mader1
03.09.07, 17:31
Bardzo głupio się czuję, zakładając ten wątek

Są tu takie wzniosłe tematy, dużo ogromnych problemów, a ja z takim
banałem.
No banał. Wydawało mi się, że nic mnie nie zaskoczy.
U dwojga z chodzeniem do dentysty dawaliśmy sobie radę, u trzeciego
do tej pory też. Był jak miał dwa lata, był jak miał trzy, potem
cztery - zęby były leczone.
Pięciolatek odmówił współpracy w czasie kolejnej w swoim życiu
wizyty. Odmówił - ani ciepły glos, ani potem już sytowsza poastawa
nie nakłniła go do... zezwolenia na czyszczenie zęba. Na fotelu
dentystycznym siedzi, buzię po jakimś czasie otwiera. Nie gryzie,
nie kopie - to oczywiste. Ale głową rusza, jest przerażony, serce
bije mu jak oszalałe - po wizycie jest tak zmęczony, że zasypia po
dojściu do domu. Powtarzaliśmy akcję uświadamiającą - książeczki z
odpowiednimi historyjkami. Rozmowy z każdym chętnym bliskim - w tym
z ukochanymi siostrami. Między jedną a drugą wizytą żadnych
cukierków, ciasteczek, lizaków, gum (!) - z obietnicą jedzenia
tychże zaraz po podjęciu współpracy. Prezent - kupiony, wybrany i
obiecany po podjęciu współpracy. Zmiana dentystki. Ostatnio zamiast
mnie do gabinetu poszedł mąż. Pokrzyczeliśmy też.
Słowem. Nie wiem już. Arsenał środków wyczerpany.
Trzy wizyty bez żadnego rezultatu.