Dodaj do ulubionych

"Porzucone sutanny"

23.06.09, 21:53
merlin.pl/Porzucone-sutanny-Opowiesci-bylych-ksiezy_Piotr-Dzedzej/browse/product/1,542017.html;jsessionid=2416B51170E147F9AC5F4
F98D006FB16.LB3?gclid=CI281Z6VoZsCFVATzAodBy96Bw#fullinfo

czytał ktoś? Jakie wrażenia?
U mnie jakieś mieszane, chętnie bym z kimś porozmawiała (jeśli isma
nie czytała, to też chętnie z nią porozmawiam)
Obserwuj wątek
    • nati1011 Re: "Porzucone sutanny" 24.06.09, 07:19
      tej konkretnej pozycji nie czytałam, ale czytałam pare inncyh -
      podobnych (głównie wywiadów i artykułów).

      Moje zdanie jest proste. To tak jakby maż publicznie chwalił się, ze
      zdradził i porzucił żonę i jeszcze udawał, ze to bohaterstwo
      zasługujące na nagrodę.

      Wszyscy jesteśmy słabi i wszyscy popłeniamy błedy. Ale jednak zdrada
      kapłana ma dużó wieszy wymiar i skutki niż zdrada jednego małżonka.
      Nagle spora grupa ludzi zaczyna się zastanawiać, czy wszystkie
      sakramenty otrzymane za posrednictwem tego ksiedza były wogóle
      wazne. Jeżlei dochodzi już do porzucenia kapłaństwa (były są i bedą)
      to lekiej - dla obu stron - by działo sie to dyskretnie. I temat był
      omawiany na przykładzie ogólnym a nie konkretnego proboszcza z
      sąsiedniej parafii.
      • mamalgosia Re: "Porzucone sutanny" 24.06.09, 09:31
        nati1011 napisała:

        > tej konkretnej pozycji nie czytałam, ale czytałam pare inncyh -
        > podobnych (głównie wywiadów i artykułów).
        >

        Ja własnie niespecjalnie. Tę książkę przeczytałam, bo czułam, że nie
        będzie w niej taniej sensacji - autorem jest ksiądz, wydana przez
        Znak...


        > Moje zdanie jest proste. To tak jakby maż publicznie chwalił się,
        ze
        > zdradził i porzucił żonę i jeszcze udawał, ze to bohaterstwo
        > zasługujące na nagrodę.
        te osoby nie chciqały się wypowiadać, nie odpowiadały na telefony.
        Autora wiele kosztowało wydobycie z nich tych opowiadań, nie były to
        osoby które się pchały by się pochwalić


        • nati1011 Re: "Porzucone sutanny" 24.06.09, 15:00
          mamalgosia napisała:

          > te osoby nie chciqały się wypowiadać, nie odpowiadały na telefony.
          > Autora wiele kosztowało wydobycie z nich tych opowiadań, nie były
          to
          > osoby które się pchały by się pochwalić
          >
          >

          Ale jednak opiwiedziały i zgodziły się na publikację.
          • mamalgosia Re: "Porzucone sutanny" 24.06.09, 15:54
            ale anonimowo - jeśli to ma znaczenie
      • mamalgosia zdrada 24.06.09, 09:38
        nati1011 napisała:
        Ale jednak zdrada
        > kapłana ma dużó wieszy wymiar i skutki niż zdrada jednego
        małżonka.
        Cytuję:
        "- Jesteś zdrajcą?
        - Zdrajcą? Co znaczy zdradzić Boga? Czy zdradzić Boga to nie to samo
        co zgrzeszyć? W takim razie skąd to pytanie? Bo dlaczego ja właśnie
        miałbym się czuć zdrajcą, a inni grzesznicy nie mieliby być
        zdrajcami?
        Nie uważam się za zdrajcę.
        Myślę, że o zdradzie można mówić wtedy, gdy odwrócenie się od
        dotychczasowego partnera dokonuje się na tej samej płaszczyźnie, to
        znaczy, gdy żona zdradza męża, a mąż żonę. Związek człowieka z
        Bogiem nie ma takiego charakteru, bo nie może mieć: Bóg jest
        Stwórcą, a człowiek stworzeniem. W takim związku nie ma miejsca na
        zdradę. Zdrada małżeńska polega na tym, ze zrywam związek z jedną
        osobą, a nawiązuję z drugą. Tymczasem gdy kocham się fizycznie z
        moją żoną, nie przestaję kochac Boga. Miłość do Boga i miłość do
        żony to dwie różne rzeczywistości, które się nie wykluczają i
        istnieją jednocześnie".

        • mader1 Re: zdrada 24.06.09, 10:16
          o książce się nie wypowiem, bo nie czytałam.

          Zdrada małżeńska polega na tym, ze zrywam związek z jedną
          > osobą, a nawiązuję z drugą. Tymczasem gdy kocham się fizycznie z
          > moją żoną, nie przestaję kochac Boga.

          Teraz już wiem, dlaczego niektórzy mężczyzni - małżonkowie zdradzając, nie
          popełniają zdrady. Nie zrywają związku z żadną z tych osób, z którymi kochają
          się fizycznie, jednocześnie myśląc czy kochając także drugą. Tylko kłopot, jak
          się ich już dużo zbierze...
          • mamalgosia Re: zdrada 24.06.09, 11:46
            mader1 napisała:

            > o książce się nie wypowiem, bo nie czytałam.
            no wiesz, to o niczym nie przesądza...smile

            Co do dalszego ciągu.
            Dla mnie też się nie kłóci miłość do Boga z fizycznym kochaniem się
            z żoną.
            Jesli uprzednio nie ślubowało się czegoś przeciwnego
            • nati1011 Re: zdrada 24.06.09, 15:04
              mamalgosia napisała:

              > mader1 napisała:
              >
              > > o książce się nie wypowiem, bo nie czytałam.
              > no wiesz, to o niczym nie przesądza...smile
              >
              > Co do dalszego ciągu.
              > Dla mnie też się nie kłóci miłość do Boga z fizycznym kochaniem
              się
              > z żoną.
              > Jesli uprzednio nie ślubowało się czegoś przeciwnego

              Ale co to za porównanie! Młążonkowie ślubują sobie, kapłan ślubuje
              Bogu. Wiec ja jestem w związku z mezem i moge go zdradzić. Moje
              relacje z Bogiem to zupełnie inna sprawa. Natomiast kapłan ślubuje
              Bogu i jeżeli nie potrafi tego ślubu dotrzymać - kochając sie np z
              kobietą to zdradza nie kobiete tylko Boga. W końcu oddał swoje życie
              Bogu, a nie człowiekowi.
              • mamalgosia Re: zdrada 24.06.09, 15:53
                No widzisz, ale facet tłumaczy Ci przecież, że można zdradzić tylko
                kogoś równego sobie. Czyli żonę, męża, przyjaciela. Boga nie możesz,
                bo w ogóle nie możesz się z nim porównywac, to zupełnia inna
                płaszczyzna
        • atama Re: zdrada 24.06.09, 10:27
          Co za pokrętne rozumowanie w tym cytacie!
          Niebywałe jak człowiek potrafi się usprawiedliwiać i samookłamywać...
          • nati1011 Re: zdrada 24.06.09, 15:19
            atama napisała:

            > Co za pokrętne rozumowanie w tym cytacie!
            > Niebywałe jak człowiek potrafi się usprawiedliwiać i
            samookłamywać...

            też tak pomyślałam smile
        • nati1011 Re: zdrada 24.06.09, 15:02
          kapłan ślubuje. Przyjmuje święcenia kapłańskie, wiec jeżeli porzuca
          tą drogę - abstrachując już od celibatu - to łamie śluby - dla mnie
          jest to zdrada. Tak samo, jak zdradą jest porzucenie małżonka, nawet
          jeżlei nie miało się kontaktu fizycznego z inną osobą.
    • mamalgosia co mnie uderzyło 24.06.09, 11:57
      To płytkość.

      Spodziewałam się dramatów, przeżyć fundamentalnych, szarpaniny
      psychicznej, walki duszy, rozpaczy...

      A tutaj: winny jest proboszcz, który mnie rozpił/śledził/był
      chamem; seminarium zakłamane/zbyt uduchowione; rodzice
      namawiali/naciskali/płakali; kobiety dały odczuć bliskość swego
      ciała/były jedynymi pocieszycielkami; koledzy donosili/chodzili na
      dziewczynki/jeździli drogimi autami.

      Wypowiadający oceniają siebie samych jako dobrych księży. Nie było
      wypowiedzi typu "niegodny sługa" - nie, wszyscy byli lubiani, dużo
      robili dla parafii, młodzież do nich lgnęła, kółka biblijne
      rozkwitały.

      Ciekawa jest ostatnia wypowiedź (księdza, który odszedł, a potem
      powrócił, obecnie ma ponad 90 lat):
      "Każdy ksiądz musi wchodzić na drogę kapłaństwa zakładając, że jest
      ona poświęceniem. Musi dać z siebie wszystko, aby zostać szafarzem
      sakramentów, źródła zbawienia dla człowieka. Jesli będzie o tym
      pamiętał, różne pokusy tego świata go nie złamią"
      Dlaczego o tym piszę? Bo przecież to najoczywistsza oczywistość!
      Jesli to odkrywa się dopiero odchodząc od kapłaństwa i wracając do
      niego, w dziesiątej dekadzie życia, to już naprawdę nie wiem, co o
      tym wszystkim myśleć...
      • mmb Re: co mnie uderzyło 24.06.09, 12:39
        ja czytałam inną książkę na ten sam temat gdzie były bardzo podobne relacje -
        reakcje osób niedojrzałych emocjonalnie.
        Prawdę mówiąc książki o której mówię nie przeczytałam do końca bo zniesmaczyli
        mnie jej bohaterowie.

        Pytanie tylko czy było możliwe odsianie takich osób już na etapie seminarium?
        (prawdę mówiąc nie jestem pewna czy to jest w ogóle możliwe - sprawdzenie
        dojrzałości psychicznej młodych seminarzystów)
        • zuq1 z punktu widzenia protestanta 24.06.09, 13:14
          Przeczytałem Wasze wypowiedzi i uderza mnie jedno. Dlaczego nie
          widzicie lasu a tylko same drzewa? Mam na myśli fakt, że katolickie
          kapłaństwo odeszło od nauczania biblijnego. Bodaj do X wieku
          duchowni nie musieli żyć w celibacie. Biblia daje wolność: możesz
          żyć w celibacie, możesz być żonaty, ba nawet prezbiterzy i diakoni
          MIELI BYĆ żonaci. A teraz są księża, mający kochanki lub wręcz żony
          (jak ostatnio wyszła sprawa w Austrii) i jest wielkie halo. Ba, sam
          JP II miał baaardzo dobrą przyjaciółkę a w ich relacji brakowało
          chyba tylko jednego...
          Nie uważajcie tylko proszę, że przyzwolenie na żony dla księży
          rozwiąże wg mnie wszystkie problemy. Nie rozwiąże. Są pastorzy
          mający żony, co nie przeszkadza im popełniać innych grzechów. Są
          pastorzy, jawni homoseksualiści - po prostu albo ktoś jest
          prawdziwie wierzący, albo kariera duchownego jest jedynie karierą a
          nie powołaniem - i o ty pisze ap. Paweł w swoich listach.
          • mmb Re: z punktu widzenia protestanta 24.06.09, 13:32
            Widzisz ja jestem protestantką i dla mnie to czy ktoś jest żonaty czy żyje w
            czystości jest sprawą wtórną do poważniejszego problemu którym jest:

            1. gotowość łamania złożonych przysiąg jakakolwiek by one nie były
            2. brak brania odpowiedzialności za swoje czyny

            To szczególnie u osób mają pomagać innym we wzroście duchowym jest zatrważające
            (i nie mówię tu tylko o katolickich duchownych).
            • mamalgosia Re: z punktu widzenia protestanta 24.06.09, 13:59
              Właśnie to dla mnie też jest zatrważające.
              Rozumiem, że człowiek wstępujący do seminarium ma 19 lat (większość)
              i nie jest to najlepszy wiek na mądre i przemyślane życiowe decuzje.
              Ale przy święceniach ma już 24 czy 25, myślę że spokojnie może wziąć
              odpowiedzialność za składane przyrzeczenia 9lub ich nie złożyć)
          • mama_kasia Re: z punktu widzenia protestanta 24.06.09, 13:51
            Ba, sam
            > JP II miał baaardzo dobrą przyjaciółkę a w ich relacji brakowało
            > chyba tylko jednego...

            Czyli czego? I skąd wiesz, jaka to była relacja? I czy ksiądz
            nie może mieć przyjaciółki i żyć uczciwie?

            po prostu albo ktoś jest
            > prawdziwie wierzący, albo kariera duchownego jest jedynie karierą a
            > nie powołaniem - i o ty pisze ap. Paweł w swoich listach.

            I tego bym się przede wszystkim trzymała.
            • zuq1 może, ale... 24.06.09, 14:10
              mama_kasia napisała:

              >Ba, sam JP II miał baaardzo dobrą przyjaciółkę a w ich relacji
              brakowało chyba tylko jednego...>
              "Czyli czego? I skąd wiesz, jaka to była relacja?" - wiesz czego.
              Jeśli wierzyć temu, co pisze teraz na papierze GW, to bardzo zażyła
              i długoletnia.
              "I czy ksiądz nie może mieć przyjaciółki i żyć uczciwie?" -
              oczywiście, że MOŻE, ale przez celibat, który jest nieporozumieniem,
              zawsze pada jakiś cień podejrzenia a potem - nie daj Bóg - się
              potwierdza. A gdyby miał żonę, mógłby z nią rozmawiać a nie z żonatą
              przyjaciółką innego mężczyzny. Gdyby moja żona miała przyjaciela
              księdza, czułbym się trochę idiotycznie.

              >po prostu albo ktoś jest prawdziwie wierzący, albo kariera
              duchownego jest jedynie karierą a nie powołaniem - i o ty pisze ap.
              Paweł w swoich listach.>
              "I tego bym się przede wszystkim trzymała."- no właśnie, tu leży
              pies pogrzebany.
              • samboraga Re: może, ale... 24.06.09, 15:28
                A gdyby miał żonę, mógłby z nią rozmawiać a nie z żonatą
                > przyjaciółką innego mężczyzny. Gdyby moja żona miała przyjaciela
                > księdza, czułbym się trochę idiotycznie.

                św. Paweł nie miał z tym problemu - dzięki niemu znamy niejaką, nobliwą zapewne,
                Pryscyllę, żonę Akwili...
                • zuq1 Tekla 24.06.09, 15:52
                  Ze źródeł pozabiblijnych wynika jednak, że miał taki problem a na
                  imię było jej Tekla (ale nie ta z "Pszczółki Mai"), pochodząca bodaj
                  z Koryntu...
                  Co prawda są tacy, którzy uważają, że jeśli o czymś nie napisano w
                  Biblii, to dana kwestia nie istnieje, ale ja aż takim radykałem nie
                  jestem.
                  • mamalgosia Re: Tekla 24.06.09, 15:59
                    Dlaczego tekla była PROBLEMEM Pawła?
                    • zuq1 jutro Ci odpowiem 24.06.09, 16:08
                      muszę tylko przypomnieć sobie, co o tym napisano.
                  • a_weasley A sola scriptura gdzie? 25.06.09, 10:59
                    zuq1 napisał:

                    > Ze źródeł pozabiblijnych wynika jednak,

                    To ma być punkt widzenia PROTESTANTA?!
                    • nati1011 Re: A sola scriptura gdzie? 25.06.09, 12:20
                      a_weasley napisał:

                      > zuq1 napisał:
                      >
                      > > Ze źródeł pozabiblijnych wynika jednak,
                      >
                      > To ma być punkt widzenia PROTESTANTA?!


                      smile)) Okazuje się, że i protestanci jakieś odstępstwa popełniają wink
                    • zuq1 nieporozumienie 25.06.09, 16:01
                      Przepraszam, mój błąd. Czytałem o tym jakieś 12 lat temu, wczoraj
                      ponownie zerknąłem do książki i stwierdziłem, że Tekla, o której
                      nieopatrznie napisałem, nie jest postacią historyczną, lecz fikcyjną
                      z apokryfu.
              • mamalgosia Re: może, ale... 24.06.09, 15:57
                zuq1 napisał:


                > Jeśli wierzyć temu, co pisze teraz na papierze GW, to bardzo
                zażyła
                > i długoletnia.
                No i?



                > A gdyby miał żonę, mógłby z nią rozmawiać a nie z żonatą
                > przyjaciółką innego mężczyzny.
                Żonaty mężczyzna już nie może rozmawiać z "żonatą przyjaciółką
                innego mężczyzny"???? (rozumiem, że zamężną).


                Gdyby moja żona miała przyjaciela
                > księdza, czułbym się trochę idiotycznie.
                Patrz, to ciekawe. Mój Mąż nie czuje sie idiotycznie - przynajmniej
                nie z tego powodu. I w ogóle nie widzimy w tym nic idiotycznego.
                A co jeszcze sprawia, że mąż czuje się idiotycznie?

          • mamalgosia Re: z punktu widzenia protestanta 24.06.09, 13:58
            Myślę, że o celibacie nie raz już rozmawialiśmy.
            A ci księża nie zawsze odchodzą do kobiety
          • nati1011 do Zuq1 24.06.09, 14:59
            zuq1 napisał:

            Ba, sam
            > JP II miał baaardzo dobrą przyjaciółkę a w ich relacji brakowało
            > chyba tylko jednego...


            Chciałam zapytać na jakiej podstawie sugerujesz - bo jednak jest to
            mocna sugestia - że papiez miał kochankę - bo za taką ją uważasz,
            nawet jeżeli nie ośmieliłeś się napisać wprost, ze mieli romans?

            "nie mów fałszywego świadectwa..."


            • zuq1 Re: do Zuq1 24.06.09, 15:12
              "Chciałam zapytać na jakiej podstawie sugerujesz - bo jednak jest to
              mocna sugestia - że papiez miał kochankę - bo za taką ją uważasz,
              nawet jeżeli nie ośmieliłeś się napisać wprost, ze mieli romans?"-
              no dobrze, to napiszę otwartym tekstem: "a w ich relacji brakowało
              chyba tylko seksu" - papierowa GW publikuje w tym tygodniu wyznania
              p. Półtawskiej. I już odpisałem komuś: ksiądz może mieć przyjaciółkę
              albo nawet pięć przyjaciółek. Ale byłoby prościej, gdyby wolno mu
              było mieć jedną żonę, jak powiada Pismo. Amen.
              • nati1011 Re: do Zuq1 24.06.09, 15:27
                Co do GW to naprawdę mało wiarygodne źródło - zwłascza w sprawach
                zwiazanych z chrzesijaństwem.

                Ale odnosząc sie do twojej wypowiedzi.

                Nie rozumiem na jakiej podstawie zrównujesz przyjaciela z
                małżonkiem? To że kogoś łaczy głeboka wieź nie oznacza małżeństwa.
                co to znaczy: to napiszę otwartym tekstem: "a w ich relacji
                brakowało > chyba tylko seksu" To mnie może brakować sexu jak maż
                wyjedzie w delegacje, ale w relacji przyjacielskiej o seksie się
                wogóle nie myśli - to nie ten rodzaj relacji. Czy jezeli jestem
                bardzo blisko związana z siostrą. Mówimy sobie o najintymniejszych
                sprawach, spedzamy dużo czasu itd itp to zasugerujesz, ze mam
                skłonności lesbijskie?

                Przepraszam, ale z twojej wypowiedzi wynika, ze w każdym związku
                szukasz sexu. To nie jest normalne.


                I już odpisałem komuś: ksiądz może mieć przyjaciółkę
                > albo nawet pięć przyjaciółek. Ale byłoby prościej, gdyby wolno mu
                > było mieć jedną żonę, jak powiada Pismo. Amen.

                A co ma piernik do waitraka. Ja mam męża i mam przyjaciółkę. Ba
                nawet przyjaciela, kilku... Mąż jest do czegoś innego i przyjaciel
                do czego innego. I nawet na myśl by mi nie przyszło, by szukać w tym
                podtekstów seksualnych. Cóż - znak czasów. Przemyśl to sobie.
                • zuq1 agape, storge, fileo, eros 24.06.09, 15:48
                  "Co do GW to naprawdę mało wiarygodne źródło - zwłascza w sprawach
                  zwiazanych z chrzesijaństwem." - tu się zgadzam, GW często mnie w
                  kwestiach dot. chrześcijaństwa irytuje, ale p. Półtawska najpierw
                  opublikowała swoje wspomnienia nie w Agorze a jakimś katolickim
                  wydawnictwie, nieprawdaż?

                  "Nie rozumiem na jakiej podstawie zrównujesz przyjaciela z
                  małżonkiem? To że kogoś łaczy głeboka wieź nie oznacza małżeństwa." -
                  oczywiście, że nie oznacza. Ale przyjaźń jest podstawą miłości i
                  małżeństwa.
                  "co to znaczy: to napiszę otwartym tekstem: "a w ich relacji
                  brakowało chyba tylko seksu" - to, co napisałem. Podobno przyjaźń
                  między kobietą a mężczyzną nie istnieje, bo albo kończy
                  się "związkiem nieformalnym" albo małżeństwem. Więc gdyby pani P.
                  nie była mężatką a p. W. księdzem, mogliby być dobraną parą.

                  "Czy jezeli jestem bardzo blisko związana z siostrą. Mówimy sobie o
                  najintymniejszych sprawach, spedzamy dużo czasu itd itp to
                  zasugerujesz, ze mam skłonności lesbijskie?" - ja zasugeruję? Piszę
                  o relacjach damsko-męskich a nie kobiecych. Nie sprowadzaj dyskusji
                  do absurdu.

                  "Przepraszam, ale z twojej wypowiedzi wynika, ze w każdym związku
                  szukasz sexu. To nie jest normalne." - nieprawda. W KAŻDYM? Jeśli
                  Jezus miłował Jana czy innych uczniów, to rozumiem, że kochał ich
                  miłością "agape" - bezinteresowną i szczerą. Jeśli kocham moje
                  dzieci, to jest to miłość "storge", a jeśli moją żonę, to
                  miłością "agape", "fileo" i "eros" - o takich rodzajach miłości mówi
                  Biblia. Wychodzę z założenia, że o tym wiesz, jako narodzona na nowo
                  chrześcijanka? Jeśli jest zaś przyjaźń między mężczyzną a kobietą,
                  to oprócz fileo musi być podatna a wręcz w opisywanym przypadku
                  zagrożona miłością "eros". No chyba, że jak to ostatnio w
                  tasiemcowych serialach bywa, najlepszym przyjacielem kobiety jest
                  zadeklarowany homoseksualista...

                  "A co ma piernik do waitraka. Ja mam męża i mam przyjaciółkę. Ba
                  nawet przyjaciela, kilku... Mąż jest do czegoś innego i przyjaciel
                  do czego innego. I nawet na myśl by mi nie przyszło, by szukać w tym
                  podtekstów seksualnych. Cóż - znak czasów. Przemyśl to sobie." - no
                  to nie wiem, jaka jest Twoja definicja przyjaźni. Dla mnie przyjaźń
                  to nie tylko przysłowiowa "pomoc w biedzie", ale naprawdę relacja
                  długotrwała i głęboka. Za przyjaciela w moim życiu uznaję jednego
                  faceta i żadnej kobiety, poza żoną rzecz jasna.
                  • mamalgosia Re: agape, storge, fileo, eros 24.06.09, 16:02
                    Czyli ślub wyklucza jakąkolwiek inną przyjaźń. Przykre
                    • zuq1 Re: agape, storge, fileo, eros 24.06.09, 16:11
                      Nie wyklucza. Przykre jest, gdy ktoś tak długi post sprowadza do tak
                      prostego komentarza. Ale mam na to radę. Zdefiniuję pojęcie
                      przyjaźni po kobiecemu i od tej chwili przyjaciół i przyjaciółek mam
                      dziesiątki.
                      • nati1011 Re: agape, storge, fileo, eros 24.06.09, 17:48
                        poczekaj - to że papieża i p. wandę łączyła długoletnia przyjaźń
                        brasterska (zwracali sie do siebie bracie-siostro) nie było dla
                        nikogo tajemnicą. To nie jest news, a publikacja listów - za zgodą
                        jeszcze papieża dla mnie jest konsekwencją faktu, ze w tej relacji
                        nie było nic zdrożnego. I to że p. wnada jest kobietą nie ma w tej
                        relacji duzego znaczenia - poza dodatkowym uwrazliwieniem papieża na
                        kobieca psychikę. TAKA Sama wieź mogłaby go łączyć z meżczyną.

                        Oczywiście, ze przyjaciół - takich od serca - nie mamy dużo ze
                        względy choćby na obowiazki rodzinne. Ale wydaje mi się, ze kapłan,
                        jako ten nie obarczony swoją rodziną moze miec takich głębokich
                        przyjaciół więcej. Obojga płci.

                        A jak poczytasz Beskidzkie rekolekcje, to dowiesz się, ze ta
                        przyjaźn była głęboka poprzez dyskusje o bibli, relacji Boga do
                        człowieka i na odwrót i innych tematów filozoficznych czy
                        egzystencjonalnych. Niewiele tam było spraw codziennych,
                        przyziemnych... Dla mnie te listy to dyskusja filozoficzna. Jak kto
                        sie tam romansu dopatrzy to ja wysiadam. I zapewne, gdyby te same
                        listy były pisane przez meżczyznę lub osobę mocno różną wiekiem,
                        nikt by tam nic złego nie widział. A tak GW ma temat na sensację.
                        • mamalgosia Re: agape, storge, fileo, eros 24.06.09, 19:44
                          Myślę, że niekoneicznie taka sama przyjaźń mogałby łączyć mężczyznę
                          i mężczyznę, czy kobietę i kobietę. Własnie męskość i kobiecość się
                          dopełniają, dają sobie nawzajem inne punkty widzenia, inny odbiór. I
                          chyba podziw dla tych innych cech.
                          Uwazam, że przyjaźń między osobami różnej płci jest inna niż
                          przyjaźń między osobami tej samej płci. Ale inna wcale nie o
                          to "tylko jedno czego brakowało"
                          • nati1011 Re: agape, storge, fileo, eros 24.06.09, 20:41
                            > Myślę, że niekoneicznie taka sama przyjaźń mogałby łączyć
                            mężczyznę
                            > i mężczyznę, czy kobietę i kobietę. Własnie męskość i kobiecość
                            się
                            > dopełniają, dają sobie nawzajem inne punkty widzenia, inny odbiór.
                            I
                            > chyba podziw dla tych innych cech.
                            > Uwazam, że przyjaźń między osobami różnej płci jest inna niż
                            > przyjaźń między osobami tej samej płci.

                            Pewnie że tak. Tak samo jak inna jest przyjaźń równolatków, inna
                            między mistrzem a uczniem inna miedzy rodzeństwem....

                            ale własnie:
                            Ale inna wcale nie o
                            > to "tylko jedno czego brakowało"

                            Pozwolę sobie psotawić tezę o wyższości przyjaźni nad małżeństwem.
                            Tak troszeczke- mężowi/żonie staramy się przypodobać. A z
                            przyjacielem można być szczerym do bólu. Tam gdzie zaczyna sie
                            podniecenie bardzo szybko jest też gra i zakłądanie masek.
                            Przyjaciel tego nie potrzebuje. Mam nadzieję, ze dobrze mnie
                            zrozumiećie smile)
                            • mama_kasia Re: agape, storge, fileo, eros 24.06.09, 21:10
                              > Pozwolę sobie psotawić tezę o wyższości przyjaźni nad małżeństwem.
                              > Tak troszeczke- mężowi/żonie staramy się przypodobać. A z
                              > przyjacielem można być szczerym do bólu.

                              To ja tej tezie zaprzeczę smile
                            • mamalgosia Re: agape, storge, fileo, eros 24.06.09, 21:21
                              Ja na szczęście przy Mężu nie muszę zakładac maski, bo bym oszalała
                              (a tak jestem tylko quasi-oszalała).
                              Kocham Męża i on mnie kocha. Jesteśmy razem tak jak to możliwe - i
                              wiem, że lepszego Męża mieć nie mogłam. Razem, obok, przy. Na dobre
                              i na złe.
                              Jednak jest wiele spraw, których u siebie nie rozumiemy, które
                              odbieramy inaczej. Akceptujemy, ale nie podzielamy. I tak się
                              składa, ze dzielę te sprawy z Przyjaciółką i z Przyjacielem. Tak
                              mam, nie wiem czy to dobre, czy złe, czy jest możliwe inaczej. Tak
                              mam i stanowi to dla mnie źródło wielkiej radości, że mam
                              Przyjaciół. I nijak to nie przeszkadza w małzeństwie,tzn nam nei
                              przeszkadza - wiem, że są osoby, które nie dopuszczają takiej opcji.
                              Nie tylko nie przeszkadza, ale jakoś nawet pomaga. Wierzę, że w
                              kapłaństwie analogicznie.
                              No, ale ja nie jestem atrakcyjna fizycznie, może gdybym była, to by
                              mój Przyjaciel Ksiądz miał pokusywink
                              • nati1011 Re: agape, storge, fileo, eros 25.06.09, 06:51
                                nie do końca o to mi chodziło, ale nie bedę rozdrapywać tematu, bo
                                już chyba lepiej nie potrafie tego opisać. smile
                        • mama_kasia Re: agape, storge, fileo, eros 24.06.09, 21:07
                          > poczekaj - to że papieża i p. wandę łączyła długoletnia przyjaźń
                          > brasterska (zwracali sie do siebie bracie-siostro) nie było dla
                          > nikogo tajemnicą

                          O właśnie, o tym nie pisaliśmy, ale może być jeszcze pomiędzy
                          kobietą i mężczyzną (niespokrewnionymi) relacja
                          bratersko-siostrzana. Sama znam taką relację pomiędzy księdzem
                          i kobietą. Jest to głęboka przyjaźń, ale właśnie ma
                          kształt braterstwa. To jest możliwe.
                          • mamalgosia Re: agape, storge, fileo, eros 24.06.09, 21:15
                            Tak, to jest mozliwe.

                            Tak samo jak siostrzana więź między nie-siostrami i braterska między
                            nie-braćmi. Często silniejsze i piękniejsza niż ta wynikająca z
                            więzów krwi
                      • nati1011 Re: agape, storge, fileo, eros 24.06.09, 17:49
                        zuq1 napisał:

                        Zdefiniuję pojęcie
                        > przyjaźni po kobiecemu i od tej chwili przyjaciół i przyjaciółek
                        mam
                        > dziesiątki.

                        Nie podoba mi się twoja pogarda dla kobiecego pojmowania przyjaźni.
                        Skąd wiesz, ze jest gorsza od meskiej?
                      • mamalgosia Re: agape, storge, fileo, eros 24.06.09, 19:42
                        zuq1 napisał:

                        > Zdefiniuję pojęcie
                        > przyjaźni po kobiecemu i od tej chwili przyjaciół i przyjaciółek
                        mam
                        > dziesiątki.
                        Patrz, a ja definiuję chyba po kobiecemu (jestem kobietą i chyba
                        tylko tak potrafię), a tylko 3 osoby w życiu mogłąbym pod to
                        podciągnąć
                  • mama_kasia Re: agape, storge, fileo, eros 24.06.09, 21:20
                    Jeśli jest zaś przyjaźń między mężczyzną a kobietą,
                    > to oprócz fileo musi być podatna a wręcz w opisywanym przypadku
                    > zagrożona miłością "eros".


                    Dla mnie przyjaźń
                    > to nie tylko przysłowiowa "pomoc w biedzie", ale naprawdę relacja
                    > długotrwała i głęboka. Za przyjaciela w moim życiu uznaję jednego
                    > faceta i żadnej kobiety, poza żoną rzecz jasna.

                    Tak, też tak myślę, że przyjaźń między kobietą a mężczyzną (mówimy
                    tu o relacjach pozamałżeńskich) jest zagrożona miłością "eros".
                    Nie musi tego rodzaju miłości być, ale jest zagrożona.

                    Możemy mieć wspólnie z mężem przyjaciół (kobiety i mężczyn), ale
                    gdyby mój mąż miał osobną, swoją tylko przyjaciółkę, czy ja
                    miałabym osobnego przyjaciela, zaniepokoiłoby to mnie.
                    Co innego relacja bratersko-siostrzana (bez rzeczywistego
                    pokrewieństwa). A taka też jest możliwa, choć wydaje mi się
                    trudna.
                    • mamalgosia Re: agape, storge, fileo, eros 24.06.09, 21:23
                      mama_kasia napisała:
                      ale
                      > gdyby mój mąż miał osobną, swoją tylko przyjaciółkę, czy ja
                      > miałabym osobnego przyjaciela, zaniepokoiłoby to mnie.

                      mnie by też zaniepokoiła przyjaciółka Mężasmile Ale mój Przyjaciel Męża
                      nie niepokoi. Może z powodów, które opisałam powyżej (lub poniżej -
                      nie wiem, bo zgubiłam się w drzewku).
                      BTW: oczywiście jest to wątek o zrzuconych sutannachsmile
                      • mama_kasia Re: agape, storge, fileo, eros 24.06.09, 21:26
                        (lub poniżej -
                        > nie wiem, bo zgubiłam się w drzewku).

                        No tak, trochę się tu pogmatwało, ale czytałam, czytałam smile



                        > BTW: oczywiście jest to wątek o zrzuconych sutannachsmile

                        oczywiście smile
                  • a_weasley Ja Ciebie też, cokolwiek te greckie słowa znaczą 25.06.09, 10:56
                    Zuq1 napisał:

                    > to nie wiem, jaka jest Twoja definicja przyjaźni.
                    > Dla mnie przyjaźń
                    > to nie tylko przysłowiowa "pomoc w biedzie", ale naprawdę relacja
                    > długotrwała i głęboka.

                    Dla mnie też, tylko nie wiem, co to wnosi do sprawy? Nijak z tego
                    nie wynika stan

                    > Za przyjaciela w moim życiu uznaję jednego
                    > faceta i żadnej kobiety, poza żoną rzecz jasna.

                    Masz taki sposób na życie - Twoja sprawa. Ja to szanuję. Sam jednak
                    mam inny sposób na życie, a w ścisłej czołówce osób odnoszących z
                    tego korzyść jest moja żona.
                • mamalgosia Re: do Zuq1 24.06.09, 16:01
                  Dla mnie - jak dla nati - to piernik i wiatrak
        • mamalgosia sprawdzenie dojrzałości 24.06.09, 13:57
          Nie mam pojęcia czy to możliwe (dobrze, że mnie nikt nie zbadał
          zanim zostałam matką). Nie wiem tez, czy sa jakieś badania
          psychologiczne kandydatów na księży.
          W tej książce piszą, że przed udzieleniem dyspensy księża którzy
          zdecydowali się odejść są badani - i np okazuje się, że są trwale
          niezdolni do celibatu. Cokolwiek to oznacza - może możnaby to
          stwierdzić PRZED święceniami
          • mmb Re: sprawdzenie dojrzałości 24.06.09, 16:06
            Przed święceniami oni chcą zdać taki test na księdza
            a przed dyspensą wprost przeciwnie
            - pytanie czy inteligentny człowiek może zafałszować wyniki takiego testu.

            No i czy w ramach lamentu "brakuje powołań kapłańskich" nie przymyka się oczu na
            ich jakoś, licząc że jakoś to będzie.
            • mamalgosia Re: sprawdzenie dojrzałości 24.06.09, 19:46
              mmb napisała:

              > Przed święceniami oni chcą zdać taki test na księdza
              > a przed dyspensą wprost przeciwnie
              > - pytanie czy inteligentny człowiek może zafałszować wyniki
              takiego testu.
              Być może może. Tylko kogo ma oszukać?

              A to samo chyba dotyczy małżeństwa



              > No i czy w ramach lamentu "brakuje powołań kapłańskich" nie
              przymyka się oczu n
              > a
              > ich jakoś, licząc że jakoś to będzie.
              całkiem być może, że i tak bywa
      • a_weasley Re: co mnie uderzyło 25.06.09, 10:47
        Mamalgosia napisała:

        > A tutaj: winny jest

        > proboszcz, który mnie rozpił/śledził/był chamem;

        > seminarium zakłamane/zbyt uduchowione;

        > rodzice namawiali/naciskali/płakali;

        > kobiety dały odczuć bliskość swego
        > ciała/były jedynymi pocieszycielkami;

        > koledzy donosili/chodzili na
        > dziewczynki/jeździli drogimi autami.

        Przyczyna 3 i 4 wydaje mi się jakościowo odmienną od pozostałych.
        Przypadek 3 miałem w rodzinie (no dobrze, Minerwa miała, ale ten
        krewny jest teraz moim powinowatym i nie ma, że dawno nie żyje).
        Owóż mojej teściowej ciotki teść poszedł do seminarium wskutek
        wywieranych przez ojca nacisków do mordobicia włącznie.
        W tym nieszczęściu zdarzyły się dwa szczęśliwe trafy.
        Po pierwsze Pan usunął tegoż ojca z tego padołu, zanim syn zdążył
        spełnić jego marzenie i przyjąć święcenia.
        Po wtóre x. rektor sprawę znając, w tej sytuacji niezwłocznie wezwał
        wzmiankowanego syna do siebie i złożywszy mu wyrazy głębokiego
        współczucia poinformował, że jeśliby mu odpowiadało w tej sytuacji
        opuścić seminarium, to proszę bardzo, a jeśli istotnie pragnie
        zostać księdzem, to też dobrze. Zważywszy że seminarium było
        katolickie, a mowa jest o teściu, nietrudno zgadnąć odpowiedź.
        A gdyby tate jeszcze te parę lat pociągnął...?

        > Wypowiadający oceniają siebie samych jako dobrych księży. Nie było
        > wypowiedzi typu "niegodny sługa" - nie, wszyscy byli lubiani, dużo
        > robili dla parafii, młodzież do nich lgnęła, kółka biblijne
        > rozkwitały.

        Najsmutniejsze jest to, że mogą mieć rację. Tak mogło być. I to nie
        pomimo ich niewierrności celibatowi, lecz dzięki niej. Ksiądz był
        fajny, rozumiał kobiety, ale się do nich nie przystawiał, mówił o
        seksie i związku sensowniej niż inni (teraz wiadomo: sensowniej niż
        ci, którzy sprawę znali tylko z teorii), kółko biblijne było kółkiem
        biblijnym, a nie czymś zamiast...
        • mamalgosia Re: co mnie uderzyło 25.06.09, 11:06
          Oczywiście, że mogło tak być. Tylko odniosłam takie wrażenie, że się
          tym zbytnio chwalą. Czasem odpowiadali zapytani ("jakim byłeś
          księdzem?"), ale czasem mówili o tym ni przypiął ni przyłatał -
          jakby chcieli okazać, że Kościół powinien żałowac, że ich stracił.
          Może to tylko takie moje odczucie, może ich teraz oceniam
          niesprawiedliwie.
          Natomiast nie jest prawdą to, co piszesz dalej (przynajmniej w
          odniesieniu do tej książki) - rzadko który z wypowiadających się był
          po złamaniu celibatu. Często działo się to później. Albo wcale (np
          ksiądz, którego usunięto, bo zbijał kokosy na handlu samochodami
          przywożonymi zza granicy).

          Swoją drogą: jak działa kółko biblijne ZAMIAST?

          Co do rodziców, to masz rację, ten nacisk może być decydujący dla
          młodego człowieka
          • sion2 nie znam litości ;) 25.06.09, 13:34
            Naprawde, w tej kwestii nie znam. Coprawda zawsze bylabym daleka od
            potepiania konkretnego ksiedza nie znajac dokladnie jego motywow
            porzucenia kaplanstwa ale tlumaczenia i usprawiedliwienia
            przytoczone w tym wątku podnoszą mi cisnienie. Kiedys juz sie
            wypisalam w tym temacie gdy byla medialnie rozdmuchana sprawa
            odchodzenia znanych ksiezy od kaplanstwa ale co tam powtórze sie.

            Kaplan staje sie oblubiencem Chrystusa, Boga [plese nie o płec tu
            chodzi oczywicie], slubuje czystosc co w jezyku katolickim oznacza
            że oddaje swoje serce Bogu ktorego wybiera NIEPODZIELNIE, tylko
            Jego. W Pismie sw mamy mnostwo przykladow ze czlowiek, narod,
            plemie, zgromadzenie moze byc oblubiencem Boga. I moze nim byc
            zakonnica, w ogole osoba konsekrowana i ksiadz, moze byc w zasadzie
            kazdy kto taka decyzje podjemie. Niektorzy nadaja temu wyzszą range
            skladajac sluby a ksiadz to juz w ogole - przyjmuje przeciez
            swięcenia, sakrament przyjmuje, niezmywalne znamie. Zostaje kaplanem
            do konca zycia nawet jesli dostanie dyspense.

            Przykre to ale zawsze ci co odchodza widza wine wokol siebie ale nie
            w sobie. Zawsze winni są "inni", nigdy "ja". Zawsze racjonjalizuja i
            szukaja usprawiedliwienia. Nie rozumiem po co, w czyim interesie
            byla publikacja takiej ksiazki. Przeciez przecietny wierny nie
            zrozumie, bedzie sie zgadzal że "no tak takie zle to
            seminarium/proboszcz/gospodyni na plebanii" że "nic dziwnego że
            odszedł". Bo przyznac że zabrakło mi radyklalizmu, że gdzies
            zgubiłem Boga, że poszedłem w rozwoju osobistym nie w tę strone co
            trzeba itd to juz niemozliwe sie staje.

            Mieszkam w wyjatkowej parafii, przyznaja to wszyscy ksieza ktorzy
            trafiaja. Pozegnanie kazdego wikarego to tlumy ludzi, łzy,
            wzruszenie i tęsknota. Ale jak to mozliwe skoro tylko za mojej
            bytnosci przewinelo sie przez parafie 4 wikarych i ok 10 klerykow na
            praktyki? dobierani specjalnie dla Komorowa? zawsze z seminarium
            warszawskiego... nasiąkaja dobra atmosfera, zyczliwoscią ludzi,
            ciepłem proboszcza (ostatni wikary wyznal że przez wszystkie lata
            jakie mieszkal z nami, ani razu proboszcz na niego nie nakrzyczał wink
            i spokojem przyrody, dobrym nastawieniem dyrekcji szkoly.
            To pokazuje w jakim stopniu jestesmy odpowiedzialni za naszych
            kaplanow. Mozemy i mamy obowiazek pomagac im przezywac kaplanstwo.

            Dyskusja z zuq - no coż, "kocham" zarzuty jak to my katolicy
            niebiblijni jestesmy... O ile znam pisma sw. Pawła zalecał celibat
            jako cos pieknego. Nie, nie nakazywał ale nikt nie ma obowiazku byc
            ksiedzem katolickim. Naprawde mozna życ bez seksu i wcale
            nie "niebiblijnosc" zwyczajow katolickich jest przyczyna że jeden
            ksiadz na 50 porzuci kaplanstwo. I mysle ze wyznanie protestanckie
            ma wielkie mnostwo powodow do zastanawiania sie i pokutowania za
            wlasnych braci i siostry co to pary homoseksualne blogoslwia,
            kobiety na ksiezy wyswiecaja, bikupow maja homoseksualistow albo
            nawet kobiety lesbijki biskupow. To dopiero jest naprawde
            niebiblijnosc bo zakazy na ten temat sa jasno zawarte w Biblii. A
            zakazu celibatu dla prezbiterow nie znalazlam...
            • a_weasley A u was Niegrow bijut? 25.06.09, 15:28
              Czy jest tu jakiś moderator, żeby wywalić ten antyprotestancki
              paszkwil?
              • samboraga Re: A u was Niegrow bijut? 25.06.09, 15:43
                A co się stało, bo nie rozumiem?
                • a_weasley Re: A u was Niegrow bijut? 25.06.09, 16:38
                  samboraga napisała:

                  > A co się stało, bo nie rozumiem?

                  Sion w notce "Nie znam litości", zdanie trzecie od końca, napisała
                  coś, co można by oprawić w ramki i pokazywać jednostkom ciekawym, co
                  to jest argumentum ad personam. W dodatku głupio, bo dlaczego np.
                  polski chrystusowiec ma się bić w piersi za szwedzkich luteran, nie
                  rozumiem za grosz.
                  • samboraga Re: A u was Niegrow bijut? 25.06.09, 17:59
                    > > A co się stało, bo nie rozumiem?
                    >
                    > Sion w notce "Nie znam litości", zdanie trzecie od końca, napisała
                    > coś, co można by oprawić w ramki i pokazywać jednostkom ciekawym, co
                    > to jest argumentum ad personam.

                    Zdecydowanie wolę wątki trzymające się tematu, przynajmniej z punktu widzenia
                    moderatorskiegowink)).
                    Ponieważ jednak, jak to na naszym forum, wątek skręcił, proponuję PODNOSIĆ ALARM
                    dopiero powyżej poziomu zaprezentowanego przez: Zuq 1 w notce 'z punktu widzenia
                    protestanta', post 15 od góry (nie licząc postu założycielskiego).

                    A co ważniejsze - powrócić do meritum wątku czyli rozmowie o powołaniu księży,
                    katolickich dodajmy. Nikt nie zabrania wypowiadania się innym denominacjom, ale
                    proszę o delikatność wypowiedzi.

                    W dodatku głupio, bo dlaczego np.
                    > polski chrystusowiec ma się bić w piersi za szwedzkich luteran, nie
                    > rozumiem za grosz.

                    A to pewnie dlatego, żeby nikomu nie było łatwowink))
                    A tak na marginesie - myślę, że jest przeciwnie, że na naszym forum świadomość
                    istnienia różnorodności wśród protestantów jest wyższa od przeciętnej.
                    • a_weasley Re: A u was Niegrow bijut? 25.06.09, 19:53
                      Mamy odmienne pojęcie co do poziomu.
                      Skoro jednak post Sion jest w porządku, to ja przepraszam. W wątku,
                      w którym wolno obrażać protestantów hurtem, nie mam nic do
                      powiedzenia.
                      • samboraga Re: A u was Niegrow bijut? 25.06.09, 21:00
                        W wątku,
                        > w którym wolno obrażać protestantów hurtem, nie mam nic do
                        > powiedzenia.

                        Piaskownic ci u nas dostatek.
                        Na każdym poziomie.
                        Nic tylko przenosić foremki.

                        A swoją drogą nadal nie rozumiem o co Ci chodzi - Sion pisała wyraźnie do Zuqa,
                        a Zuq określił się jako 'protestant', ogólnie. Jeśli ujawni swoją denominację
                        wówczas pogadamy detaliczniewink)))
                        • a_weasley Re: A u was Niegrow bijut? 26.06.09, 19:35
                          Samboraga idzie w zaparte:

                          <ciach fragment obraźliwy tym razem wobec mnie osobiście>
                          > A swoją drogą nadal nie rozumiem o co Ci chodzi -
                          > Sion pisała wyraźnie do Zuqa,

                          Sion napisała:

                          > wyznanie protestanckie ma wielkie mnostwo powodow do
                          > zastanawiania sie i pokutowania za wlasnych braci i
                          > siostry co to pary homoseksualne blogoslwia,
                          <ciach opis innych obrzydliwości narodów pogańskich,
                          naśladowanych niekiedy przez twory mieniące się Kościołami,
                          przy czym na ogół nie w Polsce>

                          i w żaden sposób nie ogranicza się to ani do jednej osoby, ani do
                          jednej denominacji.
                      • nati1011 Re: A u was Niegrow bijut? 25.06.09, 21:19
                        przykrym faktem jest, ze kilka odłamów protestanckich publicznie
                        popiera i akceptuje praktyki homoseksualne. Jako chrzesijanka
                        ubolewam nad tym, bo daje to wodę na młyn wszelkiej maści
                        postepowcom. Konstrukcja wsólnoty protestancjiej jest jednak taka a
                        nie inna i niestety w mediach pojawia się informacja: kościół
                        prostestancki.... Nikt nie bawi się w szczegóły czy to luteranie czy
                        baptyści. w jakiś sposób obciaza to protestantów - tak samo jak
                        występki pojedynczych kapłanów obciazają sumienia całej wspólnoty
                        katolickiej. Myślę, ze jest to przykre i dla katolików i dla
                        protestantów. A dla wielu przykre podwójnie bo czują sie po prostu
                        wyznawcami Chrystusa sad
                        • sion2 Re: A u was Niegrow bijut? 25.06.09, 22:13
                          Otóz to. Zuq1 napisal o wszystkich kaplanach katolickich, o calym
                          duchowienstwie ze jest "niebiblijne" oraz sugestie że pani Wanda P.
                          była niemal kochanką JP2. I to mialo byc w porzadku do zaakceptowana
                          na naszym forum. Wiec rownie dobrze ja "z punktu widzenia
                          katolickiego" napisalam co widze niebiblijnego w protestanckim
                          duchowienstwie. Pewnie że poziom piaskownicy - wzajemny. Jednakże w
                          tym temacie niezdolna jestem calkowicie do pokornego nadstawiania
                          drugiego policzka.
                          Zło - jakiekolwiek - powinno bolec kazdego kto miluje Chrystusa, tak
                          samo. A nie z nutka tryumfu spowodowanej rzekomą wyższoscią moralna,
                          duchowa, teologiczną czy "biblijną".
                          • madziaq Re: A u was Niegrow bijut? 26.06.09, 09:36
                            Ja tylko nieśmiało zwracam uwagę, że Zuq nie napisał nigdzie, że p. Półtawska
                            była kochanką czy tez niemal kochanką JP2. Napisał, że łączyła ich bardzo bliska
                            więź, ale w tej relacji nie było seksu. Rozumiem, że pod pojęciem seksu miał na
                            myśli ogólnie aspekt erotyczny, a nie wyłącznie stosunki seksualne. Napisał też,
                            że gdyby Karol Wojtyła nie był księdzem a pani Półtawska mężatką to byliby
                            pewnie dobraną parą, z czym ja osobiście w zupełności się zgadzam.
                            • madziaq Re: A u was Niegrow bijut? 26.06.09, 09:42
                              A i jeszcze uważam, że pisanie że protestanci wyświęcają kobiety, udzielają
                              ślubów gejom itd. jest faktycznie obraźliwe dla dużej części protestantów.
                              Uważam, że powiedzenie "katolicy coś tam robią" jest bardziej uprawnione, tak z
                              logicznego punktu widzenia, bo katolicyzm to jednak konkretne wyznanie, które
                              jest, a przynajmniej powinno być spójne co do doktryny. A natomiast denominacji
                              protestanckich jest niezliczona ilość wink a z tego co mi wiadomo, kobiety
                              wyświęcają i gejom udzielają ślubów jedynie nieliczne z nich.

                              A poza tym z wcześniejszych postów Zuq wnoszę, że jest wysoce przeciwny ślubom
                              gejowskim, tudzież wyświęcaniu gejów i kobiet, a lesbijek to już w szczególności
                              wink Więc strzał był trochę kulą w płot
                              • mamalgosia Re: A u was Niegrow bijut? 26.06.09, 09:48
                                Zgadzam się z Wami: ciekawa ta książkasmile
                              • samboraga Re: A u was Niegrow bijut? 26.06.09, 09:50
                                > A poza tym z wcześniejszych postów Zuq wnoszę, że jest wysoce przeciwny ślubom
                                > gejowskim, tudzież wyświęcaniu gejów i kobiet, a lesbijek to już w szczególnośc
                                > i
                                > wink Więc strzał był trochę kulą w płot

                                A nawet był przeciwny protestanckiej doktrynie sole scriptura...
                                Więc może już zakończmy dyskusję o protestantach i katolikach...
                                • zuq1 nie jestem przeciwny "sola scriptura"! 26.06.09, 13:05
                                  Widzę, że wbiłem nielichy kij w mrowisko... Ale cóż, trudny temat
                                  jak pole minowe. W kontekście mojego omyłkowego postu o Tekli,
                                  prostuję następującą anegdotą:
                                  Na pewnej prostestanckiej uczelni teologicznej był kiedyś
                                  wykładowca, który na egzamnie dał tylko dwa pytania:
                                  1. Co jest? (poprawna odp. "To, co opisuje Boże Słowo")
                                  2. Czego nie ma? (poprawna odp. "Tego, czego nie opisuje Boże Słowo")

                                  Dlatego wszystkie inne pisma, relacje i fakty z okresu biblijnego
                                  spoza Biblii nie miały dla niego znaczenia. I to miałem na myśli.
                                  • samboraga Re: nie jestem przeciwny "sola scriptura"! 26.06.09, 13:18
                                    Ja się nieprecyzyjnie wyraziłam, że 'jesteś przeciwny', ale powoływałeś się
                                    pierwotnie (już jak z tą Teklą było to nieważne) na źródła pozabiblijne, też
                                    apokryfy. Więc - nie tylko Biblia.
                              • samboraga logiczny punkt widzenia 26.06.09, 10:02
                                > Uważam, że powiedzenie "katolicy coś tam robią" jest bardziej uprawnione, tak z
                                > logicznego punktu widzenia, bo katolicyzm to jednak konkretne wyznanie, które
                                > jest, a przynajmniej powinno być spójne co do doktryny. A natomiast denominacji
                                > protestanckich jest niezliczona ilość wink

                                Ale Biblia jest jedna. Jeśli protestanci czują się urażeni, że mają
                                współwyznawców, którzy odchodzą od Biblii to raczej wewnątrzprotestancki
                                problem. Mówiąc językiem marketingu - podszywanie się pod markęwink Myślę, że z
                                logicznego punktu widzenia pretensja do katolików, że protestantów, mających
                                wszak jedne korzenie gdzieś tam od Lutra, postrzegają jako całość jest kulą w płot.
                                • a_weasley Re: logiczny punkt widzenia 26.06.09, 20:07
                                  Samboraga napisała:

                                  > logicznego punktu widzenia pretensja do katolików,
                                  > że protestantów, mających wszak jedne korzenie gdzieś
                                  > tam od Lutra, postrzegają jako całość jest kulą w płot.

                                  A czym jest twierdzenie, że wszyscy protestanci mają jedne
                                  korzenie "gdzieś tam od Lutra"?
                            • mama_kasia Re: A u was Niegrow bijut? 26.06.09, 10:07
                              > Napisał, że łączyła ich bardzo bliska
                              > więź, ale w tej relacji nie było seksu.

                              Zuq napisał: "a w ich relacji brakowało chyba tylko seksu".

                              To "chyba" można po prostu różnie odczytać, stąd różne
                              interpretacje.
                              • nati1011 Re: A u was Niegrow bijut? 26.06.09, 11:13
                                Zuq wyraźnie określił relacje papieża i p Wnady jako relację damsko-
                                męską. Sprawa seksu w tej relacji jest zupełnie drugorzedna.

                                Takie postawienie sprawy wywołało mój prostest - bo nie da sie
                                jednoznacznie określić relacji 2 osób na podstawie doniesien
                                medialnych czy swoich przypuszczeń. A opublikowane listy w żaden
                                sposób nie upoważniają do takiego zakwalifikowania tej relacji.
                              • madziaq Re: A u was Niegrow bijut? 26.06.09, 11:15
                                OK smile To ja odczytuję tak, że "brakowało chyba tylko seksu" tzn. "nie barkowało
                                chyba niczego innego poza seksem (erotyzmem)" a nie "być może brakowało seksu (a
                                być może nie brakowało wink)".

                                Może wszyscy weźmy głęboki oddech i wróćmy do merituma smile
                                • mamalgosia ciekawe 26.06.09, 12:44
                                  ze temat przecież pojawił się w wątku o przyjaźni, ale rozwinął się
                                  tutaj.
                                  Niezbadane są nasze ścieżki...smile
                                • isma Re: A u was Niegrow bijut? 26.06.09, 20:12
                                  Nadmienie jeszcze, ze w tym poscie, ktory nas zaniepokoil, nie powiedziano
                                  neutralnie, ze seksu w relacji Wojtyly i Poltawskiej "chyba nie bylo", ale uzyto
                                  sformulowania, ze go "brakowalo".
                                  A to sugeruje, iz byly po temu jakies oczekiwania, tyle ze niespelnione.

                                  No, zdarzyly mi sie w zyciu relacje - moze nie glebokie, bo do glebokich relacji
                                  to trzeba byc gleboka osoba wink)), ale na pewno intensywne - z mezczyznami
                                  niegustujacymi w kobietach, w ktorych to wieziach absolutnie seksu nie
                                  "brakowalo", bo tego rodzaju zamiarow wobec drugiej strony nikt nie mial, w tym
                                  ja, jak najbardziej w mezczyznach gustujaca wink)).
            • zuq1 Re: nie znam litości ;) 26.06.09, 12:54
              "Dyskusja z zuq - no coż, "kocham" zarzuty jak to my katolicy
              niebiblijni jestesmy... O ile znam pisma sw. Pawła zalecał celibat
              jako cos pieknego. Nie, nie nakazywał ale nikt nie ma obowiazku byc
              ksiedzem katolickim. Naprawde mozna życ bez seksu i wcale
              nie "niebiblijnosc" zwyczajow katolickich jest przyczyna że jeden
              ksiadz na 50 porzuci kaplanstwo. I mysle ze wyznanie protestanckie
              ma wielkie mnostwo powodow do zastanawiania sie i pokutowania za
              wlasnych braci i siostry co to pary homoseksualne blogoslwia,
              kobiety na ksiezy wyswiecaja, bikupow maja homoseksualistow albo
              nawet kobiety lesbijki biskupow. To dopiero jest naprawde
              niebiblijnosc bo zakazy na ten temat sa jasno zawarte w Biblii. A
              zakazu celibatu dla prezbiterow nie znalazlam..." - droga koleżanko
              forumowa, a gdzie ja napisałem, przepraszam, o zakazie celibatu dla
              prezebiterów? Napisałem, że Bóg daje wolność można być ZARÓWNO
              żonatym JAK I nieżonatym. A co do tych "kościołów" dla zboczeńców to
              mamy jedno zdanie. Już nawet u nas z ambony mówi się, że lepiej
              mówić o sobie "chrześcijanin ewangeliczny" a nie protestant, gdyż w
              związku z tym, że o umarłych, odstępczych "kościołach"
              protestanckich za sprawą mediów głośno, ludzie mogą mieć złe
              skojarzenia, co Twój post zresztą udowadnia.
              • sion2 Re: nie znam litości ;) 26.06.09, 15:29
                Zuq1 wiem że sie zgadzamy w ocenie kwestii lesbjisko-homoseksualno-
                biskupowych smile. Naprawde tez wiem że są rozne odlamy protestanckie,
                bo studiowalam teologie katolicka oraz cześciowo teologie luteranską
                (w sensie poznawania "z czym to sie je"), uczestniczylam w wielu
                sympozjach naukowych miedzywyznaniowych itd. Moj post byl irioniczny
                i pełen bólu czego nikt nie zauwazyl a co poniektorzy nazwali
                paszkwilem.

                Trzeba przyznac że jestes w lepszej sytuacji niz ja bo kazdy
                protestant, jako że odlamów są setki, może w przypadku jakiegos
                zgorszenia po waszej stronie, powiedziec "to nie moj kosciol" "to
                nie moj zbór" "to nie moja denominacja" itd. Nie moze tego zrobic
                katolik, bo KK jest jeden i ten sam od zawsze. Dlatego u was łatwo o
                postawe "co złego to nie ja". I moim zdaniem, jesli ktos chce byc
                uczuciwy nie ma prawa czepiac sie CAŁEGO duchowienstwa czy zwyczajow
                w CAŁYM KK. Nie ma prawa, a ty to zrobiłes. I dlatego zaregaowalam
                tak, jak to bylo widac.

                Prostestanci którzy błogosławia zwiazki homo, lesbijskie i
                wywswiecaja kobiety lesbijki na biskupow takze uwazaja ze postepuja
                zgodnie z wola Boga, widzialam takie wypwoiedzi w TV oraz na filmie.

                Zas przymiotnik "niebiblijny/a/e" nalezy rozumiec jako np. czyny
                niezgodne=zabronione w Biblii. Nie ma w Biblii zakazu celibatu a
                wrecz jest pochwala, wiec argument ze ksieza odeszli od poprawnosci
                bo maja nakaz celibatu jest niechybiony. Podobnie niebiblijnym
                chrztem nazwalabym taki gdzie np chrzci sie "w imie ojca i filipa i
                wartosci chrzescijanskich" bo w Biblii jest wyraznie napisane jak
                pwoinna brzmiec formula chrzecielna. I nie ma w Biblii zakazu
                chrztu dzieci. Wiec katolicki chrzest jest biblijny choc inaczej
                rozumie Slowo Boze niz protestanci ewangeliczni. I macie prawo
                inaczej rozumiec, nawet cala Biblie i kazde zdanie osobno. Ale nie
                macie prawa krytykowac cos w czym sami nie jestescie lepsi albo
                pisac nieprawde o wierze katolickiej. gdybys był uczciwym rozmowca w
                mojej ocenie, chociaz dodałbys "moim zdaniem duchowienstwo
                katolickie..." a nie pisał subiektywne sądy jak obiektywna prawdę.
                Jesli chodzi o mnie, takie wpisy zawsze beda odnawialy stare rany
                zadane mi przez twoich wspolwyznawcow - EWANGELICZNYCH protestantow
                ze zboru na Puławskiej w Warszawie. Trudno, jest antyprotestancka.
                Niestety. nie bylam taka zawsze.
                • a_weasley Spróbuję merytorycznie 26.06.09, 19:53
                  O ile dobrze rozumiem, wszyscy są tu zgodni, że obowiązkowy celibat
                  nie jest z Boga, lecz z ludzi. Ludzie wprowadzili, ludzie mogą
                  znieść.
                  Jak mniemam, obecni tu obrońcy tego wynalazku są też zgodni, że
                  powołanie kapłańskie nie jest z ludzi, lecz z Boga. Jeśli jest to
                  mniemanie błędne, proszę mnie wyprowadzić z błędu. Jeśli zaś jest
                  słuszne, to co, zapytuję, jeśli Bogu spodoba się powołać człowieka
                  do życia w celibacie nie predysponowanego?

                  Sion2 napisała:

                  > Naprawde tez wiem że są rozne odlamy protestanckie,
                  <ciach>
                  > uczestniczylam w wielu
                  > sympozjach naukowych miedzywyznaniowych

                  Czyżby nigdy nie zgadało się o argumentach biblijnych przeciwko
                  OBOWIĄZKOWEMU celibatowi? Na tym forum też nigdy o tym nie było
                  rozmowy?

                  > Moj post byl ironiczny i pełen bólu czego nikt nie zauwazyl

                  Istotnie, jak dla mnie była to zbyt cienka ironia. Skoro nikt nie
                  zauważył, widocznie nie dla mnie jednego.

                  > Zas przymiotnik "niebiblijny/a/e" nalezy rozumiec jako np.
                  > czyny niezgodne=zabronione w Biblii.

                  Zasadniczo tak, odpowiednik niemiecki jest "schriftswidrig" -
                  "sprzeczny z Pismem".

                  > Nie ma w Biblii zakazu celibatu a
                  > wrecz jest pochwala,

                  Jest natomiast 1 Tm 3:2-5 i jest w tymże liście 4:3. O ile można
                  upierać się, że drugie nie dotyczy kleru, to pierwsze w oczywisty
                  sposób dotyczy właśnie kleru.

                  > Ale nie macie prawa krytykowac cos w czym sami nie
                  > jestescie lepsi

                  Po pierwsze albo krytyka jest słuszna, albo nie, bez względu na to,
                  kto ją wygłasza. Inaczej mamy właśnie argument o biciu Murzynów.
                  Po wtóre znowu wrzucasz protestantów do jednego worka. I gdzie to w
                  Polsce ci homoduchowni, poza nieszczęsnym "Kościołem" Szymona N.?
                  • isma Re: Spróbuję merytorycznie 26.06.09, 20:02
                    Jesli spodoba sie Panu Bogu dzisiaj powolac do kaplanstwa czlowieka do zycia w
                    celibacie nie predysponowanego, to najwidoczniej kaplanstwo to gdzies poza
                    Kosciolem katolickim obrzadku rzymskiego ma byc pelnione. No i juz.

                    Jakos sie nam w tej dyskusji zapomnialo, ze kaplanstwo sakramentalne jest takze
                    - moze w ziemskim wymiarze przede wszystkim! - szczegolnym zwiazkiem ze
                    wspolnota Kosciola. Nie tylko z Panem Bogiem.
                    Wobec tej wspolnoty zaciaga sie zobowiazania, i jej sie sluzy tak, aby jej dobro
                    pomnazac. Nierzadko przedkladajac je nad dobro wlasne. Zaupelnie jak w
                    malzenstwie wink)).
                    • minerwamcg Re: Spróbuję merytorycznie 05.07.09, 19:09
                      isma napisała:

                      > Jesli spodoba sie Panu Bogu dzisiaj powolac do kaplanstwa
                      czlowieka do zycia w
                      > celibacie nie predysponowanego, to najwidoczniej kaplanstwo to
                      gdzies poza
                      > Kosciolem katolickim obrzadku rzymskiego ma byc pelnione. No i
                      juz.

                      Czyli co? Jeśli katolik ma powołanie i do kapłaństwa, i do
                      małżeństwa, to znaczy, że Bóg wzywa go, aby wystąpił z KK (co BTW
                      skutkuje ekskomuniką) i został pastorem/batiuszką/księdzem
                      polskokatolickim?
                      • isma Re: Spróbuję merytorycznie 05.07.09, 20:38
                        Eeee wink)). Unita spokojniuchno moglby sobie byc wink)).

                        Z ta ekskomunika ekskatolikow, to temat jest grzaski, i nie chce go kontynuowac.

                        Natomiast co do powolania. No tak juz w Kosciele rzymskim jest, ze powolanie
                        jest dla Kosciola. Jesli Kosciol uzna, ze powolania nie ma, no, to... go nie ma.
                        Oczywscie celibat nie jest dogmatem. Ale jest wymogiem wspolnoty, ktorej taki
                        aspirujacy do kaplanstwa sluzebnego (oksymoron mi wyszedl wink)) ma poslugiwac.
                        Dobrowolnie na siebie branym, skadinad.

                        Druga sprawa, powazniejsza. Ja to rozumiem tak: nie mozna na siebie brac dwoch
                        wyborow o charakterze ostatecznym. Nie mozna przyrzekac absolutnej wiernosci
                        kobiecie i absolutnej wiernosci wspolnocie Kosciola (i to nie chodzi o taki
                        pragmatyczny sens pt. organizacja czasu). Jesli kaplanstwo rozumiemy nie jako
                        jakies zajecie, zawod, polegajace na odprawianiu Mszy sw. i uczeniu dziatek
                        katechizmu - tylko jako sakrament dajacy czlowiekowi okreslona tozsamosc, to
                        ono chyba powinno byc radykalne, rownie jak radykalne jest malzenstwo. Te dwie
                        rzeczywistosci dla mnie maja sens wtedy, kiedy nie musza byc wobec siebie
                        konkurencyjne.
                • sulla Sion 06.07.09, 22:21
                  Napisałaś:
                  "Jesli chodzi o mnie, takie wpisy zawsze beda odnawialy stare rany
                  zadane mi przez twoich wspolwyznawcow - EWANGELICZNYCH protestantow
                  ze zboru na Puławskiej w Warszawie. Trudno, jest antyprotestancka.
                  Niestety. nie bylam taka zawsze."

                  Bardzo to przykre co piszesz i strasznie mnie przygnębiło.
                  Zwłaszcza, ze jestem parafianką tego zboru, więc bardzo osobiście to odebrałam.

                  Mam nadzieję, że cokolwiek się stało, znajdziesz w sobie jednak trochę sympatii
                  i przebaczenia.
                  Ja się trochę dzieckiem będąc nacierpiałam od niektórych katolików, ale jednak
                  nie stałam się antykatolicka, za co Bogu dziękuję. Nic mnie bowiem tak nie boli
                  jak brak porozumienia między chrześcijanami.

                  Pozdrawiam serdecznie.
              • a_weasley Re: nie znam litości ;) 26.06.09, 20:04
                "Na siłę nas natura porównać chce, a my
                Gwałtem się między sobą różnić napieramy"
                - pisał w XVII wieku protestant Wacław Potocki. Słowa te, niestety,
                zachowują aktualność.

                Zuq1 napisał:

                > Już nawet u nas z ambony mówi się, że lepiej
                > mówić o sobie "chrześcijanin ewangeliczny"

                Widzę postęp, bo niedawne to czasy, kiedy w Waszym zborze (który
                skądinąd pod pewnymi względami bardzo cenię i który w moim życiu
                odegrał dużą pozytywną rolę) "chrześcijanin"
                oznaczało "chrześcijanina ewangelicznego".

                > nie protestant, gdyż w związku z tym, że o
                > umarłych, odstępczych "kościołach"
                > protestanckich za sprawą mediów głośno,

                Naraziłem się katolikom, teraz narażę się ewangelicznym. Trudno.
                Jak Sion wrzuciła do jednego worka protestantów, tak Ty robisz to
                samo z całą starą Reformacją. A to nie jest takie proste.
                Luteranie szwedzcy naśladują wszelkie obrzydliwości narodów
                pogańskich, ale to nie znaczy, że tak się dzieje u luteran na całym
                świecie.
                Metodyści amerykańscy skłaniają się ku akceptacji homoseksualizmu,
                co w zeszłym roku omal nie doprowadziło do zerwania konferencji
                dorocznej, grupa delegatów demonstrowała solidarność z mężołożnikami
                i np. z Europy Środkowej nie było w tym gronie nikogo (co bp
                Puślecki relacjonował z wyraźną satysfakcją).
                W NYC są dwa zbory metodystyczne, "biały" i "czarny", przy czym
                biały akceptuje homoseksualizm, a Murzyni twardo truskawki cukrem.
                Ba, biorąc pod uwagę, że gdzie pięciu Amerykanów, tam trzy Kościoły,
                wcale bym się nie zdziwił, gdyby jakieś wyznanie ewangeliczne też
                zaakceptowało samcołożnictwo...
    • anik801 Re: "Porzucone sutanny" 06.07.09, 18:35
      Ksiązki nie czytałam,ale mam znajomą,która wyszła za byłego księdza.
      Poznali się na pielgrzymce(on starszy już po święceniach).No i stało
      się.Porzucił dla niej sutanne.Są razem już wiele lat,mają 2
      dzieci.Żyją w mieście ok.50tyś.mieszkańców(praktycznie zna się sporo
      ludzi,o wszystkich wydarzeniach wieści szybko się rozchodzą).Nie są
      napiętnowani,ani wyśmiewani.Mnie tylko dziwi jak można dopuścić do
      takiego "zakochania".Przecież to była młoda,ładna dziewczyna(on
      starszy od niej łysięjący no i przede wszystkim ksiądz).Nawet jakby
      to był młody fajny chłopak,to nie dopuściłabym do takiego uczucia,bo
      akurat w tym przypadku nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzeniawink
      • mamalgosia Re: "Porzucone sutanny" 06.07.09, 20:37
        Myślisz, że łysiejącym łatwiej z celibatem?smile
        • anik801 nie;) 06.07.09, 22:09
          Ale tym bardziej nie rozumiem,co ją skusiłowinkTak mogłaby
          powiedzieć,że powalił ją jego super wyglądwinkA tak serio to naprawdę
          dziwi mnie,że pozwoliła sobie na taki zwiazek.No niby są
          małżenstwem/rodziną,ale to tak jakoś zawsze coś będzie nie tak.
          Zastanawiam się też,czy nie mieli potem problemów z ochrzeczeniem
          dzieci.Niezręcznie jest pytać o takie rzeczy,a ja nie należę do tych
          co muszą wszystko wiedziećwink
          • mamalgosia Re: nie;) 07.07.09, 10:20
            To tylko przemawia na korzyść kolezanki, że pokochała jego
            charakter, a nie urodę, prawda?

            Właśnie ja też zawsze myślałam, że "zawsze będzie coś nie tak". Że
            będą się toczyły wewnętrzne dramaty. A w książce, od której zaczęłam
            ten wątek, wygląda na to, że jest żal do innych, ale te wewnętrzne
            rozterki są jakoś uśpione. Czy w ogóle ich nie ma? Wyobrażam sobie,
            że gdybym ja rozwiodła się z moim Mężem (brrrr), a potem wyszła za
            innego, to nigdy bym nie zaznała spokoju duszy. Choćbym nie wiem jak
            kochała tego drugiego i nie wiem jak podły byłby dla mnie ten
            pierwszy - nie wiem, czy udźwignęłabym brzemię zdrady przysięgi
            małżeńskiej
            • anik801 Re: nie;) 07.07.09, 12:01
              To nie była miłość,tylko poryw ciał na pielgrzymce.No i właśnie to
              mnie dziwi,że ten poryw nastąpił w stosunku do kogoś mało
              atrakcyjnego.Zazwyczaj jeśli ktoś decyduje się na przygodny seks
              (straszne jak dla mnie!)to ze względu na dużą atrakcyjność tej
              drugiej osoby.Ja jednak nie miałabym spokoju będąc w takim związku.I
              nie chodzi już o ludzi,ale właśnie o rodzinę zbudowaną na czymś
              nienaturalnym.dzieci na razie są małe,ale przecież dowiedzą się,że
              ich tata był księdzem.Myślę,że dla nich to będzie jakiś
              ciężar.Ludzie mają to do siebie,ze poplotkują i przestaną,ale ty
              musisz żyć z tym-nie da się tego wymazać z życiorysu.
              • isma Re: nie;) 07.07.09, 12:53
                Dziewczyny... Czemu sluzy publiczne rozwazanie cudzego "porywu cial na
                pielgrzymce"? Jakies dobro z tego moze wyniknac?
                • anik801 Re: nie;) 07.07.09, 16:13
                  Niczemu.Po prostu poprzez jedną decyzję ogromne następstwa.Temat
                  zrzucenie sutanny-po pielgrzymce sutanne musiał zrzucić.Oczywiście
                  każdy jest tylko człowiekiem,ale...przespanie się z księdzem to coś
                  więcej niż "przygoda".Już sam fakt,że był księdzem powinien działać
                  mega odstraszającowink
                  • isma Re: nie;) 07.07.09, 16:33
                    No to jak niczemu (a zwlaszcza niczemu dobremu) nie sluzy, to proponuje
                    zaprzestac maglowania przypadku konkrenych osob na publicznym forum.
                    • anik801 sorry isma 07.07.09, 16:58
                      Nie wiedziałam,że na tym forum można poruszać kwestie tylko te,które
                      służą dobremu.Myślałam,że można dyskutować o wszystkim.Ok już się
                      nie wypowiadam.
                      • mader1 Re: sorry isma 07.07.09, 17:06
                        spokojnie, spokojnie smile generalnie, jak człowiek gada sobie z drugim, to powinno
                        to służyć czemuś dobremu.Nie tylko na tym forum. Wypowiadaj się, ale sprawa tej
                        pary już została wyczerpująco omówiona. Problem jest w tym, że omawiamy (
                        omawiasz) jej przypadek publicznie - bo czytać forum może każdy. Więc nie
                        powinniśmy wchodzić w zbyt wiele szczegółów , bo świat jest " mały" a internet
                        wszędzie.
                        • anik801 Re: sorry isma 07.07.09, 17:33
                          Jakie szczegóły?Takich par jest wiele,miast z mieszkancami
                          50tyś.mnóstwo.Były proboszcz z miasta,z którego pochodzę ma
                          dorosłego syna(co ukazuje,że takich przypadków jest sporo).Poza tym
                          jeśli ktoś się decyduje na taki zwiazek,to chyba zdaje sobie sprawę
                          z tego,że budzi to jakieś emocje,że ludzie o tym dyskutują.Dlaczego
                          wszyscy mają udawać,że to jest ok?Jasne,że w mieście tym nie jest to
                          już temat numer jeden i ludzie mają to już w nosie.a nawet gdyby to
                          przeczytali-czy napisałam coś co jest nieprawdą?Czy ubliżyłam im?
                          Jeśli się podejmuje decyzje,to trzeba ponosić ich konsekwencje,a w
                          tym przypadku jedną z nich jest:ludzkie gadanie/krytyka/ itd.
                          oczywiście znajdą się ludzie,którzy powiedzą "i dobrze zrobili",ale
                          będą to ludzie,którzy śmieją się z moralności,wiary,Boga.Ale ok
                          temat wyczerpany.
                      • isma Re: sorry isma 07.07.09, 17:18
                        Alez mnie nie przepraszaj wink)).

                        Nie, nie tylko na tym forum "mozna" poruszac "tylko te" kwestie, ktore sluza
                        dobremu. Na forum, jak i w realu, mozna (prawie) wszystko, ale czy warto? Chyba
                        warto w zyciu mowic i robic to, co sluzy dobremu, a niekoniecznie to, co jest,
                        jak sama stwierdzilas, bezuzyteczne.

                        W Pismie powiedziane jest "z każdego bezuzytecznego slowa, ktore wypowiedza
                        ludzie, zdadza sprawe w dzien sądu". Tak na forum, jak i w realu.
              • szczur.w.sosie Re: nie;) 07.07.09, 19:24
                anik801 napisała:

                > To nie była miłość,tylko poryw ciał na pielgrzymce.No i właśnie to
                > mnie dziwi,że ten poryw nastąpił w stosunku do kogoś mało
                > atrakcyjnego.Zazwyczaj jeśli ktoś decyduje się na przygodny seks
                > (straszne jak dla mnie!)to ze względu na dużą atrakcyjność tej
                > drugiej osoby.

                A ja się temu nie dziwię. W ogóle to niekoniecznie tak jest jak piszesz. Kwestia
                atrakcyjności lub nie jest b. subiektywna a wiadomo de gustibus...
                A z resztą co piszesz - to się zgodzę.
      • esi1 Re: "Porzucone sutanny" 09.07.09, 21:51
        To ma chyba coś wspólnego z "za mundurem panny sznurem" wink
        I coś w tym trochę jest. Pewien bliski mi ksiądz opowiadał mi, że na każdej
        parafii zdarzają się parafianki, które przy swoich kapłanach zachowują się jak
        zakochane nastolatki wink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka