Dodaj do ulubionych

Urząd Miejski.Bandyta wzorem dla mieszkańców

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.13, 09:43
Na oficjalnej stronie Urzędu Miejskiego w Przemyślu hołdy dla bandyty i mordercy.
www.przemysl.pl/kultura/1226/24102.html
Tutaj już nie laurka lecz trochę faktów; zolnierzeprzekleci.wordpress.com/wolyniak/

A tutaj ponura bandycka rzeczywistość.rzeczywistość :

"Zatem przechodzimy do sedna drogi "chwały" bandyty Józefa Zadzierskiego ps. "Wołyniak".Odcinek I Od żołnierza do rabusia/.
Jak małoletni został słuchaczem KORPUSU KADETÓW NR 1 MARSZAŁKA JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO WE LWOWIE./przyjmowano tylko dzieci wojskowych od stopnia majora w zwyż lub dzieci kombatantów też od stopnia majora./
Pod konieć pierwszego roku nauki za ciężkie pobicie kadeta z roku został dyscyplinarnie wyrzucony ze szkoły.W opinii wystawionej przez mjr. Stanisław Daniluka, d-cy batalionu kadetów opisał Józefa Zadzierskiego jak niebezpiecznego psychopatę którego nie można dopuścić do służby w żadnej formacjj zbrojnej a szczegółnie w WP.Ojciec Józefa Władysław wówczas kierownik Banku Handlowo - Kupieckiego w Równem dla cięzko pobitego przez Józefa kadeta musiał zapłacić 25 tysięcy złotych w celu załagodzenia sprawy/ tak dla orientacji dowódca pułku zarabiał około 500 złotych.Nie posiadał takich pieniedzy mimo wyzbycia sie udziału firmy"Nobel" bez zgody banku jako kierownik udzielił sobie pożyczki.Dyscyplinarnie zwolniony tuż przed wojną przenosi się do Gołąbek pod Warszawą.Do 1943r okupację jak wiekszość młodzieży konspiruje w W-wie.Podobno kończy podchorążówkę w majątku Dańków-nigdy nie potwierdzone.W niewyjaśnionych okolicznościach ginie ojciec/kula w głowie-prawdopodobnie wyrok lub rabunek-do dzisiaj nie wiadomo/. Przejmuje na siebie utrzymanie matki.Jako wyjatkowo odważny swoim postępowaniem zagraża funkcjonowaniu struktur podziemia zostaje przeniesiony do struktur leśnych podziemia.Trafia na rzeszowszczyźnie do oddziału por. Franciszka Przysiężniaka "Ojca Jana" wówczas jeszcze partyzanta mającego ideały.
Zdzierski przyjmuje ps."Wołyniak" W czasie wielkiej pijackiej libacji związanej ze ślubem Ojca Jana w dniu 27 grudnia w śródleśnej wsi Graba, około 15 km na południe od Janowa Lubelskiego "Wołyniak"dzięki brawurze ocala szefostwo oddziału,a oddział ponosi sromotną klęskę z Niemcami i jest niezdolny niezdolny do dalszej walki.Wołyniak i kilku innych opuszcza oddział obarczając kierownictwo winą za niefrasobliwość.
Tworzy własny oddział.Na wieść,ze starszy jego brat Edmund zginął w Starobielsku prawdopodobnie załamuje sie psychicznie.Staje się bezwzględny.
W postępowaniu swoim przestaje być żołnierzem:
A tu fragment poniższego linku:
Żywność i odzież partyzanci zdobywali przeprowadzając konfiskaty we wsiach ukraińskich, (u „Wołyniaka” nazywano to „wyprawami na Ukrainę”)[6], oraz rzadziej w gospodarstwach niemieckich. Wiosną 1944 "Wołyniak" przeprowadził kilkutygodniową akcję pacyfikowania ukraińskich wsi w okolicach Sieniawy. Akcje były przeprowadzane w nocy[7]. 14 stycznia 1945 jego oddział otoczył cerkiew w Kulnie i po mszy przeprowadził akcję, w trakcie której zabierano wychodzącym Ukraińcom odzież i pieniądze[8]. Na początku 1945 r. dokonywał pacyfikacji ukraińskich wsi Ożanna, Dąbrowica, Rzuchów i Cieplice[9]. Zdarzało się też, ze partyzanci udając się na urlop dokonywali "prywatnych" napadów na własne potrzeby. Po jednej z takich akcji grupa partyzantów NOW „Ojca Jana” urządziła w Kamionce Górnej libację, zaczęli nawet strzelać. Dopiero przybyła na miejsce grupa akowców otoczyła dom i rozbroiła pijanych partyzantów[6]. O akcjach skierowanych przeciwko ludności cywilnej informowano z oburzeniem Komendanta Okręgowego SCh-BCh „Zawoję” – Narcyza Wiatra, zwłaszcza o czynionych przez oddział „Ojca Jana” pospolitych rabunkach na ludności ukraińskiej[10].

Działania te wzmagały w społeczności ukraińskiej wrogość do Polaków, zwłaszcza że w trakcie partyzanckich akcji ginęła także ukraińska ludność cywilna. Jak zauważa J. Półćwiartek, coraz częściej poczynania „Wołyniaka” przybierały charakter masowych i bezwzględnych represji wobec Ukraińców[11]. Nakładała się na to działalność różnego rodzaju band rabunkowych (np. Józefa Owsika z Leżajska)[12], które również grabiły i mordowały ludność ukraińską. Z rąk oddziału „Wołyniaka” i band rabunkowych zginęli m.in. mieszkańcy a nie żołnierze czy partyzanci: Rudki, Cewkowa, Dobrej, Dobczy, Kuryłówki, Cieplic, Ożanny, Dąbrówki, Leżajska, Dąbrowicy, Kulna, Wołczastego, Lechman.

Niemcy, zwalczając polską partyzantkę, angażowali do tego celu posterunki ukraińskiej policji oraz polskiej policji granatowej. Według T. Berezy z rąk ukraińskiej policji w okresie od czerwca do lipca 1944 zginęło w okolicy Piskorowic co najmniej 13 osób. Część Polaków musiała się ukrywać, np. ks. Jan Poręba, proboszcz z Piskorowic[16]."
A tutaj całość:
pl.wikipedia.org/wiki/Zbrodnia_w_Piskorowicach
To,że zapijaczony utopił się w chłopskiej gnojowicy w gnojówce to jest jeszcze tajemnicą.

Obserwuj wątek
    • jesus33 Re: Urząd Miejski.Bandyta wzorem dla mieszkańców 04.06.13, 12:52
      Drogi Szperaczu uważam, że podany przez Ciebie link do strony jest równie mało obiektywny jak informacje na stronie UM. Jak mówić to wszystko, albo nic. Cokolwiek zrobił Wołyniak winy odkupił pod koniec wojny chroniąc Zasanie przed UPA. Jak chcesz poczytać coś co nie jest przekłamane i pokazuje rzeczywistość 44/45 to udaj się do Archiwum Państwowego w Przemyślu na ulicy Okrzei i poproś o dokumentację dotyczącą szkód jakich dokonali bandyci z UPA na terenach przyległych do miasta Przemyśl. Są tam podane dane statystyczne dotyczące wszystkich wsi i terenów podmiejskich, dane dotyczą grabieży, zniszczeń i mordów. Działania UPA paraliżowały życie w całym mieście poprzez ciągłe ataki UPA na okoliczne młyny i gospodarstwa rolne dostarczające żywność mieszkańcom Przemyśla. Natomiast odnośnie słów znalezionych w Twoim poście: Działania te wzmagały w społeczności ukraińskiej wrogość do Polaków, zwłaszcza że w trakcie partyzanckich akcji ginęła także ukraińska ludność cywilna. Przypominam, że działania UPA skierowane były również przeciwko ukraińskiej ludności cywilnej która w równym stopniu odczuła bandyctwo, grabieże, mordy, gwałty co i Polacy. Przypominam, że UPA mordowała wszystkich tych Ukraińców którzy nie chcieli wstąpić w jej szeregi. Przypominam, że UPA mordowała wszystkich tych Ukraińców którzy nie godzili się na jakąkolwiek z nią współpracę. Myślę, że akcje odwetowe strony Polskiej nie były ślepym wyborem. Uważam również, że w pewnym momencie działania UPA doprowadziły do tego, że ukraińska ludność cywilna po prostu nie miała wyboru. Nie wspomagając UPA ściągali na siebie niechybną śmierć, a decydując się na współpracę z nią ściągali na siebie akcje odwetowe ze strony Polskiej. Wybór po ch...ju!!! Myślę, że wszyscy cywile i Ci z Polskiej strony, i Ci ze strony Ukraińskiej odetchnęli gdy UPA w...jebało w kosmos.
      • Gość: Szperacz My do tych narodow nie musimy należeć. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.13, 13:49
        Szanowny Panie.
        Nie jest moim zamiarem targowanie sie o skalę zbrodni i kto co zrobił.
        Moim zamiarem było i jest pokazanie,że zbrodniarzy i bandytów/a takim był Jóżef Zadzierski ps. Zawisza, Wołyniak/nie należy opokazywać jako wzór do naśladowania i stawiać na piedestale.
        Opinie ze szkoły kadetów o wymienionym są jednoznaczne.To był prawdziwy psychopata.Rządny mordu i krwi.O takich bandytach powinno się mówic jako ostrzeżenie przed potwornym wynaturzeniem.Niezależnie od tego czy było się w szeregach AK,UPA, NSZ czy też w Wermachcie i innych formacjach zbrojnych po różnych stronach konfliktu to wszędze jeżeli w tych szeregach wystepowali zbrodniarze to należy o nich mowić jako zbrodniarzach.
        My też mieliśmy zbrodniarzy i bandytów pod dostatkiem ale to nie jest powód do chwały a raczeh hańby.
        Jeżeli stawiamy zbrodniarzy i bandytów jako wzór do naśladowania to istnieje obawa ,że staczmy się moralnie a to już jest naprawdę niebezpieczne .
        Sa co prawda państwa i narody gdzie zbrodniarzy i bandytów stawia się na piedestałach.
        My do tych narodow nie musimy należeć.


        • Gość: pysio Re: My do tych narodow nie musimy należeć. IP: *.alfaks.com 04.06.13, 13:59

          Re: Józef Zadzierski "Wołyniak"

          Post Janowiak Pt 31 gru, 2004 12:42
          Dzisiaj mija 58 rocznica śmierci wybitnego partyzanta, działającego na Rzeszowszczyźnie i w południowej Lubelszczyźnie, kpt. Józefa Zadzierskiego ps."Wołyniak".
          Oddajmy cześć jednemu z pokolenia "Kolumbów", który oddał swe młode życie za wolną i niepodległa Ojczyznę.

