tusia911
10.02.07, 18:06
Od 18 tygodnia silne krwawienia. W szpitalu byłam na jedną dobę. Stwierdzono
krwiaka w łożysku. W domu leze plackiem. W 22 tygodniu potworny krwotok.
Pogotowie przyjeżdża i każa schodzic mi z 4 piętra o własnych siłach. Od
9.01.
w szpitalu w Grudziądzu. Lekarze nic nie wiedza. Niby duży krwiak w łożysku.
Za
parę dni kontrola usg. Krwawienie ustąpiło. Krwiak "zniknął", a miał 3 dni
wcześniej 6cm na 4cm. Tego samego dnia wieczorem krwotok. Krwiak się znowu
pojawił (paranoja). Powtarzajace się skurcze i krwotoki co 48h. CRP wzrosło.
Dostaje antybiotyki. CRP skacze. Gorączka wzrasta do 39. Nikt nic nie wie i
nic
nie robią. Błagałam lekarzy o przewiezienie do Bydgoszczy skoro tutaj nic nie
wiedza. Na marne :( 24.01. dostałam takiego wielkiego krwotoku, że 25.01.
przewieziono mnie na sygnale do Bydgoszczy. Stwierdzono rozwarcie na 1,5cm
coraz silniejsze skurcze i odchodzenie wód i krwotok. W Grudziądzu mialam 2
razy podawana krew ze wzgledu na postepujaca anemie III stopnia. W Bydgoszczy
hemoglobina spadła mi do granic normy i znow krew. 25.01. w 24 tygodniu ciazy
zrobiono cesarke. Kubulek wazyl 590 gram. Nie dawali mu zadnych szans. Mój
syneczek zyl 10 dni. Jego sliczne maleńkie seruszko przestało bić. Byłam przy
nim do konca. O wszystko obwiniam niekompetentnych lekarzy z Grudziądza.
Nigdy nie pójdę już do żadnego. Boję się.