joamol
09.09.05, 10:58
Zbierałam się długo, żeby tu napisać i zapytac Was forumowiczki, jak poradzić
sobie z ogromnym poczuciem winy. Czy mi już zupełnie w głowie się miesza?
Moja córeczka zasnęła 10 dni przed terminem 25.08.2005. Prawie przez całą
ciążę leżałam,wiele obowiązków spadło na mojego męża, który dzielnie radził
sobie z pracą, domem, ze mną, szptalami, bo trzy razy leżałam na oddziale
położniczym. Moja Mała miała wadę serca i kiepskie łożysko a wszystko to
najprawdopodobniej przez toxo, którą się w ciąży i to niedawno ponoć
zaraziłam. Nie wiem jeszcze niczego do końca, bo jestem w trakcie badań.
Kiedy zaplanowaliśmy ciążę byliśmy u pani doktor, która kazała tylko odstawić
piguły i do roboty, przecież jesteśmy zdrowi...Nie robiłam żadnych badań,
brałam witaminy i kwas foliowy. Zwolniłam tempo w pracy i tyle.
Ciążę po teście potwierdziłam już w szpitalu, gdzie trafiłam z podejrzeniem
poronienia, bóle brzucha, plamienia...Nikt o badaniach nie mówił, potem
wybrałam lekarza do prowadzenia ciąży, zawsze dokładnie mnie badał,
wypytywał, był na telefon, zawsze chuchający na zimne, było częste usg i sama
serduszko śliczne oglądałam, ale nigdy nie sprawdzałam, czy powinien zlecać
coś więcej, przeczytałam to i owo o toxo czy cytomegalii, ale uznałam to za
rzadkość i nie przejmowałam się zbytnio.
A teraz kiedy nie ma już mojej córci wiem, że mogłam zrobić dodatkowe
badania, przejrzeć więcej witryn, porad, kontrolować i bardziej świadomie
prowadzić tę ciążę, unikać mięsa, nie przygotowywać obiadów, sama nie wiem,
co jeszcze (na jednym z forum pani napisała, że toxo nie dotyczy czyściochów,
nie wiedziałam, że jestem brudasem...) A ja tylko sprawdzałam rzeczy, które
się działy, skracające się szyjki, krążki, nazwy lekarstw i podobne przypadki.
Każdego dnia przepraszam córeczkę za swoją głupotę, za swoją wiarę, że jednak
będzie dobrze (choć były momenty zwątpienia zwłaszcza, gdy lądowałam w
szpitalu). Przepraszam męża, że zabiłam nasze dziecko a on tak bardzo jej
pragnął, on ma już mnie dość, chciałby przejśc "NAD TYM" i żyć normalnie.
Odwiedzamy grób córeczki i on z nią rozmawia a ja tylko płaczę i przepraszam.
Rodzina ciągle mówi, jaki to zły lekarz, którego ja wybrałam,jego wina, że
coś przegapił, a więc moja, że mu zaufałam. Nawet teraz myślę, że po prostu
dotąd nic takiego mu się nie przydarzyło, może teraz będzie ostrożniejszy pod
tym względem, ah i wszystkie kobietki "od niego" są zadowolone, spotykam je z
dziećmi.
Ci co mieli do czynienia z toxo (rodzina) nie mogą się nadziwić,że nie
kontrolowałam bakterii w ciąży...
Czuję się z tym okropnie, tak bardzo brakuje mi mojej córci. Tak bardzo za
nią tęsknię, choć nie dane mi było jej nawet przytulić, usłyszeć, ledwo
zobaczyć.
Kocham ją i nigdy nie chciałam jej skrzywdzić. Czuję ogromną pustkę i czuję
się ogromnie winna w stosunku do Niej, Męża i całej rodziny.
Płaczę tylko rano, jak jestem sama. Zbieram się, staram się być silna, ale na
każdym kroku roztrząsam, czy mogłam zapobiec, czy to napewno toxo a może
jednak nie, czy lekarz zawiódł, czy można mu jeszcze ufać?Zadręczam siebie i
czasem, jak się nie kontroluję to i otoczenie, tym ciągłym pytaniem, czy Ona
mi wybaczy, czy oni mi wybaczą...
Oboje marzymy o dziecku...kiedyś, jak znajdziemy siły i nie po to, żeby
zapomnieć o naszej Karolince, ale, żeby po prostu mieć do kochania tu na
ziemii.... Chciałabym tylko umieć wybaczyć sobie stratę córeczki, czuję, że
dopiero wtedy będę mogła iśc dalej.
Rozpisałam się,
Asia