Dodaj do ulubionych

Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie

15.12.08, 00:33
Wiecie co dzisiaj słuchając ogłoszeń tak sobie pomyślałam, że bycie
religijnym daje duze szanse na oszczędności. a jeszcze jak potem
byłam w centrum handlowym (tylko chwilkę, bo próbowałam coś
zareklamowaćsmile i zobaczyłam te kolejki i wózki wyłądowane rzeczami
niezbędnymi na święta to utwierdziłam się w tym przekonaniusmile

No przecież gdyby ci ludzie nie poszli dziś na zakupy mieli by tyle
samo rzeczy w lodówce co mają , a dzisiaj to chyba stania w takich
kolejkach (ja widziałam real w Jankach pod wawą, ale pewnie tak jest
wszędzie) nie dało się pogodzić z mszą w kościele.

I tak sobie pomyslałam, że taka religijna postawa jest spójna jesli
chodzi o dobra materialne.

Bo jeśli zależy mi np. bardziej na rekolekcjach niż na zakupach to
idę na rekolekcje a nie na zakupy i jeśli to było szczere to nie
martwię się tym, ze nie mam setnej barbie dla córki i jeszcze, moim
zdaniem, doświadczam błogosławieństwa od Pana, że nie kupiłam 100
niepotrzebnych rzeczy i zaoszczędziłam.

No może by ludzi do duchowego przeżywania Adwentu zachęcać poprzez
ten aspektsmile

Niby piszę to trochę żartem, ale w sumie to zupełnie prawdziwa i
poważna obserwacja

pozdr

Aga
Obserwuj wątek
    • magdalaena1977 Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 09:27
      matizka napisała:
      > Niby piszę to trochę żartem, ale w sumie to zupełnie prawdziwa i
      > poważna obserwacja
      Zupełnie na poważnie nie zgadzam się z Tobą.

      > No przecież gdyby ci ludzie nie poszli dziś na zakupy mieli by tyle
      > samo rzeczy w lodówce co mają ,
      Nie rozumiem - przecież jeśli robili zakupy, to teraz mają więcej jedzenia
      prezentów itp.

      > a dzisiaj to chyba stania w takich kolejkach nie dało się pogodzić z mszą w
      kościele.
      Nie widzę problemu. Msza święta zajmuje około godziny plus powiedzmy po 15 minut
      na dojście.
      Można iść do kościoła na 8:30 i już na 10:00 być w centrum handlowym.

      > Bo jeśli zależy mi np. bardziej na rekolekcjach niż na zakupach to
      > idę na rekolekcje a nie na zakupy i jeśli to było szczere to nie
      > martwię się tym, ze nie mam setnej barbie dla córki i jeszcze, moim
      > zdaniem, doświadczam błogosławieństwa od Pana, że nie kupiłam 100
      > niepotrzebnych rzeczy i zaoszczędziłam.
      A jak byś się czuła gdybyś nie kupiła potrzebnych prezentów dla rodziny ? jeśli
      miałabyś tylko pieniądze do obdarowania innych ? Jeśli na stole zabrakłoby
      tradycyjnych ciast, pierogów, kutii ?
      Przecież spokojnie można tak ułożyć plan na grudzień żeby mieć czas i na
      rekolekcje i na zakupy.

      Ja mam nienormowany czas pracy i zwykle zakupy udaje mi się załatwić w dzień
      powszedni przed południem (bo wtedy jest luźniej), a pracować wieczorami i weekendy.
      Ale zdaję sobie sprawę z tego, że jest wiele osób, które pracują cały dzień i
      wracają zmęczone do domu na 18:00 czy 19:00. I wtedy jednym czasem na kupowanie
      prezentów, ciuchów, jedzenia pozostają weekendy.
    • samboraga Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 09:28
      Taaa, nasz real taki sam, dziecko przypomniało sobie wczoraj że ma zaproszenie
      do kolegi na urodziny, więc na gwałt szukaliśmy prezentu - nie można było się
      dopchać do półek... Dobrze, że te kasy na mniej produktów są, bo byśmy wyszli
      nie wiem kiedy...
      U nas w kościele autentycznie luźniej wczoraj było, choć nie wiem czy to
      zakupowo, czy chorobowo...
    • minerwamcg Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 09:59
      Czegoś tu nie rozumiem. Skąd pomysł, że ludzie, którzy wczoraj stali
      w kolejkach do kas w hipermarketach nie byli w kościele, bo nie
      mieli czasu (musieli wszak stać w kolejce do kas)? Może byli, może
      nawet jeśli trafili w swojej parafii na mszę, gdzie zamiast kazania
      była nauka rekolekcyjna (bo na ogół tak jest), to uczestniczyli w
      rekolekcjach? Skąd pomysł, że zakupy i rekolekcje to alternatywa
      rozłączna i jak ktoś jest tu, to na pewno nie tam?

      Owszem, gdyby nie poszli na zakupy, mieliby to, co mieli poprzednio.
      Dla dobra dyskusji pomijam tych, którzy do hipermarketow wyruszyli
      mając w lodówce jedynie światło i kostki lodu smile Przecież i tak
      wszystkie te rzeczy, które kupili, musieliby kupić - nie w
      niedzielę, to w poniedziałek. I jedyne, o co można mieć do nich
      pretensję, to że właśnie robili to przy świętej niedzieli, a nie w
      poniedziałek. Jest to pretensja bardzo poważna, tym niemniej nie
      podważa sensu kupowania wszystkich tych rzeczy. Trzeba jeść, powinno
      się z okazji Świąt obdarować bliskich, należy uzupełniać zapasy
      proszku do prania, mąki, cukru i worków na śmieci.
      Więc gdzie tu oszczędność?.. Przecież tego, co kupili, nie wyrzucą
      na śmietnik, tylko zjedzą, podarują, zużyją - słowem, spożytkują
      zgodnie z przeznaczeniem. Pieniądze wydadzą, bo wydać muszą -
      problem tylko w tym, żeby wydali je w sobotę lub poniedziałek, a nie
      w Dzień Pański. Skąd pomysł, że rzeczy kupione przez tych wszystkich
      nieszczęsnych mugoli są niepotrzebne? Na pewno jest wśród nich dużo
      chłamu, bez którego mogliby się obejść - ale i najpobożniejszym
      chrześcijanom zdarza się (poza niedzielą!) kupować rzeczy zbędne, i
      tutaj problem nie jest w tym, że ktoś robi to w niedzielę choć nie
      powinien, tylko że w ogóle to robi. Błogosławieństwa Bożego należy
      zatem w tym przypadku upatrywać w słowach Psalmisty ("Błogosławię
      Pana, że dał mi rozsądek"), nie zaś w tym, że poszło się do kościoła
      a nie poszło na zakupy.
    • isma Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 10:24
      A ja tam troche Matizke rozumiem.
      Nie, to chyba nie chodzi tylko o to, ze "albo do kosciola, albo do sklepu".

      To chodzi np. o to, ze gdyby ludzie (w ogolnosci, nie konkretny sasiad, ktorego
      widzimy z wypakowanym po brzegi wozkiem w hiperze) przejawiali tyle determinacji
      wzgledem swojego np. udzialu w Eucharystii, co jej przejawiaja wzgledem nabycia
      karpia, maku i czego tam jeszcze - to by bardzo piekny swiat byl wink)).
      W ogole zeby nasza determinacja co do rzeczy Bozych byla bodaj porownywalna z
      determinacja przejawiana wzgledem rzeczy doczesnych...

      Kann latem linkowal taka wiadomosc agencyjna z Mozambiku, o katechumence bez
      nog, ktora co niedziele czolgala sie do kosciola cztery kilometry. No i wiecie,
      ja sobie akurat w tamtym czasie zasuwalam, na wlasnych zdrowych nogach,
      codziennie takie cztery kilometry w jedna, i cztery z powrotem (nie powiem,
      czasem psioczac troche). A zupelnie nie majac swiadomosci, ze za to wlasciwie
      powinnam Panu Bogu dziekowac - ze moge, i ze ochrzczona jestem...
      • magdalaena1977 Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 11:25
        isma napisała:

        > gdyby ludzie przejawiali tyle determinacji
        > wzgledem swojego np. udzialu w Eucharystii, co jej przejawiaja wzgledem nabycia
        > karpia, maku i czego tam jeszcze - to by bardzo piekny swiat byl wink)).
        Ale w dzisiejszej Polsce udział we mszy świętej nie wymaga IMHO determinacji.
        Kościołów jest dużo, mszy dużo - można wybierać czas miejsce i styl
        (gregoriańśka, dla dzieci). Nic nie kosztuje. Trwa niezbyt długo. Dla większości
        osób jest blisko.
        IMHO jeśli ludzie nie chodzą do kościoła, to nie dlatego, że brak determinacji,
        tylko dlatego że NIE CHCĄ.
        • samboraga Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 12:11
          Determinacji za to wymaga życie zgodne z wiarą, i tu jakaś kolizja z
          niedzielnymi zakupami w supermarkecie jest... No, ale to już wałkowaliśmy...
          • magdalaena1977 Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 12:22
            samboraga napisała:

            > Determinacji za to wymaga życie zgodne z wiarą, i tu jakaś kolizja z
            > niedzielnymi zakupami w supermarkecie jest... No, ale to już wałkowaliśmy...
            Ale dla mnie robienie zakupów w niedzielę, wcale nie jest jakieś takie
            przesadnie niechrześcijańskie. Staram się nie pracować w niedziele tylko raczej
            w soboty czy dni powszednie i na zakupy (zwłaszcza na szukanie ciuchów po
            galeriach handlowych) niedziele nadają się całkiem nieźle. Jak już pisałam
            spokojnie można wybrać się do centrum handlowego po czy przed mszą, a dla osób
            które lubią łazić po sklepach, jest to całkiem sympatyczny sposób spędzania czasu.
            Być może inaczej to wygląda u osób, które mają małe dzieci albo liczne rodziny,
            ale u mnie nigdy nie było tradycji takich sztywnych rodzinnych obiadków.
            • samboraga Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 12:25
              > ale u mnie nigdy nie było tradycji takich sztywnych rodzinnych obiadków.

              Nie, raczej nie to miałam na myśli. Ja widzę różnicę, między wydawaniem
              pieniędzy na kino w niedzielę, a kupieniem sobie kolejnego ciucha czy dziecku
              zabawki.
            • minerwamcg Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 15:22
              > dla osób
              > które lubią łazić po sklepach, jest to całkiem sympatyczny sposób
              > spędzania czasu.

