Gość: Szperacz
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
04.06.13, 09:43
Na oficjalnej stronie Urzędu Miejskiego w Przemyślu hołdy dla bandyty i mordercy.
www.przemysl.pl/kultura/1226/24102.html
Tutaj już nie laurka lecz trochę faktów; zolnierzeprzekleci.wordpress.com/wolyniak/
A tutaj ponura bandycka rzeczywistość.rzeczywistość :
"Zatem przechodzimy do sedna drogi "chwały" bandyty Józefa Zadzierskiego ps. "Wołyniak".Odcinek I Od żołnierza do rabusia/.
Jak małoletni został słuchaczem KORPUSU KADETÓW NR 1 MARSZAŁKA JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO WE LWOWIE./przyjmowano tylko dzieci wojskowych od stopnia majora w zwyż lub dzieci kombatantów też od stopnia majora./
Pod konieć pierwszego roku nauki za ciężkie pobicie kadeta z roku został dyscyplinarnie wyrzucony ze szkoły.W opinii wystawionej przez mjr. Stanisław Daniluka, d-cy batalionu kadetów opisał Józefa Zadzierskiego jak niebezpiecznego psychopatę którego nie można dopuścić do służby w żadnej formacjj zbrojnej a szczegółnie w WP.Ojciec Józefa Władysław wówczas kierownik Banku Handlowo - Kupieckiego w Równem dla cięzko pobitego przez Józefa kadeta musiał zapłacić 25 tysięcy złotych w celu załagodzenia sprawy/ tak dla orientacji dowódca pułku zarabiał około 500 złotych.Nie posiadał takich pieniedzy mimo wyzbycia sie udziału firmy"Nobel" bez zgody banku jako kierownik udzielił sobie pożyczki.Dyscyplinarnie zwolniony tuż przed wojną przenosi się do Gołąbek pod Warszawą.Do 1943r okupację jak wiekszość młodzieży konspiruje w W-wie.Podobno kończy podchorążówkę w majątku Dańków-nigdy nie potwierdzone.W niewyjaśnionych okolicznościach ginie ojciec/kula w głowie-prawdopodobnie wyrok lub rabunek-do dzisiaj nie wiadomo/. Przejmuje na siebie utrzymanie matki.Jako wyjatkowo odważny swoim postępowaniem zagraża funkcjonowaniu struktur podziemia zostaje przeniesiony do struktur leśnych podziemia.Trafia na rzeszowszczyźnie do oddziału por. Franciszka Przysiężniaka "Ojca Jana" wówczas jeszcze partyzanta mającego ideały.
Zdzierski przyjmuje ps."Wołyniak" W czasie wielkiej pijackiej libacji związanej ze ślubem Ojca Jana w dniu 27 grudnia w śródleśnej wsi Graba, około 15 km na południe od Janowa Lubelskiego "Wołyniak"dzięki brawurze ocala szefostwo oddziału,a oddział ponosi sromotną klęskę z Niemcami i jest niezdolny niezdolny do dalszej walki.Wołyniak i kilku innych opuszcza oddział obarczając kierownictwo winą za niefrasobliwość.
Tworzy własny oddział.Na wieść,ze starszy jego brat Edmund zginął w Starobielsku prawdopodobnie załamuje sie psychicznie.Staje się bezwzględny.
W postępowaniu swoim przestaje być żołnierzem:
A tu fragment poniższego linku:
Żywność i odzież partyzanci zdobywali przeprowadzając konfiskaty we wsiach ukraińskich, (u „Wołyniaka” nazywano to „wyprawami na Ukrainę”)[6], oraz rzadziej w gospodarstwach niemieckich. Wiosną 1944 "Wołyniak" przeprowadził kilkutygodniową akcję pacyfikowania ukraińskich wsi w okolicach Sieniawy. Akcje były przeprowadzane w nocy[7]. 14 stycznia 1945 jego oddział otoczył cerkiew w Kulnie i po mszy przeprowadził akcję, w trakcie której zabierano wychodzącym Ukraińcom odzież i pieniądze[8]. Na początku 1945 r. dokonywał pacyfikacji ukraińskich wsi Ożanna, Dąbrowica, Rzuchów i Cieplice[9]. Zdarzało się też, ze partyzanci udając się na urlop dokonywali "prywatnych" napadów na własne potrzeby. Po jednej z takich akcji grupa partyzantów NOW „Ojca Jana” urządziła w Kamionce Górnej libację, zaczęli nawet strzelać. Dopiero przybyła na miejsce grupa akowców otoczyła dom i rozbroiła pijanych partyzantów[6]. O akcjach skierowanych przeciwko ludności cywilnej informowano z oburzeniem Komendanta Okręgowego SCh-BCh „Zawoję” – Narcyza Wiatra, zwłaszcza o czynionych przez oddział „Ojca Jana” pospolitych rabunkach na ludności ukraińskiej[10].
Działania te wzmagały w społeczności ukraińskiej wrogość do Polaków, zwłaszcza że w trakcie partyzanckich akcji ginęła także ukraińska ludność cywilna. Jak zauważa J. Półćwiartek, coraz częściej poczynania „Wołyniaka” przybierały charakter masowych i bezwzględnych represji wobec Ukraińców[11]. Nakładała się na to działalność różnego rodzaju band rabunkowych (np. Józefa Owsika z Leżajska)[12], które również grabiły i mordowały ludność ukraińską. Z rąk oddziału „Wołyniaka” i band rabunkowych zginęli m.in. mieszkańcy a nie żołnierze czy partyzanci: Rudki, Cewkowa, Dobrej, Dobczy, Kuryłówki, Cieplic, Ożanny, Dąbrówki, Leżajska, Dąbrowicy, Kulna, Wołczastego, Lechman.
Niemcy, zwalczając polską partyzantkę, angażowali do tego celu posterunki ukraińskiej policji oraz polskiej policji granatowej. Według T. Berezy z rąk ukraińskiej policji w okresie od czerwca do lipca 1944 zginęło w okolicy Piskorowic co najmniej 13 osób. Część Polaków musiała się ukrywać, np. ks. Jan Poręba, proboszcz z Piskorowic[16]."
A tutaj całość:
pl.wikipedia.org/wiki/Zbrodnia_w_Piskorowicach
To,że zapijaczony utopił się w chłopskiej gnojowicy w gnojówce to jest jeszcze tajemnicą.