mamalgosia
17.09.08, 21:37
Swego czasu przeczytałam książkę J. Murphy'ego o tym właśnie tytule.
Było to może jakieś 10 lat temu. Byłam zachwycona. Wiem, że teraz
bym nie była. Ale chętnie porozmawiałabym o tym, co w nas drzemie.
Odkryj w sobie olbrzyma, każda kobieta to bogini...Jest trochę tych
haseł. Głównym ich niebezpieczeństwem - w moim odczuciu
przynajmniej - jest fakt, że człowieka stawiamy na samym szczycie
wszelkich hierarchii.
Ale może rzeczywiście jest tak, że nie wykorzystujemy możliwości
drzemiących w nas? Może to jakieś ukryte talenty, których nie
chcemy/boimy się/nie potrafimy odkopać?
Pamiętam z tej ksiązki nie za wiele, ale między innymi było takie
ćwiczenie: wieczorem należało wmówić swojej podświadomości, że
następnego dnia zbudzę się - dajmy na to - o godzinie 5.55. Mówisz
to sobie i wierzysz w to. Spróbowałam i tak było. Kilka razy, bez
budzika, godziny wymyślne.
Coś w tym więc jest. Jednocześnie nie wyobrażam sobie, że stoję
przed lustrem i afirmuję się: jestem piękna, jestem mądra, zdrowa i
bogata, a lada dzień uda mi się zmienić pracę.
Śmeiszy mnie to. A Murphy'ego nie. I wiem, że nie tylko jego.
Nie formułuję pytania, bo tak tylko pogadć na luźno chcę. Na ile w
to wierzycie, na ile macie sprawdzone, na ile Wam się to kłóci z
chrześcijaństwem - lub najzwyczajniej - ze zdrowym rozsądkiem...