              Dla osób, które sprzedają w tych sklepach z ciuchami i muszą w
              niedzielę przychodzić do pracy również?
              Poza tym kupowanie i sprzedawanie jest wśród chrześcijan uważane za
              pracę, którą poza absolutną koniecznością (niestety, wykruszyli się
              przyjaciele, którzy w potrzebie mogli pożyczyć pięć chlebów)
              zajmować się w niedzielę nie godzi.
              • magdalaena1977 Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 15:52
                minerwamcg napisała:

                > > dla osób
                > > które lubią łazić po sklepach, jest to całkiem sympatyczny sposób
                > > spędzania czasu.
                >
                > Dla osób, które sprzedają w tych sklepach z ciuchami i muszą w
                > niedzielę przychodzić do pracy również?
                a osoby obsługujące kina, baseny itp. ?

                > Poza tym kupowanie i sprzedawanie jest wśród chrześcijan uważane za
                > pracę,
                może to nie są chrześcijanie ?
                Tak zupełnie poważnie, to podobno w Londynie sklepy czynne w niedzielę prowadzą
                zwyczajowo potomkowie którejś grupy imigrantów wyznania muzułmańskiego.

                Zresztą przecież ja właśnie wolę chodzić na zakupy w niedzielę niż pracować w
                tym dniu.
                • minerwamcg Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 16:42
                  Kina i baseny, podobnie jak teatry to co innego - ci ludzie pracują,
                  żeby inni mogli wypoczywać. Proste pytanie: ile jest w mieście
                  basenów, teatrów i kin, a ile sklepów? Poza tym czym innym jest
                  rozrywka, czym innym handel.

                  > > Poza tym kupowanie i sprzedawanie jest wśród chrześcijan
                  > > uważane za pracę,
                  > może to nie są chrześcijanie ?

                  Zapewniam Cię, że większość z nich jednak jest chrześcijanami i
                  katolikami - a do pracy w niedzielę przychodzą, żeby jej nie
                  stracić. Natomiast należałoby się zastanowić, czy po chrześcijańsku
                  postępują ci, którzy dla zysku (właściciele) - bądź przyjemności
                  robienia zakupów w niedzielę (klienci) - ich do tej pracy zmuszają.

                  > Tak zupełnie poważnie, to podobno w Londynie sklepy czynne w
                  >niedzielę prowadzą
                  > zwyczajowo potomkowie którejś grupy imigrantów wyznania
                  >muzułmańskiego.

                  Cudnie, ale póki co nie jesteśmy w Londynie. Polska jest krajem
                  chrześcijańskim. A kupować nie godzi się nie tylko (choć także) ze
                  względu na zmuszanych do pracy bliźnich, którzy, jak słusznie
                  zauważyłaś, mogą być innej wiary lub niewierzący, ale i przez
                  szacunek dla świętego dnia.

                  > Zresztą przecież ja właśnie wolę chodzić na zakupy w niedzielę niż
                  > pracować w tym dniu.

                  Ja też wolę nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu od gniewu, ale nie
                  zmienia to faktu, że obie te rzeczy są złe.
                  • magdalaena1977 Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 17:04
                    minerwamcg napisała:

                    > Kina i baseny, podobnie jak teatry to co innego - ci ludzie pracują,
                    > żeby inni mogli wypoczywać.
                    A z zakupami jest inaczej ? Ja naprawdę tak samo traktuję ludzi, którzy
                    obsługują mój wolny czas.

                    > Zapewniam Cię, że większość z nich jednak jest chrześcijanami i
                    > katolikami - a do pracy w niedzielę przychodzą, żeby jej nie
                    > stracić.
                    Ale przecież zatrudniając się w sklepie doskonale wiedzieli, kiedy jest czynny i
                    świadomie się na to zdecydowali.
                    • a_weasley Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 17:38
                      Magdalaena1977 napisała:

                      > Zatrudniając się w sklepie
                      > doskonale wiedzieli, kiedy jest czynny
                      > i świadomie się na to zdecydowali.

                      Sklepy są powszechnie czynne w niedzielę, bo ma w nich kto kupować. W związku z
                      tym jeżeli uznaję, że lepiej, żeby ludzie nie mieli powodu pracować w sklepach w
                      niedzielę, to imperatyw kategoryczny nakazuje w niedzielę nie kupować (gdyby mi
                      było mało Zasad Ogólnych mojego wyznania), gdyż bez klienta nie ma sprzedawcy, a
                      bez sprzedawcy nie ma klienta.
                    • minerwamcg Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 17:55
                      > A z zakupami jest inaczej ? Ja naprawdę tak samo traktuję ludzi,
                      > którzy
                      > obsługują mój wolny czas.

                      Nie o to chodzi, jak Ty ich traktujesz. Kino służy do spędzania
                      wolnego czasu, sklepy służą do handlu.

                      > Ale przecież zatrudniając się w sklepie doskonale wiedzieli, kiedy
                      > jest czynny
                      > i
                      > świadomie się na to zdecydowali.

                      Uhm. Mieli do wyboru milion ofert, z których jedna była lepsza od
                      drugiej. A jakby nie chcieli pracować w sklepie, zawsze czekała na
                      nich posada zamiatacza ulic - MPO w niedzielę ma wolne.
                      Niestety, w naszej rzeczywistości nie każdy może przebierać w
                      miejscach pracy.
                • a_weasley Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 16:47
                  Pewien rabin powiesił przy wejściu do synagogi tabliczkę głoszącą, że wchodzenie
                  do synagogi z odkrytą głową jest takim samym grzechem jak cudzołóstwo.
                  W parę dni później na tabliczce pojawił się odręczny dopisek:
                  "Próbowałem obu, różnica kolosalna!"

                  Magdalaena1977 napisała:

                  > wolę chodzić na zakupy w niedzielę niż pracować w
                  > tym dniu.

                  Istotnie, niektóre grzechy są przyjemniejsze od innych.
                  • magdalaena1977 Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 17:01
                    a_weasley napisał:
                    > Magdalaena1977 napisała:
                    >
                    > > wolę chodzić na zakupy w niedzielę niż pracować w
                    > > tym dniu.
                    >
                    > Istotnie, niektóre grzechy są przyjemniejsze od innych.
                    Chodziło mi o to, że IMHO lepsze moralnie jest pracowanie od poniedziałku do
                    soboty i łażenie po sklepach w niedzielę niż pójście do centrum handlowego we
                    czwartek i pracowanie przez cały weekend.

                    Być może panowie nie mają tego problemu, ale ja jako osoba o nietypowych
                    (zdaniem producentów) wymiarach i ograniczonym budżecie muszę się dobrze
                    nachodzić i naprzymierzać żeby kupić sobie cokolwiek sensownego do ubrania.
                    • mamalgosia Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 17:14
                      a ja np mam cały dzień dzieci na głowie i tylko w weekend mam je z
                      kim zostawić. A kupowanie np spódniczki dla siebie (żeby nie byłą z
                      cekinami, żeby nie byłą mini i jeszcze żeby pasowała i w pasie i w
                      biodrach) z tymi dwoma Upiorami... to już wolę paradowac naga
              • katriel Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 18:49
                minerwamcg napisała:
                > Poza tym kupowanie i sprzedawanie jest wśród chrześcijan uważane za
                > pracę,

                Jak przeczytałam, że kupowanie uważane jest za pracę, to najpierw się zdziwiłam. W sumie chyba słusznie - wiele osób, w tym chrześcijan, np. Magdalaena najwyraźniej kupowanie uważa za rozrywkę; ja też bym się zawahała nazywając je pracą (zresztą zależy jeszcze czy chodzi o zakupy spożywcze, ciuchy czy książki). Osobiście nie robię zakupów w niedzielę, chyba że faktycznie jest jakaś nagła potrzeba, i choć łażenie po sklepach sprawia mi czasem przyjemność, to nie uważam, aby był to ten rodzaj przyjemności, jakiemu należy oddawać się w niedzielę. Jak się tak zastanowić, to wydaje mi się, że pojęciu "niedzielnej przyjemności" odpowiada u mnie coś, co można robić wspólnie i przy tym rozmawiać. Stąd obiad w knajpie, lody na rynku, spacer po lesie czy wycieczka do zoo mi do niedzieli pasują, a kino czy basen (wymieniane w wątku) nawet mniej niż zakupy. Z tym że ja np. na basenie pływam tam i z powrotem i raczej z nikim nie rozmawiam, a widuję grupki dziewczyn które uwieszają się przy krawędzi basenu i gadają przez okragłą godzinę, więc to też zależy od osoby.

                Co do absolutnej konieczności, to zawsze mi się przy tej okazji przypomina oficjalny spis prac dozwolonych w niedzielę wzięty z katechizmu, z którego moja mama przygotowywała się do I Komunii w latach pięćdziesiątych:
                1) Prace konieczne dla podtrzymywania życia, np. przygotowywanie posiłków lub pielęgnowanie chorych.
                2) Prace w służbie społeczeństwa, np. na poczcie lub na kolei.
                3) Praca naukowa.
                Co ciekawe, "obsługi cudzej rozrywki" tu nie ma.

                Ale wracając do kupowania jako pracy, przyszło mi do głowy następujące pytanie: jak wobec tego odnosić się do niedzielnych zakupów na Allegro? Po przeciwnej stronie kabelka nie musi nikt dyżurować, więc nikogo do pracy w niedzielę się nie zmusza. Konieczne to nijak nie jest: aukcje nie trwają 1 dzień i nawet jeśli kończą się w niedzielę, to zawsze można zalicytować wczesniej (ew. ustawić snajpera). No, ale jeśli kupowanie to praca, to chyba się nie powinno? Chyba że jednak samo kliknięcie i wpisanie kwoty nie liczy się za "pracę kupowania"?
                • mamalgosia Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 18:55
                  Więc właśnie kiedyś zadałam pytanie - chyba nawet na tym forum -
                  dlaczego pozwalamy na pracę pani w lodziarni, bileterce w kinie,
                  panu na stacji benzynowej...
                  Przed niedzielnymi zakupami zawsze hamuje mnie kwestia własnie tego,
                  że skoro ja kupuję, to ktoś inny musi mi sprzedać - a ten ktoś ma
                  prawo do świętowania niedzieli. Ale gdyby nie to, to nie uważam tego
                  sposobu spędzania czasu za zły. I bardzo towarzysko może byćsmile
                  • a_weasley Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 20:31
                    mamalgosia napisała:

                    > Więc właśnie kiedyś zadałam pytanie - chyba nawet na tym forum -
                    > dlaczego pozwalamy na pracę pani w lodziarni, bileterce w kinie,
                    > panu na stacji benzynowej...

                    Ponieważ to są miejsca z istoty swej przeznaczone do spędzania czasu wolnego.
                    Niedziela jest dniem oddawania czci Panu oraz odpoczynku, w związku z czym dla
                    ludzi zawodowo trudniących się organizowaniem bliźnim tych zajęć jest z
                    założenia dniem pracy. Ostatecznie księża i organiści też w niedzielę pracują.
                    • a_weasley Ktoś nie śpi, żeby spać mógł ktoś 15.12.08, 20:36
                      a_weasley napisał:

                      >> panu na stacji benzynowej...

                      > Ponieważ to są miejsca z istoty swej przeznaczone do spędzania
                      > czasu wolnego.

                      No dobrze, stacja benzynowa nie. Ale jest to urządzenie służące umożliwieniu
                      bliźnim przemieszczania się w tymże celu.
                      Podobnie oczywiste jest, że pracowały telefonistki, póki jeszcze były, pracuje
                      biuro numerów, helpdesk komórek, centrala radiotaxi, a skoro przy tym jesteśmy,
                      to pracuje taksówkarz, maszynista na kolei...
                    • nati1011 Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 20:43
                      ale zostając organistą czy cukiernikiem lub lekarzem, to pracę w
                      niedzielę i święta wybiera sie z "dobrodziejstwem" inwentarza. Praca
                      w handlu jest obecnie często przymusem ekonomicznym a konieczność
                      jej wykonywania w niedziele dodatkową uciążliwością, którą mozna by
                      zlikwidować.
                    • mamalgosia Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 09:34
                      Czasy się zmieniają i są ludzie, którzy odpoczywają w inny sposób.
                      Czy to gorsza forma wypoczynku?
                      Czy naprawdę tradycyjne formy są lepsze? No bo czy stałoby się coś
                      strasznego, gdyby w niedzielę nie jeść lodów w cukierni żeby
                      lodziarz mógł odpocząć? czy stałoby się coś złego gdybyśmy nie
                      poszli do kina, zeby jego pracownicy mogli świętować niedzielę? Nie.
                      Nie chcę się kłócić o zasadność/bezzasadność łażenia po centrach
                      handlowych w niedzielę. Tylko myślę, ze granica wcale nie jest taka
                      ostra, ze to co robię ja jest dobre, a to co inni - złe.
                      Kiedyś miałam bardzo ortodoksyjną postawę w kwestii niedzieli.
                      Dopiero profesor z teologii moralnej zasiał właśnie we mnie tę
                      płynność - zadając dokładnie to samo pytanie: jeśli przeszkadza ci,
                      że sąsiad kupuje w niedzielę mąkę, chleb i cytryny, to dlaczego sam
                      pozwalasz na to, by pani w cukierni podawała ci kawę i deser.
                      Każdy z nas jakoś tam znajduje się w tym gąszczu i jakos to sobie
                      rozwiązuje. Ale już nie oceniam tego, ze ktoś w niedzielę w Tesco
                      jednak te cytryny kupił
                      • samboraga Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 11:00
                        eśli przeszkadza ci,
                        > że sąsiad kupuje w niedzielę mąkę, chleb i cytryny, to dlaczego sam
                        > pozwalasz na to, by pani w cukierni podawała ci kawę i deser.

                        Kawa i ciastko to wspólne spędzenie czasu z kimś, a cytryny i chleb to zakupy.
                        • verdana Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 16:48
                          Może dla niespodziewanych gości?
                          • samboraga Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 18:36
                            > Może dla niespodziewanych gości?

                            Dla niespodziewanych ok, podobnie jak musiałam zajść w tę niedzielę z dzieckiem
                            po prezent dla kolegi bo się syn obudził że idzie na urodziny.
                            To są w ogóle dwie rzeczy - czy sklepy czynne być powinny w każdego dnia i czy
                            należy zakupy robić w niedzielę. Jeśli chodzi o robienie zakupów w niedzielę to
                            jestem zdania, że można to zrobić w pozostałę dni choć naprawdę wiem ile to
                            kosztuje, bo kilka lat temu reorganizowaliśmy sobie nasze niedzielne rytuały i
                            świadomie zrezygnowaliśmy z 1.zakupów oraz 2. 'wpadania bo się zapomniało'. I
                            wiem ile to było zachodu by się przestawić. Teraz 'wpadamy' naprawdę wyjątkowo.
                        • mamalgosia Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 18:17
                          nadal uważam, że można sobie tego odmówić - właśnie w imię
                          solidarności z pracującymi. Czy trzeba - to już inna sprawa. Ale tym
                          bardziej przyjemności sobie można odmówić
                          • samboraga Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 18:42
                            > nadal uważam, że można sobie tego odmówić - właśnie w imię
                            > solidarności z pracującymi.

                            Jak zaczniemy zakładać, że każdy pracujący jest wysysany przez burżuja
                            krwiopijcę, który każe mu pracować świątek piątek to faktycznie wróćmy do
                            jaskińwink)) Wtedy tylko samodzielne zbieranko, polowanko i domatorskie siedzenie
                            przy ogniskuwink))
                            Lekarz wybierając zawód musi zakładać pracę na dyżurach, kelner pracę w niedzielę.
                            • mamalgosia Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 21:11
                              samboraga napisała:


                              >
                              > Jak zaczniemy zakładać, że każdy pracujący jest wysysany przez
                              burżuja
                              > krwiopijcę, który każe mu pracować świątek piątek to faktycznie
                              wróćmy do
                              > jaskińwink)) Wtedy tylko samodzielne zbieranko, polowanko i
                              domatorskie siedzenie
                              > przy ogniskuwink))
                              > Lekarz wybierając zawód musi zakładać pracę na dyżurach, kelner
                              pracę w niedzie
                              > lę.
                              Właśnie, samborago! Ja tylko chcę napisać, że granica wcale
                              nieostra. A że czasy się zmieniają i liturgię na ten przykład
                              sprawuje się przodem do wiernych - to może i w tym kierunku, że
                              centrum handlowe - nb często będące również centrum rozrywki - nie
                              będzie odbierane jako siedziba szatana w niedzielę?
                              Wierzę, że są sytuacje, w których trudno jest te większe zakupy
                              zrobić w tygodniu. Zresztą - jak już napisałam wcześneij - nie
                              jestem od oceniania czyjegoś postępowania, a za swoje odpowiemsmile
                • nati1011 Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 20:39
                  katriel napisała:

                  oficjalny spis prac dozwolonych w niedzielę wzięty z katechizmu, z
                  którego moja mama przygotowywała się do I Komunii w latach
                  pięćdziesiątych:
                  > 1) Prace konieczne dla podtrzymywania życia, np. przygotowywanie
                  posiłków lub p
                  > ielęgnowanie chorych.
                  > 2) Prace w służbie społeczeństwa, np. na poczcie lub na kolei.
                  > 3) Praca naukowa.

                  To ja jako żywo nie mogę zrozumieć tej pracy naukowej!

                  Spis jak spis. Teraz już odchodzi się od "katologowania grzechów" -
                  i dobrze. To co dla jednego bedzie grzechem, dla innego moze być
                  koniecznoscią. Mnie np zdarzało sie prać w niedziele czy świeta (do
                  dziś pamiętam pralkę w II dzień Bozego narodzenia), jak mój
                  niemowlak zużył czasem nadprogramową ilość ubranek, bo przecież i na
                  schnięcie trzeba było czas zarezerwować. No do życia nie niezbędne,
                  ale tak w poulewanym czy mokrym?

                  Co do zakupów. Zdarza mi się naprawde sporadycznie w niedzielę i
                  zawsze z powodów zewnetrznych. Ja pochodze z rodziny gdzie moi
                  dziadkowie, mama, a potem maż mieli pracę w systemie ciagłym. Nawet
                  nie wyobrażacie sobie (przynajmniej wiekszosć z was) jakie to
                  potworne uczucie gdy jest Wigilia lub Wielkanoc a mama musi iść do
                  pracy. Wszyscy na spacer, na obiad, a my z siostrą same przed
                  telewizorem. Dzieki Bogu od paru lat przynajmniej w świeta są sklepy
                  zamknięte. Ale zawsze w niedziele jak widze te tłumy przed sklepami,
                  to widze te małe dzieci w domu, które tęsknią za mamą. I nie piszcie
                  proszę, ze idąc do handlu ma się wybór. To nie zawsze jest takie
                  proste, a przeważnie nie jest. Nie sadzę, by szeregowy sprzedawca
                  miał jakikolwiek wpływ na to czy chce, czy nie chce pracowac w
                  niedzielę. A pracę najczęściej ma sie taką jaka jest włąśnie
                  dostępna, a nie koniecznie tą wymarzoną.

                  Minęło już parę lat, ale do dziś jak przychodzi wigilia, to zawsze
                  jestem wdzięczna, ze możemy siąść do kolacji o 16 a nie po 22. I
                  myślami jestem z tymi, co jednak muszą pracować.

                  Moim zdaniem nie jest grzechem kupowanie w niedzielę. Ale gdybyśmy
                  zrezygnowali w tym dniu z zakupów - choćby tylko tych nie
                  niezbędnych to w końcu sklepy zaczęłyby zamykać markety w niedzielę.
                  Mieszkałam jakiś czas w Niemczech. Naprawdę dało sie przeżyć ze
                  sklepami czynnymi max. do 18 w dni powszednie i w sobotę do 14. Jak
                  raz wróciliśmy z podróży w niedzielę, to trzeba było jechac po chleb
                  na dworzec w Hamburgu - bagatelka 35 km. Człowiek sie dobrze
                  zastanowił, czy na pewno nie da sie czegoś innego wymyślec wink
                  • katriel Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 23:30
                    nati1011 napisała:
                    > To ja jako żywo nie mogę zrozumieć tej pracy naukowej!

                    Ja myślę, że to taki relikt myślenia, że praca umysłowa to w zasadzie żadna praca. Jeszcze mój dziadek uważał, że praca to tylko w polu albo w fabryce, a jego córka (moja ciotka) nauczycielka to w zasadzie całymi dniami nic nie robi. A od czytania książek to się głupieje.

                    A - no - w tym wymiarze, w jakim praca naukowa polega na mniej lub bardziej świadomym myśleniu o aktualnie nurtującym problemie oraz rozmawianiu o nim z kolegami (a przynajmniej w moim przypadku matematyka to jest dość istotny wymiar), to powstrzymywanie się od niej w niedzielę ma mniej więcej takie szanse, jak powstrzymywanie się od przemyśliwania co by tu kupić rodzicom pod choinkę: można próbować, ale i tak samo do głowy przyłazi.
                    • mamalgosia Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 09:54
                      katriel napisała:

                      A o
                      > d czytania książek to się głupieje.
                      Potwierdzam. Zawsze bardzo dużo czytałam i niestety mam tego efektysad

                    • samboraga Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 09:55
                      > A - no - w tym wymiarze, w jakim praca naukowa polega na mniej lub bardziej świ
                      > adomym myśleniu o aktualnie nurtującym problemie

                      Ale to dotyczy każdej pracy umysłowej, nie tylko naukowej, inżyniera, menadżera
                      itd. Tu raczej chodzi o studia zaoczne - takie dosłowne 'pójście do pracy'.
                      A z tym napięciem myślowym - ja bym powiedział raczej, ze osoby pracujące
                      umysłowo często nie mogą uwolnić się od pracy, od myśli o pracy (chodzi mi o
                      problem nad jakim się pracuje), ale nie gloryfikowałbym tego jako chwalebnego,
                      stałego stanu. Natomiast rozumiem okresy intesywniejszej pracy nad danym
                      problemem - tego zatrzymać się nie da.
            • isma Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 17:16
              Ale z ta niedziela to jakby... niezupelnie chodzi o to, ze to jest taki sam
              dzien wolny jak sobota, z ta roznica, ze trzeba isc do kosciola, wiec jest o te
              godzine mniej czasu na jakies tam sprawy odlozone z tygodnia na "weekend"
              (charakterystyczne, ze wlasnie to okreslenie idealnie sie nadaje do
              zafalszowywania sensu niedzieli jako chrzescijanskiego dnia swiatecznego, a nie
              dnia "nicnierobienia").

              Mowisz z przekasem: "sztywne rodzinne obiadki". Nie zawsze sa sztywne. U mnie
              akurat w ogole rodzinnej tradycji obiadkow nie ma, bo w moim rodzinnym domu sie
              raczej do gromadzenia sie przy stole nie przywiazywalo szczegolnej wagi. Mialo
              to swoj urok, jak kazdy siedzial - o ile sie jakos rodzina skompletowala - za
              swoja gazeta, i odczytywal wspolbiesiadnikom co lepsze kawalki, ale w moim domu
              jest, przynajmniej wlasnie w niedziele, inaczej.

              Niedziela jest wlasnie, hmmmm, do dzielenia sie radoscia. Tym, co sie dostalo
              (rowniez na Mszy sw. - ona sie nie konczy po tej godzinie w kosciele!). Najpierw
              sie sniadanie rodzinnie celebruje. Potem sie rytualnie pewnego programu
              radiowego slucha. Przychodza zwykle jacys ludzie na te "obiadki". Albo, jak
              pogoda jest sprzyjajaca, sie gdzies jedzie, zazwyczaj z kims. Gada sie.

              Tak sobie mysle, ze w odroznieniu od kupna ciucha (te ciuchowe zakupy to ja
              wlasnie traktuje, jak w moim domu obiadki - byle pasowal rozmiar, i byle nie
              bylo pomaranczowe albo zolte, to moze byc), to czlowieka nigdy dosc, o.
              • mamalgosia Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 18:55
                isma napisała:

                , sie gdzies jedzie, zazwyczaj z kims. Gada sie.
                >
                > Tak sobie mysle, ze w odroznieniu od kupna ciucha to czlowieka
                nigdy dosc, o.
                >
                A ja myślę, że to się wcale nie musi wykluczać
                • isma Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 22:18
                  Oczywiscie, ze na codzien nie musi. Jakkolwiek rozmawiajac o tym, co mozna robic
                  w danym momencie, tu akurat w niedziele, zakladamy, ze jest sytuacja jakiegos
                  wyboru.
                  Bluzeczka poczeka. Czlowiek nie zawsze.
                  • mamalgosia Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 09:55
                    isma napisała:


                    > Bluzeczka poczeka. Czlowiek nie zawsze.
                    >
                    Nadal uważam, że to nie musi być alternatywa.
                  • mamalgosia P.S. czekanie 16.12.08, 21:12
                    a czekanie żadnym argumentem nie jest. Bo Bóg to dopiero ma
                    cierpliwość i poczeka nie tylko dłużej niż człowiek, ale nawet
                    dłużej niż bluzka. A przecież nie wynika z tego, ze zamiast do d
                    kościoła powinniśmy pójść na kawę z psiapsiółką (choć może zamiast
                    rorat to już ok?)
              • magdalaena1977 Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 19:17
                isma napisała:
                > Mowisz z przekasem: "sztywne rodzinne obiadki".
                Chodziło mi raczej o to, że one są sztywno zafiksowane na niedzielne popołudnie.
                Mam koleżankę, która musi bywać na takim obiedzie u teściów (bo inaczej się
                obrażą) i zajmuje jej to w zasadzie całą niedzielę.
                A ja wolę spotykać się z rodziną w sposób mniej usystematyzowany, wpadać wtedy,
                kiedy mamy czas i ochotę.

                > Niedziela jest wlasnie, hmmmm, do dzielenia sie radoscia.
                Więc może to właśnie kwestia tego, że jestem singielką ? że nie mam rodzinnych
                śniadań i dzielenia się radością z domownikami ?
                A koleżanki mają własne rodziny i wolą spotykać się w tygodniu.
                I opcja spanie do oporu - kościół - obiad - TV to trochę mało na dzień
                świąteczny. Staram się nie pracować (ale nie zawsze mi się udaje) a jeśli mam
                wolne, to czasami spotykam się z rodziną, czasem idę np. do kina, czasem na
                basen, a czasami do centrum handlowego.

                > te ciuchowe zakupy to ja wlasnie traktuje, jak w moim domu obiadki
                > - byle pasowal rozmiar, i byle nie bylo pomaranczowe albo zolte,
                > to moze byc)
                Może masz bardziej popularną figurę ?
                Ja też nie mam wyjątkowych wymagań, ale sam fakt, że mam rozmiar 46, wyraźną
                talię i biust 34GG sprawia, że kupienie czegoś co pasuje rozmiarowo jest bardzo
                trudne (a i tak zwykle kończy się na dopasowywaniu u krawcowej), a jak jeszcze
                ma nie być jak dla nastolatka albo dla starej baby ...
                • isma Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 22:38
                  No, nie, ale to kazdy przymus z definicji wyklucza swietowanie. Znaczy, przymus
                  odczuwany jako zewnetrzny wobec czlowieka ("bo sie tesciowa obrazi"). Tak, to
                  nie, to odpada.
                  Natomiast ja bym bronila rytualu "obiadkow" dobrowolnie na sie przyjetego, a
                  nawet uwazam takowy za z wielu wzgledow sluszny i zbawienny. Czlowiek musi,
                  chyba, miec jakas przestrzen dosyc radykalnego oderwania sie od codziennosci.
                  Od, nie znajde teraz dobrego slowa, doraznej skutecznosci swoich dzialan ("kupie
                  sobie dzisiaj sweter, bo potrzebuje").

                  Zgadzam sie z Toba, ze jak sie jest samemu, to sie swietuje trudniej. Prawda.
                  Swietowanie ma rys wspolnotowy, zawsze. Ale nikt nie powiedzial, ze to musi byc
                  wlasna rodzina akurat. U nas niedzielne obiadki lub kolacyjki to z
                  niespokrewnionymi sa (bo spokrewnieni, jak wspominalam, sa malo towarzyscy a w
                  dodatku skrajnie nieliczni - ja jestem jedynaczka, slubny rodzine ma za granica).

                  Mnie sie zdarza w niedziele pracowac, jak mi sie robota spietrzy, i wiem, ze
                  musze, bo inaczej nie zdaze. Dawno temu, kiedy pracowalam w gazecie codziennej,
                  sila rzeczy pracowalam w niedziele. Ale jednak zawsze odczuwalam to jako
                  koniecznosc, a nie wybor. Z wyboru bym chyba sie odmiennosci tego dnia nie
                  pozbywala. Ja ja sobie cenie, o.

                  (Aha - co do ciuchow, no, o tyle mi latwiej, ze moge sobie zawsze probowac kupic
                  cos na 12-latke - bo jak sie ma rowne poltora metra wzrostu i rozmiar 34, w
                  porywach 36, to to wyglada tez nie tak dobrze. Zwlaszcza, ze np. do pracy
                  kobieta zblizajaca sie do czterdziestki tez musi czasem w czyms w miare
                  stosownym isc wink)).
                  • magdalaena1977 Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 22:58
                    isma napisała:
                    > (Aha - co do ciuchow, no, o tyle mi latwiej, ze moge sobie zawsze probowac
                    > kupic cos na 12-latke - bo jak sie ma rowne poltora metra wzrostu
                    > i rozmiar 34, w porywach 36, to to wyglada tez nie tak dobrze.
                    Ojej, a zupełnie nie piszesz, jak taka kruszynka wink

                    Ale zawsze możesz iść ze mną. Permanentnie widuję fajne ciuchy w rozmiarze 34.
                    • isma Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 23:14
                      Co do rozmiaru, to, ekhm, jak kiedys celnie zauwazyla tez raczej kieszonkowa
                      Marzek, w takiej sytuacji jak nasza, nie ma innego wyjscia, niz niedostatki
                      wizji nadrabiac fonia wink)).

                      Natomiast co do zakupow, to, zgadzam sie, zawsze pcha sie przed oczy nie to,
                      czego potrzebujemy wink)). Dlatego ja sie staram oceniac tylko wedlug warunkow
                      minimalnych: spodnie, czarne, (...)cm w talii wink)).
                • mamalgosia Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 09:26
                  magdalaena1977 napisała:

                  > Może masz bardziej popularną figurę ?
                  > Ja też nie mam wyjątkowych wymagań,
                  Zgadzam sie z Tobą. U mnie też nie chodzi o to, żeby nawybrzydzać (a
                  przeciwnie: zachcianki mam bardzo klasyczne typu: biała bluzka czy
                  zwykła czarna spódnica) - niestety nie mam figury typowej i czasem
                  muszę 20 rzeczy przymierzyć ("na oko" tego nie widzę). A to trwa. I
                  zupełnie nie ma nic wspólnego z wybrzydzaniem - bo wybrzydzać można
                  właśnie na oko: fiolet nie, więc lecę dalej. I myślę sobie, że jak
                  ktoś wygląda jak isma (bo miałam szczęście ją widzieć) może nie
                  rozumieć problemów osób nietypowych (isma jest ładna, wymiarowa i
                  proporcjonalnasmile ). Z typowych rzeczy mam rozmiar buta, ale
                  rozmawiałam z pewną panią, która ma rozmiar buta 44 (w ogóle jest
                  bardzo duża) i nawet nie przypuszczałąm, co taka kobieta musi robić
                  żeby nie chodzić w kapciach i adidasach
                  \

                  > I to naprawdę jest problem., tylko po prostu ale sam fakt, że
                  mam rozmiar 46, wyraźną
                  > talię i biust 34GG sprawia,
                  też mam wyraźną talię i wiem że to problem. ZBYT wyraźnąsmile Natomiast
                  nie rozumiem co to jest biust 34 GG - tzn G to wiem, ale gdzie te
                  34???


                  • katriel Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 12:31
                    mamalgosia napisała:
                    > nie rozumiem co to jest biust 34 GG -

                    Brytyjska rozmiarówka. 34 to na nasze obwód 75, a GG to nie gagu-gadu tylko rozmiar miseczki o jeden większy niż G, czyli na nasze coś między K a L.
                    Przy czym jeśli Magdalaena twierdzi, że nosi obwód 75, to znaczy, że tak naprawdę pod tym biustem ma więcej (nie wiem ile, ale na pewno powyżej 80), tylko jakby nosiła "swój" rozmiar, to by miała stanik na karku. Poczytaj sobie Lobby Biuściastych, to zrozumiesz. Trochę sekciarskie jest, ale ogólnie bardzo sympatyczne.
                    • mamalgosia Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 18:18
                      Lobby biuściastych znam z reklamy Kochanicy Francuzasmile GG
                      zrozumiałam, tylko to 34 było dla mnie tajemnicą. Dziękuję za
                      wyjaśnienie
                  • magdalaena1977 Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 17:20
                    mamalgosia napisała:

                    > magdalaena1977 napisała:
                    > > mam rozmiar 46, wyraźną talię i biust 34GG

                    > też mam wyraźną talię i wiem że to problem. ZBYT wyraźnąsmile
                    > Natomiast nie rozumiem co to jest biust 34 GG - tzn G to wiem,
                    > ale gdzie te 34???
                    brytyjskie 34GG czyli polskie 75 pomiędzy K a L
                    A podaję rozmiarówkę brytyjską, bo od dawna nie kupiłam polskiego stanika - nasi
                    producenci nie szyją w takich rozmiarach (a w zasadzie dopiero ostatnio zaczynają).
                    Też zapraszam na lobby biuściastych i do dobrania sobie właściwego rozmiaru stanika.

                    Mam jakieś 109 cm w biuście (i 88 pod biustem), i te same 109 cm w biodrach. A
                    klasyczna rozmiarówka większości polskich sklepów zakłada mniejszy o kilka cm
                    biust niż biodra. Tak samo mimo sporej tuszy mam wyraźną talię, a ciuchy w 46
                    często szyje się na osobę o figurze walca.
                    • mamalgosia Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 18:19
                      magdalaena1977 napisała:

                      a ciuchy w 46
                      > często szyje się na osobę o figurze walca.
                      Zapewniam Cię, że 38 i 36 również
      • samboraga Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 12:15
        > Nie, to chyba nie chodzi tylko o to, ze "albo do kosciola, albo do sklepu".

        Nie tylko, ale też. Tak też bywa, mi się zdarzało w każdym razie. Niby niedziela
        długa, ale zanim się odeśpi, zje obiad, odpocznie...
      • minerwamcg Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 15:11
        > To chodzi np. o to, ze gdyby ludzie (w ogolnosci, nie konkretny
        sasiad, ktorego
        > widzimy z wypakowanym po brzegi wozkiem w hiperze) przejawiali
        > tyle determinacji
        > wzgledem swojego np. udzialu w Eucharystii, co jej przejawiaja
        > wzgledem nabycia
        > karpia, maku i czego tam jeszcze - to by bardzo piekny swiat byl ;-
        ))).

        Jest to prawda głęboka, przed która niechaj się ukorzy wszelki rozum
        i zegnie wszelkie kolano - tym niemniej w poście Matizki zostało
        poruszonych jeszcze kilka spraw, z których jedne nie mają z tym
        związku, choć zasługują na osobną rozmowę (problem zakupu rzeczy
        niepotrzebnych), a drugie nie trzymają się kupy (alternatywa kościół-
        hipermarket, rezygnacja z zakupów w niedzielę jako sposób na
        oszczędność).
    • mamalgosia Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 14:05
      A jak się wyposzczę od tych dóbr materialnych w adwencie, to jak sie
      rzucę na nie potemsmile))
      U mnie to nie działa - kupuję co potrzebuję (szeroko to rozumiem),
      niepotrzebne zakupy mnie nie dotyczą. Więc w sumie wszystko jedno
      kiedy je zrobię. Jedynie to (na niekorzyść rekolekcjismile ), że jak
      mam mało zcasu, to nie rozglądam się za lepszym/tańszym towarem
      tylko biorę jak leci (np potrzebuję kilo cukru, to biorę ten, który
      jest w danym sklepie).

      Tak, że - humorystycznie czy powaznie - u mnie jest dokładnie na
      odwrót
    • madziaq Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 15:34
      Rozumiem, że do samego kupowania (a raczej sprzedawania, bo dla mnie osobiście
      kupowanie jest odpoczynkiem, ale dla sprzedawczyni w sklepie chyba nie tongue_out) w
      niedzielę można się przyczepić. Ale nie do kupowania w ogóle, na litośc faraona.
      Raz, że człowiek co prawda nie samym chlebem żyje, ale jednak jeść musi, a
      tygodniowe zakupy na dwie osoby zajmują większą część hipermarketowego wózka,
      nie mówiąc już o zakupach np pięcioosobowej rodziny. Dwa, że wiadomo, że przed
      świętami kupuje się więcej i w sklepach jest większy tłok, bo ludzie szykują się
      na rodzinne przyjęcia, wybierają prezenty itp. Owszem, jest to denerwujące, gdy
      trzeba godzinę odstać w kolejce do kasy, ale moim zdaniem co najmniej 80%
      rzyeczy, które ludzie teraz kupują, jest im potrzebna albo do jedzenia, albo na
      prezent, ewentualnie do dekoracji. A przecież Ty, przed czy po rekolekcjach, też
      chyba musisz zrobić zakupy, prawda?
      • verdana Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 21:38
        Dlaczego wolno pracować naukowo? Ja protestuję! To tez nie jest
        żaden odpoczynek, a co gorsza chyba bardziej burzy zycie rodzinne
        niz praca w sklepie, bo wywołuje w domownikach poczucie winy+ nie
        pozwala im na wiele rozrywek, bo cicho ma być.
        Sama nie wiem, ja pracuję w soboty, w przyszłym semestrze tez w
        niedziele i nie mam poczucia krzywdy - wiedzialam, jaki zawód
        wybieram. I nie wydaje mi się , aby kupowanie czegoś i
        wykorzystywanie do tego czyjejś pracy bylo duzo gorsze niz to, ze
        człowiek ma ochote na rozrywkę i dlatego zmusza do pracy innych
        ludzi. Ostatecznie bawić się kosztem innych nikt nie musi, a czasem
        zakupy sa koniecznoscią.
        Ja na przykład wczoraj kupiłam komputer. Jako, ze nie posiadam
        saochodu, musiałam zaangazowac do tego całą rodzine. Nie było
        wyboru - albo kupuję w niedzielę, albo wcale. Sama komputera nie
        doniosę.
        • minerwamcg Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 15.12.08, 21:55
          Wiesz - ale Ciebie przykazanie "Pamiętaj, abyś dzień święty święcił"
          nie obowiązuje i to co robisz lub czego nie robisz w niedzielę
          zależy tylko od Twoich własnych w tej materii decyzji i priorytetów.
          • nati1011 Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 01:00
            minerwamcg napisała:

            > Wiesz - ale Ciebie przykazanie "Pamiętaj, abyś dzień święty
            święcił"
            > nie obowiązuje i to co robisz lub czego nie robisz w niedzielę
            > zależy tylko od Twoich własnych w tej materii decyzji i priorytetów

            Ale odpoczynek niedzielny należy sie tez niewierzącym. W zasadzie 10
            przykazań niemal w całości da sie dopasować do każdego człowieka -
            jako ogólne drogowskazy jak żyć w zgodzie ze sobą i bliźnim.
            • minerwamcg Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 01:16
              Pewnie, że się należy. Ale niewierzący może sobie zrobić
              własny "dzień święty" dla wypoczynku innego dnia niż niedziela, bo
              nie ma tego usankcjonowanego żadnymi zasadami religijnymi.
              Dla nas w dodatku "święcić dzień święty" to nie tylko nakaz
              wypoczynku.

              > W zasadzie 10
              > przykazań niemal w całości da sie dopasować do każdego człowieka -
              > jako ogólne drogowskazy jak żyć w zgodzie ze sobą i bliźnim.

              No, te pierwsze trzy to nie bardzo smile
              Pozostałe - zgoda, na nich bazuje mniej więcej cała etyka naszego
              kręgu kulturowego.
              • verdana Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 09:30
                No, ale nie sadze, aby 100% wykladajacych na studiach zaocznych było
                niewierzacych. I co? Zlikwidować te studia - to nie elektrownia, nie
                są konieczne...
                • mamalgosia Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 09:53
                  no i właśnie, co ze studiami?
              • himilke Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 15:53
                Jakie pierwsze trzy? Drugie przykazanie wyraznie mowi: "Nie uczynisz sobie
                posagu ani zadnego obrazu, tego, co jest na niebie wysoko albo na ziemi nisko,
                lub w wodize ponizej ziemi. Nie bedziesz im oddawal poklon u ani sluzyl"(Deut
                5.8). Zastanawia mnie dlaczego KK wybiorczo traktuje przykazania, w niedziele do
                sklepu nie mozna,ale czcic obrazy to mozna.
                • isma Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 15:57
                  No i nikt w KK obrazow nie czci.
                  • himilke Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 16:02
                    Po pierwsze przykazanie mowi, ze nie nalezy ich nawet robic. Po drugie calowanie
                    roznych obiektow uwazanych za swiete jest dosc powszechne (mam pod domem slynna
                    bazylike w ktorej corocznie roztapia sie krew sw. Januarego, wszyscy caluja jego
                    posag a biskup jest przy tym obecny, nasz slawny obraz czestochowski tez jest
                    obiektem uwielbienia wszakze.
                    • isma Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 16:17
                      Czego nie nalezy robic? Wizerunkow czegokolwiek?
                      A to wtedy tylko bracia muzulmanie w tym sa idealni, natomiast nam,
                      chrzescijanom (ba, Zydom), sporo by mozna w tym wzgledzie zarzucic.
                      • verdana Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 16:28
                        masz racje, tyle ze trudno dyskutowac z przykazaniami.
                        • isma Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 16:57
                          No wiec do tego zmierzam, ze zawsze sie tekst - w tym przypadku przykazania -
                          interpretuje. W sposob mniej lub bardziej literalny, ale jednak. Interpretacja
                          judaistyczna jest jedna, protestancka(-ie) inne, katolicka jeszcze inna, ze o
                          prawoslawnej nie wspomne.
                    • mamalgosia zdjęcie 16.12.08, 21:15
                      Himilke, jak myślisz: czy gdy postawię sobie na biurku zdjęcie moich
                      Synków, to dlatego, że kocham ten papier zdjęciowy i emulsję
                      fotograficzną?
                  • kann2 Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 16:34
                    isma napisała:

                    > No i nikt w KK obrazow nie czci.
                    >
                    KULT ŚWIĘTYCH, OBRAZÓW I RELIKWII

                    Kan. 1188 - Należy zachować praktykę umieszczania w kościołach
                    świętych obrazów, by doznawały czci ze strony wiernych; jednakże
                    mają być umieszczane w umiarkowanej liczbie i z zachowaniem
                    właściwego porządku, aby nie wywoływały zdziwienia u wiernych i nie
                    dawały okazji do niewłaściwej pobożności.
                    • himilke Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 17:12
                      .Przykazanie oczywiscie dotyczy wizerunkow mogacych stac sie obiektem kultu, nie
                      wizerunkow jakichkolwiek i dlatego w antycznych synagogach byly ozdobne
                      malowidla, dopiero pozniejszy judaizm rozszerzyl ten zakaz na jakikolwiek
                      wizerunek np portrety-stad zydzi ortodoksyjni nie maja w domu zadnych obrazow.W
                      synagodze tez ich nie ma.Ja chodze do kosciola chrzescijanskiego i tam nawet nie
                      ma krucyfiksu z postacia, tylko pusty krzyz. Ale przyznam, ze mam szopke nie
                      oddaje jej czci co prawda.To jest pewnie temat na osobny watek ale przyszlo mi
                      do glowy, bo w niedziele latalam po sklepach w poszukiwaniu ikony na urodziny
                      tesciowej, ktora sobie jej zazyczyla a mysmy zapomnieli i biegalismy w panice
                      przed sama wizyta. I powiedzialam wtedy, ze tego dnia zlamalam dwa przykazania
                      drugie i czwarte, a tesciowa,pyta: jak to drugie? Pokazala mi katechizm wnuka,
                      ktory idzie w tym roku do komunii-i tam nie ma tego przykazania o obrazach, zas
                      dziesiate jest podzielone na dwie czesci i dzieki temu liczba sie zgadza!Wpadlam
                      w autentyczne zdumienie!
                      • isma Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 17:17
                        A no widzisz. Tak wyinterpretowalas, ze nie chodzi o wizerunki w ogole. A w KK
                        pojecie kultu jest troche bardziej zlozone.
                        Wiec raczej trudno podsumowywac tak, jak to zrobilas, ze sie w KK "traktuje
                        wybiorczo" przykazania.
                        • himilke Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 17:30
                          Ja nic nie interpretowalam, to jest interpretacja rabiniczna,uzylam tej, bo
                          zakladam, ze zydzi odpowiednio rozumieja nakaz skierowany do nich bezposrednio,
                          a wiem, ze w starozytnosci w synagogach byly ornamenty figuralne.Ale nie bylo
                          portretu Boga. Nie chodzi tu o sposob interpretacji,czy zakaz dotyczy
                          wykonywania jakichkolwiek obrazow, czy tylko obrazow bedacych obiektem kultu,
                          tylko o fakt, ze drugie przykazanie w znanym nam hebrajskim tekscie Biblii brzmi
                          wlasnie tak, i nie rozumiem dlaczego to przykazanie "zniknelo" po prostu z
                          katechizmu.
                          Ciesze sie, rowniez, ze sa w kosciele katolickim i wschodnich swiete obrazy, bo
                          sa piekne! Ale ze mnie bardzo kiepska chrzescijanka w ogole.
                          • isma Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 17.12.08, 08:20
                            No bo Bog Zydow nie byl Wcielony, proste.

                            "Nie przyszedlem zniesc Prawo, tylko je wypelnic".
                            • kudyn Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 17.12.08, 10:49
                              A czyj Bóg został wcielony? I czyje Prawo przyszedł wypełnić?
                              • isma Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 17.12.08, 10:54
                                Nie bez powodu Wcielenie nastapilo w konkretnym momencie historii ludzkiej, a
                                nie u poczatku czasow.
                                Oraz nie bez powodu nie wszyscy, ktorym zostalo dane Prawo, to Wcielenie uznaja.
                                • kudyn Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 17.12.08, 11:02
                                  isma napisała:

                                  > Nie bez powodu Wcielenie nastapilo w konkretnym momencie historii ludzkiej, a
                                  > nie u poczatku czasow.

                                  Gdyby Wcielenie nastąpiło u początku czasów, to by problemu nie było. Żydzi nie
                                  są narodem odwiecznym. Rzecz w tym, że właśnie Wcielenie nastąpiło w konkretnym
                                  momencie historii ludzkiej.

                                  > Oraz nie bez powodu nie wszyscy, ktorym zostalo dane Prawo, to Wcielenie uznaj
                                  > a.

                                  A co to ma do rzeczy?
                                  • isma Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 17.12.08, 12:20
                                    To ma do rzeczy, ze gdybysmy mieli na wieki wiekow amen wierzyc jak Zydzi, to by
                                    Wcielenie potrzebne nie bylo. Wydaje sie jednak, ze fakt ten conieco zmienil w
                                    tym, jak czlowiek - chrzescijanin - pojmuje Boga, i Jego nakazy.

                                    Zatem ci, ktorzy we Wcielenie nie wierza, niechze sobie te nakazy na zdrowie
                                    pojmuja na swoj sposob, ale, jak slusznie zauwazyla Minerwa, ich pojmowanie w
                                    zaden sposob naszego determinowac naszego nie musi - co ma miejsce wlasnie w
                                    omawianym przypadku.

                                    Reszta w Katechizmie.
                                    • kudyn Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 17.12.08, 13:18
                                      Przyznam, że dalej nie rozumiem jaki to ma związek. I nie bardzo wiem czego
                                      reszta jest w Katechizmie. Jest tam gdzieś o tym, że Bóg Żydów nie był wcielony,
                                      albo że gdybyśmy mieli na wieki wieków amen wierzyć jak Żydzi, to by Wcielenie
                                      potrzebne nie było?
                                      • isma Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 17.12.08, 15:03
                                        No, trudno. Jakos to oboje przezyjemy.
                                        • kudyn Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 17.12.08, 15:05
                                          Zdecydowanie przeżyjemy, tylko wysuwając twierdzenie z którym się kompletnie nie
                                          zgadzam, chciałem usłyszeć uzasadnienie.
                                          • isma Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 17.12.08, 15:10
                                            Skoro sie "nie zgadzasz", to jednak zrozumiales?
                                            • kudyn Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 17.12.08, 15:18
                                              Tezę zrozumiałem (wydaję się całkiem prosta), a jeżeli dobrze ją zrozumiałem, to
                                              się z nią nie zgadzam. Treść uzasadnienia również wydaje mi się sama w sobie
                                              zrozumiała, tylko związku z tezą nie widzę.
                                              • isma Onus probandi 17.12.08, 16:08
                                                No, czyli, skoro jest teza i jest uzasadnienie, to ja swojego obowiazku, jak
                                                umialam, dopelnilam. Teraz kolej na Ciebie, azebys wyjasnil, z czym sie nie
                                                zgadzasz i dlaczego.
                                                • kudyn Re: Onus probandi 17.12.08, 21:10
                                                  Widzisz, zadałem dwa proste pytanie, ale żadnej konkretnej odpowiedzi nie
                                                  otrzymałem, więc nie wiem o jakim wypełnieniu obowiązku mówisz.
                                                  Gdyby Bóg Żydów nie był Wcielony, ani Ty, ani ja nic byśmy o nim nie wiedzieli.
                                                  Zarówno o Wcieleniu, jak i o Bogu Żydów to Żydzi dają świadectwo.
                                                  • isma Re: Onus probandi 17.12.08, 22:39
                                                    Mysle, ze problem bierze sie z pomylenia klasy szkolnej z miejscem dyskusji
                                                    rownych sobie partnerow. Jakos przywiazana jestem raczej do tej ostatniej
                                                    konwencji.

                                                    Ja wypowiedzialam swoje zdanie w dyskusji - dotyczacej, jesli jeszcze pamietamy
                                                    jej poczatek, dopuszczalnosci czynienia sobie obrazow Bozych i zwiazku tego z
                                                    faktem Wcielenia - i je uzasadnilam (co sam przyznales). Wiecej do powiedzenia
                                                    na tym etapie nie mam, madrzejsza od Katechizmu sie nie czuje. Ale jesli Ty masz
                                                    w tej kwestii zdanie odmienne, argumentuj.
                                                  • kudyn Re: Onus probandi 17.12.08, 23:13
                                                    Widzę, że danie uzasadnienia wystarczy, związku z tezą mieć już nie musi.
                                                    Powołując się na Katechizm weź pod uwagę, że jest tam 2864 punktów i naprawdę
                                                    nie jestem w stanie zgadnąć o które z nich Ci chodzi. Ja swoją tezę uzasadniłem,
                                                    może nie zauważyłaś, trudno. Ja niestety inaczej rozumiem partnerstwo w dyskusji.
                                                    Z jednym się zgodzę, jakoś to przeżyjemy, pozdrawiam.
                      • kann2 Katechizm Kościoła Kat. o kulcie obrazów 16.12.08, 17:22
                        KKK 2129 Nakaz Boży zabraniał człowiekowi wykonywania jakichkolwiek
                        wizerunków Boga. Księga Powtórzonego Prawa wyjaśnia: "Skoroście nie
                        widzieli żadnej postaci w dniu, w którym mówił do was Pan spośród
                        ognia na Horebie – abyście nie postąpili niegodziwie i nie uczynili
                        sobie rzeźby przedstawiającej))." (Pwt 4,15-16). Izraelowi objawił
                        się absolutnie transcendentny Bóg. "On jest wszystkim!", lecz
                        jednocześnie "jest On)). większy niż wszystkie Jego dzieła" (Syr 43,
                        27-28). "Stworzył je bowiem Twórca piękności" (Mdr 13, 3).

                        KKK 2130 Jednak już w Starym Testamencie Bóg polecił lub pozwolił
                        wykonywać znaki, które w sposób symboliczny miały prowadzić do
                        zbawienia przez Słowo Wcielone, jak wąż miedziany (Por. Lb 21, 4-9;
                        Mdr 16, 5-14; J 3,14-15). arka Przymierza i cherubiny (Por. Wj 25,
                        10-22;1 Krl 6, 23-28; 7, 23-26).

                        KKK 2131 Opierając się na misterium Słowa Wcielonego, siódmy sobór
                        powszechny w Nicei (787 r.) uzasadnił – w kontrowersji z
                        obrazoburcami – kult obrazów przedstawiających Chrystusa, jak
                        również Matkę Bożą, aniołów i świętych. Syn Boży, przyjmując ciało,
                        zapoczątkował nową "ekonomię" obrazów.

                        KKK 2132 Chrześcijański kult obrazów nie jest sprzeczny z pierwszym
                        przykazaniem, które odrzuca bałwochwalstwo. Istotnie "cześć oddawana
                        obrazowi odwołuje się do pierwotnego wzoru" (Św. Bazyli, Liber de
                        Spiritu Sancto, 18, 45: PG 32,149 C) i "kto czci obraz, ten czci
                        osobę, którą obraz przedstawia" (Sobór Nicejski II: DS 601; por.
                        Sobór Trydencki: DS 1821-1825; Sobór Watykański II: konst.
                        Sacrosanctum Concilium, 126; konst. Lumen gentium, 67). Cześć
                        oddawana świętym obrazom jest "pełną szacunku czcią", nie zaś
                        uwielbieniem należnym jedynie samemu Bogu.

                        Obrazom nie oddaje się czci religijnej ze względu na nie same jako
                        na rzeczy, ale dlatego, że prowadzą nas ku Bogu, który stał się
                        człowiekiem. A zatem cześć obrazów jako obrazów nie zatrzymuje się
                        na nich, ale zmierza ku temu, kogo przedstawiają (Św. Tomasz z
                        Akwinu, Summa theologiae, II-II, 81, 3, ad 3).

                        • himilke Re: Katechizm Kościoła Kat. o kulcie obrazów 16.12.08, 18:10
                          No tak, spor ikonoklastyczny nie zrodzil sie z niczego...Uwazam, ze argument
                          weza jest dosc naciagany.W Starym Testamencie rowniez Bog polecil ukamieniowac
                          czlowieka, ktory zbieral drewienka w szabat, wiec dyskutujac nad tym odpowiednio
                          dlugo moznaby dojsc do wniosku, ze sa przeslanki nad wyzszoscia przykazania o
                          dniu swietym nad przykazaniem o zabijaniu
                          • minerwamcg Re: Katechizm Kościoła Kat. o kulcie obrazów 16.12.08, 18:24
                            Przepraszam, ale czy nas, chrześcijan, obowiązują przepisy judaizmu?
                            Już Paweł się na ten temat spierał z Piotrem i ustalili, że nie,
                            więc w czym problem?
                            A tak btw to synagogi są pełne figur i symboli a Żydzi całują zwoje
                            Pisma Świętego i okazują im wiekszy szacunek niż my większości
                            świętych obrazów. Każda religia i każdy kult posługuje się
                            przedmiotem i nie ma sobie tym co nawzajem dłubać w oku.
                            • minerwamcg P.S. 16.12.08, 18:29
                              Czasem mam wrażenie, że chrześcijanie w ogóle polują na siebie
                              nawzajem i tylko czyhają na pretekst, żeby temu drugiemu nawymyślać
                              od pogan.
                              • himilke Re: P.S. 16.12.08, 18:47
                                Watek byl o tym, ze chrzescijanie opierajac sie na jednym z przykazan potepiaja
                                chodzenie w niedziele do supermarketu. Ja spytalam dlaczego zatem jedno
                                przykazanie jest przestrzegane, a inne nie, nie ma to nic wspolnego z wyzywaniem
                                nikogo od pogan.
                                • isma Re: P.S. 16.12.08, 19:18
                                  Alez jest przestrzegane. Tylko jego rozumienie jest inne.
                                  Na przyklad, katolik grzeszylby, gdyby wierzyl, ze samo posiadanie obrazu Pana
                                  Jezusa Milosiernego w domu zapewni mu zbawienie, i ze bez niego zbawienia nie ma
                                  wink)).

                                  A o tym czyhaniu, zeby przylozyc z manki, to Minerwa dobrze mowi. Watek o czem
                                  innem jest (poza tym, ze o biustonoszach).

                                  No, a teraz opuszczam knajpe internetowa i ide posluchac, co profesor prawa
                                  rzymskiego ma do powiedzenia o moim ulubionej przypowiesci o dwoch synach
                                  wyslanych do winnicy. Nie bijcie sie przez jakies dwie godziny, co?
                                  • mamalgosia Re: P.S. 16.12.08, 21:22
                                    Napisz potem co powiedział o tych synach, bo zawsze mnie zastanawiali
                                    • isma Re: P.S. 17.12.08, 07:58
                                      A, o synach nic. Z dosyc oczywistych wzgledow kaznodzieje bardzej frapowala
                                      druga czesc wczorajszej Ewangelii, ale nie ta o nierzadnicach ("celnicy i
                                      nierzadnice wejda przed wami do Krolestwa..."). Wiec wyklad systemu podatkowego
                                      w Cesarstwie Rzymskim zostal nader profesjonalnie uczyniony.
                            • himilke Re: Katechizm Kościoła Kat. o kulcie obrazów 16.12.08, 18:35
                              Chyba obowiazuje nas dziesiec przykazan, choc Bog dal je zydom?
                      • a_weasley Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 19:12
                        himilke napisała:

                        > Pokazala mi katechizm wnuka, ktory idzie
                        > w tym roku do komunii-i tam nie ma tego
                        > przykazania o obrazach, zas dziesiate jest
                        > podzielone na dwie czesci i dzieki temu liczba
                        > sie zgadza!Wpadlam w autentyczne zdumienie!

                        I taka dumna jesteś ze swojej ignorancji? Katechizm cytujesz na potęgę, a jak
                        wygląda katolicki Dekalog, dowiedziałaś się dopiero teraz?
                        • himilke Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 16.12.08, 19:19
                          A kiedy to ja cytowalam katechizm?
                          Nie znam wcale katechizmu.Nie zajmuje sie teologia a filologia. Znam jedynie
                          pismo Swiete a tam wyszystkie przykazania stoja jak nalezy, w katolickim wydaniu
                          rowniez.
                          • dominikjandomin Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 17.12.08, 14:41
                            himilke napisała:

                            > A kiedy to ja cytowalam katechizm?
                            > Nie znam wcale katechizmu.Nie zajmuje sie teologia a filologia. Znam jedynie
                            > pismo Swiete a tam wyszystkie przykazania stoja jak nalezy, w katolickim wydani
                            > u

                            Czyli nie znasz Biblii, bo tam nie ma numerowanych przykazań. Więc czemu się
                            upierasz, ze coś jest drugim? To już jest teologia.
                            > rowniez.
                      • a_weasley Himilke, przyhamuj! 16.12.08, 19:19
                        Jest taki stary kawał o niebie, z pointą "katolicy myślą, że są tu sami".
                        Niestety nie jest to tylko domeną niektórych katolików, wśród chrześcijan
                        ewangelicznych także spotkałem się z traktowaniem katolików jak jednej z odmian
                        pogan.

                        Niestety w to właśnie wpisują się słowa Himilke, która napisała:

                        > Ja chodze do kosciola chrzescijanskiego
                        > i tam nawet nie ma krucyfiksu z postacia,
                        > tylko pusty krzyz.

                        Mhm. I ten kościół jest chrześcijański. A kościoły, w których jest krucyfiks (a
                        propos - krucyfiks, jak sama nazwa wskazuje, musi być z postacią), albo zgoła
                        obrazy świętych, są jakie?
                        Dotąd na tym forum chrześcijanie różnych wyznań traktowali się nawzajem z
                        szacunkiem, a przynajmniej się starali. Będę zadowolony, jeśli tak pozostanie.

                        Dla jasności: u nas też jest pusty Krzyż.
                        • himilke Re: Himilke, przyhamuj! 16.12.08, 19:29
                          Napisalam, ze jest to kosciol chrzescijanski, zeby ktos nie wyciagnal wniosku,
                          ze pochodna judaizmu reformowanego czy jescze cos innego,poniewaz poprzednio
                          mowilam o synagogach! gdzie to niby napisalam, ze katolicy czy ktokolwiek inny
                          sa gorsiu albo ich nie szanuje? Ucze sie w katolickim, papieskim instytucie
                          braci Jezuitow i mam do nich wielki szacunek i co do tego, ze sa lepszymi
                          chrzesci janami niz ja nie mam watpliwosci, wiec nie insynuuj, ze napisalam cos,
                          czego nie napisalam.
                          • magdalaena1977 Re: Himilke, przyhamuj! 16.12.08, 21:25
                            himilke napisała:

                            > Napisalam, ze jest to kosciol chrzescijanski, zeby ktos nie wyciagnal wniosku,
                            > ze pochodna judaizmu reformowanego czy jescze cos innego,poniewaz poprzednio
                            > mowilam o synagogach!
                            A dla mnie jako katoliczki mówienie tylko o "kościele CHRZEŚCIJAŃSKIM" wydaje
                            się jakieś takie ... podejrzane. Bo przecież wiadomo, że kościołów
                            chrześcijańskich jest wiele i w dodatku różne są definicje wyodrębniające je
                            spośród niechrześcijańskich.
                            I nie wiem, dlaczego ktoś nie chce wprost powiedzieć, że jest wyznania
                            ewangelicko - ewangeliczno - zreformowanego wink
                            A ja jeśli mam rozmawiać na tematy wiary, to chcę wiedzieć jakie dokładnie
                            stanowisko teologiczne zajmuje mój interlokutor.

                            W tym wątku na Lobby Biuściastych (jak już mamy tu wątek o stanikach)
                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32203&w=84014801
                            stwierdziłam, że poglądy co do "skuteczności" modlitwy są nierozerwalnie
                            związane z konkretną denominacją, a vinnica.pl poczuła się tym strasznie urażona.
                            • himilke Re: 17.12.08, 10:43
                              Celowo uzylam wyrazenia "chodze do kosciola x", a nie "jestem wyznania x". Byla
                              to jedynie obserwacja obiektywna na temat wygladu tej swiatyni, jako, ze nie
                              naleze formalnie do kosciola do ktorego chodze-poniewaz jest to specyficzny
                              kosciol przedreformacyjny, ktory uchowal sie jedynie we Wloszech,tak sie sklada,
                              ze jedyny dostepny w naszym miescie i niemal wszyscy cudzoziemcy, niewazne czy
                              luteranie czy kalwinisci czy jeszcze inni, poszukujacy tam chodza, zeby sie
                              pomodlic.Ja nie zostalam wychowana w wierze,
                              musialam sama do niej dojsc, wiec nie mam osobistego "emocjonalnego" stosunku do
                              katolicyzmu czy ewangelicyzmu.Po prostu nie rozumiem wielu kwestii i czasem
                              dotyczy to katechizmu KK jak w wypadku wspomnianego przykazania a czasem np
                              protestanckiego kanonu Biblii, ktory dla mnie jako biblistki jest watpliwy.
                          • a_weasley A, chyba że tak 16.12.08, 22:22
                            himilke napisała:

                            > Napisalam, ze jest to kosciol chrzescijanski,
                            > zeby ktos nie wyciagnal wniosku, ze pochodna
                            > judaizmu reformowanego czy jescze cos innego,

                            Nie wiem, skąd piszesz, ale w Polsce kościołem nazywa się świątynię
                            chrześcijańską, a problem judaizmu reformowanego nie istnieje.

                            > nie insynuuj, ze napisalam cos,
                            > czego nie napisalam.

                            Coś napisała, napisałaś. A napisałaś coś, czego trudno było nie odebrać jako
                            opozycji chrześcijanie vs. ci z krucyfiksami. Skoro było to li i jedynie
                            niezręcznością stylistyczną i tak sprawy nie stawiasz, mogę tylko odetchnąć z
                            ulgą. Co niniejszym czynię.
                            • verdana Re: A, chyba że tak 17.12.08, 08:38
                              Problem judaizmu reformowanego istnieje, owszem, tyle że nie dotyczy
                              chrzescijan. Awantury w gminach sa podobno całkiem solidne.
                      • dominikjandomin Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 17.12.08, 13:59
                        himilke napisała:

                        > I powiedzialam wtedy, ze tego dnia zlamalam dwa przykazania
                        > drugie i czwarte, a tesciowa,pyta: jak to drugie? Pokazala mi katechizm wnuka,
                        > ktory idzie w tym roku do komunii-i tam nie ma tego przykazania o obrazach, zas
                        > dziesiate jest podzielone na dwie czesci i dzieki temu liczba sie zgadza!Wpadla
                        > m
                        > w autentyczne zdumienie!

                        W innym poście napisałaś, że jesteś "biblistką".

                        Zastanawiam się, czy możesz przetłumaczyć swoje wypowiedzi na polski.

                        Biblista bowiem wie, że w Biblii... nie ma numerków przy przykazaniach.
                • dominikjandomin Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 17.12.08, 14:09
                  himilke napisała:

                  > Jakie pierwsze trzy? Drugie przykazanie wyraznie mowi: "Nie uczynisz sobie
                  > posagu ani zadnego obrazu, tego, co jest na niebie wysoko albo na ziemi nisko,
                  > lub w wodize ponizej ziemi. Nie bedziesz im oddawal poklon u ani sluzyl"(Deut
                  > 5.8). Zastanawia mnie dlaczego KK wybiorczo traktuje przykazania, w niedziele d
                  > o
                  > sklepu nie mozna,ale czcic obrazy to mozna.

                  Od kiedy to jest przykazanie NUMER DWA?

                  W moich wydaniach Pisma św. (mam i katolickie, i anglikańskie, i po polsku
                  wydane przez protestanckie Towarzystwo Biblijne) nie ma numerków przy przykazaniach.

                  Masz wydanie z numerkami? Może hebrajskie? To jest Teoretycznie Możliwy Kod
                  Biblijny, jako, ze tam litera = cyfra...
                  • kudyn Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 17.12.08, 14:12
                    A co mają numerki do rzeczy? Jak numerował, tak numerował treści to nie zmienia.
                    • dominikjandomin Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 17.12.08, 14:40
                      kudyn napisał:

                      > A co mają numerki do rzeczy? Jak numerował, tak numerował treści to nie zmienia
                      > .

                      Z tym, że nie można na 100% twierdzić, ze coś jest "drugim" i "katolicy coś
                      namieszali". Bo może to być... część pierwszego, a wtedy to ma to inny zupełnie
                      sens.
                      • kudyn Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 17.12.08, 14:53
                        Czyli mówić "to na początku dekalogu"? A tak przy okazji, dla katolików i Żydów
                        przykazanie o cudzych bogach i o robieniu wizerunków jest w obrębie jednego
                        przykazania.
                        • dominikjandomin Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 17.12.08, 15:37
                          kudyn napisał:

                          > A tak przy okazji, dla katolików i Żydów
                          > przykazanie o cudzych bogach i o robieniu wizerunków jest w obrębie jednego
                          > przykazania.

                          Proszę! Dla "żydów", nie dla "Żydów". Bowiem "Żydzi" mogą być... ateistami (jak
                          się zdziwiony przekonał mój kolega, wożąc wycieczkę - ten ich do historycznych
                          synagog, a oni mu na to: my ateiści, zawieź nas do dyskoteki).
                          • kudyn Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 17.12.08, 15:52
                            Już kiedyś Pawlinka uzasadniała dlaczego tak, a ja się w 100% z nią zgadzam.
                            • dominikjandomin Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 17.12.08, 17:06
                              A ja zupełnie nie. Wolę jasność komunikacji. Wielka litera - naród, mała litera
                              - wyznanie / religia. Bo inaczej, to nie wiadomo, o co komu chodzi.

                              Dla mnie - Twoje zdanie z wielką literą nie ma sensu, z małą - ma. Kwestia
                              odbioru przekazu.
                              • himilke Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 17.12.08, 18:21
                                no, nie prosze.. mam cytowac numerki wersetow ze sztutgarckiego wydania (ups,
                                one sa lacinskie, skad sie tam wziely, wszak tekst jest hebrajski) czy stosowac
                                system parashot, czy tez pereq /pasuq czy w ogole zalozyc, ze nie wiadomo, czy
                                masorecki tekst jest dobrze podzielony i cytowac wszystkie przykazania w jednym
                                ciagu?
                                • dominikjandomin Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 18.12.08, 10:14
                                  himilke napisała:

                                  > no, nie prosze.. mam cytowac numerki wersetow ze sztutgarckiego wydania (ups,
                                  > one sa lacinskie, skad sie tam wziely, wszak tekst jest hebrajski) czy stosowa
                                  > c
                                  > system parashot, czy tez pereq /pasuq czy w ogole zalozyc, ze nie wiadomo, czy
                                  > masorecki tekst jest dobrze podzielony i cytowac wszystkie przykazania w jednym
                                  > ciagu?

                                  KAŻDY system. Skoro twierdzisz, że konkretne słowa sa na 100% DRUGIM
                                  przykazaniem, to ... jaki masz dowód na to?
                              • kudyn Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 17.12.08, 21:13
                                A my tu mamy Naród Wybrany.
                                • matizka Re: Oszczedzanie - tak trochę humorystycznie 21.12.08, 01:26
                                  Napisałam post i zninęłam, bo ja niestety mam mega zapracowane
                                  tygodnie (jestem ciągle na okresie próbnym i się staram w pracysmile

                                  W tygodniu nie byłam na żadnych zakupach cały tydzień - dziś byłam,
                                  bo babcia stwierdziła, że mam kupic dzieciom prezenty w jej imieniu.
                                  Mój patent na przetrwanie to wysyłanie męza w tygodniu z listą. kupi
                                  w pól godziny tylko to co na liście. Ale ja nie o tym..

                                  Co mnie natomiast poruszyło w obrazie z Centrum handlowego to
                                  własnie ta determinacja bliska obłędu. ktoś napisał, ze te rzeczy są
                                  potrzebne, bo zostaną zużyte a nie wyrzucone. No myślę, że ich duża
                                  część zostanie wyrzucona ... ja się ciagle zastanawiam co my
                                  wszyscy, współcześni, robimy z taka ilością rzeczy, jestem pewna, że
                                  moi rodzice kupowali o wiele mniej, a głodni nie bylismy...

                                  A dzieci? Mam wrażenie, że są juz zasypane zabawkami... i owszem
                                  sama kupiłąm kolejne, ale w jakiejś mierze czuję się niewolnikiem
                                  tego obłędu. Bo naprawdę te rozmiary wózków sklepowych są niezdrowe
                                  i sa jakimś takim wyrazem niewiary - nie wiem przekonania, ze to
                                  wszystko jest mi potrzebne - nie wiem nawet jako to powiedzieć, ale
                                  jednej rzeczy jestem pewna, że wyjmując połowę rzeczy z koszyka
                                  dalej mogę miec wszystko co potrzebne
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka