surya_k_a
26.04.11, 21:02
Witam
nie wiem, czemu piszę tego posta. Chyba potrzebuję wylać z siebie ból i smutek, a tu nie będę z tym sama.
1 kwietnia zmarł mój synek Adaś. Miał prawie 8 miesięcy. Odszedł w zasadzie w ciągu 2 dni. Zaczęło się od niewinnego zapalenia ucha, a rozwinęło się ropne zapalenie opon mózgowych i sepsa.
Dzięki Adasiowi moje życie nabrało zupełnie innego wymiaru, gdy okazało się, że urodził się głuchy. Na początku był to ogromny cios, ale potem zobaczyłam w tej sytuacji szansę na otwarcie się na nowe wartości w moim życiu. Adaś nie miał żadnych innych chorób, miał mieć wszczepiony implant ślimakowy, który miał mu umożliwić normalne słyszenie, rozumienie i naukę mowy. Wszystko wyglądało pozytywnie, choć wiedziałam, że będzie to wymagało ode mnie mnóstwa pracy i wysiłku. Ale nie bałam się tego. A potem, nagle... nie ma go.....
To tak strasznie boli
Przy życiu trzyma mnie to, że mam starszego synka, który jest naprawdę cudownym dzieckiem. Dla niego mobilizuję się i staram funkcjonować "normalnie". Ale w sercu cały czas boli.
Nie ma dnia, żebym nie oglądała zdjęć Adasia i nie płakała. Był taki wesoły, pogodny, cały czas się uśmiechał, był wszystkiego ciekawy. A teraz jest pustka.
Czy kiedyś ten ból trochę zelżeje? Czy będę potrafiła myśleć o Nim z miłością, ale też ze spokojem? Jak ja mam teraz żyć?
M.