dag6004
16.03.09, 15:26
Najlepiej zacznę od początku.Mam 30 lat,po 5 latach starań o dziecko
zaszłam w ciążę.Dzień, w którym dowiedziałam się o dziecku jest i na
zawsze pozostanie najszczęśliwszym dniem mojego życia, a to 9-mcy
ciąży najcudowniejszym czasem.Córka urodziła się idealnie w
terminie.Słyszałam jej płacz i przytulałam ją.Dostała 10
pkt.Apghar.Po 5 min.zaczęła mieć problemy z oddychaniem.Zabrano ją
do inkubatora.Po 4h zmarła.Wynik sekcjji:wada serca-przełożenie
naczyń wielkich.Wszystko co zdążyłam jej powiedzieć przez te parę
sekund po urodzeniu to:Już dobrze słoneczko.Zdążyłam ją też
pocałować w czoło.To wszystko.Tu zaczyna się moja ciemność.Potem już
dziecka nie widziałam,nie byłam nawet na pogrzebie.Nie pytam
dlaczego,bo nie mam do kogo tych pytań kierować.Wcześniej
zadręczałam lekarzy pytaniami czy ja ją zabiłam,ale dziś już nie
pytam.Po prostu zrządzenie losu,po prostu trafiło na mnie, tak jak
trafia na wiele innych kobiet.I jestem tu także dla nich,tak ,jak
one są dla mnie.Żebyśmy nie czuły się gorsze,na marginesie i z boku.
Dziś już umiem zawiązać sznurówki i nie idę 15 min do łazienki.
Umiem zjeść bułkę sama i czuję jej smak.Umiem włączyć pralkę i
zrobić herbatę.Wszystko widzę teraz inaczej i wszystkiego uczę się
od nowa.