jancze
30.12.08, 14:31
To że na Wigilii była u nas babcia, to było ustalone już 3 dni przed
Wigilią. A babcia nie spędziła z nami (z moim mężem i ze mną i z
dziećmi razem) żadnych świąt. Powodem bł mó tata, któy nie akceptuje
mojego męża. Babcia więc zapraszłą na święta mojego tatę, moją
siostrę z rodziną, ale nie mnie. Żeby mój tata nie robił awantur
przy stole.
Mó tata do tego stopnia nie znosi mojego męża, że gdy przychodzi
zaopiekować się małą, to tylko wtedy, gdy mój mąż wyjdzie. Nawet
przed swiętami zostął z małą, a my poslziśmy na zakupy. Zanim
wróciliśmy do domu, to dzwoniłam, żeby tata się już ubierał (tak sie
umówiliśmy). Żeby wyjść wcześniej i nie spotkać mojego męża.
Kiedy "robiliśmy" starszej Komunię, to mój mąż wyszedł z domu, żeby
mó tata ,czyli dziadek starszej przyszedł, razem z moją siostrą. To
po to, żeby dziecku nie było przykro, że dziadka u niej nie było. A
potem poszli i mój mąż mógł wrócić. Tak to wyglądało od kiedy
wzięłam ślub. Mój tata zawsze miała nadzieję,że nie wyjdę za mąż i
będę mieszkać razem z nim całe życie i się nim opiekować itd.
Ale na tę Wigilię PRZYSZEDŁ do nas. Oczywiście zapraszaliśmy go
wcześniej. Ale odmawiał. Podczas dzielenia opłątkiem chciał, żebyśmy
sobie złożyli ogólnie życzenia - bez podchodzenia do siebie. Ale nie
mogłam się zgodzić na coś takiego. Mó mąż podszedł to mojego taty i
złożył mu życzenia. I mój tata też coś powiedział (po cichu i
krótko, ale powiedział).
Uważam, że stał się prawdziwy cud i chciałam się z Wami tym cudem
podzielić.
(Pomijam grypę żołądkową , która nas dopadła i inne problemy
okołozdrowotne. Ale przez nie nie mogłam wcześniej siąść do
komputera, jeszcze teraz kręci mi się w głowie).
Czy u Was też zdarzyły się cuda?