Dodaj do ulubionych

Trzecie przykazanie

04.01.09, 10:57
No właśnie - co to znaczy dzisiaj "dzień święty święcić"? Wydaje mi się, że
nie chodzi tylko o pójście do kościoła...
Obserwuj wątek
    • kann2 Re: Trzecie przykazanie 04.01.09, 11:02
      Z pewnością nie:

      www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/listy/dies_domini_2_31051998.html#m4
      • sylwia0405 Re: Trzecie przykazanie 04.01.09, 18:41
        Dzień święty święcić to oczywiście pójść do kościoła, ale też w sposób szczególny zwracać swe myśli do Boga w tym dniu, nie wykonywać prac zbytecznych i moim zdaniem również spędzić taki dzień z rodziną...
    • zebra12 Dla mnie to znaczy 05.01.09, 10:14
      Zatrzymac się na chwilę, pomyśleć nad sensem życia i codzienych
      zmagań. Odpocząć od codzienności. Oddać ten czas Bogu. Wkońcu mamy 6
      innych dni, gdy możemy robić, co chcemy.
      Ale wszystko to powinno wyniakać z serca, nie z musu.
      • mamalgosia Re: Dla mnie to znaczy 05.01.09, 15:31
        zebra12 napisała:

        > Zatrzymac się na chwilę, pomyśleć nad sensem życia i codzienych
        > zmagań. Odpocząć od codzienności. Oddać ten czas Bogu. Wkońcu mamy
        6
        > innych dni, gdy możemy robić, co chcemy.
        No wiesz, niespecjalnie. Własnie często dopiero neidziela jest
        dniem, kiedy możemy robić co chcemy



        > Ale wszystko to powinno wyniakać z serca, nie z musu.
        A jeśli nie wynika?
        Moim zdaniem jednak nie nalezy przeceniać tego "wynikania z serca".
        Bo w przypadku takich osób jak ja, to byłoby bardzo ciężko - i to w
        wielu dziedzinach. Jednak z musu, z obowiązku - bardzo ważne moim
        zdaniem
        • dorotkak Re: Dla mnie to znaczy 05.01.09, 18:09
          > Ale wszystko to powinno wyniakać z serca, nie z musu.
          a dla mnie wiele razy wlasnie jest to z jak to piszesz "musu".
          schodzac na poziom przyziemny - wiele razy pasuje mi pranie w niedziele, ale
          powstrzymuje sie wlasnie przez wzglad na Dzien Swiety.

          sto lat temu na religii w szkole - padly od ksiedza takie slowa:
          dziecko placze w nocy, matce nie chce sie wstac, ale wstaje - wie, ze musi
          tak samo nie chce sie mi isc w niedziele do kosciola, ale ide - moze to bardziej
          wartosciowe, niz to ze ktos idzie z ochota, przyjemnoscia

          jakos te slowa zapadly mi gleboko w pamiec, nie umiem ich powtorzyc doslownie -
          ale wierze, ze sens jest jasnysmile))

          mamalgosiu - widzisz jaki dlugi post - staram sie!!!
          • mader1 Re: Dla mnie to znaczy 05.01.09, 18:15
            tak, pamiętam jeszcze jedno z nielicznych spotkań oazowych , na jakim byłam.
            Rozmawialiśmy wtedy o czytaniu Pisma św. i większość chciała Je czytać z
            potrzeby serca. Prowadząca pani tłumaczyła cierpliwie, że to za bardzo nie
            wyjdzie wink))) a raczej wyjdzie niezmiernie rzadko wink)))) chyba, że posłużymy się
            nie tylko sercem, ale też naszą wolą. Przemyślałam to wtedy i trafiła mi do
            przekonania wink))
          • mamalgosia Re: Dla mnie to znaczy 05.01.09, 18:42
            dorotkak napisała:

            > > Ale wszystko to powinno wyniakać z serca, nie z musu.
            > a dla mnie wiele razy wlasnie jest to z jak to piszesz "musu".
            > schodzac na poziom przyziemny - wiele razy pasuje mi pranie w
            niedziele, ale
            > powstrzymuje sie wlasnie przez wzglad na Dzien Swiety.
            No otóż to! U mnie bardzo, bardzo wiele rzeczy jest właśnie z musu -
            czy może czasem łagodniej: z poczucia obowiązku.
            I szkoda byłoby mi, gdyby się to miało jakby nie liczyć - bo nie
            wypływa z serca. Bo serce (jak już napisałam gdzie indziej) woli
            poczytać książkę niż odmówić różaniec



            > mamalgosiu - widzisz jaki dlugi post - staram sie!!!
            smile Długi i niegłupismile
            Myślę tak jak Ty. Nie wiem, czy tak jest w rzeczywistości, ale
            musze tak myśleć, bo inaczej musiałabym uznać, że jestem całkiem
            bezwartościowa. Jesli by sie posłużyć Twoim przykładem, to nie
            wyobrażam sobie, że do szóstej inhalacji w ciągu jednej nocy (gdy
            następnego dnia trzeba iść do pracy) wstaję z uśmeichem na ustach.
            Albo chociaż bez niechęci. Wstaję rozgoryczona, zła, smutna,
            nerwowa, zmartwiona.

            Wierzę, że to przełamywanie siebie ma wartość
    • marvitka Re: Trzecie przykazanie 30.12.09, 11:39
      jeśli mogę ... - coś co może pasować do dyskusji - myśl JPII z 'Beskidzkich
      rekolekcji' (swoją drogą ta książka to pewnie temat na kolejny wątek):

      'Trzeba
      1. zrezygnować z rezonansu i odróżnić co jest wyborem, a co tylko rezonansem
      2. nie dopuszczać do spiętrzenia wyobraźni - wyobraźnia nie jest działaniem woli
      3. wyraźnie mówić sobie, czego chcę, wydobywać te elementy, które istotnie
      akceptuje wola
      4. wydobywać wszystko z podświadomości, żeby wszystko było proste i jasne
      5. człowiek może odczuwać bardzo różne rzeczy, ale to się nie liczy, chodzi o
      postawę woli
      6. nie rozwiązywać spraw na płaszczyźnie ludzkiej, ale wszystko przenosić w Boży
      rozmiar (braki w eschatologii)
      7. trzeba poznać siebie'

      dla mnie zwłaszcza punkty 3 i 5 wskazują, że ten 'mus' jest w porządku /
      akceptowalny (rozumiany jako wola)

      podobnie jest chyba z miłością małżeńską - pozostawaniem wiernym wyborowi, co
      nie zawsze jest łatwe (nie zawsze płynie z 'czystego serca') - w tym chyba tkwi
      wartość trwania mimo to.

      choć przyznam, że te poczucie 'musu' (powinności) modlitwy / mszy świętej
      powoduje we mnie często wyrzuty sumienia sad (wolałabym żeby płynęło z serca ...)

      m.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka