mu poszła ? Zadowolony ?
            • maika7 Re: kiedy ślub ? 03.07.07, 08:05
              smile) troche jakbym czytała siebie wink))nawet z tym mieszkaniem - wujek wyjezdżał
              na tzw. zachód na rok smile))
              Swoją drogą to własnego mieszkania nadal nie mamy, bo mieszkamy w tym słuzbowym,
              którego nie można wykupić smile))

              > Jak mu poszła ?

              To zalezy czy patrzec na stopnie, czy na stopnie w zalezności od stosunku syna
              do matury i szkoly wink Jesli na same stopnie to tak sobie. Jesli brac pod uwage
              fakt, że instytucji pt "szkoła" Mały nie znosił od przedszkola, to rewelacyjnie wink)

              > Zadowolony ?

              Nie - bo z maturą "głupio iść do policealnej" - a takie były plany jakby nie
              zdał wink))
              Tak - bo może jednak postudiuje, a warto zobaczyc jak to na studiach jest... smile
              Na razie składa papiery ...

              Córka dostała się (wczoraj) do liceum w miasteczku - hm.. nowe etapy życia przed
              "dziećmi"

              i przed nami - rodzicami wink))

              M.
    • katriel Re: kiedy ślub ? 02.07.07, 18:10
      18 lat, 25, 35... Nie ma chyba reguły, nie ma jedynie słusznego wieku na
      zamążpójście.

      Ja wyszłam za mąż mając lat 25. Chodziliśmy ze sobą przez 9 lat, ale czekaliśmy,
      aż skończymy studia. Nawet nie tyle dla samodzielności materialnej (przed
      magisterium oboje dostawaliśmy stypendia ministra, potem oboje stypendia
      doktoranckie, finansowo żadna różnica), ile dla psychicznego komfortu. Mąż jakoś
      potrzebował tego świstka, żeby poczuć się dorosłym facetem zdolnym do wzięcia
      odpowiedzialności za rodzinę.

      Czy moglibyśmy pobrać się wcześniej? Myślę, że tak, o ile od początku byśmy się
      na to nastawiali. Jest jakaś dynamika rozwoju związku, budowania jedności. To
      można - do pewnego stopnia - robić szybciej lub wolniej, do pewnego stopnia
      można niektóre etapy zamienić miejscami, zrealizować przed albo po ślubie, ale
      są pewne granice. Skoro od początku (jeszcze w szkole średniej) nastawiliśmy
      się, że do ślubu jeszcze wiele lat, to - po części podświadomie - hamowaliśmy tę
      dynamikę, funkcjonowaliśmy przede wszystkim jako kumple, zajmowaliśmy się razem
      matematyką a nie sobą nawzajem. Kiedy wspominam, jak wyglądała nasza relacja na
      drugim czy trzecim roku studiów, to wcale nie mam poczucia, że byliśmy jako para
      dojrzali do małżeństwa. Ale myślę, że mogliśmy być, gdybyśmy nad tym
      popracowali. I jeśli czasem żałuję, żeśmy tego nie zrobili, to tylko z jednego
      powodu: na drugim roku studiów bywałam jeszcze płodna.

      Matizka: "nie tyle chodzi o to w jakim wieku wychodzi się za mąż/ żeni, ale na
      jakim etapie związku". To było powiedziane a propos seksu, ale można myśleć o
      całokształcie związku, o tym, co ja nazwałam dynamiką rozwoju. W pewnym momencie
      dochodzi się do takiego etapu, że pozostawanie na stopie narzeczeńskiej - bez
      wspólnego zamieszkania, bez deklaracji stałości, bez bliskości seksualnej -
      uniemożliwia dalszy rozwój relacji międzyludzkiej. Po prostu w ten sposób dalej
      się nie da dojść, trzeba sobie stworzyć warunki. Czyli po prostu się pobrać.

      Alex: "ugruntowane poglądy na życie". Alex pisze, że dziewiętnastolatek jest
      dorosły tylko z nazwy, i myślę, że w wielu wypadkach ma rację, ale zdecydowanie
      nie we wszystkich. Zdarzają się (widziałam) ludzie, którzy w wieku lat 19 są
      wystarczająco (w mojej ocenie) dojrzali, żeby wziąć ślub. Niekoniecznie
      zarabiający na siebie (więc jeśli potraktujemy niezależność finansową jako
      warunek sine qua non dopuszczalności ślubu, to się nie kwalifikują), ale właśnie
      mający ugruntowane poglądy na życie. Bo w sumie to chyba nie o to chodzi, żeby
      sobie koniecznie radzić bez pomocy rodziców (nie popadajmy w paranoję, w końcu
      to normalne, że ludzie sobie nawzajem pomagają w rodzinie), ale o to, żeby być
      człowiekiem odpowiedzialnym, na którym można polegać.

      Z doświadczeń znajomych, które zawierały wczesne małżeństwa: jedne są bardziej
      szczęśliwe, inne mniej, średnio tak samo jak te, które czekały; ale studiów to
      te dziewczyny nie pokończyły. (Jedna wyszła za mąż na trzecim roku, dociągnęła
      do absolutorium, po odchowaniu dzieci wróciła wymęczyć pracę magisterską.) Tylko
      że kto powiedział, że trzeba skończyć studia?
      • franula Re: kiedy ślub ? 03.07.07, 09:28
        chyba nie ma uniwersalnej reguły.

        U nas silna była potrzeba najpierw samodzielności może o tyle, że do pomocy
        nikt się specjalnie nie palił. Nie mielibyśmy się z czego utrzymać ani gdzie
        mieszkać. Wtedy to było dla nas oczywiste że trzeba poczekać. Teraz jak to
        analizuję to gdyby wyszedł ze strony rodziny sygnał że nam pomogą to bysmy się
        może pobrali wcześniej. Ale dla nich też było oczywiste że się czeka na własną
        samodzielność.

        Oboje przy rodzicach, studiujący na miejscu w Warszawie, do tego mąż dwa lata
        młodszy na wymagających studiach nie nadających się do zarobkowania na boku.
        Bylismy ze soba od jego matury (ja na drugim roku). Pobraliśmy się jak skończył
        (ja byłam 2 lata po studiach i od tych dwóch lata pracowałam ale nie tyle by
        nas oboje utrzymać). Dwa dni po slubie poszedł do pierwszej pracy. A Rodzice
        nam w końca BARDZO pomogli. Ale dopiero wtedy gdy na bieżące utrzymanie
        zarabialismy sami.
      • alex05012000 Re: kiedy ślub ? 03.07.07, 10:43
        najpierw odpowiem lucasie: Alex, dlaczego powinno sie znac innych chlopcow
        zanim zdecyduje sie na meza? A co, jezeli okaze sie ,ze ten piewszy byl
        najlepszy pod kazdym wzgledem? Jak do niego wrocic???
        no, tak myślę, ze powinno się poznać różnych mężczyzn, w różnych sytuacjach...
        i w końcu zdecydować sie na związek trwały, małżeński z jednym ... do tego
        pierwszego można wrócić zwyczajnie (o ile nie jest "zajęty")... nie bardzo
        rozumiem co masz na myśli, ale od razu zastrzegam, zę moje poglądy w tej
        materii sa bardzo liberalne (nie mam nic przeciwko wolnym związkom, ślubom
        tylko cywilnym, pożyciu i mieszkaniu razem przed ślubem, itd...; może właśnie z
        tego względu, choć nie tylko, uważam, ze trzeba być nieco starszym niż owe 18-
        19 lat...)

        oczywiście, ze nie ma jedynie słusznego wieku na ślub ... akurat wśród moich
        znajomych i rodziny to nie mam przykładów wczesnego zamążpójścia..., w moim
        środowisku raczej tak jest przyjęte, zę najpierw wykształcenie, studia, jakieś
        wyjazdy zagraniczne, zbieranie doświadczeń, a potem małżenstwo, dzieci... Kilka
        znajomych wyszło za mąż na studiach, ale raczej na 4-5 roku, albo zaraz po
        skończeniu.. Mnie sie też to wydaje jakoś naturalna koleją rzeczy... niby
        można studiowac, prowadzić dom i wychowywać dzieci na raz, ale jakoś tak według
        mnie nie da sie dobrze robić 10 rzeczy na raz...
        poniewaz każdy jakoś tak naturalnie patrzy przez pryzmat siebie to też i z tego
        względu dla mnie ślub w wieku 19 lat to jakieś jedno wielkie
        nieporozumienie ... po pierwsze mając 19 lat na słowo małżeństwo reagowałam
        alergicznie (zły przykład w rodzinie), poza tym nie miałam kandydata nie tylko
        na męża ale nawet na "chłopaka", poświęcałam czas nauce, kształceniu sie,
        podróżom ... jaki ślub!? z kim?!, po co?! to w ogóle była czysta abstrakcja,
        nawet kiedy poznałam męża, a miałam 28 lat wtedy, to byłam wyłącznie za wolnym
        związkiem, co prawda otoczenie nas niejako "zmusiło" do legalizacji, ale
        zyliśmy sobie spokojnie w zwiazku cywilnym 6 lat, a gdyby moja mama nie wpadła
        na "genialny" pomysł połączenia chrztu Olki ze slubem kościelnym to byśmy tak
        do tej pory sobie żyli spokojnie i szczęśliwie po cywilnemu...
        ale rzecz jasna to tylko moje zdanie, moje doświadczenia, wątkowa 19latka miała
        chłopaka od 14 roku życia, ja w wieku 14 lat w ogóle nie znałam takiego słowa,
        a zresztą nie miałam nigdy żadnego, różne sa życia i różne wybory, jak napisała
        Katriel Jest jakaś dynamika rozwoju związku, budowania jedności. To
        > można - do pewnego stopnia - robić szybciej lub wolniej, do pewnego stopnia
        > można niektóre etapy zamienić miejscami, zrealizować przed albo po ślubie ...
    • rycerzowa Maika, Mader 03.07.07, 11:27
      Hej, dziewczyny, wybaczcie, ale z właściwym sobie poczuciem taktu przypomnę, że
      wy jesteście już pokoleniem przeszłym, sprzed wojny ( w Zatoce).
      Tu dyskutuje się o d z i s i e j s z e j młodzieży.

      No, wyobraźcie sobie,że syn Maiki (19 lat, dorosły mężczyzna) i córka Mader ( za
      rok pełnoletnia), spotkali się, pokochali, przychodzą do was i proszą o
      błogosławieństwo. Rok na przygotowanie ślubu to w sam raz (wiem, bo ostatnio
      zaliczyłam).

      Problemem byłby nie tylko brak dojrzałości społecznej, czyli brak jakiejkolwiek
      możliwości utrzymania rodziny, ale także - psychicznej.
      Nasi obecni młodzi, tacy mądrzy, wykształceni, oczytani, oblatani, znający świat
      i języki - mało wiedzą o życiu, gdyż nie trenują tych umiejętności.
      Nie zarabiają, nie uczą się prowadzenia domu, nie płacą rachunków, nie opiekują
      się dziećmi. Same są "jako te dzieci".

      Ponieważ życie w ogóle się wydłużyło, wydłużyła się młodość, wydłużył się też
      czas psychicznej niedojrzałości, dzieciństwa.
      Ale jednocześnie dzieci wcześniej dojrzewają fizycznie.
      No i jest problem, ten coraz większy rozdźwięk, między dojrzałością fizyczną a
      społeczną.
      Zasada wstrzemięźliwości przedmałżeńskiej sprawdzała się dobrze w czasach, gdy
      żeniły się 14-15-latki; akceptowalna - gdy żeniły się 18-20 latki.
      A co w odniesieniu do dwudziestoparolatków?
      Oj, można się pogubić.

      PS. A moje, Bogu dzięki, już szczęśliwie pożenione. smile



      • isma Re: Maika, Mader 03.07.07, 12:43
        Eeee... Jaki rok, na jakie przygotowanie, czego...? Slubu?
        W tym kontekscie, no, to rozumiem powage sytuacji, decyzja o malzenstwie ma
        wymiar omalze dynastyczny wink)). To i kandydata trzeba bardzo starannie
        wybierac...

        A powaznie: moim skromnym zdaniem nie jest tak, ze pewne decyzje ("zle" czy "za
        wczesnie podjete") maja moc zdeterminowania calego naszego zycia (nie mowie tu
        o skarajnosciach typu zwiazanie sie z nalogowym hazardzista, powiedzmy). Wybor
        jest rzecza wazna, ale znacznie wazniejsza jest umiejetnosc dochowywania
        wiernosci tej decyzji. I do tego, owszem, mozna dzieci wychowywac. Wlasnym
        przykladem np. Nasze dzieci przede wszystkim WIDZA, jak sie sprawdzamy w tym
        malzenstwie, z ktorego sie urodzily. Zas w sprawie tego, jak wybieralismy,
        musza nam wierzyc na slowo wink)).

        Dziesiejsza niedojrzalosc psychiczna mlodziezy - hm, rodzice kazdej epoki chyba
        maja tendencje do postrzegania swoich dzieci jako niedojrzalych, "malo
        wiedzacych o zyciu". Bo przyznanie, ze dzieci sa dojrzale, stawia pod znakiem
        zapytania to, czy jeszcze jestesmy im potrzebni wink)).
      • mader1 Re: Maika, Mader 03.07.07, 12:49
        rycerzowa napisała:

        > Hej, dziewczyny, wybaczcie, ale z właściwym sobie poczuciem taktu przypomnę,
        że
        > wy jesteście już pokoleniem przeszłym, sprzed wojny ( w Zatoce).

        smile))) Rycerzowo smile)) Ty mi o tym przypominać nie musisz, to z każdego mojego
        postu widać smile)))

        > No, wyobraźcie sobie,że syn Maiki (19 lat, dorosły mężczyzna) i córka Mader (
        z
        > a
        > rok pełnoletnia), spotkali się, pokochali, przychodzą do was i proszą o
        > błogosławieństwo. Rok na przygotowanie ślubu to w sam raz (wiem, bo ostatnio
        > zaliczyłam).

        To by afera była na kilka forów smile)) ileż oni gosci by mieli smile))) Już z tego
        powodu warto byłoby im pozwolić smile)) rodzynkom.
        A na poważnie. Na poważnie to napisałam wyżej, że najlepiej to byłoby z mojego
        punktu widzenia jak najrozsądniej.
        Liczę na to, że ta niedojrzałość psychiczna moich dzieci będzie polegała na
        tym, że do łba im nie przyjdzie tak wczesny pomysł o ślubie.
        A gdyby im przyszedł - może należałoby dociec : dlaczego ?
        Staram się nie obciążać swojego dziecka, choć najstarsze, z powodu moich
        decyzji. Czyli nie zrzucać na nią opieki nad rodzeńśtwem.
        Ale to się samo przez się czasem dzieje. Ona wie, co to są dzieci. Wie, co to
        jest małżeństwo.
        Czasem zarobi trochę pieniedzy - nie na życie, spełnia swoją pasję i tak się
        zdarza, że może czasem dostać za to trochę pieniędzy. Na życie nie straczyłoby
        to jej, ale już wie, ze to niełatwe.
        Mamy często wielu gości tu, na wsi. Czasem gdy ja błądzę po okolicach, ona
        przygotowuje z kimś obiad, sprząta łazienkę.
        Jej życie jest pogodne i dziecięce, ale wie, że isnieje odpowiedzialność.
        Mam nadzieję, że zaowocuje to tym, że wyjdzie za mąż , gdy będzie gotowa smile

        Nie chciałabym z kolei, żeby się bała. Żeby była takim wiecznym dzieckiem,
        które nie potrafi zapanować nad swoimi odruchami, egoizmem...
        Żeby kiedyś , kiedy już dojrzeje potrafiła się zobowiązać i potrafiła dotrzymać
        słowa.

        A kiedy Twoje dzieci się pobrały ?
        • rycerzowa Re: Maika, Mader 03.07.07, 13:18
          mader1 napisała:

          >A kiedy Twoje dzieci się pobrały ?

          Po osiągnięciu dojrzałości kredytowej, znaczy się - uzyskaniu zdolności
          kredytowej , to jest, chciałam powiedzieć - osiągnięciu dojrzałości społecznej.
          wink
          • mader1 Re: Maika, Mader 03.07.07, 13:30
            uzyskaniu zdolności
            > kredytowej , to jest, chciałam powiedzieć - osiągnięciu dojrzałości społecznej

            bardzo dojrzale smile No widzisz, za moich czasów nie było takiego kryterium i
            pewnie dlatego głupia byłam i nie wiedziałam, kiedy na to czas smile))
      • maika7 Re: Maika, Mader 03.07.07, 18:38
        smile) jak to u przedwojennych pań bywa - chetnie wracamy pamięcią do lat
        przeszłych smile))

        A dzieci? Na razie mój 19-latek wchodzi w dorosłe życie łagodnie. Zdolności
        kredytowej nie ma, ale ma własne konto i własne zarabiane dorywczo pieniądze
        (sędzia samochodowo-motocyklowy) na nim gromadzi (jak zgromadzi nieco, wydaje na
        swoje potzreby, np. kupione za uciułane kieszonkowe auto, którym zamierza za
        tydzien startowac w rajdzie i przy którym dłubie co i rusz umazany od stóp do
        głów wink)))
        Obiadu nie ugotuje, ale zostawiony bez wiktu i opierunku przezywa kilkanaście
        dni (dłużej nie testowaliśmy, ale wydaje sie, ze dłużej tez przezyje). W
        prowadzenie domu angazuję go od dziecinstwa (bo jestem egzemplarzem dość
        leniwym). Młodszą siostrą opiekował się, bo często nie było innej alternatywy -
        przeżyła wink
        Da sobie radę. Jasne, że wolałabym, zeby byl bardziej dojrzały niz teraz, gdy
        będzie chcial załozyć rodzinę, ale mam do niego zaufanie i wierze, ze sobie
        poradzi i otoczy opieką swoją wybrankę.

        Przygotowanie do ślubu kiedyś trwało krocej - wydłużyło się? Mysmy zdecydowali
        sie w lipcu, a pobrali w październiku. Roku to nawet nie "chodziliśmy" ze
        sobą... wink)

        M.
        • katriel Re: Maika, Mader 03.07.07, 23:03
          > Przygotowanie do ślubu kiedyś trwało krocej - wydłużyło się? Mysmy zdecydowali
          > sie w lipcu, a pobrali w październiku. Roku to nawet nie "chodziliśmy" ze
          > sobą... wink)

          Kiedy wychodziłam za mąż, w mojej parafii kurs przedmałżeński odbywał się trzy
          razy do roku: przed Bożym Narodzeniem, przed Wielkanocą i przed wakacjami. W
          okolicznych parafiach bodaj jeszcze rzadziej. Żeby wziać ślub w październiku,
          trzeba było już na początku maja być przynajmniej na tyle zdecydowanym, żeby
          zacząć chodzić na kurs; kto dopiero w lipcu zaczynał planować ślub, ten brał go
          najwcześniej w grudniu - wcześniej nie dało się kursu skończyć. Teraz jest już
          łatwiej, są kursy weekendowe, wyjazdowe.
          Ot, takie dziwaczne problemy katolików...
          • maika7 Re: Maika, Mader 04.07.07, 07:24
            > Teraz jest już
            > łatwiej, są kursy weekendowe, wyjazdowe.
            > Ot, takie dziwaczne problemy katolików...

            Wtedy zależało to od wielkości parafii. Duża parafia w dużym mieście
            organizowała kursy "na bieżąco". 3 miesiące wystarczyły. W USC wystarczał miesiąc.
            Ot, problemy wtedy jeszcze nie_do_konca_ateistki, której rodzina postawiła
            wystarczające ultimatum emocjonalne, żeby podreptała na stosowne kursy i nie tylko.

            smile
            M.
            • rycerzowa "Wykształciuchy się żenią..." 04.07.07, 10:58
              W dzisiejszej "Polityce" jest raport na zadany temat.

              Zawiało optymizmem: fala ślubów nadchodzi. Zatem można spodziewać się w
              następstwie "powracającej fali" narodzin. Brawo.

              Zjawisko wygląda właśnie tak - masowo żenią się wykształciuchy, 26-32 lata,
              samodzielne już, dorobione.

              No i jest trochę rewelacji na temat współczesnych wesel. Szaleństwo za
              kilkadziesiąt tysięcy. Na szczęście zazwyczaj młodzi sami płacą...

              Tak, tak, Maika, drzewiej inaczej bywało, można było się w niecały kwartał ze
              ślubem wyrobić. (Słabo, ale pamiętam).
              A teraz trzeba rocznego wyprzedzenia, by zamówić odpowiednią salę, zespół,
              kamerzystę....
              • pawlinka Re: "Wykształciuchy się żenią..." 04.07.07, 11:03
                a data 07.07.07 tylko raz w kalendarzusmile Podobno tej soboty śluby będą nawet
                póżnym wieczorem...
                • mama_kasia Re: "Wykształciuchy się żenią..." 04.07.07, 11:29
                  O rany smile
              • justyna.ada Re: "Wykształciuchy się żenią..." 04.07.07, 11:19
                > A teraz trzeba rocznego wyprzedzenia, by zamówić odpowiednią salę, zespół,
                > kamerzystę....

                Żeby rocznego.
                Kumpel z pracy (właśnie z tego przedziału wiekowego...) mi mówi: żenię się we
                wrześniu. Znaczy po wakacjach? Nie, za rok!
                Termin ustalony już, bo sali na wesele w sensownej cenie i zespołu grającego
                odpowiedniej jakości za rozsądną cenę na wcześniejszy termin nie ma w stolicy.

                A myśmy się zdecydowali zimą, a ślub był w czerwcu, więc termin, i kursy
                odpowiednie, i sala itp były załatwiane z paromiesięcznym wyprzedzeniem i
                starczyło. (ale nie mieliśmy zespołu, a i gości też nie setki.)
              • maika7 Re: "Wykształciuchy się żenią..." 04.07.07, 12:00
                > A teraz trzeba rocznego wyprzedzenia, by zamówić odpowiednią salę, zespół,
                > kamerzystę....

                Sala? zespól?

                No widzisz, ja nieimprezowa - miałam przyjęcie w domu i tyle. I tak dla mnie
                było za dużo szumu wokło tego mojego i M. "razem".

                A u nas na wsi to i sale mniej obsadzone - "w razie co" kłopotu z salą nie
                będzie, z "innymi takimi" tez chyba nie wink) Kilka ślubów na rok.. O ile dzieci
                w ogóle będa miały śluby koscielne, bo na razie się na to nie zanosi.

                M.
              • isma Re: "Wykształciuchy się żenią..." 04.07.07, 12:07
                A, to o sali, kamerzyscie i zespole, to piszesz o weselu, a nie o slubie. Co
                moim skromnym zdaniem sie nijak ma do zadanego tematu. Nie slyszalam, zeby
                wystawnosc wesela miala zwiazek z powodzeniem malzenstwa, ale moze ma?

                Trzymajac sie zatem tematu: zadne "drzewiej bywalo". Mysmy sie wprawdzie pozno
                poznali, i kawalek czasu zastanawiali, ale jak zesmy sie zdecydowali, to
                przygotowania trwaly rowno dwa miesiace, od 25 października do 25 grudnia, w
                dośc trudnych okolicznosciach przyrody, bo z niemowleciem u boku i bez niczyjej
                pomocy. W tym jeden z tych miesiecy byl spowodowany koniecznoscia "nieurazenia"
                rodziny przyslaniem zaproszenia z mniejszym niz miesieczne wyprzedzeniem.
                Bez sali, zespolu i kamerzysty, chwala Bogu wink)).
                • rycerzowa Re: "Wykształciuchy się żenią..." 04.07.07, 12:26
                  isma napisała:

                  > A, to o sali, kamerzyscie i zespole, to piszesz o weselu, a nie o slubie. Co
                  > moim skromnym zdaniem sie nijak ma do zadanego tematu.

                  A mnie się wydawało,że ślub i wesele to są dobra ,że tak powiem komplementarne.wink
                  Zresztą w tym raporcie więcej jest na "zadany" temat, i o wczesnych ślubach, i o
                  konkubinatach.

                  > Trzymajac sie zatem tematu: zadne "drzewiej bywalo".

                  Pozwolisz, że znów przywołam swoje słynne poczucie taktu i powtórzę - drzewiej.
                  Jak mi nie wierzysz, rzuć okiem na kalendarz i DO (może być paszport).wink

                  Już od dość dawna minimum oczekiwania na ślub kościelny to 3 miesiące.
                  • isma Re: "Wykształciuchy się żenią..." 04.07.07, 13:16
                    Czesciowo.
                    O ile kazdy kwadrat jest prostokatem, to nie kazdy prostokat jest kwadratem.
                    O ile faktycznie wesele bez slubu to zjawisko dosc egzotyczne, to nie widze
                    powodu, dla ktorego dopiero slub z weselem mialyby byc "komplementarnymi
                    dobrami". Zapewniam Cie, ze do malżenstwa wcale nie jest
                    wymagana "komplementarnosc" z weselem wink)).

                    Nie ma zadnych trzymiesiecznych prawnokanonicznych terminow, w
                    ktorych "minimalnie" nalezaloby zglosic proboszczowi zamiar zawarcia
                    malzenstwa. Instrukcja Episkopatu z 1989 r. owszem, mówi, ze
                    narzeczeni "powinni" zgłosić się do kancelarii trzy miesiace przed planowana
                    data slubu - a chodzi m.in. o to, zeby uniknac sytuacji, w ktorej okaze sie, ze
                    maja "do uzupelnienia" sakramenty, katecheze czy dokumenty wymagane przez prawo
                    panstwowe, co wydluzy czas przygotowan.
                    Wymagany czas ogłoszenia zapowiedzi to osiem dni, w tym dwie niedziele.
                    Zaleznie od diecezji rozne są wymogi dotyczące katechezy przedmalzenskiej, ale
                    generalnie nie sadze, zeby w ktorejkolwiek wymagano wiecej niz ogolem 10
                    spotkan.

                    A zatem, bez patrzenia w paszport, moge stwierdzic, ze jak kto bardzo sie
                    spieszy do sakramentu malzenstwa (nawet nie bedac przymuszonym dziecieciem w
                    drodze wink)) to wszystko sie da. I drzewiej, i teraz. Grunt, to odrozniac w
                    tych przygotowaniach sprawy istotne od nieistotnych wink)).
    • pawlinka Re: kiedy ślub ? 03.07.07, 13:21
      Właśnie wybraliśmy dziecku szkołę podstawową, gimnazjum już wybierać będziemy
      wspólnie, szkołę średnią - raczej już bedę tylko ciałem doradczym (mam taką
      nadzieję), studia wybierze sobie samo. Teraz mogę decydować, uważać, że ślub i
      inne sprawy p o w i n n y być... czyli rozmawiając o wieku małżonków, teraz
      tylko teoretyzuję. Wierzę, że mój syn i moja córka dobrze wybiorą czas i moment.
      Znam rodzinę, gdzie syn- kończący studia i jego wybranka (na studiach),
      przymuszeni do ślubu okoliczością, od rodziców usłyszeli płacz, lament,
      narzekania na niedojrzałość swoich potomków, wyrazy braku zaufania ("bo
      niesamodzielni jeszcze", bo "wg nas to nie powinno tak być"). Bardzo sie potem,
      przez lata!, szarpali, żeby udowadniać rodzicom, że nie są już dziećmi.

      To ostatni nasz, rodziców, bastionsmile To dlatego te "wybijania z głowy",
      narzekania, lęki... Potem dzieci odchodzą i game oversmile
    • otryt Re: kiedy ślub ? 05.07.07, 09:31
      Myślę, że musi być jakaś niezależność finansowa od rodziców. Kto sponsoruje
      ten niestety chce mieć wpływ, a ten wpływ niejedno młode małżeństwo już
      zniszczył. Rodzice mogą wspomagać w pierwszym okresie, jednak główny ciężar
      utrzymania nowej rodziny powinien spoczywać na nich samych. Ożeniłem się dwa
      lata po studiach, pracowałem, żona była na ostatnim roku. Po trzech latach
      pierwsze dziecko, po siedmiu drugie, po dziesięciu trzecie. Miałem jednak sporo
      kolegów i koleżanek, którzy pobrali się jeszcze na studiach, wybrali szybsze
      tempo. Studiując pracowali w spółdzielni studenckiej, robili jakieś prace
      zlecone, wyjeżdżali na Zachód podczas wakacji. Te małżeństwa w większości
      przetrwały, choć było bardzo trudno. Jednak już wtedy widoczna była u nich
      odpowiedzialność, pracowitość i determinacja. Mieli więcej obowiązków niż tylko
      nauka, bo z racji założenia rodziny staje się to oczywistością. Gdy widać, że
      ktoś chce życie przejść lekko, łatwo i przyjemnie, jest to poważne
      przeciwwskazanie do zawarcia małżeństwa. Ta postawa przeważnie się nie zmienia
      i po skończeniu szkoły.

      Nie projektuję życia swoim dzieciom, chcę im tylko wpoić podstawowe zasady,
      fundament. Mam nadzieję, że w świetle tych wartości będą dobierać sobie
      przyszłych kandydatów na współmałżonków. Tymczasem obserwuję grono ich
      przyjaciół. Bardzo mi się podoba ta młodzież. Chcę, aby miały dużo kolegów,
      koleżanek i przyjaciół, aby miały liczne kontakty społeczne, poznawały różnych
      ludzi w różnych sytuacjach, aby nie były samotne, bo taki samotnik często rzuca
      się na pierwszą lepszą osobę, jaka się akurat nawinie. Nawet nie wie, czego
      można oczekiwać, na co zwracać uwagę. Chcę, aby widziały, co ciekawego można w
      życiu robić, do czego warto dążyć, co warto poznawać. Staramy się im te różne
      aspekty pokazywać. Nie chciałbym, aby po ślubie dopiero to wszystko zauważyły.
      Część ludzi, którzy bardzo wcześnie weszli w związki małżeńskie odczuwa pewien
      żal, że coś ich w życiu ominęło.

      Nie jestem pewien, jak to jest z tą dojrzałością ludzi, którzy dziś dostają
      dowody osobiste? Myślę, że są dojrzali inaczej niż wcześniejsze pokolenia. Ja
      np czułem się bardziej odpowiedzialny za innych, moja córka zna lepiej świat i
      ludzi niż ja w tym samym wieku. Dzisiejsi młodzi myślą raczej w kategoriach
      zdobycia wykształcenia, planowania kariery. W tym przejawia się ich dojrzałość.
      Albo niedojrzałość.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka