Dodaj do ulubionych

Ratunku...

05.08.11, 22:16
myślałam że jestem silniejsza. Dzisiaj w bliskiej mi rodzinie pojawiło się dziecko. Teoretycznie powinnam się cieszyć a ja siedze i rycze bo mojego synka nie ma już od trzech miesięcy a za pare dni będzie mój termin z OM. Boje się iść do szpitala w odwiedziny, boje sie mojej reakcji na widok tego maluszka. Dziewczyny ratujcie, jak mam sobie z tym poradzić. Dobrze że jutro ide do pracy.
-----------------------------
Natalka 06.11.2007
Aniołek [*]9tc 20.07.2010
Mateuszek [*]26tc 11.05.2011
Obserwuj wątek
    • kronia29 Re: Ratunku... 07.08.11, 17:04
      ja byłam w podobnej sytuacji było nas 3 na ten sam termin i moja córcia zmarła przy porodzie a tamte dzieci urodziły sie szczęśliwie i minie w październiku 2 lata a ja nie mogę się spotkać z tymi koleżankami bo płaczę później kilka dni z rzędu i się rozsypuję, wystarczy że miniemy się samochodami i juz wystarczy żeby bylo po mnie :(.
      każdy zrozumie twoje zachowanie jak będziesz się trzymała na uboczu bo przecież umarło Ci dziecko nie potrafię Ci pomóc mogę tylko powiedzieć że doskonale znam to uczucie...
      bardzo mi przykro i mocno Cie tulę
      • vera82 Re: Ratunku... 07.08.11, 23:13
        witaj
        ja rowniez bylam wpodobnej sytuaji, trzy tyg po moim porodzie i jednoczesnie smierci mojej coreczki, przyjaciolka urodzila zdrowa corke...cieszylam sie z jej szczescia ale plakalam z rozpaczy ze moja nie zyje...dopiero po miesiacu odwazylam sie pojechac zobaczyc jej mallenka pocieche...jak ja zobaczylam poplakalam sie...przyjaciolka zrozumiala, przytulila, byla ze mna...teraz minely dwa lata, a ja wciaz kiedy patrze na jej Gabrysie widze swoja Hanie, ktora teraz bawilaby sie ze swja kolezanka....
        • strzygula1 Re: Ratunku... 08.08.11, 21:21
          byłam w podobnej sytuacji niestety. Urodziłam naszą Córcię 10 stycznia 2011 a miesiąc później bratowa urodziła swoje trzecie dziecko. Wszystkie 3 rodzone w domu - trzecie ledwo uratowane bo rodzone w domu. I była we mnie złość, bo miałam nadzieję, że w końcu my a nie ciągle ONI, że narażali życie swojego dziecka "bo chciała rodzić w domu", bo 3 ciąże bez ŻADNYCH problemów!!!Na szczęście brat daleko mieszka ale rodzice piszczeli z radości i się mną nie przejmowali co ja czuję bo wydawało im się, że już jest ok (nie wiem czemu - bo nie płakałam 24 godz/dobę?)Straciłam już kilka przyjaciółek przez moją złość, że one mają szczęscie a my nie. Minęło już prawie 7 m-cy a boli tak samo. Podobno czas leczy rany...czekam aż tak będzie u mnie.... Trzymaj się. Kiedyś jeszcze będziemy szczęśliwe - musimy w to jakoś uwierzyć choć jest ciężko, bardzo ciężko
    • strzygula1 Re: Ratunku... 08.08.11, 21:25
      byłam w podobnej sytuacji niestety. Urodziłam naszą Córcię 10 stycznia 2011 a miesiąc później bratowa urodziła swoje trzecie dziecko. Wszystkie 3 rodzone w domu - trzecie ledwo uratowane bo rodzone w domu. I była we mnie złość, bo miałam nadzieję, że w końcu my a nie ciągle ONI, że narażali życie swojego dziecka "bo chciała rodzić w domu", bo 3 ciąże bez ŻADNYCH problemów!!!Na szczęście brat daleko mieszka ale rodzice piszczeli z radości i się mną nie przejmowali co ja czuję bo wydawało im się, że już jest ok (nie wiem czemu - bo nie płakałam 24 godz/dobę?)Straciłam już kilka przyjaciółek przez moją złość, że one mają szczęscie a my nie. Minęło już prawie 7 m-cy a boli tak samo. Podobno czas leczy rany...czekam aż tak będzie u mnie.... Trzymaj się. Kiedyś jeszcze będziemy szczęśliwe - musimy w to jakoś uwierzyć choć jest ciężko, bardzo ciężko
      • just_tusia07 Re: Ratunku... 11.08.11, 20:48
        Dziękuje. Jakoś się trzymam, chociaż nie jest łatwo. Wszyscy w koło myślą że jest ok a ja łzy wycieram w poduszkę żeby nie widzieli. Po odwiedzinach w szpitalu przepłakałam cały wieczór. Kontaktów nie zerwę bo to siostra mojego męża.
        • strzygula1 Re: Ratunku... 11.08.11, 22:12
          wiem co czujesz... niestety :( ja też 8 godzin w pracy przesiedzę i zaciskam zęby, bo co jakiś czaś temat ciąży, dziecki itd i w myślach proszę mojego Aniołka żeby mi pomógł a jak wychodzę z pracy to już na parkinku lecą mi łzy :( a to już wczoraj minęło 7 m-cy a boli jakby to było wczoraj :( mój mąż mówi, żeby się nie wściekała i nie smuciła na ciąże i dzieci innych bo to dobrze, że ktoś jest szczęśliwy i dzieci są zdrowe ale ja nie potrafię. Wiem, że nie powinnam tak myśleć ale cieszę się że inni są szczęsliwi ale DLACZEGO NIE JA?!?!?!?
          Wiem, że pogodzenie się z ciązami i dziećmi innych jest "kluczem do sukcesu" i stanięcia na nogi ale nic nie poradzę, że boli jak cholera. musimy się jakoś wziąć w garść.
          powodzenia. cały czas wierzę, że nasze Aniołki nam pomogą...
          • just_tusia07 Re: Ratunku... 12.08.11, 17:47
            Ja już myślałam że się z tym pogodziłam. W pracy tematy dzieciowe mi nie przeszkadzają, nawet nie mam awersji do kobiet w ciąży i malutkich dzieci. Jednak łzy i żal pozostały i myślę że jeszcze długo zostaną. Jakby tego było mało to na dniach moja kuzynka urodzi syna :(
            ***Co nas nie zabije to nas wzmocni***
            -----------------------------
            Natalka 06.11.2007
            Aniołek [*]9tc 20.07.2010
            Mateuszek [*]26tc 11.05.2011
    • magapi Re: Ratunku... 15.08.11, 14:24
      Nie ma nic złego w twoich sprzecznych emocjach...ja prawie dwa lata nie uczestniczyłam w życiu innych dzieci w rodzinie...nikt nie powiedział złego słowa...
      Nie musisz iść do szpitala...tak sądzę...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka