mama_kasia
25.02.05, 15:09
Nie wiem, czy Wam się spodoba, ale spróbuję ;-)) Raz kozie ... ;-))
Książki wybrał mój 9/10-latek. Zagadka jest nasza wspólna. Książek
jest 6, a fragmenty dosyć długie. Myślę, że bardzo proste, ale
obiecałam synowi, że wstawię. Powodzenia :-)
Odpowiedzi na priva.
Fumy żywią się wyłącznie konserwami i jajkami na twardo. Na drodze
ewolucji przednie zęby wysunęły im się do przodu i służą jako klucz
do otwierania konserw. Ugotowałem jajka na miękko, aby udowodnić, że
mówię prawdę.
- A do czego służą większe klepsydry? - zapytał Kacper.
- Do gotowania jajek na twardo... - odparłem. Czułem jednak, że nie
jest to najwłaściwsza odpowiedź.
- A jeszcze większe?
- Do przypalania garnków... - mruknąłem dość bezmyślnie, przyznaję.
- A jeszcze większe? - nie ustępował Kacper.
Już chciałem coś wymyślić, gdy w drzwiach kuchni pojawiła się Magda,
mama Kacpra.
- Do wzywania straży pożarnej! - powiedziała. - Stawiasz taką klepsydrę
przy garnku, a jak już cały piasek się przesypie, nie ma ani jajek,
ani garnka, za to w kuchni stoją rozeźleni strażacy!...
- Naprawdę? - ucieszył się Kacper i spojrzał z podziwem na klepsydrę.
- Teraz chłopcu wmówią zaburzenia psychiczne! - wyszeptał z oburzeniem.
- A przecież on jeden, oprócz tej ciotki, jest normalny...!
- Mówię prawdę! - upierał się Kacper. - Możecie mi nie wierzyć, ale
ja wiem swoje!
- Jeśli tylko zobaczę tu ducha na własne oczy, to wtedy ci uwierzę,
synku - powiedział pojednawczo pan Teodor. - Ale do tej pory...
Nagle urwał, zamarł i wytrzeszczył oczy.
Na oparciu jednego z pustych foteli pojawiła się bowiem znienacka
jakaś mglista postać. Gdy zrobiła się już całkiem wyraźna, osłupiali
ludzie ujrzeli starszego osobnika, który przyglądał im się z wyraźną
dezaprobatą.
- I co, już pan wierzy? - spytał zgryźliwie, przekrzywijąc lekko
głowę. - Państwo pozwolą, że się przedstawię: Zjawomir Upiorzyński,
ale wszyscy mówią o mnie po prostu Dziadek. A to moja przyjaciółka
Dusia - kiwnął głową w stronę kolejnej postaci, która pojawiła się
na drugim oparciu fotela.
Pani Kornelia zemdlała i wpadła pod stół, dlatego przegapiła pojawienie
się Małego i Szurka, którzy siedzieli na fortepianie, machając beztrosko
nogami.
- No dobra - powiedziała. - Najpierw idą ślimaki i stonogi.
I wczołgała się pod krzaki.
- Mam, mam - wrzasnęła, wyciągając tłustego ślimaka.
- A teraz kilka stonóg - powiedziała i odunęła wielki kamień.
- Nie wolno dodawać do gludyniu niczego, co jest poza domem - powiedział
Karolek. - Tylko to, co mamy w kuchni.
- Do ataku!
My też chcieliśmy jeść z patelni, jak tata i dziadek, ale mama nam
nie pozowoliła. Powiedziała, że będziemy wyjadać sam ryż, a mięso
zostawimy i w dodatku uświnimy cały obrus. Więc zaczęła nakładać na
talerze. Głupek pilnował, żeby mu nie włożyła niczego czerwonego ani
zielonego, ani jakiegoś dziwnego kawałka mięsa.
- Niunio nie chce kurczaka. Tylko ryż. Niunio nie cierpi kurczaka.
- Jak on dostanie bez kurczaka, to ja też chcę bez kurczaka.
- Ale to nie jest kurczak - zauważył dziadek.
- Nie ma problemu, ja sobie z tym poradzę - oświadczył tata. Poluzował
pasek od spodni i klepnął się po brzuchu. - Mam dość miejsca.
Tyle z historii rodziny. Sądzę, że nie będę już wracał do tego tematu,
zważywszy, że to jednak zamierzchła przeszłość (sto lat z górą) no i
że, niestety, od tych stu lat nie otrzymałem od nich żadnej wiadomości.
Mieszkam na strychu. Energia dozorczyni wyczerpała się na szczęście
na porządkowaniu trzeciego piętra. Strych pozostał właściwie taki,
jak za czasów moich rodziców. Przybyło tylko jeszcze na nim wiele
interesujących przedmiotów. Tak jakoś dziwnie się składa, że nikt
z lokatorów nie może się do końca zmieścić w swoim mieszkaniu. Każdy
przynosi coś na górę. I tak przybywa mi mebli, a ubywa przestrzeni
życiowej. Ale jestem w końcu bardzo małym duchem i nie muszę mieć
wiele.