Dodaj do ulubionych

Martwić się...

19.11.07, 10:53
Mam przyjaciółkę. W Jej rodzinie, nie tej najbliższej u dzieci czy
męża, ale w tej troszkę dalszej, ciągle coś złego się dzieje. Ona,
choć ma swój własny dom, stara się wspomóc rodzeństwo... wiele razy
chodzi zmartwiona, przybita ich problemami...Problemami, którymi
chętnie się z Nią dzielą, oczekując na pomoc.
Czasem patrzę na Nią i zastanawiam się, jak wiele jeszcze można
wytrzymać...
Obserwuj wątek
    • brucha Re: Martwić się... 19.11.07, 19:25
      ale ja też zamartwiam się problemami mojego brata. chociaż mam męża
      i dzieci, brat i jego rodzina ciągle jest moją najbliższą rodziną.
      mój brat nie zamęcza mnie swoimi problemami. jest dorosły i potrafi
      je starannie selekcjonować. ale jak mu się coś naprawdę wali (np.
      żonie wykrywają guza trzustki, wielkości kurzego jaja), to pierwszy
      telefon jaki robi brat jest do mnie. i uznaję to za zupełnie
      normalną rzecz.
      a ile jeszcze można wytrzymać? zależy od cech osobniczych. ja jestem
      mało odporna na problemy najbliższych. zawsze wtedy wolałabym, żeby
      to mi się przytrafiło, byłoby chyba łatwiej...
      a gdzie w tym wszystkim Bóg? no właśnie. najbliżej mi chyba do tej
      biblijnej Marty, co to martwi się o wiele, a tak naprawdę potrzeba
      tylko jednego ;o(

      ps. ten guz trzustki okazał się na szczęście błędnym odczytem usg,
      ale to był jeden z tych momentów, kiedy ludzie zmieniają priorytety
      w życiu...
      • mader1 Re: Martwić się... 19.11.07, 22:10
        a ja... odbyłam wczoraj poważną rozmowę z mamą w obronie brata smile))
        Wcale nie musiał mi się skarżyć nawet.Wystarczyło, że Ona zaczęła mi
        opowiadać o swoich planach...
        A Wasze dzieci bronią się nawzajem przed Wami ?
        Trzymają wspólny front?
        Moje rzadko to robią. A młodszy to jest donosiciel wink))) - może wiek
        go usprawiedliwia ?
        • samboraga Re: Martwić się... 19.11.07, 22:36
          > A Wasze dzieci bronią się nawzajem przed Wami ?
          > Trzymają wspólny front?

          O wspólnym froncie moich dzieci to trudno póki co mówić, ale jak sobie przypomnę
          mnie i mojego brata to w domu też wspólnie mało byliśmy razem, a teraz, teraz na
          pewno częściej.
        • isma Re: Martwić się... 19.11.07, 23:30
          mader1 napisała:

          > A młodszy to jest donosiciel wink))) - może wiek
          > go usprawiedliwia ?

          Oooo, w tym wieku, taaaak, taaaak. Nasze nie ma na kogo donosic, to
          donosi na nas. Na przyklad, razu pewnego donioslo na mnie, ze
          dokonalam radykalnych dzialan przeciw zyciu poczetemu, likwidujac
          golebie gniazdo na balkonie mianowicie ;-(((.
          • mader1 Re: Martwić się... 20.11.07, 00:16
            o taaak... "popsować gniazdo bocianie" rozciaga się na wszystkie
            zwierzątka, żyjątka a szczegolnie jajeczka ptaszków...
            Moja pięciolatka nie pozwalała nawet ruszać mrówek (!) w starym
            mieszkaniu smile)))
            młodszy dzieli sie z nami wszystkimi spostrzeżeniami na temat
            sióstr... Muszą się trzymać na baczności...
            Ale potrafią się też zmartwić swoimi " krzywdami". Sposób
            pocieszania mają raczej... tego... taki... sportowy...
            Jak ostatnio wróciłam ze skreconą kostką do domu, dostałam na
            łyżeczce cukier z cytryną ( działanie ogólne) oraz opaskę od
            Najstarszej ( działanie miejscowe)
    • rycerzowa Re: Martwić się... 20.11.07, 00:58
      >A Wasze dzieci bronią się nawzajem przed Wami ?
      >Trzymają wspólny front?

      Moja rozmowa z synem:
      Ja: Wiesz, Najmłodsza będzie studiować informatykę!
      Syn: A czy ona już o tym wie wink?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka