zorka7
21.12.04, 09:49
Natrudniejsze święta w roku - banał, prawda? Ale czasem ten własnie banał
uderza mnie z ogromną mocą.
Przecież to święto radości, bo "Bóg się rodzi".
Ciężarna stała się właśnie matką.
Mimo ubóstwa i chłodu tuli swoje dziecko i śpiewa mu cichutko. Nie myśli o
respiratorze, wylewach dokomorowych, zamartwicy jelit, karmieniu sondą, o
nowotworach, śmierci łóżeczkowej...
Jest piękna noc. Narodziło się dzieciątko. Maria rozkwitła.
A ja? Modliłam się żarliwie wczoraj by nie być w ciąży, bo NIE WOLNO mi być w
ciąży, bo wszystkie znaki na ziemi (.. tych na niebie już niestety nie widzę)
mówią, że ją stracę.
Strasznie bolą takie modlitwy.
Tak bardzo chciałabym nosić pod sercem kolejne dziecko.
Na sercu noszę Martynkę - i to starczy.
Nie mogę spokojnie słuchać kolęd
- już trzeci rok.