Dodaj do ulubionych

Pańszczyzna pochowana i "powstanie leskie"

16.07.09, 21:08
W roczniku "Połoniny" z 2004 r., wydawanym przez Studenckie Koło
Przewodników Beskidzkich, natrafiłem na bardzo ciekawy tekst
Stanisława Krycińskiego "Pańszczyzna pochowana". Autor pisze w nim o
obrzędach związanych z grzebaniem pańszczyzny w 1848 r., zachowanych
pomnikach, kapliczkach i krzyżach upamiętniających to wydarzenie
oraz o kulisach chłopskich rozruchów z 1932 r. (czyli
tzw. "powstania leskiego") i ich związku z pańszczyźnianymi
zabobonami. Szczególnie zaskakujący jest ten ostatni wątek,
zwłaszcza w kontekście mnogości pomników w mojej okolicy,
wybudowanych na chwałę "dzielnym" chłopom walczącym z "pańskim
uciskiem".


"Pańszczyzna pochowana"

W następstwie tragicznych wydarzeń roku 1846, dwa lata później
została zniesiona w Galicji pańszczyzna. Uradowani włościanie by
przypieczętować decyzję cesarza urządzali w swoich rodzinnych wsiach
pogrzeby pańszczyzny. Nie wiem jaką część Galicji objęła ta akcja,
czy była całkowicie spontaniczna, czy też w jakiś sposób sterowana
przez księży zarówno greko- jak i rzymokatolickich. Za tym że akcja
była inspirowana przez duchownych przemawiają dwa fakty. Po pierwsze
księża brali w niej udział, a trudno sobie wyobrazić, by czynili to
bez akceptacji swoich zwierzchników. Po drugie za odgórnym pomysłem
akcji przemawia również fakt, że była ona powszechna, a trudno się
spodziewać by, przy ówczesnych możliwościach komunikacyjnych, jakaś
spontaniczna akcja zorganizowana przez mieszkańców jednej wsi
została powtórzona w dużej części Galicji, jeśli nie w całej.

O pogrzebach pańszczyzny dowiedziałem się podczas prowadzenia
inwentaryzacji krajoznawczej w czasie obozów „Nadsanie" w latach
1980-86. Objęty one teren Pogórza Przemyskiego i Bieszczadów. Wtedy
to okazało się, że niektóre krzyże czy kapliczki powstały właśnie w
1848 r. w miejscach gdzie pańszczyzna została pochowana. Z krzyżami
pańszczyźnianymi zetknąłem się również nieco później na Roztoczu
podczas turystycznych wędrówek. Z opowieści, które zasłyszeliśmy
wyłaniała się różnorodność sposobów pozbycia się pańszczyzny raz na
zawsze. Za jej uosobienie uważano księgi powinności wobec dworu, w
których zapisane były ilości i rodzaje prac jakie każdy mieszkaniec
wsi miał wykonać na rzecz miejscowego majątku ziemskiego. Dlatego
też sporządzano trumienkę, która mogła pomieścić te księgi i
urządzano pogrzeb. Kondukt wyruszał zwykle spod świątyni. Często za
miejsce pochówku wybierano najbliższe sąsiedztwo zagrody
zamieszkiwanej przez rodzinę, która miała odrabiać pańszczyznę w
dniu jej zniesienia. Czasami kondukt docierał na skraj zabudowy wsi
i tam zakopywano trumienkę. Innym miejscem były rozstajne drogi w
granicach wsi. Zdarzało się, że wyruszały dwa kondukty z dwóch
końców wsi i gdzie się spotkały, tam zakopywano pańszczyznę. W
niektórych wsiach kondukt udawał się na cmentarz, a na grobie
pochowanej pańszczyzny stawiano nagrobek ze stosownym napisem.
Czasami prócz ksiąg powinności zakopywano również jakiś sporządzony
z tej okazji dokument (w butelce żeby się zachował dla potomnych)
lub jakieś atrybuty związane z pańszczyzną. W miejscu pochówku
pańszczyzny stawiano krzyż lub kapliczkę i często sadzono drzewo. W
świadomości mieszkańców wsi odkopanie tych przedmiotów związanych z
pańszczyzną równoznaczne było jej przywróceniu. Dlatego też okładano
klątwa każdego, kto poważyłby się odkopać pańszczyznę. Swoją drogą
zadziwia udział księży w tych na poły pogańskich praktykach, jakim
był pogrzeb przedmiotów. A do tego jeszcze ta klątwa. Myślę, że jest
to niezłe pole do popisu dla badaczy wiejskich obyczajów w Galicji w
połowie XIX w.

Część krzyży i kapliczek ustawionych na grobie pańszczyzny miała
stosowne napisy, ale część nie. Natomiast nie ma wątpliwości, że
miejsca te wryły się na trwałe w pamięć kolejnych pokoleń
mieszkańców galicyjskich wsi. Równie powszechne było przekonanie, że
odkopanie atrybutów pańszczyzny będzie równoznaczne z jej
przywróceniem. Gdy w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku
odwiedzaliśmy bieszczadzkie i pogórzańskie wsie to miejsca te były
doskonale pamiętane przez ówczesnych mieszkańców wsi. Widać było
troskę jaką otaczane są te miejsca i stojące tam krzyże. W Hoczwi
lśnił nowością kolejny drewniany krzyż ustawiony na grobie
pańszczyzny i choć nie miał żadnej tabliczki to wszyscy o nim
wiedzieli. W Bykowcach zadbany krzyż metalowy z okresu
międzywojennego zdobi stosowna metalowa tabliczka odlana na pewno w
XX w. W Polanie dawni mieszkańcy bez wahania wskazywali starą lipę
rosnąca na grobie pańszczyzny, choć drewniany krzyż już nie istniał.

To przekonanie o możliwości przywrócenia pańszczyzny poprzez jej
odkopanie zaowocowało w dramatyczny sposób latem 1932 r. Otóż w
Bóbrce (koło Soliny) rozpoczęto prace przy utwardzaniu i poszerzaniu
drogi. Mieli w nich nieodpłatnie uczestniczyć również mieszkańcy
wsi. Choć zobowiązano ich do wykonania pracy, z której efektów sami
mieli potem korzystać, to nie byli zadowoleni. Pamiętali opowiadania
dziadków o pańszczyźnie, którą wykonywało się też za darmo. W
trakcie prac okazało się, że poszerzeniu drogi przeszkadza murowana
kapliczka ustawiona w 1848 r. na grobie pańszczyzny. Gdy robotnicy
przymierzali się do jej rozbiórki wśród ludu gruchnęła straszliwa
wieść: „panowie chcą odkopać pańszczyznę!". W krótkim czasie chłopi
z Bóbrki i okolicznych wsi, uzbrojeni w kosy, widły i siekiery
ruszyli bronić swych praw. Rozpędzili robotników drogowych i kilka
niewielkich grup policjantów, które przybyły zaprowadzić porządek
Rozruchy zakończyła kompania ze szkoły podchorążych w Sanoku, która
po przybyciu do Bóbrki oddała dwie salwy w powietrze nad głowami
zgromadzonych obrońców chłopskich praw. Chłopi rozpierzchli się nie
mając ochoty na konfrontacje kos z karabinami. Nikt nie zginął, było
tylko kilku czy kilkunastu pobitych.

Wydarzenia w Bóbrce odbiły się jednak echem w innych wsiach
bieszczadzkich i to niekiedy z tragiczniejszym skutkiem. Plotka, że
panowie chcą przywrócić pańszczyznę rozeszła się błyskawicznie.
Chłopi zbierali się w miejscach gdzie była zakopana pańszczyzna, by
nie dopuścić do jej odkopania gdyż w ich mniemaniu w ten sposób
mogła być przywrócona. Lokalne władze widząc gromadzących się i
uzbrojonych chłopów czuły się zagrożone, więc wysyłały do ich
rozpędzenia policję. Widok nadciągającej policji utwierdzał chłopów
w przekonaniu o niecnych zamiarach władz, tym bardziej ich opór
twardniał. Ta spirala nieporozumień prowadziła do tragicznych w
skutkach konfrontacji. W Smereku policja próbując rozpędzić
zgromadzenie użyła broni. W efekcie jeden z obrońców kaplicy został
śmiertelnie postrzelony. W Wetlinie mieszkańcy wsi uzbrojeni w
motyki i siekiery gromadzili się przy krzyżu, by nie dopuścić do
planowanej jakoby jego likwidacji. Gdy do Wetliny zbliżała się
policja, wtedy z Berehów Górnych nadciągnęło wsparcie – 42 mężczyzn
z widłami i kosami na sztorc. Doszło do starcia z policją, które na
szczęście nie spowodowało ofiar śmiertelnych. Te incydenty musiały
rozegrać się w wielu wsiach bowiem nauczyciel ze Smereka w
sprawozdaniu do swych władz w Sanoku tak pisał cztery lata
później: „Specjalnym kultem i pamięcią są otaczane krzyże wolności,
postawione na pamiątkę zniesienia pańszczyzny w 1848 r. Niedawne są
czasy niepokojów i rozruchów włościańskich w roku 1932, które
rozegrały się tak tragicznie pod krzyżami wolności w prawie każdej
tu wsi."
Obserwuj wątek
    • tawnyroberts Pańszczyzna pochowana - cz. II 16.07.09, 21:14
      Wydarzenia z 1932 r. miały swój dalszy ciąg, ale już tylko w
      wymiarze propagandy uprawianej najpierw przez sowieckich, a potem
      peerelowskich specjalistów od tej dziedziny. Jeden z mieszkańców
      Leska wspominał jak to jesienią 1939 r. Sowieci urządzali częste
      zebrania mieszkańców, by uświadomić ich, jakie to świetlane
      perspektywy się przed nimi otwierają. Podczas jednego z takich
      zebrań komisarz spytał kto brał udział w powstaniu. Zdumionym
      zebranym wyjaśnił, że chodzi mu o powstanie w 1932 r., kiedy to
      mieszkańcy wsi w słusznym gniewie powstali przeciw gnębiącym ich
      panom. Propaganda sowiecka nazwała tę chłopską ruchawkę „powstaniem
      leskim". Po 1945 r. nasza krajowa propaganda rozdmuchiwała dalej
      temat tego „powstania", aż osiągnęła zamierzony skutek. W
      dwadzieścia lat po wydarzeniach przy krzyżach swobody osiągnęły one
      rozmiar regularnych, toczonych miesiącami walk z udziałem 15 000
      powstańców i 4000 żołnierzy. Oczywiście powstańcy byli uzbrojeni w
      broń ręczną domowej roboty, natomiast wojsko zwykle używało
      karabinów maszynowych, a nawet lotnictwa bojowego. Trup słał się
      gęsto, a oczywista bujda powoli zamieniała się w prawdę. W
      przewodniku Władysława Krygowskicgo „Bieszczady i Pogórze
      Strzyżowsko-Dynowskie” wydanym w 1975 r., który był swoistą „biblią"
      dla mojego pokolenia przewodnickiego był rozdział „Powstanie chłopów
      leskich”. Mogłem w nim wyczytać, że:

      „Wieczorem 30 czerwca zarządzono pełną koncentrację oddziałów
      policji i 2 pułku strzelców podhalańskich w sile ok. 4000 ludzi,
      straży granicznej oraz eskadry samolotów. Rejonem koncentracji była
      Ustianowa, w której miał siedzibę sztab. Tak rozpoczęto się 1 lipca
      generalne natarcie i regularne działania bojowe. Do walk doszło w
      rejonie Teleśnicy Sannej i Teleśnicy Oszwarowej, znowu padli zabici
      i wielu rannych. Równocześnie walczącym chłopom z Teleśnicy i
      Łobozwi przyszła z pomocą ludność 19 wsi powiatu m.in. z Kalnicy,
      Strubowisk, Smereka, Zawoju i Paniszczowa.
      Powstanie przybierało na sile i walka stawała się coraz bardziej
      zacięta. W Łobozwi znalazły się w akcji dwie kompanie 2. pułku
      strzelców podhalańskich z Sanoka wraz z plutonem łączności i
      oddziałem policji z Mostów Wielkich. Drogą Lesko - Baligród - Cisna
      posuwała się pozostała kompania 2. pułku strzelców podhalańskich
      oraz konne oddziały policyjne. Oddziały straży granicznej
      penetrowały drogę z Ustrzyk Dolnych do Ustrzyk Górnych i Wołosatego.
      Powstańcy podzielili się na grupy, które stoczyły z wojskiem i
      policją cztery regularne bitwy pod Łobozwią, Teleśnicą Oszwarową,
      Ustianową i Bóbrką. Pod ogniem karabinów maszynowych chłopi
      uzbrojeni w kosy, siekiery i drągi zaczęli wycofywać się w góry.
      Doszło do ciężkich walk na Jaworze (742 m) nad Sanem i na innych
      lesistych wzgórzach w okolicy. Grupy powstańcze rozpraszane w jednym
      miejscu zbierały się gdzie indziej i napadały znienacka. Pod
      przeważającym naporem musiało jednak powstanie ulec.
      4 lipca pacyfikujące z całą bezwzględnością oddziały wojska, policji
      i straży granicznej znalazły się na linii Baligród - Rajskie -
      Czarna, a w dniu następnym na linii Wola Michowa - Kołonice -
      Dołżyca - Kalnica - Zatwarnica – Dwernik, wysuwając na południe
      silne patrole dla spacyfikowania Wetliny, Brzegów Górnych, Ustrzyk
      Górnych i Wołosatego.
      W toku represji, które objęły niemal wszystkie wsie powiatu,
      aresztowano około 860 osób, w tym kilkadziesiąt kobiet. Liczba
      zabitych i rannych powstańców osiągnęła kilkaset osób. Powstanie
      objęło około 15 000 ludzi i 19 wsi i trwało od 21 czerwca do 9
      lipca. Te dane świadczą o jego sile, rozmiarach i determinacji
      chłopów polskich i ukraińskich, złączonych wspólną walka z uciskiem
      państwa i obszarników."

      Dopiero pod koniec lat 80. zeszłego wieku podniosły się nieśmiałe
      głosy, że to powstanie może niekoniecznie było powstaniem. Wreszcie
      po 1990 r. ten balon nadmuchany przez propagandę pękł. Dziś w
      przewodniku „Bieszczady” wydanym przez Oficynę Wydawnicza Rewasz
      przeczytać możemy:

      „W czerwcu 1932 r. władze powiatowe zarządziły tzw. święto pracy,
      czyli przymusowy, a bezpłatny udział chłopów w budowie dróg
      (niewątpliwie zresztą potrzebnych). Odebrane to zostało, nie bez
      udzialu leskiej komórki Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy,
      jako przywracanie pańszczyzny. Za bezpośredni bodziec posłużyła
      próba rozebrania, w celu poszerzenia drogi, kapliczki między
      Ustianową a Łobozewem, pod którą w 1848 r. ówczesnym
      zwyczajem „zakopano pańszczyznę". Chłopi zaczęli się gromadzić wokół
      krzyża. Rozpędzani i bici przez policję, zbierali się coraz liczniej
      w coraz to nowych miejscach. Fala protestów, starcia i bijatyki,
      podczas których sporadycznie padały strzały, ogarnęły wsie między
      Ustrzykami Dolnymi a Soliną, a część chłopów schroniła się na górze
      Jawor.
      Policja wezwała na pomoc wojsko, które jednak ograniczyło się do
      demonstracyjnego przemarszu od Ustianowej po Wolę Michową, raz tylko
      oddając salwę w powietrze. Żołnierzy tych było zresztą raptem
      trzystu, znacznie liczniejsze byty siły policyjne. Rozruchy po
      trzech tygodniach wygasły, w ich toku paść mogło najwyżej kilku
      zabitych, a z licznych początkowo aresztowanych przed sądem
      postawiono następnie zaledwie 7 osób, w większości członków leskiej
      komórki komunistycznej."

      Na terenach objętych wysiedleniami wiele z krzyży czy kapliczek
      pańszczyźnianych już nie istnieje, a pamięć o miejscu zakopania
      pańszczyzny odchodzi wraz z ostatnimi mieszkańcami tych wsi,
      umierającymi gdzieś na obczyźnie. W Buku, przy drodze przez wieś 250
      m na północ od cerkwi, na zakopanej pańszczyźnie stał duży dębowy
      krzyż otoczony płotem. Teraz nie ma po nim śladu, a przez miejsce to
      przechodzi nowa droga. W Wetlinie był to żeliwny krzyż na cokole z
      piaskowca, stojący w miejscu obecnego pomnika poległych żołnierzy
      WOP. W Smereku miejsce to upamiętniała murowana kaplica p.w.
      Narodzenia NMP wzniesiona w 1903 r. na miejscu starszego krzyża lub
      kapliczki. Kilka razy do roku odprawiano w niej nabożeństwa. Dziś
      nie istnieje, a przez miejsce po niej przebiega szosa. Obok
      zlokalizowany jest przystanek PKS. W Hulskiem pańszczyznę zakopano
      na cmentarzu przy cerkwi pod jesionem.

      W opustoszałych wsiach południowej części Bieszczadów krzyż znaczący
      grób pańszczyzny jest widoczny dla przybyszy z zewnątrz jedynie w
      Jaworcu. W pustej dolinie jest on jedynym łatwo zauważalnym
      elementem dawnej zabudowy wsi. Na solidnym cokole z piaskowca
      osadzony jest kuty, żelazny, dwuramienny krzyż. Ma on formę tzw.
      karawaki, czyli krzyża chroniącego od zarazy. Na cokole widnieje
      napis:
      „HA ПAMЯTKY 3HECEHЯ ПAHЩИHИ 3.5.1848”
      Krzyż, ten otaczał dawniej kuty, żelazny płotek osadzony w czterech
      narożnych słupkach z piaskowca, dobrze zachowany jeszcze w latach
      80. XX w. Obok krzyża, usytuowanego na skarpie nad Wetlinką, rosną
      dwa jesiony.

      Okazały kamienny cokół z płaskorzeźbionym wieńcem stał na grobie
      pańszczyzny w Serednim Małym. Ulokowany był przy drodze. Kilkanaście
      lat temu leżał przewrócony w krzakach. Nie wiem czy został
      podniesiony.
    • tawnyroberts Pańszczyzna pochowana - cz. III 16.07.09, 21:18
      We wsiach gdzie choć w części pozostali mieszkańcy łatwiej odnaleźć
      grób pańszczyzny. W Terce jest to skromny drewniany krzyż przy
      drodze przez wieś, we wschodniej części jej zabudowy. Podobnie jest
      w Hoczwi, gdzie drewniany krzyż stoi między domami w południowej
      części wsi. Na obu krzyżach nie ma tabliczek, ale mieszkańcy znają
      ich historię. W Zagórzu kamienny krzyż znajdziemy przy drodze wśród
      zabudowy, w sąsiedztwie przejazdu kolejowego, gdzieś w połowie drogi
      między stacją kolejową a kościołem. Krzyż z ruskim napisem: „BO
      ПAMЯTЬ ДAHOЙ CBOBOДИ 1848 р.” został ustawiony na przełomie XIX i XX
      w. na miejscu starszego, być może drewnianego. W Bykowcach jest to
      krzyż wykonany w XX w. z rury metalowej z żeliwną tabliczką. Stoi w
      centrum wsi przy szosie Sanok - Przemyśl, w miejscu z którego
      odchodzi ku północy lokalna droga przez wieś. Słynna kapliczka w
      Bóbrce, od której zaczęły się rozruchy w 1932 r., stoi w południowej
      części wsi, poza zabudową, w sąsiedztwie kamieniołomu, przy drodze
      do Łobozwi. W Czarnej Górnej stoi kapliczka Matki Bożej, murowana z
      kamienia, wzniesiona w 1848 r. Zlokalizowana jest przy drodze przez
      wieś naprzeciw domu nr 149. Jest to typowa dla tych stron kapliczka,
      o wnętrzu mogącym pomieścić 2-3 osoby. Obecnie nic w jej wyglądzie
      nie wskazuje na powiązanie z wydarzeniami w 1848 r. Wiedzą o tym
      jedynie mieszkańcy wsi.

      Niezwykłym zabytkiem z tych czasów jest nagrobek pańszczyzny na
      cmentarzu w Nozdrzcu k. Dynowa. Ma on formę zwieńczonego metalowym
      krzyżem obelisku na czworobocznym cokole. Nagrobek wykonany z
      piaskowca zdobią płaskorzeźby przedstawiające czaszkę i skrzyżowane
      piszczele, pod którymi umieszczono napis: „Wieczny odpoczynek!” Po
      drugiej stronie obelisku umieszczono inskrypcję: „Na wieczną
      pamiątkę zniesionej w 1848 pańszczyzny”. Na cokole poniżej widnieje
      napis: „Gdzie Duch Pański tam wolność”. Być może takich nagrobków
      było więcej, ale dzisiaj wiemy o istnieniu tylko tego jednego.

      Zdając sobie sprawę, że tylko musnąłem ten ciekawy, a zupełnie
      niezbadany temat gorąco zachęcam Szanownych Czytelników do
      samodzielnych poszukiwań krzyży pańszczyźnianych. Warto ocalić od
      zapomnienia ten niezwykły fragment historii Galicji.
      • stefka_z_kuzminy Re: Pańszczyzna pochowana - cz. III 16.07.09, 23:18
        tawnyroberts napisał:
        Warto ocalić od
        > zapomnienia ten niezwykły fragment historii Galicji.


        W odrabianiu pańszczyny, niczego ciekawego nie ma.
        • piotrzr Re: Pańszczyzna pochowana - cz. III 17.07.09, 08:22
          Nie bardzo rozumiem dlaczego kwestionujesz Tawny zasadność opisu u Krygowskiego.
          Pewno że przyszywanie się komunistów do tamtej historii było tendencyjne
          podobnie jak dopisywanie mu nazwy "powstanie".
          Ale faktem jest że opór polsko-ukraińskiego chłopstwa był, że był tłumiony
          siłami wojskowo-policyjnymi....
          • tawnyroberts Re: Pańszczyzna pochowana - cz. III 20.07.09, 23:23
            Nie ja kwestionuję, a raczej autor tekstu, czyli Stanisław
            Kryciński. Ja się tylko do tych uwag przychylam. Z badań
            przeprowadzonych przez "Stasinka" (i nie tylko niego) jasno wynika,
            że opis Krygowskiego jest mocno przesadzony i określenie "powstanie"
            zostało użyte na wyrost. W rzeczywistości były to zamieszki i
            bijatyki chłopów z policją, do których doszło na skutek ciągu
            zaskakujących nieporozumień. Chłopom wydawało się, że biją się o
            zagrożoną "pańskimi" ciągotkami wolność. Policjanci myśleli, że
            zaprowadzają ład i porządek na opanowanej przez zgraję anarchistów
            wsi. I strasznie i śmiesznie...
        • stefka_z_kuzminy Re: Pańszczyzna pochowana - cz. III 17.07.09, 18:16
          stefka_z_kuzminy napisała:

          > tawnyroberts napisał:
          > Warto ocalić od
          > > zapomnienia ten niezwykły fragment historii Galicji.

          Nie chcę tu gderać nad niezwykłością stosunków panujących w Galicji,
          tylko obawiam się, czy który domorosły genealog(lożka) podejmie się
          drążenia tematu po ujawnieniu przyziemnej prawdy o sobie i słomie w
          butach miast herbów w koronie. Tak na maginesie, pańszczyzna w
          Galicji nadal tkwi mentalnie i materialnie, i ma się całkiem dobrze.
          Ps. Stefkowe nigdy niczego nie odrabiały nawet Jaśnie Panu ;)
    • mariusz9959 Re: Pańszczyzna pochowana i "powstanie leskie" 17.07.09, 11:42
      Rzeczywiście ciekawy artykuł. Dzisiaj niestety wiele osób nie zdaje sobie sprawy
      z tego jak epokowe było to wydarzenie. Pozwoliło powoli zmienić całość stosunków
      pomiędzy tymi, na których rzecz wykonywano pańszczyznę a tymi, którzy ją odrabiali.
      Artykuł przedstawia ciekawe informacje dotyczące pogrzebów pańszczyzny,
      przeczytałem go z zainteresowaniem. Przyznam, że nic do tej pory nie wiedziałem
      o „powstaniu leskim”.

      PS.
      Nie zrażaj się czasem Tawny bzdurnymi komentarzami typków w stylu Stefki, bo
      niestety takie artykuły to obecnie jedyne ciekawe teksty na forum.
      • piotrzr "chłopska ruchawka" 18.07.09, 00:45
        Mam nadzieję że moje wypowiedzi Mariuszu nie zaliczysz do bzdurnego komentarza
        typków w stylu...
        Autor lekceważących komentarzy o powstaniu leskim zapomina że był to jeden z
        wielu buntów chłopskich - do dziś wspominanych przez Ludowców. Cytuję za wikipedią

        Radykalizacja mas i strajki chłopskie [edytuj]

        Na postawę wsi zaczął oddziaływać kryzys. Objawiało się to w radykalizacji mas
        chłopskich. Chłopi coraz częściej krytykowali zarówno sanacyjny system rządów,
        jak i istniejącą sytuację gospodarczą. Niezadowoleni chłopi stawiali czynny opór
        bezwzględnie tłumiony prze policję.

        * W czasie obchodów Święta Ludowego w Lublinie w powiecie krośnieńskim w
        starciach z policją śmierć poniósł jeden chłop.
        * W Łapanowie koło Bochni zginęło pięciu.
        * w powiecie leskim chłopi wystąpili w około 20 wsiach (razem ok. 8 tys.),
        przyczyną była pogłoska o przywróceniu pańszczyzny. W starciach z policją
        zginęło sześciu chłopów.

        Niezadowolonych chłopów w ich walce wspierało stronnictwo. Od 1932 SL samo
        zaczęło organizować strajki chłopskie. Pierwszy strajk w lutym 1932 w jednym z
        najlepiej przez SL zorganizowanych powiatów - limanowskim. Hasłem mobilizującym
        było żądanie obniżenia opłat targowych. W marcu strajk w powiecie Dąbrowa
        Tarnowska. W kwietniu SL, za pośrednictwem kierowanego przez jego działaczy
        Związku Zawodowego Rolników, ogłosiło bojkot targowisk w Łowiczu. Potem
        strajkowali ludowcy powiatu Mińsk Mazowiecki. Nastąpiło głośne starcie przy
        okazji strajku rolnego w Jadowie w powiecie radzymińskim. Chłopi siłą
        przeciwstawili się tam policji, broniąc uczestników wystąpień przed
        aresztowaniem. Policja użyła broni. Trzech chłopów zginęło, kilku odniosło rany.
        Dokonano wśród strajkujących aresztowań. We wrześniu strajkowali chłopi
        województwa warszawskiego. Najaktywniej wystąpili w powiecie warszawskim.
        Czynnie przeciwstawiano się łamistrajkom usiłującym złamać postanowienia o
        bojkocie. Najliczniejsze były tu też aresztowania. Sukcesem było zmniejszanie
        opłat targowych.

        koniec cytatu
        • stefka_z_kuzminy Re: "chłopska ruchawka" 18.07.09, 07:07
          piotrzr napisał:
          > przyczyną była pogłoska o przywróceniu pańszczyzny

          Nie chcieli pracować przy budowie dróg - "za bezdurno", i za nic
          mieli dobre słowo pana Potockiego. W PRL taką postawę nazwano by
          zapewne antyspołeczną, wszak czyn społeczny uszlachetnia. Czy praca,
          to kolejny polski mit.
        • mariusz9959 Re: "chłopska ruchawka" 19.07.09, 10:31
          Oczywiście Piotrze nie chodziło mi o Twoją wypowiedz, napisałeś spokojnie i
          rzeczowo swoje uwagi. Można się z nimi zgadzać lub nie, ale trudno je określić
          bzdurnymi. Chodziło mi o te oryginały z P-U i zgraję ich klonów jak ten Stefka,
          który pisząc o artykule zamieszczonym przez Tawnego wykazał się jak zwykle
          „ogromem wiedzy” na poruszany temat.

          PS.
          Tak przy okazji, rok później (1933) po podobnych wydarzeniach w Grodzisku Dolnym
          mój dziadek był zmuszony przenieś się na jakiś czas do Twojego miasta i
          zamieszkać na zamku. Pomnik w Grodzisku oczywiście też postawiono a za czasów
          PRL dziadek nawet dostał order. Gdy byłem mały wujek mnie napuszczał żebym
          poszedł do dziadka i zapytał, który odznaczenie to za walkę z sanacją, bardzo
          się wtedy dziadek denerwował. Jak dzisiaj mogę się domyślać pewnie, dlatego że
          głównym powodem nadania odznaczenia było uczestnictwo w bijatyce z policją, (bo
          tak to wyglądało w Grodzisku) a nie rzeczywista walka z sanacją, w którą był
          zaangażowany.
        • tawnyroberts "Chłopska ruchawka" z Leska i "walka z sanacją" 20.07.09, 23:37
          Jedna mała uwaga: Kryciński pisząc o "chłopskiej ruchawce" miał na
          myśli tylko i wyłącznie zamieszki w powiecie leskim w 1932 r., do
          których doszło raczej na skutek rażącego nieporozumienia związanego
          z rzekomym przywróceniem pańszczyzny, a nie jakiejś tam "walki z
          sanacją". Pozostałe wspomniane przez Ciebie wydarzenia to już nieco
          inna para kaloszy, chociaż po latach niesłusznie wpisuje się je
          wszystkie w jeden nurt.
    • piotrzr Re: "chłopska ruchawka" 19.07.09, 14:49
      Oczywiście pozostaje też pytanie czy były to bunty w stylu "lepperiady", czy
      elementy "walki klasowej" (jak interpretowali to komuniści) albo skutki kryzysu
      i fatalnej polityki gospodarczej ówczesnych rządów.
      Oczywiście że hr Potocki z Rymanowa lepiej potrafił się dogadać z
      podrymanowskimi Łemkami niż władze ówczesnego powiatu leskiego z ukraińskimi
      chłopami z okolic od Berechów Dolnych po Wetlinę.
      I nie było tu z pewnością w intencjach władz przywracanie pańszczyzny a raczej
      "prace społecznie uzyteczne" w stylu sovieckich subbotników czy amerykańskich
      lub niemieckich "robót publicznych".
      • stefka_z_kuzminy Re: "chłopska ruchawka" 19.07.09, 20:02
        piotrzr napisał:

        > Oczywiście pozostaje też pytanie czy były to bunty w
        stylu "lepperiady", czy
        > elementy "walki klasowej" (jak interpretowali to komuniści)

        Chciejstwo władzy, bo pomysł na roboty publiczne może i dobry, ale
        wykonanie jak zwykle do dupy. Politycznie efekt był opłakany -

        "Zamieszki nie miały charakteru zorganizowanej walki politycznej.
        KPZU - wbrew twierdzeniom Henryka Rodziewicza - była w Bieszczadach
        bardzo słaba i włączyła się do rozruchów dopiero w trakcie ich
        trwania, próbując je politycznie zdyskontować. "Powstanie leskie"
        nie miało też charakteru narodowego, gdyż wzięli w nim udział tak
        Ukraińcy, jak i Polacy" str. 54. Tak Było w Bieszczadach. G. Motyka.

        I trudno się w tym miejscu nie zgodzić z bieszczadzkim tygrysem -

        "W 1932 roku wybuchło powstanie leskie. Chłopi, zmuszani do
        bezpłatnej naprawy i budowy dróg w ramach akcji zwanej „świętem
        pracy", nie wytrzymali i ..." Łuny w Bieszczadach‎. Jan Gerhard str.
        16.

        ;)
    • tawnyroberts Krzyż pańszczyźniany w Leszczowatem 20.07.10, 13:18
      W Leszczowatem krzyż pańszczyźniany ustawiono przy głównej drodze,
      naprzeciwko cerkwi. Pierwotnie krzyż był drewniany. Zastąpiono go
      metalowym prawdopodobnie w dwudziestoleciu międzywojennym.

      fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/2345986,2,1,Leszczowate.html

      Cerkiew w Leszczowatem znajduje się na szlaku Ekomuzeum "Hołe". Na
      znajdującej się przed świątynią tablicy informacyjnej jest mała
      wzmianka o specyfice krzyży pańszczyźnianych:

      "Krzyże pańszczyźniane to jest specjalna grupa krzyży dziękczynnych -
      ich powstanie wiąże się ze zniesieniem pańszczyzny. Mówi o tym
      wyryta na krzyżu data 1848 r. Krzyże takie fundowali uwłaszczeni
      chłopi, zwykle były one duże i miały bardzo niewprawnie wykonane
      inskrypcje."

      Samemu Ekomuzeum poświęcę w najbliższym czasie osobny wątek.
    • tawnyroberts Kapliczka pańszczyźniana w Bóbrce 20.07.11, 14:40
      A oto sprawca całego zamieszania, związanego z "chłopską ruchawką" z 1932 roku - kapliczka w Bóbrce, upamiętniająca zniesienie pańszczyzny w 1848 r. Jak widać, kapliczka ma się bardzo dobrze, niedawno została odremontowana, a jej wnętrze zdobi współczesna "bieszczadzka" ikona. Dojechać do niej można skręcając w Bóbrce na Myczkowce (z drogi wojewódzkiej nr 895 Uherce - Myczków).

      fotoforum.gazeta.pl/uk/Kapliczka%2520w%2520B%25F3brce,tawnyroberts.html
    • tawnyroberts "Powstanie leskie" we wspomnieniach J. Grzyba 09.07.12, 14:59
      W jednym z ostatnich numerów "Naszego Słowa" pojawił się artykuł Józefa Grzyba (Йосиф Гриб) o jego rodzinnej wsi - Bóbrce koło Soliny, zatytułowany "Wspomnienie o mojej rodzinnej wsi - mój dziecięcy raj" ("Спомин про моє село - мій дітячий рай"). Podczas lektury tekstu liczyłem na jakieś ciekawe i mało znane fakty na temat wydarzeń w Bóbrce z 1932 r., dających początek tzw. "powstaniu leskiemu", ale autor ograniczył się w tym fragmencie swojego opowiadania jedynie do, niemalże dosłownego, cytatu z prezentowanego już w tym wątku artykułu Stanisława Krycińskiego. Szkoda, ale reszta wspomnień bardzo ciekawa. Będzie jeszcze nie raz okazja do nich powrócić...


      „Zdarzyło się tak, że w 1932 roku ze Lwowa do Bóbrki przyjechało czterech ludzi. Kręcili się oni koło kapliczki, którą nazywano „pańszczyźniana”, zaczęli rozkopywać ziemię i czegoś szukać. Ktoś z miejscowych krzyknął, że „odkopują pańszczyznę”. Ta wiadomość szybko obiegła całą wieś i dotarła aż do Łobozewa. Ludzie z okolicznych wsi, uzbroiwszy się w kosy, widły i motyki, solidarnie - czy to Polak, czy Rusin (Ukrainiec) - ruszyli bić „panów”. Te rozruchy trwały kilka dni i w tym czasie rozbito niektóre posterunki policji. Poturbowano i kilku robotników pracujących przy budowie drogi, bo ci bronili swoich pracodawców - „panów”. Zakończyła rozruchy i zaprowadziła porządek kompania wojska, która przyjechała z Sanoka: żołnierze oddali kilka serii z karabinu, ale ofiar nie było.”

      Józef Grzyb (Йосиф Гриб)

      "Nasze Słowo", nr 24, 10 czerwca 2012 r.
    • tawnyroberts Powstanie leskie w "Kalendarzu Łemkowskim" 10.07.12, 13:51
      W najnowszym numerze "Naszego Słowa" jest krótka recenzja publikacji zatytułowanej "Лемківський календар 2012", czyli "Kalendarza Łemkowskiego na 2012 Rok", wydanego przez dwie ukraińskie organizacje: Всеукраїнське товариство "Лемківщина" i Фундація досліджень Лемківщини у Львові. Wśród kilku zasygnalizowanych przez Pawła Łozę (Павло Лоза) artykułów jest również tekst Iwana Krasowskiego (Іван Красовський), poświęcony 80-tej rocznicy wybuchu powstania leskiego. Oto wrażenia dziennikarza "Naszego Słowa" z lektury artykułu:


      „W lipcu 2012 r. mija także 80 lat od powstania chłopów powiatu leskiego na Wschodniej Łemkowszczyźnie, w jakim wzięło udział 1,5 tysiąca osób. Było ono następstwem socjalnych i narodowych ucisków mieszkańców powiatu, w którym Łemkowie wśród ludności wiejskiej stanowili większość. „Chociaż powstanie chłopów powiatu leskiego zakończyło się porażką, jego oddźwięk było słychać daleko za granicami Polski. Ówczesny rząd był zmuszony zaniechać przeprowadzenia „święta pracy” w wielu powiatach i odłożył egzekucję pożyczek i podatków z ludności wiejskiej” - pisze w zamieszczonym w kalendarzu artykule Iwan Krasowski.”

      Paweł Łoza (Павло Лоза)

      "Nasze Słowo", nr 28, 8 lipca 2012 r.


      P.S. Niestety, póki co nie mam dostępu do omawianego kalendarza. Gdy tylko wpadnie mi w ręce, zamieszczę szersze streszczenie artykułu Krasowskiego, a może nawet przygotuję tłumaczenie całości.
    • tawnyroberts Powstanie leskie w "Naszym Słowie" 10.08.12, 14:02
      W ostatnim numerze "Naszego Słowa" ukazała się pierwsza część artykułu pod tytułem "Селянські заворушення в Ліському повіті влітку 1932 р." ("Bunt chłopski w powiecie leskim latem 1932 r."), poświęconego zamieszkom chłopskim z 1932 r., które przeszły do historii jako tzw. "powstanie leskie". Autorem tego interesującego materiału jest Anna Stawarz (Анна Ставаж), o ile mnie pamięć nie myli, dotąd nie publikująca w ukraińskim tygodniku. Z lektury pierwszej części można się dowiedzieć na przykład, że zamieszki wybuchły nie w Bóbrce, a w Berehach Dolnych, a przyczyną była chęć zaprowadzenia tzw. Dnia Pracy, odczytana przez miejscowych chłopów jako próba przywrócenia pańszczyzny. Kolejne ognisko buntu wybuchło w sąsiadującym z Bóbrką Łobozewie, ale szczegółów proszę już szukać w samym artykule. Jeśli wygospodaruję trochę czasu, to pod koniec przyszłego tygodnia przygotuję tłumaczenie tekstu na język polski.

      nslowo.pl/content/view/2479/73/

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka