19.07.07, 14:44
Wlasciwie to jest watek z prosba wink)).
Otoz, eeeee, najkrocej mowiac, dojrzelismy chyba ze slubnym (tzn. ja
dojrzalam, bo on byl dojrzaly od zawsze wink)) do wyprowadzki z Krakowa.

No i pojawila sie konkretna propozycja.
Wies zabita dechami.
Skok na gleboka.

A moze cos w tym jest...?

(zeby mnie moderatorstwo nie scigalo, ze nie na temat forum - dziwnym
zrzadzeniem losu proboszczem w tej wioszczynie jest dawny wikary z mojej
parafii, oslica Balaama, ten, co to Wam kiedys pisalam, ze snul dlugie
dywagacje o wlasnej "parafijce" i co to mi nieswiadomie wybil z glowy slub z
zupelnie nieodpowiednia osoba wink)).
Obserwuj wątek
    • mader1 Re: Decyzja 19.07.07, 15:16
      Połowę życia od jakiegoś czasu spędzamy na wsi zabitej dechami smile
      Drugą połowę w Warszawie.
      Plusy :
      Ismo, ja widzę bardzo dużo plusów. Na wsi żyje się spokojniej, swobodniej. Jest
      to niesamowite miejsce dla rozwoju dziecka w wieku Miniatury. Głupie
      przelewanie wody, które w miejskim mieszkaniu jest problemem na wsi staje się
      zabawnym eksperymentem. Tych sytuacji jest mnóstwo.
      Minusy więc wymienię :
      zależy w jakiej odległości ta wieś od rzeczy w mieście, które są Wam potrzebne.

      Czy dojazd do pracy trwa dużo dłużej, niż w mieście - bo czasem w mieście także
      do pracy dojeżdża się długo ? - to jest minus
      Zajęcia dodatkowe, szkoła i w Waszym przypadku dojazdy związane ze zdrowiem
      Miniatury - czy to jest do przeskoczenia ?
      Czy Miniatura nie ma uczulenia na pyłki.
      Ja mam , ale w okresie pylenia nie czuję się na wsi gorzej (!), bo okazuje się,
      że spaliny, zanieczyszczenia powietrza są poważnym nośnikiem tego, co mnie
      uczula.
      My nie możemy na razie przeprowadzić się na wieś na stałe ze względu na szkołę
      i zainteresowania dodatkowe dzieciaków - tzn. panienek.
      Musicie się liczyć z dużą ilością gości smile))- to miłe jest, jeżeli się
      przeskoczy swoją nieśmiałość, ludzie w plenerze czują się swobodniej.
      Musicie się liczyć z planowaniem wypadów kulturalnych - to akurat zaliczyłabym
      po stronie plusów, bo przynajmniej się na nie regularnie chodzi.
      • isma Re: Decyzja 19.07.07, 15:28
        To jest daleko. Do centrum Krakowa jakies 35 km. Busy niby jezdza, ale
        porownania z moim aktualnym dwudziestominutowym dojazdem do pracy w sposob
        oczywisty nie ma. Podstawowka jest. Kawalerke musielibysmy sprzedac, nie
        wchodzi w rachube mieszkanie tu i tam.

        Ale to nawet nie do konca rzecz w "za" i "przeciw". Rzecz w tym, ze czlowiek
        sie oducza podejmowania radykalnych decyzji. Ze najchetniej by jakos tak z dnia
        na dzien funkcjonowal, no, chyba ze okoliczmosci na nim cos wymusza.

        My niby ze slubnym jestesmy szkoleni w na wskros jezuickiej sztuce podejmowania
        wyborow wink)). A jednak sie okazuje, ze kiedy wybor jest prawie
        zupelnie "wolny", ze rownie dobrze moglibysmy go w ogole nie podejmowac - to
        idzie tym ciezej...

        Jak tam ma kto na zbyciu jakas dziesiatke rozanca, to ja poprosze.
        • sion2 Re: Decyzja 19.07.07, 15:48
          Mieszkalam prawie 15 lat w samej Warszawie, reszte zycia spedzialam pod
          Warszawa. Nie umialabym juz mieszkac w bloku, zdecydowanie.

          Jedynym minusem sa dojazdy, jesli ktos nie ma samochodu to ciezko, zwlaszcza w
          zime, zwlaszcza wracac zmeczonym z pracy gdzie droga do domu moze sie wydluzyc
          jak u mnie do 2 godzin bo trzeba 2 srodkami lokomocji jechac.

          Jesli u was te busiki kursuja w miare czesto i sa docelowe, ze nie musisz potem
          w samym Krakowie jechac jeszcze 20 -30 min do pracy, ja bym chyba sie
          zdecydowala, jesli warunki macie tam lepsze.

          Mysle ze w zyciu tak jest ze jedna decyzja pociaga za soba powstanie nowych
          okolicznosci, nie wiesz czy za 2-3 lata nie bedzie pracy dla ciebie
          blizej "wsi", a moze dla męża bedzie?

          Dla Miniatruy widze same korzysci o ile nie ma uczulen na pylki, poza tym same
          plusy. I te wiejskie podstawowki sa naprawde przewaznie o tyle bezpieczniejsze
          dla dzieci... oczywiscie moze nie ma tam najnowoczesniejszej sali komputerowej
          ale narkotykow tez nie ma.
        • mader1 Re: Decyzja 19.07.07, 16:37
          35 km od miasta to nie jest długo wink Gdybyśmy tyle mieli od Warszawy,
          przeprowadzilibyśmy się już dziś smile))
          Modlitwę masz.
          Decydujcie.
          I wybierzcie wolność wink
    • a_weasley Zazdroszczę, chciałbym mieć taki problem. 19.07.07, 15:55
      Niestety moje rodzinne miasto jest za duże, żeby po przejechaniu 35 km znaleźć
      się na porządnie zabitej wsi, gdzie trawa zielona, a nieruchomości relatywnie
      tanie...
    • glupiakazia Re: Decyzja 19.07.07, 15:55
      Is, my taką decyzję też kiedyś podjęliśmy i wrócić do miasta za nic byśmy nie
      wrócili. Choć mamy bliżej do centrum o 10 km niż Wy byście mieli, dwa samochody
      są niezbędne, więc to też trzeba brać pod uwagę. Rację ma Mader wyliczając
      wszystkie minusy, ale jednak dla mnie najważniejszy byłby ten argument, że
      zwiększy Wam się przestrzeń życiowa. Uważam, że na zbyt małym metrarzu
      najbardziej kochające się grono zadepcze się na śmierć.

      10 masz jak w banku i po łaciniesmile
    • maika7 Re: Decyzja 19.07.07, 16:29
      21 lat temu podjęliśmy decyzję o wyprowadzce z dużego miasta. Bodźcem
      decydującym (oprocz mojej potrzeby spokoju i ciszy) była praca dla nas obojga.
      Nie chcę wracać do miasta i nigdy nie chciałam. Do najbliższego powiatowego
      miasta mamy 15 km. Do wojewódzkiego 50. Najstarsze dziecko od października wraca
      do naszego rodzinnego miasta bo rozpoczyna w nim studia.
      Na wsi bardziej czuje sie wszystko wink

      Jak się Wam nie spodoba tam życie, to zawsze możecie wrocić smile To nie koiec
      świata. A minusy sa wszędzie - tylko różne wink

      M.
    • ese1 Re: Decyzja 19.07.07, 16:33
      hm.. wyjechalam z Krakowa prawie 2 lata temu, po 15 latach tam spedzonych. Teraz
      mieszkam na wsi i to w obcym krajusad
      Chyba na poczatku tesknota za Krakowem (nawet nie za rodzina) doskwierala mi
      najbardziej. Pozniej juz jakos sie to uspokoilo. I choc jest wiele zalet
      mieszkania na wsi, to to, czego mi teraz najbardziej brakuje, a czego chyba w
      Krakowie dobrze nie dostrzegalam, to taka latwosc dostepu do kultury. Kiedy
      mozna wyjsc na zakupy, obejrzec na ulicy roznie ubranych ludzi, mniej lub
      bardziej ekscentrycznie, kiedy w kazdej chwili mozna wyskoczyc do kina, teatru,
      pubu. I w koncu najwazniejsze - kiedy mialam poczucie bezpieczenstwa zwiazane z
      tym, ze mialam swojego ginekologa, pediatre, dentyste, zaufanych lekarzy do
      ktorych od lat chodzilam.
      Coz, moj problem polega na tym, ze nie mam mozliwosci ot tak teraz wyskoczenia
      do Krakowa na moment chociaz, zeby przez chwile do tego wszystkiego wrocic. Nie
      zdawalam sobie sprawy z tego, jaki mieszczuch ze mniesmile
      Jednak to wszystko zalezy od was...
    • kann2 Re: Decyzja 19.07.07, 16:38
      Ja tam bym się 7 razy po 7 zastanowił. Jeśli pracę zostawiacie w Krakowie,
      codzienne dojazdy z H.(?) rzecz niewesoła, niezależnie, czy busem, czy własnym
      pojazdem. Mieszczuch jestem, choć z wioski rodem, na wieś bym nie wrócił.
      • isma Re: Decyzja 19.07.07, 17:24
        kann2 napisał:

        Jeśli pracę zostawiacie w Krakowie,

        Ano.

        > z H.(?)

        Co lub kogo masz na mysli wink))?

        Mieszczuch jestem,

        No wiec wlasnie. Sama mnie zdumiewa, jak bardzo jestem przywiazana do myslenia
        o sobie jako o drobnomieszczance wink)). A to dodatkowo skok utrudnia.
        • kann2 Re: Decyzja 19.07.07, 17:28
          isma napisała:

          >
          > Co lub kogo masz na mysli wink))?

          Oczywiście miejscowość rozpoczynającą się na literę "H".
    • mamalgosia Re: Decyzja 19.07.07, 17:33
      Ismo, to ja się nie wypowiem. Tylko obiecuję modlitwę.
    • mama_kasia Re: Decyzja 19.07.07, 21:23
      Toż to nasze dylematy smile
      Ziemia, o której myślimy pod ewentualnie stawiany to
      właśnie wioska zabita dechami, tylko że u nas dojazdy do
      miasta łatwiejsze, o ile ma się samochód, bo w "naszej" wsi
      PKS tylko raz dziennie smile
      Decyzja u nas o zakupie ziemi podjęta, ale coś nam ziemia
      ucieka (małe przeszkody po drodze). Jednak, co ma być, to będzie wink
    • kasia_ol1 Re: Decyzja 19.07.07, 22:12
      Ismo, my od pięciu lat mieszkamy 35 km od Krakowa i od przeprowadzki narzekałam
      widząc same minusy. po tak długim czasie aklimatyzacji zaprzyjaźnilismy się z
      jednym z małzeństw. w tym roku powiększamy się, więc nadszedł czas na podjecie
      decyzji o powiększeniu równiez lokum. zdecydowaliśmy się na dom, ale bliżej
      Krakowa. niestety nie wyszło, a działka w obecnym miejscu zamieszkania niemal
      spadła nam z nieba wink ktoś zdecydował za nas. teraz juz wiemy, ze mimo wszystko
      zostajemy. a prawdziwy problem to moj brak mobilności, ale mam dużą motywację i
      kurs praktycznie skończony, więc moze zdąże przed porodem smile
      Is, nie wiem gdzie mozecie się przeprowadzić i jak długi mielibyscie dojazd. od
      nas autem jedzie się do centrum Krakowa ok. 45 min. podobnie jak z niektórych
      osiedli krakowskich. busy i pks w ciągu godziny dojeżdżają do dworca.
      pozdrawiam serdecznie i życzę dobrej decyzji.

      K.
    • samboraga Re: Decyzja 19.07.07, 22:38
      gdy mój mąż, wybitnie miejski osobnik, przeniósł się do mnie 'na wieś' (choć ta
      moja wieś to jeszcze miastowink))) to był zrozpaczony...
      ulica zamieniająca się wiosną i jesienią w wielkie bagno, dwa autobusy na krzyż,
      wyjść wieczorem nie ma gdzie, kawiarnia to marzenie...spalin też małowink))...
      teraz nie wyobraża sobie życia w mieście, w tłoku, w hałasie, nie wiem czy
      chodzi o to, że 'tylko nawykł'? chyba też okazało się, że taki tryb życia jaki
      wymusza miasto wydawał się naturalny do życia i najlepszy, bo nie było alternatywy
      teraz po kilku latach spokojniejszego trybu życia jest nam dobrze z takim
      podziałem dnia na dwie sfery, pracy w mieście i zadekowania się w zieleni po
      południusmile))
      ale z ciepłym sentymentem wspominamy dawne rozmowy o tym "dlaczego naszą ulicą
      nie przejeżdża pług śnieżny"wink) (bo jak można żyć poza cywilizacją!!!wink)))


    • kulinka3 Re: Decyzja 19.07.07, 22:48
      Mam jutro akurat wolne miejsce w intencyjkach, więc całą mszę masz o światło w/w
      sprawie.Ja uwielbiam miasto,więc takiej decyzji pewnie bym nie podjęła,ale jeśli
      w grę wchodzi szansa na większy metraż, to sprawę trza gruntownie
      przemyśleć.Dziecię Wam rośnie to też nie jest bez znaczeniawink)).
    • isma Re: Decyzja 20.07.07, 12:55
      Noooo... Z natury rzeczy to przeciez wynika, nieprawdaz?

      A teraz, carissime, nie kus, bo spoleczenstwo znowu bedzie mialo asumpt do
      podejrzen, ze sie klerowi daje cala reke zamiast naleznego palca.
      Salwatorianom znaczy sie.
    • mader1 To trzebaby polubić... 20.07.07, 13:46
      Wieczory z rodziną przy dużym stole.
      Przeciskanie się przez zatłoczone miasto, żeby potem naraz odetchnąć pełnią
      zapachów zimy bądź lata.
      Ujadanie psów w okolicy.
      Wieczorne kolacje na tarasie połączone ze słuchaniem świerszczy lub okresowo
      żab.
      Chlapanie się w baseniku w letnie, gorące dni
      Zbieranie gałęzi i leczenie nadłamanych kwiatów po burzy.
      Miotły, szczotki, grabie i łopaty.
      Oglądanie gwiazd i dokształcenie się w tej dziedzinie, by odpowiadać na
      nieustanne pytania pociechy i zauroczonych niebem gości.
      Odgarnianie drogi ze śniegu, który utrzymuje się niespodziewanie długo.
      Sadzenie kwiatów, na których lubią siadać motyle.....
      Zdziebko samotności...
      Rozmowy z ludźmi mieszkającymi obok i ... odkrywanie jak niespodziewanie wiele
      Cię z nimi łączy... a jak dużo dzieli...
      • mama_kasia Re: To trzebaby polubić... 20.07.07, 14:04
        Tak, właśnie tak smile
        Takiej uczciwej pracy nam trzeba, odśnieżania, odbagniania,
        przesadzania wink
        I ludzi... za płotem.

        • mader1 Re: To trzebaby polubić... 20.07.07, 16:06
          Kasiu, napisałaś

          ... za płotem.

          wink płot sporo kosztuje, bywa że z początku jest jedynie siatka... a może
          nawet... NIC wink pomiędzy
          • mama_kasia Re: To trzebaby polubić... 20.07.07, 18:14
            U nas jako "ogrodzenie" będą krzewy, drzewa i kwiaty smile
            Tak za 10 lat wink
            • zuzanna56 Decyzja 26.07.07, 13:04
              My w marcu tego roku podjęliśmy właśnie decyzję i kupiliśmy dom poza miastem,
              właściwie na wsi. Zbudowała nam go bardzo porządna firma deweloperska. Do
              Trójmiasta nie aż tak daleko, do granic miasta kilka kilometrów, do naszego
              obecnego osiedla 10 km a do pracy będę miała 18 km.
              Wprowadzamy się na początku października i już nie możemy się doczekać.
      • alex05012000 Re: To trzebaby polubić...noooo.... 26.07.07, 21:16
        ano, ba! polubić...
        ja sie wyłamię z ogólnego trendu, wiem, jestem okropna, ale mieszkam prawie w
        centrum wielkiego miasta i za żadne skarby bym sie nie wyniosła ani na wieś,
        ani na obrzeza, ani "pod" owe miasto...ani nawet do jakiejś oddalonej od
        centrum dzeilnicy
        po pierwsze lubię miasto, duże miasto, place, ulice, pewien szum miejski - nie
        hałas, takie poczucie otoczenia, granic, bezpieczeństwa, światła na ulicy, i
        wszędzie mam blisko,
        właśnie, po drugie wszystko w zasięgu ręki, i kultura, i zdrowie i rozrywka, i
        sporty ... no i przedszkole, szkoła, sklepy, apteka, poczta...fakt faktem
        mieszkam w bardzo cichej, spokojnej dzielnicy niewysokich starych kamienic,
        małe uliczki, jest sporo zieleni, w okolicy 3 parki...wiec to specyficzne
        centrum miasta, do tego mąż nie jeździ autem, dziecko małe - wszedzie (szkoła,
        zajęcia dodatkowe) trzeba ją wozić czy prowadzać... do tego wizyty lekarskie,
        sprawy różne, ja pracuję w ścisłym centrum...
        gdybym sie wyniosła na wieś wyjeżdżałabym o 6h30-7 rano i wracała o 20h00 albo
        21h00, miałabym siłę co najwyzej zjeść kanapkę i wziąć prysznic przed
        padnięciem...dziecko by padło po drodze na 100%, użytek z rozgwieżdżonego nieba
        i innych wiejskich atrakcji wątpliwy, weekendy lubię spędzac aktywnie, ale
        niekoniecznie na polu...
        do ogrodu i odgarniania śniegu nikt u nas sie nie nadaje ze względów
        zdrowotnych, nie dla nas grabie i łopaty, a ujadania psów organicznie nie
        znoszę,
        do tego boję sie być sama w domu oddalonym od innych, wolnostojacym, żyłabym z
        kratami i pozasłanianymi oknami, nie mówiąc o tym, ze w domu ciągle jest coś do
        roboty, jak nie dach to coś odpadło, albo cieknie, albo inne...
        po następne jako alergikowi wieś mi nie służy- od maja do sierpnia byłabym
        wiecznym pacjentem pogotowia ...
        itd. itp.
        moją naturalną potrzebę domu na wsi (jeśli taka w ogóle w stanie szczątkowym
        występuje) zaspokaja domek wakacyjny nad morzem, w lesie, rzec można na wsi
        też... zawsze chetnie tam jadę i po 4 tygodniach równie chętnie warcam do
        miasta...
        oczywiście decyzja jest Ismy i jej rodziny, będę się modlić aby podjęli jak
        najbardzeij im odpowiadająca, ale nota bene tak ok 90% ludzi chciałoby sie
        wynieść z miasta...zawsze mnie to zastanawia...
    • kann2 Re: Decyzja 21.07.07, 11:22
      isma napisała:
      >
      > Dzisiaj, idac tropem bylych wikarych, czeka nas wycieczka do O.
      >
      Do Amstetten raczej nie jedźcie, bo może być pewien problem z busem do Krakowa.
      • isma Re: Decyzja 21.07.07, 14:35
        O, moj drogi, nasze zainteresowania koncentruja sie raczej wokol tych parafii,
        gdzie byli wikarzy objeli proboszczostwo wink)).
        Ale dzisiaj w O. porazka ;-(((.
        • lucasa Re: Decyzja 22.07.07, 00:22
          Hej Is, wcinajac sie pomiedzy Wasze prywatne pogawedki, chcialam tylko dac
          perspektywe Twoim 35km: P. codziennie dojezdza 100km do Londynu sad.
          Ale wazne jest to, o czym wspomniala Kasia, jaki to jest odjazd. Bo on wsiada
          na pierwszej stacji, wysiada na ostatniej i idzie spacerkiem do do pracy. Gdyby
          mial sie przebijac przez cale miasto - to meza widzialabym tylko w weekendy.

          Nasza "wioska" jest wieksza niz niejdno miasto, ale jest wioska w takim sensie,
          ze nic sie nie dzieje, nie dostane pracy takiej jak chce i wszedzie daleko.
          Poznalismy tu w krotkim czasie sporo osob. Poznalismy tez ich pomoc i
          zyczliwosc, doceniam ich zaangazowanie w roznorakie akcje parafialne, lokalne i
          charytatywne. Jakos bardziej tu widac poszczegolnego czlowieka a nam spokojniej
          czas plynie. Za kazdym razem jak jestesmy w Londynie to czuje sie
          klaustrofobicznie na ulicach, ale tez czuje sentyment. Troche mi brakuje tego
          co tam zostawilam.

          A do Krakowa chetnie bysmy sie przeprowadzili smile))

          powodzenia i dobrych wyborow,
          A
          • isma Re: Decyzja 26.07.07, 18:16
            Lu,
            wiec te zalety wioski, ktore opisujesz, to ja bardzo chetnie. U nas na wsi w
            Bronowicach wink)) tak wlasnie funkcjonuje mala spolecznosc. Zupelnie inny
            stopien zaangazowania w to, co sie wokol dzieje, a ja to wlasnie lubie.

            No, ale jednak czlowiek w takim srodowisku jest "krzok", a zanim zacznie
            byc "pniok", to troche czasu uplynie...
    • ruda_kasia Re: Decyzja 25.07.07, 11:20
      Ze szklar to na pewno do Kleparza jest 30 km, wiem, bo w tym promieniu od
      kleparza objeździłam wszystko rok temu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka