Dodaj do ulubionych

Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx

27.09.07, 21:42

Obserwuj wątek
    • mamalgosia Re: Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx 27.09.07, 21:44
      Ale ja już znikam, bo słyszę, że pralka skończyła wirować
      • warszawianka51 Re: Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx 27.09.07, 21:45
        Ja czekam na męża, bo wraca dzis z delegacji smile Może ktoś ze mną
        posiedzi smile
        • pawlinka Re: Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx 27.09.07, 21:46
          jasmile)), tez czekam na męża i mam maaaaasę pracy na jutro!
    • pawlinka Re: Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx 27.09.07, 21:46
      możecie wolniej, bo ja dopiero teraz mogę usiąść po 2 dniach potwornychsad((, a
      Wy piszecie, piszecie! No, ludziesmile)))
      • warszawianka51 Re: Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx 27.09.07, 21:48
        To mój pierwszy dzień po zaktywizowaniu się smile Więc jestem
        nadaktywna smile Ale OK - już milczę smile))
        • pawlinka Re: Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx 27.09.07, 21:50
          No co Ty, ja nie gryzęsmile
          • warszawianka51 Re: Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx 27.09.07, 21:59
            Ja się Ciebie nie boję smile Chciałam dać Ci czas smile
    • samboraga Re: Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx 27.09.07, 22:01
      ja też jestem, czytam sobiesmile
    • isma Re: Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx 27.09.07, 22:21
      Ja tez.
      • kulinka3 Re: Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx 27.09.07, 22:24
        Nooooooooooo.
    • pawlinka Re: Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx 27.09.07, 22:27
      czy wszystkie jesteśmy brunetkami?smile))
      • kulinka3 Re: Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx 27.09.07, 22:30
        Skąd wieszwink)
        Ale nie wszystkie, nie wszystkie...
      • isma Re: Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx 27.09.07, 22:39
        Ja jestem brunetka farbowana, bo z natury, wstyd sie przyznac,
        blondynka wink)).
    • mader1 spiochy :)))) b/t 28.09.07, 07:44

      • isma Re: spiochy :)))) b/t 28.09.07, 07:57
        Prosze natychmiast wlazic pod stol! A rozwazanie Pawlinki KTO
        przyszpilil u gory? O szostej rano to bylo!
        • pawlinka Re: spiochy :)))) b/t 28.09.07, 14:23
          Jak świt w Krakowie? U nas na Śląsku ładnie mglisto było.,.. przed szóstąsmile))
        • mader1 Re: spiochy :)))) b/t 28.09.07, 14:26
          hau, hau czy wow, wow ? wink)))
          przyszpiliłaś.
          W Warszawie koło szóstej nieszczególnie było, nieszczególnie - a
          teraz słoneczko świeci smile
          • pawlinka Re: spiochy :)))) b/t 28.09.07, 14:28
            a u nas teraz ciepła wiosenna ulewasmile
    • mamalgosia Ale nas tu mało wieczorową porą 28.09.07, 21:42
      Chyba samiutka jestem tu jak palec.
      A za mną piękny wieczorny spacer. Księżyc dopiero co wschodził,
      wielki był nienaturalnie, łypał na mnie swoimi Morzami Oparów,
      Spokoju, Deszczów i Jasności. Szemrała woda w fontannach, świeciły
      neony naszego centrum handlowego (sensacja w takim mieście jak
      nasze), Młodszy był oczarowany światłami (nigdy wieczorem nie
      wychodzimy, dosłownie oniemiał), Starszy paplał jak najęty ("Mamo,
      to ja będę Marsem, ty Ziemią, Michał Merkurym bo jest mały,a tatuś
      Saturnem. Myślisz, że tatuś może być Saurnem? Bo Saturn to kula
      gazowa, czy tatuś może być kulą gazową? A skąd Pan Bóg miał ten gaz
      jak to stwarzał?"), Mąż trenował na moim laptopie, czy na Rynku
      rzeczywiście jest internet (nie było). A mnie się tłukł po głowie
      Most Świętokrzyski, jejjj
      • kulinka3 Re: Ale nas tu mało wieczorową porą 28.09.07, 21:46
        Nie jesteś samiutek, ja też tu jestem ......
        • mamalgosia Re: Ale nas tu mało wieczorową porą 28.09.07, 22:00
          Tak, widzę, że zamieściłaś jutrzejsze czytania. Ale celowo
          przeczytanie ich zostawię sobie na jutro (choć nie wiem, keidy, bo
          pracujęsad( ). Będą mi bliskie, bo mamy Michałka w domu, właśnie
          jutro obchodzi swoje imieniny (tort jogurtowy i piżamka z ciuchcią
          Tomkiem)
          • kulinka3 Re: Ale nas tu mało wieczorową porą 28.09.07, 22:19
            Będę pamiętać o małym solenizancie jutro na mszy.
            Miłego świętowania!
          • isma Re: Ale nas tu mało wieczorową porą 28.09.07, 23:50
            No tak. To ja moze sie teraz troche pokrece.
          • mama_kasia Re: Ale nas tu mało wieczorową porą 29.09.07, 09:23
            Najlepsze życzenia dla Michałka smile))
            Nasza Gabrysia też ma dzisiaj imieniny smile
            Zaraz idziemy na mszę smile
    • mamalgosia niedzielny wieczór 30.09.07, 21:39
      Widzę, że pobyłyście poszłyście sobie.
      Spojrzałam na wątek "kto jest kim" - tyle osób, a pisze tak małosad

      Ciężki wieczór u mnie, bardzo ciężki.
      • mama_kasia Re: niedzielny wieczór 30.09.07, 21:50
        Jeszcze jestem, ale zaraz znikam. Spać mi się chce okrutnie smile
        Ale ja ostatnio ok. 21-ej do łóżka się kładę wink
      • mader1 Re: niedzielny wieczór 30.09.07, 22:44
        Jestem trochę, jestem smile
    • mader1 no to dobranoc :) 04.10.07, 22:24

      "... Nie sądźcie, że prawdziwa modlitwa polega na tym, że dużo się
      recytuje zewnętrznie, ustami, że odmawia się wiele psalmów i
      nokturnów, że przesuwa się paciorki między palcami, podczas gdy myśl
      błąka się tu i tam. Zaprawdę wiedzcie, odrzućcie śmiało wszystkie
      modlitwy i uczynki, które wam przeszkadzają w modlitwie serca, bez
      względu na to, jakie one są i jak się nazywają oraz jak wielkie i
      dobre się wydają ....
      Jan Tauler " Kazania"
      Noc już. Odpocznijmy po całym, pracowitym dniu. Dobranoc.
      • isma Re: no to dobranoc :) 06.10.07, 00:26
        No tak, dobranoc, bo ja jutro (dzisiaj wink)) bede switkiem troche
        gdzie indziej wink)). Tak sie zlozylo, ze w pojedynke.

        "Wejscie w bliskosc z Jezusem i stworzenie wspolnoty z tymi, ktorzy
        poznali, ze On zyje, umozliwia dolaczenie do licznych oddalonych
        wedrowcow i pomoc w odkryciu, ze oni rowniez posiadaja dar milosci,
        ktorym moga sie dzielic. Juz dluzej nie lekamy sie ich smutku i
        bolu, ale mozemy ich po prostu zapytac "O czym ze soba rozmawiacie,
        idac droga?" I uslyszymy opowiesc o bezkresnej samotnosci, leku,
        odrzuceniu, opuszczeniu i smutku. Musimy sluchac, czesto przez dlugi
        czas, ale pojawiaja sie tez okazje, by w prostych slowach czy
        gestach powiedziec: "Czyz nie wiecie, ze to, co oplakujecie, moze
        byc rowniez przezywane jako droga do czegos nowego? Byc moze tego,
        co ci sie przydarzylo, juz nie mozna zmienic, ale masz jeszcze
        mozliwosc wyboru przezywania tego."

        Nie kazdy bedzie nas sluchal, i tylko nieliczni zaprosza nas, bysmy
        dolaczyli do ich stolu. Rzadko bedzie mozliwe ofiarowanie im
        zyciodajnego chleba i prawdziwe uleczenie zlamanych serc. Sam Jezus
        nie wszystkich uleczyl i nie wszystkich zycie zmienil. Wiekszosc
        ludzi po prostu nie wierzy w mozliwosc radykalnej zmiany i nie jest
        w stanie zawierzyc spotkanemu obcemu czlowiekowi. Ale za kazdym
        razem, kiedy dochodzi do prawdziwego spotkania prowadzacego od
        rozpaczy do nadziei i od rozgoryczenia ku wdziecznosci, widzimy, jak
        ciemnosc jest rozpraszana i zycie jeszcze raz przebija sie przez
        granice smierci."
        • mader1 Re: no to dobranoc :) 08.10.07, 08:56
          bardzo to piękne, droga pani. Szkoda, że w pojedynkę... a może
          dobrze... ?
    • mamalgosia co robicie? 12.10.07, 20:47
      Piszę testy, zerkam na debatę (próbuję się nie denerwować), no i
      jestem tutaj
      • isma Re: co robicie? 12.10.07, 21:04
        Tez sluchamy debaty. Ale sie nie denerwujemy.
        Podzeramy ser gryficki, wedzony.
        M. lamie sobie jezyk na frazie "hyzy zywy wyzel zada wyzszych lyzew".
        • kulinka3 Re: co robicie? 12.10.07, 21:05
          My też oglądamy.
          • pawlinka Re: co robicie? 12.10.07, 21:08
            też oglądamy.
        • mamalgosia Re: co robicie? 12.10.07, 21:12
          isma napisała:

          > Tez sluchamy debaty.
          Skończyła się. W sumie dość łągodna

          Ale sie nie denerwujemy.
          Patrz, ja zawsze się denerwuję jak słucham któregokolwiek
          Kaczyńskiego, nie wiem, co to ze mną jest

          > Podzeramy ser gryficki, wedzony.
          > M. lamie sobie jezyk na frazie "hyzy zywy wyzel zada wyzszych
          lyzew".
          A nie powinna ona już spać? Moje Chłopaki zapudłowane, ale jeszcze
          wrzeszczą
          • kulinka3 Kto wygrał wg Was? 12.10.07, 21:15
            Wg mnie Donald.
            • mamalgosia Re: Kto wygrał wg Was? 12.10.07, 21:18
              Kto by nie wygrał, to i tak Kaczorsmile

              Lubię spokój Tuska (choć widać, że w środku go roznosi). Dla mnie
              on wygrał.
              • pawlinka Re: Kto wygrał wg Was? 12.10.07, 21:19
                chyba Donek.
                • warszawianka51 Re: Kto wygrał wg Was? 13.10.07, 08:28
                  Wygrał Tusk. Aż sama jestem zaskoczona, bo dwa lata temu puszczały
                  mu nerwy i podczas debat nie był się w stanie opanować. Aż się bałam
                  jak to teraz będzie. Miałam na niego nie głosować, ale muszę
                  powiedzieć, że zaimponował mi w tej debacie. smile No i do tej pory
                  miałam problem w stylu "nie mam na kogo głosować", może już
                  mam... wink Muszę to przemyśleć smile
                  • mamalgosia debata debatą 13.10.07, 09:54
                    ale to co (i JAK) mowił potem Kaczyński w siedzibie PiS zniechęciło
                    mnie do niego już na amen
                    • warszawianka51 Re: debata debatą 13.10.07, 10:17
                      No tak, po debacie to ja już pewnie piekłam chleb... Oświeć mnie
                      Mamałgosiu - co i jak mówił?
                      • mamalgosia Re: debata debatą 13.10.07, 11:50
                        Nie, tego się nie da powtórzyć. Ogólnie: wychwalał siebie, poniżał
                        rywala. Ale sposób, w jaki mówił był dla mnie nie do przyjęcia: z
                        taką złośliwością, kpiną, wyższością, lekceważeniem, brrr... Moze
                        powtarzają gdzieś na TVN24, waryo zobaczyć (zażywszy uprzednio
                        któryś z leków antyhistaminowych)
          • isma Re: co robicie? 12.10.07, 21:22
            M.? Skad! Wycieczka tramwajem do centrum, zakonczona przed godzina,
            da jej prawdopodobnie power do 23.
            Zreszta, wiesz - u nas to wynika ze specyfiki lokalowej, czyli tych
            wspolnych 15 m kw.: ona sie tarza po poslaniu i gada do siebie,
            politycy gadaja do siebie w radiu, ja stukam w laptok, slubny
            czyta "Zaklete rewiry" ;-O.
            • mamalgosia Re: co robicie? 13.10.07, 09:55
              Czemu tak jest, że po wycieczce dzieci nie padają na dzioby tylko
              mają dodatkową energię?
          • pawlinka Re: co robicie? 12.10.07, 21:30
            wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/9,80269,4574083.html
            • mamalgosia Re: co robicie? 13.10.07, 09:56
              fajne.
              Tylko nijak się potem nie przekłada na wyniki wyborów
          • warszawianka51 Re: co robicie? 13.10.07, 07:53
            > Patrz, ja zawsze się denerwuję jak słucham któregokolwiek
            > Kaczyńskiego, nie wiem, co to ze mną jest
            >

            O. Mam to samo. Może to jakaś alergia? wink
            • mamalgosia Re: co robicie? 13.10.07, 09:57
              Może. Na szczęście akurat mam w domu całą masę leków
              antyalergicznych, isma, który teraz najlepszy? Claritine jako
              zapobieganie czy Clemastinum jak leczenie istniejącego?smile Wybory
              dopiero 21go
              • isma Re: co robicie? 13.10.07, 10:53
                Ja bym sugerowala clemastin - wiesz, te dzialania
                niepozadane: "umrzec, zasnac..." i obudzic sie po wyborach wink))
                • mamalgosia działanie uboczne 13.10.07, 11:49
                  Czytałam ulotkę i było m.in. jako działanie uboczne: OSŁUPIENIE.
                  Bardzo mnie to nurtuje, dziś idę na kawę ze studentką medysyny,
                  podpytam, co to ma oznaczać.
                  Ale to osłupienie to chyba pasuje
            • mamalgosia a Twoja odpowiedź, warszawianko 13.10.07, 09:58
              na pytanie "co robicie?" powinna brzmieć: "piekę chleb"smile
              • warszawianka51 Re: a Twoja odpowiedź, warszawianko 13.10.07, 10:14
                smile Aż się głośno roześmiałam. Proszę mnie tak nie szufladkować smile
                Jestem duchem i ciałem kurą domową, ale jestem też studentką
                socjologii, która mocno interesuje się sprawami państwa smile No dobra,
                idę do kuchni wink
                • mamalgosia Re: a Twoja odpowiedź, warszawianko 13.10.07, 11:51
                  o, jak się cieszę z Twojego śmiechusmile
    • pawlinka Re: Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx 21.10.07, 23:30
      Myślę, że już mogę, może to nie będzie kryptoreklama, a na pewno nie będę łamać
      ciszy wyborczej.

      Moja córka zapytała, czy będziemy głosować na LiD. Odpowiedzieliśmy przecząco.
      Linka dodała: "Zawsze możecie zagłosować na TESCO"
      smile
      • mader1 Re: Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx 22.10.07, 07:35
        smile))))) ucałowania dla córci za to TESCO smile)))
        • alex05012000 Re: Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx 26.10.07, 14:39
          z tego cyklu, dwie osoby płci odmiennej, z rożnych stron Polski
          koresponują mailami, na czacie... w końcu jedna mówi: spotkajmy sie
          w REALU!, na to druga, ale jest kłopot, u nas nie ma Reala, może sie
          spotkamy w Biedronce!
    • isma O intymnosci 29.10.07, 23:32
      No to wieczorny intymny wypis, miod na to, co zamiast serca ma Isma,
      ktora nie jest idealem i idealow nie poszukuje wink)):

      "Byc moze pamietamy te nieliczne sytuacje z naszego zycia, gdy udalo
      nam sie okazac komus, ze kochamy siebie bez hipokryzji, ze widzimy i
      akceptujemy zarowno swoje sukcesy, jak i slabosci i cierpienia,
      doceniamy swoje dobre intencje, ale wiemy, ze czasami kieruja nami
      nieslachetne pobudki. Pokazalismy wtedy temu komus nie tylko
      promienna twarz, lecz takze swoja ciemna strone. To wymaga wiele
      odwagi, ale jednoczesnie otwiera nowy horyzont, pokazuje nowy sposob
      zycia. Taka ucieczka z zamknietego kregu, czesto opisywana jako
      doswiadczenie nawrocenia, moze nastapic nagle i niespodziewanie, lub
      powoli i stopniowo. Jezeli uda nam sie przedrzec na zewnatrz, inni
      prawdopodobnie beda ironicznie nazywac nas szalonymi idealistami,
      marzycielami i romantykami - to jednak nie sprawi nam bolu, poniewaz
      zyskamy nieznana nam wczesniej pewnosc, ze pokoj, przebaczenie,
      sprawiedliwosc i wewnetrzna wolnosc, to cos wiecej, niz zwykle
      slowa. Nawrocenie to odkrycie mozliwosci milosci.

      Milosc nie sprowadza sie do gotowosci do sluchania czy rozumienia
      problemow innych ludzi, lub do tolerowania ich innosci. Podstawa
      milosci jest wzajemne wyznanie calej prawdy o sobie, kiedy otwarcie
      oswiadczamy: "moja sila jest twoja sila", ale takze: "twoj bol jest
      moim bolem, twoja slabosc jest moja slaboscia, twoj grzech jest moim
      grzechem". W tym intymnym braterstwie slabych rodzi sie milosc.
      Kiedy odsloniecie czyjejs najglebszej slabosci staje sie
      zaproszeniem do dzielenia najbardziej egzystencjalnego
      doswiadczenia, wtedy wkraczamy w nowy obszar zycia, poniewaz w
      procesie dzielenia sie slaboscia mozemy pokonac przemoc. Gdy juz
      mamy rzucic kamien - slowa moga byc tak bolesne jak kamienie - moze
      sie znalezc ktos, kto bedzie mial odwage zawolac: "Ten kto jest bez
      winy, niech pierwszy rzuci kamien".

      Jesli jestesmy gotowi uwierzyc, ze pszenica tylko wtedy w pelni
      dojrzeje, gdy pozwolimy, aby na tym samym polu rosly chwasty, nie
      musimy sie obawiac kazdego konfliktu i unikac kazdej sprzeczki."

      Dobranoc!
    • kulinka3 O umieraniu 29.10.07, 23:57
      • kulinka3 Re: O umieraniu 30.10.07, 00:12
        Chyba mam problem z zakładaniem nowych wątkówwink)?
        A więc( tak, tak wiem, wiem..)oglądałam program Pospieszalskiego o umieraniu i
        cieszę się,że ktoś jeszcze potrafi taki program dziś zrobić.
        • isma Re: O umieraniu 30.10.07, 00:29
          O! Od kiedy nie uzywamy w domu telewizora, czyli od jakichs dwoch
          miesiecy, po raz pierwszy tego zaluje. A co bylo?
          • kudyn Re: O umieraniu 30.10.07, 12:48
            www.itvp.pl/event/wartorozmawiac/
            pewnie się za chwilę pojawi ostatni odcinek
            • kulinka3 Re: O umieraniu 30.10.07, 17:17
              Jeśli będzie gdzieś powtórka to gorąco zachęcam do obejrzenia.Wspaniały program
              o tym, jak odchodzić godnie z tego świata. Pośród rodziny, w
              prawdzie(!),pojednanym z Bogiem, co nie zawsze znaczy pogodzonym z faktem,że to
              już teraz....
              Świadectwa ludzi z hospicjów, ludzi którym umarły dzieci.
              Karłowicz wspaniale o postrzeganiu śmierci w dzisiejszym świecie.
              W dobie helloween i dyń prawdziwe wytchnienie dla ducha.
              • kulinka3 Lubię z Wami rozmawiać..... 30.10.07, 17:28
                Wiecie wczoraj, gdy oglądałam ten program to pomyślałam sobie, ile my tu przy
                różnych okazjach o śmierci gadaliśmy, ilu spraw dotknęliśmy i tak mi się miło
                zrobiło, na myśl o naszym forum....
                Nie lubię wazeliny, ale lubię Was i bardzo sobie cenię te nasze rozmowy, a
                ponieważ tempus breve est, to musiałam to powiedziećwink))
                • isma Re: Lubię z Wami rozmawiać..... 30.10.07, 18:36
                  Oooooo, cos siostra podejrzanie zagaja wink)).
                  I ma siostra szczescie, bo juz mialam zapuscic topic o tym, jak to
                  malzenstwo jest dla szeregowcow, a bezzennosc dla sztabu
                  Chrystusowego, ergo podejrzewalam, ze mnie siostra rozniesie przy
                  tej okazji na strzepy, ale skoro siostrze sie tak milo na mysl o nas
                  zrobilo, to nie zapuszcze wink)).
                  • kulinka3 Re: Lubię z Wami rozmawiać..... 30.10.07, 18:57
                    Nie byłaby siostra Ismą, gdyby z 999 punktów nie wyłapała tego jednego, i akurat
                    o nim chciała ze mną pogadać;-P.
                    Inne są do zaakceptowaniawink))?
                    • isma Re: Lubię z Wami rozmawiać..... 30.10.07, 19:11
                      E, no, powaznie mowiac, to nie to, ze wylapala, albowiem -
                      zgotowawszy sie jak wsciekly azot, kiedy jej punkt ow zacytowano (o!
                      wlasnie, pewien narcystyczny kaplan mianowicie!) - poszla jak po
                      sznurku do regalu i przeczytala w kontekscie, co ja uspokoilo wink)).
                      • kulinka3 Re: Lubię z Wami rozmawiać..... 30.10.07, 19:15
                        Narcystyczny powiadaszwink)).
                        Chcę ci coś zapuścić na priva, żebyś się utwierdziła w spokoju, ale kurczę,
                        chyba znowu mi ona nie działasad((
                        • isma Re: Lubię z Wami rozmawiać..... 30.10.07, 19:27
                          Zapusc, zapusc, sprobuj na interie. Ja dzisiaj jak na lato na
                          wszystkie preteksty, pod ktorymi sie moge oderwac od chaltury, to i
                          pralata chetnie poczytam wink)).
                          • kulinka3 Re: Lubię z Wami rozmawiać..... 30.10.07, 19:31
                            Wiesz pracę trza uświęcać, więc nie chcę Cię odrywaćwink)) i wodzić na
                            pokuszenie, ale poszło na gazetę.W rzeczy samej wspomniany prałat.
                            • isma Re: Lubię z Wami rozmawiać..... 30.10.07, 19:59
                              Dzieki za pralata. Wpisuje sie idealnie w moje biezace klimaty
                              ibero. Mam wlasnie na rozkladzie taka teatralna ramote, w ktorej
                              siedem sakramentow sie wzajem o znaczenie lekko spiera wink)).
              • kulinka3 Re: O umieraniu 30.10.07, 18:14
                ww2.tvp.pl/4528,20061211432282.strona
                Dziś powtórka na Polonii.
          • kann2 Re: O umieraniu 30.10.07, 17:40
            To można pooglądać bez telewizora:

            www.itvp.pl/informacje/video.html?channel_id=499&site_id=726&genre_id=503&form_id=473&video=28858
        • samboraga Re: O umieraniu 30.10.07, 12:37
          > Chyba mam problem z zakładaniem nowych wątkówwink)?
          > A więc( tak, tak wiem, wiem..)oglądałam program Pospieszalskiego o umieraniu i
          > cieszę się,że ktoś jeszcze potrafi taki program dziś zrobić.

          No, wiesz...wink Zakładaj, zakładaj, i koniecznie napisz co byłosmile Ja nie oglądałam.
    • mamalgosia dlaczego lubimy wieczory 06.11.07, 21:24
      bo mogę odetchnąć, bo mogę zrobić na drutach parę rządków skarpetek
      (btw: najlepszy prezent od Mikołaja, jaki może być do skarpetek:
      nogi), bo wreszcie czuję się bezpieczniej (pod warunkiem, że Mąż w
      domu), bo w "Na Wspólnej" wymyślili kolejny absurd, bo moi Chłopcy w
      piżamkach to najpiękniejszy widok świata...

      "Lubię wieczorną godzinę. Odpływam w mrok i w mroku ginę"
      • mader1 Re: dlaczego lubimy wieczory 06.11.07, 22:39
        bo moi Chłopcy w
        > piżamkach to najpiękniejszy widok świata...

        Bo dzieci śpiące spokojnie w łóżkach to najpiękniejszy widok świata.
        Mają pogodną twarz, ruszają się, uroczo rozkopują, czasem postękają
        sobie przez sen albo się zaśmieją... Pamiętam jeszcze ostatnie
        zdania rozmowy z każdym z nich, wspólną modlitwę...
        Wieczór jest obietnicą rozmowy, na którą nie miało się czasu przez
        cały dzień...
        Obietnicą lektury przed snem...
        Miękkiej poduszki, dobrego filmu dla dorosłych smile)))
        Nocy.
    • isma Zmeczenie 17.11.07, 23:15
      Wypis z Nouwena - dla zmeczonych, padnietych, i poszukujacych
      nadziei:

      "Muszę połączyć gdzieś moje małe zmęczenie z wielkim zmęczeniem
      rodzaju ludzkiego. Jesteśmy ludźmi zmęczonymi, dźwigającymi ciężar,
      który nas przygniata. Jezus mówi: „Przyjdźcie do mnie wszyscy,
      którzy jesteście zmęczeni i czujecie brzemię życia. Weźcie na siebie
      moje brzemię – które jest brzemieniem całego świata – a zobaczycie,
      że to brzemię jest lekkie.” Głęboko porusza mnie to, że Jezus nie
      mówi: „Usunę wasze brzemię”, ale: „Weźcie na siebie brzemię Boga”.
      Co jest zatem brzemieniem Boga? Czy jestem zmęczony po prostu
      dlatego, że chcę zrealizować swoje zamierzenia i nie mogę tego
      zrobić, czy też dlatego, że dźwigam coś większego, niż ja sam, coś,
      co jest mi dane, żeby ulżyć ciężarom innych?"

      Trzeba zaczac od odespania wink)).
      Dobranoc!
      • samboraga Re: Zmeczenie 17.11.07, 23:20
        o, jesteśsmile))) ciesze się i dobranoc
      • mader1 Re: Zmeczenie 17.11.07, 23:21
        odeśpij Dobry Człowieku, odespij smile Jutro będzie nowy dzień,
        dlaczego nie ma być lepszy niż dzisiejszy ?
      • pawlinka Re: Zmeczenie 17.11.07, 23:37
        Dobrych snów, kochani. Ale niech to nie będzie sen zimowy, skoro już nie może
        być sen nocy letniej.
        A w Chorzowie szał!
        "Polska! Białoooczerwoooni" la la la la...
        • mader1 Re: Zmeczenie 17.11.07, 23:41
          a ja spokojnie, zupełnie spokojnie powiedziałam do męża ( meczy nie
          oglądam), że wygramy smile)))
    • isma Harmonia mundi 01.10.08, 23:39
      Poniewaz nie spie, i poniewaz wypis pazdziernikowy sie podobal, i poniewaz
      akurat dzisiaj bardzo adekwatnie mi ten tekst zabrzmial, czytany na Plantach ze
      znajomym, z ktorym... roznimy sie coraz bardziej i coraz trudniej sie nam
      porozumiec..., to bede kontynuowac:

      "Przez rozmowe i aktywnosc ludzie daza do tego, by wyjsc ze swej samotnosci oraz
      podjac probe nawiazania wzajemnych wiezi. Te zewnetrzne odniesienia nie zostaly
      przez nas, kartuzow, calkowicie odrzucone, jednak bardzo je ograniczylismy.
      Madrosc plynaca z doswiadczenia kazala nam przeznaczyc pewien czas na rekreacje,
      ktora ma nam dopomoc w tym, bysmy nie stali sie obcymi dla siebie nawzajem - z
      delikatnoscia wiec podtrzymujemy dobre wzajemne relacje. Wymaga to jednak
      pewnego wysilku, poniewaz ilekroc slusznie nawet skierowujemy sie na zawnatrz,
      tylekroc przekazujemy slowem i czynem tylko niewielka czesc obecnej w nas Bozej
      prawdy - lichy przekaz, ktory po trosze zawsze jest jakas zdrada, i ktory
      czesciej nas sobie przeciwstawia niz do siebie zbliza.

      Ludzie tego swiata, to znaczy ludzie powierzchowni, nie moga sie wzajemnie
      porozumiec. A straszliwe konflikty pomiedzy nimi, ktore rozdzieraja swiat, sa
      skutkiem ogromnego braku zycia wewnetrznego. Stajemy sie ludzmi tego swiata w
      tej mierze, w jakiej jestesmy powierzchowni. Jesli chcemy zachowac dziedzictwo
      pokoju i radosci, ktore zostawil nam nasz Pan, jesli chcemy ocalic przyjazn
      duchowa pomiedzy nami, musimy wpierw zapomniec o sobie samym i jeden o drugim,
      aby odnalezc sie na powrot w Bogu. Bo tylko w nim stworzenia moga sie wzajemnie
      spotkac i prawdziwie zjednoczyc.

      Wznym zagadnieniem w tym wzgledzie jest umiejetnosc odroznienia tego, co
      istotne, od tego, co nie nalezy do istoty. Powiedzielismy juz, ze dobra wola i
      dzialanie laski, ktore sa czyms podstawowym, moga przejawiac sie w czlowieku na
      rozne sposoby. Istnieje zycie wiary i milosci wspolne dla calego Kosciola
      Chrystusowego, a obok niego pewne szczegolne wybory i przejawy entuzjazmu,
      nienalezace do istoty. Te ostatnie moga byc uzasadnione i miec dobroczynny
      skutek dla kazdego bez wyjatku. Jednakze chec, by je narzucic wszystkim, i
      oburzenie, ze tak wiele osob ich nie podziela, biora sie z blednego rozeznania,
      ktorego konsekwencje sa fatalne dla wzajemnej milosci.

      Przeniesienie akcentu w kompozycji burzy harmonie. Ta zas wytworzy sie tylko
      pomiedzy tymi osobami, ktore posiadajac wewnetrzna pasje spraw zasadniczych,
      maja wyczucie tego, co istotne".
      • mama_kasia Re: Harmonia mundi 02.10.08, 07:32
        Isma, dziękuję smile
        Jakie to jest prawdziwe!
    • isma Re: Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx 10.10.08, 00:04
      No, dobrze.
      Nie spie, chociaz powinnam, bo wlasnie zaczyna mnie nagdryzac moje wcielenie
      depresyjne. Ono sie charakteryzuje m.in. tym, ze wierszem sie komunikuje wink)):

      Dzień taki szczęśliwy,
      Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie.
      Kolibry przystawały nad kwiatem kaprifolium.
      Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć.
      Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć.
      Co przydarzyło się złego zapomniałem.
      Nie wstydziłem się myśleć, że byłem, kim jestem.
      Nie czułem w ciele żadnego bólu.
      Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle.

      Mgla byla w Krakowie dzisiaj. A, i "Dar" sie ten wiersz nazywa wink)).
      • mader1 Re: Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx 10.10.08, 08:53
        smile
        rano też dobrze się czyta smile
      • isma Godzina, w ktorej nic sie nie wydarzy 06.12.08, 00:19
        Taaa. Moje wcielenie depresyjne nadal komunikuje sie wierszem. Autorowi duzo
        zawdzieczam, przedwczoraj bardzo mi byl pomocny. Wiec to ponizej nazywa sie
        "Gwiazda zaranna", i idzie tak:



        Ten samotny człowiek budzi się gdy morze jeszcze
        ciemne, a gwiazdy migocą. Wiatr ciepły jak oddech
        wraca znad wielkiego legowiska morza, słodycz
        czuć w powietrzu. To godzina, w której nic się
        nie wydarzy. Fajka zgasła, zaraz mu wypadnie.
        W nocy słychać tylko jak coś miękko człapie.
        Samotny nazbierał gałęzi, rozpalił ognisko
        i przygląda się jak różowieje ziemia. Woda
        też niedługo będzie jak ognisko, rozpalona.
        Co może być bardziej gorzkiego od świtu
        dnia, w którym nic się nie zdarzy? To gorzkie
        poczucie zbędności. Wygaszona gwiazda
        spada z nieba, szara niespodzianka świtu; widzi
        morze, ciągle ciemne mimo płonącego stosu.
        Przy ognisku, jakby od niechcenia, człowiek
        grzeje ręce. Gwiazda spada na zamglone wzgórza,
        żeby zapaść w sen na legowisku śniegu. Człowiek
        już nie czeka, ale dzień się ciągnie bezlitośnie.
        Po co słońce wznosi się nad morzem
        i dzień znów zaczyna długi? Jutro
        świt też będzie ciepły, światło muślinowe;
        i wszystko jak wczoraj, i nic się nie zdarzy.
        Ten samotny chciałby przede wszystkim zasnąć.
        Teraz, gdy ostatnia gwiazda w niebie gaśnie,
        on najspokojniej nabija fajkę i ją zapala.


        Dobranoc. Albo: dzien dobry wink)).
        • isma Re: Godzina, w ktorej nic sie nie wydarzy 06.12.08, 23:06
          Spod tego samego piora, ale tym razem proza:

          Jest noc, jak zwykle. Doswiadczasz radosci, ze zaraz pojdziesz do lozka,
          znikniesz, i ze w oka mgnieniu bedzie dzien jutrzejszy, ranek, kiedy znowu
          zaczna sie nadzwyczajne odkrycia, otwieranie sie na rzeczy.

          Pieknie jest isc spac, bo wiadomo, ze sie obdzimy.
          To najszybszy sposob na to, zeby zrobil sie ranek.
          • isma Opowiadanie snow 09.01.09, 23:05
            No to dalej wierszem:

            Za dużo morza. Dość już napatrzyliśmy się morza.
            Pod wieczór, gdy woda traci nie swoje kolory,
            i wyparowuje w nicość, mój przyjaciel patrzy
            na nią, ja na przyjaciela, nikt się nie odzywa.

            Nocą lądujemy w ciemnym kącie jakiejś knajpy
            i pijemy, każdy w swojej chmurze dymu. On zaczyna
            opowiadać sny (cokolwiek monotonne, jak szum morza);
            woda jest w nich tylko lustrem, od wyspy do wyspy,
            w którym przeglądają się, pokryte kwieciem i wodospadami, góry.
            Takie też to jego wino; kontempluje, gapiąc się w kieliszek, swoje
            w nim odbicie, na tle zboczy, co się wznoszą nad równiną morza.

            Owszem, lubię góry; niech więc sobie mówi o tym morzu,
            bo tam woda jest tak czysta, że wyjawia każdy kamień.
            Widzę tylko wzgórza; bliskie czy dalekie łączą,
            linią ostrą niczym krawędź muru, niebo z ziemią.
            Zbocza są tam strome, a na nich cierniste winnice
            spalone słońcem. Podobają się przyjacielowi, ale
            wolałby je widzieć w kwiatach i owocach, pośród których
            kryłyby się roześmiane panny, bardziej nagie od owoców.
            Mnie wystarczą moje sny surowe, nie brak w nich uśmiechu.

            No więc jutro, zaraz z rana, wybierzemy się na spacer
            w stronę tamtych zboczy z winnicami, tam znajdziemy
            śniade, dojrzałe w słońcu dziewczyny, zagadamy...
            I tak, od słowa do słowa, zjemy im trochę winogron.
        • mader1 Re: Godzina, w ktorej nic sie nie wydarzy 06.12.08, 23:33
          dobranoc smile
    • isma sw. Piotr z Alkantary, opiekun strazy nocnej ;-))) 10.10.08, 23:43
      Taaaa. No wiec odkladam jakze krzepiaca i optymistyczna lekture, jaka jest
      "Eschatologia w naszych czasach", zeby wam wypisac z Marshalla. O rurce jest
      przednie, ale moze teraz o kazNodziejach:

      "W roku 1926 kazdej niedzieli, punktualnie dwadziescia piec minut przed godzina
      jedenasta, wchodzil przez poludniowe drzwi do kosciola swietego Klodwiga mlody
      Murzyn i skladal jasnopopielaty kapelusz, zolte zamszowe rekawiczki oraz laske
      ze srebrna galka na oltarzu sw. Piotra z Alcantara, po czym ustawial sie w polu
      widzenia akznodziei wyglaszajacego z ambony kazanie i zatapial w modlitwie.
      Kanonik Litry nieraz czul sie w obowiazku napomniec Murzyna za lekcewazenie
      slowa Bozego, spoznianie sie na Msze swieta i brak szacunku dla swietego Piotra
      z Alcantara. Mimo to wdzieczny byl mlodziencowi za regluarnosc, z jaka
      dopuszczal sie on tych przestepstw. Proboszcz bowiem nie lubiac dlugich kazan -
      procz wlasnych - zarzadzil, by kaznodzieja uwazal pojawienie sie Murzyna w
      kosciele za sygnal, iz pora konczyc swe wywody.

      Tego dnia proboszcz mial nadzieje, ze rozkaz jego nie zostanie spelniony,
      poniewaz kazanie wyglaszal ksiadz Moune, ktory mial wielki dar krasomowstwa.
      Cykl jego nauk "O grzechach nowoczesnego Paryza" byl w toku i przyciagal
      sluchaczy tak, ze zarowno pobliski kosciol swietego Remigiusza, jak i bary
      "Chatham" i "Ritz" pustoszaly o tej porze. W trzecia niedziele po Zielonych
      Swiatkach na oltarzu swietego Piotra z Alcantara zabraklo miejsca na kapelusz,
      rekawiczki i laske Murzyna, wiec mlodzieniec musial powierzyc swoja garderobe
      sw. Grzegorzowi Cudotworcy. Proboszcz winszujac sobie w duchu, ze pozyskal dla
      swe parafii tak zlotoustego wikariusza, zasiadl w stallach, przygotowujac sie do
      sluchania w blogim nastroju."
      • mader1 Re: sw. Piotr z Alkantary, opiekun strazy nocnej 10.10.08, 23:48
        smile)))) straż nocna smile
        • isma Re: sw. Piotr z Alkantary, opiekun strazy nocnej 11.10.08, 00:27
          Staram sie, zeby tekst odpowiadal kontekstowi wink)).
      • isma Popis lwa, czyli retoryka praktyczna 10.10.08, 23:57
        Siedzac obok celebransa ksiadz Gaston usilnie staral sie wzbudzic w swym sercu
        milosc blizniego w stosunku do ksiedza Moune. Staral sie zapomniec o tym, ze
        ksiadz Moune zazwyczaj odprawial Msze swieta z niewlasciwym pospiechem i
        popelnial grube bledy w rytuale. Staral sie zapomniec, ze ksiadz Moune po
        udzieleniu wiernym komunii swietej trzaskal drzwiczkami tabernakulum. Staral sie
        zpaomniec, ze ksiadz Moune pomijajac modlitwy dziekczynne wybiegal pedem z
        kosciola, poniewaz pilno mu bylo zagarnac lwia czesc sniadania przygotowanego
        dla ksiezy na plebanii. Ksiadz Gaston mowil sobie, ze przyczyna jego niecheci do
        kazan ksiedza Moune jest, byc moze, zazdrosc, a nie bezstronny sad o ich tresci.

        "Zeslij kaplanow, zeslij nam swietych kaplanow!" Ksiadz Moune trzepal
        pospiesznie modlitwy i sprawdzajac, czy duzo osob sie zgromadzilo, strzelal
        oczyma po calym kosciele w sposob tak wyrazny, ze ksiadz Gaston nie mogl tego
        nie zauwazyc. Nie mogl rowniez nie spostrzec, ze ksiadz Moune odklepal byle zbyc
        francuski tekst Ewangelii, a swoj wlansy wyglaszal z emfaza i namaszczeniem.
        Totez ksiadz Gaston musial wyciagnac nieodparty wniosek, ze ksiadz Moune do
        swoich slow przywiazuje wieksza wage nizli do Chrystusowych.

        "Lituj sie nad biednym kaznodzieja i modl sie za niego, albowiem probuje
        wypowiedziec rzeczy wielkie malymi ustami" - pouczal ksiedza Gastona jego
        kierownik duchowy, jeszcze za czasow studiow w seminarium. Na prozno ksiadz
        Gaston usilowal teraz zastosowac sie do tego polecenia i wmowic sobie, ze moze
        ksiadz Moune w glebi ducha szczerze stara sie przekazac wiernym prawdy Boze. Gdy
        pierwsze slowa kazania rozbrzmieraly z patosem po kosciele, na twarzy ksiedza
        Gastona pojawil sie drwiacy grymas i zostal juz na niej, poki kaznodzieja nie
        umilkl.

        Ksiadz Moune mowil o tym, jak bardzo grzeszna jest nowoczesna moda w ubiorach
        kobiet, a zgromadzeni wierni po prostu chloneli jego slowa. Kobiety w sukniach
        jeszcze krotszych niz te, ktore ksiadz Moune potepial, siedzialy z oczyma
        wlepionymi w mowce, mezczyzni rowniez sluchali go z uwaga. Ksiadz Moune posiadal
        sztuke krasomowstwa. Niekiedy podnosil glos do krzyku, niekiedy sciszal niemal
        do szeptu. To odrzucal glowe w tyl i toczyl wzrokiem po kosciele, to rozkladal
        ramiona; to znow, wsparty o brzeg ambony i wychylony, wskazujacym palcem godzil
        w sluchaczy. Ksiadz Gaston musial przyznac, ze byl to bardzo efektowny popis.
        • mader1 Re: Popis lwa, czyli retoryka praktyczna 11.10.08, 00:03
          Nie mogl rowniez nie spostrzec, ze ksiadz Moune odklepal byle zbyc
          francuski tekst Ewangelii, a swoj wlansy wyglaszal z emfaza i
          namaszczeniem.
          Totez ksiadz Gaston musial wyciagnac nieodparty wniosek, ze ksiadz
          Moune do
          swoich slow przywiazuje wieksza wage nizli do Chrystusowych.

          sad Byle jak albo po prostu bez zrozumienia... Bo czasem i nie na
          temat ten własny...
          Ale ja nie mam ostatnio na co narzekać...
          • minerwamcg Re: Popis lwa, czyli retoryka praktyczna 11.10.08, 00:12
            Ajajaj, Mader, coś mi przypomniałaś. Księdza w mojej katolickiej
            parafii, dwie niedziele temu. Robił coś, za co miałam ochotę w niego
            cisnąć lichtarzem: czytając Ewangelię podgrywał.
            Jeden syn z przypowieści mówił "nie pójdę!" tak ekspresyjnie, że
            brakowało tylko tupnięcia nogą, drugi zaciągał łagodnie "iiiidę,
            paaaanie", Narrator mówił głosem sztucznie natchnionym, a słuchacze
            analogicznie naiwnym - no, teatrzyk dla ubogich.
            Ow ksiądz sam z siebie mówi pękniętym falsetem, który sugeruje różne
            nieprzyzwoite wątpliwości - ale gdyby czytał spokojnie i z powagą,
            to i jego głos brzmiałby inaczej...
            • isma Re: Popis lwa, czyli retoryka praktyczna 11.10.08, 00:22
              Ooo ;-(((. U mnie na szczescie koloratkowi sie pilnuja. Ale dla rownowagi jedna
              swiecka niewiasta pare dni temu czytala w dzien powszedni Ksiege Hioba tak
              ekspresyjnie, ze myslalam, iz jeszcze moment, a zaleje sie lzami na ambonce i
              glos jej w scisnietym empatia gardle uwieznie ;-(((.
            • mamalgosia Re: Popis lwa, czyli retoryka praktyczna 11.10.08, 10:23
              A niedziela Palmowa? Gdy Pan Jezus zapiał głosem siostry organistki?
        • minerwamcg Re: Popis lwa, czyli retoryka praktyczna 11.10.08, 00:04
          Rzuć jakąś bibliografią! Kto wydał, kiedy i w ogóle. Bo tekst
          przedni!
          • isma Autor, autor! 11.10.08, 00:30
            Bruce Marshall. Ta akurat, moja ulubiona, to "Ale i oni otrzymali po denarze".
            Jest jeszcze kilka innych, PAX to wydawal.
            • mamalgosia Re: Autor, autor! 11.10.08, 10:21
              Popełniał istne arcydzieła. Ale mierne też. Czy czytałaś może "Maj i
              dziewczyna"? Dla mnie zupełnie niestrawne
        • isma Pies i milosierdzie 11.10.08, 00:06
          On sam wyglosil tego dnia kazanie podczas Mszy swietej o osmej rano. Temat
          wybral zgola nie sensacyjny: o chrzescijanskim obowiazku wybaczania zniewag.
          Powiedzial, ze ten nakaz milosci blizniego jest moze najtrudniejszy do
          spelnienia sposrod wszystkich, jakie Chrystus nam zostawil. Najlepszym sposobem,
          by sie do niego nagiac, jest rozpamietywanie, jak czesto Bog okazal nam
          milosierdzie, gdy lamalismy jego przykazania z pobudek zlosliwych i samolubnych
          lub dla wzgledow ludzkich. Ksiadz Gaston gleboko odczuwal prawde, o ktorej
          mowil, lecz zdawal sobie sprawe, ze nie potrafi jej dobrze wyrazic. Wierni
          pokaslywali i wszyscy odwrocili glowy z zainteresowaniem, gdy koscielny wyganial
          psa, ktory zapedzil sie na srodek glownej nawy. Ksiadz Gaston nie mial nadziei,
          by chociaz szesc osob sposrod sluchaczy umialo po wyjsciu z kosciola powtorzyc
          tresc kazania. Przysluchujac sie ksiedzu Moune, ksiadz Gaston uswiadomil sobie
          niedostatki wlasnej wymowy."

          Zarty zartami - ale: pamietacie watek o "dobrych" kazaniach?
          No wiec ja jednak wole, jak kaznodzieja "gleboko odczuwa prawde, o ktorej mowi,
          choc zdaje sobie sprawe, ze nie umie jej wyrazic". Nawet jesli tresc kazania
          potrafi powtorzyc jedna osoba wink)).

          I na co mi, autorce cudzych przemowien, przyszlo wink)).
          • kann2 Re: Pies i milosierdzie 11.10.08, 08:37
            isma napisała:

            Nawet jesli tresc kazania
            > potrafi powtorzyc jedna osoba wink)).


            O choroba(ch)!

            Nie lubię psów!
            • isma Re: Pies i milosierdzie 11.10.08, 10:36
              No, ze psow nie lubimy, tosmy juz dawno ustalili. Zwlaszcza posidajacych
              charyzmat kaznodziejski.
              Co zas do kazan o chorobach, to mylisz sie wielce. O jakies 100 procent,
              powiedzmy ;-P.
      • isma bankietowe ABC 11.10.08, 23:16
        Ksiadz Paquin po raz pierwszy w zyciu znalazl sie w wytwornym salonie. Salon był
        pełen pięknych mlodych kobiet, ktore mowily wszystkie jednoczesnie. Gwar ich
        glosow przypominal swiegot ptakow w galeziach drzew, lecz byl o wiele
        glosniejszy. Nie mogac zapomniec o swych dziurawych i zakurzonych butach, ksiadz
        Paquin stal, nieszczesliwy i niezgrabny, z filigranowa filizanka herbaty w reku.
        Ksiadz Paquin nigdy jeszcze nie pil herbaty i stokroc wolaby dostac kawe.
        - Prosze ksiedza, te ciasteczka sa pyszne, musi ksiadz sprobowac - powiedziala
        Gizela.

        Miala na sobie rozowo-zielona jedwabna sukienke, falujaca przy kazdym ruchu jak
        woda. Ksiedzu Paquin przyszlo na mysl pytanie, czy swiatowosc Gizeli nadal
        ogranicza sie tylko do zjadania lodow w okresie Wielkiego Postu.

        Na tacy, podsunietej przez Gizele, pietrzyly sie rurki z kremem. Ksiadz wzial
        rurke, jakkolwiek miala apetyt raczej na jedna z kanapek, ktorych mnostwo
        widzial na innych tacach. Poniewaz w lewej rece trzymal brewiarz, musiala rurke
        wziac w prawa, razem z filizanka.
        - Potrzymam ksiedzu te ksiazke - ofiarowala sie Gizela. - Uwaga! Te rurki sa
        nabite, prosze ksiedza.

        Z rurka w lewej, a filizanka na spodku w prawej rece, ksiadz Paquin posuwal sie
        za Gizela przez salon. Nie mogl isc prosta droga. Musial cofac sie, gdy Gizela
        sie cofala, przeslizgiwac sie naprzod, gdy Gizela sie przeslizgiwala, krazyc
        labiryntem utworzonym z mlodych kobiet stojacych z filizankami i rurkami lub
        kanapkami w rekach. Osoby te posiadaly sztuke prowadzenia swobodnie rozmow, mimo
        ze tak obarczone i w tak niewygodnej pozycji. Posiadaly rowniez sztuke
        jednoczesnego mowienia i sluchania, co do nich mowiono. Wytworne zycie
        towarzyskie zdalo sie ksiedzu Paquin sprawa nader skomplikowana.
        • isma Rozwod & rurka 11.10.08, 23:31
          - Tu sobie usiadziemy - oznajmila Gizela siadajac na kanapie i przygladzajc suknie.
          Ksiadz Paquin usiadl rowniez, lecz zrobil to zbyt gwaltownie. Herbata chlupnela
          z filizanki na spodek, a kilka kropel prysnelo na sutanne.
          - Na miejscu ksiedza wlalabym z powrotem herbate ze spodka do filizanki, zanim
          bym sie wziela do wycierania sutanny chusteczka - poradzila Gizela. - Potrzymam
          ksiedzu tymczasem rurke.

          Pocieszajac sie, ze nikt wiecej nie zauwazyl jego przygody, ksiadz Paquin zaczal
          energicznie wycierac sutanne. Tak energicznie, ze malo nie rozlal ponownie
          herbaty. W ostatniej chwili przywrocil zachwiana rownowage w filizance.

          - Prosze mi powiedziec - rzekla Gizela wreczajac ksiedzu jego rurke i brewiarz -
          dlaczego Kosciol okazuje taka ciasnote pogladow w sprawie rozwodow.
          Z rurka pelna kremu z jednej rece, z filizanka na spodku w drugiej, z brewiarzem
          na kolanach, ksiadz Paquin mial pewne trudnosci w znalezieniu odpowiedzi.
          - To zagadnienie teologiczne - odparl z powaga.
          - Czy ksiadz nie uwaza, ze mimo wszystko zdrada malzenska musi byc doskonala
          zabawa? - spytala Gizela, patrzac na mlodego ksiedza bardzo serio.

          Ksiadz Paquin wlasnie pochylil sie, zeby odgryzc kes rurki. Zaskoczony
          niezwykloscia pytania Gizeli, ugryzl zbyt mocno. Krem wytrysnal z rurki i
          chlapnal na sutanne.

          - Zdaje sie, ze bedzie ksiadz musial znowu uzyc chusteczki - stwierdzila Gizela.
          - Niech no ksiadz da mi rurke do potrzymania.

          Mlody ksiadz zawziecie tarl sutanne. Krem zniknal, ale biala plama zostala.
          - Obawiam sie, ze nie obejdzie sie bez poslinienia, ale najpierw trzeba wyssac
          krem - powiedziala Gizela. - Nic wielkiego. Bardzo prosty zabieg. Zagadnienie
          wcale nie teologiczne.
          - Niestety niezupelnie rozumiem, co pani ma na mysli - rzekl ksiadz Paquin.
          - Niech ksiadz slucha uwaznie - odparla Gizela. - Jesli ksiadz poslini chustke,
          nie wysawszy jej przedtem, i bedzie nia tarl sutanne, wetrze ksiadz jeszcze
          wiecej kremu w material. Dlatego nalezy przede wszytskim wyssac krem, ktory
          znalazl sie na chusteczce. Mozna to zrobic udajac, ze ksiadz wyciera nos.

          Ksiadz Paquin wyssal krem z chusteczki
          - Niech ksiadz przygotuje sline - mowila Gizela. - Powiem ksiedzu, jak nikt nie
          bedzie patrzal w nasza strone. W porzadku. Mozemy dzialac. Teraz!

          Ksiadz Paquin splunal w chusteczke.
          - Prosze teraz trzec plame! - komenderowala Gizela.

          Ksiadz potarl sutanne, plama znikla.
          • isma Sonata ksiezycowa 11.10.08, 23:55
            - Z kolei naucze ksiedza, jak jesc rurke z kremem bez uszczerbku dla sutanny -
            oznajmila Gizela. - Zasada pierwsza: nie sciskac rurki w palcach.
            Ksiadz Paquin ujal rurke nie sciskajac jej w palcach.
            - Zasada druga: nie zaciskac zbyt mocno zebow przy nagryzaniu - pouczala Gizela.
            Ksiadz Paquin nadgryzl rurke delikatnie.
            - Zasada trzecia: jezykiem wygarnac krem z wnetrza rurki tak subtelnie, jakby
            ksiadz lykal Beethovena - ciagnela Gizela.
            Ksiadz Paquin wygarnal jezykiem krem z wnetrza rurki tak subtelnie, jakby lykal
            Beethovena.
            - A teraz niech mi sie ksiadz odwdzieczy malym wykladem teologii.

            Ksiadz Paquin zaniepokoil sie znowu. Myslal, ze Gizela jest zbyt mloda i ladna,
            by mogl z nia rozmawaic swobodnie. Wokol kostki pod jedwabna ponczocha nosila
            srebrny lancuszek i ksiedzu Paquin wydalo sie to objawem bardzo swiatowej
            proznosci. Odrywajac wzrok od stop Gizeli, spotkal jej oczy usmiechniete i
            przyjazne, i to dodalo mu otuchy.

            - Jedna cecha nowoczesnego swiata uderza mnie szczegolnie - powiedzial z
            namaszczeniem. - Dawniej, bladzac, ludzie przyznawali, ze zle czynia. Dzisiaj
            usilnie staraja sie udowodnic, ze postepuja slusznie. Innymi slowy, nowoczesni
            grzesznicy sa nie tylko zlymi chrzescijanami, lecz rowniez zlymi metafizykami.
            Wyobrazaja sobie, ze ich praktyki nie tylko zmieniaja obiektywna prawde, lecz
            rowniez pozbawiaja ich prawa do wierzenia w nia.
    • isma Re: Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx 17.02.09, 23:26
      Wierszem:

      Nie zapomnij poprosic o raj.
      To nie musi byc w ostatniej chwili
      ani nawet na krzyżu.

      Nie zapomnij poprosic o raj
      proszę...

      www.youtube.com/watch?v=0WLedpz9a40
      • mader1 Re: Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx 18.02.09, 07:19
        wysłuchałam rano... przyda się dzisiaj smile do roboty !
      • samboraga Re: Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx 18.02.09, 09:03
        dziękuję i za wiersz, i za muzykę
    • isma Wer seines Lebens viele Widersinne... 24.02.09, 22:31
      Kto swego życia niedorzeczne wątki
      pojedna zgodnie, w jeden sens ogarnie,
      ten wyprosi
      z pałacu tych, co czynią wrzawę,
      inaczej będzie czynił, a ty jesteś gościem,
      którego wita w pogodne wieczory.

      Jesteś tym drugim jego samotności,
      statecznym środkiem jego monologów;
      i każde wokół ciebie zakreślone koło
      przydaje mu słój czasu coraz nowy.

      www.youtube.com/watch?v=lY6eORIi-y0
      • mamalgosia Re: Wer seines Lebens viele Widersinne... 26.02.09, 09:19
        boję się Rilkego
    • isma Spojrzenie powiekszajace serca (zawsze za male...) 06.06.09, 00:48
      Mialo byc poetycznie:

      Zaczynac od nowa, liczyc straty, liczyc poleglych,
      zaczynac nowy dzien, mimo ze was juz nie ma, ciebie,
      ktorego dwukrotnie pochowalismy i oplakalismy dwukrotnie,
      – zyles dwa razy mocniej niż inni, na dwoch kontynentach,
      w dwu jezykach, na jawie i w wyobrazni – i ciebie o ostrej twarzy
      i o spojrzeniu, ktore powiekszalo przedmioty i serca (zawsze za male).
      Nie ma was i dlatego bedziemy teraz wiedli podwojne życie,
      jednoczesnie w swietle i w cieniu, w jaskrawym sloncu dnia
      i w chlodzie kamiennych korytarzy, w zalobie i w radosci.
    • isma Roxana, czyli "usnijcie krwawe sny..." 19.07.09, 22:31
      Poniewaz mi sie przypomnialo, nie tylko przy okazji watku o gejach na Litwie:

      www.youtube.com/watch?v=014AESt5Fy4&feature=related
      • mader1 Re: Roxana, czyli "usnijcie krwawe sny..." 19.07.09, 22:35
        tak dużooo to nas ostatnio w 97 było wink))))
        • mama_kasia Re: Roxana, czyli "usnijcie krwawe sny..." 19.07.09, 22:37
          taki deszczowy wieczór wink)))
          • mader1 Re: Roxana, czyli "usnijcie krwawe sny..." 19.07.09, 22:43
            w Warszawie tylko grozi, nie pada.
            No, może jeszcze w 2007...
      • mader1 Czajkowski i miłość 20.07.09, 19:10
        na nasze forum się bardzo dobrze nadają
        www.youtube.com/watch?v=o_7CKopnwtc&feature=related
    • isma Re: Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx 28.12.09, 22:53
      No tak.
      Wierszem:

      byc może powrócimy tam do rozmów
      które przerwaliśmy tu
      w najważniejszym miejscu

      do spotkań
      które tak ciekawie się zapowiadały
      lecz zegarek nawoływał do rozstania

      dobudujemy szyny w nieskonczonośc
      wszystkim napoczętym podróżom
      które ugrzęzły w szczerym polu

      zeschłe strumyki wytrysną na nowo
      i rozbiegną się we wszystkie strony

      z wątków porzuconych w pospiesznym marszu
      wysnujemy zaniechane losy

      wszystko co przeżyliśmy będzie tam rozrastało sie do
      niebotycznych rozmiarów pęczniało rozpleniało
      na naszych oczach splatało i rozplątywało niczym
      w tropikalnych niestrzeżonych ogrodach

      i wszystko, czego nie zdązyliśmy ziścic (jakież
      niewiarygodne historie mieściły sie w spojrzeniach
      krzyżowanych z przypadkowymi ludźmi i jak szybko
      przecinaliśmy je nim zdążyły sie wydarzyc)

      albowiem żyliśmy pospiesznie rozsiewaliśmy tylko
      ziarna na wiatr
      nie oglądając się za siebie

      i wielkie będzie zdziwienie
      gdy chcąc przeżyc wszystko od początku
      będziemy sie musieli przedzierac
      przez niezglebioną puszczę wieczności.
      • mama_kasia Re: Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx 28.12.09, 22:56
        Dlatego teraz trzeba siać, zaczynać, rzucać słowa, myśli,
        uśmiechy i łzy, nawet jeśli się nie dokończy. Warto zaczynać.
      • mader1 Re: Ale nas tu dużo wieczorową porą :) n/tx 29.12.09, 09:53
        piękne... zbieranie owoców z tych drzewek, które się posadziło albo
        spoglądanie na przedziwne rośliny urosłe za naszą przyczyną...
        Obym nie przechodziła przez spaloną ziemię...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka