Dodaj do ulubionych

Czas na fochy...

21.11.08, 22:55
"- Słuchaj no, Tygrysico !- odezwałą się ostro Ida, wkraczając do
pokoju.- Przyhamuj tę koloraturę, bo cię słychac aż na ulicy. Jak
możesz tak się wydzierać na dziecko ? Wstydu nie masz ?- mocnymi
palcami ujęła Łaurę pod brodę i energicznie poderwała jej głowę do
góry.- Otwórz usta ! Powiedz AAAA!! Powiedz ! No ? AAAAA ! AAAAA !
Dobrze. Gardło czyste. Nic nie grozi. Możesz śpiewać. Łusia, idziemy.
- Ciociu, posłuchaj... ja... zaczęła Laura.
- Nie mam czasu- rzuciła Ida, zagarniając córkę ramieniem. - Jestem
matką trojga dzieci i kobietą pracującą. Ja po prostu nie mam czasu
na twoje fochy. Wybacz. " ( M. Musierowicz " Spężyna")

Macie czas na fochy dzieci ? I czy taki młody człowiek, którego
fochy się bierze pod uwagę, może wyrosnąć na dzielną niewiastę bądź
dobrego męża ( dzielnego, dzielnego...przepraszam) ?
Obserwuj wątek
    • samboraga Re: Czas na fochy... 21.11.08, 23:43
      Staram się mieć, bo Starszy ma taki styl bycia, że fochy co chwila... I nie
      widzę przemiany w dzielność. Ale też coś mi mówi, że gdybym się w te fochy nie
      wgryzała, to efekt nie byłby lepszywink Może rzeczywiście musze poczekać aż się
      ożenismile
      • mamalgosia Re: Czas na fochy... 22.11.08, 10:06
        Samborago, rzadko piszesz, ale jak już piszesz o swoich Dzieciach,
        to jakbyś o moich pisałasmile

        A wiesz, też myślałam o żonie dla Starszego. Jak bardzo DZIELNĄ
        NIEWIASTĄ będzie ona musiała byćsmile
        • samboraga Re: Czas na fochy... 22.11.08, 15:22
          Choć jedno zauważyłam, co pozwala mieć nadziejęwink)) Moje rozfochowane dziecko
          potrafi wieczorem, już leżąc w łóżku, PRZYZNAĆ, że to fochy były i faktycznie
          nie było warto, albo faktycznie można było zwyczajnie powiedzieć co się stało...
          Mamalgosiu, obawiam się , że na Starszym nasze analogie się kończą - mój Młodszy
          to awanturnik, bije, kopie i histeryzuje (wszytsko wskazuje na to,że nie jest to
          u niego kwestią tylko wieku, lecz charakteru)... Ale o dziwo, o dziwo - łatwiej
          mi się z Nim dogadywac i być konsekwentną w wychowaniu... Przy Starszym ciągle mam poczucie winy, że może za mało się wczułam, albo czegoś nie wzięłam pod uwagę... I bywam zła, że to terror psychiczny jest te fochy...
          • mamalgosia Re: Czas na fochy... 23.11.08, 19:47
            samboraga napisała:

            > Choć jedno zauważyłam, co pozwala mieć nadziejęwink)) Moje
            rozfochowane dziecko
            > potrafi wieczorem, już leżąc w łóżku, PRZYZNAĆ, że to fochy były i
            faktycznie
            > nie było warto, albo faktycznie można było zwyczajnie powiedzieć
            co się stało..
            Myślisz, że należy się tego uchwycić? Mój ma to samo: przyznaje, że
            to głupie i nieładne. Ale nie obiecuje poprawy (realizm)



            > .
            > Mamalgosiu, obawiam się , że na Starszym nasze analogie się
            kończą - mój Młodsz
            > y
            > to awanturnik, bije, kopie i histeryzuje (wszytsko wskazuje na
            to,że nie jest t
            > o
            > u niego kwestią tylko wieku, lecz charakteru)
            No to rzeczywiście. dziecka - awanturnika nie mam. Ale jedna z moich
            kolezanek ma. Czasem ludzie ją krytykują np w sklepie za jej metody
            wychowawczesad a ona naprawdę robi co może - tylko, że niewiele może,
            bo jej córka naprawdę jest strasznawasad


            ... Ale o dziwo, o dziwo - łatwiej
            > mi się z Nim dogadywac i być konsekwentną w wychowaniu... Przy
            Starszym ciągle
            > mam poczucie winy, że może za mało się wczułam, albo czegoś nie
            wzięłam pod uwa
            > gę... I bywam zła, że to terror psychiczny jest te fochy...
            Bo takie awanturnictwo jest ewidentne. Mojemu Młodszemu jak sie
            dostanie, to zawsze za jakiś konkret (np rzucenie w brata metalową
            lomotywą). A jak nie meić wyrzutów sumienia, gdy się na dziecko
            nawrzeszczało dlatego, że płakało?sad( (a że ono płakało po raz 60ty
            tego dnia i tym razem poszło o podarty papierek z cukierka, to już
            inna sprawa).
            Samborago, wyrzut sumienia odnośnie moich Dzieci towarzyszy mi
            każdego wieczoru. Codziennie moja poduszka jest świadkiem żalu nad
            moim postępowaniemsad A czas ucieka i Dzieci nigdy nie będą takie
            małe jak terazsad
    • anndelumester Re: Czas na fochy... 21.11.08, 23:56
      > Macie czas na fochy dzieci ? I czy taki młody człowiek, którego
      > fochy się bierze pod uwagę, może wyrosnąć na dzielną niewiastę
      bądź
      > dobrego męża ( dzielnego, dzielnego...przepraszam) ?

      To zależy co dla kogo fochy znaczą.
      Ja sie staram miec dla dziecka czas, nawet wtedy, gdy wydaje mi sie
      ze tego czasu nie mam, nawet gdy w pierwszym odruchu wydaje mi sie
      to straszna blahostką, od razu wlacza mi sie takie cos , ze dla
      mojego dziecka akurat to i teraz moze byc bardzo wazne.
      To taka reakcja i obietnica po nieprzyjemnosciach obcowania z
      osobami marginalizowanymi, niewysluchanymi/niewysluchiwanymi kiedys
      tam w dzieciństwie i bardzo meczacymi w doroslosci(no wlasnie,
      dorosłosci???). Osobami po prostu nieznosnymi, a juz na pewno nie
      dobrymi i nie dzielnymi.

      btw poruszyły mnie fragmenty pewnego tekstu calkiem niedawno wlasnie
      o podejsciu do potrzeb dzieci..o drobych roznicach, które moga miec
      kolosalne skutki w przyszłosci.
      • mamalgosia Re: Czas na fochy... 22.11.08, 10:07
        a może napiszesz nam ten tekst?
    • minerwamcg Re: Czas na fochy... 22.11.08, 02:03
      Zaraz, zaraz. Wyrwawszy z kontekstu można by sądzić, że podła Ida
      znęca się nad bezbronnym dzieckiem i sponiewierane porzuca odchodząc
      w dal z szyderczą frazą na uściech. Tymczasem w cytowanym dziele
      Laura jest dwudziestoletnią, mocno nieodpowiedzialną kobietą, której
      zachowanie nie da się określić mianem innym niż właśnie - fochy. Nie
      dziwię się Idzie, że nie ma na nie ani czasu, ani chęci.
      • mamalgosia OT 22.11.08, 10:08
        Dwa kangury wypuściły z klatki sokołasmile
      • mader1 Re: Czas na fochy... 22.11.08, 11:26
        ... a... fragment mnie rozśmieszył, więc potraktowałam go jak taką zajawkę...
        No ale z drugiej strony czy ma się dwa lata, czy pięć lat czy dwadzieścia, tremę
        można chyba mieć... Jedni mają większą, inni mniejszą, no ale nie słyszałam,
        żeby ktoś jej nie miał smile)))))

        A jak potraktowałabyś całkiem dorosłe dziecko z "fochami" ? Tak ogromnie
        przeżywające obronę pracy doktorskiej, że nie potrafiące i spać i zmusić się do
        jakichś działań przez kilka tygodni ? Albo takie, które nie wytrzymało ciśnienia
        i nieprzyjemności w pracy i... w ciągu dnia wyszło i powiedziało, że już nie wróci ?
    • mamalgosia Re: Czas na fochy... 22.11.08, 10:05
      Chyba nie do końca rozumiem, co to znaczy fochy.
      Ale odpowiem tak jak rozumiem.
      No więc czas na fochy u Starszego trwa nieprzerwanie, powiedzmy
      przez 90% jego życia (z prenatalnym włączniesmile). Co z niego
      dzielnego wyrośnie, tego ja nie wiemwink Nadzieję jeno mieć muszę.

      Czas na fochy u Młodszego to tak +/- 0,01% jego życia, więc jestem
      spokojnasmile

      Ale przewidywać przyszłości nie bedę. ja byłam zupełnie niefochliwym
      dzieckiem, a wyrosła ze mnie d... wołowa
      • mader1 Re: Czas na fochy... 22.11.08, 11:32
        zapytałam, bo spotykam się z tak różnymi opiniami... jedni mówią, że jednak
        wysłuchać, pogłaskać, wniknąć... i ja się ku temu skłaniam, choć aniołem nie
        jestem, więc czasem i nie wytrzymam. Wokół mnie sami wrażliwcy, tylko ja jedna
        sama gruboskórna, więc w poduszkę jeno mogę popłakać wink Ale są osoby, które
        mówią, że " dość mazgajenia", " chłopaki nie płaczą", przeziębienie nie jest
        powodem, by się nad sobą rozczulać...
        • mamalgosia Re: Czas na fochy... 22.11.08, 12:12
          No nie, przeziębienie nie jest powodem.
          Ale: chłopaki nie płaczą? Brrr

          Z grubej rury: fochy moga być wołaniem o uwagę albo nieudolnie
          przedstawionym lękiem.

          Albo sposobem na życiewink
          • minerwamcg Re: Czas na fochy... 22.11.08, 12:30
            Albo wszystkim po trosze.
            Generalnie jednak kiedy dorosły człowiek umawia się, że coś zrobi, a
            potem oświadcza, że nie, bo mu się odwidziało albo wymyśla dziecinne
            powody - to tak, są to fochy.
            • ekan13 Re: Czas na fochy... 22.11.08, 19:32
              Przyznam sie szczerze, ze stopień tolerowania foch mych córek zalezy os stopnia poziomu endorfin w moim organizmie. Proporcjonalnie czyli; wysoki poziom-wysoka tolerancja, niski poziom-niska tolerancja. Bo choć ja kobieta pracujaca i matka trójki dzieci, to na ich fochy nie to, że nie mam czasu, ale czasem nie mam siły, zwłaszcza gdy kumulują się po trzykroć.
              Groźna wtedy poprostu jestem i fochy wtedy wiedza, że najlepszym wyjściem jest wyjscie ewakuacyjne.
              • mamalgosia Re: Czas na fochy... 23.11.08, 12:41
                o, to to! Tylko u mnie o endorfiny chodzi a o ilość snu - wtedy
                oczywiście zależność jest odwrotnie proporcjonana. Jak w nocy 2
                godziny snu, to ciężko mi znieść nawet takie zwyczajne dziecięce
                marudzeniesad
                • ekan13 Re: Czas na fochy... 23.11.08, 19:08
                  Ja Ciebie Mamałogosiu doskonale rozumiem, bo musisz wiedzieć, że poziom endorfin w mym organiźmie jest bezposrednio powiązany z ilością snu, wielkoscą stosu ciuchów do prasowania, ilości tychże w koszu na pranie oraz innych przyziemnych rzeczysmile
    • maadzik3 Re: Czas na fochy... 22.11.08, 21:04
      Staram sie miec mnostwo czasu i cierpliwosci. Na fochy tez. Oczywiscie czasem
      mam problemy duzego kalibru, czasem jestem spozniona i wsciekla, nawet jesli
      powyzsze okolicznosci nie zachodza w koncu trace cierpliwosc. Ale po chwili ja
      odzyskuje i znow mam czas na fochy. Ale nie uwazam ich z zasady za fochy. Mlody
      testuje granice tego co wolno i informacja ze nie wolno nie wystarcza - musi
      wiedziec dlaczego (co uwazam za swoja zasluge wychowawcza, zawsze wszystko
      tlumaczylam). Czasem ma zly dzien, czesto po prostu chce uwagi, duzo i czesto. A
      ja uwazam ze ma do tego prawo, do mojej pelnej uwagi jak najczesciej (potrafi
      sie bawic sam dlugo, ale jak chce uwagi to sie ciesze), do nieograniczonej
      czulosci i milosci (madrze wyrazanej), do pelnego poczucia akceptacji (moze
      robic czasem cos zlego ale nigdy on nie jest zly). Mysle ze nie dajac mu tego
      albo sprawilabym ze z wymagajacego ale pogodnego, dzielnego, rozgadanego dziecka
      stalby sie marudny albo zamkniety w sobie. Cenie sobie nasze wieczne rozmowy o
      wszystkim, wojny na laskotki, ranne przytulanie na wstawanie, wspolne odkrywanie
      swiata, pocalunki w klasie ktorych sie nigdy nie wtydzi, jego wyrazny
      indywidualizm i kierowanie sie wewnetrznymi wartosciami ktore wyrabiamy. Milosc
      jest najwazniejsza, a ona ma rowniez czas na fochy (miala moja mama czas na moje
      fochy, mam ja na fochy mojego dziecka, a z mama wciaz jestesmy najlepszymi
      przyjaciolkami).
      Po prostu czas z moim dzieckiem jest najpiekniejszy, najwazniejszy i jego blahe
      i dziecinne problemy bardzo powazne - bo jego. Skala sie zmienia jak dorastamy
      ale zawsze oczekujemy wsparcia w problemach i zrozumienia fochow od tych ktorzy
      nas kochaja. Dziecko tez ma gorsze dnie, fochy czasem, zapotrzebowanie na
      wieksza czulosc, prawo do smutku. Ma i juz. A ja musze i chce byc wtedy a nim
      • mamaanieli Re: Czas na fochy... 24.11.08, 13:09
        jestem matką czwórki dzieci, kobietą pracującą. nie mam czasu i siły
        na fochy. choć czasem na nie pozwalam...
    • atama Re: Czas na fochy... 26.11.08, 11:31
      Oj trudne są te fochy, ich rozgraniczanie (autentyczne od
      szantażujących) itd. Nie wiem, czy mam na nie metodę. Wszystko
      jeszcze przede mną, ale staram się być po prostu autentyczna.
      Zgodnie z prawdą. Jeśli jestem zmęczona, rozdrażniona to ostrzegam.
      Tak, żeby nie zranić. Jeśli wiem, że mi słuchanie nie wyjdzie, to
      się nie silę z udawaną cierpliwością. Ale do tematu staram się
      wrócić przy lepszej sposobności.
      Czy się udaje? Nie zawsze... Przyznaję bez bicia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka