Gość: maszyna prosta
IP: 79.139.110.*
27.11.09, 17:49
Niektórzy przeżywają całe swoje życie
bez napisania nawet jednego wiersza.
Niezwykli ludzie, którym nawet nie zadrży ręka
podczas cięcia, otwierającego komuś serce lub czaszkę.
Z wielkim zapałem oglądają mecze koszykówki
i jak gdyby nigdy nic, z łatwością rozgrywają kilka setów tenisa.
Ci sami ludzie maszerują do kościoła,
uważając to za naturalną część swojego życia.
Inwestowanie pieniędzy jest ich drugą naturą.
Wspierają kampanie polityczne,
które już całkowicie nie mają w sobie nic z poezji,
ani nie obiecują żadnej w przyszłości.
Wieczorem, siedząc przy kolacyjnym stole,
zachowują się jakby niczego im nie brakowało.
Ich dzieci łapane są czasem na drobnych kradzieżach,
nikomu jednak nie przyjdzie do głowy, że to poezja jest tym,
czego im brakuje.
Pies wyje przez całą noc,
w samotności, pragnie więcej poezji w swoim życiu.
Dlaczego tak trudno im dostrzec,
że bez poezji ich życie cuchnie?
Oczywiście, mają swoje bankiety, swoje uroczystości,
piłkę nożną, polowania, swoje brzegi morza i zachody słońca,
przyjęcia na tarasie, wyścigi konne,
i całe to całowanie i uściski. Nie zapominają też
o dobrych uczynkach, działalności dobroczynnej,
pielęgnowaniu malutkiej wiewiórki przez całą noc,
karmieniu ptaszków w zimie,
pomocy obcej kobiecie przy wymianie przebitej opony.
Wciąż jednak pozostaje ten nieprzyjemny opar
wydzielany z rozkładającej się materii, subtelny lecz wszechobecny.
Chodzą wyprostowani jak mistrzowie świata.
Wysławiają się dowcipnie z wielkomiejską ogładą.
Kiedy czasem w samotności,
zakłopotani wpatrują się w lustro,
zdają sobie sprawę, że było coś
co zamierzali powiedzieć ale tego nie uczynili:
'A jeśli obok palety postawię pomnik nosorożca
i trzy razy przejdę się wokół pokoju,
nauczę się jodłować, ogolę głowę na łyso,
przywołam z grobu moich zmarłych przodków-'
z punktu widzenia poezji może to tylko
wywołać wybuch śmiechu, wzruszenie
ramion w geście pożałowania.
Nie nabazgrałeś nawet jednej sylaby,
Jesteś człowiekiem z nikąd
przegrywającym samą istotę swojego życia,
tracącym głowę z niczego i z powrotem dla niczego.
Tu i teraz wcale nie musi trwać tak długo.
Promienna pierwsza miłość,
tajemny kod wiecznie trwałych radości i smutków,
wyszukane pociągnięcie piórem poniżej powiek:
całodzienne i całonocne medytacje, węzeł nadziei,
miąższ pożądania, czysta przeciętność życia,
szukająca błogosławieństwa w poezji,
albo łóżka aby się położyć, połączyć, ujawnić,
przestudiować, pokolorować znaczenie ekstrawaganckiej roboty dnia.
A mimo to nadmierne wymaganie jest z mojej strony okrucieństwem.
Ptak nie poddający się kategoryzacji
to okaz rzadki.
Jego śpiew jest ledwo słyszalny.
Jest jak ważka we śnie.
Nisko-latająca, bursztynowo-skrzydła błyskawicznie wzbijająca się w
górę
aby zniknąć z widoku.
A sen nosi w sercu ból,
którego cuda są złożone.
A może to tylko tak się mówi.