Dodaj do ulubionych

Bierzmowanie-pożegnanie

10.10.08, 14:47
dzisiaj usłyszałam stwierdzenie, że coraz częściej bierzmowanie jest uroczystym pożegnaniem Kościoła w obecności biskupa...
Coś w tym jest niestety.
Co jest tego powodem?
Mnie przychodzi do głowy poziom katechizacji.
Nie umiemy pieknie opowiadac o Bogu, który jest samym pięknem przecież.
Młody człowiek ma wykuć prawdy wiary, grzechy główne itd, ale żeby choć 10 minut miał pięknie powiedzieć o Jezusie...
Ludy Wschodu umiały przekazywać ustnie swoją religię, wytworzyć poczucie Sakrum, a u nas w katechezie brakuje pięknej retoryki, tylka ta sucha doktryna.
No nie jest tak?
Obserwuj wątek
    • melapela2 Re: Bierzmowanie-pożegnanie 10.10.08, 15:16
      U nas ciągle idzie się na ilość, a nie na jakość. Nie wazne czy
      dzici wierzą, czy chodza regularnie do koscioła, czy interesują się
      wiarą, modla....... Wazne żeby do chrztu, komunii, bierzmowania
      szedł ich cały tłumek.
      Z jednej strony to wina świeckich (ateistów i ludzi których mało
      obchodzi Bóg i Kościol) przystepujących do sakramentów (czy
      posyłających do nich swoje dzieci) na zasadzie "uczestnictwa w
      imprezie folklorystycznej", a z drugiej wina ksiązy, ktorzy
      dopuszczaja do takiego stanu i dopuszczaja takich ludzi do
      sakramentu.
      Bierzmowanie to ostatni sakrament (poza slubem - ale to za kilka,
      kilaknascie lat), który moze sie do czegoś "przydac", wiec i wszyscy
      sie do niego pchaja. Potem robią sobie "wolne" od Pana Boga i
      przypomina im On gdy trzeba isc do slubu (fajnie w białej sukience
      i z welonem).

      Inni, którzy wiare traktuja powaznie, wcale nie żegnaja sie z
      Kościołem, ale tych nie ejst niestety zbyt wieku sad
      • verdana Re: Bierzmowanie-pożegnanie 10.10.08, 15:41
        Moim zdaniem, ale od razu zaznaczam, ze mogę być niesprawiedliwa, bo
        to obserwacje z jednej parafii, pewnym problemem sa przygotowania do
        bierzmowania. Przede wszystkim Kosciół bardzo rozsądnie przesunął je
        pare lat temu z 8 klasy na 1 licealną - aby nie zbiegały się z
        przygotowaniem do egzaminu. Ale wprowadzono gimnazja - i w roku
        bierzmowania mlodzież - naprawde zajeta i zestresowana- zaczyna
        traktowac przygotowania jako tylko jeszcze jeden obowiazek, na ktory
        nie ma ani czasu, ani nie jest tak ważny jak inne. To raz.
        Dwa - to czas. Jestem jak najbardziej za przygotowywaniami poza
        szkołą, ale czy parafie nie mogłyby dać dni do wyboru? Naprawde, nie
        cala mlodziez może przychodzić np. co drugą niedzielę (a znam
        parafię, gdzie co niedziele) po południu. Babcię tez czasem trzeba
        odwiedzić. Z rodzicami porozmawiać. Odpocząć. W dodatku jest bardzo
        niski limit opuszczania zajęć - jedno lub dwa. . Moja corka miala do
        wyboru - bierzmowanie, albo zawody, w ktorych byla czlonkiem druzyny
        i nie bardzo mogła wystawić resztę do wiatru. Ksiądz
        usprawiedliwienie nie przyjął...
        Trzy. To biurokracja. Nikt na świecie nie lubi, gdy mu nie wierza -
        tymczasem w naszej parafii (może w innych jest lepiej), na kazda
        rzecz trzeba było mieć "karteczkę" - że sie bylo na zajeciach, u
        spowiedzi itd. 15-16 lat to wiek, gdy żaden człowiek nie lubi być
        traktowany od razu na wejsciu jako potencjalny oszust.

        Oczywiscie, sa i inne powody, choćby takie, ze po przejsciu do
        liceum rodzice przestają najczęściej kontrolowac , co robi dziecko w
        niedziele, wychodzić na wspólne spacery itd.
      • madziaq Re: Bierzmowanie-pożegnanie 10.10.08, 16:16
        Niestety to prawda. Rzeczywistośc wygląda tak, że bierzmowanie jest przyjmowane
        przez dzieci czy młodzież w wieku 15-16 lat często pod presją rodziców. Przykre
        to, ale niewiele jest takich rodzin, w których dorastające dziecko może
        porozmawiać z rodzicami, przedtsawić swoje racje i powiedzieć, że np nie czuje
        się jeszcze gotowe na przyjęcie bierzmowania, bo nie jest w 100% pewne swojej
        wiary, przechodzi teraz etap duchowych poszukiwań albo coś w tym rodzaju. A w
        tym wieku młodzi ludzie są jeszcze całkowicie zależni od rodziców w aspekcie
        praktycznym - mieszkają w domu rodzinnym, rodzice ich utrzymują itd. I jest to
        baaardzo silny i niestety często nadużywany instrument wpływu. Tak więc wiele
        młodych osób (sama o paru takich wiem) przystępuje do bierzmowania, choć jest im
        to właściwie obojętne albo nawe wbrew ich przekonaniom w danym momencie, ale
        rodzina po prostu nie przyjmuje możliwości, że mogliby tego nie zrobić (albo
        nawet przesunąć np o rok czy dwa).

        Biurokracja, jak napisała Verdana, też nie pomaga. Za moich czasów
        "bierzmowaniowych" po przyjściu np na mszę, która trwała godzinę, drugą godzinę
        (naprawdę czasem neiwiele mniej) trzeba było odstać w kolejce do księdza, żeby
        postawił pieczątkę na stosownej karteczce. Jeśli pieczątki nie było - były
        problemy. Młodzi ludzie zatem niebezpodstawnie dochodzili do wniosku, że
        niewiele obchodzi księdza, że byli u spowiedzi, czy na jakimś nabożeństwie, ale
        za to bardzo - czy jest pieczątka, czy jej nie ma...
    • mader1 Re: Bierzmowanie-pożegnanie 10.10.08, 15:38
      Nie pożegnałam się z kościołem ani ja ani mój maż, ani moja córka, która już
      bierzmowanie przyjęła.
      Opowiadała mi jednak o swoich przygotowaniach do bierzmowania.
      W grupie było sporo młodzieży - w tym przypadku trudno mówić o dzieciach - która
      nawet nie miała okazji przemyśleć czy chce przystąpić do tego sakramentu.
      To jest dość szczególny okres w życiu młodego człowieka. Coraz częściej
      podejmuje, a raczej powinien podejmować decyzje. A przynajmniej te
      najważniejsze. Decyzja o wyborze szkoły jest dyskutowana w gronie rodzinnym.
      Niestety, niektórzy rodzice " wiedzą lepiej" i zakazują iść do wybranej szkoły
      albo wywierają przeróżne naciski. A decyzja o bierzmowaniu nie jest nawet
      dyskutowana ! Po prostu rodzice idą i " zapisują" dziecko na przygotowania. " Bo
      będzie Ci potrzebny do ślubu". I już !
    • mamalgosia Re: Bierzmowanie-pożegnanie 10.10.08, 16:16
      Tak, słyszałam taką nazwę "ostatnie pożegnanie".

      Dla mnie Bierzmowanie jest bardzo pięknym sakramentem. I bardzo,
      bardzo ważnym.

      W tym roku moja klasa przystępuje do tego Sakramentu. Przygotowania
      zaczynają się oczywiście w katechezie wcześniej. W październiku
      młodzież wyjeżdża na obowiązkowe 2 dniowe rekolekcje. No i już tu
      jest problem. Bo część jęczy, ż etam się modlić trzeba, część ma
      nadzieję na popijawę, część na jakieś wypady nocne...a część nie ma
      pieniędzy by jechać (w tym roku koszt wynosi 93 zł, to niemało)

      Co tydzień spotkania, akurat u nas nie w niedzielę, ale też można
      opuścić tylko 2. Termin jest ustalany odgórnie, czasem cieżko jest
      przełożyć inne stałe zajęcia

      No a potem oczywiście obkucie regułek do egzaminu. A egzamin
      gimnazjalny za pasem...
      Widzę, że jest im ciężko. Ale widzę też, jak niektórzy fatalnie do
      tego podchodzą. Że po cholerę mi to, że głupota...

      Statystycznie na 30 osobową klasę do Bierzmowania przystępuje 27-28.
      Bardzo dużo. Moze niepotrzebnie
    • minerwamcg Re: Bierzmowanie-pożegnanie 10.10.08, 16:16
      Mam wrażenie, Ekan, że nie w pięknym opowiadaniu rzecz. Tej
      młodzieży co chwilę ktoś coś wciska pięknymi słówkami, co chwilę
      pięknie perswaduje to, tamto i owo. Oni pięknym słowom nie wierzą,
      zresztą dziwiłoby mnie, gdyby wierzyli.
      Potrzeba siły i charyzmy. Pokazania, że wiara to energia, napęd,
      moc. Że nie chodzi o to, żeby ich naturalny pałer tłumić i wyciszać,
      zamieniając energię startującego samolotu na szept różańca, tylko
      żeby mu nadać kierunek.
      Tak działa Lednica, tak działają niektóre duszpasterstwa studenckie,
      tak kiedyś działała - nie wiem jak dziś - Oaza. To robi już drugi z
      rzędu papież. Więc można, tylko trzeba wiedzieć czego się chce i
      mieć do tego odpowiednich ludzi. Jednego znałam, katechetę trudnej
      młodzieży w trudnej dzielnicy. Mojego katechetę.
      • mama_kasia Re: Bierzmowanie-pożegnanie 10.10.08, 16:35
        Tak, odpowiedni ludzie, którzy potrafią pokazać wiarę.
        U nas tak się próbowało przygotowywać - w małych grupach,
        ludzie ze wspólnot prowadzili. Ale to ...umiera. Bo zaczęło
        się wprowadzanie katechizmu, bo zaczęło się powielanie szkoły.
        A tak się nie da.
        • dominikjandomin Re: Bierzmowanie-pożegnanie 13.10.08, 09:22
          mama_kasia napisała:

          > Bo zaczęło
          > się wprowadzanie katechizmu,

          A nie potrzeba?

          Wczoraj obserwowałem młodzież przygotowująca się do bierzmowania. Leli po
          podpis, że byli na Mszy. Tabernakulum, Najświętszy Sakrament, wielka tabliczka
          "UKLĘKNIJ"... i nic.

          Ciekawe, czy oni w ogóle odróżniają bierzmowanie od bieżnikowania...
          • mama_kasia Re: Bierzmowanie-pożegnanie 13.10.08, 09:50
            Ale to jest rola szkolnej religii.
            Spotkania w małych grupach przy parafii miały (piszę o
            swojej parafii) być bardziej głoszeniem Ewangelii. Dużo
            było o wierze postaci biblijnych, o Triduum Paschalnym,
            o tym, że Jezus umarł, zmartwychwstał i powróci i o Kościele,
            o odpowiedzialności za Kościół.
            Prowadzący taką grupę, moim zdaniem, nie powinni być od
            przygotowania do zdania egzaminu z katechizmu. Pewnie, że
            młodzież powinna wiedzieć i umieć powiedzieć, w co wierzy, ale
            jeżeli teoretycznie ma to na katechezie w szkole, to w parafii
            można było postawić nacisk na coś innego.
            A braki u młodzieży są ogromne. Wielu z nich nie wierzy w
            Eucharystię.
            Wydaje mi się, że jest pustka, której nie zapełnia katecheza
            szkolna, w latach między przygotowaniem do I-ej Komunii a
            bierzmowaniem. Młodzież nie dość, że nie rozwija się, to
            jeszcze cofa się. W tym czasie (jakieś 7, 8 lat) nie ma
            troski Kościoła o rodzinę. Zostawia ich się po I-ej Komunii, aby
            wejść przed bierzmowaniem. Piszę ogólnie, ale tak to obserwuję
            w mojej parafii.
            I trzeba wejść z przygotowaniem do bierzmowania w taką sytuację.
            Jakoś trzeba niemalże zacząć od nowa, głosić Słowo, aby kształtowała
            się wiara. Tu naprawdę w wielu przypadkach zaczyna się od małego
            ziarenka. A mowa jest o dojrzałości chrześcijańskiej. To nijak się
            ma do realiów. ...Oczywiście różnie jest w różnych parafiach.
            U nas generalnie na grupę powiedzmy 15-osobową trafiają się
            jedna, rzadko dwie osoby, o których można powiedzieć, że dojrzewają
            w wierze.
            • kudyn Re: Bierzmowanie-pożegnanie 13.10.08, 11:11
              W Dyrektorium katechetycznym jest ciekawe stwierdzenie: „Sekularyzacja, jaka
              dotknęła kraje o bogatej przeszłości chrześcijańskiej, domaga się, by katecheza
              wiązała się w ramach szeroko pojętej ewangelizacji z nową ewangelizacją czy
              re-ewangelizacją. Dlatego też postuluje się w takich sytuacjach pre-katechezę.
              Stanowi ona propozycję Dobrej Nowiny w odniesieniu do trwałego wyboru wiary dla
              tych, którzy zdradzają już jakieś zainteresowanie Ewangelią. DOPIERO WOBEC TYCH,
              KTÓRZY „UWIERZYLI”, U KTÓRYCH WIARA STAŁA SIĘ ICH POSTAWĄ WEWNĘTRZNĄ, KATECHEZA
              W SENSIE ŚCISŁYM BĘDZIE MOGŁA ROZWINĄĆ SWOJE SPECYFICZNE ZADANIE WYCHOWANIA
              WIARY. We wszystkich innych przypadkach potrzebne jest raczej pierwsze głoszenie
              Ewangelii”.
              (podkreślenie moje)

              A gdzie tu bierzmowanie.
              • mama_kasia Re: Bierzmowanie-pożegnanie 13.10.08, 11:19
                Właśnie.

                Ale jeszcze mnie jedna rzecz zastanawia w związku z bierzmowaniem.
                U nas są takie dyskusje. Jaka jest istota tego sakramentu?
                Czemu ma on służyć? Jak działa w nim Bóg? Jak dary tego sakramentu
                mogą wpłynąć na człowieka, ale i komu można go udzielić? Na ile
                bierzemy odpowiedzialność za jego udzielenie? Czy dając osobie
                nieprzygotowanej "marnujemy" sakrament? Czy ten sakrament jest
                potrzebny każdemu? Czy każdy katolik powinien go otrzymać?
                • mama_kasia Re: Bierzmowanie-pożegnanie 13.10.08, 11:20
                  To w sumie nie jedna rzeczy, a cała masa wink
                • isma Po co to wszystko? Nie ruszajcie sie z domu wcale! 13.10.08, 11:25
                  I tak i nie. Bo, z drugiej strony, Benedykt XVI mowi o
                  potrzebie "hojnosci" Kosciola w szafowaniu sakramentami:

                  Jaką postawę przyjąć wobec tych, którzy wydają się niezbyt godni
                  przyjęcia sakramentów? Radio Watykańskie przytacza dziś odpowiedź na
                  pytanie, jakie ks. Paolo Rizzi zadał Benedyktowi XVI podczas jego
                  wakacyjnego spotkania z duchowieństwem.

                  „Chcielibyśmy wiedzieć co Ojciec Święty sądzi na temat pierwszej
                  komunii i bierzmowania” – takie pytanie zadał Papieżowi na
                  wakacyjnym spotkaniu z duchowieństwem w Bressanone ks. Paolo Rizzi.
                  Proboszcz i wykładowca teologii w Wyższym Instytucie Nauk
                  Religijnych dodał, że coraz częściej chłopcy i dziewczęta, którzy
                  przyjmują te sakramenty, uczestniczą w katechezach, ale nie biorą
                  udziału w niedzielnych Eucharystiach. „Wówczas pojawia się pytanie:
                  po co to wszystko? Niekiedy chciałoby się powiedzieć: «Nie ruszajcie
                  się z domu wcale!» Tymczasem, nadal ich przyjmujemy, sądząc, że w
                  każdym razie lepiej nie gasić knota o nikłym płomyku. Mówiąc
                  ogólniej, 30, 35 lat temu ja sam myślałem, że się dekonstruujemy, by
                  stworzyć miejsce małej owczarni, wspólnocie mniejszościowej w całej
                  mniej więcej Europie. A potem, również pod wpływem stylu pontyfikatu
                  Jana Pawła II na nowo to wszystko przemyślałem. Gdybyśmy mieli robić
                  prognozy na przyszłość, czego spodziewa się Ojciec Święty? Jakie
                  postawy duszpasterskie może nam zalecić?”

                  Benedykt XVI: Nie mogę udzielić odpowiedzi nieomylnej w tym
                  momencie, mogę jedynie spróbować odpowiedzieć na podstawie tego, co
                  widzę. Muszę powiedzieć, że ja też przeszedłem podobną drogę. Gdy
                  byłem młodszy, byłem raczej surowy. Mówiłem: sakramenty są
                  sakramentami wiary, a zatem tam, gdzie nie ma wiary, gdzie wiary się
                  nie praktykuje, nie można udzielać sakramentu. Później, kiedy byłem
                  arcybiskupem Monachium, dyskutowałem o tym z moimi proboszczami. Tam
                  również istniały dwie frakcje: jedna surowa, druga wyrozumiała. Ja
                  także z biegiem czasu zrozumiałem, że powinniśmy raczej naśladować
                  przykład Pana, który był bardzo otwarty również w stosunku do osób z
                  marginesu ówczesnego Izraela, był Panem miłosierdzia, zbyt otwartym –
                  zdaniem wielu oficjalnych dygnitarzy – w stosunku do grzeszników,
                  przyjmując ich lub przyjmując ich zaproszenia na kolacje,
                  przyciągając ich do siebie, do komunii ze sobą.

                  A zatem powiedziałbym, że zasadniczo sakramenty są oczywiście
                  sakramentami wiary: tam gdzie nie ma ani krzty wiary, gdzie pierwsza
                  komunia jest tylko uroczystością z wielkim obiadem, pięknymi
                  ubraniami, tam nie ma już sakramentu wiary. Ale z drugiej strony,
                  jeśli udaje się nam dostrzec choć mały promyk pragnienia komunii w
                  Kościele, pragnienie również dzieci, które chcą wejść w komunię z
                  Jezusem, wydaje mi się, że lepiej być raczej otwartym. Oczywiście,
                  jednym z aspektów naszej katechezy musi być wyjaśnianie, że komunia,
                  pierwsza komunia, nie jest wydarzeniem „jednorazowym”, ale wymaga
                  trwania w przyjaźni z Jezusem, na wspólnej drodze z Jezusem. Wiem,
                  że dzieci często miałyby ochotę, pragnęłyby iść w niedzielę na Mszę
                  św., ale nie umożliwiają im tego ich rodzice. Jeśli widzimy, że
                  dzieci tego chcą, jeśli mają to pragnienie, to wydaje mi się, że
                  jest to niemal sakrament pragnienia, „wola” udziału w niedzielnej
                  Mszy św. W związku z tym powinniśmy oczywiście zrobić wszystko, co w
                  naszej mocy, by w ramach przygotowań do sakramentów dotrzeć również
                  do rodziców i może w ten sposób rozbudzić i w nich zainteresowanie
                  tą drogą, po której idą ich dzieci. Winni oni pomagać swym dzieciom
                  w realizacji ich pragnienia nawiązania przyjaźni z Jezusem, która
                  kształtuje życie, przyszłość. Jeśli rodzice pragną, by ich dzieci
                  przyjęły pierwszą komunię, to ich pragnienie o charakterze raczej
                  społecznym, powinno się poszerzyć o pragnienie religijne i tym samym
                  umożliwić wejście na wspólną drogę z Jezusem.

                  Powiedziałbym zatem, że w ramach katechizacji dzieci, zawsze bardzo
                  ważna jest praca z rodzicami. Jest to właśnie jedna ze sposobności,
                  by się z nimi spotkać, ukazując życie wiarą również dorosłym, bo od
                  dzieci, jak mi się wydaje, mogą się na nowo nauczyć wiary i
                  zrozumieć, że ta wielka uroczystość ma sens i będzie autentyczna
                  tylko wtedy, gdy jej kontekstem będzie droga z Jezusem, życie wiary.
                  A więc za pośrednictwem dzieci trzeba przekonywać nieco rodziców, że
                  niezbędne jest pewne przygotowanie, które przejawia się w
                  przystępowaniu do sakramentów i sprawia, że zaczynamy w nich
                  gustować.

                  Wiem, że ta odpowiedź na pewno nie jest wyczerpująca, ale pedagogia
                  wiary zawsze jest drogą, a my musimy zaakceptować sytuację, która
                  jest dzisiaj, a przy tym otworzyć ją na coś więcej, aby już po
                  wszystkim nie pozostało tylko wspomnienie rzeczy zewnętrznych, lecz
                  by rzeczywiście poruszone zostało samo serce. W chwili, gdy coś nas
                  przekonuje, nasze serce zostaje poruszone, choć trochę czuje miłość
                  Jezusa, choć trochę doświadcza pragnienia, by pójść po tej drodze, w
                  tym kierunku. A wtedy, możemy, jak mi się wydaje, powiedzieć, że
                  udała nam się prawdziwa katecheza. W istocie, prawdziwym sensem
                  katechezy winno być właśnie to: wnieść płomień miłości Jezusa,
                  choćby mały, do serc dzieci, a za ich pośrednictwem, do ich
                  rodziców, tworząc w ten sposób na nowo miejsca wiary w naszych
                  czasach.

                  info.wiara.pl/index.php?grupa=4&art=1219955708
                  • mama_kasia Re: Po co to wszystko? Nie ruszajcie sie z domu w 13.10.08, 11:38
                    Tak, ale to jednak dotyczy głównie Komunii.
                    Ale co z bierzmowaniem?
                    • isma Re: Po co to wszystko? Nie ruszajcie sie z domu w 13.10.08, 12:23
                      No... Jeski zalozyc, ze to nie jest sakrament "dojrzalosci
                      chrzescijanskiej", tylko jeden z saktramentow inicjacyjnych, jesli
                      zwrocic uwage na praktyke Wschodu, ze ten sakrament udzielany jest
                      malym dzieciom (nb. w umilowanej archidiecezji krakowskiej dzieci
                      przyjmujace chrzest w wieku rozeznania, czyli osmio-,
                      dziesiecioletnie - sa od razu i dopuszczane do Eucharystii i
                      bierzmowane), jesli pamietac, ze to jednak Eucharystia jest szczytem
                      zycia sakramentalnego, to...

                      Nie mam teraz mozliwosci szukac, ale jest takie przemowienie JPII do
                      biskupow francuskich (z 1987 r. chyba), w ktorym Papiez mowi, ze ten
                      sakrament pozostaje w glebokim zwiazku z chrztem, i to jest DAR
                      Ducha sw., ktory ochrzczonego uzdalnia do apostolstwa - ale nie
                      wyroznienie, udzielane niektorym, "dojrzalym". To nie jest jakies
                      nowe, powtorne, "uzupelniajace" tym razem swiadome "wyznanie wiary".

                      Zreszta - aaa, musze do roboty, wiec moge byc nieprecyzyjna -
                      popatrzcie na malzenstwo. Tak naprawde Kosciol nie bada stopnia
                      wiary nupturientow. Bada tylko ich wole zawarcia takiego malzenstwa,
                      o jakim Kosciol naucza, czyli wylacznego i nierozerwalnego. A to,czy
                      oni wierza w npr albo czy wzywaja imienia Panskiego nadaremmno, ba,
                      czy wierza w rzeczywista obecnosc Jezusa w Eucharystii - nie ma dla
                      waznosci sakramentu znaczenia...
                      • isma kto ma sie starac 13.10.08, 12:30
                        A, i jeszcze musze napisac (chociaz nie moge wink)): to, ze sakrament
                        jest darem darmo dawanym, nie zwalnia Kosciola - hierachii,
                        wszystkich wierzacych - z obowiazku pomocy w przygotowaniu do niego
                        jak najlepiej. My mamy dolozyc wszelkich staran (z czym bywa
                        roznie).

                        Natomiast, jak z tych staran skorzystaja kandydaci do
                        bierzmowania... Pytanie, czy osadzanie tego stanu wiary, to nasza
                        sprawa?

                        Ja jakby... gdzie indziej widze problem: nie w tym, jak oddzielic
                        pszenice od kakolu. Bo to jest stosunkowo najprosciej. Rzecz w tym,
                        jak zadbac o wzrost siewu wink)).
                        • mama_kasia Re: kto ma sie starac 13.10.08, 12:51
                          Isma, to, co piszesz w tych postach, to są właśnie moje odczucia smile
                          Też tak to widzę.
                          • isma Re: kto ma sie starac 14.10.08, 18:25
                            No, to moze dokoncze (a przynajmniej sprobuje).

                            Otoz, mnie sie wydaje, ze rozstrzygajaca jest - jak w przypadku innych
                            sakramentow: chrztu (doroslych), malzenstwa - wola zainteresowanego. Tej nie
                            mozna od kandydatow nie wymagac.
                            Przy czym moze byc oczywiscie tak, ze przedmiotem woli jest raczej sam obrzed,
                            niz sakrament w swej istocie (rowniez dlatego, ze tej istoty zainteresowany,
                            hmmmmm, nie pojmuje ;-(((), i zachodzi jakis rodzaj symulacji, motywowanej
                            obyczajowo.
                            Ale i tak, nawet wtedy, wydaje mi sie, ze jesli nie ma odrzucenia pozytywnym
                            aktem woli sakramentu - to i tak on jest wazny.

                            A zatem moze wypada nam w takich sytuacjach uznac, ze trzeba... zostawic cos
                            Panu Bogu wink)).

                            Odrebna kwestia jest natomiast wplyw stanu wiary na owocnosc sakramentu, to zgoda.
                      • mama_kasia Re: Po co to wszystko? Nie ruszajcie sie z domu w 13.10.08, 13:07
                        Nie znalazłam tego przemówienia, ale odnosi się do niego
                        ks.Krakowiak www.kuria.lublin.pl/czytelnia/c.krakowiak/bierzmowanie_w_kkk.html#_ftn5
                        • mader1 Re: Po co to wszystko? Nie ruszajcie sie z domu w 13.10.08, 13:32
                          Tu jest tekst homilii, którą przed bierzmowaniem czytałyśmy z córką
                          serwisy.gazeta.pl/swiat/1,63965,2604251.html
                          a w niej fragment

                          "Analogia jest wieloraka. Przede wszystkim jednak upatrywaliśmy ją w normalnym
                          rozwoju życia chrześcijańskiego. Tak jak dojrzałym chrześcijaninem staje się
                          człowiek ochrzczony przez przyjęcie sakramentu bierzmowania - tak też Opatrzność
                          Boża dała naszemu narodowi w odpowiednim czasie po chrzcie historyczny moment
                          bierzmowania. Św. Stanisław, którego od epoki chrztu dzieli prawie całe
                          stulecie, symbolizuje ten moment w szczególny sposób przez to, że dał świadectwo
                          Chrystusowi, przelewając krew. Sakrament bierzmowania w życiu każdego
                          chrześcijanina, zazwyczaj młodego, bo młodzież przyjmuje ten sakrament - Polska
                          też wówczas była młodym narodem i państwem - ma przyczynić się do tego, aby był
                          on na miarę swojego życia i powołania również "świadkiem Chrystusa". Jest to
                          sakrament szczególnego przyrównania do apostołów: sakrament, który każdego
                          ochrzczonego wprowadza w apostolstwo Kościoła (szczególnie w tak zwane
                          apostolstwo świeckich). Jest to sakrament, który powinien rodzić w nas
                          szczególne poczucie odpowiedzialności za Kościół, za Ewangelię, za sprawę
                          Chrystusa w duszach ludzkich, za zbawienie świata.

                          Sakrament bierzmowania przyjmujemy jeden jedyny raz w życiu (podobnie jak
                          chrzest) - a całe życie, które otwiera się w perspektywie tego sakramentu,
                          nabiera charakteru wielkiej i zasadniczej próby. Jest to próba wiary i próba
                          charakteru. Św. Stanisław stał się też w dziejach duchowych Polaków patronem
                          owej wielkiej, zasadniczej próby wiary i próby charakteru. Czcimy go jako
                          patrona chrześcijańskiego ładu moralnego, albowiem ład moralny tworzy się
                          poprzez ludzi. Dochodzi w nim więc do głosu ogromna ilość takich właśnie prób, z
                          których każda jest próbą wiary i próbą charakteru. Od każdej zwycięskiej próby w
                          ostateczności zależy ład moralny. Każda próba przegrana przynosi nieład."
                • kudyn Re: Bierzmowanie-pożegnanie 14.10.08, 16:10
                  Mnie się jednak wydaje, że coś jest nie tak z podejściem do bierzmowania. Jednak
                  to, że u dzieci w KK się rozdziela chrzest, komunię i bierzmowanie coś oznacza.
                  To, że przystęp do Jezusa mieli wszyscy, zesłania Ducha Świętego doświadczyli
                  Ci, którzy za Jezusem zdecydowali się pójść. Praca musi się zacząć już wcześniej
                  i nie tylko z dziećmi.
                  I nie chodzi mi o restrykcyjne traktowanie. Sakramenty są nam potrzebne i nie są
                  nagrodą za bycie dobrym chrześcijaninem. To w modelu wychowania w wierze jest
                  coś nie tak.
                  Mało jest tego, co Isma cytowała z Benedykta: „W istocie, prawdziwym sensem
                  katechezy winno być właśnie to: wnieść płomień miłości Jezusa, choćby mały, do
                  serc dzieci, a za ich pośrednictwem, do ich rodziców, tworząc w ten sposób na
                  nowo miejsca wiary w naszych czasach”.
            • dominikjandomin Re: Bierzmowanie-pożegnanie 13.10.08, 11:23
              mama_kasia napisała:

              > Ale to jest rola szkolnej religii.

              Nie wiem, jaka jest rola szkolnej religii.

              Wiem, że sakrament ten nazywa się "dojrzałości chrześcijańskiej", a to podobno
              są przygotowania doń.

              Dla mnie to, ze Chrystus umarł, zmartwychwstał i powróci - to powinno być
              zapodane na religii. W ramach programu ogólnego. A spotkania - w ramach
              przygotowania konkretnej grupy. Czyli jeśli ma braki w katechizmie - to
              katechizm. I do skutku. Może rok być za mało, to niech będą dwa lata.

              A sam pomysł małych grup jest ciekawy. Byleby... nie musieli obowiązkowo podążać
              jedną jedyną objawioną dróżką z wielu, które Pan daje do wyboru, ale już nie
              parafia...
              • mama_kasia dojrzałość chrześcijańska 13.10.08, 11:45
                Są dwa lata smile
                Ale w dwa lata nie da rady się nadrobić wszystkiego. Owszem,
                można chcieć, wiedzieć, co trzeba, jak trzeba. Widzieć ideał.
                Przychodzi kilkanaście osób, zaniedbanych religijnie, duchowo.
                Dojrzałych chrześcijańsko nawet po dwóch latach przygotowań
                jest znikoma część. Stąd te moje pytania, stawiane wyżej.
                Na razie z pewnością bierzmuje się osoby niedojrzałe.

                To może jeszcze pytanie: jaki to jest człowiek dojrzały
                chrześciajńsko? Jakie minimum?

                • mama_kasia skuteczność przygotowań 13.10.08, 11:48
                  Uff, myślę ciągle smile

                  Skoro dwa lata to też często za mało, to jak te dwa lata
                  dobrze wykorzystać? Jak w praktyce?
                • dominikjandomin Re: dojrzałość chrześcijańska 13.10.08, 12:22
                  Osoby dojrzewają w różnym czasie. Część po imprezie masowej pt. bierzmowanie -
                  odchodzi, aby po jakimś czasie dojrzeć i wrócić.

                  Natomiast winno się zadbać o przekazanie pewnej wiedzy.

                  I wymusić na rodzicach (wiem, trudno) dobrowolność wyboru.
                • mader1 Re: dojrzałość chrześcijańska 13.10.08, 13:02
                  Nikt tego do końca nie wie. Zależy to pewnie w dużym stopniu od grupy.
                  Natomiast ja bym zadała pytanie, co to znaczy dojrzałość chrześcijańska.
                  Przecież my jesteśmy przez cały czas w drodze. Przez cały czas
                  dojrzewamy,wzrastamy, mamy dawać owoce ciagle i ciągle...
                  Może idzie tu o gotowość - chcę dojrzeć, chcę świadczyć, chcę bronić, chcę stać
                  u boku Pana i o wzrastanie w tym pragnieniu do końca życia... Chcę poznać Boga,
                  siebie Kościół bardziej.
                  Co dla mnie jest ważne ? Jeżeli są braki katechizmowe, to trzeba je uzupełnić.
                  Ale swoją drogą jestem przeciwna takiemu postawieniu sprawy, jak na
                  przygotowaniach u mojej córki... Założono z góry, że nikt katechizmu nie zna,
                  choć duża grupa była rozbita na małe podgrupy, inne dni , inne godziny i innych
                  prowadzących. Organizacyjnie było dobrze pomyślane, ale... potraktowano ich bez
                  szacunku. Nikt nie zainteresował się ich stanem wiedzy,mówiono podstawowe rzeczy
                  ( a przecież łatwo byłoby uzgodnić z katechetą, jak ułożyć grupki w zależności
                  od potrzeb) Egzamin odbywał się w obecności kościelnego ( ?) który stał z
                  założonymi rękami, takoż ksiądz i egzaminowany i padały pytania " 6 Przykazanie
                  Boże ? 2 kościelne ? itd itp". Moja córka wróciła zniesmaczona.
                  Po tym, co się na temat bierzmowania naczytała, po tym, co " wyrozmawiałyśmy"
                  przełknęła te przygotowania jak gorzką , konieczną pigułkę. A i tak zgłosiła się
                  rok wcześniej wink
                  Co ja bym, jak patrzę na duże dzieciaki...
                  Ja bym przypomniała katechizm, porozmawiała o najczęstszych mitach...( pisał o
                  tym Weasley)
                  Pokazałabym, gdzie szukać, żeby ( tu przepraszam wszystkich) o najmniejsze
                  głupoty nie pytać na forach internetowych. Pokazała i wspólnie poczytała
                  dokumenty kościelne, powiedziała o czym są, co można w nich znaleźć.
                  Poprosiłabym księży pracujących w parafii, żeby przyszli, pojedynczo.Żeby
                  przedstawili się, powiedzieli coś o sobie ( może o swoje młodości),
                  porozmawiali. Oni się zmienią, ale chodzi o to, żeby te dzieciaki nie bały się
                  księdza, nie bały się przyjść do niego do spowiedzi, zapytać go, szukać u niego
                  pomocy. Skoro zakładamy, że to młodzież, która nie jest zbyt blisko kościoła, a
                  na mszę przychodzi po podpis, trzeba traktować ją jak nowych, którzy pukają do
                  parafii, do wspólnoty. Ci, którzy są " blisko" nie obrażą się,a może zadadzą
                  ciekawe pytanie proboszczowi smile))) Trzeba powiedzieć, jak funkcjonuje parafia,
                  że do księdza czy siostry można się dodzwonić, zaprosić grupy w niej działające.
                  Porozmawiać o biskupie, o tym z czym się do niego można zwracać i kto nim jest...
                  Dać narzędzia.
                  Przekazać, ze to nie koniec ich zmagań ze sobą, to dopiero początek współpracy
                  ze wspólnota. A wzrastanie odbywa się całe życie.
                  • mama_kasia Re: dojrzałość chrześcijańska 13.10.08, 13:12
                    Maderku, bardzo cenne uwagi i ciekawe pomysły smile
                    Podoba mi się, aby księża młodzieży się przedstawili smile

                    • mader1 Re: dojrzałość chrześcijańska 13.10.08, 13:25
                      chodzi mi to, żeby ... żeby taki " młodzież" nie czuł się już w swoim kościele ,
                      w swojej parafii jak ubezwłasnowolniony i nie pytał mamusię,babcię które często
                      tez nie wiedzą o co chodzi. Żeby mógł poradzić do kogo, gdzie, nie bał się wejść
                      do kancelarii.Widział osoby, które są we wspólnotach, zobaczył, ze być może mija
                      je na ulicy. Żeby grupy były na tyle małe i czas spotkania był na tyle długi,
                      żeby choć przez chwilę kojarzyć twarz, głos czy gesty. Poczuć się " w środku"
                      czegoś a nie ciągle na "obrzeżach".
                      Wiedzieć, gdzie można kupić czy wypożyczyć potrzebne publikacje. Wiedzieć, jak
                      dotrzeć do źródła albo kogo zapytać...


                      Podobało mi się, jak Minerwa w innym wątku zaczęła pisać o Apostołach. Nie
                      chodzi nawet o ton czy język, ale umiejętność spojrzenia na nich, jak na
                      prawdziwe, żywe postacie pełne wątpliwości i... niekiedy dające plamę smile
        • a_weasley Katechizm. I co w tym złego? 13.10.08, 10:47
          mama_kasia napisała:

          > zaczęło się wprowadzanie katechizmu,

          Czyżby młodemu katolikowi nie była potrzebna wiedza, na cyzm właściwie polega
          nieomylność papieża, czym jest, a zwłaszcza czym nie jest Niepokalane Poczęcie,
          czy nie jest pożytecznie, a nawet bardzo pożytecznie uświadomić go, że nieprawdą
          jest, jakoby KK dopuszczał seks tylko w celu prokreacji i potępiał czerpanie zeń
          przyjemności, że wymienię pierwsze z brzegu popularne nieporozumienia?
          • mama_kasia Re: Katechizm. I co w tym złego? 13.10.08, 11:00
            Arturze, napisałam wyżej, co miałam na myśli, pisząc to
            zdanie. To, co napisałeś, cytując je, jest jak najbardziej
            potrzebne młodemu katolikowi.
    • isma Re: Bierzmowanie-pożegnanie 10.10.08, 16:52
      Zdecydowanie protestuje przeciw "pieknej retoryce"!
      To zupelnie nie w tym rzecz, zeby wyplatac o Panu Bogu na Nobla (jedna z
      lepszych ksiazek, jakie czytalam, o walce Lucyfera o dusze, napisal moj szkolny
      kolega - skadinad wojujacy ateista).

      Wiec "nie jest tak."

      A o bierzmowaniu to jeszcze napisze.
      • ekan13 Re: Bierzmowanie-pożegnanie 11.10.08, 16:38
        Nie chodzi mi o piękne wciskanie kitu, tylko o piękny przekaz, pozbawiony tej suchej doktryny. Do Boga młodych ludzi nie przybliżą przykazania kościelne, czy uczynki miłosierdzia. To tu można by nakierować na Jezusa w Ewangelii, a nie w prawdach wiary, które z niej wynikają.

        Rozmowa, która się wywiązała gdy usłyszałam ten tekst, od którego zacęłam watek była konsekwencją wydarzenia jakie podobno miało miejsce podczas ostatniego bierzmowania - chłopak wychodząc z kościoła po swoim bierzmowaniu odwrócił się i krzyknął "no, już teraz mnie tu szybko nie zobaczycie".

        Wiara jest łaską i niektórym łatwiej się na nia otworzyć, a niektórym nie i tym należałoby pomóc, nie przez egzaminowanie przed bierzmowaniem...

        Piękna retoryka - w sensie umiejętnego opowiadania o Bogu, ciekawego na tyle by Nim zaciekawić, piękna na tyle, by zachwycić Jego pięknem i mądra na tyle, by ukazać Jego mądrość, która przydaje się przecież na każdym etapie życia. (hmmm, wiem, wiem ze to trudne wyzwanie).
        • mama_kasia Re: Bierzmowanie-pożegnanie 11.10.08, 16:54
          Wydaje mi się, że dużo ważniejsze jest to, aby mówienie
          o Bogu, o swojej wierze było autentycznym dawaniem dobrego
          świadectwa. To nie musi być piękny przekaz. Nie wszyscy
          potrafią pięknie mówić, a jednak ich się słucha, bo widać
          ich wiarę, bo widać, że to jest ich życie. Nie stawiałabym
          tak bardzo na umiejętność(!) opowiadania o Bogu.
          Zresztą, właśnie z tego powodu mój mąż waha się, czy
          dalej prowadzić młodzież do bierzmowania. Ponoć inni zrobiliby
          to lepiej (tak twierdzi). Ale tych innych nie ma. Wiem, że
          nie opowiada "pięknie", ale wiem, CO mówi.
        • isma Re: Bierzmowanie-pożegnanie 11.10.08, 17:00
          Ale "piekne mowienie" jest w istocie takim samym narzedziem, jak "wykuwanie
          regulek"!

          Jesli jezyk oddzielimy od osoby, jesli to nie bedzie komuni-kowanie, w sensie:
          darowywanie komus siebie, swoich mysli, doswiadczen - to to bedzie tylko technika...

          Jezyk jest czescia tozsamosci osoby. Mozna sie oczywiscie troche nauczyc
          "pieknie mowic", ale tak naprawde najpiekniej mowia ci, ktorzy SA piekni wink)).

          Tu link do znakomitego wywiadu (niestety, nie ma jeszcze w sieci w calosci) ze
          zankomita osoba, ktory troche koresponduje z tym, com napisala:

          tygodnik.onet.pl/33,0,15520,terror_skrotu,artykul.html
          Yh, musze leciec ;-(((.
    • magdalaena1977 Re: Bierzmowanie-pożegnanie 11.10.08, 19:51
      Ja mam wrażenie, że ten sakrament jest udzielany zbyt wcześnie. 16 lat to za
      późno na bierną realizację planów rodziców (jak przy chrzcie i komunii), ale za
      wcześnie na dojrzałą chrześcijańską decyzję.
      Może to powinno być raczej w wieku 19 - 20 lat lat po maturze, kiedy człowiek
      jest już pełnoletni, często wychodzi z domu rodzinnego na studia ...
      Wtedy mniej byłoby takich masowych bierzmowań. Ewentualnie w klasie maturalnej
      jako zwieńczenie katechizacji.
      • bogusia1231 Re: Bierzmowanie-pożegnanie 21.10.08, 19:19
        Dla mnie trudnym do przejścia jest to, żeby wykazać swoją wiarę,
        trzeba wykazać się odpowiednią ilością pieczątek.
        Obecnie, co drugi (latem) co trzeci (zimą) spędzamy poza miastem w
        którym mieszkamy, i zastanawiam sie (a raczej będę zastanawiać sie
        za parę lat) czym wartościowsze jest spotkanie z przymusu (zakładam,
        że po mszy, na której tzreba sie pojawić o określonej godzinie) od
        mszy przeżytej naprawdę szczerze o nie przepisowej godzinie.
        A tak na marginesie, wczoraj w jednym ze znajomych domów padło
        pytanie, o czym była niedzielna Ewangelia - odpowidź znało ok 10%
        pytanych (dorosłych, dojrzałych)
        • andaba Re: Bierzmowanie-pożegnanie 21.10.08, 21:24
          A mnie się wydaje, że odstraszają młodzież nadmierne wymagania. Gdy sama szłam do bierzmowania musiałam zdać katechizm - w sumie materiał zblizony do tego, którego uczą się dzieci do komunii w naszej parafii, może ze dwa zebrania były i tyle. Fakt, ze były to inne czasy, religia w salce katechetycznej i podstawówka (ja akurat w 4 klasie ten sakrament dojrzałości chrześcijańskiej przyjęłam), ale jak słysze teraz o tych dodatkowych katechezach, o wymaganiach, o zapisach na dodatkowe katechezy przez trzy kolejne lata, to sie zastanawiam ile tej młodzieży robi to naprawdę z własnej woli i ile odetchnie z ulga, gdy się to wszystko skończy. I będzie oddychać do momentu ślubu...
          Jeżeli dawniej do przyjęcia tego sakramentu wystarczyła jedna godzina religii tygodniowo, to dlaczego teraz nie wystarcza dwie godziny, tylko są jeszcze potrzebne dodatkowe katechezy? Kościół tak ewoluuje, czy hierarchowie coraz więcej wymyślają utrudnień? Z komunią jest podobnie - ja zdawałam kilka modlitw i przykaznia, moje dzieci cały mały katechizm. A tesciowa 70 lat temu pacierz tylko...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka