Dodaj do ulubionych

sakrament osoby obojętnej religijnie

13.01.08, 15:51
w wątku "ślubnym" minerwamcg napisała:

> "Sobór Watykański II zapowiadając reformę liturgiczna polecił, aby
> małżeństwo katolickie było zawierane podczas Mszy św. (OSM).
Słuszny
> powód mógłby zwolnić od odprawiania Mszy św., szczególnie wtedy,
> gdyby narzeczeni okazali się być ludźmi mało gorliwymi pod
względem
> religijnym lub wręcz obojętnymi."

Zrodziło to we mnie sporo pytań.

Czyli Koścół pozwala na udzielenie sakramentu osobom religijnie
obojętnym. Rozumiem, że dopuszcza jednoczęśnie udzielenie tego
sakramentu osobom nie będącym w stanie łaski - skoro na codzień nie
praktykują, to przecież jednorazowa spowiedź i komunia nie ma
większego sensu - a może wręcz ocierać o świetokradztwo. Tylko po co?

Jaki sens ma udzieanie sakramentu osobom, o których z góry wiadomo,
że wiara jest dla nich pewnego rodzaju przyzwyczajeniem czy
folklorem. Czy obniżanie poprzeczki nie utwierdza ich - często - w
gnuśności i tej religijnej obojętności? Może tych sakramentów
udzialmy zbyt łatwo i zbyt małym wysiłkiem? Może gdyby trudniej było
uzyskać ślub, chrzest czy komunnię, to ludzie bardziej by je cenili?
Przecież nie szanujemy tego co nam przyszło zbyt łatwo. Może mniej
by potem było unieważnionych małżeństw, ochrzczonych niewierzących i
innych niepokojących zjawisk. Dlaczego kapłąni tak zadko odmawiają
chrztu a zwłascza ślubu? Jako żywo nie slysząłam, by ktoś miał
problemy z zawarciem małżeńśtwa kościelnego. I nawet formalne
spisanie protokołu małżeńskiego nie skłania księży do zadania choć
pytania, czy te wszystkie rzeczy do których małżonkowie się
zobowiązują są przynajmniej dla nich zrozumiałe.

Ciekawa jestem waszego zdania.
Obserwuj wątek
    • kann2 Re: sakrament osoby obojętnej religijnie 13.01.08, 16:16
      Obrzęd ślubu i ewangelizacja ochrzczonych niewierzących

      68. Z uwagi na to właśnie, że w obrzędzie sakramentu specjalną uwagę
      poświęca się dyspozycjom moralnym i duchowym nowożeńców, w
      szczególny zaś sposób ich wierze, należy wspomnieć tutaj o dość
      często występującej trudności, wobec której mogą znaleźć się
      pasterze Kościoła w kontekście naszego zlaicyzowanego społeczeństwa.

      Wiara osób proszących o ślub kościelny może mieć różny poziom i
      pierwszym obowiązkiem pasterzy jest dopomóc w jej odkryciu,
      umocnieniu i doprowadzeniu do dojrzałości. Muszą oni także rozumieć
      racje, które skłaniają Kościół, że dopuszcza do obrzędu także tych,
      których usposobienie nie jest doskonałe.

      Wśród sakramentów małżeństwo ma tę cechę wyróżniającą je od innych,
      że jest sakramentem rzeczywistości już istniejącej w ekonomii
      stworzenia, że jest tym samym przymierzem małżeńskim, które zostało
      ustanowione przez Stwórcę „od początku”. Zatem podjęta przez
      mężczyznę i kobietę decyzja zawarcia zgodnie z zamysłem Bożym
      małżeństwa, czyli decyzja zaangażowania przez nieodwołalną zgodę
      małżeńską całego życia w nierozerwalnej miłości i wierności
      bezwarunkowej, zakłada w rzeczywistości, nawet jeśli w sposób nie
      całkiem uświadomiony, postawę głębokiego posłuszeństwa woli Bożej,
      ta zaś postawa nie jest możliwa bez Jego łaski. Znaleźli się już
      zresztą na prawdziwej i właściwej drodze zbawienia, która —
      założywszy ich szczerą intencję — może być dopełniona i doprowadzić
      do celu przez obrzęd sakramentu i bezpośrednie doń przygotowanie.

      Jest prawdą, z drugiej strony, że na niektórych obszarach raczej
      względy społeczne niż prawdziwie religijne skłaniają narzeczonych do
      zawarcia małżeństwa w Kościele. Nic w tym nie ma dziwnego,
      małżeństwo bowiem nie jest wydarzeniem dotyczącym jedynie tego, kto
      je zawiera, lecz z natury jest wydarzeniem społecznym, angażującym
      małżonków także wobec społeczeństwa i zawsze uroczystość jego
      zawarcia była świętem skupiającym rodzinę i przyjaciół. Wynika więc
      samo z siebie, że wraz z motywami osobistymi, także motywy społeczne
      wchodzą w grę przy prośbie o ślub kościelny.

      Nie powinno się jednak zapominać, że ci narzeczeni, na mocy chrztu,
      są już rzeczywiście włączeni w oblubieńcze Przymierze Chrystusa z
      Kościołem i że przez dobrą intencję przyjęli zamysł Boży odnoszący
      się do małżeństwa, a zatem, przynajmniej implicite, chcą tego, czego
      chce Kościół, kiedy sprawuje obrzęd sakramentalny małżeństwa. A więc
      sam fakt, że w ich prośbie są obecne także względy o charakterze
      społecznym, nie może usprawiedliwiać ewentualnej odmowy ze strony
      duszpasterzy. Zresztą, jak uczy Sobór Watykański II, sakramenty
      słowami i czynnościami rytu umacniają wiarę:168 tę wiarę, ku której
      narzeczeni już zdążają na mocy dobrej intencji, z pewnością
      wspomaganej i podtrzymywanej przez łaskę Chrystusa.

      Chęć ustalenia ostatecznych kryteriów dopuszczania do zawarcia ślubu
      w Kościele, które by brały pod uwagę stopień wiary nowożeńców,
      zawiera w sobie, niezależnie od wszystkiego, wielkie
      niebezpieczeństwa. Przede wszystkim ryzyko bezpodstawnych i
      dyskryminujących osądów; następnie ryzyko wywołania wątpliwości co
      do ważności małżeństw już zawartych, z wielką szkodą dla wspólnot
      chrześcijańskich, oraz nowego, bezpodstawnego niepokojenia sumień
      małżonków; popadłoby się w niebezpieczeństwo kwestionowania czy też
      poddania w wątpliwość ważności sakramentalnej wielu małżeństw braci
      odłączonych od pełnej komunii z Kościołem katolickim, stając w ten
      sposób w sprzeczności z tradycją kościelną.

      Przeciwnie, w przypadku, kiedy pomimo wszystkich poczynionych
      kroków, nowożeńcy wyraźnie i formalnie dają do zrozumienia, że
      odrzucają to, co Kościół chce dopełnić sprawując obrzęd małżeństwa
      ochrzczonych, duszpasterz nie może dopuścić ich do obrzędu. Nawet
      jeśli czyni to z żalem, musi przyjąć do wiadomości tę sytuację i
      uświadomić zainteresowanych, że w tym stanie rzeczy nie Kościół, ale
      oni sami stanowią przeszkodę do odbycia obrzędu, o który proszą.

      Jeszcze raz ujawnia się w całej pilności potrzeba ewangelizacji i
      katechezy przed i po zawarciu małżeństwa, realizowanej przez całą
      wspólnotę chrześcijańską, aby każdy mężczyzna i każda kobieta
      pobierający się mogli sprawować sakrament małżeństwa nie tylko
      ważnie, ale i owocnie.

      www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/adhortacje/familiaris.html#m4d
      • sion2 dygresja :) 13.01.08, 16:28
        Dialog przedchrzcielny ksiedza z rodzicami dziecka:
        - o co prosicie Kościół dla dziecka?
        ojciec:
        - o zdrówko!
        na zdziwiony wzrok ksiedza, matka poprawia:
        - nooo,zeby szczęśliwe było!

        smile czy sad ? nie wiem, dla mnie to przerazajace
        ja jestem zwolenniczka odmawiania sakramentow ludziom obojetnym
        religijnie gdzie rzuca sie w oczy ze przystepuja "dla tradycji"
        wiem jakie są racje teologiczno-duszpasterskie ale uwazam ze gdyby o
        sakramenty bylo trudniej, bylyby bardziej cenione
        • verdana Re: dygresja :) 13.01.08, 16:44
          Ale bywają różne przypadki - chyba lepiej, ze Kościół uwzględnia możliwość, ze
          osoba głęboko wierząca chce mieć ślub kościelny i dopuszcza wobec tego
          udzielenie sakramentu, niż gdyby miała powiedzieć "osoby wierzące, chcące
          poślubić osoby niewierzące lub słabo wierzące zostaną pozbawione sakramentu
          małżeństwa". Moim zdaniem - zdaniem osoby niewierzącej - Kościół robi dobrze,
          umożliwiając takie śluby, a nie zmuszając wierzących do rezygnacji z sakramentu,
          życia w związku niesakramentalnym (a więc bez możliwości pełnego uczestnictwa w
          życiu Kościoła), albo - co gorsza, robiąc prawdziwy "cyrk", czyli zmuszając
          osobę ochrzczona i niewierzącą do udawania i przyjmowania sakramentów...
          Ja brałam ślub za dyspensą. Też bez mszy.
          • sion2 Re: dygresja :) 13.01.08, 17:30
            ja sie nie wypowiadam o stopniu wiary, jej glebokosci bo tego zaden
            czlowiek nie oceni
            czlolwiek dla ktorego sakrament jest TYLKO tradycja i wyraznie to
            daje poznac, otwarcie kwestionuje prawdy wiary, nauke kosciola itd
            wg mnie nie powinien tak latwo miec dostepu do sakramentu
            podobnie uwazam ze w dzisiejszych czasach takiej powszechnej
            ignorancji religijnej wsrod ludzi np. I Komunia powinna byc
            udzielana dzieciom 9-10-letnim a nie 8-latkom
            w 4 klasie dziecko wiecej jest samodzielne w mysleniu, wiecej
            swiadome niz 8-latek ktory prezentuje zwykle to co ma w domu ale bez
            mozliwosci korygowania bo za maly, nie rozumie, powtarza jak papuga
            za rodzicami poglady, postawy itd

            ateista bioracy slub z wierzacym to zupelnie co innego, nie o takich
            przypadkach mowie
            nie twierdze ze mam racje, po prostu mam takie zdanie ze gdyby
            sakramenty byly naprawde wtajemniczeniami jak wsrod pierwszych
            chrzesscijan, gdyby dostapienie do np. I Komunii bylo ZASZCZYTEM a
            nie tradycją - wtedy ludzie ceniliby bardziej sakrament a co za tym
            idzie wiecej wspolpracowali z łaską co z kolei byloby swiadectwem
            dla niewierzacych a to z kolei wplyneloby na wieksze zainteresowanie
            Dobra Nowina
            • isma Re: dygresja :) 14.01.08, 00:49
              sion2 napisała:

              > w dzisiejszych czasach takiej powszechnej
              > ignorancji religijnej wsrod ludzi np. I Komunia...

              A no wlasnie. A przeciez mamy od jakichs 15 lat katecheze w szkole,
              podobno latwiej dostepna i - dzieki ocenom - majaca wiekszy prestiz.
              To chyba ta szkolna katechizacja jakos sie... hmmmm... nie bardzo
              sprawdza?

              (Kasia, to nie jest polemika z Twoja wypowiedzia, tylko sie wlasnie
              poddalam refleksji natury ogolnej wink))
              • kulinka3 Re: dygresja :) 14.01.08, 09:23
                No mamy tę katechezę, ale czy siostry zdaniem, pies wyłącznie tu jest
                pogrzebany? Dla mnie to trochę szersze zjawisko.
                Za naszych czasów,że ujmę temat jak stara baba,ze świadomością religijną też nie
                bywało lepiej, choć katecheza była przykościelna.

                • isma Re: dygresja :) 14.01.08, 09:40
                  Oczywiscie, ze szersze. Ale widac, ze katecheza szkolna antidotum na
                  nie nie stanowi, niestety ;-(((. Te pierwszokomunijne dzieci maja
                  teoretycznie idealne warunki do dobrego przygotowania. I co - i
                  guzik ;-(((.

                  [jako matka aktualnie znow udomowiona ide teraz obrac buraki na
                  barszcz. Ale wroce!]
                  • kulinka3 Re: dygresja :) 14.01.08, 09:43
                    Oj, nie stanowi, niestety;-(((. Witam wśród udomowionychsmile)).
              • sion2 Re: dygresja :) 17.01.08, 18:46
                isma napisała:

                >
                > A no wlasnie. A przeciez mamy od jakichs 15 lat katecheze w
                szkole,
                > podobno latwiej dostepna i - dzieki ocenom - majaca wiekszy
                prestiz.
                > To chyba ta szkolna katechizacja jakos sie... hmmmm... nie bardzo
                > sprawdza?
                >
                > (Kasia, to nie jest polemika z Twoja wypowiedzia, tylko sie
                wlasnie
                > poddalam refleksji natury ogolnej wink))
                >


                Katecheza w szkole odslonila to co sie dzieje w domach dzieci.
                Akurat mam grono kolezanek po fachu i opowiadaja mi o zachowaniach
                dzieci na katechezie, tych najmlodszych 0-3 klasa. Zgroza.
                Dzieciak u mojej nauczycielki od stazu pedagogicznego, naprawde
                fajnej kobiety ktora prowadzila wzorcowe lekcje, ciekawe i tresciwe,
                no wiec po lekcji na temat przyjazania "nie kradnij", chlopiec w 2
                klasie ukradł na przerwie koleznace zegarek. Czy to byla wina zlej
                katechezy?
                dzieci 6-9-letnie potrafia kpic z Boga, bazgrza po ksiazce do
                religii rysujac trupy i wojny, przy wykonywaniu znaku krzyza
                chwytaja sie za krocze ku uciesze reszty klasy, wyglaszaja monologi
                na tematy "glupiego Boga" w ktorego nie wierzą (sic!) przytaczajac
                takie argumenty ktorych zaden 7-latek sam nie wymysli. moglabym tak
                dlugo.
                to nie katecheza sie zmienila na gorsze, tylko rodziny zmienily sie,
                zmienili sie ludzie ktorzy Boga odrzucaja i nikt nie wie dlaczego
                posylaja dzieci na religię
                • isma Re: dygresja :) 17.01.08, 22:12
                  No, ale nawet zakladajac, ze masz racje co do zrodel tej religijnej
                  ignorancji, to tym bardziej trzeba szukac na nia jakiegos sposobu,
                  nie? Praw rodzicielskich sie przeciez rodzicom nie odbierze.
                  A jakos z tym sposobem, hm, mam wrazenie, ze cienko, no.

                  Jade ja sobie dzisiaj tramwajem, wisza mi nad glowa dwaj mlodziency.
                  I opowiadaja sobie o nauczycielach. W koncu zeszlo na katechetow.
                  Panowie z zachwytem licytuja sie, ktory ma lepszego: - "a my
                  zeszytow nie musimy miec"; - "a u nas inne lekcje pozwala
                  odrabiac"; - "a nasz to nic od nas nie chce, tylko cala lekcje rozne
                  swoje przygody opowiada", i dalej w ten desen. Wbilo mnie w
                  siedzenie, jak w koncu padlo nazwisko jednego z tych mlodziezowych
                  idoli, bo to niezgorsze ksiezowskie nazwisko bylo. A potem
                  mlodziency wysiedli na tym samym przystanku, co moj, i udali sie do
                  jednego z najlepszych liceow w Krakowie, obslugiwanego
                  katechetycznie m.in. przez kolegiate akademicka. Mojego liceum
                  zreszta ;-(((.
                  • mader1 Re: dygresja :) 17.01.08, 22:49
                    jak się licytowali, jest szansa, że używali hiperboli popisując się
                    ( a raczej popisując swojego katechetę tongue_out Młodziez w tym wieku ma
                    bujną wyobraźnię - wprawdzie dotyczy ona głównie hipotetycznie
                    odbytych sobotnio niedzielnych imprez, ale myslę, że co bardziej
                    lubiany katecheta może stać się też jej pokarmem smile)))
                    A młodzież w ogóle inaczej wyobraża sobie " dobrych" nauczycieli niż
                    rodzice.
                    Rozmawiam z synem sąsiadki... chodził do trzeciej klasy ogólniaka.
                    mówi, że mają najlepszą nauczycielkę polskiego w całej szkole." Cool
                    normalnie , inteligentna i jeszcze ładna laska". Brzmiało
                    obiecująco, więc z ciekawości spytałam , w którym miejscu
                    są... "A ...jakiś ten tam... romantyzm... po oświeceniu jest, nie ?"
                    W piątek mają ostatnie dwe lekcje polskiego i jak siedzą cicho (?!),
                    pani puszcza ich z drugiej lekcji..." Co tydzień ?" - pytam
                    ostrożnie i z nadzieją. "Przeważnie, chyba, że Ją wkurzymy ... -
                    spojrzał niepewnie- sorki.. zdenerwujemy..." Chyba mówił prawdę, bo
                    z prezentacji na maturze dostał 7 pkt. na 20 możliwych. Fajna.
                    • isma Re: dygresja do dygresji 17.01.08, 23:22
                      No taka mam nadzieje, ze troche, prawdaz, koloryzowali. Chociaz z
                      drugiej strony, znajac moja szkole, to nie takie rzeczy tam bywaly.

                      Biologia w klasie humanistycznej na ten przyklad: pani prof. B.
                      przez caly semestr (wyjawszy pierwszy kwadrans kazdej lekcji,
                      poswiecony podyktowaniu do zeszytu odpowiedniej partii materialu do
                      pozniejszego zakucia) opowiadala nam dzieje swej uprzedniej pracy w
                      Instytucie Zootechniki, wsrod ktorych to opowiesci poczesne miejsce
                      zajmowal smutny los pewnego pospolicie wystepujacego pasozyta,
                      ktorym dowcipni wspolpracownicy nadziali jej kanapke.
                      Aha, mozna bylo jesc podczas tych lekcji...

                      Na przedostatniej lekcji semestru odbywala sie klasowka, podczas
                      ktorej nalezalo odtworzyc z pamieci stosowne tresci (sciaganie
                      surowo wzbronione), a nastepnie na ostatniej lekcji semestru
                      nastepowalo wpisanie do dziennika ocen z tejze klasowki, oraz
                      uzupelnienie go ocenami adekwatnymi do uzyskanych powyzej wskazana
                      droga, tak aby kazdy jako ocene koncowa otrzymal to, co mu z
                      klasowki wypadlo wink)).
        • kulinka3 Re: dygresja :) 13.01.08, 16:55
          Kasiu, bliskie jest mi to co piszesz, ale kilka obserwacji zmieniło troszkę moją
          optykę.
          Kiedyś dziwiłam się,że moi znajomi chcą ślubu kościelnego, bo ich religijność
          była - znikoma.Wraz z przyjściem na świat dzieci widzę, jak wzrastają w w wierze
          i jest to moją ogromną radością.Oni wykorzystali więc ów kapitał sakramentu w
          piękny sposób.
          Sakrament bazuje na tym,że małżeństwo jest czymś bardzo naturalnym.Wystarczy,że
          dwoje chce być za sobą do końca życia.Tak naprawdę nawet kursy przedmałżeńskie
          nie powinny być obowiązkowe.Wiem, wiem jak to brzmiwink)), a więc jeśli jest taka
          dyspozycja, a osoby są ochrzczone to trochę trudno o reglamentacjęwink)) I
          wreszcie, jeśli ochrzczeni nie żyją w małżeństwie sakramentalnym to jest to dla
          nich sytuacja grzechu ciężkiego. Trudna rzeczywistość, zgodzisz się?
          • isma Re: dygresja :) 13.01.08, 22:33
            Ooooo, matko. Chyba sie zgadzam z siostra Kulinka! Zle ze mna,
            zaprawde wink)).

            A powaznie - akurat jesli idzie o sakrament malzenstwa, to bym sie
            nie czepiala. W zalinkowanej przez Kanna instrukcji jest takie fajne
            zdanie, ze trzeba sobie zdac sprawe, iz ewentualna przeszkoda nie
            jest Kosciol, tylko sami nupturienci. Ono sie wprawdzie tyczy odmowy
            dopuszczenia do zawarcia sakramentalnego malzenstwa, ale rownie sie
            tyczyc moze tych malzenstw, ktore sa zawierane dla bialej sukienki i
            spokoju rodziny. Straznikiem waznosci czy godziwosci nie jest w tym
            momencie (wylaczam tu kwestie formalnej poprawnosci) Kosciol,
            reprezentowany przez autorytet proboszcza. To sami nupturienci maja
            byc pierwszymi straznikami tych wartosci.
            No i tak jak ich sami strzega - to i takie malzenstwo (a nawet
            czasem jakis bonusik od Ducha sw. sie nadarzy, i malzenstwo lepsze,
            niz dyspozycja w momencie zawierania...). Mowimy o doroslych
            ludziach, ktorzy zazwyczaj wiedza, co czynia, i czynia to na
            rachunek wlasnego sumienia.

            Mam natomiast, istotnie, pewne opory przeciwko chrzczeniu jak leci,
            a zwlaszcza przeciwko pierwszej Komunii sw. w formie przezycia
            pokoleniowego. Katechezy przedchrzcielne, ktore jakoby w wiekszych
            parafiach powinny byc prowadzone co tydzien, to, eeee, w mojej
            parafii nie wystepuja ani co tydzien, ani wcale (to jest,
            przepraszam, zalezy kto ma dyzur w kancelarii - jak sie trafi ksiadz
            na gwarancji, to czasem zaprosi rodzicow i chrzestnych na
            indywidualna rozmowe, owszem). Mam tez niejasne wrazenie, ze
            rodzicow chrzestnych M. nikt sie nie pytal, czy sa katolikami, ze o
            jakichs papierach na okolicznosc bycia "porzadnymi katolikami" nie
            wspomne ;-O.

            Natomiast trzeba sobie zdawac sprawe, ze tak naprawde przypadki,
            kiedy mozna odmowic udzielenia chrztu dziecku, sa dosyc precyzyjnie
            zdefiniowane, i nie pozostawiaja wiele miejsca na swobodne uznanie
            proboszcza, ze ten czy ow niegodzien jest, aby jego dziecie do
            wspolnoty Kosciola przyjac:

            "Należy dopuszczać do chrztu wszystkie dzieci zgłoszone przez
            rodziców lub prawnych opiekunów, jeśli osoby te są wierzące i
            zobowiążą się, że dzieci będą wychowywane w wierze, w której zostaną
            ochrzczone (Chrzest nr 2 i 3).
            Wychowanie w wierze oznacza: doprowadzenie dziecka do świadomej
            przyjaźni z Chrystusem, a to dokonuje się przez: przekazanie dziecku
            podstawowych prawd wiary i zasad moralności głoszonych przez Kościół
            katolicki, a przede wszystkim nauczenie dziecka modlitwy, włączenie
            go w życie wspólnoty katolickiej (Msza św. niedzielna), posyłanie na
            naukę religii, doprowadzenie do pełnego udziału w Eucharystii i do
            przyjęcia sakramentu bierzmowania oraz wprowadzenie w dojrzałe i
            odpowiedzialne życie chrześcijanina.
            W związku z możliwością zaistnienia różnych sytuacji duszpasterskich
            ustala się:
            a) Nie udzielać sakramentu chrztu św. małym dzieciom bez faktycznej
            wiedzy rodziców (opiekunów), lub wbrew ich woli.
            b) Jeśli rodzice dziecka poprzestają na małżeństwie cywilnym,
            duszpasterz powinien starać się o doprowadzenie ich do zawarcia
            małżeństwa sakramentalnego przed chrztem dziecka. W przypadku
            wyraźnej odmowy, należy żądać na piśmie oświadczenia od rodziców
            dziecka i chrzestnych, że zobowiązują się wychować dziecko w wierze
            katolickiej. Również w wypadku, gdy rodzice żyją bez ślubu
            kościelnego z powodu przeszkód kanonicznych, należy żądać takiego
            oświadczenia.
            c) Jeśli jedno z rodziców dziecka jest wierzące, a drugie nie,
            dziecku należy udzielić chrztu.
            d) W zetknięciu się z trudnymi lub zawikłanymi problemami z zakresu
            chrztu, duszpasterz, w poczuciu odpowiedzialności przed Bogiem za
            owoce łaski tego sakramentu, powinien w poszczególne wypadki
            dokładnie wnikać, rozpatrzyć je, a następnie podjąć odpowiednią
            decyzję, lub w razie potrzeby zwrócić się do Ordynariusza."

            Jesli mialabym miec o cos pretensje do Kosciola, to nie o to, ze nie
            dosc surowo reglamentuje sakrament (bo jak widac, nie bardzo moze to
            czynic). Raczej o to, ze czasem zaniedbuje okolochrzcielna okazje
            katechezy rodzicow i chrzestnych (czy oni z tej okazji by
            skorzystali - to juz sprawa ich sumienia).

            A teraz, poniewaz ja mam szmergla eucharystycznego, to lepiej, zebym
            kazala sobie temat pierwszokomunijny litosciwie zmilczec.
            • nati1011 Re: dygresja :) 13.01.08, 22:48
              > Jesli mialabym miec o cos pretensje do Kosciola, to nie o to, ze
              nie
              > dosc surowo reglamentuje sakrament (bo jak widac, nie bardzo moze
              to
              > czynic). Raczej o to, ze czasem zaniedbuje okolochrzcielna okazje
              > katechezy rodzicow i chrzestnych (czy oni z tej okazji by
              > skorzystali - to juz sprawa ich sumienia).


              no te parę zdań o ważności sakramentu jego roli i właściwej
              celebracji to chyba nie tak wie wymagam? Albo kilka pytań choćby o
              praktyki religijne chrzestnych? Czy to nie jest tak, że niektórzy
              księża nie pytają, bo boją się usłyszęc coś, co spowoduje problemy?
              I chcą zwyczajnie uniknąć awantury z narzeczonymi czy rodzicami.

              Albo - skoro już te malżeństwa dla obojętnych religijnie - czy nie
              warto by było takim osobom zaproponować wręcz ceremonię bez komunii?
              Żeby nie prowokować ich do świętokradztwa? przecież skoro jest
              komunia, to małżonkowie i świadkowie wręcz są zmuszeni do jej
              przyjęcia?
              • isma Re: dygresja :) 14.01.08, 00:58
                No "pare zdan" to instrukcja od proboszcza wymaga ("omawia sprawy
                zwiazane z udzialem w liturgii i przyszlym wychowaniu dziecka", a
                dalej: "nalezy przeprowadzic bezposrednie katechezy
                przygotowawcze"), wiec wierni najwyzej moga jej przestrzeganie
                probowac wyegzekwowac.
                Nie wiem, szczerze mowiac, czy ktos sie tym systemowo interesuje,
                np. na szczeblu dekanatu lub sw. Kurii, czy takie przygotowanie jest
                i jak wyglada. Ale niespecjalnie widze mozliwosc wnikania w
                szczegoly "duszpasterskich, serdecznych i taktownych" (jak to
                pieknie zaklada instrukcja) rozmow toczonych w kancelarii wink)).

                Z tym ze, jeszcze raz powtorze - nawet gdyby rodzice badz chrzestni
                w takim przygotowaniu swiadomie nie uczestniczyli, to, wydaje mi
                sie, z litery instrukcji wynika, ze sam ten fakt nie moze byc
                powodem odmowienia chrztu dziecku.

                W tej samej instrukcji jest mowa o tym, ze potencjalny chrzestny nie
                moze zyc w zwiazku niesakramentalnym, zas jesli chadza do szkoly, to
                ma uczeszczac na katechizacje (ksiadz powinien zadac zaswiadczen).
                Inne przypadki sprzeniewierzenia sie kandydata na chrzestnego
                zasadom wiary - powodujace niezatwierdzenie propozycji rodzicow - sa
                ocenne. Pisza w instrukcji, ze duszpasterz "powinien" zadac od
                nieznanych sobie osobiscie kandydatow na chrzestnych swiadectwa z
                parafii, w ktorej mieszkaja. Ale "powinien", a nie "ma obowiazek"
                (oczywiscie jest mozliwe, ze w koscielnym jezyku prawnym to sa
                synonimy - w cywilnym co do zasady nie sa, i jesli ktos
                cos "powinien", to znaczy, ze rzecz sie pozostawia jego uznaniu).
                Nie mowiac juz, ze o tym zamieszkaniu, to jest powiedziane na tyle
                nieprecyzyjnie, iz moze chodzic o zamieszkanie tak stale jak i
                czasowe (czyli zaledwie trzymiesieczne - co wtedy o wierze kandydata
                na chrzestnego jego proboszcz moze sensownego stwierdzic, nie wiem).

                Nawiasem mowiac, w tej samej instrukcji pisza, ze sie powinno Lud
                Bozy pouczac o znaczeniu sakramentu chrztu w szczegolnosci w kazaniu
                na niedziele Chrztu Panskiego. No to niedziela ta wlasnie dzisiaj
                mija, homilia w najlepszej parafii w archidiecezji byla rewelacyjna,
                ale o sakramencie chrztu nie byla z cala pewnoscia ;-P.

                Co do celebracji sakramentu malzenstwa, to nie dalej jak wczoraj
                zostalam uswiadomiona wink)), z powolaniem sie na autorytet, ze,
                prawdaz, slusznym i zbawiennym jest (ale z cala pewnoscia nie ma
                mowy o PRZYMUSIE), azeby swiadkowie przystapili do Komunii sw.,
                albowiem to podkresla eklezjalny wymiar tego, co sie odbywa (a
                wiec "swiadkowanie" nie ma li i jedynie znaczenia jurydycznego).
                Ale swiadek na slubie nie musi byc katolikiem przeciez, i wtedy, z
                oczywistych powodow, do Komunii sw. nie przystepuje. No wiec,
                zasadniczo, i katolik, ktory nie jest, hmmmmm, w danym momencie
                dysponowany do przyjecia Komunii sw., tez nic w tym wzgledzie nie
                MUSI. A jesli mimo niedyspozycji to czyni, to na wlasna
                odpowiedzialnosc i kladac ewentualne swietokradztwo na wlasne
                sumienie, tyle.

                Z tym proponowaniem. Trzeba byc ostroznym, mysle. Mozna dac do
                wyboru rozne formy, to na pewno. Ale obawiam sie, ze duszpasterz,
                ktory by autorytatywnie stwierdzil, ze ktos jest katolik letni, i w
                takim razie "nie zasluguje" na slub z Msza sw., to by nie tylko mial
                od razu na koncie skarge do sw. Kurii, ale i baaardzo mocne
                argumenty musialby miec...

                Konczac, bo pozno. Ja zakladam, ze do Kosciola mozna miec rozne
                pretensje, i jesli sa one odpowiednio uzasadnione, to nalezy je
                artykulowac, w tym zwlaszcza na takim forum, na jakim to moze
                przyniesc konstruktywny rezultat.
                Natomiast, coz, w wiekszosci przypadkow czlowiek sam odpowiada za
                wlasne wybory. Nie wydaje mi sie, zeby mozna bylo skladac
                odpowiedzialnosc za nie na okolicznosc "prowokowania".

                Ja juz na tym forum to pewnie ze trzy razy w ciagu ostatnich trzech
                lat opisywalam, wiec nie bede moze audytorium nudzic - ale mnie sie
                przy okazji spisywania protokolu przedmalzenskiego zdarzylo trafic
                na istna oslice Balaama w sutannie. I kaplan ow tak ordynarnie (we
                wlasnym mniemaniu oczywiscie dowcipnie) podsumowal na koniec
                przebiegajacego w milej skadinad atmosferze spotkania (glownie
                dlatego, iz sporzadzajac protokol radzil sobie z wiekszoscia
                odpowiedzi sam, wpisujac w rubryczki co uwazal, chyba ze chodzilo o
                nasze dane adresowe wink))) moje owczesne wysubtelnione watpliwosci:
                i co do osoby mojego owczesnego narzeczonego, i co do mojego
                (niewierzacej ktora miala zamiar stac sie okazjonalnie praktykujaca)
                udzialu w tej calej ceremonii - zem sie tuz za drziami kancelarii
                parafialnej rozmyslila. Co do slubu koscielnego. A zaraz potem i co
                do owczesnego narzeczonego wink)).

                Dalibog, mysle, ze zupelnie nie ten cel ow ksiezyna chcial osiagnac -
                a jednak Pan Bog (ze skromnym udzialem resztek mojej woli i
                rozsadku, ktory lepiej pozno niz wcale podsunal mi mysl odkrywcza:
                ze za swoje wybory odpowiadam ja, a nie ten ksiadz!) i tak swoje
                zrobil wink)).
            • minerwamcg Re: dygresja :) 14.01.08, 22:23
              > No i tak jak ich sami strzega - to i takie malzenstwo (a nawet
              > czasem jakis bonusik od Ducha sw. sie nadarzy, i malzenstwo
              lepsze,
              > niz dyspozycja w momencie zawierania...).

              To samo mówi ksiądz, który o mały figiel, a dawałby nam ślub smile Że
              nie da się do końca sprawdzić, czy kandydat do sakramentu ma w 100,
              50 czy nawet 10 procentach właściwą dyspozycję do tegoż... i czasem
              nawet niekoniecznie trzeba. Łaska Boża też ma w tej sprawie coś do
              zrobienia, a Szef pisze prosto po liniach krzywych. I czasem okazuje
              się, że w życiu takiego delikwenta, co przystąpił do sakramentu dla
              tradycji, coś się dzieje, co sprowadza go do Boga... a sprowadza tym
              bardziej, że nie zerwał definitywnie z Kościołem.
              Spowiedzi po trzydziestu latach nie są tylko "pobożnym przykładem"
              do opowiadania na kazaniach. One się naprawdę zdarzają.
        • luccio1 Re: dygresja :) 13.01.08, 17:02
          Wytłumacz mi, co jest złego w samej prośbie o to, aby dziecko było
          a) zdrowe
          b) szczęśliwe?
          • sion2 Re: dygresja :) 13.01.08, 17:23
            Nie ma nic zlego w prosbie i modlitwie aby dziecko bylo zdrowe i
            szczesliwe. problem polega na tym ze udzielanie sakramentu odbywa
            sie w pewnej formule liturgicznej, ktora rodzice i chrzestni są
            zobowiazani poznac oraz wiedziec takze po co jest chrzest i czym w
            ogole jest. na przygotowaniu do chrztu m.in. są uczeni tej formuly
            ze gdy ksiadz zapyta "o co prosicie Kosciol dla swego dziecka" to
            sie odpowiada "o chrzest", podobnie wyznaje sie wiare i wyrzeka sie
            szatana w odpowiednim momencie, a takze czyni rozne gesty typu
            nalozenie bialej szatki czy uczynienie dziecku znaku krzyza na czole
            itd, jesli rodzice dziecka nie opanowali nawet takiego minimum...
            hm... nie wiem
            bo sobie wyobrazam ze gdyby chodzilo wystep przed prezydentem to by
            cwiczyli zapamietale kazda sekunce swego wystepu ale w kosciele
            przed ksiedzem... a po co? przeciez to tylko taki zwyczaj, tradycja,
            dziecko tak slicznie wyglada w bialym ubranku...
          • a_weasley Re: dygresja :) 14.01.08, 09:50
            luccio1 napisał:

            > Wytłumacz mi, co jest złego w samej prośbie o to,
            > aby dziecko było
            > a) zdrowe
            > b) szczęśliwe?

            W zasadzie nic, tyle że państwo najwyraźniej pomylili drzwi.
    • maika7 Re: sakrament osoby obojętnej religijnie 13.01.08, 16:38
      > Może tych sakramentów udzialmy zbyt łatwo i zbyt małym wysiłkiem?
      > Może gdyby trudniej było uzyskać ślub, chrzest czy komunnię, to
      > ludzie bardziej by je cenili?

      Według mnie "utrudnienie" niewiele zmieni, bo nie bardzo jest jak utrudniać.
      Sakramenty są dla wszystkich wierzacych - i tych co są w stanie pojąć symbolikę
      sakramentu i samej uroczystości i dla tych, którzy jedynie przeżegnać się
      potrafią. Wszelkie utrudnienia powodują ocenę wiary (albo ocene umiejetności
      oszukiwania?). Według mnie utopia.

      Kwestia sumień przystępujących do sakramentów...

      M.
      • a_weasley Re: sakrament osoby obojętnej religijnie 14.01.08, 09:56
        Maika7 napisała:

        > Według mnie "utrudnienie" niewiele zmieni, bo
        > nie bardzo jest jak utrudniać.

        Ależ jest, jest. I wielu księży utrudnia. Wcale nie jest tak łatwo ochrzcić
        dziecko żyjąc w związku niesakramentalnym.
        Jak powiedział jeden z bardziej skądinąd liberalnych duchownych, ksiądz Musiał:
        - Chrzci się dziecko, żeby je wychować po katolicku. No to najpierw trzeba
        samemu żyć po katolicku. Bo jak nie po to, to po co? Dla tradycji? Tu się nie
        organizuje obrzędów dla podtrzymania tradycji. Tu się udziela sakramentów.
        Inny ksiądz zwracał uwagę na powód owej niesakramentalności - co innego, jeżeli
        jest to np. dla jednej ze stron drugie małżeństwo, a co innego (gorzej), jeżeli
        poprzestali na magistrackim, bo tak.

        > Sakramenty są dla wszystkich wierzacych - i tych
        > co są w stanie pojąć symbolikę sakramentu i samej
        > uroczystości i dla tych, którzy jedynie
        > przeżegnać się potrafią.

        Aha. Zwłaszcza sakrament małżeństwa poprzedzony obowiązkowymi naukami,
        Eucharystia (I Komunia poprzedzona dwoma latami nauki i egzaminem), bierzmowanie
        (znowu egzamin). A już kapłaństwo to normalnie dla każdego przechodnia z ulicy...
    • nati1011 Re: sakrament osoby obojętnej religijnie 13.01.08, 20:13
      jestem pewna, że gdyby ksiądz nie przeleciał tylko poszczegolnych
      formułek, ale upewnił się, że oboje wiemy do czego się zobowiązujemy
      i co naprawdę oznacza małżeństwo po katolicku - to pewne sprawy by
      wyszły. Zmusiloby mnie to przynajmniej do zastanaowienia się nad
      pewnymi rzeczami(także nad swoją postawą). A tak, wiele osób nawet
      nie wie do czego tak naprawde się zobowiązali. Nic dziwnego, ze tak
      łatwo potem takie małżeństwo unieważnić.


      A chrzestny? Kto dzisiaj wybiera chrzestnego kierując się jego wiarą
      i postawą moralną? Jak spytałam się księdza, czy osoba ewidentnie
      opowiadająca się - publicznie - przeciwko kościołowi,
      niepraktykująca od wielu lat może byc chrzestnym to usłyszałam w
      odpowiedzi, że ważniejsze jest ochrzenie dziecka niż odpowiedni
      chrzestny. Smutne.
      • isma Re: sakrament osoby obojętnej religijnie 14.01.08, 00:36
        nati1011 napisała:

        ważniejsze jest ochrzenie dziecka niż odpowiedni
        > chrzestny.

        No powiedziane to jest dosyc lopatologicznie, ale racji tej tezie
        odmowic nie mozna.

        Po pierwsze, slaba wiara czy nawet niewiara chrzestnego nie powoduje
        niewaznosci chrztu wink)). Mozna w ogole nie miec chrzestnych
        przeciez, jesli z jakichs wzgledow nie jest to mozliwe. Potrzebna
        jest woda i formula trynitarna, oraz intencja szafarza uczynienia
        tego, co czyni Kosciol. A chrzestni - w dalszej kolejnosci.
        Dla ochrzczonego zas, skoro to wlasnie chrzest wprowadza go we
        wspolnote Kosciola - kiepscy chrzestni nie powinni byc znaczacym
        powodem, zeby sie tam przestac wybierac.

        Po drugie, przepisy mowia, ze to rodzice wybieraja chrzestnych, a
        duszpasterz ich tylko zatwierdza. Moze oczywiscie nie zatwierdzic,
        ale nie ma bezposredniego wplywu na to, zeby rodzice nastepnym razem
        zaproponowali sensowniej...
      • ula27121 Re: sakrament osoby obojętnej religijnie 14.01.08, 09:48
        nati1011 napisała:

        > A chrzestny? Kto dzisiaj wybiera chrzestnego kierując się jego wiarą
        > i postawą moralną?

        Ja. Ja tak wybieram i wybierałam rodziców chrzestnych i czasem nie jest to łatwesmile
      • a_weasley Jak kto wybiera chrzestnego 14.01.08, 10:15
        nati1011 napisała:

        > A chrzestny? Kto dzisiaj wybiera chrzestnego
        > kierując się jego wiarą i postawą moralną?

        My. Mamy już wybranych chrzestnych dla pierwszych dwojga dzieci i, owszem, ten
        element był bardzo istotny.
        Teraz jeszcze trzeba te dzieci powołać do życia...

        Swoją drogą znam też przypadek, gdzie siostra przyszłej matki słysząc, że nie
        chcą jej na chrzestną z tej racji, iż deklaruje się jako niewierząca, nie tylko
        poczuła się mocno urażona (acz nie posunęła się do twierdzenia, że to objaw
        nietolerancji religijnej), lecz także bardzo się zdziwiła. Dla niej zostanie
        chrzestną to był po prostu awans z cioci na ciocię sztabową.
        Nie wykluczam zresztą, że chrzestną następnej siostrzenicy (która ma się urodzić
        za miesiąc) zostanie, bo w międzyczasie uporządkowała swoje stosunki z Szefem.
        • nati1011 Re: Jak kto wybiera chrzestnego 14.01.08, 13:26
          a_weasley napisał:

          > nati1011 napisała:
          >
          > > A chrzestny? Kto dzisiaj wybiera chrzestnego
          > > kierując się jego wiarą i postawą moralną?
          >
          > My. Mamy już wybranych chrzestnych dla pierwszych dwojga dzieci i,
          owszem, ten
          > element był bardzo istotny.
          > Teraz jeszcze trzeba te dzieci powołać do życia...


          Ja też miałam chrzestnych zanim został poczęty młody smile)))

          ALe nie spotkało suię to z entuzjazmem reszty rodziny sad Teściowie
          mieli swoich wybrańców, dla nas absolutnie nie do zaakceptowania. sad
    • mader1 Re: sakrament osoby obojętnej religijnie 14.01.08, 10:13
      To ja jak Kulinka i tym razem Isma nawet surprised
      nie wiem, czy coś muszę dodawać, bo mnóstwo głosów i argumentów
      padło...
      Jeżeli dwoje młodych ochrzczonych ludzi przychodzi do księdza i
      oświadcza, że w Jego obecności chce sobie udzielić Sakramentu
      małżeństwa... Czego wiecej chcieć ?
      Ja nie oceniam pochopnie wiary znajomych czy przyjaciół. Przyznaję,
      ze nawet jak widzę, ze ktoś nie przyjmuje Komunii, nie uważam Go za
      bardziej lub mniej letniego... teraz ma jakiś problem po prostu.
      Nas trudno było nazwać letnimi, a o mało włos mielibyśmy krótki
      ślub, bez komunii, bez mszy - bo czasu nie było... i
      potraktowalibyśmy to z pokorą. Na następny dzień była przecież
      niedziela.

      Bł. Feliński napisał kiedyś " Nie potepiajcie, a nie będzicie
      potępieni, odpuszczajcie a będzie Wam odpuszczone. Dzisiejszy
      grzesznik może jutro być świętym, skoro podda się działaniu łaski".
      Zbyt wiele juz takich zman widziałam, żeby kogoś oceniać.
      Widziałam śluby na mszy, na której rodzina nie wiedziała jak się
      zachowac - bo choć babcia i mama należały do Żywaego Różańca jakoś
      dzieci nie zaglądały do Kościoła. I widziała sluby brane szybko, w
      pośpiechu, które pięknie owocowały smile
      Każdemu Bóg daje szansę.
      • ula27121 Re: sakrament osoby obojętnej religijnie 14.01.08, 10:19
        To ja dorzucę przykład kobiety, która znam. Która nawróciła sie w wieku około
        lat 40 i mówi, że nie wie czy miałoby by to miejsce gdyby wcześniej nie miała "
        bezmyślnego" kontaktu z sakramentami.....
      • a_weasley Re: sakrament osoby obojętnej religijnie 14.01.08, 10:21
        mader1 napisała:

        > Widziałam śluby na mszy, na której rodzina
        > nie wiedziała jak się zachowac - bo choć babcia
        > i mama należały do Żywaego Różańca jakoś
        > dzieci nie zaglądały do Kościoła.

        Heh. Ja z kolei pamiętam ślub, gdzie panna młoda i owszem, wiedziała, ale do
        komunii to z pierwszych ławek nie bardzo było komu przystąpić:
        - pan młody nieochrzczony
        - rodzice pana młodego niewierzący
        - ojciec panny młodej nieobecny
        - matka panny młodej rozwiedziona, żyjąca w konkubinacie
        - siostra panny młodej obojętna religijni
        i razem wziąwszy z rodziny towarzyczył młodej tylko piętnastoletni brat.
      • nati1011 Re: sakrament osoby obojętnej religijnie 14.01.08, 13:36
        > Każdemu Bóg daje szansę.

        Oczywiście. Ale mamy sytuację - tą z instrukcji - że kapłan widzi,
        ze ma przed sobą parę obojętną religijnie. On to wie i oni to
        wiedzą. Wg mnie przyjęcie komunii nie jest już sakramentem
        dopuszczalnym dla osób obojętnych religijnie. Tak samo przy
        spowiedzi trzeba spełnić pewne warunki. Tymczasem standartem jest
        wręczenie takiej parze karteczek do spowiedzi - dla mnie bez sensu.
        Bo albo jestem świadoma i te karteczki to pomyłka, bo mam trochę
        wiecej lat niż 9, albo zostaję przez księdza przymuszona do
        spowiedzi. Możecie nie wierzyć, ale wiele osób podpisuje te
        karteczki samemeu lub idzie do spowiedzi tylko po podpis, bo boi
        się, ze bez tego nie otrzyma sakramentu małżeństwa. Później w
        kościele para młoda śiedzi na środku. Wszyscy patrzą i OCZEKUJĄ że
        przystąpią do komunii. Ja wiem, żę większość robi to wszystko z
        serca i świadomie. Ale wiem też, zę wiele osób robi to przymuszonych
        sytuacją - bopjąc się co sobie pomyślą rodzice, sąsiedzi itp itd.

        Gdyby takiej parze (delikatnie)zaproponować ceremonię bez komunii
        wielu na pewno przyjęłoby to z ulgą i wdziecznością. Mogliby mieć
        sakrament małżeństwa - który oczywiście bedzie ich umacniał, bez
        obciażania sumienia spowiedzią i komunią do których w danym momencie
        nie są gotowi.
        • mader1 Re: sakrament osoby obojętnej religijnie 14.01.08, 13:44
          no wiesz... ja się spotkałam z tym, że raczej ksiądz tak delikatnie
          proponuje, chyba że ZNA rodzinę - co niestety w przypadku opisywanej
          przeze mnie pary i tak się nie sprawdziło sad((((
          To też może rodzić zamieszanie w drugą stronę - niektóre pary - i ja
          się spotkałam z takim zarzutem - uważają, że tak naprawdę to
          ksiądz " fukał' ( delikatnie sugerował smile))) ślub bez mszy, bo
          zapewne " za mało dali " smile
          • nati1011 Re: sakrament osoby obojętnej religijnie 14.01.08, 14:10
            no w sumie to zapomniałam, że jak ktoś jest mało zaangażowany
            religijnie to tym bardziej zwraca uwagę na kwiaty wkościele, śpiew
            organisty i zapewnioną przez księdza oprawę przedstawienia....

            Moją pierwotną intencją było przemyślenie, ze wielu ludzi - ja
            także - popada w takie samozadowolenie. Bo skoro nie ma problemów z
            sakramentami, ksiądz nie odmówił chrztu czy - nie daj Boże -
            rozgrzeszenia to znaczy, ze z moją wiarą wszystko w porżadku. Mogę
            żyć tak jak dotą, a na wszelki wypadem mam ubezpieczenie w parafii.
            Dobry ze mnie katoli - przecież nikogo nie zabiłem... Takie ustawowe
            minimum.
          • isma Re: sakrament osoby obojętnej religijnie 14.01.08, 14:32
            To! To! Dokladnie, o to chodzi! "Za malo czarnemu dalismy"!
            • nati1011 Re: sakrament osoby obojętnej religijnie 14.01.08, 14:43
              temat dawania - za mało, za dużo - jest mi całkowicie obcy. Za
              każdym razem dawaliśmy ofiarę w kopercie. Nie zdarzyło mi się, by w
              trakcie ustalania szczególów uroczystości ksiądz do niej zajrzał. A
              jak ustalaliśmy ślub, to wręcz odmówiono przyjęcia koperty podczas
              pierwszej wizyty - kazano przynieść na ostatnią - bo a nuz sie
              rozmyślimy smile))

              Choć słyszałam opowieści, że ksiądz mówił, że za mało - dotyczące
              naszej parafii. Znajomi doradzali nam ile MUSIMY dać. Ale ponieważ
              siedzi tam zawsze ten sam ksiadz staruszek, uważam, ze opowieści są
              wyssane z palca.
              • nati1011 Re: sakrament osoby obojętnej religijnie 14.01.08, 14:48
                a w sąsiedniej parafii, jak moja mama zamawiała mszę za moje
                zdrowie - leżałam pół żywa w ciąży, w szpitalu - to ksiadz oddał jej
                większość kwoty, każąc kupić lepiej owoców chorej. Zostawił sobie 10
                czy 20 zł. I nawet na myśl mi nie przyszło, że msza może być mniej
                wartościowa. wink

                • verdana Re: sakrament osoby obojętnej religijnie 14.01.08, 15:35
                  Od nas kiedyś ksiądz po kolędzie nie chciał wziąć grosza, gdy
                  obejrzał sobie "wystrój" mieszkania. Z trudem wreczylismy kopertę
                  tłumacząc, ze jestesmy ludxmi zamoznymi, tylko jakos nie mamy
                  energii do meblowania.
                  Podobnie chcrzest jednego z dzieci byl za darmo, komunia - "co
                  łaska".
                • mader1 Re: sakrament osoby obojętnej religijnie 14.01.08, 15:39
                  - leżałam pół żywa w ciąży, w szpitalu - to ksiadz oddał jej
                  > większość kwoty, każąc kupić lepiej owoców chorej. Zostawił sobie
                  10
                  > czy 20 zł. I nawet na myśl mi nie przyszło, że msza może być mniej
                  > wartościowa. wink

                  O zobacz jakie piękne zdanie napisałaś.....
                  Te sakramenty też tyle samo warte i dla tych co pierwotnie więcej od
                  siebie Bogu dali i dla tych co mniej. Chodzi o to tylko, co oni z
                  nimi zrobią.
                  A nie sposób tego przewidzieć.
                  Znałam takich co to dłuugo się nie spowiadali, bo zaczęli współżyć
                  przed ślubem. Nie spowiadali się, powoli zaczęli zapominać o całej
                  reszcie - i o mszy i o modlitwie, nie piszac już o Piśmie Św.
                  No i postanowili o ślubie - żeby się rodzina odczepiła, żeby
                  gadania nie było i... może tęsknili za jakims uporządkowaniem, ale
                  nie przyznawali się do tego. To nie jest modne.
                  Byli szczęściarzami smile))) Ksiądz przyjął ich bardzo dobrze, choć
                  pierwszy raz go na oczy widzieli - wiecie, co jakiś czas księża się
                  wymieniają w parafii,a to był akurat czas ich " nieuporządkowania".
                  Wypisał im, co mają po kolei robić, polecił dobre nauki
                  przedmalżeńskie... O naukach nic nie opowiadali, rozmowami o NPR
                  byli przerażeni - pierwszy raz słyszeli o czymś takim ( może nie
                  pierwszy raz - wcześniej ode mnie, ale chyba uważali, że
                  przechodzimy na jakiś ostry odłam protestantyzmu smile)))))...
                  Słuchaliśmy tego z uśmiechem... Potem... już do tego samego księdza
                  poszli raz , drugi do spowiedzi... ślub był na mszy a ja byłam
                  wzruszona, bo oni zaczęli porządkować swoje życie.
                  A to nie oznacza, że od teraz już nie mają wątpliwości. To oznacza,
                  że zaczęli się starać - starać zrozumieć, starać wypełniac
                  obowiązki, Przykazania Boże. Bardzo się cieszę, bo to dobrzy ludzie
                  smile
                  Ale znam też takich, co niby i okresu buntu nie mieli i wzorowi
                  byli - no wiecie, najpierw religia w salce katechetycznej, świetny
                  ksiądz to i wyjazdy z nim i podróże po sanktuariach i oaza, bo
                  znajomi- to samo towarzystwo- namówili i jest tak fajnie,
                  pielgrzymka... A potem... szkoda gadać... Bo ksiądz chamski... bo
                  mąż nie dość zarabia... bo on myslał, że ona będzie jak mama...
                  znalazł wreszcie tę wyśnioną " jak mama" - i na koniec - dlaczego
                  kościół nie akceptuje ich rozwodu ? Hmmm ... letni ?
                  nieuświadomieni ?
                  Ale to też może nie koniec...
                  Różnie jest i nie sposob przewidziec, kto się na Sakrament otworzy.
                  Dla kogo ta pierwsza spowiedź od lat, stanie się naprawdę pierwszą
                  na lata, a kto sobie podpisze papierek.
                  A swoją drogą nie cierpie tych zaświadczeń i papierków !
                  • a_weasley Re: sakrament osoby obojętnej religijnie 14.01.08, 22:00
                    mader1 napisała:

                    > A potem... szkoda gadać... Bo ksiądz chamski...
                    > bo mąż nie dość zarabia... bo on myslał, że
                    > ona będzie jak mama...
                    > znalazł wreszcie tę wyśnioną " jak mama"

                    ...bo zupa była za słona, a msze o niedogodnych godzinach. Zawsze wykręci, kto
                    nie ma chęci.
                    A stało się tak, aby się wypełniły Pisma. Mat. 13, 20-21.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka