26.08.05, 12:06
Dziewczyny wszystkie te które musiały przejść przez chorobę lub stratę
dziecka. Jesteście naprawdę wielkie. Ja mam córeczkę która na szczęście jest
zdrowa chociaż urodziła się jako wcześniak. Martwię się pierdołami takimi jak
pieniądze, studia, a WY dałyście sobie radę z największym nieszczęściem jakie
może spotkać kobietę i mówie to z pełną świadomością jako matka od teraz już
nic Was nie złamię już macie taka siłę że z wszystkim SOBIE PORADZICIE. A ja
dzięki Wam postaram się być lepsza matką i lepszym człowiekiem. DZIĘKUJĘ WAM
BARDZO. Dagmara
Obserwuj wątek
    • dalia771 Re: mamy... 26.08.05, 12:14
      Nie jestem wielka i nie dałam sobie rady! Ile razy jeszcze mam to mówić?
      Nie daje sobie rady.
      Nie stanowi dla mnie pocieszenia fakt, że moja tragedia pomaga innym docenić
      swoje szcześliwe życie.
      I znowu posypią się pewnie na mnie gromy....
      • nea2007 Re: mamy... 26.08.05, 14:42
        Przepraszam
        • mama.mimi Re: mamy... 26.08.05, 19:30
          Ja też nie dalam sobie rady i wcale nie jestem wielka, czuję się tak mała że aż
          boli!!!!!!!!!!!!
          • sabko Re: mamy... 26.08.05, 19:50
            żadna z nas Mam których dzieci są zdrowe lub przeszły jedynie ( dla na aż)
            przez chorobę swojego maluszka nie jest sobie wstanie wyobrazić tego co wy
            przeżywacie, ale przeciez tego typu posty nie są pisane przeciwko wam, ktoś
            czyta i poprostu chce coś napisać, nie jesteśmy psychologami i nie wiemy jakićh
            słów uzyć aby to nikogo nie zabolło.
            To formu jest otwarte dla wszystkich i zawsze będą pojawiać się tu takie
            wypowiedzi.
            • malenka37 Re: mamy... 26.08.05, 20:10
              Rozumiem, ale każda mama zrobiłaby dla swojego dziecka wszystko, i uwierz mi
              gdyby to spotkało ciebie również stanełabyś na wysokości "zadania" BO KOCHASZ
              swoje dziecko najbardziej na świecie i walczysz dla niego. I dlatego nie
              jesteśmy "wielkie, wspaniałe, etc"....
            • penelina Re: Przepraszam, że się wtrącam, ale ... 26.08.05, 21:20
              chciałabym tylko przypomnieć ( lub powiadomić ), że Agablues - założycielka
              tego Forum - pomyślała również o takich osobach :

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16556&w=13025805
            • dalia771 Re: mamy... 27.08.05, 17:34
              sabko napisała:

              > żadna z nas Mam których dzieci są zdrowe lub przeszły jedynie ( dla na aż)
              > przez chorobę swojego maluszka nie jest sobie wstanie wyobrazić tego co wy
              > przeżywacie, ale przeciez tego typu posty nie są pisane przeciwko wam, ktoś
              > czyta i poprostu chce coś napisać, nie jesteśmy psychologami i nie wiemy
              jakićh
              > słów uzyć aby to nikogo nie zabolło.


              > To formu jest otwarte dla wszystkich i zawsze będą pojawiać się tu takie
              > wypowiedzi.

              I dlatego ja coraz poważniej zastanawiam się, żeby przestać tu bywać. To było
              jedyne, jak dotąd miejsce, gdzie mogłam poczytać,, napisać coś i wiedziałam, że
              jestem rozumiana. Nikt mi nie prawił banałów i nie sprawiał bólu. A tymczasem
              coraz częściej czytam, że jestem wielka i dzielna. Śmiechu warte. Dziewczyny,
              wy nie macie zielonego pojęcia o czym piszecie!!! Mnie nie ma, rozumiecie? nie
              ma mnie, nie istnieję! A pisanie tutaj słów, że moje nieszczęscie pozwala komuś
              docenić własne szczęscie, jest dla mnie nietaktem. Nie trzeba być do tego
              psychologiem.
              • luxfera1 Re: mamy... 27.08.05, 22:10
                sabko napisała:
    • mamajulci2 Re: mamy... 29.08.05, 11:50
      Witam....
      rzadko tu piszę, ale wciąż Was podczytuję. Także takie wątki.... A może głównie
      takie.. Nie czytam światełek i bicia piany. To forum pomoglo mi po śmierci
      córki, ale dość szybko się otrząsnęłam i przestałam rozumieć co się tutak
      dzieje...

      Otrząsnęłam się po swojej tragedii i jak wiele dziewcząt z tego forum, za mało
      rozpaczałam, za mało płakałam (wiecie o co chodzi...) i za często się
      uśmiechałam. Lubię działać. Wyłapywałam posty o potrzebnej pomocy, drukowałam
      ulotki. Chciałam pomóc komuś, kto potrzebował pomocy jak ja kiedyś. Miałam
      nadzieję, że jest to miejce bardziej czynu niż słowa. Z czasem zmieniłam
      zdanie. Zobaczyłam, że osoby piszące tu widocznie potrzebują czegoś innego.
      Tylko słowa.

      I wiecie przerażają mnie takie wątki. Nie z powodu tego co pisze osoba, która
      go zaczyna. Rozumiem ją. Mam wielu przyjaciół, którzy przeżywali moją tragedię
      ze mną i też niejednokrotnie nie wiedzieli co powiedzieć. Czasami mówili to co
      możemy przeczytać w tym wątku. Rozumiałam ich. Nie winiłam. I to nie dlatego,
      że czułam się lepsza i wyrozumialsza. Wydaje mi sie, że nasze tragedie nas
      uwrażliwiają... ale niestety niektórych też przewrażliwiają... a szkoda.
      Cieszę się, że są osoby takie jak nea2007 i nie czuję sie przez nią urażona.
      Cieszę sie, że moja tragedia mogła sprawić, że choć jedna osoba będzie się
      bardziej cieszyć życiem, doceniać to co ma. I będzie lepsza. Jej podziw i słowa
      uznania nic dla mnie nie znaczą.... ale ważne jest dla mnie to, że jej życie
      nabiera sensu ...

      Trzymaj się nea2007:))))) i wybacz tym, które pierwsze rzucają kamień...
      • odlipcadomarca Re: mamy... 29.08.05, 17:15
        A ja sie czasem czuje "wielka" :) Gdy patrze na moja dorosla corke, ktorej
        udalo nam oszczedzic jakichkolwiek obciazen psychicznych czy wychowawczych
        wynikajacych z faktu, ze dziecko przed Nia umarlo zostawiajac mnie i mojego
        meza w glebokiej, czarnej dziurze. Lata mijaja, puste miejsce w glowie jest na
        zawsze. I wbrew tej pustce, moze dzieki niej a moze obok niej, wychowalismy
        mloda kobiete pelna radosci zycia i wiary w zycie. Bez falszywej skromnosci -
        jestesmy "wielcy", bo cierpienie i tesknota nie zniszczyly trwale ani nas, ani
        nastepnego pokolenia. Zmienily nas ale nie zniszczyly. Czlowiek jest jednak
        bardzo mocny.
        od7do3
      • sabko Re: mamy... 29.08.05, 20:53
        Dziękuję za twój post, jest bardzo mądry. Ja też napisałam kiedyś klika słów,
        podobnych do tych od nea2007 tylko, że opsiałam tam jeszcze mój własny ból który
        odczuwam wspominając tragiczny pocztek życia mojej córeczki, która teraz na
        szczęście jest zdrowa. Niefortunnie pod postem zostawiłam adres do zdjęć mojej
        małej, potem bardzo za to przepraszałam ale tak właściwie było mi bardzo
        przykro, nie chciałam przecież nikogo urazić a tylko opisać swoje uczucia.
        Niestety spotkały mnie jedynie naganne uwagi.
        • dalia771 Re: mamy... 30.08.05, 02:21
          eh, forum powoli zmierza w kierunku, który po prostu mi nie odpowiada i tyle.
          Dziwna może jestem, mam takie prawo.
          Jednych tragedia wzmacnia, innych zabija. Mnie zabiła, więc jak czytam, że
          jestem dzielna, wielka czy co tam jeszcze, to chce mi się wrzeszczeć i jeszcze
          raz powtórzę: nie macie pojecia o czym piszecie.
          Dla mnie nie jest budujące to, co piszecie i mysle, że nie tylko dla mnie.
          Tak, ale macie racje, macie prawo tu pisac, wyrażać swoje mysli, macie prawo
          robić to w szeroko pojetej dobrej wierze.
          natomiast tekst z kamieniem przeszedł dla mnie wszystko - jakim kamieniem? czy
          ja w kogoś rzucam obelgami? czy tylko prostuje, ze nie wszystko co uważacie,
          drogie mamy zdrowych dzieci, jest takie proste, dla mnie, matki dziecka, które
          odeszło bezpowrotnie?
          I piszę to szczerze (choć wyżej mogłam wydać się złośliwa) obyście nigdy nie
          zrozumiały o czym mówię.
          • odlipcadomarca Re: mamy... 30.08.05, 03:13
            Z tym, ze ja np. odeszlam stad na dosc dlugo wlasnie dlatego, ze rodzice,
            ktorzy stracili dzieci zaczeli mnie meczyc swoim brakiem checi do poradzenia
            samym sobie. Dla mnie to nie jest sprawa wzmocnienia, dla mnie to jest kwestia
            bycia konsekwentnym w swoich wyborach. Czesto konsekwentnym az do bolu. O czym
            pisze? A no o tym, ze gdy umarla moja pierwsza corka, nastapil moment, w ktorym
            podjelam bardzo swiadoma decyzje - "bede zyc" a co za tym idzie - "bede zyc
            dobrze!!!!" Bo na cos, moim zdaniem trzeba sie zdecydowac - zycie w limbo
            niszczy nie tylko osobe ciepiaca ale bardzo wielu dookola. Trzeba byc tego
            swiadomym. To nie ma nic wspolnego z moca - to jest raczej instynkt
            samozachowawczy a jednoczesnie wyrozumowane "albo - albo". I skoro wybralam to
            akurat "albo" czyli zycie, to zyje jego pelnia, bo wyboru dokonalam w bardzo
            tragicznych okolicznosciach i jak najbardziej swiadomie.
            Dlatego tez wszelkie nawylowania na forum do nie pisania czegos tam, bo ktos
            cierpi albo do zamkniecia forum celem "ochrony" piszacych przed ludzmi, ktorzy
            ponoc "nic nie rozumieja" sa, wedlug mnie, kolejnym wciskaniem cierpienia po
            stracie dziecka w jakies z gory ustalone ramy. Ludzie cierpia roznie!!! W mojej
            pracy najwiecej naprawde cierpiacych to ludzie maksymalnie wsciekli na swiat,
            innych ludzi, los, zycie - wsciekli, grozni (dla siebie glownie), zwyczajnie
            zli. Tak sie objawia Ich cierpienie i znajac to forum wiem, ze dla Nich miejsca
            by tu nie bylo :( Nie ma tu tez za bardzo miejsca dla takich jak ja -
            odbierajacych moje prywatne cierpienie w perspektywie np. cierpien moich
            pacjentow albo np. pokolenia moich rodzicow, ktorzy przezyli wojne, obozy itp.
            Jakze ja moge sie skarzyc na moja strate gdy siedzi przede mna kobieta, ktorej
            meza i 5 dzieci zabito na Jej oczach, gwalcono Ja przez 3 tygodnie dniem i noca
            w chacie, gdzie za sciana bito i krzywdzono Jej tesciowa oraz 2 pozostalych
            dzieci? No jak ja moge nawet westchnac na moj temat? Padaly tu czesto slowa o
            nieporownywalnosci cierpien - smiem sie z tym nie zgadzac. I to jest kolejny
            powod, dla ktorego zle sie czuje na tym forum. Ale po dluzszej nieobecnosci -
            wrocilam (doslownie na chwileczke). Bo mam poczucie wspolnoty z rodzicami,
            ktorzy przeszli moja sciezka nawet jezeli to przejscie doprowadzilo Ich na
            zupelnie inne brzegi niz mnie.
            Pisze to, Dalia, bo ja tez sie czuje "dziwna" i mysle, ze kazdy tu czuje
            sie "dziwny", bo mysmy tak naprawde przestali pasowac do wielu miejsc i rzeczy
            po tym, co nas spotkalo. W tej dziwnosci jednak jest jakas wspolnota i za nia
            jestem osobiscie bardzo wdzieczna Agablues - ze taka wspolnote tu stworzyla.
            Moze jest to wspolnota troche krzywa, kostropata, "dziwna" ale przeciez laczy i
            wbrew wszystkim nam czasem sie buntujacym czy znikajacym, trwa.
            I jeszcze jedno - strasznie mnie zlosci gdy rodzice, ktorzy stracili swoje
            dzieci pisza do rodzicow, ktorzy je maja, ze "nic nie rozumieja". Naprawde nie
            trzeba wszystkiego przezyc zeby ROZUMIEC - to jest i piekne, i straszne -
            czesciej straszne, niestety.
            Znikam znow na jakis czas. Afryka czeka :) Odezwe sie pewnie kolo pazdziernika
            jesli jeszcze forum bedzie otwarte. od7do3
            • mamajulci2 Re: mamy... 30.08.05, 08:27
              Odlipcadomarca - mam tak samo jak TY ;))))))) Mam nadzieję, że się gdzieś,
              kiedyś spotkamy ;))))

              Odnośnie "kamienia" - to nie był tekst, który miał kogoś urazić, czy sugerować
              obelgi.
              Ze swojego doświadczenia wiem, że po śmierci Julki jestem czasami tak
              przewrażliwiona, że to ja bardziej ranię tych, którzy chcą mi pomóc niż Oni
              mnie. Co więcej w moim ranienie jest bardziej świadome niż ich....
              Czasami czytając odpowiedzi na forum na takie posty widzę pewne analogie... i
              wtedy się zaczynam zastanawiać, kto tu kogo rani i czy aby napewno jest w tym
              dobra wiara...

              Zawsze można odpowiedzieć sobie na pytanie - chcę dać sobie z czymś radę lub
              nie, chcę kogoś zrozumieć lub nie... czasami wystarczy spróbować.

            • ewamonika1 Re: do od lipcadomarca 30.08.05, 09:07
              przepraszam za prywatę, ale chciałam pozdrowić "starą" zamojszczankę :-)

              ps. dzięki za Twego posta.

              e (Zamoyski, matura 86 :-)
      • mama.mimi Re: mamy... 30.08.05, 08:26
        Każdy ma prawo do żałoby, jedni podnoszą się szybciej inni potrzebują więcej
        czasu. Mam prawo napisać że coś mnie zabolalo, czyjeś słowa tak jak ktoś inny
        ma prawo napisąć że jestem "wielka". Tylko nie rozumiem, co to znaczy być
        wielką. To że żyję, że nie popełnilam samobójstwa? Niech mi ktoś odpowie na to
        pytanie.
        Może dzięki temu że już pół roku roztkliwiam się nad sobą mnie wzmocni,
        niewiem, ale będę się tak czuć, bo tak czuję...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka