rycerzowa
24.09.07, 12:59
A propos ostatnich forumowych rozważań o małżeństwie:
Zgodnie z prawem kanonicznym, w ściśle określonych przypadkach małżeństwo jest
"od początku nieważne".
Ludzie często błędnie używają określenia "unieważnienie ślubu"; czegoś takiego
nie ma, bo ważnego ślubu nie można unieważnić.
Jest tylko stwierdzenie nieważności ślubu, czyli stwierdzenie, że jakieś
małżeństwo w zasadzie nie istniało, bo było zawarte "nieważnie". Określony
dokument tylko to potwierdza.
Ale...
No właśnie - przecież nie każde takie "małżeństwo" się rozpada.
Są związki zawarte z przymusu, gdzie strona przymuszona nigdy się z tym nie
pogodziła. Ale i nie rozeszła się.
Istnieją takie, gdzie jedno z małżonków nigdy nie chciało dziecka. Drugie
liczyło na zmianę decyzji, i nie doczekało się.
Są takie, gdzie jedno jest wyraźnie niezrównoważone psychicznie, i zawsze
takie było, co dokładnie ukrywano.
Są takie, gdzie jedno z małżonków wyraźnie woli towarzystwo osobników swojej
płci. Drugie cierpi, ale nic nie robi.
Takie "małżeństwa" trwają, ale jaki jest ich rzeczywisty status? Konkubinat?
Przecież formalnie są "od początku nieważne".
A jeśli się tak zdarzy, że taka para uprawia seks, to co? Cudzołożą?