ese1
06.01.08, 09:21
z wiara.pl
Nie odczuwam potrzeby, by się modlić, chodzić na Eucharystię, by się
spowiadać. Tak często mówią ci, którzy nazywają się chrześcijanami. Za to
kiedy odczują taką potrzebę, pojawiają się pretensje. Że Bóg nie chce ich
słuchać, że robi po swojemu, że nie można na Niego liczyć. Odmawiają mu prawa
do innego widzenia spraw, a czasem nawet do odrobiny szacunku. Posuwają się do
szantażu grożąc, że przestaną w Niego wierzyć. Jakby istniał tylko po to, by
spełniać ludzkie zachcianki.
Jeśli czytasz te słowa, Ciebie najprawdopodobniej ten problem nie dotyczy. Ale
strzeż się takiej postawy. Raczej bądź hojny jak owi mędrcy ze Wschodu, którzy
poświęcili sporo czasu i pieniędzy, by oddać pokłon Jezusowi. Klęknij do
modlitwy, nawet jeśli nie masz Bogu nic do powiedzenia, bo twoje serce wydaje
Ci się puste. Wstąp do kościoła, choć masz na głowie wiele innych spraw i
podaruj Jezusowi choćby tylko zakłopotaną milczeniem obecność. Nie skąp mu
złota, kadzidła i mirry. Swojego czasu, często nieporadnych słów i stałej
gotowości, by także wtedy gdy to sporo kosztuje, pełnić Jego wolę. Choć nazywa
Cię swoim dzieckiem, On jest Bogiem, ty człowiekiem, On stwórcą, ty dziełem
Jego rąk, On Panem, ty sługą bezużytecznym. Nie odwrotnie.