          Był jednym z najodważniejszych żołnierzy polskiego podziemia. Doceniany przeż przełozonych i szanowany przez podkomendnych. Nie lubił przegrywać. Jest po dzis dzień wielką legendą południowej Lubelszczyzny i Zasania, pomimo starannego oczerniania przez komunistycznych "historyków", tworzących propagandową antyhistorię Polski. Fałszerzom i kłamcom nie udało się jednak zoperować pamięci narodu. Legenda AK, NSZ i WiN obroniła się jako element polskiego patriotyzmu. Jednym z tych, którzy tę legendę budowali i którzy swoje życie złożyli na ołtarzu walki o Polskę Wolną, Narodową i Katolicką był kpt. Józef Zadzierski.
          Urodził się w 1923 r. w Równem na Wołyniu jako najmłodsze z czworga dzieci państwa Zadzierskich. Obie siostry i brat byli starsi o 7-11 lat, zatem Józio miał wielkie szanse, by zostać rozpieszczonym beniaminkiem. Do takiej roli nie predysponował go jednak charakter, który ujawnił się już w dzieciństwie: samodzielny, odważny, uparty, czasami nawet zawadiacki (by nie użyć łatwiej od nazwiska asocjacji). Trudno go było czymkolwiek zastraszyć albo zaskoczyć, zawsze mial pod ręką optymalne wyjście z sytuacji.
          Lubił konie. Miał może pięć lat, kiedy pierwszy raz posadzono go "na próbę" na wierzchowca. Spodziewano się przy tym, że parę kroków spaceru z asekuracją ojca usatysfakcjonuje malca, tymczasem on uczepiwszy się grzywy ruszył z kopyta galopem. Wielka trwoga ogarnęła domowników, którzy śledząc wzrokiem oddalającego się ułana, oniemieli z wrażenia oczekując niechybnej tragedii. Józio tymczasem zatoczywszy wielki krąg, jakby nigdy nic wrócił niebawem na miejsce startu z rozwichrzoną czupryną i wymalowanym na buzi zadowoleniem.
          A włosy wtedy (z woli mamy) nosił długie, "pod polkę", prawie jak dziewczynki. Były one powodem ciągłego buntowania się: - Nie chcę być babą! Jego prtesty były jednak lekceważone, dlatego pewnego dnia wymknął się z domu i poszedł na dworzec kolejowy. Nosił tam bagaże, a za zarobione grosze udał się natychmiast do fryzjera. By nie pozostawiać nikomu wątpliwości co do swojej płci, kazał się ostrzyc dokładnie "na zero"!
          Taki był mały Józio Zadzierski. Na co dzień ułożony, uczynny, chętny do pomocy, ale - kiedy chciał - zawsze postawił na swoim. Lubił zabawy i gry wojenne. Nieustannie wznosił przeróżne "fortece", które - zapewniał - są "nie do zdobycia". Uczył się dobrze i nigdy sobie nie pozwolił, by mu pomagano w odrabianiu lekcji. Taki mały, inteligentny indywidualista.
          Tymczasem mijały lata. Ojciec, dotychczas szef firmy "Nobel", zmienił pracę i został kierownikiem Banku Handlowo - Kupieckiego w Równem, a dzieci zaczęły wyfruwać z domu za dalszą edukacją. Najstarszy syn Edmund (rocznik 1912), absolwent Liceum Krzemienieckiego, wyjechał do Włodzimierza Wołyńskiego do Szkoły Podchorążych Artylerii, a potem do Warszawy na studia matematyczne i do Poznania na ekonomię. Siostry Maria i Alina po zdaniu matury w rówieńskim gimnazjum, podjęły naukę w stolicy, odpowiednio w Szkole Dziennikarstwa i na wydziale prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Rodzice na krótko przenieśli się do Kostopola, a póżniej do Gołąbek pod Warszawą.
          W przededniu wybuchu wojny, zniknął z domu Józek. Zostawił kartkę, na której prosił o wybaczenie, ale jego powołaniem jest bić się o wolną Polskę. Nikt nie wie, jakich argumentów użył, ale faktem jest, że 16-latka przyjęto do regularnego wojska! Jako zwiadowca (oczywiście na koniu!) walczył w armii gen. Franciszka Kleeberga, a po kapitulacji pod Kockiem zwolniono go - jako małoletniego - do domu.
          Jego brat Edmund nie był - jako rezerwista - zmobilizowany, ale zgłosił się do wojska na ochotnika. Wzięty do niewoli sowieckiej, zginął w Starobielsku.
          Józek tymczasem rwał się do walki. Rodzice jednak postawili twardy warunek, że najpierw musi zdobyć jakokolwiek wykształcenie. Dokonał tego na tajnych kompletach, a zaraz potem udał się do majątku Dańków w powiecie grójecko-wareckim, gdzie ukończył podchorażówkę. Jednocześnie nawiązał kontakt z lokalnymi oddziałami dywersyjno-bojowymi. Nosił wówczas pseudonim "Zawisza".
          W 1943 roku został zdekonspirowany przez Niemców. W obławie zginął jego kolega "Longinus", natomiast "Zawiszy" udało się zbiec. Wtedy z pomocą przyjaciół przedostał się do Kazimierza Mireckiego, komendanta NOW-AK na okręg COP-u. Stąd trafił do oddziału leśnego mjra Franciszka Przysiężniaka "Ojca Jana".
          Tymczasem Zadzierski - senior od 1940 r. usiłował nawiązać kontakt z konspiracyjnymi działaczami na Kresach Wschodnich. Z pierwszej, bardzo ciężkiej wyprawy na Wołyń wrócił, z następnej już nie. Był to straszny cios dla rodziny, a zwłaszcza dla Józka, który był bardzo przywiązany do ojca. Niestety, był to cios nie ostatni - wkrótce w Powstaniu Warszawskim zginie matka, a rodzeństwo znajdzie się w ciężkich tarapatach. Musieli często zmieniać mieszkanie, potracili wszelkie zasoby materialne, a nawet dokumenty i rodzinne pamiątki. Ich życie nabierało niezwykłego tempa i biegło od wypadku do wypadku. Mimo rozsypki, utrzymywali ze sobą sporadyczne kontakty. Józek często przyjezdżał do matki (dopóki żyła), nie zraził się nawet tym, że za kolejnym razem wpadł w "kocioł" urządzony w jego mieszkaniu. Prowadzony przez dwóch gestapowców zdołał wyrwać się i zbiec.
          W połowie 1943r. J. Zadzierski pod nowym pseudonimem "Wołyniak" rozpoczyna partyzancką działalność w OP-44 "Ojca Jana". Był to jeden z największych i najlepiej zorganizowanych oddiałów NOW-AK, przez który przwinęło się blisko 3.000 ludzi. Przy oddziale istniała podchorążówka i szkoła oficerska. Oddział ten ma na swoim koncie wiele sukcesów w walce z niemieckim okupantem, ale też co najmniej jedną dotkliwą porażkę. Było to w okresie Bożego Narodzenia '43, kiedy to jeden jedyny raz zatrzymano się na kilkudniowe kwaterowanie w śródleśnej wsi Graba, około 15 km na południe od Janowa Lubelskiego. 27 grudnia przyjechał tu ks. kapelan Franciszek Lądowicz; szykowano właśnie ołtarz, gdyż tego dnia miał się odbyć ślub dowódcy Fr. Przysiężniaka z Janiną Oleśkiewicz. Miała być wielka feta, tymczasem niespodziewanie na skraju wioski zagdakał erkaem, zaraz potem odezwały się cekaemy, zaświtały pistolety maszynowe, rwały się granaty. Do wsi weszły tyraliery niemieckie. Zaskoczeni partyzanci mieli odciętą drogę do lasu. "Wołyniak" w tym czasie czyścił swój rkm. Usłyszawszy strzały, w mig złożył karabin i wyskoczywszy boso na dwór, jął prażyć Niemców. Dzięki jego brawurze ocalało szefostwo oddziału, ale poległo kilkanaście innych osób. Oddział poniósł klęskę. "Wołyniak" i kilku innych żołnierzy opuściło wtedy oddział, obarczając kierownictwo winą za niefrasobliwość.
          Miesiące partyzanckiej doli dzielił z "Wołyniakiem" zamieszkały obecnie w USA Józef Zawitkowski, który pół wieku później tak scharakteryzował kolegę: "Był jednym z najstarszych stażem partyzantów u Ojca Jana . Nadzwyczaj odważny, ryzykant, nie znający lęku ochotnik na każdą akcję. Ulubioną jego bronią było parabelum szturmowe z długą lufą. Każdą broń potrafił w kilka minut rozłożyć i złożyć z zawiązanymi oczyma! Nigdy nie zawiódł, zawsze można było na niego liczyć."
          Natomiast jeden z przełożonych, major Emil Kubler wspomina; "Od pierwszego wejrzenia "Wołyniak" zaimponował mi swoją dziarską postawą i zachowaniem. Z takimi zapaleńcami-pomyślałem-dobrze mi będzie wojawać w warunkach partyzanckich, oni nie zawiodą." Za swe nieraz krwawe, ale udane akcje, otzrymał od swych przełożonych z NOW nie tylko przydomek "zuchwałego zagończyka", ale też należne mu odznaczenia i awanse do kapitana włącznie (rozkazem d-cy okręgu "Groma"). Niestety, swoimi bohaterskimi czynami naraził się-on i jego ludzie-nie tylko radziecki
          • Gość: pysio Re: My do tych narodow nie musimy należeć. IP: *.alfaks.com 04.06.13, 14:19
            Bitwa pod Kuryłówką 7 maja 1945 roku

            Kuryłówka leży na prawym brzegu Sanu, na północny wschód od Leżajska. Przed wojną zamieszkiwało ją ponad półtora tysiąca osób. Była wsią mieszaną, polsko-ukraińską, w której większość stanowili Polacy.
            We wrześniu 1939 r. okolice Kuryłówki były terenem walk oddziałów Armii "Kraków" z jednostkami Wehrmachtu. Szczęśliwie dla mieszkańców nie spowodowały one większych strat. Okupacja niemiecka zapisała się jednak w historii wioski niezwykle krwawo. We wrześniu 1942 r. niemiecka żandarmeria wspólnie z policją ukraińską aresztowała kilkunastu mężczyzn. Dwunastu z nich straciło życie w obozie koncentracyjnym na Majdanku. Nie były to jedyne ofiary okupanta. Aresztowania i egzekucje miały miejsce również w latach 1943-1944.

            "Wyzwolenie"

            Pod koniec lipca 1944 r. okolice Leżajska zostały opanowane przez Armię Czerwoną. Tempo sowieckiego natarcia było wysokie, udało się uniknąć poważnych zniszczeń zarówno w mieście, jak i w okolicy. W dużym stopniu było to zasługą żołnierzy polskiego podziemia, którzy udzielali pomocy oddziałom sowieckim. Jednym z nich był Józef Zadzierski "Wołyniak", dowódca oddziału partyzanckiego Narodowej Organizacji Wojskowej. To on wskazał Sowietom brody na Sanie w okolicach Leżajska. Wkrótce "Wołyniak" został komendantem milicji w Leżajsku. W następnych tygodniach w rejonie Leżajska rozegrały się wydarzenia typowe dla polskiego lata 1944 roku. W ślad za frontowymi oddziałami Armii Czerwonej szło NKWD, które dokonywało aresztowań żołnierzy Armii Krajowej i przedstawicieli Delegatury Rządu na Kraj. We wrześniu 1944 r. aresztowany został również "Wołyniak". W listopadzie udało mu się zbiec z sowieckiego transportu jadącego z podprzemyskich Bakończyc do kompleksu łagrów Borowicze. Po powrocie w okolice Leżajska "Wołyniak" na nowo zorganizował oddział partyzancki NOW. Zadaniem oddziału było zwalczanie komunistycznego aparatu władzy i jego konfidentów, ekspedycji NKWD, likwidacja byłych współpracowników niemieckiego okupanta oraz obrona ludności polskiej przed atakami oddziałów OUN-UPA.

            Przypadek "Wołyniaka" nie był niczym wyjątkowym. W podobnej sytuacji znalazły się setki żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego. Co gorsza, oprócz NKWD oraz rodzimych komunistów pojawił się nowy wróg. Od jesieni 1944 r. nacjonalistyczne podziemie ukraińskie podjęło intensywne prace nad tworzeniem własnych oddziałów zbrojnych, które wkrótce rozpoczęły akcję terrorystyczną wobec Polaków zamieszkałych na prawym brzegu Sanu. W tej skomplikowanej sytuacji 26 lutego 1945 r. komendant Okręgu Rzeszowskiego NOW Kazimierz Mirecki wydał rozkaz formalnie wznawiający działalność organizacji, która na tym terenie w zasadzie nie używała nazwy: Narodowe Zjednoczenie Wojskowe, tylko nadal występowała jako Narodowa Organizacja Wojskowa. W połowie marca przy dowództwie Okręgu powołano do życia Komendę Oddziałów Leśnych, którą początkowo kierował kpt. Tadeusz Gryblewski "Ostoja". Komendzie OL podlegało osiem oddziałów. Wśród nich były oddziały: Bronisława Gliniaka "Radwana", Stanisława Pelczara "Majki", Franciszka Szarka "Lisa" i Józefa Zadzierskiego "Wołyniaka".
            Z kolei "spaleni" żołnierze AK z terenu powiatu jarosławskiego, zgodnie z rozkazem dowódcy, kpt. Wojciecha Szczepańskiego, kierowali się do leśnego obozu w pobliżu wsi Przymiarki (na północ od Sieniawy). Mogli oni liczyć na pomoc ze strony okolicznych posterunków MO, które obsadzali żołnierze Armii Krajowej.

            Wiosną 1945 r. lasy były pełne oddziałów partyzanckich. NKWD ze zrozumiałych przyczyn zaciekle zwalczało polską konspirację niepodległościową, nie zawsze jednak miało rozeznanie w terenie. Jedynym pewnym sojusznikiem enkawudzistów był Urząd Bezpieczeństwa. Poparcie pozostałych polskich służb mundurowych nie było już tak oczywiste. Zarówno w milicji, jak i w Wojsku Polskim rzadko akceptowano obecność sowieckich oficerów oraz agresywną propagandę przeciwko legalnym władzom RP. W wojsku permanentnie trwały aresztowania żołnierzy i oficerów, podejrzewanych o służbę w Armii Krajowej. Rozlała się fala dezercji. Sowieci nie mogli być pewni nawet pretorianów nowej władzy, jakimi były tworzone na wzór sowieckiego NKWD Wojska Wewnętrzne (późniejszy Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego), których zadaniem miało być przede wszystkim zwalczanie podziemia niepodległościowego. Na przykład 23 kwietnia 1945 r. z Lubaczowa zdezerterowali żołnierze 2. Samodzielnego Batalionu Operacyjnego (SBO) Wojsk Wewnętrznych.

            Wkroczenie "sojusznika naszych aliantów" - jak zwykło się określać Armię Czerwoną - nie poprawiło bezpieczeństwa polskich mieszkańców Kuryłówki. Sowieci faworyzowali ludność ukraińską. Czy wpływ na to miały więzi narodowe części czerwonoarmistów, czy może chęć wykorzystania miejscowych Ukraińców w zwalczaniu polskiego podziemia, odpowiedzieć definitywnie nadal nie jesteśmy w stanie.

            6 marca 30-osobowa grupa czerwonoarmistów i Ukraińców z Kulna dokonała napadu na posterunek MO w Kuryłówce. W chwili napadu na posterunku przesłuchiwano Ukraińca, b. funkcjonariusza policji niemieckiej (Schupo). Napastnicy rozbroili i obrabowali posterunek, zabrali z sobą aresztanta, a w drodze powrotnej obrabowali mieszkańców Kuryłówki, zabijając dwie osoby.

            19 marca w Kuryłówce doszło do starcia oddziałów NOW z mieszanym zgrupowaniem ukraińsko-sowieckim. Ukraińcy z sąsiedniego Kulna wspólnie z żołnierzami sowieckimi wkroczyli do Kuryłówki, aby zabrać lub zniszczyć mienie pozostawione przez wysiedlonych na sowiecką Ukrainę. Część kulneńskich Ukraińców była ubrana w mundury Armii Czerwonej. Oddział ów zastrzelił dwie osoby i zaczął podpalać zabudowania. Strzelanina zaalarmowała stacjonujący w Tarnawcu oddział "Wołyniaka", którego dowódca w tym dniu wyprawiał imieniny. Do akcji włączyły się również oddziały NOW "Lisa" i "Majki". Kontratakiem wyparto napastników z wioski, a walki przeniosły się do sąsiedniego Kulna. W jej trakcie zginęło nieco ponad dwudziestu ukraińskich mieszkańców tej wsi (w tym co najmniej dwóch członków bojówki OUN) oraz prawdopodobnie czterech żołnierzy sowieckich. Wieś niemal doszczętnie spłonęła. Oddział sowiecki uciekł samochodami w stronę wsi Naklik. Porażkę w Kulnie Sowieci powetowali sobie niespełna tydzień później w sąsiedniej Brzyskiej Woli. 24 i 25 marca 1945 r. NKWD spacyfikowało tę wieś, zabijając siedem osób.

            Kwiecień 1945 r. upłynął pod znakiem eskalacji konfliktu ukraińsko-polskiego na prawym brzegu Sanu. Doszło do czystki etnicznej w Lasach Sieniawskich, ataku UPA na Wiązownicę (17 kwietnia 1945 r.) i polskiej akcji odwetowej w Piskorowicach (18 kwietnia 1945 r.). Pod koniec kwietnia dowództwo nad Oddziałami Leśnymi NOW objął mjr Franciszek Przysiężniak ps. "Ojciec Jan". Przysiężniak miał duże doświadczenie w dowodzeniu oddziałami partyzanckimi - od 1943 r. dowodził zgrupowaniem AK-NOW na pograniczu Lasów Janowskich i Puszczy Solskiej. Pod koniec kwietnia 1945 r., dowodząc OL NOW, przeprowadził akcję pacyfikacyjną na jarosławskim Zasaniu i w rejonie Oleszyc. Po zakończeniu operacji zgrupowanie przeszło do rejonu Ożanna-Kuryłówka.

            Bitwa

            2 maja 1945 r. w Biłgoraju zdezerterował 3. Samodzielny Batalion Operacyjny Wojsk Wewnętrznych. W pościg za dezerterami wyruszył batalion 11. pułku pogranicznego NKWD. Obszar poszukiwań sukcesywnie rozszerzano. Po raz kolejny Sowieci wykorzystali w realizacji swoich celów Ukraińców. Paradoksem było to, że tym razem u boku NKWD znalazły się osoby, które jeszcze rok wcześniej służyły w oddziałach policyjnych u boku hitlerowskich Niemiec.

            6 maja 1945 r. do Cieplic wkroczył oddział NKWD, którego przewodnikiem był Stepan Wołczasty z Piskorowic - członek UPA i były policjant ukraiński. Sowieci wdarli się na posterunek MO i uprowadzili czterech przebywających w nim wówczas milicjantów, których następnie prawdopodobnie zamordowali. W trakcie napadu doszło do wymiany ognia między pozostałymi cieplickimi milicjantami a oddziałem sowieckim. Tego samego dnia niewielki oddział rozpoznawczy do
            • Gość: pysio Re: My do tych narodow nie musimy należeć. IP: *.alfaks.com 04.06.13, 14:31
              2 maja 1945 r. w Biłgoraju zdezerterował 3. Samodzielny Batalion Operacyjny Wojsk Wewnętrznych. W pościg za dezerterami wyruszył batalion 11. pułku pogranicznego NKWD. Obszar poszukiwań sukcesywnie rozszerzano. Po raz kolejny Sowieci wykorzystali w realizacji swoich celów Ukraińców. Paradoksem było to, że tym razem u boku NKWD znalazły się osoby, które jeszcze rok wcześniej służyły w oddziałach policyjnych u boku hitlerowskich Niemiec.

              6 maja 1945 r. do Cieplic wkroczył oddział NKWD, którego przewodnikiem był Stepan Wołczasty z Piskorowic - członek UPA i były policjant ukraiński. Sowieci wdarli się na posterunek MO i uprowadzili czterech przebywających w nim wówczas milicjantów, których następnie prawdopodobnie zamordowali. W trakcie napadu doszło do wymiany ognia między pozostałymi cieplickimi milicjantami a oddziałem sowieckim. Tego samego dnia niewielki oddział rozpoznawczy dotarł do Kuryłówki, został jednak przepędzony przez ogień karabinów maszynowych zgrupowania "Ojca Jana". Starcie z Sowietami było jednak nieuchronne.

              Rankiem 7 maja 1945 r. w kierunku Kulna wyruszył patrol żołnierzy z oddziału "Majki". Przed Kulnem natknął się na tyralierę sowiecką. Odgłos wystrzałów zaalarmował żołnierzy "Radwana", którzy stanowili ubezpieczenie Kuryłówki. Nie mając wyraźnego rozkazu, "Radwan" zaczął się wycofywać. Odwrót został wstrzymany w centrum wsi, kiedy na pole bitwy przybył "Ojciec Jan".
              Oddział "Radwana" otrzymał rozkaz obrony okolic szkoły i budynku gminy. Atakom sowieckim opierał się przez blisko godzinę, po czym otrzymał wsparcie oddziału "Majki", ściągniętego do Kuryłówki z sąsiedniego Tarnawca. Natarcie sowieckie załamało się. Nastąpiło przegrupowanie oddziałów NKWD, które chciały okrążyć obrońców od strony Sanu. I ten atak sowiecki został odparty, tym razem przez oddział "Wołyniaka", który zdążył w porę dotrzeć z Ożanny. Ciągłe walki trwały blisko siedem godzin, do godziny 13.00. Około godziny 15.00 Sowieci jeszcze raz próbowali złamać opór, atakując frontalnie od strony lasu na północny wschód od Kuryłówki. I to natarcie załamało się w ogniu broni maszynowej.

              Późnym popołudniem, spodziewając się kolejnego ataku, "Ojciec Jan" wydał rozkaz wycofania się z wioski. Oddział "Majki" wycofał się w rejon Przychojca, oddział "Radwana" na południe, w kierunku Jarosławia; "Wołyniak" ze swoimi ludźmi odskoczył na lewy brzeg Sanu w okolice Grodziska Dolnego. Wraz z oddziałami NOW Kuryłówkę opuściła część jej mieszkańców. Słusznie przeczuwano, że Sowieci będą chcieli się zemścić na ludności cywilnej za porażkę poniesioną z rąk partyzantów.

              Straty sowieckie były wysokie. Nadal nie dysponujemy dokładnymi ustaleniami w tej kwestii. W dokumentach i relacjach najczęściej pojawia się liczba około 57 zabitych enkawudzistów. Ze strony NOW poległo siedmiu żołnierzy, zaś pięciu zostało ciężko rannych.

              8 maja 1945 r. do Kuryłówki wkroczyła ekspedycja NKWD. Sowieci zamordowali osiem osób. Spalono zabudowania wioski. Tego samego dnia inny oddział NKWD, prowadzony przez wspomnianego wcześniej Stepana Wołczastego, wkroczył do Przymiarek, gdzie zastrzelił siedem osób. W Przymiarkach enkawudzistom pomagali Ukraińcy "z lasu". Akcja na Przymiarki nie była dziełem przypadku - pięć dni wcześniej odprawiona tam została uroczysta Msza Święta z okazji Święta 3 Maja, w której uczestniczyły oddziały Jana Totha "Mewy" i por. Ludwika Reichla "Podhalanina".

              14 maja 1945 r. NKWD rozbiło posterunek MO w Majdanie Sieniawskim. W wiosce enkawudziści dopuścili się gwałtów.
              Komenda Okręgu NOW kilka tygodni po pacyfikacji Kuryłówki przez NKWD wypłaciła mieszkańcom wsi zapomogi, przeznaczając na nie część pieniędzy zdobytych w akcji ekspropriacyjnej na bank w Przemyślu, przeprowadzonej 26 czerwca 1945 roku.

              Przez kilkadziesiąt lat bitwa pod Kuryłówką otoczona była milczeniem. Do dzisiaj w wiosce nie ma symbolu upamiętniającego tamte wydarzenia. O bitwie pod Kuryłówką przypominają rozsiane na kilku cmentarzach mogiły poległych wówczas żołnierzy polskiego podziemia oraz groby na cmentarzu w Tarnawcu, w których pochowano mieszkańców Kuryłówki pomordowanych nazajutrz po bitwie przez NKWD.

              (przedruk z dodatku historycznego IPN do Naszego Dziennika, 2/2008 r. )
              Mamy klasyczny przykład jak mendy propagandowe z minionej epoki przedstawiały "fakty". Smutne akurat jest to że niektórym czas zatrzymał się i dalej postępują jak klasyczny propagator już dawno zamkniętych ideologii!!! Panie szperacz i tysiąc innych nicków czy nie lepiej poszperać w nosie niż się tu przedstawiać za kompletnego młota połączonego z betonem i fanatyka okresu który dawno minął i ma znikome szanse na powrót?
              • jesus33 Re: My do tych narodow nie musimy należeć. 04.06.13, 14:45
                Pysiu przymknij się na litość boską! :-) Nie musisz wszystkich obrażać, ani nie musisz wszędzie widzieć spisków, i wyprowadź lepiej pieska na spacer póki nie pada, a ulice nie pływają.
    • matlak2 Re: Urząd Miejski.Bandyta wzorem dla mieszkańców 04.06.13, 15:48
      Mamy, i słusznie, pretensje do Ukraińców o gloryfikację i pomniki dla dowódców UPA, a co sami robimy? Czym sie różniło wymordowanie niewinnych Polaków od mordu na równie niewinnych Ukraińcach? Takich ludzi, jak "Wołyniak" nie powinno się stawiać na piedestał, bo ich "dokonania" są bardzo kontrowersyjne i często mają kontekst prywatnej zemsty, albo - co tu mówić - charakter wybitnie rabunkowy. Podobnie z hołubionym przez śp. prezydenta L. Kaczyńskiego "Ogniem" (ok. 900 wymordowanych górali, Żydów i Słowaków plus kilkadziesiąt gwałtów na co bardziej urodziwych góralkach), odpowiedzialnym za wymordowanie Pawłokomej "Wacławem", "Sępem" (Dorosz?) - katem m.in. ukraińskich mieszkanców Skopowa, Kisielem - odpowiedzialnym za wymordowanie mieszkańców Małkowic, Janem Kutwickim - komendantem MO w Bobrownicy, dokonującym pogromów ukraińskiej ludności okolicznych wiosek itd.itd.
      W żadnym stopniu nie rozgrzeszają ich osobiste tragedie i krzywdy doznane ze strony Ukraińców (np. żonę "Wacława" zabiła UPA). Zemsty mogli szukać w walce z uzbrojonym przeciwnikiem, a nie w egzekucjach bezbronnych cywilów - od niemowlęcia po niedołężnego starca. I ile jestem w stanie przełknąć np. fakt wymordowanie wziętych do niewoli żołnierzy wroga (np. 22 członków UPA w Birczy), to "popis" Wołyniaka w Piskorowicach uważam za wyjątkowo haniebny i godny sądu wojskowego.
      Do dziś, podobnia jak czyny ukraińskich "bohaterów" UPA, dokonania "bohaterów" a'la Wołyniak są najwiekszą przeszkodą w osiągnięciu normalnych relacji z Ukrainą. Czy się nam to podoba, czy nie, kiedyś musimy do tego dojść, bo innego wyjścia nie ma.
      Bohaterom pokroju Wołyniaka, Ognia, Wacława itp. oraz ich ukraińskim odpowiednikom niech ziemia lekką będzie (niektórym bym jednak powiedział - ch... wam na grób). Nie wygrzebujmy ich na siłę z archiwów, niech te upiory upiornej przeszłości odejdą z naszej zbiorowej pamięci raz na zawsze.
      • Gość: dark Bandyta wzorem dla mieszkańców IP: *.dynamic.chello.pl 04.06.13, 17:11
        Tyle się tutaj pisze o niskiej kondycji władz lokalnych w mieście i powiecie. Ale to zależy w swej bazie od zasad moralnych rządzących lokalną społecznością.. A u nas króluje niestety "moralność Kalego".
    • Gość: Spokojny. Miłe i budujące na przyszłość. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.13, 17:40
      Przygadał kocioł garnkowi.
      Przez przypadek czy też świadomie nasza administracja samorządowa pokazała swoją prawdziwą twarz.Wszystko wskazuje ,że świadomie.
      Nie wiem,czy pozostanie to bez echa.
      Naprawdę jest to wyjątkowo miłe i budujące na przyszłość.Komu i do czego jest to potrzebne.
      Przerabialiśmy już to.
      Ostatnio to nam nie wyszło i zakończyło sie dla nas bardziej niż tragicznie.
      • Gość: pysio Re: Miłe i budujące na przyszłość. IP: *.alfaks.com 04.06.13, 20:47
        Czytając wypowiedzi ukraińców mam wrażenie że ich oburzenie na działalność żołnierzy wyklętych jest tak pełna fałszu i obłudy jak i ich gadki o bohaterstwie bandery czy upa. Z tego co wiemy o działalności upowców to taki Ogień czy Wołyniak wg wzorów upowskich byłby przez nich zatłuczony za brak aktywności!!! Jeśli poczytamy sobie o "bohaterskich" wyczynach sotennych z upa to tam każdego można obciążyć winą za wymordowanie tysięcy zupełnie niewinnych ludzi. W przypadku Wołyniaka nie ma nawet pewności czy te przypisane mu ofiary to nie byli banderowcy lub ich współpracownicy? Do taktyki upa należało zaczajenie się w domach jakiejś wioski i podstępny atak. W takim razie nie do uniknięcia są ofiary ludności cywilnej. Ta propagandowa menda napisała że zabijał dzieci i starców? Nigdzie nie doszukałem się najmniejszej wzmianki o tym nie licząc materiałów z nkwd i banderowskich. Reasumując to jest jasne że neobanderowiec który ten artykuł napisał nie może przeboleć że znalazł sie ktoś - kto nie dał się zaszlachtować i paru kolesi wysłał do piachu.
      • jesus33 Re: Miłe i budujące na przyszłość. 04.06.13, 20:52
        Przeszłości już się nie zmieni, niestety. Natomiast na przyszłość mamy ogromny wpływ. Dlatego proponuję pracownikom Wydziału Promocji UM, aby w końcu zajęli się promocją naszego miasta,a nie tylko działaniami pozornymi które nic nie wnoszę do tego, aby to miasto było bardziej zauważalne. Trochę fajki, trochę miodu, trochę fortów (o które i tak się nie dba), trochę idioty Szwejka, trochę wątpliwych bohaterów. To jest promocja naszego miasta w Polsce i na świecie. Do roboty Panowie!!! To że macie stałe pensje i pracę od do niezwalenia Was z obowiązków.
        • Gość: pysio Re: Miłe i budujące na przyszłość. IP: *.alfaks.com 04.06.13, 21:21
          Artur Brożyniak, historyk pracujący w oddziale IPN w Rzeszowie, opublikował w „Naszym Dzienniku” z 28 marca 2008 roku artykuł: „Masowy mord w Baligrodzie 6 sierpnia 1944 r.”.
          W niedzielę, 6 sierpnia 1944 r., na miasteczko Baligród w Bieszczadach napadła Ukraińska Armia Powstańcza dokonując masowego mordu na 42 polskich mieszkańcach.
          Niestety, tezy Brożyniaka wpisują się dokładnie w banderowską interpretację ludobójstwa dokonanego na ludności polskiej przez faszystów ukraińskich z OUN-UPA. Twierdzą oni, że nie było żadnego ludobójstwa, ale odwetowa „depolonizacja etnicznych ziem ukraińskich”. Rzeź ludności polskiej na Wołyniu, Podolu, Pokuciu, Lubelszczyźnie i w Bieszczadach była „odwetem” za ucisk stosowany przez administrację II Rzeczpospolitej na mniejszości ukraińskiej. Jest to oczywiste fałszerstwo historyczne, gdyż władze polskie reagowały tylko na akcje terrorystyczne dokonywane przez bojówki nacjonalistów ukraińskich na terytorium Państwa Polskiego. Walka z terroryzmem i zapewnienie bezpieczeństwa państwa i obywateli należy do obowiązku każdej wybranej demokratycznie władzy. Obecnie czyni to chociażby Hiszpania zwalczając terrorystów baskijskich. Jest oczywiste, że terroryści zawsze podają jakieś „szlachetne” cele, głownie hasła wolnościowe, w tym narodowowyzwoleńcze. Takie też hasła mają stać się przykrywką dla zbrodni dokonanych przez faszystów ukraińskich, chociaż zbrodnie te w linii prostej wynikały z przyjętej przez Organizację Nacjonalistów Ukraińskich doktryny Dmytra Doncowa. Jeżeli ktoś nie zna tej doktryny i nie wie, że to ona stanowiła ideologiczną podstawę działań OUN-UPA, to oczywiście jest w stanie głosić idiotyzmy o „depolonizacji”, o „ukraińskich akcjach odwetowych”, „bratobójczych walkach” itp. Doktryna ta zakładała „w imię bytu nacji ukraińskiej” wymordowanie na spornych terenach, które OUN-owcy uznali za ukraińskie, wszystkich mieszkających tutaj pozostałych nacji, tj. Żydów, Polaków, Rosjan, Ormian itd. Stąd wytaczane argumenty „rewanżu”, czy „odwetu” są zwykłą zasłoną dymną. Jest to perfidne oszustwo intelektualne niosące ze sobą deprawację moralną. Ponadto, tak naprawdę, nie może być żadnego uzasadnienia dla zbrodni, w tym dla ludobójstwa.


          Historyk z IPN pisze powołując się na banderowca biorącego udział w napadzie, czyli na ukraińskiego zbrodniarza: Istnieją dwie wersje tłumaczące przyczyny mordu. Według członka UPA Iwana Krywuckiego "Arkadija", napad na mieszkańców Baligrodu był formą represji wobec "polskich bojówkarzy" z tej miejscowości za atak, wspólnie z partyzantami sowieckimi, na Stężnicę 4 sierpnia 1944 roku. Rozstrzelano wówczas rzekomo 16 aktywnych banderowców i spalono 40 domów. Według pracy "Stosunki polsko-ukraińskie po wybuchu II wojny światowej" ks. Władysława Piętowskiego, "4 sierpnia w Stężnicy pojawiła się sowiecka partyzantka Wiaczesława Kwityńskiego, a ponieważ zastrzelono tam jednego z tych partyzantów, Rosjanie spalili kilkanaście domów i zastrzeli kilku Ukraińców". Krywucki uważa, że liczba ofiar w Baligrodzie została zawyżona przez Polaków. Druga z wersji zakłada, że napad na Stężnicę był tylko pretekstem do mordu na Polakach w Baligrodzie. Ukraińskie podziemie zamierzało zmusić polskich mieszkańców do opuszczenia Bieszczad.
          Trudno jest zrozumieć, dlaczego historyk z IPN powołuje się na słowa mordercy. Czy opisując niemieckie pacyfikacje polskich wsi historycy z IPN będą zobligowani uwzględniać „wersje tłumaczące przyczyny mordu” podawane przez hitlerowskich esesmanów? A „wersje tłumaczące przyczyny” holokaustu będą pochodzić z ust gestapowców i strażników w obozach zagłady? Czy relatywizacja zbrodni dotyczy tylko tych, dokonanych przez nacjonalistów ukraińskich? I dlaczego tylko tych?
          Trzeba naprawdę dokonywać karkołomnych akrobacji semantycznych (czyli manipulacji), aby wiązać atak partyzantów sowieckich na zgrupowane siły UPA w Stężnicy z odwetem UPA dokonanym na ludności polskiej w Baligrodzie. Czy aby na pewno nie był to odwet za najazd Tatarów na Księstwo Kijowskie?
          Brożyniak podaje historię powstania kurenia, który dokonał mordu w Baligrodzie. Warto zwrócić uwagę, że został on utworzony głownie z ukraińskich policjantów będących na służbie niemieckiego okupanta i pomagających mu w terroryzowaniu polskiego społeczeństwa. Współudział ukraińskiej policji (w tym także kryminalnej oraz gestapo) w okupacji, terrorze i zbrodniach niemieckich dokonanych na Polakach był więc ogromny. Ten niemiecko-ukraiński terror objął około 3,5 miliona Polaków w województwach kresowych oraz na Lubelszczyźnie i na Podkarpaciu.
          Włodzimierz Szczygielski, komendant posterunku policji ukraińskiej współpracującej z Niemcami w Medyce (koło Przemyśla), dostał rozkaz dezercji i razem z załogą posterunku podążył w Bieszczady. Po drodze przyłączyła się do niego spora grupa byłych ukraińskich policjantów. 5 sierpnia w Żernicy Wyżnej grupa Szczygielskiego połączyła się z dwiema sotniami (kompaniami) UPA. Pierwsza z nich składała się z byłych miejscowych ukraińskich policjantów (tzw. siczowników), a dowodził nią Wasyl Szyszkanynec "Bir", komendant policji w Komańczy. Drugą, powstałą w pobliżu wsi Jamna Górna (koło Arłamowa), dowodził "Łys". W sotni tej było również sporo ukraińskich policjantów z powiatu przemyskiego i dobromilskiego. Z ludzi przybyłych do Żernicy Wyżnej sformowano kureń (batalion). Dowódcą z nominacji miejscowych władz OUN został Szczygielski, który przyjął pseudonim "Burłaka". Kureń składał się z trzech sotni, po 70 ludzi każda. Na dowódców sotni wyznaczono: "Burłakę", "Bira" i "Puhacza" (Włodzimierza Kaczora). Wkrótce OUN wydała odezwy nakazujące Polakom opuszczenie "terenów ukraińskich" pod groźbą śmierci.
          Nie były to pogróżki bez pokrycia. 30 lipca 1944 r. banderowcy uprowadzili i zamordowali 11 Polaków, mieszkańców Średniej Wsi. Pod wpływem tych wiadomości część Polaków uciekła z Baligrodu do Leska, pozostali szukali porozumienia ze społecznością ukraińską. Administrator miejscowej parafii ks. Józef Miezin, adwokat dr Stanisław Śmietana i sędzia dr Stefan Schlarp udali się do przedstawiciela baligrodzkich Ukraińców aptekarza Osiadacza. Obiecał on, że miejscowi Ukraińcy nie zaatakują swoich sąsiadów. Zastrzegł przy tym, że nie może ręczyć za zbrojne grupy ukraińskiego podziemia, które napłynęły na teren Bieszczad z zewnątrz. 3 sierpnia delegatom polskiej społeczności z Baligrodu udało się nawiązać rozmowy z grupą UPA w Stężnicy, prawdopodobnie z sotnią "Bira". Sotenny "Bir" rzekomo przyjął reprezentantów życzliwie, a nawet ręczył słowem honoru, że nie ma wrogich zamiarów wobec Polaków. Delegaci uspokojeni wrócili do miasteczka, chociaż miejscowy lekarz Rusin, dr Kuźmak radził Polakom, by nie wierzyli w te zapewnienia i mieli się na baczności. 3 lub 4 sierpnia został uprowadzony i zamordowany przez UPA mieszkaniec Baligrodu Jan Szpot. 4 sierpnia 1944 r. Sowieci w odwecie za zabicie partyzanta zastrzelili kilku Ukraińców - mieszkańców Stężnicy.
          Jan Szpot nie był sowieckim partyzantem. Upiwcy ostrzelali przechodzący przez Stężnicę oddział partyzantki sowieckiej, wywiązała się walka, zginęło kilku upowców. To wszystko. Polacy nie mieli z tym nic wspólnego.
          Brożyniak pisze dalej: 5 sierpnia nieznany z imienia i nazwiska, posługujący się ps. "Bohdan", referent wojskowy wyznaczył "Burłace" zadanie rozstrzelania w Baligrodzie około 40 osób, których nazwiska znajdowały się na liście proskrypcyjnej. Sporządził ją prowidnyk rejonowy "Prostił" ("Ihor"). /.../ Po godzinie ósmej rozstrzelano mężczyzn zgromadzonych w pobliżu kościoła w Baligrodzie. Pojedyncze osoby zabito na ulicach i na terenie ich własnych posesji. Rzekomo zabójstw miano dokonywać według listy sporządzonej przez "Prostiła". Jednak nie zachowało się świadectwo, że któregoś mężczyznę Polaka po wylegitymowaniu puszczono wolno.
          Historyk IPN nie podał danych „Prostiła̶
          • darino Miłe i budujące 04.06.13, 22:37
            A dlaczego zaatakowano Baligród ? Bo kilka dni wcześniej polska banda z Baligrodu zaatakowała Stężycę.
            Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe ...
    • darino Urząd Miejski wzorem dla mieszkańców 04.06.13, 22:39
      Przemyśl powinien zastosować sankcje wobec Ukrainy, jak już drzewiej bywało. Efektem jest autostrada przez Korczową :)
      • Gość: pysio Re: Urząd Miejski wzorem dla mieszkańców IP: *.alfaks.com 04.06.13, 23:01
        Naucz się czytać ze zrozumieniem darino! Taki neobanderowiec nigdy nie bierze realiów pod uwagę dla niego jedynym wykładnikiem jest propaganda bunkrowa! Główna taktyka upa to wciąganie ludności cywilnej do mordowania. Cel jasny. Oni byli przekonani że zmuszeni do bestialstw z obawy przed odpowiedzialnością będą walczyć do upadłego. Terror w stosunku do własnych obywateli w przypadku odmowy był straszny. Oblicza się że zginęło około stu tysięcy Ukraińców którzy nie podzielali poglądów siepaczy nacjonalistycznych. Przy tej skali polskie odwety naprawdę trudno zauważyć.
        • darino Re: Urząd Miejski wzorem dla mieszkańców 04.06.13, 23:08
          Może w Korczowej nie mordują.
      • Gość: leon Re: Urząd Miejski wzorem dla mieszkańców IP: *.play-internet.pl 04.06.13, 23:15
        czytam i nie mogę wyjść z podziwu. pisze IPN-owiec, pisze polak narodowości ukraińkiej i pisze polak. fakty takie są jakie były. mówi się o mordach upa na wołyniu, a zapomina się o mordach w małpolsce wschodniej, podolu i pokuciu. gloryfikuje się niektórych tzw. żołnierzy wyklętych a niektórych pomija. wiekszość z nich to byli pospolici bandyci mówiąc delikatnie, którzy nie ukraińców ale swoich mordowali i rabowali. trzeba mieć dystans do tych wydarzeń i wysłuchać wszystkich, a nie bazować na sterotypach patriotyczno-martyrologicznych bez zgłębiania wiedzy i badań naukowych opartych nie tylko na dokumentach na których najłatwiej zrobić doktorat jak w IPN.
    • Gość: mat120 Re: Urząd Miejski.Bandyta wzorem dla mieszkańców IP: *.dynamic.chello.pl 04.06.13, 23:56
      Jak się czyta takiego oszołoma to od razu wiadomo z kim się ma do czynienia. Nie dziwię się, że sierotki po różnych azjatyckich zdziczałych barbarzyńcach typu Bandera, Szuchewycz itp. nie czują do niego sympatii bo nieźle dał im w doopę. I chociażby tylko za to należy mu się wdzięczność i uznanie. I żadna sierotka po psychopatach upowskich tego nie zmieni.
      Wielka szkoda, że podobnych Wołyniaków w tych czasach było tak mało. Wołyniak był znienawidzony przez komunistów i dlatego przypisywano mu wszelkie możliwe niecne czyny, fabrykując przy okazji różne „dokumenty” mające świadczyć o jego zbrodniach.
      Dziś „dokumentami” tymi , w tym samym zresztą celu co komuniści, posługują się inni jego wrogowie. I nie tylko jego zresztą.
      Np. „dokument” zwany zaświadczeniem GRN pochodzący z maja1957r. (sic!) a stworzony przy okazji procesu członka niepodległościowego podziemia dotyczący Piskorowic.
      Stosowne „zaświadczenie”, wg politycznego zapotrzebowania władzy ludowej, opiewa na 700 ofiar.
      Stworzony z tej samej okazji, dwa lata później, przez Komendę Powiatową w Leżajsku inny „dokument” zwany zaświadczeniem wymienia już liczbę tylko 120 osób. Żaden z nich nie nazywa po imieniu rozstrzelanych w Piskorowicach. Czynią to dopiero H. Komański i Sz.
      Siekierka w swojej monumentalnej, dokumentacyjnej pracy „Ludobójstwo w woj. lwowskim”.
      Na str. 272 czytamy : „w marcu 1945 r. oddział „Wołyniaka” dokonał akcji obronno-odwetowej i rozstrzelał 85 Ukraińców, członków SKW i UPA z Piskorowic za to, że brali udział w napadach, rabunkach i mordowaniu Polaków w pow. Jarosław.”
      Wcześniej, na początku stycznia 1945r. miejscowi nacjonaliści wzmogli terror wobec miejscowych Polaków, zawieszając na polskich domach wezwania do opuszczenia wsi pod groźbą utraty życia.
      Piskorowice były siedzibą silnego SKW a akcja Wołyniaka spowodowana została interwencją polskich mieszkańców Piskorowic i była odpowiedzią na antypolską działalność oddziału UPA utworzonego z ukraińskich mieszkańców Piskorowic, który działał w okolicach Radawy.
      Kto wiatr sieje….. .
      • Gość: pysio Re: Urząd Miejski.Bandyta wzorem dla mieszkańców IP: *.alfaks.com 05.06.13, 06:41
        Wirtuozeria zbrodni
        - co najmniej 136 metod tortur -
        O swoistej "wirtuozerii zbrodni" pisze dr Aleksander Korman w swoim referacie "Ukraińska Powstańcza Armia na terenach II Rzeczypospolitej Polskiej i jej stosunek do ludności polskiej" , opublikowanym w czasopiśmie "Na Rubieży" Nr 35/1999.

        "Depolonizacja ziem wschodnich, rozpoczęta jeszcze za czasów I Rzeczypospolitej Polskiej, od pierwszego rozbioru Polski -1772 roku przez zaborców: rosyjskiego i austriackiego, była później konsekwentnie stosowana i zakończona już na terytorium II Rzeczypospolitej Polskiej przez terrorystów OUN-UPA, w zasadzie w roku 1945.

        W rezultacie zabójstw indywidualnych, a potem mordów zbiorowych i rzezi kresowej ludności polskiej, terroryści OUN, a później OUN-UPA w okresie II wojny światowej - w latach 1939-1945 i jeszcze kilka lat po jej zakończeniu, zabili - przyjmując szacunkowo - około 500.000 Polaków, przy czym większość zginęła w tak straszliwych okolicznościach i z zastosowaniem tak wymyślnych tortur, przede wszystkim fizycznych, a niekiedy i psychicznych, że cywilizowany człowiek XX w. nie może tego pojąć i w to uwierzyć. Oprawcy OUN-UPA zabijali z chęci i potrzeby zabijania, aby drwić i rozkoszować się bestialskim okrucieństwem swoim, aby upajać się widokiem tortur, męczarnią zarówno dorosłych jak i dzieci oraz rozpaczą bezbronnych ofiar.

        Znany rosyjski literat Aleksander Sołżenicyn wymienił ponad 50 metod tortur stosowanych w śledztwie przez NKWD np. zdejmowanie paznokci czy przypalanie ciała rozpalonym papierosem. Członkowie OUN-UPA - banderowcy prześcignęli znacznie NKWD stosując o wiele liczebniejsze i okrutniejsze rodzaje tortur wobec Polaków a niekiedy i wobec swoich rodaków nie akceptujących ich zbrodnicze praktyki. W UPA występowała w zasadzie solidarność zbrodnicza wśród jej członków. Każdy kandydat na członka UPA musiał najpierw dokonać zbrodni zabójstwa "Lacha" np. w mieszanym małżeństwie polsko-ukraińskim zabić matkę Polkę lub ojca Polaka, względnie kogoś wskazanego np. dziecko, aby móc być dopuszczonym do złożenia przysięgi i zostać członkiem UPA. Różnorodność stosowanych wobec Polaków tortur i okrucieństw, a także pozbawienie życia przez zastrzelenie, nie było dowolne według uznania sprawcy. Z reguły rodzaj tortur czy okrucieństwa był ustalany przez banderowski tzw. komitet rewolucyjny.

        Dla przykładu, wymienię - na życzenie - niektóre przypadki stosowanych - przez terrorystów OUN-UPA -w praktyce tortur fizycznych i okrucieństw, wobec mężczyzn, kobiet i dzieci narodowości polskiej, jakie stwierdziłem w wyniku wieloletnich niezależnych prac badawczych:

        1. Wbijanie dużego i grubego gwoździa do czaszki gtowy.

        2. Zdzieranie z głowy włosów ze skórą (skalpowanie).

        3. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czaszkę głowy.

        4. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czoło.

        5. Wyrzynanie na czole „orła".

        6. Wbijanie bagnetu w skroń głowy.

        7. Wyłupywanie jednego oka.

        8. Wybieranie dwoje oczu.

        9. Obcinanie nosa.

        10. Obcinanie jednego ucha.

        12.Obrzynanie obydwu uszu.

        13. Przebijanie zaostrzonym grubym drutem ucha na wylot drugiego ucha.

        14. Obrzynanie warg.

        15. Obcinanie języka.

        16. Podrzynanie gardła.

        17. Podrzynanie gardła i wyciąganie przez otwór języka na zewnątrz.

        18. Podrzynanie gardła i wkładanie do otworu szmaty.

        19. Wybijanie zębów.

        20. Łamanie szczęki.

        21. Rozrywanie ust od ucha do ucha.

        22. Kneblowanie ust pakułami przy transporcie jeszcze żywych ofiar.

        23. Podcinanie szyi nożem lub sierpem.

        24. Zadawanie ciosu siekierą w szyję.

        25. Pionowe rozrąbywanie siekierą głowy.

        26. Skręcanie głowy do tyłu.

        27. Robienie miazgi z głowy przez wkładanie głowy w ściski zaciskane śrubą.

        28. Obcinanie głowy sierpem.

        29. Obcinanie głowy kosą.

        30. Odrąbywanie głowy siekierą.

        31. Zadawanie ciosu siekierą w szyję.

        32. Zadawanie ran kłutych w głowie.

        33. Cięcie i ściąganie wąskich pasów skóry z pleców.

        34. Zadawanie innych ran ciętych na plecach.

        35. Zadawanie ciosów bagnetem w plecy.

        36. Łamanie kości żeber klatki piersiowej.

        37. Zadawanie ciosu nożem lub bagnetem w serce lub okolice serca.

        38. Zadawanie ran kłutych nożem lub bagnetem w pierś.

        39. Obcinanie kobietom piersi sierpem.

        40. Obcinanie kobietom piersi i posypywanie ran solą.

        41. Obrzynanie sierpem genitalii ofiarom płci męskiej.

        42. Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską.

        43. Zadawanie ran kłutych brzucha nożem lub bagnetem.

        44. Przebijanie brzucha ciężarnej kobiecie bagnetem.

        45. Rozcinanie brzucha i wyciąganie jelit na zewnątrz u dorosłych.

        46. Rozcinanie brzucha kobiecie w zaawansowanej ciąży i w miejsce wyjętego płodu, wkładanie np. żywego kota i zaszywanie brzucha.

        47. Rozcinanie brzucha i wlewanie do wnętrza wrząteku-kipiącej wody.

        48. Rozcinanie brzucha i wkładanie do jego wnętrza kamieni oraz wrzucanie do rzeki.

        49. Rozcinanie kobietom ciężarnym brzucha i wrzucanie do wnętrza potłuczonego szkła.

        50. Wyrywanie żył od pachwy, aż do stóp.

        51. Wkładanie do pochwy - vagina rozżarzonego żelaza.

        52. Wkładanie do vaginy szyszek sosny od strony wierzchołka.

        53. Wkładanie do vaginy zaostrzonego kołka i przepychanie aż do gardła, na wylot.

        54. Rozcinanie kobietom przodu tułowia ogrodniczym scyzorykiem, od vaginy, aż po szyję i pozostawienie wnętrzności na zewnątrz.

        55. Wieszanie ofiar za wnętrzności.

        56. Wkładanie do vaginy szklanej butelki i jej rozbicie.

        57. Wkładanie do analu szklanej butelki i jej stłuczenie.

        58. Rozcinanie brzucha i wsypywanie do wnętrza karmy dla zgłodniałych świń tzw. osypki, który to pokarm wyrywały razem z jelitami i innymi wnętrznościami.

        59. Odrąbywanie siekierą jednej ręki.

        60. Odrąbywanie siekierą obydwóch rąk.

        61. Przebijanie dłoni nożem.

        62. Obcinanie palców u ręki nożem.

        63. Obcinanie dłoni.

        64. Przypalanie wewnętrznej strony dłoni na gorącym blacie kuchni węglowej.

        65. Odrąbywanie pięty.

        66. Odrąbywanie stopy powyżej kości piętowej.

        67. Łamanie kości rąk w kilku miejscach tępym narzędziem.

        68. Łamanie kości nóg w kilku miejscach tępym narzędziem.

        69. Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską, obłożonego z dwóch stron deskami.

        70. Przecinanie tułowia na wpół specjalną piłą drewnianą.

        71. Obcinanie piłą obie nogi.

        72. Posypywanie związanych nóg rozżarzonym węglem.

        73. Przybijanie gwoździami rąk do stołu, a stóp do podłogi.

        74. Przybijanie w kościele na krzyżu rąk i nóg gwoździami.

        75. Zadawanie ciosów siekierą w tył głowy, ofiarom ułożonym uprzednio głową do podłogi.

        76. Zadawanie ciosów siekierą na całym tułowiu.

        77. Rąbanie siekierą całego tułowia na części.

        78. Łamanie na żywo kości nóg i rąk w tzw. kieracie.

        79. Przybijanie nożem do stołu języczka małego dziecka, które później wisiało na nim.

        80. Krajanie dziecka nożem na kawałki i rozrzucanie ich wokół.

        81. Rozpruwanie brzuszka dzieciom.

        82. Przybijanie bagnetem małego dziecka do stołu.

        83. Wieszanie dziecka płci męskiej za genitalia na klamce drzwi.

        84. Łamanie stawów nóg dziecka.

        85. Łamanie stawów rąk dziecka.

        86. Zaduszenie dziecka przez narzucenie na niego różnych szmat.

        87. Wrzucanie do głębinowych studni małych dzieci żywcem.

        88. Wrzucanie dziecka w płomienie ognia palącego się budynku.

        89. Rozbijanie główki niemowlęcia przez wzięcie go za nóżki i uderzenie o ścianę lub piec.

        90. Powieszenie za nogi zakonnika pod amboną w kościele.

        91. Wbijanie dziecka na pal.

        92. Powieszenie na drzewie kobiety do góry nogami i znęcanie się nad nią przez odcięcie piersi i języka, rozcięcie brzucha i wybranie oczu oraz odcinanie nożami kawałków ciała.

        93. Przybijanie gwoździami małego dziecka do drzwi.

        94. Wieszanie na drzewie głową do góry.

        95. Wieszanie na drzewie nogami do góry.

        96. Wieszanie na drzewie nogami do góry i osmalanie głowy od dołu ogniem zapalonego pod głową ogniska.

        97. Zrzucanie w dół ze skały.

        98. Topienie w rzece.
        • Gość: pysio Re: Urząd Miejski.Bandyta wzorem dla mieszkańców IP: *.alfaks.com 05.06.13, 06:47
          99. Topienie przez wrzucenie do głębinowej studni.

          100. Topienie w studni i narzucanie na ofiarę kamieni.

          101. Zadźganie widłami, a potem pieczenie kawałków ciała na ognisku.

          102. Wrzucenie dorosłego w płomienie ogniska na polanie leśnej, wokół którego ukraińskie dziewczęta śpiewały i tańczyły przy dźwiękach harmonii.

          103. Wbijanie koła do brzucha na wylot i utwierdzanie go w ziemi.

          104. Przywiązanie do drzewa człowieka i strzelanie do niego jak do tarczy strzelniczej.

          105. Prowadzenie nago lub w bieliźnie na mrozie.

          106. Duszenie przez skręcanie namydlonym sznurem zawieszonym na szyi, zwanym arkanem.

          107. Wleczenie po ulicy tułowia przy pomocy sznura zaciśniętego na szyi.

          108. Przywiązanie nóg kobiety do dwóch drzew oraz rąk ponad głową i rozcinanie brzucha od krocza do piersi.

          109. Rozrywanie tułowia przy pomocy łańcuchów.

          110. Wleczenie po ziemi przywiązanego do pojazdu konnego.

          111. Wleczenie po ulicy matki z trojgiem dzieci, przywiązanych do wozu o zaprzęgu konnym w ten sposób, że jedną nogę matki przywiązano łańcuchem do wozu, a do drugiej nogi matki jedną nogę najstarszego dziecka, a do drugiej nogi najstarszego dziecka przywiązano nogę młodszego dziecka, a do drugiej nogi młodszego dziecka, przywiązano nogę dziecka najmłodszego.

          112. Przebicie tułowia na wylot lufą karabinu.

          113. Ściskanie ofiary drutem kolczastym.

          114. Ściskanie razem dwie ofiary drutem kolczastym.

          115. Ściskanie więcej ofiar razem drutem kolczastym.

          116. Periodyczne zaciskanie tułowia drutem kolczastym i co kilka godzin polewanie ofiary zimną wodą w celu odzyskania przytomności i odczuwania bólu i cierpienia.

          117. Zakopywanie ofiary do ziemi na stojąco po szyję i w takim stanie jej pozostawienie.

          118. Zakopywanie żywcem do ziemi po szyję i ścinanie później głowy kosą.

          119. Rozrywanie tułowia na wpół przez konie.

          120. Rozrywanie tułowia na wpół przez przywiązanie ofiary do dwóch przygiętych drzew i następnie ich uwolnienie.

          121. Wrzucanie dorosłych w płomienie ognia palącego się budynku.

          122. Podpalanie ofiary oblanej uprzednio naftą.

          123. Okładanie ofiary dookoła słomą-snopem i jej podpalenie, czyniąc w ten sposób pochodnię Nerona.

          124. Wbijanie noża w plecy i pozostawienie go w ciele ofiary.

          125. Wbijanie niemowlęcia na widły i wrzucanie go w płomienie ognia.

          126. Wyrzynanie żyletkami skóry z twarzy.

          127. Wbijanie dębowych kołków pomiędzy żebra.

          128. Wieszanie na kolczastym drucie.

          129. Zdzieranie z ciała skóry i zalewanie rany atramentem oraz oblewanie jej wrzącą wodą.

          130. Przymocowanie tułowia do oparcia i rzucanie w me nożami.

          131. Wiązanie - skuwanie rąk drutem kolczastym.

          132. Zadawanie śmiertelnych uderzeń łopatą.

          133. Przybijanie rąk do progu mieszkania.

          134. Przebijanie kołami dzieci na wylot.

          135. Wleczenie ciała po ziemi, za nogi związane sznurem.

          136. Przybijanie małych dzieci dookoła grubego rosnącego drzewa przydrożnego, tworząc w ten sposób tzw. „wianuszki".

          Wymienione wyżej metody tortur i okrucieństw stanowią tylko przykłady i nie obejmują pełnego zbioru, stosowanych przez terrorystów OUN-UPA metod pozbawiania życia - polskich dzieci, kobiet i mężczyzn w męczarniach. Pomysłowość tortur była nagradzana. Sprawcy tortur i okrucieństw - tj. terroryści OUN-UPA - urządzali niekiedy makabryczne sceny, aby drwić i szydzić z ofiar. Na przykład: tułów z obciętymi rękami i nogami oraz obciętą głową ofiary, układali na „siedząco" pod ścianą zewnętrzną domu mieszkalnego, wystawiając je na publiczne „pośmiewisko". Czasami, rozwieszali jelita ofiary na ścianie wewnątrz izby z ukraińskim napisem - „Polska od morza do morza". Częstokroć, po dokonanej rzezi Polaków jeździli banderowcy powozem po wsi śpiewając i wiwatując przy akompaniamencie harmonii. Znany jest również przypadek zamordowania furtiana w kościele i obcięcia mu głowy oraz naigrywania się w ten sposób, że tułów banderowcy podparli z przodu i z tyłu ławką, a do rąk złożonych jak do modlitwy włożyli jego własną głowę. W innym przypadku, odrąbaną głowę ofiary dawali ukraińscy terroryści dzieciom do zabawy - kopania jej jak piłkę. Tortury psychiczne zadawane były na przykład rodzicom zmuszonym do oglądania szczególnie wymyślnych tortur zadawanych ich dzieciom lub dziecku..."


          Ks. A.Kubasik wymienia w swojej książce również takie tortury jak choćby: przybijanie niemowląt do ściany z podpisem "polśkij oreł", obdzieranie ludzi ze skóry i posypywanie solą, wbijanie dzieci na kołki w płocie, rozdzieranie dzieci na pół, duszenie drutem kolczastym, zakopywanie żywcem w ziemi lub tylko po szyję tak by można było głowy kosić kosą itd .

          p

          Katarzynówka , powiat Łuck, 7-8 marca 1943. Troje polskich dzieci w wieku 2 lat- zakłute bagnetami, 3 lat - z połamanymi kończynami i 5 lat - z rozprutym i otwartym brzuszkiem, zamordowanych przez OUN-UPA

          A.Korman "Ludobójstwo OUN-UPA na ludności polskiej - Wrocław 2003.

          • Gość: Pytacz Bandyta wzorem IP: *.dynamic.chello.pl 05.06.13, 09:42
            >
            > A.Korman "Ludobójstwo OUN-UPA na ludności polskiej - Wrocław 2003.
            >

            Czy "A.Korman" to ten historyk od oszustwa ze zdjęciem zamordowanych dzieci Marianny Dolińskiej ?
            • Gość: pysio Re: Bandyta wzorem IP: *.alfaks.com 05.06.13, 10:03
              Jest to jak na razie jedyny przypadek na setki tysięcy że upa tego nie dokonała. Korman wcale nie jest autorem tego pomysłu tylko przytacza go za innymi. Pomyłkę tę bardzo skrzętnie wykorzystali propagatorzy banderyzmu i rozdymali ją do granic absurdu. Każdy neobanderowiec ma obowiązek znać wersję podawaną jako przykład że upa to więcej niż armia zbawienia! Moim zdaniem bardzo dobrze się stało bo możemy bardzo łatwo rozpoznać kto jest neobanderowcem! Tylko oni wyciągają go jako asa z rękawa.
              • Gość: historyk Re: Bandyta wzorem IP: *.dynamic.chello.pl 05.06.13, 11:03
                > Jest to jak na razie jedyny przypadek na setki tysięcy że upa tego nie dokonał
                > a.

                Jedyny przypadek na setki tysięcy? Biorąc pod uwagę, że na zdjęciu jest kilkoro dzieci, a setki tysięcy to co najmniej 200.000, wychodzi na to, że kilkoro osób x 200.000 przypadków = ok. miliona ofiar. To ciekawe, bo nikt jeszcze (chyba) nie twierdził, że 40.000 upowców zamordowało milion ludzi, ale, jak widać, najlepsze jeszcze przed nami. Ktoś licytuje dwa miliony?
              • Gość: Pytacz Re: Bandyta wzorem IP: *.dynamic.chello.pl 05.06.13, 11:43
                > Jest to jak na razie jedyny przypadek na setki tysięcy że upa tego nie dokonał
                > a. Korman wcale nie jest autorem tego pomysłu tylko przytacza go za innymi. Pom
                > yłkę tę bardzo skrzętnie wykorzystali propagatorzy banderyzmu i rozdymali ją do
                > granic absurdu. Każdy neobanderowiec ma obowiązek znać wersję podawaną jako pr
                > zykład że upa to więcej niż armia zbawienia!

                Zapytałem, bo pan Korman przez niektórych nazywany jest historykiem. Jeśli nie sprawdził pochodzenia zdjęcia i faktów, to według mnie może być nazwany historykiem tylko w cudzysłowie (czyli "historykiem").
                • Gość: pysio Re: Bandyta wzorem IP: *.alfaks.com 05.06.13, 15:31
                  Historia pewnej fotografii

                  W tym samym roku po raz pierwszy ukazało się w druku zdjęcie przedstawiające jej zamordowane dzieci. Sprawa Dolińskiej stała się interesującym przypadkiem medycznym. Doktor Łuniewski, ponownie stawiając diagnozę w "Roczniku Psychiatrycznym", napisał: "D. (...) chciała swoje dzieci uratować od śmierci głodowej. (...) Trudności zebrania danych dotyczących osoby i przeszłości D., która całe swoje życie spędziła koczowniczo, wpłynęły na to, że materiał śledztwa nie wyświetlił należycie psychopatologicznych właściwości oskarżonej".

                  Mimo to wydarzenia z grudnia 1923 roku stały się klasycznym przykładem możliwych skutków psychozy maniakalno-depresyjnej, pozwalając psychiatrom i prawnikom lepiej zrozumieć czyny osób cierpiących na to schorzenie. W 1948 inną wersję fotografii z drzewem opublikowano w podręczniku medycyny sądowej Wiktora Grzywo-Dąbrowskiego, a później sprawa przycichła. Kilka lat wcześniej rozegrały się jednak wydarzenia, przez które makabryczne zdjęcie znowu ujrzało światło dzienne. Chodzi o czystki etniczne, których ukraińscy nacjonaliści dokonali na polskich sąsiadach w czasie II wojny światowej. Nie wiadomo dokładnie, jak z archiwum radomskiej policji ilustracja trafiła do książek poświęconych zbrodniom Ukraińskiej Powstańczej Armii, ale pewne jest, że po wojnie trzecia wersja fotografii z drzewem zaczęła być nieoficjalnie wykorzystywana jako rzekomy dowód ukraińskich zbrodni.

                  Fotografia ta jest lustrzanym odbiciem oryginału. Na odbitce widać jasne ślady zgięć albo zarysowań na negatywie – błędnie uznano je później za drut kolczasty. Prawdopodobnie po raz pierwszy zdjęcie zamordowanych dzieci Dolińskiej opisano jako ofiary UPA na początku 1993 roku. Redaktorzy wrocławskiego pisma "Na Rubieży" twierdzili, że fotografię wykonano jesienią 1943 roku w okolicy wsi Kozowa w województwie tarnopolskim. Od tego czasu przez ponad dekadę była umieszczana w innych publikacjach i powoli stawała się symbolem. W końcu znalazła się na okładce książki "Ludobójstwo UPA na ludności polskiej".

                  W wydanej we Wrocławiu w 2003 roku pracy Aleksandra Kormana napisano, że zdjęcie zostało wykonane w grudniu 1943 lub 1944 roku. Ocaleli z rzezi Polacy mieli dostarczyć je żołnierzom AK, skąd – z rąk do rąk – trafiło w końcu do autora. Osoby, przez których ręce przechodziła fotografia, podawały jednak sprzeczne wersje wydarzeń. Według jednej z nich oryginał miał pochodzić od niemieckiego oficera. Inna mówi, że przekazali ją członkowie pewnej kresowej rodziny. Traf chciał, że raz wymyślona historia idealnie wpisywała się w relacje mieszkańców południowo-wschodnich Kresów II RP. Miały tam miejsce okrutne zbrodnie, a przywiązywanie dzieci do drzew wyglądało na ich tle niemal jak zabawa. Wiele lat musiało minąć, zanim odkryto prawdziwe pochodzenie słynnej fotografii.
                  Jest jeszcze kilka innych relacji które mozesz sobie znaleźć w sieci. Twój nick pytacz wskazuje że jesteś osobą dociekliwą i poszukasz sobie wszystkiego co dotyczy tej fotki. Zarówno prawdy jak i konfabulacji.
                  Określenie Dolińskiej jako osoby psychopatologicznej wyraźnie wskazuje że takimi właśnie byli upowcy i nic dziwnego że ich z nią pomylono. Dlatego zawsze zalecam ostrożność w wysuwaniu oskarżeń bo jak widać psychopata może, choć to przypadek niezmiernie rzadki, pochodzić z po za samostijnej!
                  • Gość: pysio Re: Bandyta wzorem IP: *.alfaks.com 05.06.13, 16:55
                    Ale ty histeryku jesteś ciemniak! Ja miałem na myśli zdjęcia wspomnienia i relacje naocznych świadków ale ty jak zwykle wykazałeś się niezwykłą bystrością umysłu i musiałeś po swojemu czyli tym co cię nauczono na szkoleniach bunkrowych.
                    a tak na marginesie zapytam dlaczego ty tfórca największych bzdur nie dopuszczasz do siebie myśli ze inni też mogą? Co masz monopol na bzdety? A może uważasz że nie ma setek tysięcy dowodów na zwyrodnienie upa i ich pomagierów?
                    • Gość: historyk Re: Bandyta wzorem IP: *.dynamic.chello.pl 05.06.13, 23:54
                      Ja miałem na myśli zdjęcia wspomnienia i rela
                      > cje naocznych świadków

                      A gdzie można obejrzeć te setki tysięcy zdjęć i relacji naocznych świadków? Bo chyba nie chodzi o to, że książki typu "Łuny w Bieszczadach" były wydawane w setkach tysięcy egzemplarzy?

                      >Co masz monopol na bzdety?

                      Ja? W życiu! Nie śmiałbym odbierać w tym względzie chleba niejakiemu pysiowi z tego forum - w zakresie produkcji bzdetów powinien się nim zainteresować Urząd Antymonopolowy...
                      ;-)
                  • darino zaiste ! 05.06.13, 17:41
                    Gość portalu: pysio napisał(a):
                    > Dlatego zawsze zalecam
                    > ostrożność w wysuwaniu oskarżeń bo jak widać psychopata może, choć to
                    > przypadek niezmiernie rzadki, pochodzić z po za samostijnej!

                    ondynek.net/wiadomosci/Niewyjasniona+tragedia+na+wieczorze+kawalerskim+wiadomosci+news,/wiadomosci/article?jdnews_id=17422
    • erka-4 diabelskie działanie... 06.06.13, 08:11
      ...relatywizownie historii.
      Czego się nie robi za judaszowe pieniądze,oto jeden z przykładów:

      JOSEPH NITCHTHAUSER - BRAZYLIJSKI ŻYD BRONI POLAKÓW PRZED OSZCZERCZA KAMPANIA NIENAWIŚCI...

      Polska, proszę Pana... Chodzi o to, ze myśmy im (nazistom) pomagali. Ja to powiedziałem dla telewizji brazylijskiej. Ja się nie boję nikogo. Szczególnie nie boję się Żydów. Jestem Żydem, umrę Żydem. Polska była jedynym z siedemnastu krajów, które naziści zajęli, republik, monarchii, który nie dostarczył ani jednego essesmana, ani dobrowolnie, choćby jednego żołnierza do Wehrmachtu. Wszystkie inne kraje dostarczyły. Ukraińcy, Litwini - byli gorsi jak essesmani niemieccy. SS holenderskie - było jeszcze gorsze. Dania - ten piękny kraj, który uratował prawie wszystkich swoich Żydów, dostarczał kontyngenty SS. Francja - była jedynym krajem z krajów okupowanych, w którym Żydów francuskich NIE wyaresztowali Niemcy. Zrobiła to policja francuska bez żadnego ponaglania i rozkazu niemieckiego. A nie mówi sie o tym jak myśmy, Żydzi pomogli nazistom nas zniszczyć.
      W Oświęcimiu prawie wszyscy znajdujący się tam essesmani byli ranni i przysyłani z różnych frontów. Aby zagazować, a potem spalić, czasem 10 tysięcy, czasem 20 tysięcy ludzi dziennie, potrzeba było paręset osób aby przy tym strasznym procederze pracowali.
      SS-mani prawie co dwa tygodnie wybierali spośród więźniów żydowskich mocnych, zdrowych mężczyzn, grupę trzystu do pięciuset ludzi, którzy byli przydzielani do pracy w krematoriach i komorach gazowych. Po trzech tygodniach taka grupa szła do komory gazowej, a esesmani wybierali nową.
      Nigdy według mojej wiedzy i badań, ja do dnia dzisiejszego jeszcze badam problem Holokaustu, nie znalazłem żadnego przypadku, aby ktokolwiek, chociaż jeden Żyd powiedział - nie - ja nie będę pracował przy tym! Co ryzykował? - tylko tyle, że by go od razu zastrzelili. Ci wszyscy, co pracowali w tych komandach, wiedzieli że umrą, że nie będą do końca wojny pracować w krematorium, ładować trupy do pieców, czy wyrywać złote zęby z zagazowanych ludzkich zwłok i ładować je na wózki, aby dowieźć do krematorium.
      Na polach pracowali Polacy, w fabrykach więcej pracowało Ukraińców, bo Polacy nie chcieli pracować solidnie i Niemcy nigdy nie wiedzieli, co oni wymyślą i zrobią im na złość. Żydów zmuszono oczywiście, aby pracowali w krematoriach i komorach gazowych! Ale można było nie chcieć! Chciało się uratować życie, tylko na jakieś dwa tygodnie?
      Tak samo w gettach! Przecież Gettami administrowali Żydzi. Byli tam żydowskie władze, żydowska policja wykonująca polecenia niemieckie. To nie Polacy pomagali Niemcom wyznaczać Żydów do transportów - to robili Żydzi. To nie Polacy pilnowali niemieckiego porządku w gettach, ale Żydzi. Nie znam przypadku, aby Żydzi administrujący gettem, odmówili wykonania niemieckiego polecenia. Przecież za to groziło tylko zabicie i to tylko jednej osoby, a nie całej rodziny, jak groziło to Polakom za pomoc Żydowi, a Polacy to robili. Ja jak coś robię, to robię aż do końca i nic nie mówię, na co nie mam 100% dowodów. Ja mam tutaj dokument, który został opublikowany w prasie żydowskiej, tutaj, w Brazylii. W "Redzenia Judaika" - Żydzi amerykańscy nie zrobili prawie nic, aby ratować Żydów europejskich przed zagładą.
      Ten, co to napisał, to nie był idiota - to był Żyd, który doskonale wiedział co i dlaczego pisze. Nazywał się Oskar Minc. On jeszcze żyje, jest na emeryturze. A co zrobiły inne rządy jeszcze przed 1939 rokiem? Anglicy zamknęli bramy. Delegacji żydowskiej, która udała się do Australii z prośbą o wpuszczenie tam Żydów europejskich, powiedziano, ze nie mają tam żadnych problemów rasowych i nie chcą ich też importować z Europy. Zamknęli drzwi dla Żydów.
      A wie pan, który kraj otworzył swoje granice wtedy dla Żydów? Nie wie pan?
      POLSKA, proszę pana.
      Francja wpuściła nieliczną grupę uchodźców. Polska otworzyła zupełnie granice. Ja nie wiem, dlaczego dyplomacja Polska o tym zupełnie nie mówi. Jak nie wiedzą - to mogą mnie zawołać jako świadka.
      Słowa marszałka Piłsudskiego, gdy przyjechał do Wilna po tym jak zajął je gen. Żeligowski. A mówił wtedy:

      „Gdy zajechałem do Wilna, parę dni po zajęciu go przez generała Żeligowskiego, widziałem ja i moi oficerowie, jak w całym mieście ludzie płakali ze wzruszenia i radości, oddawali żołnierzom cokolwiek mieli do zjedzenia. Pokazano mi kilkaset osób zabitych i nie pochowanych. Były dzieci i kobiety, starcy i żołnierze. To Żydzi strzelali z ukrycia i zabijali Polaków. Żydzi byli tu warstwą rządzącą, skazywali na śmierć i na wywózkę na Wschód Polaków. I to też ludność pamiętała. Teraz z ogromną trudnością polskie wojsko musi bronić Żydów przed samosądem i zemstą Polaków. Musiałem uspokajać ludność i żołnierzy, żeby nie doszło do samosądu".

      Ewa Kurek "Poza granicą solidarności. Stosunki polsko-żydowskie 1939-1945"
      W konkluzji swych badań Ewa Kurek dochodzi do przerażającego wniosku, że "najtrudniejszą, najbardziej haniebną i brutalną część ludobójstwa Żydów wykonali sami Żydzi".

      • erka-4 diabelskie działanie,c.d. 06.06.13, 08:12
        Władysław Szpilman w książce "Pianista" tak pisze o żydowskiej grupie kolaborantów w warszawskim getcie - "Składała się głównie z młodych ludzi, pochodzących z zamożnej warstwy. Mieliśmy wśród nich sporą grupę znajomych i tym większe ogarniało nas obrzydzenie, im wyraźniej zauważaliśmy, jak jeszcze niedawno przyzwoici ludzie, którym podawało się rękę i których traktowało się jak przyjaciół, przeradzali się w kanalie. Zarazili się duchem gestapo, tak należałoby to chyba nazwać. Z chwilą kiedy wkładali mundury i czapki policyjne i dostawali pałki do ręki, stawali się zwierzętami. Ich najważniejszym celem było nawiązanie kontaktów z gestapowcami, usługiwanie im, paradowanie razem z nimi po ulicach, zadawanie szyku znajomością języka niemieckiego oraz popisywanie się przed swoimi szefami brutalnością wobec ludności żydowskiej"

        Jan Tomasz Gross i Erika Steinbach ani też i Mateusz Zimmerman przecież nie powie ani nie napisze, że to Żydzi przyprowadzali Niemców do Żydów. To temat tabu. Przecież Mordechaj Anielewicz, 23-letni dowódca “powstania”, został zdradzony przez swoich współbraci

        Na podstawie prac i wspomnień:

        Hannah Arendt, Baruch Milch, Emanuel Ringelblum, Baruch Goldstein, Klara Mirska, Chaim A. Kaplan

        (...)Ta kolaboracja części Żydów z Niemcami była tym bardziej szokująca i wstydliwa ze względu na społeczny charakter jej uczestników. W przeciwieństwie bowiem do Polaków, wśród których z Niemcami godzili się na ogół kolaborować głównie ludzie z marginesu społecznego, męty, wśród Żydów na kolaborację poszła duża część elit z tzw. Judenratów (rad żydowskich). Przypomnijmy tu, z jak ostrym potępieniem tej kolaboracji wystąpiła najsłynniejsza żydowska myślicielka XX wieku Hannah Arendt w książce "Eichmann w Jerozolimie" (Kraków 1987). Napisała tam m.in. (s. 151): "Dla Żydów rola, jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej historii". Uległość Judenratów wobec nazistów oznaczała skrajną kompromitację żydowskich elit w państwach okupowanych przez III Rzeszę. Arend stwierdziła wprost: "O ile jednak członkowie rządów typu quislingowskiego pochodzili zazwyczaj z partii opozycyjnych, członkami rad żydowskich byli z reguły cieszący się uznaniem miejscowi przywódcy żydowscy, którym naziści nadawali ogromną władzę do chwili, gdy ich także deportowano" (tamże, s. 151). Arendt pisała, że bez pomocy Judenratów w zarejestrowaniu Żydów, zebraniu ich w gettach, a potem pomocy w skierowaniu do obozów zagłady zginęłoby dużo mniej Żydów. Niemcy mieliby bowiem dużo więcej kłopotów ze spisaniem i wyszukaniem Żydów. W różnych krajach okupowanej Europy powtarzał się ten sam perfidny schemat: funkcjonariusze żydowscy sporządzali wykazy imienne wraz z informacjami o majątku Żydów, zapewniali Niemcom pomoc w chwytaniu Żydów i ładowaniu ich do pociągów, które wiozły ich do obozów zagłady. Także w Polsce doszło do potwornego skompromitowania dużej części żydowskich elit poprzez ich uczestnictwo w Judenratach i posłuszne wykonywanie niemieckich rozkazów godzących w ich współrodaków. koniec kłamstw o udziale Polaków w mordowaniu Żydów.
        W getcie w Warszawie, działała osławiona 13-stka, jednostka żydowska kierowana przez Abrahama Gancwajcha, oraz policja żydowska pod komendą zbrodniarzy bez skrupułów jak Lejkin, Szeryński, Kon i Keller oraz znani przed wojną działacze syjonistyczni Nosing i First. W getcie działał Judenrat żydowski który segregował Żydów do Majdanka i komór gazowych. Byli bogaci Żydzi, którzy okupywali się żydowskim władzom, by nie wychodzić z getta w pierwszych transportach. Byli Żydzi, którzy denuncjowali swych braci i współpracowali z Gestapo. Zbrodnie Żydów dokonane na swych braciach mrożą krew w żyłach. Działalność Abrahama Gancwajcha jest przerażająca swym cynizmem i okrucieństwem. Ten gestapowiec żydowski, zwerbowany w służbie Hitlera jeszcze przed wojną, był znaną osobistością w świecie żydowskim. Był nauczycielem hebrajskiego w szkołach "Tarbut" w Częstochowie, należał do "Poalej-Syjonu Prawicy", był współpracownikiem wiedeńskiego pisma "Gerechtigkeit", a po aneksji Austrii założył w Łodzi prowokacyjny antyhitlerowski tygodnik pod nazwą "Wolność". Wykaz prenumeratorów pisma posłużył Gestapo do masowych mordów Polaków. Po wkroczeniu, Niemców organizował z ich ramienia sieć szpiegowską na ziemiach wschodnich, a po ataku Niemiec na Sowiety skierowany został przez Gestapo do likwidowania warszawskiego getta i wyciągnięcia dla Niemców nagromadzonych tam bogactw. Przytaczam ocenę żydowskich władz getta warszawskiego przez ocalałych z pogromu Żydów. "Wiekopomna zdrada Rady Żydowskiej w Warszawie " pisał dr Szymon Datner " która się wyraziła w formie zgody na przeprowadzenie "wysiedlenia" pozostanie na zawsze obok zdrady żydowskiej służby porządkowej niezatartą plamą na honorze władz żydowskich getta". Historyk żydowski, B. Mark, w książce pt. "Powstanie w getcie warszawskim" (Żydowski Instytut Historyczny, 1955) pisze: "Tylko 10 000 żyje w dostatku, nawet lepiej niż przed wojną. Widocznie dla tych 10.000 przywieziono w lutym 20 tysięcy litrów wódki. W tym czasie zarejestrowano oficjalnie 416 tysięcy Żydów, z czego 80 % biednych przymierających głodem... Cała działalność Judenratów, to jedno pasmo wołające o pomstę krzywd wobec biedoty. Gdyby był na świecie Bóg, to zniszczyłby gromami to gniazdo okrucieństwa, obłudy i grabieży... Wszystkie zarządzenia okupanta były przeprowadzane przez Judenrat, który organizuje łapanki na pracę przymusową... Niektórzy piastowali kilka urzędów jednocześnie, wyciągając dochód do 60 tysięcy miesięcznie, podczas gdy pisarz i pedagog Janusz Korczak w podaniu prosi o dwa posiłki dziennie, widać, że i tego jemu ojcowie miasta odmówili..." "Niemcy doprowadziły do tego " pisał Marek Edelman " że Rada Żydowska sama wydała wyrok na przeszło 300 tysięcy mieszkańców getta... Nikt jeszcze nigdy tak nieustępliwie nie wypuszczał z rąk złapanego jak jeden Żyd drugiego Żyda". Trzeba też wspomnieć nazwisko dr Rudolfa Kasztnera, wiceprzewodniczącego Federacji Syjonistycznych Węgier i dyrektora Pomocy Rady Ocalenia powstałej w 1943 roku, który współpracował z Eichmannem w likwidacji tysięcy Żydów węgierskich. I to za jaką cenę? Za umożliwienie wyjazdu do Izraela 1200 syjonistom węgierskim. Zbrodniarz ten dożył do 1967 r. Został zastrzelony w Tel-Avivie. Dlaczego nie stanął przed sądem, jako zbrodniarz wojenny?"
        • erka-4 w końcu wychodzi na to... 06.06.13, 08:15
          ...że Żydzi wymordowali się nawzajem,a Niemcy jedynie się przyglądali z wielkim zdziwieniem,co wyprawiają ci Żydzi i wszyscy inni wokół.
          • Gość: pysio Re: w końcu wychodzi na to... IP: *.alfaks.com 06.06.13, 10:26
            Pięknie że to wyszperałaś erka! Pisałem o tym nie raz ale neobanderowcy w swym zacietrzewieniu anty polskim byli nieprzejednani i winą zawsze obarczali nas? Miałbym prośbę bo jesteś lepszy w szukaniu niż ja. Chodzi o to by znaleźć wynurzenia jakiegoś banderowca o tym jak było naprawdę! Ja wiem że ich zezwierzęcenie i strach przed upowcami takie przedsięwzięcie skazuje na nierealnośc ale z drugiej strony tak jak z Dolińską być może ze można liczyć na taki przypadek.
            • Gość: pysio Re: w końcu wychodzi na to... IP: *.alfaks.com 06.06.13, 10:34
              W dzisiejszych czasach zdecydowanej większości ludzi wydaje się, że nachalna propaganda oparta na bezczelnych kłamstwach jest jedynie częścią mrocznych okresów historii. Gebelsowskie metody wpływania na umysły szerokich mas, a zwłaszcza młodego pokolenia, kojarzą się jedynie z totalitarnymi reżimami z jakimi mieliśmy do czynienia w minionym stuleciu.

              Niestety pomimo tragicznych doświadczeń, dziś nie tylko jesteśmy świadkami odrodzenia radykalnych idei, ale także możemy zaobserwować próby indoktrynowania najmłodszych. Przykładem takiego działania jest bogato ilustrowana książeczka dla dzieci poświęcona historii UPA. Oprócz zasadniczego tematu wiekopomne dzieło banderowskich „wychowawców” prezentuje także wyjątkowo spaczone dzieje stosunków polsko-ukraińskich oraz rosyjsko-ukraińskich. Oddzielne rozdziały szeroko omawiają dekalog ukraińskiego nacjonalisty, historię i „bohaterski szlak bojowy” dywizji SS Galizien oraz biografie największych zbrodniarzy takich jak Roman Szuchewycz.
              W swojej formie książeczka niczym nie różni się od wzorcowych przykładów bolszewickiej i nazistowskiej propagandy. Autorzy, będący produktem sowieckiego sytemu szkolnego nie byli w stanie wyjść poza ciasne horyzonty myślowe wbite im do głów przez reżimowych nauczycieli. Z resztą najwidoczniej im na tym nie zależy, gdyż trzeba to sobie uczciwie powiedzieć sowieckie metody „nauczania” były bardzo skuteczne. Oddziaływanie na najmłodsze pokolenie przynosiło doskonałe efekty, symbolem których został Pawlik Morozow. W chwili obecnej ukraińscy naziści ( tak tak, nazywajmy rzeczy po imieniu ) wykorzystują doświadczenia swoich komunistycznych poprzedników w dziedzinie edukacji. Formy pozostały identyczne – zmieniły się tylko treści. Bierność, a nawet skryte wsparcie, obecnych władz Ukrainy mogą doprowadzić do sytuacji, w której działania garstki ekstremistów wywołają nieodwracalne szkody w postaci skażenia młodego pokolenia szowinistycznymi ideami. Jeżeli teraz nie uda się powstrzymać tego typu działań, to za kilka lat będzie już za późno na jakąkolwiek reedukację.
              Książeczka o dziejach UPA porusza bardzo wiele tematów, jednakże dla polskiego czytelnika najciekawsze są historyczne wynurzenia dotyczące Polski i stosunków polsko – ukraińskich. Ilość kłamstwa linijkę tekstu jest tak duża, że jakiekolwiek komentowanie nie ma najmniejszego sensu. Z tego też powodu pozawalam sobie przytaczać wybrane fragmenty w dosłownym tłumaczeniu. Zacznijmy może od okresu międzywojennego:
              „Państwowy terror zawsze wywołuje odpowiednią reakcję u tych, przeciw komu jest stosowany. Taką właśnie odpowiednią reakcją ludności ukraińskiej stało się utworzenie radykalnej (nakierowanej na walkę przeciw istniejącej maszynie państwowej) Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów w 1929 r. Na szaloną niechęć i ucisk polskiej władzy nacjonaliści przeciwstawili ostre, odwetowe, zabójstwa. […] Swoją anty ukraińską działalnością Polska zmusiła ukraińskie organizacje polityczne do szukania wsparcia u innych państw. Np. ZSRR, Niemiec, Czechosłowacji. Koniec końców w połowie lat 30 Polska znalazła się w światowej izolacji. […] Gnębiąc naród ukraiński polscy działacze nie domyślali się, że minie mało czasu i los zadrwi sobie z „panów”. Znów będzie lać się krew, ale tym razem gnębionym będzie naród polski, a funkcję gnębiącego wezmą na siebie hitlerowskie Niemcy. […]”
              Jeżeli w zachodnich mediach pojawi się jakakolwiek wzmianka o „polskich obozach koncentracyjnych”, to władze III RP niemalże natychmiast reagują notami protestacyjnymi i pozwami do sądów. Ale braciom Ukraińcom najwidoczniej wolno:
              „Czasami można usłyszeć od pewnych historyków (przeważnie rosyjskich, ale zdarzają się i nasi ukraińscy), że zjednoczenie nam darowano. Ale czy nie zapłaciliśmy za taki podarunek strasznej ceny ofiar ludzkiego życia? Czy nie za to miliony Ukraińców ginęły w obozach koncentracyjnych (w ZSRR, Polsce, Niemczech), na polach bitew (tylko II wojna światowa zabrała życie blisko 14 milionów Ukraińców), na zesłankach? Czy nie dla tego tysiące naszych ziomków kontynuowało walkę na emigracji. Każdy milimetr kwadratowy ukraińskiej ziemi jest zroszony krwią naszych ojców i dziadów i dlatego ta ziemia – prawnie jest nasza. Wiele Ukraińców oddało swoje życie budując Petersburg, podbijając Syberię i Daleki Wschód. Bez ukraińskiego męstwa, bez naszej robotniczej ręki Rosja nie mogła by istnieć! […]
              Jeszcze ciekawsze są wynurzenia autorów dotyczące przynależności narodowej. Nie mają one nic wspólnego z jakąkolwiek, nawet potoczną, wiedzą w tej materii, jednakże czegóż się nie robi dla osiągnięcia swojego celu. W tym miejscu warto zadać sobie pytanie czy normalni ludzie w książeczce dla dzieci zamieszczają pokaźnych rozmiarów rozdział o teoretycznych podstawach nacjonalizmu?
              „[…] Naród może składać się z wielu nacji – etnosów ( Rosjanin, Polak, lub ktokolwiek inny może być przedstawicielem narodu ukraińskiego ) Właśnie w ten sposób zbudowane jest każde państwo w świecie. Historia świadczy, że wszystkie imperia, jakie nie szanowały narodów wchodzących w ich skład ginęły z powodu wewnętrznej wrogości np. Imperium Rosyjskie, Imperium Niemieckie, ZSRR i inne) Główną cechą ukraińskiego nacjonalizmu jest brak odrzucenia prawa do istnienia innych nacji. Ukraiński nacjonalizm nigdy nie miał na celu podporządkowania, albo zniszczenia innych narodów”.
              Armia Krajowa
              Na stronie 54 rozpoczyna się jeden z najciekawszych rozdziałów banderowskiej książeczki dla dzieci. Jako że w słowniku ludzi kulturalnych nie występuje wystarczająca ilość słów, którymi można by podsumować rewelacje ukraińskich „wychowawców” młodego pokolenia” pozwolę sobie również i ten fragment tekstu pozostawić bez komentarza.
              „Jeszcze jedną siłą związaną z Zachodnią Ukrainą były oddziały Armii Krajowej ( AK ) – polskiego podziemnego ugrupowania. Starały się one odnowić kontrolę nad ziemiami ukraińskimi, żeby po zakończeniu wojny włączyć je do Polski. Bardzo często Niemcy działali razem z AK, starając się nakierować na siebie dwie wojskowe siły, tak aby wyniszczyły się nawzajem. Zdarzały się wypadki, kiedy AK przebrana w mundury Ukraińskich Powstańców niszczyła ukraińskie wsie, żeby pozbawić UPA wsparcia miejscowej ludności”.

              Wołyń 1943.Genocyd Ukraińców w Polsce

              „Do walki z armią sowiecką i niemiecką należy dodać jeszcze walkę z wojskami polskimi w latach 1944-45. Kulminacją działań wojskowych stały się zmagania o ukraiński Wołyń, jaki obie strony konfliktu uważały za swoje terytorium. Walka ta była podgrzewana przez system niemiecki i sowiecki. Tym dwóm imperialistycznym państwom wygodnie było rozpalać wrogość polsko – ukraińską. Większość prostych ludzi nie mogła ominąć tego konfliktu. Niestety dziesiątki tysięcy niewinnych ofiar z obu stron – oto następstwo ostrej walki.
              Terror zawsze ma straszną cenę. Ten kto zaczyna ostre działania, zawsze otrzymuje taką samą odpowiedź. W takich krwawych walkach giną prości, pokojowo nastawieni ludzie. Tragedia na Wołyniu w 1943 r. to pomnik bratobójczej wojny, jaki my powinniśmy zrozumieć. Szczególnie dotyczy to tych, którzy podsycają szowinizm i zachęcają do „ostatecznego rozwiązania” kwestii narodowej.
              Konflikt między Ukraińcami a Polakami ma długą historię. Główna przyczyna – walka narodu ukraińskiego o niezależność etnicznych ukraińskich ziem od rządu Polski. Polski historyk Janusz Roszkowski pisze: Polacy chcieli by zapomnieć o nieprzerwanych powstaniach Ukraińców zaczynając od XVI w, straszliwe warunki życia chłopów w XIX w, polską politykę w okresie między dwoma wojnami.”
              Tylko rozumiejąc to dziedzictwo historyczne można zrozumieć wybuch nienawiści Ukraińców do polskiego panowania w latach 40 XX w. Bezpośrednią przyczyną polsko – ukraińskiego przelewu krwi, który miał miejsce nie tylko na Wołyniu stały się szowi
              • Gość: pysio Re: w końcu wychodzi na to... IP: *.alfaks.com 06.06.13, 10:38
                Wołyń 1943.Genocyd Ukraińców w Polsce

                „Do walki z armią sowiecką i niemiecką należy dodać jeszcze walkę z wojskami polskimi w latach 1944-45. Kulminacją działań wojskowych stały się zmagania o ukraiński Wołyń, jaki obie strony konfliktu uważały za swoje terytorium. Walka ta była podgrzewana przez system niemiecki i sowiecki. Tym dwóm imperialistycznym państwom wygodnie było rozpalać wrogość polsko – ukraińską. Większość prostych ludzi nie mogła ominąć tego konfliktu. Niestety dziesiątki tysięcy niewinnych ofiar z obu stron – oto następstwo ostrej walki.
                Terror zawsze ma straszną cenę. Ten kto zaczyna ostre działania, zawsze otrzymuje taką samą odpowiedź. W takich krwawych walkach giną prości, pokojowo nastawieni ludzie. Tragedia na Wołyniu w 1943 r. to pomnik bratobójczej wojny, jaki my powinniśmy zrozumieć. Szczególnie dotyczy to tych, którzy podsycają szowinizm i zachęcają do „ostatecznego rozwiązania” kwestii narodowej.
                Konflikt między Ukraińcami a Polakami ma długą historię. Główna przyczyna – walka narodu ukraińskiego o niezależność etnicznych ukraińskich ziem od rządu Polski. Polski historyk Janusz Roszkowski pisze: Polacy chcieli by zapomnieć o nieprzerwanych powstaniach Ukraińców zaczynając od XVI w, straszliwe warunki życia chłopów w XIX w, polską politykę w okresie między dwoma wojnami.”
                Tylko rozumiejąc to dziedzictwo historyczne można zrozumieć wybuch nienawiści Ukraińców do polskiego panowania w latach 40 XX w. Bezpośrednią przyczyną polsko – ukraińskiego przelewu krwi, który miał miejsce nie tylko na Wołyniu stały się szowinistyczne działania polskiej władzy. Na Chełmszczyźnie i Podlasiu z nakazu rządu zniszczono 151 prawosławnych cerkwi, 153 przemieniono na kościoły katolickie. Ukraińscy księża i nauczyciele, działacze społeczni i prości chłopi, którzy podtrzymywali ukraiński ruch – kilka tysięcy Ukraińców zostało zamordowanych przez polski rząd. Niemiecka administracja okupacyjna aktywnie wykorzystywała ten konflikt we własnych interesach. Naziści zachęcali Polaków do formowania policji i lokalnych struktur. […] Niemcy aktywnie wykorzystywali polskie organizacje podziemne do walki z powstańcami. Na przykład Ludowy Komisarz Spraw Wewnętrznych USRR w lutym 1944 r. donosił o wydarzeniach na Wołyniu: „Broń dla Polaków, jacy zorganizowali samoobronę była wydawana przez Niemców, ale znaczna jej część została nielegalnie kupiona u Węgrów. W skutek tego w rękach polskiej ludności skoncentrowana została wielka ilość broni”. Archiwa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy mają wiele dokumentów poświadczających masowe akcje represyjne Polaków przeciw Ukraińcom. Kierownictwo UPA rozumiało, że ukraińsko polska wrogość była na rękę moskiewskiemu komunistycznemu rządowi i starało się zrobić wszystko co możliwe, żeby powstrzymać rozlew krwi. Polski terror dawał rządowi radzieckiemu możliwość agitowania ludności ukraińskiej aby przesiedlała się na terytorium ZSRR. Z tego też powodu kierownictwo UPA wydało szereg odezw do polskich formacji zbrojnych.
                […] Tereny Wołynia były podstawową bazą ukraińskiego ruchu powstańczego. Dlatego też nie jest dziwnym, iż za panowanie nad tym regionem rozgorzały zaciekłe walki. Polskie oddziały, mając za sobą wsparcie nazistów przeprowadzały akcje represyjne przeciwko wsiom podejrzanym o wspieranie OUN – UPA. W zeznaniach jednego z członków polskich oddziałów czytamy: „napady na ukraińskie wsie były przeprowadzane według rzetelnie przygotowanego planu, z włączeniem do oddziału jako przewodnika kogoś z Polaków – mieszkańców wsi.”Działania polskich sił sprawiły, iż porozumienie dwóch narodów stało się niemożliwe. Terror wywołuje terror. Ukraińscy powstańcy rozpoczęli akcje odwetowe. I choć takie działania były zabronione przez kierownictwo UPA, to niektóre oddziały stosowały terror w stosunku do polskiej ludności. Walka rozpalona w 1941 i 42 r. na Chełmszczyźnie i Podlasiu przeniosła się na Wołyń i do Galicji. Dokładnej liczby ofiar tej tragedii nie ustalono do tej pory. Całą prawdę mamy dopiero poznać”.
                Na zakończenie obrazkowej historii UPA autorzy serwują dzieciom troszeczkę mitologii. Rzeczywiście, słowo mit nawet dość dobrze pasuje do przedstawianych tu tez…

                Mity o UPA
                Mit o zbrodniach UPA przeciw ludności cywilnej
                „Ruch partyzancki popierany przez ludność cywilną jest siłą niemalże nie do pokonania. Uczestnictwo w powstaniu jest świadomym wyborem – utrzymanie żołnierza siłą w podziemnej armii jest praktycznie nie możliwe. Większość ludności zachodniej Ukrainy wspierała działalność UPA. Kierownictwo ZSRR zrozumiało, że żadnymi siłami wojskowymi nie da się pokonać powstańców, postanowiło oderwać ich od socjalnej bazy. Na terytorium Zachodniej Ukrainy i Polski przeprowadzono brutalne deportacje Ukraińców, mające na celu pozbawienie UPA wsparcia miejscowej ludności. Tylko dzięki takim działaniom totalitarnemu reżimowi udało się podporządkować Ukrainę.
                Bardzo dobrze pamiętają Ukraińcy zbrodnie NKWD przeciw ludności cywilnej, pamiętają maskaradę z przebieraniem wydzielonych jednostek ministerstwa państwowej bezpieki ZSRR, kiedy to w przebraniu powstańców bezkarnie zatruwali studnie z wodą, zabijali bezbronne kobiety, starców i dzieci. Łowili w Karpatach ludność cywilną i przy pomocy średniowiecznych tortur starali się dowiedzieć, gdzie znajdują się kryjówki UPA
                UPA było najbardziej tolerancyjną i humanitarną armią. Cała ideologia powstańców opierała się na ogólnoludzkich hasłach i postępowych ideach humanizmu, które z zasady były sprzeczne z jakimkolwiek terrorem. Całą swoją walkę UPA prowadziła właśnie przeciw terrorowi, zarówno komunistycznemu, jak i też nazistowskiemu.
                Tym nie mniej zdarzały się wypadki, kiedy oddziały UPA przeciwko siłom lub pojedynczym osobom przeprowadzały odwetowe akcje karne za bandytyzm, grabieże, zabójstwa ukraińskiej ludności. Taka działalność była surowo zabroniona przeciwko przez dowództwo UPA, dlatego też było to sporadycznie”.
                Mit o uczestnictwie UPA w pogromach Żydów
                „Nigdy i nigdzie ukraińscy powstańcy nie brali udziału w takich akcjach. Jak już pisaliśmy w składzie UPA walczyło 15 międzynarodowych oddziałów, w tym i żydowski. UPA prowadziło walkę wyzwoleńczą i nie stosowało w swojej ideologii hitlerowskiej teorii rasistowskiej. Ogólnie znany jest fakt, że podczas niemieckiej okupacji w szeregach UPA ramię w ramię walczyli Ukraińcy, Żydzi i przedstawiciele innych narodowości. UPA walczyła o humanistyczne ideały, o swobodę dla wszystkich narodów i każdego człowieka”.

                Mit o tym, że działalność UPA to bandytyzm
                „Działalność UPA była skierowana na wyzwolenie z niewoli tysięcy czerwonoarmistów, Żydów, Polaków, którzy włączali się potem w jej szeregi, albo wracali do swojej ojczyzny.
                Przyczyną nieuznania UPA do dzisiejszego dnia jest fakt, iż Moskwa chowa swoją straszną historię przed światową opinią. Faktem jest, iż tylko UPA walczyła o niepodległość Ukrainy. UPA była lepiej zorganizowana niż Armia Czerwona. Wszystkie zbrodnie wojenne surowo karano. Dyscyplina wojskowa była na dość wysokim poziomie. Dlatego ZSRR walczył z UPA aż do 1956 r. Jak mogą „bandyci” walczyć tak długo w pełnej izolacji. Jak mogą „bandyci” oddawać swoje życie ( a to 40 000 armia, jaka każdego roku uzupełniała się dziesiątkami tysięcy ) za wyzwolenie kraju. To mogli być tylko patrioci, którzy bronili własnych ideałów swobody. Na ich mogiłach napisano: Możecie zabrać nam ziemię na jakiej żyjemy, ale nigdy nie zabierzecie nam ziemi, w jakiej nas pochowano”.
                Cóż, cywilizowanemu człowiekowi trudno to wszystko skomentować. A z resztą – Niech im kryzys ciężki będzie!

                Piotr Werstler, Lwów
                Nr 31-32 (2-9.08.2009)
              • Gość: pysio Re: w końcu wychodzi na to... IP: *.alfaks.com 06.06.13, 11:33
                Seta dla towarzysza pułkownika
                March 21, 2010

                Jak powiedział kiedyś Oskar Wilde, nie ma czegoś takiego jak historia – są tylko historycy. Nie można oczywiście dopuścić do sytuacji, gdy ludzie zainteresowani takimi sprawami snują się samopas nie mając nic do roboty… I jak świat światem, historia jest na nowo oceniana, interpretowana, wreszcie: przepisywana. Dwadzieścia lat temu pewna specjalistka od pokazywania gołego tyłka ogłosiła, że komunizm w Polsce zdechł; nikt jakoś wówczas nie pomyślał, że zawsze należy być podejrzliwym w sytuacji, gdy coś krwawi, krwawi i nie zdycha. Skutki tego dnia żywych trupów widać w Polsce do dziś w bardzo wielu aspektach, między innymi wśród ludzi zajmujących się historią.

                Z jednej strony mamy specjalistów od bełkotu bogoojczyźnianego: jesteśmy narodem wybranym (nie bardzo tylko wiadomo do czego), przedmurzem chrześcijaństwa, obrońcą Europy, bohatersko stawiającym opór komu popadnie… Popastwiłbym się jeszcze chwilę nad ich upiorną stylistyką rodem z zatęchłej kruchty, ale jest to zajęcie cokolwiek jałowe: i tak nie mają specjalnego wpływu na debatę publiczną, w szczególności na kształcenie młodzieży.

                W przeciwieństwie do ich odbicia z drugiej strony lustra, czyli duchowych spadkobierców KPP – zasiadających gremialnie w Ministerstwie Prawdy na Czerskiej. Ci ludzie, razem z użytecznymi idiotami w rodzaju byłego szefa IPN Leona K., wzięli sobie za punkt honoru jedno: obrzydzić Polakom ich własną historię, przedstawiając ją jako mieszaninę porażek i hańbiących incydentów. Jeśli mowa o ważnych osoby okresu powojennego, to naturalnie fetujemy Jaruzelskiego (zwerbowanego “bez wiedzy i zgody” – czy wszyscy kapusie dostali tę samą instrukcję na wypadek dekonspiracji?), wyśmiewając równocześnie pomysł uczczenia pamięci bohaterów takich jak rotmistrz Pilecki. Jeśli piszemy o Powstaniu Warszawskim, to oczywiście z paragrafu o antysemityzm – a najważniejsze wydarzenie lat 1939 – 1945 to płonąca w Jedwabnem stodoła. Pół wieku komunistycznej okupacji to incydent, którego analiza to “grzebanie w przeszłości” – chyba że jakiś endek dał w zęby komuś wyznania mojżeszowego… Wtedy i sto lat nie pozwala uznać czynu za przedawniony. Stefana Michnika czy Heleny Wolińskiej nie można tknąć bez narażania się na zarzut antysemityzmu – ale Demianiuka można sądzić nawet parokrotnie.

                A jednym z bardziej fascynujących przykładów instrumentalnego podejścia do historii jest sprawa mordów na Wołyniu: prawdziwe porozumienie ponad podziałami. Z jednej strony Kartofel Mniejszy, dla którego przyjaźń z parchatym bękartem UPA to fundament polskiej polityki wschodniej, z drugiej “GW” i pochodne, dla których “piękna Julia” to najlepsze, co zdarzyło się naszej części Europy w ostatnim stuleciu. Mimo wszystkich demonstrowanych publicznie różnic, łączy ich jedno: chęć spuszczenia zasłony milczenia na ofiary z Wołynia, które ani chybi pomordowały się same.

                Dwadzieścia lat ciężkiej pracy edukatorów z “partii zagranicy” przyniosło wreszcie skutek: jak donosi “Der Dziennik”, jeden na trzech Polaków nie wie, kto stoi za mordem polskich oficerów w Katyniu. Cóż mogę powiedzieć? Mimo niezbyt ciepłych uczuć, które żywię pod adresem edukatorów “wybierających przyszłość“, nie da się im odmówić fachowości (a nawet jeśli nie im samym, to na pewno ich oficerom prowadzącym).

                Fryderyk Wielki powiedział kiedyś “wprawdzie można posługiwać się kanaliami, ale w żadnym razie nie wolno się z nimi spoufalać” – i stosowni funkcjonariusze z ministerstw nad Moskwą i Szprewą z pewnością dobrze sobie tę maksymę przyswoili. Dobra robota, panowie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka