nati1011
13.01.08, 15:51
w wątku "ślubnym" minerwamcg napisała:
> "Sobór Watykański II zapowiadając reformę liturgiczna polecił, aby
> małżeństwo katolickie było zawierane podczas Mszy św. (OSM).
Słuszny
> powód mógłby zwolnić od odprawiania Mszy św., szczególnie wtedy,
> gdyby narzeczeni okazali się być ludźmi mało gorliwymi pod
względem
> religijnym lub wręcz obojętnymi."
Zrodziło to we mnie sporo pytań.
Czyli Koścół pozwala na udzielenie sakramentu osobom religijnie
obojętnym. Rozumiem, że dopuszcza jednoczęśnie udzielenie tego
sakramentu osobom nie będącym w stanie łaski - skoro na codzień nie
praktykują, to przecież jednorazowa spowiedź i komunia nie ma
większego sensu - a może wręcz ocierać o świetokradztwo. Tylko po co?
Jaki sens ma udzieanie sakramentu osobom, o których z góry wiadomo,
że wiara jest dla nich pewnego rodzaju przyzwyczajeniem czy
folklorem. Czy obniżanie poprzeczki nie utwierdza ich - często - w
gnuśności i tej religijnej obojętności? Może tych sakramentów
udzialmy zbyt łatwo i zbyt małym wysiłkiem? Może gdyby trudniej było
uzyskać ślub, chrzest czy komunnię, to ludzie bardziej by je cenili?
Przecież nie szanujemy tego co nam przyszło zbyt łatwo. Może mniej
by potem było unieważnionych małżeństw, ochrzczonych niewierzących i
innych niepokojących zjawisk. Dlaczego kapłąni tak zadko odmawiają
chrztu a zwłascza ślubu? Jako żywo nie slysząłam, by ktoś miał
problemy z zawarciem małżeńśtwa kościelnego. I nawet formalne
spisanie protokołu małżeńskiego nie skłania księży do zadania choć
pytania, czy te wszystkie rzeczy do których małżonkowie się
zobowiązują są przynajmniej dla nich zrozumiałe.
Ciekawa jestem waszego zdania.