potęga podświadomości

17.09.08, 21:37
Swego czasu przeczytałam książkę J. Murphy'ego o tym właśnie tytule.
Było to może jakieś 10 lat temu. Byłam zachwycona. Wiem, że teraz
bym nie była. Ale chętnie porozmawiałabym o tym, co w nas drzemie.
Odkryj w sobie olbrzyma, każda kobieta to bogini...Jest trochę tych
haseł. Głównym ich niebezpieczeństwem - w moim odczuciu
przynajmniej - jest fakt, że człowieka stawiamy na samym szczycie
wszelkich hierarchii.
Ale może rzeczywiście jest tak, że nie wykorzystujemy możliwości
drzemiących w nas? Może to jakieś ukryte talenty, których nie
chcemy/boimy się/nie potrafimy odkopać?
Pamiętam z tej ksiązki nie za wiele, ale między innymi było takie
ćwiczenie: wieczorem należało wmówić swojej podświadomości, że
następnego dnia zbudzę się - dajmy na to - o godzinie 5.55. Mówisz
to sobie i wierzysz w to. Spróbowałam i tak było. Kilka razy, bez
budzika, godziny wymyślne.
Coś w tym więc jest. Jednocześnie nie wyobrażam sobie, że stoję
przed lustrem i afirmuję się: jestem piękna, jestem mądra, zdrowa i
bogata, a lada dzień uda mi się zmienić pracę.
Śmeiszy mnie to. A Murphy'ego nie. I wiem, że nie tylko jego.

Nie formułuję pytania, bo tak tylko pogadć na luźno chcę. Na ile w
to wierzycie, na ile macie sprawdzone, na ile Wam się to kłóci z
chrześcijaństwem - lub najzwyczajniej - ze zdrowym rozsądkiem...
    • mamalgosia Re: potęga podświadomości 17.09.08, 21:38
      Sama ze sobą gadam, ale niech będziesmile
      Tutaj jest ta książka i kilka opinii czytelnikó:
      www.lideria.pl/Potega-podswiadomosci-Joseph-Murphy/sklep/opis?nr=130963
      Ale popatrzcie, ile ten pan popełnił dzieł! Nawet do Biblii nawiązał
      • minerwamcg Re: potęga podświadomości 17.09.08, 21:49
        Mamałgosiu, szalejesz jak łysy u fryzjera smile)) Ledwie parę dni po
        długiej nieobecności i tyle tematów! Niektóre pasjonujące, nad
        niektórymi formalna debata... Miałaś o czym myśleć przez tamten
        czas.

        Wierzę w samospełniające sie przepowiednie. Ks. Pawlukiewicz w
        jednym z kazań powiedział, że jak żona będzie mężowi kilka razy
        dziennie powtarzała, że jest głupi, to on w końcu naprawdę od tego
        zgłupieje!
        Skoro złe słowo ma taką moc, to dlaczego nie ma jej mieć dobre?
        • mamalgosia Re: potęga podświadomości 17.09.08, 21:56
          minerwamcg napisała:

          > Mamałgosiu, szalejesz jak łysy u fryzjera smile)) Ledwie parę dni po
          > długiej nieobecności i tyle tematów!
          Minerwo, wiem, że mówisz to żartobliwie, ale samej mi z tym
          niedobrze - wiem, że zbyt dużo gadam. Ale wierz mi, że selekcjonuję
          wypowiedzi - i tak piszę 1/30 tego, co mi przychodzi do głowysmile

          >
          > Wierzę w samospełniające sie przepowiednie.
          Naprawdę???? Rozwiń!




          Ks. Pawlukiewicz w
          > jednym z kazań powiedział, że jak żona będzie mężowi kilka razy
          > dziennie powtarzała, że jest głupi, to on w końcu naprawdę od tego
          > zgłupieje!
          A ja myślę, że nie. Wierzę, że na poczucie własnej wartości może
          takie gadanie wpłynąć - ale na rzeczywistą mądrość?
          • minerwamcg Re: potęga podświadomości 17.09.08, 23:06
            Przez samospełniające sie przepowiednie rozumiem wpływ wewnętrznego
            nastawienia człowieka na bieg wydarzeń. Jeżeli "przepowiem" sobie,
            że mi się nie uda, podświadomie będę grawitować w stronę przegranej,
            niechcący będę popełniać mikrobłędy i coraz mniej drobne potknięcia -
            aż w końcu rzeczywiście ściągnę sobie na łeb klęskę. Taka sobie
            chłopska psychologia dla ubogich - ale działa.

            Co zaś się tyczy poczucia własnej wartości i rzeczywistej mądrości,
            to po mojemu każdy człowiek jest jakoś tam mądry. Ma swoją wiedzę,
            doświadczenie, rozsądek i w odpowiednich warunkach - np. kiedy
            uwierzy w siebie i jest doceniony - robi z tej mądrości użytek
            lepszy, niż by robił słysząc w kółko, że jest głupi.
            • mamalgosia Re: potęga podświadomości 18.09.08, 09:22
              A ja właśnie nie wierzę w to, co Ty opisałaś jako "samospełniającą
              się przepowiednię". Nie raz nie wierzyłam, że coś się uda i bałam
              się czegos - a poszło dobrze. I odwrotnie - bardzo wierzyłam, ze
              jakaś sprawa ma wszelkie szanse powodzenia, do tego ja dołożyłam
              wszelkich starań (może nie "wszelkich", bo nie stałam przed lustrem
              i nie mówiłam "uda się, uda się") i niestety.
              Moje nastawienie może mieć wpływ na mój nastrój, na czyjś nastrój,
              na te sprawy, które zależą od tego "czynnika ludzkiego" - np
              przestraszona czy zestresowana mogę wygłosić gorsze przemówienie niż
              gdybym była wyluzowana i pewna siebie. Natomiast nie wierzę, by
              nastawienie miało wpływ na sprawy obiektywne. Nie wierzę również
              w "podświadome grawitowanie" w kierunku zwycięstwa czy porażki
    • mamalgosia Re: potęga podświadomości 17.09.08, 22:00
      A skoro już gadam sama ze sobą, to dołożę kawałek, któy zacytowałam
      na innym forum (ismo, spcjalnie dla Ciebie: "Przeczytałam ostatnio
      książkę...") - z książki podróżniczej o Syberii:
      "W latach 60 ubiegłego wieku prasa pisała o dramacie pewnego
      kolejarza neimieckiego, którego przez nieuwagę zamknięto w wagonie-
      chłodni. Był on przekonany, ze jeżeli nie nadejdzie pomoc, to umrze
      z zimna. Rzeczywiście, po 20 godzinach znaleziono go martwego, z
      objawami zamarznięcia. Okazało się, że - o ironio! - urządzenie
      chłodnicze było wyłączone, aśmierć nastąpiła wyłącznie pod wpływem
      sugestii..."

      Verdana ciekawie wypowiedziała sie o wpływie pozytywnego myślenia na
      chorobę.
      Ma wpływ?
      • mmb Re: potęga podświadomości 18.09.08, 08:44
        Pozwolę sobie dołożyć coś do twoich rozważań - czytam to forum od dawna, ale z racji nie posiadania dzieci nic nie mówię.
        Podświadomość jest ważna i jej działanie jest udowodnione np pokazują to wyniki leczenia placebo.
        Dla mnie kluczowe znaczenie w podejściu do podświadomości i możliwości człowieka jest to co naszym zdaniem jest źródłem tej siły.
        Jeśli traktujemy podświadomość tak samo jak pozostałe talenty które dostaliśmy od Boga i z których wykorzystania będziemy musieli zdać relację - to chyba jest OK. Wymaga to jednak wielkiej pokory, wiary połączonej z absolutnym niezachwianym posłuszeństwem Panu, której ja nie posiadam i dlatego wiem że nie powinnam do takich książek zaglądać.

        Jeśli jednak zaczynamy się traktować jako osoby o niezwykłej mocy i stawiamy siebie w miejscu Boga, mówimy: JA mam siłę, JA mogę, JA uzyskałam wyższy stan świadomości niedostępny dla zwykłych ludzi to nie jest dobrze.

        Niestety większość książek dotyczących tego typu tematów prezentuje ten drugi sposób myślenia i czytając je można przejąć taką ideologię. Szczególnie jak codziennie sobie powtarzamy przed lustrem jacy to jesteśmy naj..

        Nie chcę mówić, że takie książki są z gruntu złe, ale wydaje mi się że należy zachować przy nich szczególną ostrożność i stawiać sobie ciągle pytanie: czy fascynacja podświadomością rzeczywiście wynika z chęci służenia Bogu, rozwijania własnych talentów na Jego chwałę, czy z bardziej próżnych pobudek.


        • mama_kasia Re: potęga podświadomości 18.09.08, 08:53
          Tak, też tak czuję wink
        • mamalgosia nieposiadanie dzieci!!!!! 18.09.08, 09:23
          mmb napisała:

          > Pozwolę sobie dołożyć coś do twoich rozważań - czytam to forum od
          dawna, ale z
          > racji nie posiadania dzieci nic nie mówię.
          No jak możesz! Ja posiadam dzieci, a patrz jak głupio gadam! To nie
          jest kryterium! Pisz, pisz, pisz!
        • mamalgosia Re: potęga podświadomości 18.09.08, 09:32
          mmb napisała:


          > Podświadomość jest ważna i jej działanie jest udowodnione np
          pokazują to wyniki
          > leczenia placebo.
          Tak - świadczy też o tym zacytowany przeze mnie fragment. Ale mam
          wrażenie, że nei każdy ma taką siłę w sobie. A może brak wiary w nią
          jest większy niż ta siła? Bo jednak placebo nie poddaje się 100%
          osób, prawda?


          mówimy: JA mam siłę, JA mogę, JA uzyskałam wyższy stan świ
          > adomości niedostępny dla zwykłych ludzi to nie jest dobrze.
          I właśnie trafiłaś w sedno mojego pytania. A dlaczego uważasz, że to
          jest złe?
          Ja akurat nie czuję wewnętzrnych sił w sobie, jakiejś mocy, wiary
          zdolnej góry przenosić. Nie mam więc z tym osobistego problemu
          (raczej z przeciwnieństwem). niemniej jednak nie widzę w tym nic
          złego. Bardzo chciałabym móc czuć taką siłę, że dam radę, że jeśli
          nie górę, to może jakiś pagórek przeniosę. jeśli ktoś jest silny -
          to co w tym złęgo, że to stwierdzi? Tak, JA jestem silny. Być może
          źródłem mojej mocy jest oparcie w Bogu, być może jest to taka cecha
          charakteru - ale w efekcie to JA. Tak samo jak np artysta malarz -
          to on namalował obraz, on ma talent - wierzymy, że otrzymał go od
          Boga, ale przecież ma. I może się nim chlubić - może nie chełpić,
          ale chlubić - czemu nie?

          Mam znajomą z taką ogromną siłą wewnętrzną. Przeszła wiele, ja bym
          nie dała rady, a ona to wszystko - że tak powiem - olewa. Nie, że
          nie cierpi, nie płacze - tak, ale niesie łatwiej, sprężystym
          krokiem. Jest osobą niewierzącą. Ciekawe, że jej matka jest taka
          sama (obecnie 80letnia). Mówi otwarcie, że ma w sobie moc do
          przeskoczenia problemów i przeskakuje je

          >
          • mmb Re: potęga podświadomości 18.09.08, 09:54
            mamalgosia napisała:

            > mmb napisała:
            >
            > mówimy: JA mam siłę, JA mogę, JA uzyskałam wyższy stan świ
            > > adomości niedostępny dla zwykłych ludzi to nie jest dobrze.
            > I właśnie trafiłaś w sedno mojego pytania. A dlaczego uważasz, że to
            > jest złe?
            > Ja akurat nie czuję wewnętzrnych sił w sobie, jakiejś mocy, wiary
            > zdolnej góry przenosić. Nie mam więc z tym osobistego problemu
            > (raczej z przeciwnieństwem). niemniej jednak nie widzę w tym nic
            > złego. Bardzo chciałabym móc czuć taką siłę, że dam radę, że jeśli
            > nie górę, to może jakiś pagórek przeniosę. jeśli ktoś jest silny -
            > to co w tym złęgo, że to stwierdzi? Tak, JA jestem silny. Być może
            > źródłem mojej mocy jest oparcie w Bogu, być może jest to taka cecha
            > charakteru - ale w efekcie to JA. Tak samo jak np artysta malarz -
            > to on namalował obraz, on ma talent - wierzymy, że otrzymał go od
            > Boga, ale przecież ma. I może się nim chlubić - może nie chełpić,
            > ale chlubić - czemu nie?
            Piszę, że może być złe, a nie że zawsze jest złe.
            Ja osobiście miałam kontakt z pewną grupą zajmującą się zgłębianiem tego typu
            tematów i z tego powodu mogę być przewrażliwiona na tym punkcie wink.
            Nie uważam że jest złe że ktoś jest dumny z własnego talentu czy siły
            wewnętrznej. Boję się sytuacji gdy ten dar przypisujemy sami sobie, nie widzimy
            w nim daru tylko efekt własnych działań - wskazuję że to MOŻE (ale nie musi) być
            źródłem pychy i nawet odwrócenia się od Boga.
            Nie obawiam się sytuacji gdy ktoś ma jakiś niezwykły dar i traktuje go jako coś
            oczywuistego - co po prostu ma. Boję się sytuacji gdy ktoś kto nie posiada
            takich zdolności, a chce je mieć - posiłkując się książkami w stylu "Jak posiąć
            władzę nad ludźmi w 10 dni - przewodnik po technikach parapsychicznych" -
            próbuje wytworzyć w sobie jakieś paranormalne zdolności.
            To moim zdaniem jest bardzo niebezpieczne!!
            • mamalgosia Re: potęga podświadomości 18.09.08, 10:05
              NO tak, trudno się z Tobą nie zgodzićsmile

              A co do ostatniego akapitu, to jestem właśniesobą, która nie ma, a
              chciałaby mieć. Nie żeby panować nad 10 pracownikami (wystarczyłoby
              nad jednym - szefemsmile) ), ale żeby pokonywać zwyczajne codzienne
              problemy. Myślę, że samo chcenie nie jest złe
        • otryt Odin...dwa...tri...czetyrie... 18.09.08, 09:47
          mmb napisała:

          >czy fascynacja podświadomością rzeczywiście wynika z chęci służenia
          >Bogu, rozwijania w łasnych talentów na Jego chwałę, czy z bardziej
          >próżnych pobudek.

          W latach 90-tych mieliśmy w Polsce mega-fascynację podświadomością.
          W naszym kraju był goszczony, zapraszany nawet do kościołów, na
          stadiony Anatolij Kaszpirowski. W tych spotkaniach uczestniczyły
          miliony Polaków. Przez cały rok regularnie co tydzień występował w
          publicznej telewizji podczas seansów rzekomo mających przynieść
          zdrowie. Pokazywano jak zdalnie znieczula podczas operacji, tylko
          siłą hipnozy czy innego rodzaju oddziaływania. Nie wiem, czy to nie
          była telewizyjna manipulacja, technika telewizyjna każdą sztuczkę
          potrafi zainscenizować. Ja byłem bardzo sceptycznie do tego
          nastawiony, jednak seanse telewizyjne dość regularnie oglądałem,
          bardziej z ciekawości niż przekonania, do czasu gdy podczas takiego
          seansu powiedział, że możemy w sobie znaleźć taką moc.... że
          staniemy się nieśmiertelni. Przyszły mi na myśl słowa z Księgi
          Rodzaju: „Będziecie nieśmiertelni jako bogowie.” Pamiętacie kto taką
          obietnicę składał? Widać inni chyba mieli podobne myśli do moich,
          może ktoś z Kościoła interweniował, w każdym razie to był ostatni
          seans w telewizji, skończyła się jego aktywność w Polsce.

          Jednak wciąż dręczy mnie pytanie, jaki skutek te wszystkie seanse
          przyniosły? Tak w życiu indywidualnych ludzi, jak i całego
          społeczeństwa? Żaden? A może została otwarta brama dla jakiegoś zła?
          A może programował naszą podświadomość, że w określonych sytuacjach
          zachowamy się w ten a nie inny sposób. Kilka lat później były wybory
          do Dumy czyli Sejmu Federacji Rosyjskiej. Kaszpirowski był szefem
          sztabu wyborczego Władimira Żyrynowskiego – nacjonalisty,
          polakożercy.

          PS. Czy spełnione zostało życzenie Maryji z Fatimy, aby poświęcić
          Rosję, kto wie? Jan Paweł II bardzo chciał to zrobić. Nie dane mu
          było jednak odwiedzić Rosji.
          • mamalgosia ręce, które leczą 18.09.08, 09:57
            A, pamiętam. Nie oglądałam, bo się jakoś tych rąk (i tych oczu)
            bałam. Ale może uleczył kogoś? I skąd wiadomo, że jego moc od Złego
            pochodziła? przekonuje mnie jedynie, to co napisałeś o prywatnej
            stronie jego życia - ale gdyby prywatnie był dobrym człowiekiem?

            A co do poświęcenia Rosji Maryi, to wydaje mi się, że
            niejdenokrotnie było dokonane (choć nie na rosyjskiej ziemi). Nie
            wiem jednak, co by to miało znaczyć - jak można poświęcić kogoś (bo
            przeciez chodzi o Rosjan, a nie o glebę rosyjską) jeśli on tego nie
            chce? W imieniu tych, którzy wołać nie mogą - ale przeciez Bóg to
            wie, prawda? A w imieniu tych, którzy nie chcą być poświęceni - no
            to jak to? Mówimy też "Maryjo, Królowo Polski" - ale co to znaczy?
            ilu Polaków chce, by ich królową była Maryja?
            To obok wątku, ale ciekawe
            • otryt Re: ręce, które leczą 18.09.08, 10:03
              mamalgosia napisała:

              >To obok wątku, ale ciekawe

              To druga strona medalu zwanego Kaszpirowskim. Może się mylę? Kto
              powie, że nie mam racji?
              • madziaq Re: ręce, które leczą 18.09.08, 12:02
                Dzieckiem będąc, oglądałam Kaszpirowskiego na jakimś rosyjskim kanale. Usypiał
                mnie niezawodnie i za każdym razem, zanim zdążył doliczyć do czterech wink Ale nie
                wierzę w znieczulanie na odległość, telepatyczne leczenie, "magnetyzowanie wody"
                itp dziwne rzeczy. Miałam dwa razy w życiu doczynienia z bioenergoterapeutami i
                oba przypadki uważam za tzw ściemę.

                Wierzę natomiast w moc pozytywnego lub negatywnego nastawienia, tak jak opisała
                to Minerwa - po prostu, jeżeli człowiek podchodzi do czegoś optymistycznie,
                pełen nadziei, że mu się uda, to inaczej się do tego zabiera, z większą energią
                i chęcią niż ten, kto myśli, że cała rzecz i tak na pewno się skończy porażką.
                Myślę, że nastawienie psychiczne ma też duże znaczenie w procesie leczenia, ale
                nie są to żadne zjawiska nadprzyrodzone, a po prostu mechanizmy psychologiczne.

                A przy okazji, czy ktoś może mi wyjaśnić, co mają wspólnego objawienia fatimskie
                i Kaszpirowski, bo jako żywo nie widzę związku, poza tym, że w jednym i drugim
                przypadku pojawia się Rosja.
                • minerwamcg Re: ręce, które leczą 18.09.08, 12:15
                  > Myślę, że nastawienie psychiczne ma też duże znaczenie w procesie
                  leczenia, ale
                  > nie są to żadne zjawiska nadprzyrodzone, a po prostu mechanizmy
                  psychologiczne.

                  No więc właśnie! Ja też uważam, że nie ma w tym nic
                  nadprzyrodzonego: jest jakaś wola, koncentracja, pozytywne
                  myślenie... i stare żydowskie powiedzenie, że życie jest piękne, ale
                  ono nie lubi być piękne dla głupich smile
                • otryt Re: ręce, które leczą 18.09.08, 12:50
                  madziaq napisała:

                  >Wierzę natomiast w moc pozytywnego lub negatywnego nastawienia, tak
                  >jak opisała to Minerwa - po prostu, jeżeli człowiek podchodzi do
                  >czegoś optymistycznie,pełen nadziei, że mu się uda, to inaczej się
                  >do tego zabiera, z większą energią i chęcią niż ten, kto myśli, że
                  >cała rzecz i tak na pewno się skończy porażką.

                  Zgoda. Czy jednak pozytywne myślenie może dać nam nieśmiertelność?
                  • madziaq Re: ręce, które leczą 18.09.08, 13:00
                    szczerze wątpię wink Ale znam relacje, kiedy przedłużało życie, np gdy chory na
                    raka człowiek czekał na ślub dziecka, narodziny wnuka, czy jakieś inne ważne
                    wydarzenie. Dopóki miał tę motywację, trzymał się życia, a potem - szybciutko
                    odchodził na drugą stronę
                    • otryt Re: ręce, które leczą 18.09.08, 13:18
                      madziaq napisała:

                      >Ale znam relacje, kiedy przedłużało życie, np gdy chory na
                      >raka człowiek czekał na ślub dziecka, narodziny wnuka, czy jakieś
                      >inne ważne wydarzenie. Dopóki miał tę motywację, trzymał się życia,
                      >a potem - szybciutko odchodził na drugą stronę

                      To prawda. Jednak co innego nawet znacznie przedłużyć życie a co
                      innego zapewnić nieśmiertelność. Kaszpirowski obiecując
                      nieśmiertelność mocno się zapędził, rzekłbym odsłonił się,
                      zapalając tym samym liczne światełka ostrzegawcze. Jednak do tego
                      czasu mu wierzono.

                    • isma Re: ręce, które leczą 18.09.08, 14:28
                      To prawda, czesto sie tak zdarza.
                      Ale ja nie wiem, czy tak do konca to jest kwestia "motywacji".

                      Moze to łaska Boza jest?
                  • mamalgosia Re: ręce, które leczą 18.09.08, 15:05
                    otryt napisał:
                    .
                    >
                    > Zgoda. Czy jednak pozytywne myślenie może dać nam nieśmiertelność?

                    o! O! jakie fajne pytanie1 Czyli istnieją granice możliwości
                    pozytywnego myślenia, a może wręcz jakikolwiekk jego wpływ jest
                    ułudą?
                    • madziaq Re: ręce, które leczą 18.09.08, 15:25
                      Hmmm... Jakieś granice na pewno są, ale jak sobie tak teraz myślę, że co prawda
                      nieśmiertelności zdaje się nikt jeszcze nie osiągnął, ale są ludzie, którzy np
                      chodza po rozżarzonych węglach, leżą na potłuczonym szkle czy innych gwoździach,
                      albo na śniegu bez ubrania i nic im się nie dzieje. Oni twierdzą, że to siła
                      umysłu, że to można wyćwiczyć np przez koncentrację i medytację. Można mówić, że
                      robią to z pomocą jakiejś złej siły. A jak jest naprawdę, to chyba nikt nie wie,
                      może poza tymi ludźmi.
                      • mamalgosia fakir 18.09.08, 21:36
                        a właśnie. Dlaczego oni nie czują bólu? Przeciez nie są z azbestu
                        • moniowiec Re: fakir 19.09.08, 09:00
                          to podobno siła koncentracji.

                          podobnie możemy u siebie nawet zaobserwować, chociaż w znacznie mniejszym stopni. koncentrując się mocno nad jakimś zadaniem nie słyszymy jak ktoś do nas mówi big_grin czyli wyłączamy zmysł słuchu, tak jak fakir - zmysł czucia. podobno gdzieś (pewnie USA..) robiono eksperymenty z udziałem wpływu podświadomości na ciało - wmawiano ludziom w hipnozie (tak jak jedna z faz snu, chyba REM) że dotyka się ich czymś gorącym. dotykano aś lodem. na skórze tworzyły się bąble od oparzeń. taka sama historia jak z rosyjskim kolejarzem...
                          podświadomość jest taka dziwna bo ciężko nad nią zapanowac. przecież np. podświadomie boimy się pająka a one w 99,99% nic człowiekowi nie robią... (no jadowite ostatecznie tak). nigdy nie uważałam ze podświadomośc i wszelkie hipnozy to siła zła... zwyczajnie mocniej się skupiają by np. nie zamarznąć
                          ja też staram się koncentrować: jak dziecko 2 godzine mi wyje to powtarzam "jestem spokojna, nie denerwuję sie..." big_grin i działa. nie wydaje mi się że to zła siła mi pomaga...
                          • mamalgosia Re: fakir 19.09.08, 09:38
                            Aaa, to ja nei mogłabym być fakirem. Mam tak świetnie rozwiniętą
                            podzielność uwagi, że co prawda potrafię robić 5 rzeczy naraz
                            (umysłowych nawet i wymagających zaangażowania), ale niestety nie
                            potrafię robić jednejsad
                            no to się nie wyśpię na gwoździachsmile

                            Ale nie wierzę, że można nie zamarznąć na mrozie dzięki temu, że się
                            skupi

                            Ale dlaczego uważasz, że boimy się pająka?
                            • madziaq Re: fakir 19.09.08, 09:54
                              Ja się boję wink I w ogóle wszelkiego robactwa a im większe i więcej ma nóg, tym
                              gorzej - brrr
                              • mamalgosia Re: fakir 19.09.08, 10:53
                                No dobrze, ja też nie przepadam, ale uogólnienie wydało mi się
                                przesadne
                • mamalgosia Re: ręce, które leczą 18.09.08, 15:03
                  madziaq napisała:



                  > A przy okazji, czy ktoś może mi wyjaśnić, co mają wspólnego
                  objawienia fatimski
                  > e
                  > i Kaszpirowski, bo jako żywo nie widzę związku, poza tym, że w
                  jednym i drugim
                  > przypadku pojawia się Rosja.
                  No ja właśnie tak samosmile
                  • otryt Re: ręce, które leczą 18.09.08, 15:46
                    Kaszpirowski przypomina mi Wolanda rozdającego na prawo i lewo
                    pieniądze i wytworne ubrania, które za chwilę znikną, bo sztuczki
                    Wolanda nie są trwałe. Szkoda tylko nieszczęśników, którzy mu
                    uwierzyli.
                    • mamalgosia Re: ręce, które leczą 18.09.08, 21:37
                      Ale czy wiadomo jaki był odzew na Kaszpirowskiego? Może uleczył
                      kogoś?
        • mader1 Re: potęga podświadomości 18.09.08, 10:09

          > Pozwolę sobie dołożyć coś do twoich rozważań - czytam to forum od dawna, ale z
          > racji nie posiadania dzieci nic nie mówię.

          Są tu osoby, które nie mają dzieci a mówią smile Nie jesteś jedyna, mów smile
          • nordynka1 Czytający ujawnijcie się! 18.09.08, 10:23
            zastanawiałm się własnie czy dolepić się z tym do jakiegos wątku czy
            założyć nowy a tu o - jest okazja smile)
            Agituję do wszystkich osób które czytają forum i chcą się
            wypowiedzieć, ale po kilku postach 'stałych bywalców' uznają, że
            mądrzejsi się wypowiedzieli i nie ma już co pisać - piszcie piszcie
            piszcie!!!
            Powiem Wam w tajemnicy że ja w naturze zwykle nie umiem się
            całkowicie i do końca wypowiedzeić na jakis temat, bo współrozmówca
            już sobie pójdzie zanim wyartykułuję wszystko co chciałam, taki dziw
            natury ze mnie wink. Potem kończe do lustra wink A pisząc mam czas na
            przemyślenie i nie widzę deprymującej mnie czasem twarzy drugiej
            osoby i jest łatwiej. O.
            • mader1 Re: Czytający ujawnijcie się! 18.09.08, 11:12
              > Powiem Wam w tajemnicy że ja w naturze zwykle nie umiem się
              > całkowicie i do końca wypowiedzeić na jakis temat, bo
              współrozmówca
              > już sobie pójdzie zanim wyartykułuję wszystko co chciałam, taki
              dziw
              > natury ze mnie wink. Potem kończe do lustra wink

              Nie wiedzą, co tracą ! Tym bardziej pisz u nas smile
            • mamalgosia Re: Czytający ujawnijcie się! 18.09.08, 11:52
              nordynka1 napisała:

              > zastanawiałm się własnie czy dolepić się z tym do jakiegos wątku
              czy
              > założyć nowy a tu o - jest okazja smile)
              > Agituję do wszystkich osób które czytają forum i chcą się
              > wypowiedzieć, ale po kilku postach 'stałych bywalców' uznają, że
              > mądrzejsi się wypowiedzieli i nie ma już co pisać - piszcie
              piszcie
              > piszcie!!!
              A ja o tym myslałam własnie wczoraj pod prysznicemsmile Myslałam, zeby
              poprosić te osoby, by się jakoś ujawniły - te, które tylko czytają.
              Ale potem pomyslałam, że przeciez może to być neimozliwe - są tacy
              (znam co najmniej 2), którzy TYLKO czytają, a nie mogą pisac na
              forum (nie zgłosili z jakichś przyczyn), tak więc oni nie napiszą.


              > Powiem Wam w tajemnicy że ja w naturze zwykle nie umiem się
              > całkowicie i do końca wypowiedzeić na jakis temat, bo
              współrozmówca
              > już sobie pójdzie zanim wyartykułuję wszystko co chciałam, taki
              dziw
              > natury ze mnie wink.
              A ja ani w naturze, ani na pismie. potrafie wyłozyć przedmiot,
              kótrego w szkole uczę (i to wiem, że dośc dobrze), natomiast swoich
              myśli nie potrafię przekazać. często zresztą sama przed sobą nie
              potrafię ich sprecyzować - a co dopiero ująć w konkretne słowa.
              to ciekawe, ile w nas, ludziach, jest w środku. ile nigdy nie
              wyjdzie poza to wnętrze


              >Potem kończe do lustra wink
              "jestem piękna, jestem mądra"?smile))


              A pisząc mam czas na
              > przemyślenie i nie widzę deprymującej mnie czasem twarzy drugiej
              > osoby i jest łatwiej. O.
              >
              >
              • nordynka1 Re: Czytający ujawnijcie się! 18.09.08, 17:35

                ja - > >Potem kończe do lustra wink
                Mamałgosia - > "jestem piękna, jestem mądra"?smile))

                nieee, na mnie to też nie działa smile)

                kończe to wszystko co chciałam powiedzieć a co udało się ubrac w
                słowa duużo za późno.
            • mamalgosia Re: Czytający - ilość 18.09.08, 21:39
              Czy Moderatorzy wiedzą, kto odwiedza to forum?
              Administruję pewne forum i mam do tego wgląd - oczywiście widzę
              tylko zalogowanych i tych ze stałym IP. Ale to forum nie jest na
              gazecie, nie wiem jak tutaj
    • a_weasley Amerykański mit - każdy może być każdym 18.09.08, 10:15
      Tam jest od groma takich filmów o alkoholiku z drużyną paralityków wygrywającym
      Super Bowl itp. Człowiek na to patrzy i zastanawia się, po co zawodnicy innych
      drużyn latami śrubowali kondycję i technikę, skoro wystarczy uwierzyć w siebie?
      Jak podejrzewam, jest też dzięki takim filmom i takim poradnikom tłum ludzi
      sfrustrowanych, którzy uwierzyli w siebie i nic z tego nie wynikło. Oczywiście
      ktoś z tego korzyść odnosi, bo niektórzy z nich mają trochę kasy i dają zarobić
      terapeutom.
      • minerwamcg Re: Amerykański mit - każdy może być każdym 18.09.08, 10:42
        Trywializując w taki sposób można sprowadzić do absurdu wszystko.
        Ale przypomnij sobie, czy nie zdarzyło się, że ktoś gorzej
        przygotowany od Ciebie dostał lepszą ocenę? Że tę samą wiedzę ktoś
        sprzedał gorzej, ktoś lepiej? Że dwóch umiało to samo, jeden zdał,
        drugi nie? Szczęście? Zapewne. Ale szczęściu też można pomóc.
        • a_weasley Re: Amerykański mit - każdy może być każdym 18.09.08, 11:50
          minerwamcg napisała:

          > Trywializując w taki sposób można sprowadzić
          > do absurdu wszystko.

          Problem polega na tym, że widziałem zarówno parę takich filmów, jak i parę
          takich poradników budzenia olbrzyma i tam właśnie tego typu gruszki na wierzbie
          obiecywano.

          > Ale przypomnij sobie, czy nie zdarzyło się, że
          > ktoś gorzej przygotowany od Ciebie dostał lepszą
          > ocenę? Że tę samą wiedzę ktoś sprzedał gorzej,
          > ktoś lepiej? Że dwóch umiało to samo, jeden zdał,
          > drugi nie? Szczęście? Zapewne. Ale szczęściu
          > też można pomóc.

          Ależ ja nie twierdzę, że wiara w siebie jest nieprzydatna!
          • mamalgosia Re: Amerykański mit - każdy może być każdym 18.09.08, 11:55
            czy więc sa dwie różne rzeczy: wiara w siebie i wiara w powodzenie
            jakiegoś konkretnego przedsięwzięcia.
            I pozytywne myslenie na pewno ma wpływ na to pierwsze, ale czy na
            drugie?
          • minerwamcg Re: Amerykański mit - każdy może być każdym 18.09.08, 12:26
            > Ależ ja nie twierdzę, że wiara w siebie jest nieprzydatna!

            Problem w tym, Arthurze, że nikt nie twierdzi (z czym polemizujesz),
            że wiara w siebie może zastąpić wiedzę, doświadczenie, umiejętności
            itp. rzeczy, które zdobywa się latami. Tego naprawdę nikt tutaj nie
            powiedział smile))
            Ona może jedynie sprawić, że pewne rzeczy pójdą lepiej.
            I że może nie ubędzie Ci problemów rzeczywistych - ale urojonych już
            owszem, może ubyć, a to zawsze ułatwia życie.
            Z nastawieniem "poradziłam sobie sto razy, poradzę sto pierwszy"
            i "wyzdrowiałam z tylu chorób, wyzdrowieję i z tej" idzie jak
            przecinak Twoja mama. I co, źle jej z tym? smile
            • a_weasley Re: Amerykański mit - każdy może być każdym 18.09.08, 12:38
              minerwamcg napisała:

              > Problem w tym, Arthurze, że nikt nie twierdzi
              > (z czym polemizujesz), że wiara w siebie może
              > zastąpić wiedzę, doświadczenie, umiejętności
              > itp. rzeczy, które zdobywa się latami.
              > Tego naprawdę nikt tutaj nie powiedział smile))

              TUTAJ nie, natomiast przesłanie utworów, o jakich tu wspomniałem, takie właśnie
              bywa.
              Żebym nie wiem jak w siebie uwierzył i Ty do tego, nie zostanę rekinem giełdy
              ani nie odniosę sukcesów jako kierowca Formuły 1.
              • madziaq Re: Amerykański mit - każdy może być każdym 18.09.08, 12:49
                Może po prostu jeszcze nie spróbowałeś i nie wiesz, że masz do tego wrodzony
                talent wink

                A poważnie to już z dwojga złego wolę amerykańskie podejście pt "jesteś świetny,
                możesz wszystko" niż to, co się wpaja, albo przynajmniej wpajało niektórym
                polskim dzieciom, wliczając w to moją skromną osobę, czyli "nie wychylaj się,
                nie jesteś nikim nadzwyczajnym, zawsze doceniaj zasługi innych i bagatelizuj
                własne". Wydaje mi się, że nie masz racji mówiąc, że Ameryka jest pełna
                frustratów, którzy uwierzyli, że obudzą w sobie olbrzyma, ale im się nie udało.
                Z moich (krótkich) doświadczeń z tym krajem wynika, że ludzie tam cenią siebie i
                własne zdolności (nawet jeśli nie są geniuszami, bo w końcu świat nie składa się
                z samych geniuszy) ale nie mają o sobie przesadnie wysokiego mniemania. Może pro
                prostu miałam szczęście trafić na fajnych ludzi smile
                • a_weasley Re: Amerykański mit - każdy może być każdym 18.09.08, 13:06
                  madziaq napisała:

                  > Wydaje mi się, że nie masz racji mówiąc, że Ameryka
                  > jest pełna frustratów, którzy uwierzyli, że obudzą
                  > w sobie olbrzyma, ale im się nie udało.
                  > Z moich (krótkich) doświadczeń z tym krajem
                  > wynika, że ludzie tam cenią siebie

                  Osobistych doświadczeń nie mam. Opieram się na tym, co czytałem i co mi mówili
                  ci, którzy mają.
                  Wyłania się z tego obraz primo, kraju kontrastów, secundo, kraju, w którym
                  panuje kult sukcesu (którego ubocznym produktem jest kult celebrytów). Kult
                  sukcesu od małego - nie przypadkiem właśnie Hameryka jest ojczyzną dziecięcych
                  konkursów piękności.
                  Z jednej strony powoduje to docenianie tych, którzy sukces odnieśli, z drugiej o
                  wiele silniejszą frustrację tych, którym się nie udało.

                  > Może po prostu miałam szczęście trafić na
                  > fajnych ludzi smile

                  Zapewne. Zwłaszcza że ci, którym się nie powiodło, wykorzystują raczej okazję,
                  żeby siedzieć cicho. Winner takes all.
              • minerwamcg Re: Amerykański mit - każdy może być każdym 18.09.08, 12:50
                > nie zostanę rekinem giełdy
                > ani nie odniosę sukcesów jako kierowca Formuły 1.

                Jeżeli do Formuły 1 wprowadzą wyścigi nietuningowanych warszaw - kto
                Cię, kochanie moje, wie? smile)))

                Utwory o jakich wspomniałeś należałoby podzielić na dwie grupy.
                Poradniki, które powinny przynajmniej jakoś tam trzymać się
                rzeczywistości i nie obiecywać głuchemu zwycięstwa w Festiwalu
                Chopinowskim, i literatura piękna oraz film, gdzie można wszystko,
                dlatego Chance O'Grodnick startuje na gubernatora a Nikodem Dyzma
                zostaje premierem.
                BTW, ale już "Forrest Gump" ilu ludzi podniósł na duchu? smile))

                Dlatego pretensje do tych pierwszysch od biedy jestem w stanie
                zrozumieć (aczkolwiek sama nigdy nie spotkałam się z poradnikiem,
                który mówił np. jak zostać adwokatem nie studiując prawa), pretensje
                do tych drugich natomiast mógłby równie dobrze wnosić facet, który
                obejrzawszy Batmana włożył pelerynę od deszczu i skoczył z pieca na
                łeb smile))
      • mamalgosia Re: Amerykański mit - każdy może być każdym 18.09.08, 11:53
        byłą kiedyś reklama adidasa chyba; "I want - I can"
        . A moze jednak tak?
        • minerwamcg Re: Amerykański mit - każdy może być każdym 18.09.08, 12:11
          Na pewno trzeba "umieć chcieć". Ma to jakiś związek z
          niezniechęcaniem się, kiedy się nie uda i nieodpuszczaniem, choćby
          się wydawało, że nie ma się sensu upierać.
          Kiedyś dzięki takiemu nastawieniu objechałam pół świata i jeszcze
          przekonałam brata, żeby robił to samo smile Ja zdobyłam na tym trochę
          wspomnień i doświadczeń (albowiem jak to ktoś napisał w innym wątku
          podróże kształcą) a brat dodatkowo żonę smile)
          • verdana Re: Amerykański mit - każdy może być każdym 18.09.08, 13:58
            No, dobra, dobra...
            Ale my tu mowimy na kilka tematow, jak dla mnie bardzo od siebie
            odległych.
            Podswiadomość to jedno. jej wplyw na życie czlowieka na pewno
            istnieje, choć nikt nie wie do konca jak. Ale jak mnie cos boli, a
            lekarz mi mowi "to nic takiego" - to przestaje boleć. Zadziwiajace,
            ale prawdziwe. Podswiadomość moze nam przeszkadzać w zyciu, choc nie
            możemy powiedzieć, dlaczego mamy opory przed zrobieniem czegoś
            zupełnie zwyczajnego.
            Zupelnie czym innym jest silny charakter, niepoddawanie sie
            przeciwnosciom i tzw. siła przebicia. Znam sporo osob, ktore głęboko
            wierza swoja genialność, więcej - te wiare zdolali zaszczepic innym
            osobom, tak dobrze się reklamują. Mam jednnego takiego doktoranta,
            jestem pewna, ze zrobi karierę, choc jego praca jest marniutka.
            No i wreszcie nieco magiczne przeswiadczenie, ze kazdy może
            wszystko, byle tylko chciał. Barzo wygodne w spoleczenstwie
            konkurujacych ze sobą jednostek bo a. tlumaczy się tym, ktorym nie
            wyszlo,z e to jedynie ich wina i nie ma co im współczuc, a tym
            bardziej udzielać pomocy, b. tlumaczy się samemu sobie, ze zawsze
            jeszcze jest czas na sukces, wystarczy chęć, a nie ciężka praca,
            c.ci, co odniesli sukcas moga udawać, ze to wyłącznie ich zasluga.
            No więc o czym dysktujemy?
            • minerwamcg Re: Amerykański mit - każdy może być każdym 18.09.08, 14:33
              Tak i nie, Verdano. Bo przecież siła charakteru nie bierze się z
              powietrza. Charakter to coś, nad czym się pracuje - a więc możliwe
              jest wyrobienie w sobie pozytywnego stosunku do siebie i świata,
              dystans do sukcesów i porażek, i inne jeszcze cechy, które
              sprawiają, że żyje nam się łatwiej. Nie jest tak, że jak jesteś
              nieśmiała, to już zawsze taka będziesz, albo jeśli łatwo się
              załamujesz to pozostaniesz taka do śmierci.

              A że każdy może wszystko, tego nikt na tym forum nie twierdził.
              Elementem kształtowania charakteru jest także świadomość swoich
              słabych stron.
              • verdana Re: Amerykański mit - każdy może być każdym 18.09.08, 14:40
                No, nie wiem.
                Moja córka urodziła się z charakterem jak stal. Majac dwa lata miała
                charakter silniejszy niż ja, a i mnie nic nie brakuje. A ostatnie
                badania wykazuja, ze akurat niesmialość jest raczej dożywotnia,
                chyba, ze jest to niesmialość "wyuczona" - np. przez rodziców.
                Nie bardzo też wierzę w przerobienie pesymisty w optymistę "siłą
                woli".
                Wierzę w mozliwość pozbycia się niektorych wad, czy ich zlagodzenia,
                ale znacznie mniej w zmianę wrodzonego charakteru.
                • minerwamcg Re: Amerykański mit - każdy może być każdym 18.09.08, 14:45
                  > A ostatnie
                  > badania wykazuja, ze akurat niesmialość jest raczej dożywotnia,
                  > chyba, ze jest to niesmialość "wyuczona" - np. przez rodziców.

                  Nie wiem. Mnie jako żywo nikt niczego nie wyuczał, a zabrać głos
                  publicznie bałam się do końca studiów. Kiedy zaczęłam wykładać,
                  nieśmiałość po kawałku malała, a teraz publiczne wystąpienia po
                  prostu lubię smile))
                  • verdana Re: Amerykański mit - każdy może być każdym 18.09.08, 14:51
                    Niechęć do zabierania głosu publicznie to jeszcze nie prawdziwa
                    niesmiałość, to najwyzej brak pewnosc siebie.
                    Widzialam kilkoro prawdziwie niesmiałych dzieci i one nie odzywały
                    się nawet w znanym towarzystwie.
                • anndelumester Re: Amerykański mit - każdy może być każdym 18.09.08, 14:55
                  A ja sie zgadzam z Minerwą - chciec to moc. Ale trzeba samemu
                  chciec, probować, mierzyc się - jednym słowem ćwiczyć chrakter, a
                  nie ogladac sie na innych.
                  Niestety odnosze wrazenie, że lenistwo proste i chętki pojścia na
                  skróty sa dziś zbyt czesto tłumaczone wrodzoną słaboscią charakteru.
                  • mamalgosia Re: Amerykański mit - każdy może być każdym 18.09.08, 15:11
                    zawsze???
                    czyli brak efektów jest lenistwem?
                    • anndelumester Re: Amerykański mit - każdy może być każdym 18.09.08, 15:50
                      mamalgosia napisała:

                      > zawsze???
                      > czyli brak efektów jest lenistwem?
                      Kwestia nomenklatury. Ja na swoje potrzeby tak to nazywam -
                      lenistwo, lenistwo umyslowe, zaniechanie.
                      Czasam (na szczescie b. rzadko) spotykam takie osoby - no nic im
                      nie wychodzi, zycie to pasmo udreki, kazda podejmowana czynosc
                      niewypał. Zazwyczaj w parze idzie jeszcze niechec do zmian i do
                      jakiejkolwiek aktywnosci oraz zdziwienie , ze nie tak miało byc etc.
                      etc. Natomiast nie brakuje energi do szukania
                      wytlumaczeń...Zadziwiające.

                      Ja podobnie jak Minerwa wierze w mechanizm samospełniającego się
                      proroctwa. Jezeli ktos z gory zakłada , ze cos nie warto, nie bedze
                      dzialac to faktycznie nie zadziała.
                      I odwrotnie. Plus oczywiscie dawka myślenia racjonalnego.
                      • verdana Re: Amerykański mit - każdy może być każdym 18.09.08, 17:57
                        Problem jednak w tym, ze to nie działa tak samo w obie strony.
                        jesli założę, ze z nowej książki nic mi nie wyjdzie, to na pewno nic
                        nie wyjdzie - bo nie wlożę w to dostatecznej pracy, nie bedzie mi
                        się chcialo itd. Ale jesli założę, ze nowa książka będzie
                        powalającym świat naukowy arcydziełem, to równie może to byc gniot,
                        niezaleznie od moich chęci.
                        Niestety, negatywne myslenie czyni cuda, natomiast pozytywne nie ma
                        takiej mocy.
                      • mamalgosia Re: Amerykański mit - każdy może być każdym 18.09.08, 21:42
                        Nie mogę się z Tobą zgodzić. Tzn nie neguję, że piszesz prawdę - ale
                        może piszesz o sobie.
                        Na pewno nie jest tak zawsze i u każdej osoby.
                        Jest dziedzina, w której bardzo pracuję nad sobą. I akurat w tej
                        dziedzinie nie mam sobie nic do zarzucenia - tzn w sensie
                        opieszałości, lenistwa, odpuszczenia sobie. Absolutnie. Ale niestety
                        za "chcę" nie idzie "mogę". Być może próbuję ze słonia zrobić
                        baletnicę?
                • mamalgosia Re: Amerykański mit - każdy może być każdym 18.09.08, 15:10
                  verdana napisała:

                  > Wierzę w mozliwość pozbycia się niektorych wad, czy ich
                  zlagodzenia,
                  > ale znacznie mniej w zmianę wrodzonego charakteru.
                  I to jest dołujące
            • mamalgosia verdana 18.09.08, 15:09
              bardzo lubię czytać twoje posty, choć (a może właśnie dlatego?)
              prawie zawsze nie zgadzam się z Tobąsmile)

              verdana napisała:

              Ale jak mnie cos boli, a
              > lekarz mi mowi "to nic takiego" - to przestaje boleć.
              Bardzo dziwne. To chyba masz jakieś fantomy nie bóle. Rozumiem, że
              przestaję się przejmować tym bólem, gdy lekarz mi tak powie, ale
              żeby fizyczna odczuwalność się zmieniła???

              >. Mam jednnego takiego doktoranta,
              > jestem pewna, ze zrobi karierę, choc jego praca jest marniutka.
              ja mam taką koleżankę w pracy. Robi dookoła siebie tyle szumu i tak
              się reklamuje oraz podkręśla swoją wielkość, że na bardzo dużo osób
              to działa.
              Ale to tylko kwestia odbioru. Ona jest przeciez nadal tą samą osobą
              • verdana Re: verdana 18.09.08, 15:39
                Oczywiście , ze tak - bo jestem hipochondryczką. Placebo to dla mnie
                idealne lekarstwosmile)) Powiem więcej - z bardzo przykrej
                dolegliwosci wyleczylam się, gdy ojciec powiedział, ze miał to samo
                i ze dostał na to neospazminę... ja już nawet neospazminy nie
                brałam, samo przeszło.
                A sprawa charakteru - moim zdaniem większość nieporozumień tu bierze
                się z tego,z e kazdy z nas inaczej rozumie "charakter". Raz jako
                zbiór zachowań, ktore mozna korygować, raz jako 'calokształt" - nie
                wierze, zeby z melancholijnego flegmatyka mozna było zrobic
                przebojowego optymistę. Wierze,że może zachowywac się jak przebojowy
                optymista, wierzę tez, ze pewnie zemrze w wyniku tego na zawał.
                • a_weasley Re: verdana 18.09.08, 16:03
                  verdana napisała:

                  > nie wierze, zeby z melancholijnego flegmatyka
                  > mozna było zrobic przebojowego optymistę. Wierze,
                  > że może zachowywac się jak przebojowy optymista,
                  > wierzę tez, ze pewnie zemrze w wyniku tego na zawał.

                  I zdrowiej byłoby dla wszystkich - dla niego dosłownie, dla otoczenia w
                  przenośni - gdyby zaakceptowawszy siebie jako melancholijnego flegmatyka,
                  znalazł sobie zajęcie i satysfakcjonujący sposób funkcjonowania społecznego
                  odpowiedni dla melancholijnego flegmatyka. W końcu świat zaludniony przez samych
                  przebojowców byłby potworny.
                  • verdana Re: verdana 18.09.08, 17:38
                    Otóż to właśnie.
                • minerwamcg Re: verdana 18.09.08, 18:07
                  Raz jako
                  > zbiór zachowań, ktore mozna korygować, raz jako 'calokształt" -
                  nie
                  > wierze, zeby z melancholijnego flegmatyka mozna było zrobic
                  > przebojowego optymistę.

                  Ale z chowającego się pod krzesło nieśmiałka można zrobić jeśli nie
                  duszę towarzystwa, to wytwornego dżentelmena, który poda Ci dłoń
                  może z lekką rezerwą - ale nie ucieknie na drzewo.
                  W dogmat o wrodzonej i nieuleczalnej nieśmiałości nie wierzę.
                  • verdana Re: verdana 18.09.08, 18:26
                    Ja niby też nie, ale dopiero co czytalam spory artykuł amerykańskich
                    psychologów, ktorzy robili wieloletnie badania nad dużą grupa
                    niesmiałych dzieci 9 w USA jest nawet terapia farmakologiczna dla
                    niesmiałych) i doszli do wniosku, ze to nic nie dalo. Z abrdzo
                    nesmialych dzieci wyrosli niesmiali dorosli. Tyle, ze oni nie badali
                    dzieci 'zwyczajenie" niesmialych, takich co to nie chća powiedziec
                    wierszyka na imieninach babci, tylko tych, ktore mialy powazniejsze
                    klopoty, przechodziły terapię itd.

                    A przyklad z dźentelmenem to właśnie zmiana zachowania, nie
                    charakteru.
                    • a_weasley Re: verdana 19.09.08, 10:36
                      verdana napisała:

                      > w USA jest nawet terapia farmakologiczna
                      > dla niesmiałych)

                      W Polsce poniekąd też. Kiedyś apteki otwierali o 13-tej, a teraz to są nawet
                      całodobowe wink
                  • mamalgosia Re: verdana 18.09.08, 21:45
                    No dobrze, ale on przestanie być nieśmiały, czy po prostu nie będzie
                    ulegał swojej nieśmiałości, za każdym razem czując serce w gardle i
                    duszę na ramieniu?
                    Bo to trochę tak jak z lękiem. Uczę się z nim żyć i działać pomimo
                    niego, ale nie potrafię go usunąć
                • mamalgosia placebo 18.09.08, 21:40
                  To może homeopatia na Ciebie działa?
                  • madziaq homeopatia 18.09.08, 22:40
                    NO właśnie. Niby nie ma prawa działać, bo te "lekarstwa" to właściwie sam
                    cukier. Ale miałam kolegę w pracy, facet twardo stąpający po ziemi, w żadne tam
                    bioterapie i inne hipnozy nie wierzy. Kiedyś dyskutowaliśmy o homeopatii i ja
                    twierdziłam, że to pic na wodę, a on mówił, że przez ostatnie lata nie leczy się
                    inaczej jak tylko homeoptaycznymi środkami i mu pomaga. Wysunęłam argument
                    efektu placebo. A on na to, że u niego może faktycznie wystąpił taki efekt, ale
                    te lekarstwa pomagały również jego malutkiej córeczce, która nie była w ogóle
                    świadoma, że dostaje jakieś leki i jak one mają zadziałać. Więc co się stało w
                    jej przypadku?
                    • isma Re: homeopatia 19.09.08, 00:04
                      Zalezy, "na co" "pomagaly". Generalnie u dzieci np. wiekszosc infekcji ma
                      przyczyne wirusowa. A z wirusem normalny organizm radzi sobie sam, po
                      odpowiednim czasie. Homeopatia "pomaga", ale i bez homeopatii dolegliwosci by
                      najpewniej ustapily. To samo z uleczeniami z alergii - czesc alergii ustepuje z
                      wiekiem i dojrzewaniem ukladu immunologicznego (albo zmienia postac). "Leczeni"
                      homeopatia przypisuja to zjawisko zastosowanej terapii, nieleczeni po prostu
                      sie ciesza wink)).

                      Natomiast z cala pewnoscia homeopatia nie pomaga na odrastanie amputowanych
                      czesci ciala...
                      A Pan Bog i owszem wink)).
                      • madziaq Re: homeopatia 19.09.08, 09:21
                        Eee... no na odrastanie amputowanych kończyn to nawet silne antybiotyki nie
                        pomagają wink Co do których chyba się zgadzamy, że skądinąd są skuteczne. A z
                        ciekawości, znasz jakiś konkretny przykład, kiedy komuś jakaś amputowana częśc
                        ciała odrosła? (najchętniej nie legendy z V wieku tylko trochę bardziej
                        współczesne i udokumentowane wink)
                        • isma El Milagro 19.09.08, 10:23
                          Owszem wink)). Bardzo dobra ksiazke o cudzie z Calandy ostatnio
                          Messori napisal.
                          Nie jest to legenda z V wieku, tylko ladne dziesiec wiekow
                          pozniejsza, a w dodatku potwierdzona bardzo porzadnie w zrodlach
                          swieckich.
                          Co ciekawe, wspolczesny wydarzeniu opis "odzyskiwania" tejze
                          uprzednio amputowanej konczyny przez delikwenta odpowiada
                          dzisiejszej wiedzy transplantologicznej ;-O.

                          www.poczytaj.pl/76639?sesja=70111964091
                          www.calanda.es/milagro.htm
                          • mamalgosia Re: El Milagro 19.09.08, 10:59
                            a, właśnie, napisałam powyżej.
                            Nie tak "ostatnio" ale napisał. Ale dla mnie jakaś ciężka ta książka
                            była, choć normalnie Messoriego bardzo lubię.
                          • anndelumester Re: El Milagro 19.09.08, 12:17
                            Opis zachęcający,
                            jedak chyba to jest własnie ta granica, której nie jestem w stanie
                            przekroczyc. Historia nauki, medycyny tak, ale cuda i cudownosci,
                            odrastanie kończyń itp. juz mnie - sama nie wiem - deprymuja mnie
                            nieco.
                            • isma Re: El Milagro 19.09.08, 12:42
                              Mnie tez deprymuja wink)).
                              Dlatego nie mowie, ze wierze, i "na pewno" panu Pellicerowi noga sie
                              samotransplantowala. Ale istotnie na gruncie tych zrodel, ktore
                              Messori podaje, trudno rzecz podwazyc.

                              No, inna sprawa, ze Pan Bog litosciwie nam za duzo AZ TAKICH
                              atrakcji nie funduje wink))
                              • madziaq Re: El Milagro 19.09.08, 12:51
                                > No, inna sprawa, ze Pan Bog litosciwie nam za duzo AZ TAKICH
                                > atrakcji nie funduje wink))

                                A nie zastanawiacie się czasem dlaczego "dawno dawno temu" (czyli w czasach tak
                                odległych, że dokumentów nie było albo zaginęły i generalnie niewielu rzeczy
                                można być pewnym) cuda zdarzały się, można rzec, nagminnie w porównaniu z
                                czasami obecnymi? Zakładając, że faktycznie się zdarzały, a nie bywały wymyślane
                                przez księdza proboszcza, żeby kazanie było ciekawsze, to właściwie czemu Pan
                                Bóg już nam nie funduje tylu atrakcji? wink Tak mnie naszło na przemyślenia smile
                                • isma Re: El Milagro 19.09.08, 13:06
                                  Nie zastanawiamy sie jakos szczegolnie, albowiem uznajemy za
                                  naturalne, ze spora czesc zjawisk wszelkich tlumaczy sie racjonalnie
                                  po uplywie pewnego czasu. Niemniej sadzimy, ze jednak - niezaleznie
                                  od istnienia tej prawidlowosci - sa ROWNIEZ zjawiska, ktore
                                  racjonalnie wytlumaczyc sie nie daja.
                                  Ot, takie zmartwychwstanie Chrystusa np. wink)).

                                  Jak by to esencjonalnie powiedziec - jak dla mnie, dopoki TO
                                  OSTATNIE ZJAWISKO pozostaje niewyjasnione na gruncie nauki, to
                                  nie "boj sie mala trzodko", wszystko inne mozna sobie dowolnie
                                  kwestionowac. Albowiem wiara we wszystko inne potrzebna mi do
                                  szczescia nie jest wink)).
                              • anndelumester Re: El Milagro 19.09.08, 12:54
                                > No, inna sprawa, ze Pan Bog litosciwie nam za duzo AZ TAKICH
                                > atrakcji nie funduje wink))
                                Jak jeszcze było to dla mnie , powiedzmy istotne, to nurtowało mnie
                                czy TAKIE atrakcje sa w ogole potrzebne.
                                Teraz wiem, że tak.
                      • mamalgosia Re: homeopatia 19.09.08, 10:56
                        isma napisała:

                        > Zalezy, "na co" "pomagaly". Generalnie u dzieci np. wiekszosc
                        infekcji ma
                        > przyczyne wirusowa. A z wirusem normalny organizm radzi sobie sam,
                        po
                        > odpowiednim czasie. Homeopatia "pomaga", ale i bez homeopatii
                        dolegliwosci by
                        > najpewniej ustapily.
                        Wiesz, no niekoniecznie. U nas infekcja wirusowa czwartego dnia
                        przekształca się w bakteryjną i kanał.
                        Nie leczyłabym zapalenia oskrzeli, skrętu kiszek cyz Graves-Basedova
                        homeopatami. Ale mam koleżankę w pracy, która siebie i cała swoją
                        rodzinę leczy nawet w tak ciężkich przypadkach własnie "kulkami"
                        (ale chyba już tymi o większej potencji). I często z bardzo dobrym
                        skutkiem


                        To samo z uleczeniami z alergii - czesc alergii ustepuje z
                        > wiekiem i dojrzewaniem ukladu immunologicznego (albo zmienia
                        postac).
                        Własnie chciałam Cię zapytać. Bo powiedziano mi, że z alergii
                        wziewnej nie da się "wyrosnąć". Czy to prawda?


                        > Natomiast z cala pewnoscia homeopatia nie pomaga na odrastanie
                        amputowanych
                        > czesci ciala...
                        > A Pan Bog i owszem wink)).
                        Jakoś nie zmogłam tej ksiażki, ciężko mi się czytało. Ale cud był,
                        to fakt
                        >
                        • isma Alergia 19.09.08, 11:09
                          Na moja wiedze, sklonnosc do alergii nie ustepuje nigdy wink)).
                          Natomiast czesto w pewnych momentach zycia nie ma objawow, czasem
                          nawet przez kilkanascie lat. Najczesciej ma to zwiazek ze zmianami
                          hormonalnymi w organizmie (w koncu objawy wlasnie hormonami sie
                          niweluje).
                          Ja przestalam miec objawy alergii wziewnej (ewidentne, zawsze w
                          maju) w roku matury. I przez dwanascie lat byl spokoj, znaczy,
                          moglam uwazac, zem zostala wyleczona. Zero objawow, zero lekow.
                          No, ale od czasu urodzenia M. mam, niestety, dokladnie to samo, co
                          ongis ;-(((.

                          Znajomi "wyleczyli" kilkuletnie dziecko z alergii biorezonansem.
                          Znaczy, przestalo miec liszaje. Na razie nie zauwazyli korelacji
                          tego szczesliwego zjawiska z faktem, ze zaczelo co miesiac miewac
                          zapalenie oskrzeli...
                          • mamalgosia Re: Alergia 19.09.08, 13:38
                            Mój Młodszy ma do matury jeszcze trochę czasu, ale Twoja wypowiedź
                            mimo wszystko mnie pocieszyła
                    • a_weasley Re: homeopatia 19.09.08, 09:35
                      madziaq napisała:

                      > te lekarstwa pomagały również jego malutkiej
                      > córeczce, która nie była w ogóle świadoma, że
                      > dostaje jakieś leki i jak one mają zadziałać.

                      Też znam taki przypadek. W dodatku dziecko wcześniej było leczone
                      konwencjonalnie i nic nie pomagało.

                      > Więc co się stało w jej przypadku?

                      Odpowiedź zależy od tego, czy się wierzy w dogmat o nieskuteczności homeopatii.
                      • madziaq Re: homeopatia 19.09.08, 10:09
                        Czy ja wiem, czy to dogmat? Ja jestem generalnie umysł ścisły i jak chemicy,
                        którzy zbadali skład tych granulek, twierdzą, że tam po prostu nie ma nic, co
                        mogłoby kogokolwiek z czegokolwiek wyleczyć to ja im wierzę. Co nie zmienia
                        faktu, że w jakiś sposób na niektóre osoby działa. Widać są rzeczy na niebie i
                        ziemi, o których nie śniło się filozofom (ani chemikom wink)
                        • mamalgosia Re: homeopatia 19.09.08, 11:04
                          Chemikom śnią się czasem bardzo piękne rzeczy, zapewniamsmile

                          Ale jest tak, ze jak jakiś związek chemiczny jest wyjątkowo
                          zjadliwy, to nawet mikroskopowa jego ilość może zadziałać. może więc
                          mniejsza od mikroskopowej również?smile
                      • nordynka1 Re: homeopatia 19.09.08, 10:59
                        >
                        > Odpowiedź zależy od tego, czy się wierzy w dogmat o
                        nieskuteczności homeopatii.
                        >

                        zgrabna figura retoryczna

                        bowiem przy lekach homoepatycznych pojawia się kwestia wiary, tyle
                        ze w odwrotnym kierunku - zwykle są skutecznie kiedy delikwent w to
                        WIERZY

                        poddane ocenie naukowej dogmaty o homeopatii (w jakimkolwiek
                        kierunku)nie mają racji bytu, ta wiara nauce sie opiera

                        o homeopatii pisalismy dużo i wielokrotnie
                        ale mnie Artur sprowokował wink
                        • mamalgosia Re: homeopatia 19.09.08, 11:05
                          No właśnie niekoniecznie - napisałam o niemowlętach leczonych
                          homeoatycznie - naprawdę ani nie wierzyły, ani nie nie wierzyły.
                          • nordynka1 Re: homeopatia 19.09.08, 11:29
                            niemowlęta całym ciałem reagują na nastrój rodzica - sama
                            przekonywałam się o tym wielokrotnie, na własnych dzieciach
                            • mamalgosia Re: homeopatia 19.09.08, 13:39
                              Rozumiem, ze jesteś w 100% przekonana, ze homeopatia nie leczy
                              substancją czynną
                      • mamalgosia Re: homeopatia 19.09.08, 11:00
                        Tyle razy już na tym forum toczyliśmy rozmowy o homeopatii...
                        I chyba nigdy nie doszliśmy do jakiegoś jednoznacznego wniosku
                    • mamalgosia Re: homeopatia 19.09.08, 09:42
                      Zeszliśmy na kolejny tematsmile)))

                      Jako cxhemik powiem tak: te środki homeopatyczne, które mozna kupić
                      w aptece bez recepty (kulki glukozowe, "produkt leczniczy bez
                      wskazań leczniczych") mają substancję czynną w takim rozcieńczeniu,
                      że teoretycznie nie ma szans by zadziałała (bo jest jeszcze
                      homeopatia głębsza, o wyższych potencjach - wtdey tej substancji
                      czynnej jest więcej, więc można mieć nadzieję, że działa).
                      Co do placebo, to nie bardzo, bo często podaje się nawet niemowlętom
                      i działa
                • mama_kasia Re: verdana 19.09.08, 08:23
                  > Oczywiście , ze tak - bo jestem hipochondryczką. Placebo to dla mnie
                  > idealne lekarstwosmile))

                  O, to ja mam dokładnie to samo smile Lekarz powie, że jest ok.
                  i (jesli zaufany lekarz, bo nie każdemu dowierzam wink), to jest
                  ok. i przestaję odczuwać dolegliwości smile

                  I jeszcze zgodzę się z Waszymi (Twoimi i Artura) rozważaniami
                  o nieśmiałości smile
    • rycerzowa A w Piśmie napisano... 19.09.08, 11:45
      "... wiara twoja uzdrowiła cię".
      No nie?

      Co do Ameryki, to nie jest tak, że każdy może osiągnąć taki sukces, jaki sobie
      wybierze.
      Każdy może po prostu odnieść sukces. I to jest naprawdę kraj ludzi sukcesu.
      Straszliwy grubas (i lekki przygłup) ,który wpuszcza turystów
      na obszar rezerwatu Mono Lake, jest tak dumny ze swej pracy, ma taką minę,
      takie samopoczucie, jakby był co najmniej marszałkiem sejmu.

      Tam się tak wychowuje dzieci, by odnosiły sukcesy. Oczywiście,że na miarę
      możliwości, bo nigdzie "wyżej ... nie podskoczysz".
      Nastawienie na sukces daje sukces: na maksa wykorzystuje się swoje możliwości, a
      wszelkie osiągnięcia traktuje się jako sukces.

      Kiedyś tam u nich rzuciłam jakąś krytyczną uwagę na temat mojego syna. Więcej w
      tym było macierzyńskiej kokieterii, niż krytycyzmu, ale od razu usłyszałam, że
      to jest "typowo po polsku, zdołować dziecko". Dało mi to do myślenia.

      Tam nawet w kościele ludzie inaczej się modlą, inne śpiewają pieśni. Tak dużo w
      nich wiary w Bożą miłość,dużo zaufania, optymizmu, radości życia. Tak myślę, że
      głęboka wiara, iż "jestem coś wart, więc mi się uda" jest motorem aktywności,
      działania.
      Zazwyczaj "coś" się jednak udaje: szuka się złota, wynajduje się porcelanę, albo
      choćby Krzemową Dolinę.
      • madziaq Re: A w Piśmie napisano... 19.09.08, 12:02
        Rzeczywiście napisano.

        Są wyznania/sekty, które nie korzystają z pomocy lekarzy i nie przyjmują leków,
        bo twierdzą, że tylko Bóg ma prawo dawać i odbierać zdrowie czy nawet życie. To
        jak rozumiem nie za dobre podejście. Z drugiej strony jeśli kogoś uzdrowi wiara
        w działanie homeopatii, czyli prawdopodobnie zadziała efekt placebo i jakieś
        siły psychiczne tego człowieka, to też nie jest dobrze, przynajmniej KK, o ile
        wiem, homeopatii nie pochwala (właściwie dlaczego?). Jednym słowem, życie jest
        skomplikowane wink
        • rycerzowa Re: A w Piśmie napisano... 19.09.08, 12:14
          No właśnie, problem w tym, jak rozumieć słowa "wiara uzdrawia".
          Przecież nie w tym rzecz, by się modlić, zamiast leczyć.
          I nie tylko jedynie i dosłownie o zdrowie chodzi.
          Czyli - jak to się ma do tematu wątku.
        • minerwamcg Re: A w Piśmie napisano... 19.09.08, 12:38
          A bo generalnie zdrowie jest dobrem, choroba złem (z wyjątkiem
          wyjątków, ale o wyjątkach powyjemy sobie na inną melodię smile)))
          I Bóg pozwala nam pomagać sobie lekarstwami, ale czasem, proszony
          albo nie, sam przykłada rękę - tak jak pomógł kobiecie z krwotokiem,
          która jak czytamy w Ewangelii, wydała na lekarzy majątek. Jest w tym
          działaniu absolutnie nieskrępowany, pomaga jak chce i komu chce, Nie
          ma nic przeciwko temu, żeby Go prosić, ale łaski udziela według
          własnego rozeznania - i co do udzielenia lub nie, i co do sposobu.
          Dlatego zdawać się tylko na Jego łaskę byłoby tak, jak z tym facetem
          nawiedzonym przez powódź, znacie ten kawał...
          Dlatego moja teoria jest taka: każde wyzdrowienie jest jakoś tam
          dziełem Bożym. Czy stało się cudem Bożym, czy za wstawiennictwem
          świętej Dymphny (patronki umysłowo chorych), czy dzięki doktorowi
          Kowalskiemu i ampicylinie, czy dzięki preparatowi homeopatycznemu
          Larynx. Ile razy przecież tak bywało, że antybiotyk nie działał,
          choć powinien, a doktor Kowalski mylił się w diagnozie, choć nie
          powinien. Tym razem zagrało? To i chwała Bogu. Dlatego - ani zdawać
          się na cud, ani zbytnio ufać chemikaliom.
      • a_weasley Re: A w Piśmie napisano... 19.09.08, 15:58
        Rycerzowa napisała:

        > Zazwyczaj "coś" się jednak udaje: szuka się złota,

        W zasadzie tak, a z drugiej strony jeden biznes na siedem dożywa pięciu lat, a
        złota wielu szukało, ale niewielu znalazło.

        > wynajduje się porcelanę,

        A to akurat był Niemiec i to całkiem niedaleko stąd.
        • madziaq Re: A w Piśmie napisano... 19.09.08, 16:13
          > W zasadzie tak, a z drugiej strony jeden biznes na siedem dożywa pięciu lat, a
          > złota wielu szukało, ale niewielu znalazło.

          Ale moim zdaniem sztuką, którą opanowali Amerykanie, i to właśnie dzięki temu,
          że od małego im się wpaja wysokie poczucie wartości, jest to, że jak ten biznes
          padnie, to nie oskarżają o to Żydów / masonów / komunistów / kogo tam jeszcze...
          tylko próbują się podnieść, uczyć na błędach i rozkręcać kolejny biznes (może za
          siódmym razem się uda wink), albo też dochodzą do wniosku, że do biznesu nie mają
          głowy, ale za to są świetni w ... więc znajdą pracę w firmie, która się tym
          zajmuje. Ja ich odebrałam jako chorobliwych optymistów wink I bardzo im to pomaga
          smile Nawet pani, która sprzedaje bilety przy wjeździe na autostradę na jakimś
          totalnym zadupiu, gdzie przy okazji jest 40 stopni w cieniu, wygląda na
          zadowoloną z życia i ma chęć zamienić parę słów ze swoimi klientami. I to jest
          fajne, moglibyśmy się tego od nich uczyć smile
Pełna wersja