Dodaj do ulubionych

trochę pamiętnik, trochę autoterapia ...

07.09.04, 01:40
Tak sobie myślę, że mogłabym spisywać to wszystko co we mnie jest po śmierci
Małej Hani. Własciwie chciałabym to wszystko w sobie porządkować. Zadawać
pytania, niekoniecznie szukać odpowiedzi, zbierać myśli, pisać o uczuciach,
przeżyciach, przemysleniach ... Właściwie mogłabym to robić na kartce
papieru, ale już nieraz przekonałam się, że to forum tworzą osoby wyjątkowe,
a śmierć Naszych Dzieci stworzyła, że stałyśmy się osobami nieprzeciętnie
wrażliwymi a zarazem silnymi. Dobrze jest mieć po prostu kogoś...
śmierć Małej Hani jest dla mnie niepojęta, niezrozumiała... Moja wiara w
ostatnich latach była nieco przykurzona, teraz w obliczu takich pytań pewnie
to wszystko przewartościuję...
Jeśli macie ochotę pisać ze mną o wszystkim to zapraszam.
Mam nadzieję, że to pomoże zrozumieć ...
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • agablues Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 07.09.04, 01:56
      Dla mnie to forum od samego początku było swoistą terapią. To, że mogłam
      wałkować temat choroby Igi, sensu cierpienia, wiary, akceptacji, a potem żałoby,
      smutku tutaj właśnie - bardzo mi pomagało. Wyrzucałam na bieżąco wątpliwości,
      "objawienia", radości i smutki.
      Po śmierci Igi, dr z hospicjum zapraszał mnie na grupę wsparcia, ja odpowiadałam
      niezmiennie - Ja mam swoją grupę wsparcia. I tak jest cały czas. Spotkania w
      hospicjum odbywają się co jakiś czas, w określonym dniu, godzinie. Nie zawsze ma
      się ochotę mówić, czasami pewne myśli przychodzą po spotkaniu. Tutaj można
      dzielić się przemyśleniami i nie tylko - kiedy się ma na to ochotę. Forum jest
      dostępne przez cały czas, o każdej porze.
      Na grupę oczywiście jeżdżę, ale tutaj więcej mówię.

      Pisz Yen, może odkryjesz coś dla nas również.
      sciskam Aga
    • yen74 Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 07.09.04, 10:41
      Aga - właściwie nie mam nikogo poza wami, kto chiałby mnie słuchać, no bo jak
      długo można??? Czuję też, że znajomi czują się z tym tematem nieswojo, nie
      wiedzą co powiedzieć. Własciwie to czekają na to co ja powiem, a potem
      oddychają z ulgą, gdy mówię np. o pogodzie. Rozumiem to, bo tak naprawdę co
      można powiedzieć matce po stracie dziecka? U mnie nie ma żadnej grupy wsparcia,
      albo ja o tym nie wiem. Ale dobrze, że mam was.
      • j0204 Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 07.09.04, 11:02
        Yen74,
        ciesze się razem z Tobą, że jesteś z nami tu na tym forum i myślę podobnie jak
        Ty.
        Mam niewielu znajomych z którymi mogę porozmawaić o Sylwi, a reszta była żadna
        chyba sensacji - co dalej i tę resztę zostawiłam gdzieś daleko.
        Na tym forum mamy swój azyl, zawsze mozemy napisac co nas boli, co przytłacza a
        co cieszy. A najważniejsze jest to,że obok nas są prawdziwi ludzie. (mam na
        myśli forumowych ludzi!!!!)

        Szkoda,że nie ma tej grupy, może byłaby możliwość kontaktu z innymi rodzicami i
        lepszej terapii. Zostań tu z nami, razem bęzdiemy się wspierać i powoli wracać
        do życia.
        Ściskam Cie i pozdrawiam
      • agablues Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 07.09.04, 13:06
        Kochana Yen, juz kiedyś pisałam, że my chyba jesteśmy troszeczkę "dziwne". Ja o
        każdym naszym forumowym dziecku mogę czytać, czytać ( a na spotkaniach słuchać).
        Wiedzieć o nich jak najwięcej, wyobrażać sobie jakie były, co lubiły a czego
        nie. A w przypadku dzieci nienarodzonych albo tych, które odeszły w brzuszku -
        poznać plany rodziców, marzenia, oczekiwania, drobne radości z kopniaczków pod
        żebra. Może właśnie dlatego, że już nie będzie możliwości poznania naszych
        dzieciaczków.
        Obserwuję u siebie kolejny etap w przeżywaniu starty Igi. Zaczynam wysyłać
        sygnały osobom tylko znajomym - mamom koleżanek z klasy Marty, znajomej ze
        sklepu... I widzę jak unikają tematu. Nie wiem czego tak naprawdę bardziej się
        boją - tego, że mnie urażą ( ale skoro ja zaczynam, tzn że chcę mówić) czy
        swojego strachu...
        Czasami zastanawiam się czy są tylko dwie grupy osób: ci, którzy udają, że nic
        się nie stało i ci, którzy szukają sensacji? Ja na szczęście spotykam także
        normalnych. Czego i Wam życzę.
        Marzy mi się jakaś wspólnota rodziców po stracie - w każdym mieście, miasteczku
        - wszędzie tam, gdzie są osieroceni rodzice. Zeby mieli siebie. aga
    • bombamonika Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 07.09.04, 12:08
      Droga Yen

      Pamiętam jak po śmierci Adasia (urodził się 25tyg i po 3tyg zmarł)świat mi się
      zawalił i nie chciałam żyć.Pomyślałam, że muszę iść do mojego synka bo kto się
      nim zaopiekuje.Ale po jakimś czasie zrozumiałam, że ma tam najlepsza Matkę na
      świecie a tu na ziemi potrzebuje mnie mój mąż, no i Adaś chciałby mieć
      rodzeństwo.Miałam cesarkę więc musiałam rok czasu czekać na ponowne próby.To
      był najdłuższy rok w moim życiu.I przyszedł czas kolejnych starań.Niestety nie
      mogłam zajść w ciążę.Byłam zdrowa więc nie wiedziałam co się dzieję.Lekarze
      powiedzieli, że za bardzo chcę i się zablokowałam.Spróbowałam sobie pomóc
      Clostybegytem i udało się.Niestety 2msc temu poroniłam (w 6tyg)
      I znowu rozpacz.Ale dzisiaj jestem silniejsza.Wczoraj byłam u ginekologa i mogę
      znowu próbować.Niewiarygodne jest to ile w nas, kobietach jest siły i wiary.
      Mam koleżankę w pracy, której pierwsze dziecko zmarło a potem poroniła 6
      razy.Ale ona nigdy nie straciła wiary i teraz ma cudowną córeczkę.Jesteśmy
      silne i poradzimy sobie ze wszystkim.Trzymam kciuki.Wszystko będzie dobrze.
      Pan Bóg czuwa nad nami. Pozdr.Monika
    • yen74 Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 08.09.04, 11:00
      Wiecie co dla mnie ciężkim doświadczeniem jest patrzenie na moją starszą
      córeczkę (2,5). Nie mam wspomnień związanych z Hanią (poza ciążą) więc
      przekładam obraz na Maję. Wiem, że byłyby do siebie bardzo podobne. Usta po
      Tacie, oczy po mnie.
      Chwilami udaje mi się mówić do niej, ale chyba jeszcze potrzebuję czasu...
      Nie mam w sobie spokoju. Czasami staram się o tym wszystkim nie myśleć, ale
      zaraz przychodzi refleksja - jak to nie myśleć? Przecież to twoje dziecko.
      Kolejna ciąża? W szpitalu, gdy czekałam na poród z martwą Hanią w sobie
      zarzekałam się, że nigdy więcej, że nie przeżyłabym tego, ale z upływem dni
      myślę, że chciałabym, ale jeszcze nie teraz.
      Szukam w sobie teraz spokoju, chociaż ten smutek w oczach pozostanie na zawsze
      i trochę siwych włosów ...
      • natkaszczerbatka Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 08.09.04, 11:59
        oj, te siwe włowy - u mnie pojawiły się z dnia na dzień dosłownie, zauważyłam
        je w szpitalnej łazience, kiedy czekałam na wywołanie porodu mojego synka ...
        całe pasemko!
        • ewa5005 Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 08.09.04, 14:03
          macie rację dziewczyny,że to forum to forma autoterapii.I można tu uzyskac rady
          od najbardziej kompetentnych - osób po przejściach. Chybabym sie zadusiła
          swoimi myslami jakbym nie mogła ich tu uzewnętrzniać. Nie zawsze jest komu, lub
          po prostu nie chcę komus bliskiemu opowiadać co czuję. Boję się że znowu po
          takim wylewie rozpaczy oni pogrążą się w swojej. Szczególnie staram się być
          twarda przy rodzicach ,teściach. Przy mężu mi trudniej ale czasem jak widzę że
          jemu jest źle to sama go pocieszam.
          A tu jak napisąła Aga nieważna jest pora i dzień. Mozna sobie pogadac zawsze.
          A co dziś czuję?
          Boję się i smucę bo, myslę,:
          1. że nie uda mi się teraz łatwo zajść w ciążę
          2. że zajdę w ciążę i się nie uda dotrzymać
          3. że nie zdarzą mi się już bliźniaki
          4. że jedno dziecko nie zastąpi mi mojej dwójeczki - i wtedy boję się że za
          karę za takie mysli w ogóle nie zajdę w ciażę.
          5. Że tak intensywnie myslę o ciąży że w nia z tego wsztskiego nie zajdę.
          6. że wpadam w paranoję.
          ale ogólnie uważam,że chyba nie odbiegam od normy??????
          pozdrawiam koleżanki, pa
          • agablues Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 08.09.04, 14:11
            Ewa, ani trochę nie odbiegasz od normy!
            Ja też przy innych "muszę być silna" i nie mogę wylewać na nich swoich żalów,
            wątpliwości, tych wszystkich myśli. A tutaj mogę.
            Ja też się martwię ( z pomocą Ewy):
            > 1. czy uda mi się teraz łatwo zajść w ciążę
            > 2. czy zajdę w ciążę i czy uda się ją dotrzymać
            > 3. czy nie zdarzą mi się bliźniaki ( nie wiem czy dałabym radę)
            > 4. kolejne dziecko nie zastąpi mi mojej córeczki - i wtedy boję się że za
            > karę za takie mysli w ogóle nie zajdę w ciażę.
            > 5. Że tak intensywnie myslę o ciąży że w nia z tego wsztskiego nie zajdę.
            > 6. że wpadam w paranoję.

            + kilka swoich własnych strachów
            Najbardziej się boję o tę paranoję...
            Sciskam Aga
            • ewa5005 Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 08.09.04, 14:15
              no to już jesteśmy dwie,więc może rzeczywiście to taka "norma" osieroconych mam.
              trzymam kciuki za przyszle starania i tą nieszczęsną paranoję, żeby trzymała
              się z daleka.
              • bombamonika Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 08.09.04, 15:09
                no to jesteśmy trzy
                już prawie sobie poradziłam z depresją i obsesją a tu dzisiaj moja najlepsza
                przyjaciółka oznajmiła mi, że jest w ciąży.I znowu dołek.
                Kiedyś mama38 napisała wspaniałe zdanie:"Jesteśmy takimi nietypowymi mamami bo
                wiemy, że dwie II na teście to nie sukces, tylko początek trudnej drogi"
                Boże jakie to prawdziwe.
                Pozdr.Monika
            • j0204 Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 08.09.04, 14:19
              To i ja do Was dołączam.
              ewo, ja myślę podobnie jak Ty i Aga.
              Jedyną osobą z rodziny była /jest moja siostra , z którą zawsze o każdej porze
              mogłam porozmawaić o Sylwi. teraz sama została mamą (mała ma chyba kolkę
              jelitową, więc daje im równo popalić, ciągle płacze, nie spi, a najchętniej
              siedziałaby przy cycku) i mimo takich trosk , moja siostra rozmawia ze ną nadal
              o moich rozterkach, mogę przy niej swobodnie płakać, ona mnie przytuli i stara
              się zrozumieć. tak bardzo kochała Sylwię, była przy jej narodzinach i Jej
              śmierci, jest Jej drugą mamą.

              Z mężem tez mogę swobodnie rozmawiać. czasem widzę,że jemu jest bardzo ciężko,
              chyba sam w sobie trawi odejście Sylwi i próbuje z tym jakoś żyć. ale tematu
              nie unikamy.

              Co do ciąży, mogę podpisać się pod Waszymi przykładami i dołożyć mój cholerny
              strach i te nasze 50%, a reszta? reszta w rękach Boga i matki natury.(bo ona
              chyba namieszała najwięcej)
              Dziewczyny, głowa do góry, choc łatwo nie jest.
              Ściskam Was mocno

              ps-aga,włącz gg
          • ewamonika1 Re: do Ewy, Agi i Dziewczyn z tego wątku 08.09.04, 14:21
            Babeczki,
            Ja już widziałam dwa czarne koty - Aga - pamiętasz? ;-))
            Były śliczne i błyszczały z daleka. Myślę, że komuś przyniosą dwie kreseczki.
            A jak będziecie już gotowe - dajcie znak - będę dalej wypatrywać dla Was.

            pozdr. ewa
            • natkaszczerbatka Re: do Ewy, Agi i Dziewczyn z tego wątku 08.09.04, 14:32
              Mi powiedziała moja gin że w kolejnej ciąży może mi pęknąć macica, bo jest taka
              rozciągnięta po tym wszystkim ...
              a mąż czasem podpytuje ... może spróbujemy jeszcze raz ...
              ja mu powiedziałam, że jak mi pęknie macica to przestane być kobietą, zaczną mi
              rosnąć wąsy i broda, zacznę się starzec w oszałamiającym tempie ...
              Bardzo się zmartwił, mina mu zrzedła, bo nie zdawał sobie z tego sprawy ...
              Myślicie, że z tą macicą i jej pęknięciem to możliwe?
              • agablues Re: do Ewy, Agi i Dziewczyn z tego wątku 08.09.04, 14:39
                Natko kochana,
                jestem szczęśliwą ciocią siostrzeńców i siostrzenic - w tym 9 z jednych rodziców.
                Jeżeli pojawi się 10 dziecko - znaczy, że macica wytrzymała.
                A tak serio - może warto zweryfikować tę opinię u innego lekarza?
                Sciskam Aga
              • ewa5005 Re: do Ewy, Agi i Dziewczyn z tego wątku 08.09.04, 15:11
                Natko,
                ja też bym to zweryfikowała u innych lekarzy. Ja miałam 2 maluchy w brzuchu
                (razem prawie 4 kg w dniu porodu), ale nic nie słyszałam od lekarzy o takim
                czymś jak pękająca macica.
                przedstaw po krótce swoje przejścia i zapytaj na forum - pytania do eksperta
                www.naszbocian.pl . Może coś podpowiedzą.
                pa
                • natkaszczerbatka Re: do Ewy, Agi i Dziewczyn z tego wątku 08.09.04, 15:16
                  no tak, chyba jak juz będę psychicznie gotowa, poszukam jakiegoś innego
                  lekarza. A tak a propos, z wątku Yen - zrobiła się miła pogawedka ... miejmy
                  nadzieje, że Yen nie będzie miała tego za złe ... w końcu to też swego rodzaju
                  autoterapia ...
    • yen74 Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 09.09.04, 10:24
      Kochane dziewczyny,
      oczywiście, że nie mam nic przeciwko temu, że sobie miło gawędzicie na "moim"
      wątku, a wręcz przeciwnie, bardzo się cieszę. Każdy przecież wnosi coś nowego
      dla siebie i innych.
      Ciąża?? Też o tym myślę, ale przeraża mnie ta dziwięciomiesięczna droga. Mała
      Hania miałaby szansę, gdyby było cc, ale niestety NIKT nie przypuszczał, że
      taki moze być finał zdrowej, donoszonej ciąży. Okrutny i przewrotny "żart"
      losu. Bo przecież Hania była zdrowa ...tylko ta pępowina owinęła się i
      zacisnęła przy skurczach ...
      Gdybym teraz zaszła w ciążę to chyba oszalałabym ze strachu przez te 9 m-cy,
      ale bardzo chciałabym mieć jeszcze dziecko.
      • ewa5005 Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 09.09.04, 17:44
        Droga Yen,

        jak już wspomniałam (nawet w punktach) im bliżej do ciąży (mam na myśli
        rozpoczecie starań bo kto wie ile to zajmie...)tym mam większego cykora. Ale
        jeszcze bardziej boje się żyć sama, bez dzieci....Bo Misie były moimi
        pierwszymi dziećmi.
        I bardzo chciałabym nie być w staraniach o dzieci sama. Mam nadzieję,że wkrótce
        przybędzie na tym forum aktywnych "staraczy" o dzieci. W pewnym wątku
        napomknęliśmy o tym z Wustyle - tatą Laury,że w 2005 ogłosimy swiatu narodziny
        naszych dzieci - ale nie wiem co na to jego żona Betty 69?
        I mimo że to bardzo trudna decyzja - kolejna ciąża - to przynajmniej jest
        nadzieja.....na lepsze jutro.

        Aha, nie wiem co powie na ujawnienie tej wiadomości moja koleżanka forumowa
        JaEwa (straciła Amelkę 2,04,2004 w 30 tc - też pepowina), ale mam nadzieję,że
        nie będzie się gniewać: jest w 6 tc!!!!!
        pozdrawiam
    • monikamm Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 09.09.04, 19:43
      Jak czytam ten wątek, to robi mi się trochę lepiej. Czytam o Waszych uczuciach
      i widzę, że moje wcale nie są jakieś dziwne.
      Mamy te same strachy i wątpliwości.
      Ja póki co z następną ciążą muszę czekać.
      Bardzo się boję, że nie będę mogła zajść, albo, że stracę dziecko.
      Boję się też czy nie zdradzam pamięci Szymonka, myśląc o następnym dziecku,
      podczas gdy od jego śmierci minęło tak niewiele czasu.
      Boję się, że za mało o nim myślę, albo, że za dużo.
      Boję się, że za mało rozpaczam, wiedząc, że gdybym okazywała to co czuję, nic
      nie mogłabym zrobić.
      Wszystkiego się boję.
      Chciałam poprosić kiedyś natkę, żeby zapaliła światełko dla Szymka i mojej
      fasolki ale tego też się boję.
      Jest mi bardzo źle.....
      Taki dzień chyba dziś. Byłam pierwszy dzień w pracy i dzieci, z którymi pracuję
      pytały, co mi się urodziło.
      I nawet nie płakałam jak mówiłam, że mój synek umarł.
      Za to teraz płączę.
      Pozdrawiam Was
      • agablues Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 09.09.04, 20:04
        Moniko, przytulam z całych sił.
      • ewa5005 Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 09.09.04, 22:16
        trzymaj się Moniko
      • bombamonika Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 10.09.04, 16:49
        Droga Moniko

        Jak pisałaś wszystkie mamy takie same obawy ale im więcej czasu upłynie tym
        będziesz miała coraz więcej siły.Mój Adaś umarł 14.02.02, dwa miesiące temu
        poroniłam i teraz znowu się staram (8dc)Myślisz, że się nie boję? Oczywiście,
        że tak! Ale cóż jestem warta bez dzidziusia.Urodziłyśmy sie po to żeby być
        matkami i prędzej czy później każda do tego dąży.Ty potrzebujesz trochę czasu
        ale wiem, że pewnego dnia się obudzisz i powiesz sobie "Teraz wszystko będzie
        dobrze" i zaczniesz "działać". Nie obwiniaj się o to, że myślisz o następnym
        dziecku.Pomyśl, że twój synek chce mieć braciszka lub siostrzyczkę i jak się
        kiedyś urodzi będzie jego/jej aniołkiem.Ściskam mocno.Monika
        • yen74 Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 11.09.04, 08:33
          Moniko, jak bardzo się cieszę, że jest ci trochę lepiej jak to wszystko
          czytasz. :-) Chyba po to tu jesteśmy razem.
          Moja Hania kończyłaby teraz 3 tygodnie. Hmm... Nie wiem czy czas leci wolno czy
          szybko...
          ale wiem, że podobnie jak ty mam w sobie wiele strachów, mniejszych i większych.
          wiem na razie tylko jedno, że już nigdy nie będzie jak dawniej...
          Chce umieć mówić do Małej Hani, ale nie umiem. Chyba jakieś wewnętrzne poczucie
          winy mi się włącza, no bo co to za matka która w swoim łonie "pozwala" umrzeć
          zamiast wydać na świat???
          • ewa5005 Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 11.09.04, 12:39
            Droga Yen,

            ja też mam czasem takie myśli,że przecież to ja byłam odpowiedzialna za Misie -
            piętno winy ale wiem że to jest irracjonalne. Że sama sobie robię krzywdę
            myśląc w ten sposób, bo to nie prawda. Ty też ani żadna z nas nie miałaś wpływu
            na to co się stanie.
            pozdrawiam i zyczę bardziej kolorowych mysli,
            pa
    • dolotka Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 12.09.04, 01:04
      yen, czy mogę?
      wiesz, chyba kazda z nas z sierpniowego wątku boi się trochę poruszać tam temat
      Hani...ja też dlatego przyszłam tu...a przyszłam, bo to ciągle we mnie siedzi
      tzn może nie cały czas, ale często myślę o Hani...o tym co się stało...
      Chyba wszystkie tak na prawde bardzo to przeżyłyśmy...
      Chcę tu napisać co czuje ale coś mi nie wychodzi :(
      Patrząc na Aurelkę też myślę o Twojej córeczce...nie wiem jak Ci to
      wytłumaczyć...Po prostu wszytskie razem byłyśmy w ciąży, przezywałyśmy to
      wszystko, głaskałyśmy nasze brzuchy...Na pewno nie czułam tego co Ty...Jejku
      yen, nie wiem jak to napisać...
      Poprostu nie mogę sie z tym nadal pogodzić, że Twoja ZDROWA CÓRECZKA odeszła
      przez pępowinkę...Też tak sobie myślałam, ze gdybyś miała np. głupie
      nadciśnienie to zaplanowaliby Ci cesarkę i wszystko byłoby inaczej...Albo jak
      rodziłam Aurelkę i jej główka nie chciała wejść do kanału mimo rozwarcia na 10
      cm myślałam o tym, że może trzyma ją pępowina...a ten durny lekarz tak
      próbował ja wyciskać...Podczas cesarki usłyszałam:"Boże, jaka oplątana" i nie
      wiem czu to chodziło o Aurelkę czy o coś innego...
      Nie mogę tego znieść, ze byłaś już tak blisko szczęścia, wycierpialaś tyle
      niewygód ciąży i jeszcze ci pieprzeni teściowie...i własnie tego, ze Hania była
      zupełnie zdrowa...
      wiesz tego smsa od Ciebie mam dalej w komórce...jakoś nie mogę go
      skasować...jak go przeczytałam po raz pierwszy poczułam się tak jakbym zamiast
      serca miała trzytonowy głaz...nikogo nie było na forum, więc zadzwoniłam do
      minixv i powiedziałam jej, rycząc do telefonu...po prostu musiałam powiedzieć
      to którejś z nas, bo wiedziałam, ze nikt tak dobrze nie zrozumie tego co czuje
      jak OCZEKUJĄCA SIERPNIÓWKA (chociaż minia była już wtedy po). Nigdy tego nie
      zapomnę, a Haniusia zawsze będzie w moich myślach...
      dzięki, ze ja też mogłam się wygadac na tym forum, choć moje przezycia nie
      dorównują waszym...
      • yen74 Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 12.09.04, 14:04
        Dolotka - po to jest to forum, abys mogła wygadać swój gniew czy żal.
        Nie chcę pisać o swoich smutkach na rówieśnikach, bo nie jest tam na to miejsce
        ani czas. Wy macie się cieszyć swoimi maluszkami i wzajemnie wspierać, a nie
        słuchać narzekań i żalów.
        Dziękuję ci że jestes ze mną i mnie wspierasz.
        Boli mnie,że zamiast zabawek niose swojemu dziecku kwiaty i znicze.
        Na szczęście mam Maję i was tutaj i na tamtym forum i wiem, że zawsze mogę tu
        zajrzeć i się wygadać albo po prostu pomilczeć...
    • yen74 Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 12.09.04, 14:31
      Wiecie co? Czuję się jakaś taka wypalona, bez emocji, nie mogę płakać, nic nie
      mogę właściwie.
      Czy wy też przechodziłyście taki stan?
      Trudno mi się modlić, trudno mi wierzyć...
      Mam tylko w sobie takie wewnętrzne przekonanie, że Bóg miał jakiś plan, jakiś
      cel, tylko mi go nie zdradził. Bo przrcież TAKA smierć nie może być bezsensowna.
      Czy jesteśmy Matkami szczególnymi i mamy swoje Anioły w niebie?
      śmierć tak boli, że nie stanowi to dla mnie na razie pociechy, ale muszę się
      tego trzymać...
      • j0204 Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 12.09.04, 17:29
        yen74 napisała:

        > Wiecie co? Czuję się jakaś taka wypalona, bez emocji, nie mogę płakać, nic
        nie
        > mogę właściwie.
        > Czy wy też przechodziłyście taki stan?
        > Trudno mi się modlić, trudno mi wierzyć...

        Tak, ja przechodziłąm takie stany i nie wykluczam ich w przyszłości.
        Czasem zamiast modlitwy - normalnie rozmawiam z Bogiem, myślę,że to forma
        modlitwy.

        > Mam tylko w sobie takie wewnętrzne przekonanie, że Bóg miał jakiś plan, jakiś
        > cel, tylko mi go nie zdradził. Bo przrcież TAKA smierć nie może być
        bezsensowna

        Ja też w to wierzę, że Sylwia miała coś do przekazania. Zawsze prosze Ją o to,
        by otworzyła mi oczy i uchyliła mi rąbek tej tajemnicy swego życia.
        czekam na to niecierpliwie. a może kiedyś już nie będe potrzebowała takiej
        odpowiedzi, bo bedzie mi bardzo dobrze?

        > Czy jesteśmy Matkami szczególnymi i mamy swoje Anioły w niebie?
        > śmierć tak boli, że nie stanowi to dla mnie na razie pociechy, ale muszę się
        > tego trzymać...

        Byłyśmy, Jesteśmy i Będziemy Wspaniałymi Matkami dla Naszych Dzieci - na zawsze.
      • monikamm Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 12.09.04, 17:49
        Droga Yen
        To co chyba najmocniej teraz czuję, to pustka. I chyba ją wypłakuję po
        nocach... Zastanawiam się jakim chłopcem byłby Szymek, czy płakałby, czy byłby
        pulchniutki, jakie miałby włoski itd.... Strasznie mnie boli to, że nigdy nie
        usłyszę jego gaworzenia, kroków, nigdy nie zezłoszczę się na porozrzucane przez
        niego zabawki....
        Wciąż nie mogę się oswoić z tymi myślami.
        Czasem myślę, że to zły sen, z którego się obudzę i wszystko będzie jak
        wcześniej...
        Ściskam Cię mocno...
        Monika
      • agablues Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 12.09.04, 18:16
        Ja też przez to przechodziłam. Bywałam taka apatyczna, że zastanawiałam się czy
        jestem normalna, że budzę się, idę na cmentarz i żyję. Jakby to dotyczyło nie
        mnie, a ja jestem tylko biernym obserwatorem. Jak mi jest nijak - czasami sama
        się dołuję - szukam pretekstu. Np idę do sklepu z dziecinnymi rzeczami i patrzę
        na te wszystkie ciuszki, których nigdy nie założę Igusi, a w których wyglądałaby
        tak ślicznie...
    • yen74 Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 12.09.04, 22:10
      Mnie na szczęście do życia mobilizuje Maja.
      Dla niej wstaję rano i funkcjonuję przez cały dzień,uśmiecham się itd.
      To wypalenie czuję wewnątrz siebie. Jakby brak emocji czy jakoś tak.
      Dzisiaj byłam na cmentarzu, oglądaliśmy z mężem pomniki dzieci, to takie
      przygnębiające. Zamiast szukać zabawek my szukamy ładnego pomnika...
      A tak z praktycznego punktu widzenia, kiedy można postawić pomnik? Bo chyba
      jakiś czas musi upłynąć.
      Pozdrawiam
      • j0204 Re: Do Yen 13.09.04, 08:05
        My będziemy stawiać pomniczek dopiero na wiosnę. Sylwia jest pochowana do
        ziemi, grób nie jest murowany (bo miejsca dziecięce nie są na wieczystość) i
        chcemy odczekać trochę czasu, by ziemia się osiadła i by pomnik się nie obsuwał.
        rozmawiałam o tym z administratorem cmentarza i mówił mi jeszcze,że jak w zime
        zamówimy pomnik to będzie taniej.Wiadomo, w zimę nie ma zleceń.

        Ja przeżyłam załamanie w sobotę, kiedy to kupowaliśmy pampersy i zabawki dla
        mojej siostrzenicy, a ja w plecaku trzymałam znicze i lampki dla Sylwi -
        rozpłakałam się przy kasie i wszyscy się gapili, ale mi było to obojętne.
        Także , Yen - wyobrażam sobie co czujesz szukając pomnika. My narazie daliśmy
        sobie czas. byliśmy kiedyś u kamieniarza i mamy wybrany kolor pomniczka ale nic
        poza tym. a trzeba jakoś go zaprojektować i wogóle. Ale narazie nie mamy siły i
        przez zime bezdie jeszcze ziemia ogrodzona drewnianym płoteczkiem.

        pozdrawiam i ściskam.
        • yen74 Re: Do Yen 13.09.04, 09:55
          Jolu, tak własnie myslałam, że jakiś czas musi minąć, aby postawić pomniczek.
          Też chyba to zrobimy na wiosnę, na razie posadziłam białe wrzosy i maleńkie
          chryzantemy, może jakoś przetrwają zimę.
          Mój mąż za każdym razem jak jest na cmentarzu, to mówi, że to nie jest miejsce
          gdzie powinien teraz być. Ma w sobie wielką pustkę i złość na to wszystko co
          się wydarzyło. Chciał sam wystrugać krzyż dla Małej Hani, ale chyba jest to dla
          niego zbyt przygnębiające. Dobrze, że możemy o tym przynajmiej rozmawiać...
    • yen74 Re: trochę pamiętnik, trochę autoterapia ... 14.09.04, 14:32
      Ludzie wciąż pytają ... a ja juz nie mam siły odpowiadać...
      Za kilka dni minie miesiąc od urodzenia Małej Hani. A mi wcale nie jest lepiej.
      Nie mogę bez łez i ukłucia w sercu patrzec na małe dzieciaczki.
      Taka samotna sie czuję wtedy...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka