04.01.05, 11:27
moi drodzy! Julia urodziła się w 29 tyg, zmarła nagle po 4 tygodniach... ja
ciągle mam wrażenie, że to nie moje życie... skąd wziąć siłę do życia? jak
sobie pomóc? gg5678312
Obserwuj wątek
    • anniia Re: co dalej? 04.01.05, 11:49
      "skąd wziąć siłę do życia? jak
      > sobie pomóc?"
      gdybym wiedziala...
      Kazda z nas radzi sobie zapewne inaczej, - ja np. 2 m-ce po smierci mojej
      Majunii przygarnelam 4 tyg szczeniaka, - przynajmniej zajecie mialam (nadal
      mam) na najblizsze pol roku i troszke radosci i dzikiego zywiolu w domu, a
      potem to jakos poszlo, i forum pomoglo - wiem ze nie jestem sama z moim bolem.
      przytulam mocno
      Ania - mama Majunii gg 7199321
    • betty69 Re: co dalej? 04.01.05, 20:15
      witam,
      to bardzo trudne pytanie...
      prawdopodobnie kazda/y z nas radzi sobie z tym inaczej.
      dobrze ze tu trafilas. ja moge od siebie napisac ze forum pomoglo mi w pierwszym okresie zaloby.
      moglam tutaj wygadac sie, wyrzucic z siebie co mnie boli, poznalam wiele wspanialych ludzi.

      sciskam mocno
      b.
    • jona74 Re: co dalej? 04.01.05, 21:38
      Pzytulam mocno, życzę Ci żeby mimo bólu siła do życia się znalazła...
      asia
    • agafa30 Re: co dalej? 05.01.05, 08:08
      witam Cię serdecznie.
      przykro mi,że nie moge dać Ci gotowej odpowiedzi, ale dobrze, że napisałaś.
      Ja 'znalazłam" forum miesiac po śmierci mojej córeczki i w bardzo dobrym
      momencie, w momencie, w którym zaczęło docierać do mnie to co się stało. Nie
      wiem, kiedy odeszła Julia, ale w moim przypadku pierwszy miesiąc przeżyłam w
      jakims dziwnym, bliżej nieokreślonym stanie,po nim wyjazd,który pozwolił
      oderwać się od teo wszystkiego(choć temat rozmów i myśli krążyły wokół naszej
      córeczki). następne dwa tygodnie to był powrót do życia, do obowiązków i do
      pracy (po skróconym macierzyńskim) i właśnie wtedy znalazłam się na forum, w
      najgorszym momencie, kiedy cała prawda zaczęła do mnie docierać. Forum bardzo,
      ale to bardzo mi pomogło tzn. forum jak forum, ale wspaniałe dziewczyny, które
      napisały wówczas tyle pięknych, mądrych słow, czasami banalnych, ale bardzo
      prawdziwych,teraz to wiem, pół roku po tej tragedii, jak bardzo TE słowa,
      wsparcie, które ptrzymałam pozwoliły mi zyć, trwać dalej... skąd wziąć siłę do
      życia?... nie wiem, może na początku ze zwykłych obowiązków, z siły i wsparcia
      innych i mam nadzieję, że forum będzie jednym ze źródeł...
      Pozdrawiam serdecznie.
      • zorka7 Re: co dalej? 05.01.05, 09:24
        "mam wrażenie że to nie moje życie"

        Boże.. skąd ja znam te pytania...
        Tak samo wydawało mi się po śierci Martynki (wcześniaczki z 27 tyg.).
        Teraz wiem, że to była pierwsza faza żałoby - po prostu szok. Dopiero z czasem
        wszystko dociera, boli, ale tez stanowi dobry start do poddźwignęcia się i - o
        dziwo - układania życia na nowo...
        Dobrze, że jesteś tu z nami, odezwę się na gg.
    • anuszka_bishi_buluu Re: co dalej? 05.01.05, 09:43
      co dalej?...dalej trzeba będzie popłakać, porozpaczać, powściekać się,
      poprzeklinać cały świat, pokłócić się z Bogiem, upić się do spodu, zostać
      burkliwą wredną babą, dostawać ataku histerii na widok każdego dziecka,
      przeczytać wszystko w google na temat wcześniaków, obejrzeć finał Wielkiej
      Orkiestry Świątecznej Pomocy i ryczeć do upadłego jak będą pokazywali
      uzdrowione dzieciaczki, obwiniać siebie , męża, pogodę, wszysyko. Potem będzie
      trochę lepiej. Ja kupiłam kota. Działa jak cholera, zwłaszcza jak mały to wtedy
      masz kupę roboty. Kot mi się rozmnożył teraz mam już 3 sztuki, kupę sprzątania
      i gotowania dla nich. Pełno życia jest w domu.
      Naprawdę szczerze polecam kota-odpowiednio mocno kochany nie schodzi z kolan i
      daje się nosić na rękach jak dziecko. A.. i futerko mu się nie niszczy od łez
      jak sobie czasami w niego popłaczę
      Dorota
      mama Aniołka Marcinka
    • pullpecja Re: co dalej? 06.01.05, 18:49
      Witaj,
      Przykro mi, że zapoznajemy się w takich przykrych okolicznościach. Z osobistego
      doświatczenia ,kłótni z Bogiem nie polecam. Byłam przez wiele lat ateistką, do
      póki nie urodziła nam się córcia. Ona była dla mnie dowodem na istnienie Boga.
      Codziennie przed snem odmawiałam zdrowaśki za jej zdrowie (było to obłudne bo
      wmawiałam sobie że Boga nie ma, ale pomodlić się nie zaszkodzi...) Po jej
      odejściu zamiast obrażać się na Boga, dziękowałam mu za każdą godzinę szczęścia
      przebytą razem z nią. W moim przypadku sprawdziło się przysłowie:"Jak trwoga to
      do Boga". Modlitwa była dla mnie podporą, równie ważną jak miłość i opieka meża
      oraz rodziny. Propozycje innych mam dotyczące zwierząt są bardzo dobre -my z
      mężem kupiliśmy króliczka...
    • agablues Re: co dalej? 06.01.05, 22:44
      Mamo Julci,
      Każdy z nas miewa chyba takie złudzenie, ze widzi się czyjeś zycie, to wszystko
      dotyczy kogoś innego, nie nas. Ja czasami miałam wrażenie, ze to nie dzieje się
      naprawdę, że obudzę się jak ze snu...
      Siły do życia też nie miałam zbyt wiele. Na szczęście były wakacje, starsza
      córka u dziadków, mogłam więc przesypiać całe dnie i wychodzić z domu tylko na
      cmentarz, podlać kwiatki i zapalić te kilkanaście światełek. Mogłam nic nie
      robić, zwlec się popołudniu z łózka, poczytać forum, coś napisać i przetrwać
      jakoś kolejny dzień. Daj sobie czas i bądź dobra dla siebie. Jeśli chcesz, pisz
      co u Ciebie, a jak nie chcesz - pomilcz z nami. Jedno mogę Ci poradzić, nie rób
      nic na siłę, nie musisz być dzielna, nie musisz tutaj brać się w garść i nikt
      tutaj nie będzie Cię namawiał, żebyś zapomniała. Bądź dobra dla siebie, bo życie
      Cię mocno kopnęło i teraz potrzeba Ci wiele dobroci.
      Pozdrawiam serdecznie, Aga
    • wlekliczka Re: co dalej? 07.01.05, 14:07
      Bardzo Ci współczuję. Te święta musiały byc dla Was straszne.
      Minęło dopiero parę dni od narodzin Julki, jeszcze jesteś na pewno w szoku.
      Niestety najgorzej zwykle jest w następnych tygodniach, a po miesiącu, dwóch
      dochodzi do człowieka pełny realizm sytuacji. Każdy oczywiście przezywa to
      inaczej, bo nie ma dwóch takich samych historii.

      Na pewno pomaga aktywność wszelkiego typu. Mój synek Noel zmarł 2 lata temu.
      Wtedy nie było tego i innych forum na www.mamo-tato.pl czy www.fajnemamy.pl
      Pomogły mi na pewno próby organizowania pomocy dla rodziców po stracie -
      robiliśmy spotkania, pisałyśmy listy do miesięczników dla rodziców i
      dzienników, dlaczego temat śmierci i choroby dzieci to tabu. Na szczęście
      ludzie się przełamują i zaczyna się o tym mówić. Dziewczyny z tego forum
      działają dzielnie. Bo jest taka zasada: Pomagając innym, najbardziej pomagamy
      sami sobie.
      Pomaga wyjazd, zmiana klimatu. Pomaga rodzina i pamięć (a nie próba zapomnienia
      o dziecku), rozmowa o Twojej córeczce. Adopcja zwierzaka.
      A nade wszystko pomaga następne dziecko. Ja miałam to szczęście, że w chwili
      śmierci Noelka byłam w 6 miesiącu ciązy z następnym synkiem. Walka o zdrowie,
      walka ze stresem dla dobra drugiego dziecka, potem opieka nad nim, pomogły
      zająć myśli oraz ręce. Nigdy nie zajmą serca - serce bolało jak bolało. Ale
      taki już los nasz, rodziców po stracie dziecka.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka