valmont80
06.03.10, 13:12
Do biedronki przyszedł żuk,
W okieneczko PUK-PUK-PUK.
Panieneczka widzi żuka:
"Czego pan tu u mnie szuka?"
Skoczył żuk jak polny konik,
Z galanterią zdjął melonik
I powiada: "Wstań, biedronko,
Wyjdź, biedronko, przyjdź na słonko.
Wezmę ciebie aż na łączkę
I poproszę o twą rączkę".
Oburzyła się biedronka:
"Niech pan tutaj się nie błąka,
Niech pan zmiata i nie lata,
I zostawi lepiej mnie,
Bo ja jestem piegowata,
A pan "nie"!
Powiedział, co wiedziała
I czym prędzej odleciała,
Poleciała, a wieczorem
Ślub już brała - z muchomorem,
Bo od środka aż po brzegi
Miał wspaniałe, wielkie piegi.
Stąd nauka
Jest dla żuka:
Żuk na żonę żuka szuka.
Brzechwa chyba był w Przemyślu i nawet jest PUK, PUK, PUK :)
Ze wstępu do "Tradycja a tożsamość" Ch. Hann, S. Stępień:
"W wielu pogranicznych regionach Europy, w czasie II wojny światowej i w
pierwszych latach po jej zakończeniu, zburzono tradycyjne, ukształtowane
historycznie, wielonarodowe społeczności. Tak było również w przypadku
pogranicza polsko-ukraińskiego. Przez następne dziesięciolecia dążono do
zbudowania jednolitych kulturowo państw narodowych. Czy to się udało? I jak
dzisiaj, po upadku systemu socjalistycznego, odbudowywane są tradycje
wielokulturowe i wieloetniczne społeczności?
Jako pole badawcze wybraliśmy pograniczne, siedemdziesięcio-
tysięczne miasto Przemyśl. Leżące na pograniczu miasto staje się na powrót
centrum życia religijnego i narodowego mniejszości ukraińskiej w Polsce. Od
1956, a od 1989 r. w szczególności, staje się ono największym skupiskiem
ludności ukraińskiej. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych społeczność ta w
samym mieście liczyła ok. 2 tys. osób (w samym regionie, obejmującym byłe
województwo przemyskie, ok. 20 tys.). Jest to wprawdzie niewielki odsetek, ale
miejscowe środowiska nacjonalistyczne próbują "bić na alarm" głosząc
zagrożenie polskiego stanu posiadania. Nie chcą zaakceptować wielokulturowego
dziedzictwa swojego miasta i regionu".
W publikacji znajdują się zapisy 40 wywiadów które w latach 1996-1998
przeprowadził z przedstawicielami mniejszości ukraińskiej autor. Mnie poraziły
szczególnie słowa młodych Ukraińców i Ukrainek na temat małżeństw mieszanych i
tak np. wypowiada się na ten temat Olga w spisie respondentów figuruje jako 36
letnia nauczycielka muzyki, wykształcenie wyższe: "Dla mnie bardzo istotne,
aby wyjść za Ukraińca.(...) Tak, było to dla mnie bardzo ważne, ponieważ nie
wyobrażałam sobie w ogóle tego, żeby wyjść za mąż za Polaka". Kolejna osoba to
Bohdan w spisie respondentów figuruje jako 33 letnia osoba z wyższym
wykształceniem, dziennikarz tygodnika "Nasze Słowo":" Ukraińcy absolutnie nie
powinni zawierać związków małżeńskich z Polakami. Jesteśmy w Polsce w
mniejszości, nie wolno robić nic, co może doprowadzić do wynarodowienia.
Małżeństwa mieszane wynaradawiają. A my musimy tu w Polsce przetrwać, żyjemy
tu na odwiecznych ukraińskich ziemiach, musimy tę ziemie obronić, by jej nie
utracić". Kolejna osoba to Maria, wykształcenie wyższe, lat 33, nauczycielka
języka ukraińskiego: "Zawsze chciałam, aby mój mąż był Ukraińcem. Ojciec nie
wpuściłby Polaka do domu... oczywiście żartuję. Moi rodzice zawsze
podkreślali, że krwi nie powinno się mieszać i oni sobie życzyli, żeby ich
praca, ich trud wychowania nas w duchu ukraińskim nie poszedł na marne.
Zwracali uwagę na to, że chcieliby, żebyśmy swoich partnerów życiowych szukali
takiej jak my narodowości(...)".
A teraz ja Ania lat już prawie 30. W moim domu nigdy nie rozmawiało się na
temat czyjejś narodowości, nigdy o innych narodach nie mówiło się z pogardą.
Wynika to pewnie z tego, że moja rodzina jest wielokulturowa (babcia Rosjanka,
płacząca za każdym razem jak słyszy o Katyniu i zadająca retoryczne
pytanie:Jak oni im to mogli zrobić?), pradziadek Bośniak muzułmanin, gołębie
serce jego dwaj najlepsi przyjaciele to Polak i Austriak. W mojej rodzinie nie
było obsesji z zachowaniem czystości krwi. W mojej rodzinie NIGDY się nie
mówiło to Ukraińcy zabili część Twojej rodziny, mówiło się "banderowcy"
właśnie po to by odróżnić jednych przez szacunek do nich, od drugich do
których już tego szacunku nie było. Dlatego pytam się w jaki sposób w
Przemyślu można budować wielokulturowość, skoro najliczniejsza w mieści
mniejszość odgradza się wysokim murem? Owszem piękne zabytkowe budynki to już
coś, one dużo mówią na temat pięknej przeszłości i wielokulturowości
Przemyśla, ale dla mnie ważniejsze są relacje międzyludzkie tu i teraz. Więc
ponawiam pytanie. Jak to zrobić? Bardzo proszę nie wyciągać stereotypów, typu
Polak to pijak i złodziej, a Ukrainiec to morderca i brudas :)