tawnyroberts
17.12.09, 14:13
Kolejna odsłona polsko-ukraińskiej wojny na pomniki. Tym razem
prywatna osoba, która straciła rodziców z rąk Ukraińskiej
Powstańczej Armii, domaga się usunięcia nielegalnego pomnika UPA w
Nowym Dzikowie. Jaka może być odpowiedź strony ukraińskiej jeśli
faktycznie dojdzie do rozbiórki? Po zniszczeniu pomnika na
Chryszczatej lwowscy deputowani uważnie przyjrzeli się polskim
nekropoliom na Ukrainie, a zwłaszcza Cmentarzowi Orląt. Nie
spodobała im się tam szczególnie rzeźba miecza Szczerbca. Pojawiła
się nawet sugestia, że może by tak Szczerbiec za Chryszczatą... Na
razie tylko sugestia, ale na miejscu polskich władz nie kusiłbym
losu...
Poniżej artykuł z "Życia Podkarpackiego" o problemach z ukraińskim
upamiętnieniem w Nowym Dzikowie.
"Marian Witko: – Usuńcie nielegalny pomnik"
Marian Witko z Cewkowa stracił rodziców zaraz po wojnie. Oboje
zginęli z rąk Ukraińskiej Powstańczej Armii, która w tamtych czasach
przebywała w lasach w powiecie lubaczowskim. Po latach milczenia
Witko otwarcie mówi o żalu i pragnieniu usunięcia nielegalnego
pomnika, który stoi w lesie w Nowym Dzikowie.
Krzyż i płyta z wyrytym napisem: „Powiedzcie Ukrainie, że my
wykonaliśmy swój obowiązek za życia i śmierci” oraz nazwiskami
upamiętnionych członków UPA, pojawiła się w lesie nieopodal Nowego
Dzikowa już piętnaście lat temu. Zdaniem mieszkańców, pomnik powstał
w ciągu jednej nocy – w dodatku bez zezwoleń. Na to, by tam stał,
nie godzi się M. Witko:
– Czuję ogromny żal. Straciłem rodziców z rąk zbrodniarzy. Oni sobie
na to nie zasłużyli, by stawiano im pomnik – mówi, nawiązując do
zabójców rodziców.
Temat ten podnoszony był już w poprzednich latach podczas sesji
gminnych w Starym Dzikowie:
– Chcieliśmy go usunąć, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło.
Pomnik stoi do dziś, bo nie jest na widoku, a sprawa przycichła –
tłumaczy Tadeusz Jabłoński, pracownik magistratu w Starym Dzikowie.
Z dotarciem do pomnika nie ma większych problemów. Wystarczy iść
wzdłuż tzw. drogi polskiej. Sęk w tym, że do pomnika nikt się nie
chce przyznać. Znajduje się on bowiem na granicy ziemi należącej do
Nadleśnictwa Oleszyce, a terenem prywatnym. Jabłoński sugeruje
jednak, by sprawę zgłosić formalnie, bo tym razem może się udać. W
powiatowym inspektoracie budowlanym zapewniono nas, że jeśli sprawa
zostanie zgłoszona, pracownicy zajmą się pomnikiem.
*Tragiczna historia sprzed lat*
Był rok 1945 r. Rodzina Witków: małżeństwo i dwuletni wtedy syn –
Marian Witko – mieszkała w Cewkowie. Właśnie skończyła się zima, a
mały Marian chorował. Jego matka Franciszka poszła do apteki do
Oleszyc. Wracała przez las w Nowym Dzikowie „drogą polską” przez
Uszkowce w kierunku Starego Dzikowa.
– Poszła po lekarstwo dla mnie i już nie wróciła. Znaleziono ją po
dwóch miesiącach w lesie. Jak się okazało, zabili ją zbrodniarze z
UPA – mówi p. Marian.
Niecały rok później w jego rodzinie doszło do kolejnej tragedii.
Jego ojciec Józef pojechał do lasu po drzewo i również nie wrócił
już z niego – po paru dniach znaleziono go martwego. Trzyletni wtedy
Marian został sierotą, w dodatku jedynakiem. Zaopiekowały się nim
siostry jego matki. Rodzice spoczywają na cmentarzu w Starym
Dzikowie. Pytany, czy przebaczył zbrodniarzom to, że zabrali mu
rodziców odpowiada:
– Jako katolik przebaczyłem, ale jako człowiek – nigdy nie zapomnę.
www.zycie.pl//informacje.php?region=Lubacz%F3w&nr=1942&page=1