Wiecie co dzisiaj słuchając ogłoszeń tak sobie pomyślałam, że bycie
religijnym daje duze szanse na oszczędności. a jeszcze jak potem
byłam w centrum handlowym (tylko chwilkę, bo próbowałam coś
zareklamować

i zobaczyłam te kolejki i wózki wyłądowane rzeczami
niezbędnymi na święta to utwierdziłam się w tym przekonaniu
No przecież gdyby ci ludzie nie poszli dziś na zakupy mieli by tyle
samo rzeczy w lodówce co mają , a dzisiaj to chyba stania w takich
kolejkach (ja widziałam real w Jankach pod wawą, ale pewnie tak jest
wszędzie) nie dało się pogodzić z mszą w kościele.
I tak sobie pomyslałam, że taka religijna postawa jest spójna jesli
chodzi o dobra materialne.
Bo jeśli zależy mi np. bardziej na rekolekcjach niż na zakupach to
idę na rekolekcje a nie na zakupy i jeśli to było szczere to nie
martwię się tym, ze nie mam setnej barbie dla córki i jeszcze, moim
zdaniem, doświadczam błogosławieństwa od Pana, że nie kupiłam 100
niepotrzebnych rzeczy i zaoszczędziłam.
No może by ludzi do duchowego przeżywania Adwentu zachęcać poprzez
ten aspekt
Niby piszę to trochę żartem, ale w sumie to zupełnie prawdziwa i
poważna obserwacja
pozdr
Aga